Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Występowanie populacji niedźwiedzi w Kanadzie pokrywa się z... zasięgiem grup językowych

Recommended Posts

Związki ludzi i zwierząt są bardziej złożone i niespodziewane, niż nam się wydaje. Dowodem najnowsze odkrycie z Kolumbii Brytyjskiej, gdzie rdzenni mieszkańcy od tysięcy lat dzielą gęsto zalesione wybrzeża z niedźwiedziami. Badania DNA wykazały, że na obszarach tych żyją trzy zróżnicowane genetycznie populacje niedźwiedzi, a terytoria ich występowania bardzo blisko pokrywają się z występowaniem... grup języków, którymi posługują się Indianie.

To zaskakujące odkrycie pokazuje, że istnieje związek pomiędzy zróżnicowaniem kulturowym i biologicznym na tym obszarze.

Autorzy badań przyglądali się zróżnicowaniu genetycznemu niedźwiedzi grizli. Zwierzęta zaczęły ostatnio kolonizować przybrzeżne wyspy, a uczeni chcieli dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje. Szczęśliwie się złożyło, że w 2011 roku pięć plemion zamieszkujących te tereny – Nuxalk, Haíɫzaqv, Kitasoo/Xai’xais, Gitga’at i Wuikinuxv – powołało grupę badawczą zajmującą się niedźwiedziami. Uczeni, chcąc sprawdzić, która populacja kolonizuje wyspy, mogli skorzystać z niedźwiedziego futra zbieranego od dekady przez grupę.

Naukowcy samodzielnie zbierali też niedźwiedzie futro w odległych regionach Kolumbii Brytyjskiej. Zakładali zapachowe pułapki, otoczone specjalnie przystosowanym drutem kolczastym, na którym – bez czynienia krzywdy zwierzętom – pozostawało futro niedźwiedzi zwabionych przez zapach. W ten sposób na obszarze obejmującym 23 500 km2 zebrano próbki futra 147 osobników.

Analizy DNA wykazały, że na badanym terenie żyją trzy zróżnicowane genetycznie populacje niedźwiedzi. Uczeni nie byli jednak w stanie zauważyć żadnych fizycznych barier oddzielających te populacje. Zasięgi ich występowania nie pokrywały się ani z siecią rzek, ani nie miały związków z tym, czy dany teren był mniej lub bardziej dostępny, czy był mniej lub bardziej pokrywany śniegiem. Naukowcy doszli do wniosku, że wyraźnie oddzielne grupy istnieją nie dlatego, że niedźwiedzie nie mogą swobodnie się przemieszczać, ale dlatego, że nie mają takiej potrzeby. Region jest tak bogaty w zasoby, że wszystko znajdują na miejscu.

Okazało się jednak, że zasięgi występowania tych populacji w zaskakująco dużym stopniu pokrywają się z zasięgami rodzin językowych Indian mieszkających na tych terenach. Gdy spojrzeliśmy na mapy językowe, zauważyliśmy uderzające podobieństwo, mówi Lauren Henson z Raincoast Conservation Foundation. Gdy uczeni bliżej przyjrzeli się temu zjawisku zauważyli, że niedźwiedzie mieszkające na terenie występowania tej samej rodziny językowej są bardziej podobne genetycznie do siebie nawzajem, niż do niedźwiedzi mieszkających na terenach innej rodziny językowej.

Jedna z autorek badań, Jenn Walkus z plemienia Wuikinuxv mówi, że odkrycie to nie jest dla niej zaskakujące. Jako dziecko wychowane w odległej wiosce od dawna wie, że ludzie i niedźwiedzie mają bardzo podobne potrzeby, jeśli chodzi o przestrzeń, żywność i podobne zasoby. Jest więc logiczne, że oba gatunki – Homo sapiens sapiens i Ursus arctos horribilis – osiedlają się na tych samych terenach, np. na brzegach strumieni bogatych w łososie. To zaś oznacza, że powinniśmy odpowiednio zarządzać zasobami przyrodniczymi, tak by wystarczyło ich zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt. Na przykład plemię Wuikinuxv pracuje obecnie nad planem zmniejszenia połowów łososi na własne potrzeby, by więcej ryb było dostępnych dla niedźwiedzi.

