Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Kobiety regularnie gimnastykujące się w czasie ciąży równie często rzucają palenie, jak panie stosujące nikotynową terapię zastępczą (NTZ), np. plastry.

Do podobnych wniosków doszli autorzy dwóch badań z udziałem ciężarnych uzależnionych od nikotyny. Wg brytyjskich uczonych, z nałogiem zrywała jedna czwarta aktywnych fizycznie pań. Identyczne rezultaty uzyskano po zastosowaniu NTZ. Pierwszy ze sposobów jest jednak zdrowszy i dla matki, i dla płodu. A z efektów gimnastyki można skorzystać już w czasie porodu.

W pilotażowych eksperymentach uwzględniono kobiety powyżej 18. roku życia, które paliły przynajmniej jednego papierosa dziennie. Wiek ciąży wahał się od 12. do 20. tygodnia. W ramach jednego badania przyszłe mamy przez 1,5 miesiąca gimnastykowały się raz w tygodniu pod okiem fachowca. Druga grupa przez 6 tygodni spotykała się dwa razy w tygodniu, a potem (przez kolejne 21 dni) raz na tydzień. Każda z ochotniczek mogła zasięgnąć porady specjalisty ds. uzależnień.

Panie gimnastykowały się w umiarkowanym tempie, a ich aktywność polegała głównie na chodzeniu. Osiem z 32 kobiet rzuciło palenie przed rozwiązaniem. Obecnie Brytyjczycy, którzy pracują pod przewodnictwem Michaela Usshera z Uniwersytetu św. Jerzego w Londynie, skoncentrowali się na dużo większej próbie ciężarnych (850). Choć nie wyjawili, czemu ćwiczenia pomagają rzucić palenie, pewnych sugestii dostarczają wcześniejsze badania. Ujawniły one bowiem, że aktywność fizyczna zmniejsza natężenie ciążowych zachcianek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

aktywnosc fizyczna sposobem na wiele bolaczek!

Share this post


Link to post
Share on other sites

wiem o tym i nie jestem zbyt aktywny fizycznie;zresztą masa osób tak ma,ciekawe...spróbujcie dostrzec coś pozytywnego,pięknego,fascynującego lub wzniosłego w ciemnej stronie mocy(alkoholu,nieróbstwie,niezdrowiu) fani wzorowego trybu życia

Share this post


Link to post
Share on other sites

A kto powiedział, że ja nie jestem czasem leniem? Że nie pijam piwa (buhahaha ;D )? Problem w tym, że wszystko trzeba w życiu dawkować z umiarem. Poza tym zdrowie jest tym wyjątkowym elementem naszego życia, który dostajemy jednorazowo i nie da się odrobić w stu procentach tego, co się utraciło.

Share this post


Link to post
Share on other sites

przy czym życie jaki jest każdy widzi...dla jednych fajne dla innych nie i nie jest łatwo zmienić gdy niefajne i wtedy nie bardzo chce się dbać o zdrowie(PS:nie użalam się nad sobą-wyszedłem z tego,tylko bronię EMOsiów)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niezaprzeczalne i bezsprzeczne jest to, że w końcu każda ruszająca się d*pa (bez względu na płeć, kim jest, w co wierzy, co czyni i co zamierza) zmuszona zostanie do zaprzestania jakiejkolwiek gimnastyki (stężenie pośmiertne) ;D

Zatem koniecznym (w zgodzie z naturalnym porządkiem rzeczy)wydawałoby się utrzymywać właściwy kierunek trendu. Slowly...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli uważasz zapewne, Antyszwedzie, że gdy jest ciężko, najlepiej usiąść i zacząć płakać nad tym, jakie życie jest żałosne? A nie pomyślałeś przypadkiem o tym, że aktywność fizyczna pomaga wyzwolić endorfiny, a zdrowa dieta dodaje energii na to, żeby w ogóle coś ze sobą zrobić?

 

Wiesz, w czym jest problem? W tym, że zdecydowana większość osób, które mają problemy, nic tak naprawdę nie robi, by zmienić swój los. Jedyne, co potrafią, to czekać na pomoc z nieba albo narzekać. Nawet nie starają sie podjąć jakiejkolwiek aktywności na rzecz poprawy własnego stanu. Rzecz jasna, własną bezsilnością też się dobijają i ściągają coraz mocniej w dół. A wystarczy naprawdę niewiele, trzeba coś po prostu ze sobą zrobić (P.S. nie wywyższam się nad innych, bo sam przez to przechodziłem - z tym, że dzięki własnym wysiłkom wyszedłem z tego i dlatego nie znoszę EMOsiów za ich bezczynność).

