Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Najcieplejsza dekada od kilkunastu stuleci

Recommended Posts

Niedawno informowaliśmy o zniknięciu plam na Słońcu i rekordowo niskiej aktywności magnetycznej naszej gwiazdy. Ostatnie dane z amerykańskiego National Snow and Ice Data Centerd (NSIDC) pokazały, że, wbrew obawom naukowców, pokryta lodem powierzchnia w Arktyce nie uległa zmniejszeniu. Co więcej, lód pokrywa obecnie o 700 000 kilometrów kwadratowych więcej, niż w ubiegłym roku. Jest on jednak cieńszy. Z drugiej strony globu mamy Antarktykę, a tam, jak donieśli naukowcy, średnia temperatura spada.

Fragmentaryczne badania mogą uspokajać, jednak w większej skali temperatury niewątpliwie rosną. Naukowcy z Earth System Science Center przy Penn State University przeprowadzili jedne z najbardziej kompleksowych badań dotyczących historycznych temperatur na półkuli północnej.

Wynika z nich, że ostatnia dekada była najcieplejszą od 1300 lat. Okres ten można wydłużyć nawet do 1700 lat jeśli weźmie się pod uwagę dane z pierścieni drzew. Jednak uczeni z Penn State, zdając sobie sprawę z tego, iż metoda taka jest przez niektórych krytykowana, wykorzystali inne informacje. Pochodziły one z osadów mórz i jezior, z badania rdzeni lodowych, koralowców i właśnie drzew. Skorzystaliśmy ze znacznie większej liczby danych, a użyte przez nas metody badań są bardziej zaawansowane niż poprzednio - mówi Michael Mann, profesor meteorologii i nauk o ziemi. Naukowcy zauważają, że wyników ich badań nie można bezpośrednio odnieść do półkuli południowej i temperatur na całym globie.

W skład zespołu naukowego wchodzili akademicy z University of Massachusetts, University of Arizona, Penn State i Roger Williams University. Wyniki ich badań są jednoznaczne: bez uwzględniania danych z pierścieni wzrostowych drzew możemy stwierdzić, że ostatnia dekada była najcieplejszym okresem nie od 1000 lat, jak wcześniej sądzono, a od 1300 lat. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę dane z drzew, okres ten możemy wydłużyć o kolejne 400 lat.

Badania były finansowane przez National Science Foundation, amerykański Departament Energii oraz National Oceanic and Atmospheric Administration.

Share this post


Link to post
Share on other sites

</p><p>Wynika z nich, że ostatnia dekada była najcieplejszą <strong>od 1300 lat</strong>. Okres ten można wydłużyć nawet <strong>do 1700</strong> lat jeśli weźmie się pod uwagę dane z pierścieni drzew. Jednak uczeni z Penn State, zdając sobie sprawę z tego, iż metoda taka jest przez niektórych krytykowana, wykorzystali inne informacje. Pochodziły one z osadów mórz i jezior, z badania rdzeni lodowych, koralowców i właśnie drzew. <em>Skorzystaliśmy ze znacznie większej liczby danych, a użyte przez nas metody badań są bardziej zaawansowane niż poprzednio</em> - mówi Michael Mann, profesor meteorologii i nauk o ziemi. Naukowcy zauważają, że wyników ich badań nie można bezpośrednio odnieść do półkuli południowej i temperatur na całym globie.</p><p>W skład zespołu naukowego wchodzili akademicy z University of Massachusetts, University of Arizona, Penn State i Roger Williams University. Wyniki ich badań są jednoznaczne: bez uwzględniania danych z pierścieni wzrostowych drzew możemy stwierdzić, że ostatnia dekada była najcieplejszym okresem nie od 1000 lat, jak wcześniej sądzono, a od 1300 lat. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę dane z drzew, okres ten możemy wydłużyć o kolejne 400 lat.</p>

 