Lauren Eckert z University of Victoria, która nie była zaangażowana w badania, zauważa, że ich wyniki wskazują, iż te same zasoby, które kształtują obecność niedźwiedzi w tym regionie, ukształtowały też obecność ludzi. To dodatkowo wspiera ideę mówiącą, że w zarządzeniu środowiskiem naturalnym kluczowe są działania na poziomie lokalnym i wiedza lokalnej społeczności.

Wyniki badań, w których brali m.in. udział naukowcy z Uniwersytetu Wiktorii w Toronto, Kolumbii Brytyjskiej, uniwersytetów w Ljubljanie i Princeton, zostały opublikowane w piśmie Ecology and Society.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dieta jest czynnikiem ograniczającym wielkość społeczności łowiecko-zbierackich. Naukowcy przyjrzeli się wielkości niemal 300 istniejących do niedawna społeczności łowiecko-zbierackich i doszli do wniosku, że wiele z nich jest mniejszych niż mogłoby być biorąc pod uwagę produktywność lokalnego ekosystemu. A czynnikiem ograniczającym wielkość grup jest konieczność polegania na mięsie tam, gdzie zmiany pór roku ograniczają dostępność roślin jadalnych.
      Krótko mówiąc, jeśli społeczności takie żyją na terenach, gdzie mamy długie pory suche lub zimne, to ich przeżycie jest uzależnione od polowania na bardzo ograniczoną liczbę zwierząt, wyjaśnia profesor Eric Galbraigh z kanadyjskiego McGill University. Mamy tutaj sytuację sezonowego pojawiania się wąskiego gardła ograniczającego liczebność populacji niezależnie od tego, jak dużo żywności jest dostępne w dobrych porach roku.
      Specjaliści od dawna wiedzieli, że społeczności łowiecko-zbierackie są uzależnione od produktywności pierwotnej netto obszaru, na którym żyją. Obserwacje współczesnych łowców-zbieraczy wykazywały silną zależność pomiędzy produkcją pierwotną netto a zagęszczeniem łowców-zbieraczy na danym terenie. Jednak nie potrafiono wyjaśnić pojawiającej się w badaniach nawet 1000-krotnej różnicy zagęszczenia populacji i produktywności netto na różnych obszarach.
      Autorzy najnowszych badań, w tym Dan Zhu z Uniwerytetu w Pekinie, Victoria Reyes-García z Universitat Autònoma de Barcelona i Philippe Ciais z Laboratoire des Sciences du Climat et de l’Environnement, stworzyli globalny model populacji łowców-zbieraczy połączony z modelem ziemskiej biosfery. Uzyskane wyniki pokazują silny, nierozpoznany wcześniej, wpływ zmian pór roku na zagęszczenie populacji. Odbywa się on za pośrednictwem zmiany diety. Tam, gdzie okres dostępności roślin jest krótki i łowcy-zbieracze muszą w dużej mierze polegać na mięsie, zagęszczenie populacji jest znacznie mniejsze, gdyż poleganie na mięsie jest nieefektywnym sposobem odżywiania się, czytamy na łamach Nature.
      Byliśmy zaskoczeni, że to tak silny czynnik, przyznaje Galbraith. Podobnie jak w świecie współczesnym, pozyskanie z mięsa takiej samej ilości kalorii co z roślin wymaga znacznie większego obszaru, dodaje.
      Naukowcy postanowili zweryfikować wyniki uzyskane ze swojego modelu i przeanalizowali dane etnograficzne. Mimo, iż wcześniej tego nie zauważono, badania etnograficzne – prowadzone czy to na Ache z lasu tropikalnego, Hiwi żyjących na sawannach czy Buszmenów z pustyni Kalahari – potwierdziły wyniki uzyskane z modelu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wielkimi krokami zbliża się kolejny technologiczny przełom, jakim niewątpliwie jest sieć 5G. Jak działa nowy wymiar internetu mobilnego i gdzie już teraz można cieszyć się zasięgiem 5G? Dowiedz się więcej na temat innowacyjnych rozwiązań.
      Technologia 5G wkracza do Polski. Jak zwykle na początku najszybszy w dziejach internet mobilny dostępny będzie w dużych miastach, ale liczba lokalizacji objętych zasięgiem 5G wciąż rośnie. Wyjaśniamy różnice między 4G a 5G, a także podpowiadamy, gdzie szukać sieci nowej generacji.
