Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Prąd między wyspami

Recommended Posts

Jak pamiętamy, już Tesla pracował nad bezprzewodowym przesyłaniem energii elektrycznej, a ostatnio Intel zademonstrował urządzenia, które to umożliwiają. Tym razem Discovery Channel sfinansował eksperyment, w wyniku którego energia została wysłana na odległość 148 kilometrów.

Autorem eksperymentu był John C. Mankins, który przez 25 lat pracował dla NASA i był odpowiedzialny za program wykorzystania energii słonecznej.

Mankins wysłał 18 watów pomiędzy dwiema wyspami Hawajów. Cały eksperyment kosztował milion dolarów. W jego ramach powstało 9 paneli słonecznych i systemy, z których każdy mógł przesłać 20 watów. Jednak, aby otrzymać zgodę Federalnej Komisji Lotnictwa, moc nadajników musiała zostać dziesięciokrotnie zmniejszona. Odbiorniki zaś były tak małe, że były w stanie zebrać jedynie 1/1000 część wysłanej mocy.

Celem eksperymentu było wykazanie, że energię elektryczną można wysyłać przez atmosferę na duże odległości.

Mankins chce, by w przyszłości energia Słońca była pozyskiwana przez liczne krążące na orbicie satelity, które wysyłałyby ją do olbrzymiej stacji odbiorczej na Ziemi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogólnie mówiąc, eksperyment fajny i w niektórych sytuacjach sensowne byłoby zastosowanie podobnej idei. Czepię się za to bardzo mocno tego pomysłu z satelitami: po co tak wydziwiać? Nie lepiej wykorzystać po prostu światło Słońca? O ile dobrze pamiętam (mogę się mylić) światło słoneczne dociera na Ziemię z mocą 1017 watów. Swobodnie wystarczy to na całkowite zaspokojenie wszystkich potrzeb ludzkości i to z dużym nadmiarem.

 

Ludziom się chyba nudzi i za duże granty dostają, skoro wymyślają takie koncepcje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja wiem po co  8) taka satelita była by oświetlona dłużej niż taka sama stacja na ziemi, stad wniosek ze będziemy mieć więcej taniej Energi w nocy (w dzień nie zapalasz chyba świateł)

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ciekawe które koszty byłyby wyższe, zbierania energii z satelity, czy składowania jej przez noc, wcześniej uzyskanej za dnia na Ziemi.

Może sprecyzuje, wyższe byłyby koszty umieszczenia satelitów i transmisji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja wiem po co  8) taka satelita była by oświetlona dłużej niż taka sama stacja na ziemi, stad wniosek ze będziemy mieć więcej taniej Energi w nocy (w dzień nie zapalasz chyba świateł)

Ale taki satelita byłby bardzo drogi w wysłaniu w kosmos, a do tego każdy przesył energii wiązałby się z koszmarnymi stratami albo z wytwarzaniem ogromnych pól magnetycznych, które mogłyby powaznie zakłócić działanie ziemskiej elektroniki. Poza tym skoro sam mówisz, że w dzień nie zapalam żarówki, to oznacza, że w nocy nie potrzeba ogromnej produkcji energii. Znacznie prościej i taniej byłoby pójść prostszą drogą i wybudować układy zdolne do przechowywania energii słońca n noc, np. "elektrownie" szczytowo-pompowe.

 

Bardzo mnie irytuje poszukiwanie rozwiązań na siłę, żeby otrzymać kolejne granty. Moim zdaniem pomysł z satelitami jest typowym przykładem takiej sytuacji.

 

k0mandosie: skoro już dziś mamy stacje pompowo-szczytowe i zarabiają one na siebie, to raczej szczególnie drogie nie są.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To są takie "elektrownie" (a raczej stacje), które zużywają prąd w nocy, kiedy jest tańszy ze względu na nadprodukcję (nie da się radykalnie zmieniać mocy elektrowni w ciągu dnia i w nocy, więc w nocy jest nadprodukcja), i wykorzystują go do pompowania wody na szczyt góry do zbiornika. Potem w dzień, gdy jest niedobór prądu, wodę spuszcza się na dół i napędza się nią turbiny jak w klasycznej eletrowni wodnej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiem co to są elektrownie s-p, ale nie rozumiem co mają one do mojej wypowiedzi. Podejrzewam, że chodziło CI o to, że składowanie energii jest tanie (?). Ale to już zdążyłem stwierdzić 2 posty wyżej ???