A jeśli weźmiemy pod uwagę dane historyczne, to się nam ten okres z 1700 czy 1300 lat skróci do 800. Jak widać, stosowane metody nie są wcale takie doskonałe...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przy odpowiednio wysokim stężeniu CO2 w atmosferze może dojść do uruchomienia nieznanego wcześniej mechanizmu, który zwiększy średnią temperaturę powierzchni Ziemi o dodatkowe 8 stopni Celsjusza. Nowo odkryte zjawisko może pozwolić też na wyjaśnienie pewnej zagadki sprzed 50 milionów lat.
      Profesor Tapio Schneider z California Institute of Technology opublikował w Nature Geoscience wyniki swoich symulacji komputerowych. Okazało się, że jeśli stężenie CO2 w atmosferze przekroczy 1200 ppm (części na milion), dojdzie do rozpadu stratusów, chmur pokrywających około 20% oceanicznych obszarów subtropikalnych. Stratusy ochładzają planetę, a że są tak bardzo rozpowszechnione, ich wpływ jest znaczny.
      Schenider oraz Colleen Kaul i Kyle Pressel z Pacific Northwest National Laboratory przeprowadzili na superkomputerach symulację ruchu stratusów i ich zachowania się przy rosnącym stężeniu CO2. Okazało się, że gdy poziom dwutlenku węgla przekroczył 1200 ppm doszło do rozpadu stratusów, a to z kolei spowodowało ogrzanie się Ziemi o kolejnych 8 stopni Celsjusza. Co więcej, zauważono, że stratusy nie zaczęły ponownie się formować dopóki poziom CO2 nie spadł znacznie poniżej poziomu, w którym się rozpadały.
      W bieżącym roku średni poziom CO2 w atmosferze przekroczy 410 ppm, czyli będzie o 130 ppm wyższy od średniego poziomu sprzed epoki przemysłowej. Najwyższy tegoroczny poziom zarejestrowany na Mauna Loa wyniósł 414,27 ppm. Jeśli ludzkość będzie emitowała dwutlenek węgla tak, jak dotychczas, to poziom 1200 ppm zostanie przekroczony po roku 2100.
      Już samo zwiększenie koncentracji CO2 do tego poziomu, będzie oznaczało, że średnie temperatury na Ziemi będą o 6 stopni Celsjusza wyższe, niż w epoce przedprzemysłowej. Rozpad stratusów doda do tego jeszcze 8 stopni Celsjusza. Wzrost temperatur o 14 stopni byłby katastrofalny. Przy takiej temperaturze w tropikach nie mogłyby żyć zwierzęta stałocieplne, w tym i ludzie.
      Badania Schneidera i jego kolegów pozwalają też na rozwiązanie starej zagadki paleoklimatologicznej. Z danych geologicznych wiemy, że w eocenie, przed około 50 milionami lat, w Arktyce nie było lodu, żyły tam za to krokodyle. Jednak modele klimatyczne wskazują, że taki scenariusz wymaga, by stężenie CO2 przekraczało 4000 ppm. Z badań wiemy zaś, że w tym czasie koncentracja dwutlenku węgla wynosiła poniżej 2000 ppm. Odkrycie, że przy takiej koncentracji doszłoby do rozpadu stratusów i dodatkowego ogrzania powierzchni Ziemi pozwala wyjaśnić te niezgodności.
      Profesor Schneider zastrzega, że wspomniane 1200 ppm to zgrubny szacunek, a nie dokładna granica, przy której stratusy zaczynają się rozpadać.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Globalne ocieplenie przyspiesza i jest to bardzo zła wiadomość dla ludzkości. Mamy znacznie mniej czasu, by powstrzymać wzrost globalnych temperatur na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza powyżej średniej z epoki sprzed rewolucji przemysłowej.