Share this post


Link to post
Share on other sites

oj fajowo się zazwyczaj bierze prysznic po fizycznej aktywności ;) chodziło mi o brak motywacji do wyjścia z dołka-wszak niemal pewne jest że się umrze lub że kiedyś będzie nas coś znowu bolało, to że wielu w nim siedzi i nic nie robi to prawda

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy motywacją nie jest sama perspektywa poprawy? Skoro jest tak źle, że gorzej już być nie może, to każda zmiana powinna prowadzić do przodu, czyż nie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

skoro życie kogoś dobija a to co ma w perspektywie to życie lepsze lecz nadal niedoskonałe?jeśli ktoś ma wysokie wymagania to jednak trudno o motywację

Share this post


Link to post
Share on other sites
trudno o motywację

I tu wracamy do punktu wyjścia, czyli oczekiwania, aż samo spadnie z nieba. Nie licząc zaburzeń neurologicznych oraz naprawdę ciężkich przeżyć, w moim odczuciu zdecydowana większość przypadków depresji to tak naprawdę wina ludzkiej głupoty i lenistwa (choć bardzo chętnie poznałbym opinię osoby zajmującej się tym zagadnieniem zawodowo, bo mam pełną świadomość, że mogę być w ogromnym błędzie).

 

Przykry jest też fakt, że tak wielu ludzi w Polsce wstydzi lub boi się wizyty u psychoterapeuty lub psychiatry, bojąc się o uzyskanie statusu "czubka". Nieco szersza myśl: to naprawdę przykre, że ludzie nie wstydzą się iść do lekarza z bolącym gardłem, a wstydzą się np. wizyt u proktologa, seksuologa czy psychiatry. Koszmar.

Share this post


Link to post
Share on other sites

mnie to nie dziwi i łatwo znaleźć przyczyny,niekiedy nawet racjonalne,a może po badaniach wyszłoby że taki wstyd i niechodzenie jest pozytywne-wizyta u prokto/seksuo/psychiatrologa sugeruje innym że coś jest z tobą nie tak więc maleją szanse na rozród i prestiż społeczny-ta nasza głupia polakokatolicka kultura nie do końca musi być taka głupia

Share this post


Link to post
Share on other sites

czy dopuszczacie taką oto motywację nicnierobienia:

jestem znudzony(ona) tym wszystkim co już znam i co wiem (nic więcej nie pragnę, tylko odpocząć)?

Share this post


Link to post
Share on other sites

sam taką miewam ale to zależy co powie dziesięciu syjonistów rządzących światem,na razie nie odpowiadają na maila z zapytaniem

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż może owych 10 (

sam taką miewam ale to zależy co powie dziesięciu syjonistów rządzących światem,na razie nie odpowiadają na maila z zapytaniem

choćby nawet 100) syjonistów powiedzieć o nicnierobieniu, skoro ciągle coś "kombinują"=>są zajęci czymś innym, niż rozprawianiem się z własną ostatecznością (której i tak ulec muszą)?

 

Ale...(pocieszająca informacja=supernews) nie wszyscy umrą. Ci co już umarli z pewnością nie umrą. Poza tym ci, którzy nigdy się nie narodzą też nie umrą. Nieprawdaż?

Share this post


Link to post
Share on other sites

zasadniczo wszystko czego nie ma nie umrze,jeśli trzymać się standardowej polszczyzny...ja już dawno wyrosłem z rozważań nad śmiercią(był jedne z pierwszych) i obchodziłem temat dookoła jak magellan,co sądzisz o pojęciu zwanym sens?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zasadniczo nie masz racji: wszyscy, którzy narodzą się Jutro (dziś ich jeszcze nie ma) z pewnością umrą Pojutrze.

Obchodząc temat dookoła popełniłeś (zwodnicze co do konkluzji)nadużycie. Nie zapominaj iż jako żyjący=umierający już jesteś W tym temacie i cokolwiek mogłoby mieć dla kogokolwiek jakikolwiek Sens, jest to tylko idealizowanie (itp.), zupełnie nieistotne w sytuacji krańcowo terminalnej.

Sens pozostanie, żyjący umrą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

zasadniczo rzeczywiście racja,co do sensu to daje on chęć do wypełniania dni ruchem mięśni przed sytuacją krańcowo teminalną,choć ja go nie widzę

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sens jest tak wielki i rozmyty, jak cała trwająca materialnie rzeczywistość.

