Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Co dalej z cenami żywności?

Recommended Posts

Czy w przyszłym roku czeka nas drastyczny wzrost cen najważniejszych zbóż? Według eksperta z University of Illinois, jest to bardzo realne zagrożenie. Jego zdaniem, jest to wysoce prawdopodobne z uwagi na rosnące w zastraszającym tempie ceny energii.

Prognozy Gary'ego Schnitkeya, doświadczonego eksperta w dziedzinie ekonomiki rolnictwa, są zatrważające: w ciągu 2009 roku koszt prowadzenia upraw kukurydzy i soi wzrośnie mniej więcej o jedną trzecią. Za najważniejze przyczyny tego zjawiska badacz uważa skok cen nawozów - ma on wynieść około 82% w przypadku uprawy kukurydzy i aż 117% dla soi. Warto pamiętać, że choć nie są to popularne rośliny konsumpcyjne w Polsce, mają one niebagatelne znaczenie jako składnik pasz dla zwierząt, przez co podwyżka cen może, niestety, dotknąć także nasz kraj. Można także przypuszczać, że wzrost kosztów produkcji odbije się także na cenach bardziej popularnych w Polsce zbóż.

Zakup nawozu jest, nie licząc jednorazowego zakupu ziemi, największym wydatkiem ponoszonym przez typowego rolnika. 80% kosztu produkcji środków zawierających niezbędne dla roślin azotany wynika ze znaczącego zużycia gazu ziemnego - nic więc dziwnego, że rosnące gwałtownie ceny tego nośnika energii będą miały bezpośrednie przełożenie na rachunek ekonomiczny producentów nawozów. Niewiele lepiej sytuacja prezentuje się w przypadku środków składających się głównie ze związków fosforu i potasu - surowce do produkcji obydwu z nich wydobywane są spod ziemi, tymczasem koszt zakupu energii jest istotnym elementem budżetu kopalni. Wzrost cen paliw odbije się na kondycji finansowej farm także w bardziej oczywisty sposób - chodzi, oczywiście, o koszt zasilania maszyn używanych na potrzeby upraw. 

Jak ocenia Schnitkey, nie należy się spodziewać, że rolnicy zignorują wzrost kosztów produkcji i zrezygnują z żądania wyższych opłat za płody rolne. Zagadką pozostaje jednak zachowanie rynku w obliczu nagłej katastrofy naturalnej, np. powodzi. Zdaniem badacza, farmerzy przyjmą na siebie część strat, lecz ceny żywności i tak niemal na pewno wzrosną. Jedno jest jego zdaniem pewne: Nie będzie obniżki cen tak długo, jak długo koszty produkcji będą wyższe. Ceny energii decydują o wielu wydarzeniach dookoła nas i ostatecznie odbijają się na konsumentach

Czy możliwe jest rozwiązanie nadchodzącego kryzysu? Zdaniem eksperta, tak. Jego zdaniem, niektóre kraje, takie jak Brazylia, Argentyna i Ukraina, mają wciąż wiele niewykorzystanych terenów, który mogą zostać wykorzystane przez rolników, gdy dojdzie do odpowiednio dużego wzrostu popytu. Wygląda więc na to, że pozostaje nam liczyć na niewidzialną rękę rynku...

Share this post


Link to post
Share on other sites

to chyba wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują że zbliża się moment gdy tradycyjne źródła energii(ropa i gaz) się skończą i będziem mieli duuużo problemów.jakieś pomysły co robić by na nadchodzącym kryzysie wyjść na milionerów?

PS:podobno aktualna cena ropy jest tak wysoka ze względu na spekulację a nie na niższą podaż

Share this post


Link to post
Share on other sites
PS:podobno aktualna cena ropy jest tak wysoka ze względu na spekulację a nie na niższą podaż

Oczywiście, że tak. Od dłuższego czasu analitycy mówią, ze ceny rosną, bo... wszyscy spodziewają się, że będą rosły. Dzięki temu łatwiej akceptują podwyżki. Inna sprawa to świadome zaniżanie informacji o zasobach (udowodniono to m.in. Shellowi, za co swego czasu stanęli przed sądem, bo oszukiwali akcjonariuszy).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Dziwi mnie że nie wzięli jeszcze jednego, chyba najważniejszego czynnika pod uwagę. Jeżeli jakieś 20% jedzenia produkowanego w Stanach mieli się na biomasę, robi z tego energię, co zaspokaja 1% potrzeby paliwowej, to nic dziwnego że ceny rosną, przy stosunkowo małej produkcji zbóż.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mogliby przeprowadzać liposukcję i pobranym materiałem palić w piecach :)