      Różnica w ociepleniu pomiędzy 1,5 a 2 stopnie jest ogromna. Jeśli bowiem globalne temperatury wzrosną o 2 stopnie Celsjusza problemy z dostępem do wody pitnej będzie miało dwukrotnie więcej ludzi, niż przy wzroście o 1,5 stopnia Celsjusza. Warto zauważyć, że problem nie dotyczy wyłącznie Afryki czy Azji. Na przykład Polska znajduje się dopiero na 118. miejscu na świecie pod względem odnawialnych zasobów wody pitnej na mieszkańca. Mamy jej wielokrotnie mniej niż Kongo, Australia, Kirgizja czy Namibia.
      Dodatkowe 0,5 stopnia Celsjusza globalnego ocieplenie oznacza,  że ponad 1,5 miliarda ludzi będzie narażonych na ekstremalne fale upałów, a dodatkowe setki milionów zetkną się z takimi chorobami jak malaria.
      Profesor matematyki Yangyang Xu z Rensselaer Polytechnic Institute, profesor oceanografii i nauk o atmosferze Veerabhadran Ramanathan oraz profesor relacji międzynarodowych David G. Victor z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego ostrzegają, że w najnowszym raporcie IPCC nie uwzględniono niezwykle ważnego zjawiska. Uczeni ostrzegają, że rosnąca emisja gazów cieplarnianych, malejące zanieczyszczenie atmosfery oraz naturalne cykle klimatyczne powodują, że przez kolejnych 20 lat globalne ocieplenie będzie przyspieszało. Zdaniem uczonych granicę 1,5 stopnia Celsjusza ocieplenia możemy osiągnąć już w 2030 roku, a nie, jak twierdzi IPCC, w roku 2040.
      Naukowcy wymieniają trzy czynniki dowodzące prawdziwości ich stwierdzeń.
      Po pierwsze, wciąż rośnie emisja gazów cieplarnianych. W 2017 roku emisja samego dwutlenku węgla wyniosła 37 miliardów ton. Jeśli nic się nie zmieni, to przez najbliższych 25 lat średnie temperatury będą rosły w tempie 0,25–0,32 stopnia Celsjusza na dekadę. Tymczasem w raporcie IPCC przyjęto wzrost 0,2 stopnia Celsjusza, jaki miał miejce od roku 2000.
      Po drugie, wysiłki na rzecz oczyszczania atmosfery dają lepsze wyniki, niż przewidywało IPCC i większość modeli klimatycznych. Na przykład w latach 2014–2016 Chiny zmniejszyły emisję dwutlenku siarki ze swoich elektrowni o 7–14 procent. Tymczasem większość modeli klimatycznych prognozowało wzrost zanieczyszczeń. Czystsza atmosfera jest lepsza dla ludzkiego zdrowia i dla roślin uprawnych. Jednak związki siarki, azotu i inne związki obecne w atmosferze odbijają promieniowanie słoneczne. Ta tarcza z zanieczyszczeń mogła powodować, że temperatura na Ziemi była niższa nawet o 0,7 stopnia Celsjusza.
      Trzeci w końcu czynnik dotyczy naturalnych cykli w atmosferze. Zdaniem naukowców dużo wskazuje na to, że dekadowa oscylacja pacyficzna, czyli okresowe wielodekadowe występowanie ujemniej i dodatniej anomalii temperaturowej, wchodzi w fazę anomalii dodatniej. Cykl ten wpływa na temperatury na równikowych obszarach Pacyfiku i w Ameryce Pólnocnej. Ponadto od 2004 roku osłaba się atlantycka południkowa cyrkulacja wymienna (AMOC) przez co cieplejsze wody powierzchniowe słabiej mieszają się z głębszymi wodami. Więcej więc ciepła pozostanie w atmosferze.