To co wewnątrz jest natomiast takie małe, że nie wiadomo czym jest (poza tym, że z pewnością jest świadomą jaźnią próbującą się zgłębić aż do dna "centrum"), wiadomo jednak Czym się kończy.

Dlatego trudno ów dostrzec prawdziwie (w pełni obiektywu).

P.s.

Nie można być de facto równocześnie żywym i martwym (jako struktura zdolna do samoświadomej auto-refleksji).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ale...(pocieszająca informacja=supernews) nie wszyscy umrą. Ci co już umarli z pewnością nie umrą. Poza tym ci, którzy nigdy się nie narodzą też nie umrą. Nieprawdaż?

 

  ;D ;D usmiałem się z tego supernewsa... tylko że myślenie wywołuje zaburzenie które trwa po usunięiu źródła zaburzenia i moze się przenosić na inne obiekty (tak jak nieśmiertelne (w pewnym sensie) są np: idee )tak więc nie żyjąc - żyjesz dalej ale bez możliwości zmiany tego co pomyślałeś jako część idei którą rozwijałeś (no chyba że była to słaba idea wtedy kontynuatorów nie będzie). 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

wydaje mi się że to co pozostaje po myśleniu ma mniejszy wpływ na otaczające środowisko niż np. to co pozostaje po człowieku po wypróżnieniu

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cogito

nie zgadzam sie. jesli komus sie pomysli ze recykling jest w sumie ok i przydatny i zacznie sie stosowac i przekaze swoja mylsl dalej to ma to wiekszy wplyw niz wyproznienie