      Czym jest 5G?
      Na początek warto wyjaśnić, czym właściwie jest sieć 5G i w jakim stopniu zmienia możliwości, które dotąd oferował internet mobilny. Skrót nazwy odnosi się do piątej generacji internetu mobilnego, który ma zastąpić powszechnie wykorzystywaną obecnie sieć 4G, nazywaną również LTE. Z racji faktu, że coraz więcej urządzeń korzysta z sieci (nie tylko elektronika, ale też samochody czy sprzęty RTV i AGD), jest ona coraz częściej przeciążona. Wprowadzenie 5G jest więc nie tylko znakiem kolejnego kroku w rozwoju technologii, ale również odpowiedzią na ogromne zapotrzebowanie użytkowników.
      Sieć 5G wyprzedza poprzednie generacje pod każdym względem. Prędkość transferu przyspiesza do niewiarygodnego poziomu do 20 GB/s pobierania i do 10 GB/s wysyłania i co bardzo ważne, praktycznie niweluje opóźnienia, które mają wynosić maksymalnie 4 ms. Co oznacza tak krótki czas między wysłaniem danych a ich odbiorem? Dla przykładu gracze online nie mają problemów ze wspólną rozgrywką, jeśli opóźnienie między ich komputerami wynosi 20 ms. Opóźnienie na poziomie 4 ms jest praktycznie niezauważalne dla człowieka, a więc umożliwia np. zdalne wykonywanie operacji. Sieć 5G otwiera zupełnie nowe możliwości dla wielu branż. Jeśli chcesz poznać więcej szczegółów dotyczących nowej generacji internetu mobilnego, zapoznaj się z artykułem poświęconym 5G.
      4G LTE a 5G – różnice
      Zacznijmy od samej technologii. Dotychczasowe generacje internetu mobilnego operowały na tych samych pasmach częstotliwości, czyli obecnie od 800 do 2600 MHz. Oznacza to, chociażby konieczność dzielenia przez operatorów tych pasm między starsze technologie 3G, a nawet 2G. To z kolei przekłada się na obciążenie sieci i jej wydajność. Sieć 5G może działać na dotychczasowych pasmach, ale planowane jest też udostępnienie piątej generacji internetu nowych częstotliwości. Ten zabieg nie tylko zwiększy przepustowość, ale też znacząco wpłynie na zasięg 5G na całym świecie.
      Kolejną zmianą względem LTE jest sposób działania. Dotychczasowe generacje internetu mobilnego krążyły nieustannie w przestrzeni, czekając w gotowości na potrzeby użytkowników. Działanie sieci 5G przypomina bardziej mierzenie do celu. Wiązki sygnału kształtują się dokładnie tam, gdzie znajdują się urządzenia odbiorcze, czyli np. smartfon czy komputer. Efektem jest znacznie stabilniejsze połączenie. Przejdźmy teraz do liczb. Jak wygląda zestawienie możliwości sieci 4G z 5G?
      •    5G oferuje aż dziesięciokrotnie szybszy transfer danych.
      •    Opóźnienie w przesyłaniu danych w 5G jest dziesięciokrotnie krótsze niż w LTE.
      •    Wzrasta liczba obsługiwanych urządzeń – do miliona na metr kwadratowy.
      Gdzie szukać zasięgu 5G w Polsce?
      Pod względem zasięgu piąta generacja internetu mobilnego może być przełomowa i docierać niemal wszędzie. Wymaga to jednak odpowiedniej infrastruktury, która obecnie jest na etapie wdrażania. Prace posuwają się w szybkim tempie, jednak jak zwykle pierwszeństwo w wdrażaniu nowych technologii mają największe ośrodki w kraju, gdzie odnotowuje się najwyższy poziom zapotrzebowania na przepustowość danych internetowych. Za przykład obecności sieci 5G w Polsce w 2021 roku może posłużyć mapa zasięgu operatora Play.