 

Inna sprawa, że ogromnym marnotrawstwem biomasy jest także produkcja mięsa. Nie mówię tego jako wegetarianin-bojownik, bo pomijam teraz ten aspekt sprawy. Mówię wyłącznie o stronie finansowej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

Właśnie miałem to napisać, ale zrobiłeś to za mnie :)

Wzrost zainteresowania mięsem zwierząt, które jedzą więcej, nieporównywalnie mniej do tego produkują (nowe trendy w azji: smakosze cielęciny, bawolego mięsa, itp...)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mogliby przeprowadzać liposukcję i pobranym materiałem palić w piecach :)

 

Inna sprawa, że ogromnym marnotrawstwem biomasy jest także produkcja mięsa. Nie mówię tego jako wegetarianin-bojownik, bo pomijam teraz ten aspekt sprawy. Mówię wyłącznie o stronie finansowej.

 

Przestawienie ogółu ludzkości na wegetarianizm miałoby skutki trudne do przewidzenia, ale raczej mało wesołe...

Share this post


Link to post
Share on other sites

A czy ja napisałem o całkowitym przestawieniu? Nie wydaje mi się. Faktem jest jednak, że jemy znacznie więcej mięsa, niż jest nam potrzebne do zdrowia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nie fakt, to nieudowodniony stereotyp - jak zawartość żelaza w szpinaku, addytywność dawki promieniowania jonizującego albo efekt cieplarniany zawiniony przez człowieka - gazety napisały i wszyscy powtarzają.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Można to bardzo łatwo udowodnić stanem zdrowia osób spożywających znaczne ilości mięsa oraz tych, którzy spożywają większe ilości warzyw.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali

więcej mięsa = mniej miejsca na warzywa i ryż itp., ponieważ więcej pastwisk pod żer dla bydła + więcej paszy dla nich = głód.

Zażeranie się mięsem, zarówno jak jego brak jest złe. Ale umiar i odpowiednie spożycie już głupim nie jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Można to bardzo łatwo udowodnić stanem zdrowia osób spożywających znaczne ilości mięsa oraz tych, którzy spożywają większe ilości warzyw.

 

To większe ilości, nie sto procent. Nie twierdzę, że mamy jeść samo mięso - ale powiadam, ze nie możemy z niego zrezygnować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja twierdzę, że jest wielu wegetarian, którzy mają się naprawdę dobrze. To tylko kwestia odpowiedniego zbilansowania diety. Jest to ciężkie, ale na pewno nie jest tak, że "nie możemy zrezygonować z mięsa"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Takie próby - wymuszone sytuacją - już w historii bywały. Zawsze kończyły się kanibalizmem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A mimo to warto się zastanowić, czy gadanie o ochronie środowiska, gdy codziennie ma się na talerzu schaboszczaka, nie jest przypadkiem hipokryzją.

Share this post


Link to post
Share on other sites

to zależy jak rozumieć ochronę.Jedni rozumieją ją jako utrzymanie środowiska w takim stanie by ludziom żyło się jak najlepiej(czyste powietrze,zdrowi ludzie a nawet ładne widoki).Takie utylitarne podejście popieram.Ostatnio oglądam filmy przyrodnicze o Chinach puszczane w TVP zrobione przez jakichś grinpisiaków bo bardzo podkreślają inny rodzaj ochrony przyrody.Polega ona na uporczywym dbaniu o status quo przyrody,na tym by żaden gatunek nie wyginął i stawiają to wyżej ponad potrzeby ludzi.Tego akurat nie popieram.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przede wszystkim mamy zwyczaj chronić siebie, środowisko i wszystko inne dopiero w drugiej kolejności.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem jest jedynie w tym, że ochrona siebie kosztem przyrody prędzej czy później skończy się na tym, że przyroda nas zmiecie w drobny pył.