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aaa, bo wyedytowałeś posta i byc może dlatego nie doczytałem ;) przepraszam, moja pomyłka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Luz, po prostu zacząłem się martwić, że nie zrozumiałem tego co sam napisałem ;D Fajnie, że się zgadzamy w tej kwestii. To całe odkrycie/badanie jest dosyć przesadzone - sama technologia przesyłania energii bezprzewodowo jest ciekawa i na pewno będzie przydatna, ale nie na taką skalę i nie w takim celu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I do tego straty energii przy transporcie byłyby zapewne proporcjonalne do strat energii słonecznej w atmosferze.

I jeszcze jedno, mówiłeś, że mielibyśmy prąd w nocy. Ale nocą satelita, który mógłby bezpośrednio nam przesyłać energię także nie będzie nasłoneczniony (w każdym razie nie całą noc, sporą jej część). Stąd musiała by istnieć sieć energetyczna na skalę globalną - bardzo kiepski pomysł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyżby ktoś sprzątał biurka gdzie leży dokumentacja rąbnięta Tesli?? A może sumienie endeków ruszyło , czyżby żal dupę ściskał że jako ludzkość mogliśmy być na orbicie , a może gnojenie milionów nędzarzy już nie cieszy?? 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ile dobrze pamiętam (mogę się mylić) światło słoneczne dociera na Ziemię z mocą 1017 watów.

 

zdanie raczej bez sensu, ta moc to w ciagu dnia, roku, sekundy czy pojedynczego fotonu ?

na cala powierzchnie ziemi, 1m^2 czy powierzchnie Twojej glowy ?

 

Ja wiem po co  8) taka satelita była by oświetlona dłużej niż taka sama stacja na ziemi, stad wniosek ze będziemy mieć więcej taniej Energi w nocy (w dzień nie zapalasz chyba świateł)

 

zalecam kupno slownika

warto tez dodac ze naziemie dociera duzo mniej swiatla niz na przesterzen okolo ziemska gdzie znajdowala by sie takowa satelita poniewaz na ziemi czesc pasma promieniowania elektromagnetycznego ( swiatla ) jest pochlaniana przez atmosfere badz blokowana przez chmury. pozatym nie tracili bysmy miejsca na ziemi na baterie sloneczne ktore znajdywaly by sie w kosmosie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

zdanie raczej bez sensu, ta moc to w ciagu dnia, roku, sekundy czy pojedynczego fotonu ?

Moc to moc, oznacza ilość energii przesłaną w ciągu sekundy.

 

na cala powierzchnie ziemi, 1m^2 czy powierzchnie Twojej glowy ?

Skoro napisałem, że "dociera na Ziemię", to jeśli nie zastrzegłem, że idzie o inną powierzchnię, znaczy, ze idzie o całość.

 

zalecam kupno slownika
okolo ziemska

ROTFL, wtopa miesiąca ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites
poniewaz na ziemi czesc pasma promieniowania elektromagnetycznego ( swiatla ) jest pochlaniana przez atmosfere badz blokowana przez chmury.

A te chmurki i inne duperelki nie wpłyną Twoim zdaniem na jakość transmisji energii satelita -> Ziemia?

Share this post


Link to post
Share on other sites
zalecam kupno slownika

warto tez dodac ze naziemie dociera duzo mniej swiatla niz na przesterzen okolo ziemska gdzie znajdowala by sie takowa satelita poniewaz na ziemi czesc pasma promieniowania elektromagnetycznego ( swiatla ) jest pochlaniana przez atmosfere badz blokowana przez chmury. pozatym nie tracili bysmy miejsca na ziemi na baterie sloneczne ktore znajdywaly by sie w kosmosie.

Czy mógłbyś leszczo(leszczu?) sam skorzystać z własnych rad i kupić sobie słownik ?