      Obecnie największe szanse na skorzystanie z możliwości sieci 5G mają mieszkańcy województwa mazowieckiego. Oczywiście najbardziej rozbudowana infrastruktura dotyczy Warszawy, ale z szybszego łącza mogą korzystać również mieszkańcy takich miejscowości jak Legionowo, Grodzisk Mazowiecki czy Otwock. Ponadto stacje bazowe znajdują się również w okolicach Ostrowa Mazowieckiego i nieco dalej, obejmując Łuków czy Sokołów Podlaski. Coraz więcej możliwości korzystania z szybkiego internetu mają też mieszkańcy południowej części kraju, czyli Wrocławia, Krakowa, a także Mielca, Leżajska, Krosna czy turystycznych regionów – Zakopanego, Białki Tatrzańskiej oraz Nowego Targu.
      W centralnej części Polski, póki co warunki dla 5G znajdziemy w Toruniu, za to dużo więcej ośrodków spotkać można na Wybrzeżu. Zasięgiem 5G objęte jest praktycznie całe Trójmiasto oraz Władysławowo. Nad morzem z szybkiego internetu skorzystamy również w Kołobrzegu i Ustce. We wschodniej części kraju najlepszy zasięg odnajdziemy w Augustowie, Giżycku oraz Mrągowie.
      Z czasem mapa będzie się regularnie zagęszczać. Prace nad modernizacją stacji bazowych i dostosowania ich do wymogów technologii 5G trwają. Warto dodać, że korzystanie z walorów oferowanych przez internet piątej generacji możliwe jest wyłącznie przy pomocy odpowiednich urządzeń. Dopiero od nieco ponad roku na rynku obecne są smartfony, które obsługują sieć 5G.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Płetwale błękitne to największe zwierzęta na Ziemi, ale jednocześnie jedne z najtrudniejszych do zauważenia. Są też niezwykle rzadkie. Szacuje się, że okres polowań na wieloryby przetrwało mniej niż 0,15% populacji płetwali błękitnych. Tym bardziej cieszy fakt, że prawdopodobnie na Oceanie Indyjskim żyje duża nieznana dotychczas grupa karłowatych płetwali błękitnych.
      Płetwale błękitne dzielą się na trzy podgatunki. Dwa z nich osiągają długość 28–30 metrów. Natomiast płetwal błękitny karłowaty dorasta do 24 metrów długości. Naukowcy z australijskiego Uniwersytetu Nowej Południowej Walii (UNSW) najprawdopodobniej zidentyfikowali nieznaną dotychczas populację. A dokonali tego dzięki... systemowi do wykrywania prób jądrowych.
      Organizacja CTBTO (Comprehensive Nuclear-Test-Ban Treaty Organization), która dba o przestrzeganie międzynarodowego zakazu prób z bronią jądrową, używa od 2002 roku sieci zaawandowanych hydrofonów, które mają wykrywać dźwięki potencjalnych prób jądrowych. Nagrania z hydrofonów, które wyłapują wiele innych dźwięków, są dostępne dla naukowców i wykorzystywane w badaniach środowiska morskiego.
      Naukowcy z UNSW, którzy analizowali takie nagrania, zauważyli silny nietypowy sygnał pochodzący od wieloryba. Gdy bliżej mu się przyjrzeli okazało się, że sygnał ten to odgłos grupy płetwali błękitnych karłowatych, ale nie należy on do żaden z grup, które wcześniej zaobserwowano na tym obszarze. Na samym środku Oceanu Indyjskiego znaleźliśmy nieznaną dotychczas populację płetwali błękitnych karłowatych. Nie wiemy, ile zwierząt jest w tej grupie, ale musi ich być bardzo dużo, biorąc pod uwagę liczbę zarejestrowanych odgłosów, mówi profesor Tracey Rogers.
      Płetwale błękitne na półkuli południowej jest bardzo trudno badań. Żyją one z daleka od wybrzeży i nie wyskakują na powierzchnię, nie robią takich spektakularnych pokazów jak humbaki. Bez tych nagrań nie mielibyśmy pojęcia o tej populacji, dodaje profesor Rogers.
      Bioakustyk, doktor Emmanuelle Leroy, która pierwsza zauważyła sygnał od płetwali, mówi, że najpierw spostrzegła horyzontalne linie na spektrogramie. Linie te na konkretnych częstotliwościach pokazują, że mamy do czynienia z silnym sygnałem, dużą emisją energii, stwierdza. Uczona, chcąc sprawdzić, czy to nie jakiś przypadkowy sygnał, przejrzała wraz z zespołem całość danych zebranych przez CTBTO w ciągu 18 lat. Okazało się, że sygnał się powtarza.