Share this post


Link to post
Share on other sites

e tam czarnowidztwo,może jakieś przykłady z historii?jak będziem stać w miejscu to nie uciekniemy przed powiększającym się słońcem :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Doskonałym przykładem z historii jest choćby wzrost zanieczyszczenia środowiska, który wyraźnie odbija się na naszym stanie zdrowia. Chcieliśmy przekształcić nasze otoczenie do formy bardziej przyjaznej, a efekt jest taki, że coraz bardziej szkodzi nam wszystko to, co jest zawieszone w powietrzu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ale dewastując przyrodę "z głową" sobie generalnie nie zaszkodzimy,zginie trochę nieprzystosowanych gatunków i tyle.Powietrze można oczyścić nawet zachowując te drzewa itp. ale nie przejmując się nieistotnymi częściami ekosystemu(jakieśtam rybki głębinowe,pandy itd.itp.)wiem że się ekosystem łączy w całość i jak tu zniknie zwierzątko to inne stanie się plagą,ale bez wielu roślin i zwierząt możemy całkiem wygodnie żyć.Trzeba tylko woli politycznej by odpowiednio zarządzać otaczającą nas przyrodą(np. realizować protokół z Kioto czy jak mu tam było)i to nie po to by bronić jakieś tam stworki i ogólnie przyrodę tylko po to by sobie robić dobrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem jest w tym, że Ziemia jest tak złożonym systemem, że wciąz nie wiemy o niej tak naprawdę nic. Tymczasem próbujemy ingerować w jej strukturę tak, jakbyśmy znali ją na wylot.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
Problem jest jedynie w tym, że ochrona siebie kosztem przyrody prędzej czy później skończy się na tym, że przyroda nas zmiecie w drobny pył.
Problem jest w tym, że Ziemia jest tak złożonym systemem, że wciąz nie wiemy o niej tak naprawdę nic. Tymczasem próbujemy ingerować w jej strukturę tak, jakbyśmy znali ją na wylot.

Otóż to.

e tam czarnowidztwo,może jakieś przykłady z historii?jak będziem stać w miejscu to nie uciekniemy przed powiększającym się słońcem

Tama na Nilu? (A przynajmniej ten sztuczny zbiornik co zrobili).

Dziura ozonowa? Zanieczyszczenie powietrza? Rak skóry, płuc.

ale dewastując przyrodę "z głową" sobie generalnie nie zaszkodzimy,zginie trochę nieprzystosowanych gatunków i tyle.Powietrze można oczyścić nawet zachowując te drzewa itp. ale nie przejmując się nieistotnymi częściami ekosystemu(jakieśtam rybki głębinowe,pandy itd.itp.)wiem że się ekosystem łączy w całość i jak tu zniknie zwierzątko to inne stanie się plagą,ale bez wielu roślin i zwierząt możemy całkiem wygodnie żyć.Trzeba tylko woli politycznej by odpowiednio zarządzać otaczającą nas przyrodą(np. realizować protokół z Kioto czy jak mu tam było)i to nie po to by bronić jakieś tam stworki i ogólnie przyrodę tylko po to by sobie robić dobrze.

No najlepiej będzie, co tam że świat jest piękny, różnorodny, a pandy chcą żyć. Mi musi być wygodniej, dla tego najlepiej eksploatować do oporu, niszczyć i w ogóle zamienić całą Ziemie w jeden wielki produkcyjny luksus. Zostaniemy My, fabryki, i pola uprawne.

Ja sobie pozwolę jeszcze raz zacytować:

Problem jest jedynie w tym, że ochrona siebie kosztem przyrody prędzej czy później skończy się na tym, że przyroda nas zmiecie w drobny pył

I tak będzie. Nie w jeden to w inny sposób, ale poradzi sobie z nami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

może macie rację,zobaczymy;ale nie macie wrażenie że jest lepiej niż kiedy wyszliśmy z jaskiń?życie zwykłego człowieka nie jest lepsze?przyjemniejsze?a przez to wyjście z jaskiń czy zejście z drzew zginęła masa gatunków a przyroda zmieniła się bardzo