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wysokie spożycie błonnika w czasie ciąży wiąże się z obniżonym ryzykiem celiakii u dzieci.
      Eksperci z Norwegii stwierdzili, że na każdy 10-g wzrost ilości błonnika w diecie ciężarnej przypadał 8% spadek ryzyka celiakii u dziecka. W grupie z największym spożyciem błonnika (powyżej 45 g dziennie) ryzyko było o 34% niższe, w porównaniu do grupy z najniższym spożyciem (poniżej 19 g dziennie). Z najniższym ryzykiem wiązało się raczej spożycie błonnika z owoców i warzyw niż ze zbóż.
      W ramach studium analizowano przypadki ponad 88 tys. dzieci urodzonych w latach 1999-2009. Naukowcy mierzyli spożycie włókna i glutenu przez matkę w czasie ciąży. Potem sprawdzali, czy w okresie, w którym monitorowano losy badanych (średnio 11 lat), u dziecka stwierdzono celiakię.
      Obecnie mamy bardzo mało danych na temat zależności między matczynym spożyciem błonnika lub glutenu w czasie ciąży a ryzykiem celiakii u dzieci. Ponieważ to pierwsze badania dot. matczynego spożycia błonnika, na razie nie możemy rekomendować konkretnych schematów dietetycznych [...]. Konieczne są dalsze badania. My zajmujemy się teraz sprawdzeniem, czy spożycie włókien przez matkę wpływa na mikrobiom jelitowy dziecka; to bowiem jedno z potencjalnych wyjaśnień uzyskanych wyników - komentuje dr Ketil Størdal z Norweskiego Instytutu Zdrowia Publicznego.
      Co istotne, akademicy stwierdzili również, że spożycie przez kobietę glutenu w czasie ciąży nie wiązało się z wyższym ryzykiem celiakii. "Nasze wyniki nie stanowią poparcia dla ograniczania spożycia glutenu przez kobiety w ciąży".
      Zespół, który zaprezentował swoje ustalenia na dorocznej konferencji Europejskiego Towarzystwa Gastroenterologii Pediatrycznej, podkreśla, że zdiagnozowane przypadki stanowią niewielki odsetek ogólnej liczby chorych i że większość dzieci pozostaje niezdiagnozowana.
      Jak najwcześniejsze zdiagnozowanie celiakii jest kluczowe dla zapewnienia dziecku optymalnego wzrostu i rozwoju; do powikłań niezdiagnozowanej choroby trzewnej należą bowiem upośledzenie wzrostu i przybierania na wadze, opóźnione dojrzewanie, anemia z niedoboru żelaza, przewlekłe zmęczenie czy osteoporoza.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Liczne ciąże i karmienie piersią chronią przed rakiem piersi nie tylko kobiety, które są standardowo narażone na tę chorobę, ale również te panie, u których ryzyko wystąpienia nowotworu jest większe. Badacze z Columbia University Mailman School of Public Health oraz Institut National de la Santé et de la Recherche Médicale w Paryżu potwierdzili, że dobroczynne skutki ciąż są widoczne też u kobiet z mutacjami genów BRCA1 i BRCA2. To geny supresorowe nowotworów, a nawet 10% przypadków raka piersi jest spowodowanych mutacją jednego z nich. U takich kobiet ryzyko rozwoju raka piersi rośnie 5-krotnie, a raka jajników nawet 20-krotnie.
      Amerykańsko-francuski zespół zauważył, że u kobiet z mutacją BRCA1, które donosiły dwie ciąże ryzyko rozwoju choroby spda o 21%, w przypadku trzech ciąż jest o 30% mniejsze, a czwarta ciąża powoduje zmniejszenie ryzyka o 50% w porównaniu z kobietami, które były w ciąży jednokrotnie. Również karmienie piersią zmniejszało ryzyko nowotworu u kobiet z mutacją BRCA1. Natomiast u kobiet z mutacją BRCA2 dopiero czwarta ciąża i kolejne zmniejszały ryzyko rozwoju nowotworu.
      Dowiedzieliśmy się również, że dla wielu czynników ryzyka naprawdę ważny jest termin zajścia w ciążę. U kobiet, u których nie występują mutacje ciąża wiąże się z krótkoterminowym wzrostem ryzyka nowotworu i długoterminową ochroną przed nowotworem, jednak zasady te mogą nie dotyczyć kobiet z mutacjami BRCA1 i BRCA2, gdyż krótkoterminowy wzrost ryzyka i długoterminowa ochrona mogą zależeć od momentu w życiu, w którym kobieta w ciążę zaszła, mówi główna autorka badań, profesor Mary Beth Terry.
      Co więcej, burza hormonalna, która ma miejsce podczas pierwszej ciąży, może mieć mniejszy lub większy wpływ na ryzyko rozwoju raka piersi, w zależności od tego, czy kobieta znajduje się w okresie bardziej czy mniej podniesionego ryzyka rozwoju nowotworu. Pomiędzy mutacjami BRCA1 i BRCA2 istnieje bowiem około 10-letnie przesunięcie. W przypadku kobiet z mutacją BRCA2 największe ryzyko pojawienia się choroby zachodzi około 10 lat później niż u kobiet z mutacją BRCA1, dodaje doktor Nadine Andrieu z Paryża.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wypalanie ponad 20 papierosów dziennie może prowadzić do uszkodzenia wzroku.
      W badaniu uwzględniono 71 zdrowych osób, które w ciągu życia wypaliły mniej niż 15 papierosów, oraz 63 osoby ze zdiagnozowanym uzależnieniem, które nigdy nie próbowały zerwać z nałogiem i wypalały ponad 20 papierosów dziennie. Ochotników w wieku 25-45 lat zbadano za pomocą tablic służących do oceny ostrości wzroku; wszyscy mieli wzrok normalny bądź skorygowany do normalnego.
      Podczas eksperymentu sprawdzano, jak dobrze badani radzą sobie z rozróżnianiem subtelnych różnic odcieni (poziomów kontrastu) i kolorów. Naukowcy sadzali ich w odległości 1,5 m od 19-calowego monitora CRT.