Polskiej klawiatury nie masz czy lewego alta Ci ktoś ukradł ? Nawet pomijając brak polskich czcionek w Twoim tekście pojawia się dużo błędów. Skoro sam nie umiesz pisać poprawnie po polsku, to dlaczego komuś wytykasz jeden błąd ?

Żeby nie być gołosłownym...

naziemie, przesterzen, okolo ziemska, znajdowala by, pozatym, tracili bysmy, znajdywaly by...

Błędy w interpunkcji pominąłem z braku miejsca na ich wytykanie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

haha zostawcie naszego tłuka leszczo, przecież on wie wszystko najlepiej, i tak kupie słownik ale wyśle ci go w prezencie przyda Ci się w szkole  ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ciekawe które koszty byłyby wyższe, zbierania energii z satelity, czy składowania jej przez noc, wcześniej uzyskanej za dnia na Ziemi.

Może sprecyzuje, wyższe byłyby koszty umieszczenia satelitów i transmisji.

 

Tylko już w tej chwili są takie baterie słoneczne, które działają również w nocy, wychwytując promieniowanie podczerwone... narazie jest jeszcze problem z konwertowaniem takiej energii na 50Hz ale jest to tylko kwestia miniaturyzacji urządzeń konwertujących. Więc cała idea satelitów jest bezsensowna... a energię lepiej przesyłać przy pomocy kabli bo straty będą mniejsze i w dłuższej perspektywie kable okażą się tańsze...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po raz pierwszy w historii udało się zdobyć klucz szyfrujący, którym Intel zabezpiecza poprawki mikrokodu swoich procesorów. Posiadanie klucza umożliwia odszyfrowanie poprawki do procesora i jej analizę, a co za tym idzie, daje wiedzę o luce, którą poprawka ta łata.
      W tej chwili trudno jest ocenić rzeczywisty wpływ naszego osiągnięcia na bezpieczeństwo. Tak czy inaczej, po raz pierwszy w historii Intela udało się doprowadzić do sytuacji, gdy strona trzecia może wykonać własny mikrokod w układach tej firmy oraz przeanalizować poprawki dla kości Intela, mówi niezależny badacz Maxim Goryachy. To właśnie on wraz z Dmitrym Sklyarovem i Markiem Ermolovem, którzy pracują w firmie Positive Technolgies, wyekstrahowali klucz szyfrujący z układów Intela. Badacze poinformowali, że można tego dokonać w przypadku każdej kości – Celerona, Pentium i Atoma – opartej na mikroarchitekturze Goldmont.
      Wszystko zaczęło się trzy lata temu, gdy Goryachy i Ermolov znaleźli krytyczną dziurę Intel SA-00086, dzięki której mogli wykonać własny kod m.in. w Intel Management Engine. Intel opublikował poprawkę do dziury, jednak jako że zawsze można przywrócić wcześniejszą wersję firmware'u, nie istnieje całkowicie skuteczny sposób, by załatać tego typu błąd.
      Przed pięcioma miesiącami badaczom udało się wykorzystać tę dziurę do dostania się do trybu serwisowego „Red Unlock”, który inżynierowie Intela wykorzystują do debuggowania mikrokodu. Dzięki dostaniu się do Red Unlock napastnicy mogli
      zidentyfikować specjalny obszar zwany MSROM (microcode sequencer ROM). Wówczas to rozpoczęli trudną i długotrwałą procedurę odwrotnej inżynierii mikrokodu. Po wielu miesiącach analiz zdobyli m.in. klucz kryptograficzny służący do zabezpieczania poprawek. Nie zdobyli jednak kluczy służących do weryfikacji pochodzenia poprawek.
      Intel wydał oświadczenie, w którym zapewnia, że opisany problem nie stanowi zagrożenia, gdyż klucz używany do uwierzytelniania mikrokodu nie jest zapisany w chipie. Zatem napastnik nie może wgrać własnej poprawki.