Share this post


Link to post
Share on other sites

Życie zwykłego człowieka jest DZIŚ lepsze, ale ani Ty, ani ja nie wiemy, jakie będzie za 10 000 lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dotychczas wiedzieliśmy o czterech miejscach udomowienia roślin przez człowieka u zarania rolnictwa. Ryż udomowiono w Chinach, zboża i rośliny strączkowe na Bliskim Wschodzie, kukurydzę, kabaczki i fasolę w Mezoameryce, a ziemniaki i quinoę w Andach. Teraz okazało się, że jest i piąte takie miejsce. Ludzie zamieszkujący południowo-zachodnią Amazonię już we wczesnym holocenie, ponad 10 000 lat temu, hodowali tam maniok, kabaczki oraz inne rośliny jadalne.
      Przeprowadzone przez nas badania dowodzą, że Llanos de Moxos było centrum wczesnej uprawy roślin. Ludzie zaraz po przybyciu do Amazonii zmieniali tamtejszy krajobraz, co miało głęboki wpływ na różnorodność habitatu i zachowanie tamtejszych gatunków, czytamy w Nature.
      Nie pierwszy raz piszemy o Llanos de Moxos. Już w ubiegłym roku informowaliśmy, że region ten został zamieszkany tysiące lat wcześniej, niż dotychczas sądzono, a 1500 lat temu powstawały tam monumentalne konstrukcje oraz liczne stawy hodowlane.
      Llanos de Moxos to sawanny o powierzchni ponad 126 000 kilometrów kwadratowych, znajdujący się w Departamencie Beni w północno-wschodniej Boliwii. Przeprowadziliśmy mapowanie dużych regionów leśnych wysp. Wysunęliśmy hipotezę, że ich regularny kształt świadczy o tym, iż zostały ukształtowane przez człowieka, mówi Jose Capriles z Pennsylvania State University.
      Jednak, jak informuje główny autor badań, Umberto Lombardo z Uniwersytetu w Bernie większość okrągłych leśnych wysp ma sztuczne pochodzenie, a te o nieregularnym kształcie mają pochodzenie naturalne. Ale nie widać tutaj regularnego wzorca.
      Badacze naliczyli ponad 4700 sztucznych leśnych wysp na Llanos de Moxos. Uczeni zbadali około 30 i stwierdzili, że wiele z nich mogło być miejscami uprawy. W Amazonii bardzo trudno jest zdobyć dowody na udomowienie roślin, gdyż tamtejszy klimat niszczy większość materii organicznej. Nie ma tam też kamieni, gdyż to równina aluwialna, trudno tam znaleźć dowody na obecność wczesnych łowców-zbieraczy, dodaje Capriles.
      Uczeni analizowali więc fitolity, krzemionkowe twory powstające w komórkach roślinnych. Kształt fitolitów zależy od rośliny, w której powstały, więc archeolodzy mogli na tej podstawie określić, co było uprawiane w leśnych wyspach. Uczeni znaleźli dowody na uprawę manioku i juki sprzed 10 350 lat, kabaczków sprzed 10 250 lat oraz kukurydzy sprzed 6850 lat. Rośliny te, wraz z batatami i orzechami stanowiły podstawę diety tamtejszych mieszkańców. Dietę uzupełniali oni rybami i dużymi roślinożercami.
      Wszystko wskazuje na to, że już pierwsi ludzie, którzy dotarli do Llanos de Moxos nie byli po prostu łowcami-zbieraczami, ale mieli bardziej zróżnicowaną gospodarkę.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wraz z pojawieniem się rolnictwa i hodowli, pojawiły się też bakterie wywołujące u ludzi nowe nieznane wcześniej choroby. Do takich wniosków doszedł międzynarodowy zespół naukowy, który badał genomy Salmonella enterica uzyskane ze szkieletów sprzed tysięcy lat. Uczeni przedstawili pierwsze dowody DNA na wsparcie hipotezy mówiącej, że przejście na rolnictwo wiązało się z pojawieniem się nowych patogenów, które zarażają nas do dzisiaj.
      Felix M. Key, Alexander Herbig i Johannes Krause z Instytutu Nauki o Historii Człowieka im. Maxa Plancka stali na czele zespołu, który badał szkielety z zachodu Eurazji i zrekonstruował dzięki temu osiem genomów Salmonella enterica.
      Większość chorób nie pozostawia widocznych zmian w szkielecie, więc naukowcy chcący zbadać,jakie patogeny dręczyły naszych przodków, muszą odwoływać się do poszukiwania w ludzkich szczątkach śladów genomu bakterii i czy wirusów.