      Każdego roku rejestrowane były tysiące takich sygnałów. Tworzą one główny element krajobrazu dźwiękowego oceanu. Nie mogły pochodzić od pary waleni, musiały pochodzić od całej populacji, cieszy się uczona.
      Specjaliści oceniają, że odgłosy wydawane przez płetwale błękitne mogą rozchodzić się w wodzie na odległość 200–500 kilometrów. Mają one odmienną strukturę niż śpiew innych waleni. Humbaki są jak wykonawcy jazzu. Cały czas zmieniają swój śpiew. Płetwale błękitne to tradycjonaliści. Wydają proste ustrukturyzowane dźwięki, wyjaśnia profesor Rogers. Jednak mimo tej prostoty, dźwięki różnią się miedzy sobą. Różne populacje płetwali błękitnych karłowatych zamieszkujących Ocean Indyjski wydają różne odgłosy.
      Wciąż nie wiemy, czy rodzą się z takimi różnicami czy się ich uczą, mówi Rogers. To fascynujące, że na Oceanie Indyjskim mamy populacje, które cały czas wchodzą w kontakt pomiędzy sobą, a wciąż zachowują różnice w wydawanych odgłosach. Ich śpiew jest jak odcisk palca, który pozwala nam śledzić te populacje, gdy przemierzają tysiące kilometrów, dodaje uczona.
      Nowa populacja zyskała nazwę „Chagos” od archipelagu, w pobliżu którego po raz pierwszy zarejestrowano jej odgłosy. Analiza danych wykazała, że przemieszcza się ona od wybrzeży Sri Lanki po północne wybrzeża Australii Zachodniej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Słonie mogłyby występować na ponad 60% obszaru Afryki, a zajmują jedynie 17% zdatnego dla nich terenu. Przyjrzeliśmy się każdemu kilometrowi kwadratowemu kontynentu. Stwierdziliśmy, że na 62% z przeanalizowanych 29,2 miliona kilometrów występuje odpowiedni dla słoni habitat, mówi główny autor badań, Jake Wall z kenijskiego Mara Elephant Project. Słonie występują jednak na niewielkiej części tego obszaru. To jednocześnie zła i dobra wiadomość.
      Zdaniem badaczy, afrykańskie słonie mogłyby występować na 18 milionów kilometrów kwadratowych, w tym w wielu miejcach, gdzie ich koegzystencja z ludźmi byłaby bezkonfliktowa.
      Nie od dzisiaj jest jasne, że zasięg występowania słoni – podobnie jak wielu innych gatunków na Czarnym Lądzie – gwałtownie się kurczy. Przyczynami takiego stanu rzeczy są kłusownictwo, utrata habitatów i rozrastająca się populacja ludzka. Wall i jego zespół chcieli lepiej zrozumieć, jak słonie wykorzystują przestrzeń i co powoduje, że zajmują te a nie inne tereny.
      Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące każdego kilometra kwadratowego Afryki, sprawdzając, gdzie występują warunki, na których słonie byłyby w stanie żyć. Wykorzystali też dane z nadajników GPS, które przez 15 lat były zbierane od 229 słoni.
      Przyjrzeli się szacie roślinnej, pokrywie drzewnej, temperaturom powierzchni, opadom, dostępności wody, nachyleniu terenu, obecności ludzi oraz obecności terenów chronionych na obszarach, przez które przemieszczały się śledzone słonie. Dzięki temu byli w stanie określić, jakie rodzaju habitatu słonie wybierają i jakie są ekstremalne warunki, które są w stanie tolerować.
      Naukowcy odkryli, że w Republice Środkowoafrykańskiej oraz Demokratycznej Republice Kongo istnieją olbrzymie tereny potencjalnie wiąż nadające się do zamieszkania przez słonie. Jeszcze niedawno żyły tam setki tysięcy tych zwierząt. Obecnie pozostało 5–10 tysięcy. Uczeni określili też główne obszary, na które słonie się nie zapuszczają. Największe tereny, których unikają, to pustynie Sahara, Kalahari, Danakil oraz miasta i wysokie góry. To pokazuje nam, gdzie mogły znajdować się historyczne zasięgi słoni. Jednak pomiędzy końcem okresu rzymskiego a przybyciem europejskich kolonizatorów brak jest informacji nt. statusu afrykańskich słoni, mówi Iain Douglas-Hamilton, założyciel organizacji Save the Elephants.