      Faktem jest, że w tej chwili napastnicy nie mogą wykorzystać podobnej metody do przeprowadzenia zdalnego ataku na procesor Intela. Wydaje się jednak, że ataku można by dokonać, mając fizyczny dostęp do atakowanego procesora. Nawet jednak w takim przypadku wgranie własnego złośliwego kodu przyniosłoby niewielkie korzyści, gdyż kod ten nie przetrwałby restartu komputera.
      Obecnie najbardziej atrakcyjną możliwością wykorzystania opisanego ataku wydaje się hobbistyczne użycie go do wywołania różnego typu zmian w pracy własnego procesora, przeprowadzenie jakiegoś rodzaju jailbreakingu, podobnego do tego, co robiono z urządzeniami Apple'a czy konsolami Sony.
      Atak może posłużyć też specjalistom ds. bezpieczeństwa, który dzięki niemu po raz pierwszy w historii będą mogli dokładnie przeanalizować, w jaki sposób Intel poprawia błędy w swoim mikrokodzie lub też samodzielnie wyszukiwać takie błędy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Elon Musk potwierdził, że rosyjski cyberprzestępca próbował przekupić jednego z pracowników firmy, by ten zainstalował ransomware w sieci firmowej Gigafactory w Newadzie. Próbę ataku podjął 27-letni Jegor Igorewicz Kriuczkow, który zaoferował anonimowemu pracownikowi Tesli milion dolarów za zainfekowanie systemu. Jeśli do infekcji by doszło, Kriuczkow i jego wspólnicy mogliby przeprowadzić atak DDoS na system Tesli.
      Szczegóły całej operacji poznaliśmy dzięki dokumentom ujawnionym przez FBI po aresztowaniu Kriuczkowa. Z dokumentów wynika, że Kriuczkow przyjechał do USA jako turysta w lipcu bieżącego roku. Wybrał się do miejscowości Sparks w Newadzie, gdzie znajduje się Gigafactory, i wynajął pokój hotelowy. Tam wielokrotnie spotkał się z mówiącym po rosyjsku pracownikiem fabryki. W czasie jednego ze spotkań zaoferował mu pieniądze za wprowadzenie malware'u do sieci. Pracownik zgodził się, a po rozmowie natychmiast poinformował o tym przedstawicieli firmy. Ci z kolei skontaktowali się z FBI. W sierpniu Biuro rozpoczęło tajną operację. W jej ramach pracownik nadal spotykał się z Kriuczkowem, tym razem jednak miał przy sobie podsłuch. Podczas kilku kolejnych spotkań omawiali sposób ataku oraz wynagrodzenie dla pracownika.
      Zainstalowane malware miało rozpocząć atak DDoS, który zaalarmowałby systemy bezpieczeństwa i odwrócił uwagę informatyków Tesli. W tym czasie Kriuczkow i jego kompani chcieli ukraść poufne informacje, za zwrot których zażądaliby sowitego okupu. Przestępcy najwyraźniej spodziewali się sporych zysków, skoro oferowali aż milion USD za zainfekowanie systemu firmy Muska.
      Kriuczkow został aresztowany 22 sierpnia w Los Angeles, gdy próbował opuścić USA. Postawiono mu zarzuty konspirowania z zamiarem celowego spowodowania szkód w chronionym systemie komputerowym. Za przestępstwo to grozi do 5 lat więzienia oraz wysoka grzywna.
      FBI stwierdziło, że Kriuczkow jest jednym z członków rosyjskiej grupy cyberprzestępczej, która już w przeszłości atakowała amerykańskie firmy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W chipsetach Intela używanych od ostatnich pięciu lat istnieje dziura, która pozwala cyberprzestępcom na ominięcie zabezpieczeń i zainstalowanie szkodliwego kodu takiego jak keyloggery. Co gorsza, luki nie można całkowicie załatać.
      Jak poinformowała firma Positive Technologies, błąd jest zakodowany w pamięci ROM, z której komputer pobiera dane podczas startu. Występuje on na poziomie sprzętowym, nie można go usunąć. Pozwala za to na przeprowadzenie niezauważalnego ataku, na który narażone są miliony urządzeń.