      Dzięki opracowanej przez nas technice mogliśmy przeanalizować tysiące próbek zębów pod kątem występowania DNA rodzaju Salmonella, mówi Herbig. Naukowcy przeanalizowali 2739 próbek. Na ich podstawie zrekonstruowali osiem genomów rodzaju Salmonella, w tym i taki pochodzący sprzed 6500 lat. To najstarszy zrekonstruowany dotychczas genom bakteryjny. A obecność S. enterica w zębach świadczy o tym, że ludzie ci w chwili śmierci cierpieli na choroby układowe.
      Badane szczątki należały do ludzi zamieszkujących tereny od współczesnej Rosji po Szwajcarię, którzy reprezentowali różne grupy kulturowe, od łowców zbieraczy, poprzez pasterzy-nomadów po wczesnych rolników. Tak szerokie spektrum czasowe, geograficzne i kulturowe pozwoliło nam na wykorzystanie po raz pierwszy genetyki molekularnej do powiązania ewolucji patogenów z pojawieniem się nowego stylu życia człowieka, mówi Herbig.
      Wraz z pojawieniem się rolnictwa i hodowli zwierząt ludzie zaczęli prowadzić osiadły tryb życia. Mieli większy kontakt ze zwierzętami oraz z odchodami zarówno zwierząt jak i innych ludzi. Od dawna więc istniała hipoteza mówiąca, że wszystkie te czynniki mogły doprowadzić do bardziej stałego i nawracającego kontaktu z patogenami oraz pojawienia się nowych chorób. Brakowało na to jednak bezpośrednich molekularnych dowodów.
      Prehistoryczna metagenomika daje nam niezwykły wgląd w przeszłość ludzkich chorób. Mamy obecnie dane molekularne, które pozwolą nam zrozumieć pojawienie się i rozprzestrzenianie patogenów przed tysiącami lat, stwierdza Felix M. Key z Instytutu Maxa Plancka i Massachusetts Institute of Technology.
      Badania wykazały, że wszystkie 8 genomów rodzaju Salmonella pozyskane od pasterzy i rolników to przodkowie szczepu, który wywołuje obecnie dur rzekomy. Prawdopodobnie jednak te prehistoryczne bakterie nie były dobrze zaadaptowane do ludzi i atakowały również zwierzęta. To zaś sugeruje, że pojawiły się one właśnie w wyniku zmiany trybu życia ze zbieracko-łowieckiego na pasterski i rolniczy.
      Już wcześniej pojawiły się sugestie, że ten szczep Salmonelli przeszedł ze świń na ludzi przed około 4000 lat. Jednak obecne odkrycie, że zaraża on ludzi od ponad 5000 lat sugeruje, że to świnie zaraziły się od nas. Autorzy najnowszych badań proponują jednak inną hipotezę. Uważają oni, że specyficzne dla ludzi i dla świń szczepy Salmonelli pochodzące od wspólnego przodka, zaczęły razem ewoluować gdy ludzie udomowili świnie.
      Zaczynamy rozumieć genetyczne podstawy adaptacji Salmonelli do gospodarza i możemy teraz przełożyć tę wiedzę na mechanizmy dotyczące pojawiania się chorób u ludzi i zwierząt, dodaje Johannes Krause.
      Powyższe doniesienia wyglądają jeszcze bardziej interesująco w zestawieniu z badaniami na temat różnic w układzie odpornościowym pomiędzy łowcami-zbieraczami a rolnikami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      JW-1, przeciwutleniacz występujący w soi, może znaleźć zastosowanie w zapobieganiu sercowo-naczyniowym skutkom ubocznym palenia marihuany i stosowania leków na bazie konopi.
      Pewne badania pokazywały, że palenie marihuany wiąże się z podwyższonym ryzykiem zawału i udaru. U osób, które przyjmują zawierające syntetyczną wersję THC leki na bazie konopi, także mogą występować sercowo-naczyniowe skutki uboczne w postaci zmian tętna i ciśnienia. Te leki są przepisywane, by zmniejszać mdłości i wymioty wywołane chemioterapią i by poprawić apetyt u określonych osób z AIDS. Celem naszych badań jest zbadanie mechanizmów uszkodzeń wywoływanych przez marihuanę i opracowanie leków, które by im zapobiegały - podkreśla prof. Tzu-Tan "Thomas" Wei z Narodowego Uniwersytetu Tajwańskiego.