      Te trzy zjawiska wzmacniają się wzajemnie, przez co Xu, Ramanathan i Victor przewidują, że już około 2030 roku doświadczymy wzrostu średnich temperatur o 1,5 stopnia Celsjusza, a wzrost o 2 stopnie nastąpi do 2045 roku. Proces ten może jeszcze bardziej przyspieszyć, jeśli ludzkość będzie szybciej usuwała zanieczyszczenia z atmosfery.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zmiany klimatyczne będą miały negatywny wpływ na uprawy zbóż. Pojawi się więcej szkodników tych roślin, ostrzega Scott Merrill z University of Vermont. Merrill i jego zespół przyjrzeli się, w jaki sposób insekty atakują ryż, kukurydzę i pszenicę w zależności od warunków klimatycznych. Odkryli, że wraz ze wzrostem temperatury wzrośnie liczba szkodników, a szczególnie ucierpią umiarkowane szerokości geograficzne.
      Na każdy stopień ocieplenia klimatu straty zwiększą się o 10–25 procent. Z wyliczeń wynika, że jeśli temperatura wzrośnie o 2 stopnie powyżej temperatury z epoki preindustrialnej, straty w uprawach wspomnianych zbóż sięgną 213 milionów ton.
      Starty będą związane ze wzrostem metabolizmu owadów oraz z szybszym rozrostem ich populacji. Związek metabolizmu z temperaturą jest bardzo prosty. Gdy robi się cieplej, metabolizm owadów przyspiesza, więc muszą one jeść więcej. To nie jest dobra wiadomość dla upraw, mówi Merrill. Nieco bardziej złożony jest związek pomiędzy temperaturą a liczebnością populacji. W przypadku owadów istnieje zakres optymalnych temperatur, w których najlepiej się rozmnażają. Jeśli jest zbyt ciepło lub zbyt zimno, populacja rozrasta się wolniej.
      Dlatego też w tym względzie globalne ocieplenie najmocniej dotknie obszary o umiarkowanych temperaturach. Obszary na średnich szerokościach geograficznych nie są obecnie tymi, w których panują optymalne warunki dla owadów. Jeśli temperatury tam będą rosły, będą też rosły populacje owadów. Temperatury panujące w tropikach są bliskie górnej granicy optymalnej temperatury, więc tam populacje owadów będą rosły wolniej. Już teraz jest tam dla nich zbyt gorąco, dodaje Merrill, który specjalizuje się w badaniu interakcji pomiędzy roślinami a owadami.
      Najbardziej zagrożone będą uprawy pszenicy. Zboże to uprawiane jest na obszarach o chłodniejszym klimacie. Dojdzie tam do zwiększenia metabolizmu owadów, zwiększenia liczebności populacji oraz zwiększenia przeżywalności zimy. Kukurydza uprawiana jest z kolei w bardziej zróżnicowanym klimacie, więc w niektórych miejscach jej uprawy populacja owadów się zwiększy, w innych spadnie. W przypadku ryżu, uprawianego w wysokich temperaturach, po wzroście temperatury o 3 stopnie Celsjusza powinno dojść do ustabilizowania się poziomu strat. Wzrost populacji owadów spadnie, co zrównoważy efekt przyspieszonego metabolizmu tych zwierząt.
      Z badań wynika zatem, że powinniśmy spodziewać się spadku plonów zbóż w jednych z najbardziej żyznych regionów świata. Ogólnie rysuje się nam taki obraz, że jeśli uprawiasz dużo żywności na średnich szerokościach geograficznych, to dużo stracisz, mówi Merrill.
      Wielcy producenci kukurydzy, tacy jak Francja, Chiny i USA mogą spodziewać się jednych z największych wzrostów utraty plonów na rzecz insektów. Francja jest też dużym producentem pszenicy, a Chiny wytwarzają dużo ryżu. Doświadczą zatem dodatkowych strat.
      Merrill skupił się na badaniu ryżu, pszenicy i kukurydzy, gdyż razem odpowiadają one za konsumpcję 42% kalorii spożywanych bezpośrednio przez ludzi. Zwiększenie strat w uprawach może zagrozić bezpieczeństwu żywnościowemu milionów ludzi i prowadzić do konfliktów.