      Na szczęście możliwości napastnika są dość mocno ograniczone. Przeprowadzenie skutecznego ataku wymaga bowiem bezpośredniego dostępu do komputera lub sieci lokalnej, w której się on znajduje. Ponadto przeszkodę stanowi też klucz kryptograficzny wewnątrz programowalnej pamięci OTP (one-time programable). Jednak jednostka inicjująca klucz szyfrujący jest również podatna na atak.
      Problem jest poważny, szczególnie zaś dotyczy przedsiębiorstw, które mogą być przez niego narażone na szpiegostwo przemysłowe. Jako, że błąd w ROM pozwala na przejęcie kontroli zanim jeszcze zabezpieczony zostanie sprzętowy mechanizm generowania klucza kryptograficznego i jako, że błędu tego nie można naprawić, sądzimy, że zdobycie tego klucza jest tylko kwestią czasu, stwierdzili przedstawiciele Positive Technologies.
      Błąd występuję w chipsetach Intela sprzedawanych w przeciągu ostatnich 5 lat. Wyjątkiem są najnowsze chipsety 10. generacji, w której został on poprawiony.
      Intel dowiedział się o dziurze jesienią ubiegłego roku. Przed kilkoma dniami firma opublikowała poprawkę, która rozwiązuje problem. Firma przyznaje, że programowe naprawienie dziury jest niemożliwe. Dlatego też poprawka działa poprzez poddanie kwarantannie wszystkich potencjalnych celów ataku.
      Dziura znajduje się w Converged Security Management Engine (CSME), który jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo firmware'u we wszystkich maszynach wykorzystujących sprzęt Intela.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Toyota czy Volkswagen sprzedają wielokrotnie więcej samochodów niż Tesla, ale to firma Muska ma coś, czego mogą jej pozazdrościć konkurenci i co może całkowicie zmienić krajobraz motoryzacji. Tym czymś jest Hardware 3, najnowszy komputer sterujący stosowany w nowych pojazdach Model 3, Model S i Model X.
      Analitycy z Nikkei Asian Review uważają, że o 6 lat wyprzedza on najlepsze osiągnięcia konkurencji. Inżynier jednego z dużych japońskich producentów motoryzacyjnych, który pracował w zespole analizującym budowę samochodów Tesli, po zapoznaniu się z Hardware 3 stwierdził nie możemy zrobić czegoś takiego.
      Hardware 3 składa się z dwóch układów scalonych sztucznej inteligencji autorstwa Tesli. Komputer odpowiada zarówno za całą autonomię samochodu, jak i za jego środowisko informatyczne. Eksperci uważają, że tak zaawansowany sprzęt upowszechni się w przemyśle motoryzacyjnym nie wcześniej niż w 2025 roku.
      Hardware 3 to efekt ewolucji Autopilota, który zadebiutował w 2014 roku. System, zwany wówczas Hardware 1, był w stanie podążać za innymi samochodami, głównie na autostradach i automatycznie trzymać się swojego pasa ruchu. Co 2-3 lata Tesla dokonywała poważnych udoskonaleń swojego systemu, aż powstał Hardware 3.
      Tacy giganci jak Toyota czy Volkswagen, z ich olbrzymim zapleczem inżynieryjnym i zasobami finansowymi, nie powinni mieć problemu w opracowaniu do roku 2025 podobnie zaawansowanego komputera sterującego samochodem.
      Jednak nie kwestie finansowe wchodzą tu w grę. Zdaniem inżyniera, który wypowiedział przytoczone powyżej zdanie nie możemy tego zrobić, problem leży w tym, że producenci samochodów obawiają się, iż komputery takie, jak zastosowane przez Teslę mogą spowodować, że cały łańcuch dostaw, który budowali i udoskonalali przez dziesięciolecia, stanie się przestarzały i niepotrzebny.
      System Tesli znacznie zmniejsza zapotrzebowanie na elektroniczne moduły sterujące (ECU) w samochodzie. Niektóre z nowoczesnych samochodów są wyposażone nawet w 80 ECU. Jeśli przemysł motoryzacyjny zmniejszyłby ich liczbę to, biorąc pod uwagę roczną sprzedaż samej tylko Toyoty i Volkswagena, zapotrzebowanie na ECU mogłoby spaść o setki milionów sztuk rocznie. Dla wielu producentów tych podzespołów oznaczałoby to bankructwo.