      THC działa za pośrednictwem receptorów kannabinoidowych CB1 oraz CB2, które znajdują się m.in. w mózgu.
      W najnowszym badaniu naukowcy wykorzystali komórki śródbłonka pozyskane z komórek macierzystych 5 zdrowych osób. Gdy wystawili je na działanie THC, wystąpiły stan zapalny i stres oksydacyjny, które obejmując śródbłonek, mogą zwiększać ryzyko chorób układu krążenia (stan zapalny śródbłonka odgrywa kluczową rolę w rozwoju miażdżycy). Co istotne, korzystne efekty dała terapia JW-1, przeciwutleniaczem z soi.
      By określić odpowiedź mysich naczyń na THC, naukowcy przeprowadzili miografię. Dzięki temu zaobserwowali, że JW-1 blokuje negatywny wpływ THC na funkcje śródbłonka.
      Wcześniej w Europie zatwierdzono do terapii otyłości lek blokujący receptory CB1. Wycofano go jednak ze względu na ciężkie psychiatryczne skutki uboczne. Dla odmiany jako przeciwutleniacz JW-1 może wpływać neuroochronnie. Zważywszy na szybki wzrost wykorzystania konopi na świecie, odkrycie pozbawionych psychiatrycznych skutków ubocznych sposobów zabezpieczania naczyń krwionośnych może mieć duże znaczenie kliniczne.
      Obecnie naukowcy rozszerzają badania, testując komórki pozyskane od osób regularnie sięgających po konopie, a także od tych, które palą zarówno marihuanę, jak i papierosy. Dodatkowo specjaliści chcą się zainteresować wpływem nie tylko THC, ale i kannabidiolu (CBD), niedziałającego psychoaktywnie składnika konopi.
      W międzyczasie radzimy: jeśli masz jakąś chorobę serca, nim sięgniesz po marihuanę lub jeden z leków zawierających syntetyczne THC, skonsultuj się z lekarzem - podsumowuje Wei.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Białko sojowe pomaga w niewielkim, ale znaczącym stopniu obniżyć poziom złego cholesterolu LDL.
      Ponieważ amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) planuje usunąć soję z listy produktów dobrych dla serca, naukowcy ze Szpitala św. Michała w Toronto postanowili przeprowadzić metaanalizę 46 "sojowych" badań z grupą kontrolną. W ten sposób specjaliści chcieli sprawdzić, czy decyzja instytucji ma pokrycie w postaci danych.
      Wśród 46 badań 43 zapewniały wystarczająco dużo danych do metaanalizy; 41 dotyczyło wpływu białek soi na zły cholesterol LDL, a wszystkie 43 zapewniały dane nt. całkowitego cholesterolu.
      Okazało się, że u dorosłych białko soi zmniejszało poziom złego cholesterolu o 3-4%. Jak podkreśla dr David Jenkins, spadek jest może niewielki, ale istotny.
      Badania objęły dorosłych (kobiety i mężczyzn), u których wyjściowe stężenie krążącego cholesterolu LDL wynosiło 110-201 mg/dL. Ich autorzy oceniali, jak białko sojowe wpłynie na LDL i cholesterol całkowity; porównań dokonywano do białka niesojowego. Mediana (wartość środkowa) dawki białka sojowego wynosiła 25 g dziennie. Losy ochotników monitorowano średnio przez 6 tygodni. Okazało się, że w tym czasie poziom LDL spadł nawet o 4,76 mg/dL, a cholesterolu całkowitego o 6,41 mg/dL.
      Jeśli oprócz diety uwzględniającej soję zastosuje się zdrowsze zastępniki tłuszczów nasyconych i mięsa bogatego w cholesterol, spadki poziomu cholesterolu mogą być większe. Istniejące dane i nasze analizy sugerują, że białka soi sprzyjają zdrowiu serca.
      Mamy nadzieję, że opinia publiczna nadal będzie brać pod uwagę diety roślinne jako zdrowe opcje.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W 1985 roku Charles Hockett wysunął hipotezę, zgodnie z którą używanie zębów i szczęki jako narzędzi w społecznościach łowiecko-zbierackich spowodowało, że ich przedstawiciele nie mogli wymawiać dźwięków, do produkcji których używa się jednocześnie dolnej wargi i górnych zębów (spółgłoski wargowo-zębowe), czyli dźwięków „f” [f] i „w” [v].