      Rolnicy już teraz wprowadzają zmiany, jakie wymusza na nich zmieniający się klimat. Problem jednak w tym, że nie wszyscy są w stanie to zrobić. Bogate kraje mają do dyspozycji różne rozwiązania, mogą używać więcej pestycydów czy rozszerzać prowadzone przez siebie programy kontroli populacji szkodników zbóż. Jednak uboższe państwa doświadczą poważnych trudności, ostrzega Merrill.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak informuje Sabin Center for Climate Change Law z Columbia University, na koniec lipca bieżącego roku w 24 krajach świata sądy rozpatrywały ponad 1000 pozwów dotyczących zmian klimatycznych skierowanych przeciwko rządom, korporacjom i osobom indywidualnym. Aż 888 takich spraw wniesiono w Stanach Zjednoczonych. Spora ich część to pozwy wniesione przez bardzo młodych ludzi.
      W kwietniu bieżącego roku Sąd Najwyższy Kolumbii uznał racje skarżących, 25 osób w wieku 7–26 lat, którzy pozwali rząd kraju, korporacje i władze lokalne stwierdzając, że wycinka amazońskich lasów zagraża ich prawu do życia w zdrowym środowisku, pozbawia ich możliwości cieszenia się zdrowiem, dostępu do czystej wody i żywności. Sąd uznał, że Amazonia ma być chroniona i dał rządowi 5 miesięcy na opracowanie i wdrożenie planu powstrzymania wylesiania Amazonii.
      W USA najgłośniejszą sprawą wniesioną przez młodych ludzi jest pozew tzw. „climate kids”. To grupa 21 młodych ludzi w wieku 11–22 lat z 10 stanów.
      Pozew Juliana vs. U.S. został złożony w Sądzie Okręgowym w Oregonie w roku 2015 i wówczas jako pozwanych wymieniono w nim prezydenta Obamę i wielu urzędników rządowych. W pozwie czytamy, że brak odpowiednich działań przeciwko globalnemu ociepleniu narusza prawa najmłodszej generacji do życia, wolności i własności oraz oznacza, że rząd nie chroni odpowiednio powierzonych mu zasobów publicznych.
      Po stronie rządu początkowo opowiedział się przemysł wydobywczy. Przedstawiciele administracji prezydenta Obamy oraz koncernów próbowali nie dopuścić do przyjęcia sprawy przez sąd. Pierwszą sprawę rządzący i koncerny przegrały w kwietniu 2016 roku, kiedy to sąd oddalił ich żądania dotyczące odrzucenia oskarżenia. Doszło do apelacji, którą administracja Obamy i koncerny znowu przegrały. Po kolejnych nieudanych próbach obalenia pozwu przed jego rozpatrzeniem, w czerwcu 2017 roku sąd, na wniosek przedstawicieli koncernów, pozwolił im wycofać się ze sprawy i ustalił termin rozpoczęcia procesu na 5 lutego 2018 roku. W tym czasie w Białym Domu rządził już prezydent Trump, więc obecnie sprawa toczy się przeciwko niemu i jego administracji.
      Nowa administracja przyjęła agresywną taktykę prawną, wskutek czego nie udało się rozpocząć procesu w zaplanowanym terminie. Sprawa trafiła do Dziewiątego Okręgowego Sądu Apelacyjnego, który wyznaczył nowy termin rozprawy na 29 października bieżącego roku. Administracja prezydencka nie miała jednak zamiaru składać broni. Starano się zarówno przekonać sąd wyższej instancji do wydania sądowi niższej nakazu oddalenia sprawy, jak i proszono sąd o wydanie wyroku uproszczonego na podstawie dotychczas zgromadzonych dokumentów. Sąd uznał te działania za zmierzające do przedłużania sprawy i oddalił wnioski Białego Domu.