      Dlatego też wielkie koncerny motoryzacyjne czują się zobowiązane do używania złożonego systemu dziesiątków ECU, podczas gdy w Model 3 Tesli takich modułów jest zaledwie kilka. Patrząc na to z innej perspektywy możemy stwierdzić, że poddostawcy, którzy w przeszłości umożliwili wzrost i innowacje gigantom rynku motoryzacyjnego, teraz hamują te innowacje.
      Nowe firmy, takie jak Tesla, nie są tak bardzo powiązane z dostawcami, mają więc większą swobodę działania.
      Analiza Nikkei Asian Review ujawniła kolejną interesującą cechę tesli. Okazuje się, że na większości części w Model 3 nie ma nazwy dostawcy. wiele z nich ma logo Tesli. To wskazuje, że koncern Muska ściśle kontroluje prace nad niemal każdym elementem pojazdu. Ma więc olbrzymią swobodę w tym zakresie. A gdy samochód wyposażony jest w odpowiedni sprzęt, dokładnie taki, jaki od początku do końca wymyślił jego producent, można go na przykład... zdalnie udoskonalić.
      W tej chwili pojazdy Tesli są oficjalnie klasyfikowane jako należące do kategorii Level 2, czyli uznawane są za „częściowo autonomiczne”. Jednak Elon Musk twierdzi, że posiadają wszystko, co niezbędne, by być całkowicie autonomicznymi. A to oznacza, że wystarczy zgoda odpowiednich urzędów oraz zgoda użytkownika, by już teraz produkowane samochody zdalnie zaktualizować i uczynić z nich w pełni autonomiczne pojazdy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańscy urzędnicy zastanawiają się, czy wszcząć formalne dochodzenie w sprawie... samodzielnie przyspieszających samochodów Tesli. Do Narodowej Administracji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) wpłynął wniosek o przyjrzenie się 500 000 pojazdów tej marki.
      Autorzy dokumentu proszą o zbadanie Model S z lat 2012–2019, Model X z lat 2016–2019 oraz Model 3 z lat 2018–2019. Powołują się przy tym na 127 skarg dotyczących 123 pojazdów, jakie wpłynęły do NHTSA. Nagłe niespodziewane przyspieszenia miały przyczynić się do 110 wypadków, w których rannych zostały 52 osoby.
      W wielu takich doniesieniach jest mowa o tym, że samochód nagle przyspieszał, gdy użytkownik próbował zaparkować w garażu lub na jezdni. W jednym przypadku właściciel Model S 85D z 2015 roku donosi, że wysiadł z samochodu, zamknął go, gdy nagle pojazd przyspieszył i uderzył w zaparkowany przed nim samochód. Z kolei kierowca z Pennsylwanii skarży się, że parkował pod szkołą, kiedy pojazd zaczął szybciej jechać, przejechał przez krawężnik i zatrzymał się na łańcuchu. Właścicielka tesli z Massachusetts opisuje, jak zbliżała się do swojego garażu, a samochód przyspieszył, przejechał przez zamknięte drzwi i zatrzymał sie na ścianie.
      To nie jedyne skargi na pojazdy Tesli. W maju ubiegłego roku Tesla wydała poprawkę do oprogramowania zarządzajęcego akumulatorami, gdyż w wyniku błędu istniało ryzyko ich pożaru. We wrześniu właściciele 2000 takich pojazdów złożyli wniosek, by Tesla wymieniła samochody, a nie ograniczała się do poprawki w oprogramowaniu. NHTSA wciąż rozważa ten wniosek. Ponadto w ubiegłym tygodniu NHTSA poinformowała, że prowdzi śledztwo w sprawie wypadku z 29 grudnia, kiedy to tesla wjechała w zaparkowany wóz strażacki. Śmierć poniósł pasażer samochodu.  To 14. śledztwo prowadzone w ramach specjalnego programu NHTSA powołanego do badania wypadków mających miejsce, gdy włączony jest Autopilot lub inny zaawansowany mechanizm wspomagający kierowcę.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...