      Damian Blasi z Instytutu Historii Człowieka im. Maksa Plancka, Steven Moran z Instytutu Lingwistyki w Zurichu oraz ich koledzy z Francji, Holandii i Singapuru połączyli dane paleoantropologiczne, lingwistyki historycznej oraz biologii ewolucyjnej i na tej podstawie dostarczyli dowodów, że w neolicie doszło do ogólnoświatowej zmiany dźwięków w językach. Języki zostały więc ukształtowane poprzez zmiany spowodowane zmianą sposobu gryzienia, na co wpłynęło rolnictwo, zmiany dietetyczne oraz zmiany w zachowaniu.
      Ludzka mowa jest bardzo zróżnicowana, a wydawane dźwięki rozciągają się od bardzo rozpowszechnionych „m” czy „a”, po unikatowe głoski mlaszczące w niektórych językach afrykańskich. Uważa się, że zdolność do wymawiania ponad 2000 różnych dźwięków pojawiła się wraz z ewolucją i istnieje co najmniej od pojawienia się Homo sapiens. Jednocześnie specjaliści sądzą, że rozpowszechnienie się danego dźwięku w językach świata zależy od tego, na ile łatwo dźwięk ten wymówić, odróżnić od innych i nauczyć się go. Również te umiejętności są na stałe wbudowane w nasz gatunek.
      Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania można spodziewać się, że każda zmiana w ludzkim aparacie mowy, słuchu czy w zdolności do uczenia się powinna wpływać na prawdopodobieństwo, a może nawet na zakres, występowania dźwięków w języku.
      Dowody paleoantropologiczne wskazują, że w neolicie doszło do dużej zmiany w ludzkim aparacie mowy. Prawidłowy jest odpowiedni nagryz pionowy i poziomy, gdy zęby górne i dolne nie nachodzą całkowicie na ciebie. Jednak w paleolicie ludzie używali zębów jako narzędzi, przez co już w wieku nastoletnim wykształcał się u nich zgryz, w którym zęby całkowicie na siebie nachodziły. Przez to dźwięki, wymagające kontaktu dolnej wargi z górnymi zębami były trudne do wymówienia.
      Odpowiedni nagryz pionowy i poziomy u dorosłych widzimy w danych paleontologicznych pochodzących z czasu, gdy upowszechniło się rolnictwo, a wraz z nim bardziej intensywne przetwarzanie żywności, dzięki czemu ludzie zaczęli jeść bardziej miękkie pożywienie. Wówczas aparat mowy H. sapies ukształtował się tak, że można było z łatwością wymawiać dźwięki „f” [f] i „w” [v].
      Hipoteza taka znajduje wsparcie w modelach biomechanicznych. Dzięki nim wiemy, że przy prawidłowym nagryzie wymówienie głosek wargowo-zębowych „f” [f] i „w” [v] wymaga o 30% mniej wysiłku niż wówczas, gdy zęby dokładnie na siebie nachodzą. Problem ten nie występuje w wypadku dźwięków takich jak „m” [m] czy „p” [p], które powstają dzięki zetknięciu obu warg. Te dźwięki ludzie paleolitu mogli bez problemu wymawiać. Modele takie wykazały również, że taki jak obecnie nagryz pionowy i poziomy zmniejsza od 24 do 70 procent odległość pomiędzy zębami a wargą przy artykulacji spółgłosek dwuwargowych („m” [m], „p” [p] i inne), prowadząc w ten sposób do zwiększenia prawdopodobieństwa przypadkowego pojawienia się dźwięków wargowo-zębowych w społecznościach, gdzie prawidłowy nagryz został zachowany w wieku dorosłym.
      Oszacowania występowania prawidłowego nagryzu w zależności od rozpowszechnienia w danej społeczności żywności pochodzącej z rolnictwa wykazały, że w społecznościach łowiecko-zbierackich głoski zębowo-wargowe występują 4-krotnie rzadziej niż w społecznościach rolniczych. Podobne wyniki dały badania rekonstrukcyjne nad językami indoeuropejskimi. Okazało się, że mediana prawdopodobieństwa występowania dźwięków wargowo-zębowych w protojęzyku (6000 do 8000 lat temu) wynosiła około 3%, podczas gdy w istniejących językach indoeuropejskich wynosi ona 76%.
      Dźwięki „f” [f] oraz „w” [v] rozpowszechniły się w ludzkich językach stosunkowo niedawno, a było to możliwe dzięki pojawieniu się rolnictwa.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...