      Badania wykazały, że słonie żyjące na terenach chronionych zajmują zwykle mniejsze terytorium. Uczeni przypuszczają, że zwierzęta wiedzą, iż wychodzenie poza teren chroniony jest niebezpieczne. Jednocześnie około 57% obecnego zasięgu słoni znajduje się poza obszarami chronionymi.
      Dlaczego jednak słonie zajmują znacznie mniejszy teren niż zdatny do zamieszkania? Dzieje się tak ze względu na presję ze strony człowieka. Zarówno z powodu kłusownictwa jak i zajmowania ich terenów przez ludzi, którzy nie mają zamiaru koegzystować ze słoniami.
      Kluczowym dla przetrwania słoni będzie ochrona ich habitatów, zwalczenie kłusownictwa oraz przekonanie ludzi, że mogą żyć obok tych wielkich zwierząt. Słonie to wielcy roślinożercy. Obszar ich występowania może się zmniejszyć, ale jeśli damy im szansę mogą znowu zająć tereny, na których niegdyś występowały, mówi Wall.
      Niestety, obecne trendy szansy takiej nie dają. Fragmentacja habitatu jest tak wielka, że jedynie 7% dzikich terenów ma obszar większy niż 100 km2. Bardzo pilnie musimy uwzględnić potrzeby zwierząt, które potrzebują dużych, wolnych od wpływu człowieka habitatów, dodają uczeni.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od roku 1970 populacja rekinów zamieszkujących otwarte oceany zmniejszyła się o 71%. Ludzie każdego roku zabijają nawet 100 milionów tych zwierząt, przez co obecnie 75% pełnomorskich gatunków jest zagrożonych.
      To pierwszy tak pełny obraz spadku populacji rekinów, mówi ekolog morski Nuno Queiroz z Research Center in Biodiversity and Genetic Resources, który nie był zaangażowany w opisywane badania. To pokazuje, jak zgubny wpływ ma nadmiernie odławianie, dodaje.
      Problem olbrzymiego odławiania rekinów znany jest nie od dzisiaj. Dotychczas jednak prowadzono badania regionalne. Teraz mamy obraz globalny. Naukowcy przyjrzeli się 31 gatunkom rekinów i płaszczek żyjących na otwartych wodach i obliczyli, jak poszczególne populacje zmieniały się od 1970 roku.
      Niektóre spadki są zatrważające, mówi współautor badań, Nicholas Dulvy z Simon Fraser University. Jeszcze w 1980 roku zagrożone były 2 spośród badanych gatunków. Obecnie zagrożone są 24 gatunki. Byłem zaszokowany. Sytuacja uległa gwałtownemu pogorszeniu w ostatniej dekadzie, dodaje Dulvy.
      Rybacy bezwzględnie traktują zwierzęta. Żywym rekinom odcinane są płetwy, a krwawiące ciężko ranne zwierzęta wrzucane są do oceanu, gdzie giną w męczarniach, powoli duszą się, opadając na dno. Odcięte płetwy trafiają zaś na talerze miłośników zupy z płetw rekina. Do zagłady rekinów przyczyniają się też producenci i konsumenci suplementów z oleju z wątroby rekina, które mają wzmacniać odporność czy leczyć raka. Brak jednak badań klinicznych potwierdzających jego bezpieczeństwo i skuteczność.
      Dobre wieści są takie, że strategie ochrony rekinów mogą działać. Niestety, dysponujemy nielicznymi przykładami takich udanych działań. Jednym z nich jest stopniowe odtwarzanie się populacji żarłaczy białych u wybrzeży USA, gdzie ograniczono połowy tych zwierząt.
      Wprowadzenie takiej ochrony jest jednak bardzo trudne. Przemysł połowowy wywiera intensywną presję, sprzeciwiając się ograniczeniom, w imię swoich krótkoterminowych interesów, mówi współautorka badań Sonja Fordham.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...