      Okazało się, że u palaczy występowały znaczące zmiany w widzeniu barwnym w zakresie niebiesko-żółtym i czerwono-zielonym (cechowała ich obniżona zdolność dyskryminacji kontrastów i barw). To sugeruje, że przyjmowanie substancji o działaniu neurotoksycznym może prowadzić do utraty widzenia barwnego.
      Wcześniejsze badania wskazywały, że długotrwałe palenie podwaja ryzyko związanego z wiekiem zwyrodnienia plamki żółtej. Powiązano je także z żółknięciem soczewki oraz zapaleniem [błony naczyniowej]. Nasze badania pokazują, że wypalanie dużej liczby papierosów lub przewlekła ekspozycja na substancje związane z ich używaniem wpływają na rozróżnianie wzrokowe [...] - podkreśla Steven Silverstein z Rutgers University.
      Badania, których wyniki ukazały się w Psychiatry Research, nie dają fizjologicznego wyjaśnienia zaobserwowanych zjawisk, ale naukowcy podejrzewają, że przyczyną są uszkodzenia naczyń i neuronów siatkówki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Do tej pory donoszono o badaniach, które pokazywały, że synowie matek palących w czasie ciąży mają niższą liczbę plemników w ejakulacie. Najnowsze studium naukowców z Uniwersytetu w Lund pokazuje zaś, że mężczyźni, których ojcowie palili w czasie ciąży, mają aż o połowę mniej plemników niż synowie ojców niepalących.
      Badanie przeprowadzono na 104 Szwedach w wieku 17-20 lat. Po wzięciu poprawki na ekspozycję matki na nikotynę, czynniki socjoekonomiczne, a także na palenie samego badanego, okazało się, że u synów palących ojców występuje o 41% niższa koncentracja plemników i 51% mniej plemników niż u mężczyzn z niepalącymi ojcami.
      Byłem bardzo zaskoczony, że bez względu na matczyną ekspozycję na nikotynę, liczba plemników u mężczyzn, których ojcowie palili, była o tyle niższa - podkreśla Jonatan Axelsson.
      Kotynina jest szkodliwym metabolitem nikotyny. Mierząc jej poziom, naukowcy mogli ustalić, czy to sami rodzice palili, czy też byli narażeni na bierne palenie.
      Axelsson podkreśla, że potrzeba dalszych badań, by zrozumieć, jakie mechanizmy leżą u podłoża zjawiska opisanego na łamach PLoS ONE.
      W odróżnieniu od matczynego jaja, gamety ojca dzielą się stale w ciągu życia i w momencie podziału występują niekiedy mutacje. Wiemy, że dym papierosowy zawiera wiele substancji mutagennych, dlatego można sobie wyobrazić, że w okresie zapłodnienia gamety przeszły mutacje i doszło do przekazania genów obniżających jakość nasienia u potomków męskich.
      Większość nowo powstałych mutacji (mutacji de novo) wiąże się z ojcem. Oprócz tego Szwedzi wspominają o spostrzeżeniach, że palenie prowadzi do uszkodzeń DNA plemników. Skądinąd wiadomo też, że u palaczy występuje więcej przerw w łańcuchu DNA.
      Wiemy, że istnieje związek między liczbą plemników i szansami na ciążę, dlatego opisane zjawisko może wpływać na prawdopodobieństwo, że synowie palaczy będą mieć dzieci. Palenie ojca połączono też ze skróceniem wieku reprodukcyjnego córek, dlatego stwierdzenie, że wszystko zależy od tego, czy matka pali, czy nie, nie wydaje się przekonujące. Dalsze badania mogą nas przybliżyć do związku przyczynowo-skutkowego - podsumowuje Axelsson.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjalistom z University of Minnesota udało się powstrzymać komórki nowotworowe przed rozprzestrzenianiem się oraz zbadać w jaki sposób zostały one powstrzymane.
      Od lat wiadomo, że komórki nowotworowe rozprzestrzeniają się po określonych trasach. Wykorzystują swoiste „autostrady” do ruchu wewnątrz guza oraz, po jego opuszczeniu, po naczyniach krwionośnych i tkankach. Osoby, u których występuje duża liczba takich „autostrad” mają mniejsze szanse na przeżycie choroby. Dotychczas nie wiedziano, w jaki sposób komórki nowotworowe rozpoznają te drogi i jak się po nich poruszają.
      Uczeni z University of Minnesota badali w warunkach laboratoryjnych sposób przemieszczania się komórek raka piersi i wykorzystywali różne leki, próbując powstrzymać ich ruch. Okazało się, że gdy zaburzyli mechanizm, który zwykle pozwala komórkom na poruszanie się, nagle komórki nowotworowe zaczęły poruszać się jak bezkształtna galaretowata masa.
      Komórki nowotworowe są bardzo podstępne. Nie spodziewaliśmy się, że zmienią sposób poruszania się. To wymusiło na nas zmianę taktyki tak, by jednocześnie zablokować oba rodzaje ruchu. Dopiero wówczas przestały się poruszać i pozostały w miejscu, mowi jeden z autorów badań, profesor Paolo Provenzano.
      Przerzuty są przyczyną śmierci 90% osób umierających na nowotwory. Jeśli udałoby się zablokować ruch komórek, pacjenci i lekarze zyskaliby więcej czasu na wdrożenie skutecznego leczenia.
      Kolejnym krokiem badań będzie rozszerzenie eksperymentów na badania na zwierzętach. Mają nadzieję, że w ciągu kilku lat uda im się rozpocząć badania kliniczne na ludziach. Chcą też badać interakcje leków z komórkami nowotworowymi i ewentualne efekty uboczne.
      Naszym ostatecznym celem jest znalezienie sposobu na całkowite zablokowanie ruchu komórek nowotworowych i zwiększenie ruchliwości komórek układu odpornościowego, by te zwalczały nowotwór, mówi Provenzano.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...