      W końcu 30 lipca zapadła najważniejsza z dotychczasowych decyzji. Sąd Najwyższy USA odrzucił wniosek Białego Domu o zawieszenie sprawy, nakazał rozpoczęcie procesu w zaplanowanym terminie 29 października i zabronił rządowi składania wniosków o wcześniejsze rozpatrzenie sprawy zanim „climate kids” nie przedstawią przed sądem wszystkich swoich argumentów.
      Większość ludzi wie, że zmiany klimatu mają miejsce, ale odsuwają tę myśl od siebie, by móc żyć w dotychczasowy sposób, mówi 15-letni Isaac Vergun, jeden z „climate kids”. To nie ich wina. Oni nie potrafią inaczej, dodaje 13-letni Zealand Bell.
      Specjaliści z Sabin Center mówią, że trudno będzie przekonać sąd, by uznał prawo do życia w czystym środowisku za jedno z podstawowych praw człowieka.
      Kolumbijskie i amerykańskie dzieci nie są same. Podobnej natury sprawy sądowe oczekują na rozpatrzenie w Pakistanie i Indiach. Sąd w Norwegii odrzucił zaś pozew Greenpeace'u i młodzieżowej organizacji ekologicznej, które próbowały powstrzymać planowane wydobycie gazu i ropy w Arktyce.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Environmental Research Letters opublikowano wyniki badań przeprowadzonych przez UK National Oceanographic Centre. Wynika z nich, że jeśli globalne ocieplenie nie zostanie powstrzymane na poziomie 2 stopni Celsjusza sprzed rewolucji przemysłowej, to rosnący poziom oceanów będzie powodował straty dochodzące nawet do 14 bilionów dolarów rocznie.
      Najbardziej ucierpią na tym szybko rozwijające się kraje o średnich dochodach, takie jak Chiny. Najmniej zaś kraje najbardziej rozwinięte, które mają już wybudowaną infrastrukturę chroniącą przed powodziami.
      Ponad 600 milionów ludzi żyje na terenach położonych mniej niż 10 metrów nad poziomem morza. W obliczu ocieplenia klimatu poziom oceanów będzie rósł wskutek topnienia się lodowców na lądzie i lodu wokół biegunów oraz wskutek rozszerzalności cieplnej oceanów, mówi doktor Svetlana Jevrejeva, główna autorka badań.
      Naukowcy badali dwa scenariusze. Jeden, to wzrost średniej globalnej temperatury o 1,5 stopnia Celsjusza w stosunku do okresu sprzed rewolucji przemysłowej, a drugi to wzrost o 2 stopnie Celsjusza. W obu oszacowali wpływ wzrostu poziomu oceanów na przybrzeżną infrastrukturę.
      Stwierdziliśmy, że przy wzroście temperatury o 1,5 stopnia mediana wzrostu poziomu oceanów wyniosła 0,52 centymetry. Jeśli jednak wzrost temperatury przekroczy 2 stopnie, to poziom oceanów może wzrosnąć o 86 centymetrów, a w najgorszym scenariuszu o 1,8 metra. Jeśli nie unikniemy wzrostu temperatur, a przewidywania odnośnie wzrostu poziomu oceanów zawarte w RCP8.5 się sprawdzą, to przy obecnej infrastrukturze roczny koszt powodzi wyniesie 14 bilionów dolarów przy wzroście poziomu oceanów o 0,86 metra i 27 bilionów USD przy wzroście rzędu 1,8 metra. To 2,8 procent wartości światowego produktu brutto.
      Prawdopodobnie najwięcej ekstremalnych zjawisk związanych ze wzrostem poziomu oceanów doświadczą kraje położone w strefie tropikalnej. One też najbardziej ucierpią, gdyż często ich ważna infrastruktura jest umieszczona na wybrzeżach, a wiele osób mieszka na nisko położonych terenach. W dużej mierze ucierpią niewielkie kraje wyspiarskie.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...