Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Jak donosi Gazeta Wyborcza, zespół profesora Jana Szopy-Skórkowskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego, opracował niezwykły genetycznie zmodyfikowany len. Wyprodukowane z niego ubrania nie gniotą się i nie moczą, a plastry przyspieszają gojenie ran. Len można dodawać też do tworzyw sztucznych, które dzięki niemu ulegają rozkładowi.

Profesor Szopa-Skórkowski zdradza, że nowy len uzyskał dzięki wprowadzeniu do włókien lnu oleistego geny grzybów z rodziny Aspergillus oraz pewnych roślin z Ameryki Południowej. O dalszych szczegółach nie chciał mówić.

Profesor nawiązał współpracę z pewną firmą spod Malborka. Mamy już nici i płótno, teraz szukamy firm medycznych, które podejmą się produkcji materiałów opatrunkowych - powiedział naukowiec Gazecie. Gdybym pracował w USA, byłoby łatwiej. Tam jest lepsza atmosfera dla innowacji, byłem miesiąc temu za oceanem na kongresie i już jedna z firm zainteresowała się naszym pomysłem. U nas bariery mentalne są większe od ekonomicznych, a w środowisku naukowym bardziej liczą się publikacje niż patenty - dodaje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak zwykle Polak wymyśli, a kto inny wykorzysta. I bardzo dobrze. Gdyby tak nie bylo, to nigdy świat nie poznałby i nie wykorzystał wielu wspaniałych wynalazków.

Życze Profesorowi wiele dobrego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak zwykle Polak wymyśli, a kto inny wykorzysta.

Ale to jest niestety w dużym stopniu wina samych Polaków. Niestety ciężko u nas o przedsiębiorcę, który odważyłby się wykorzystać taki patent.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak zwykle Polak wymyśli, a kto inny wykorzysta.

Ale to jest niestety w dużym stopniu wina samych Polaków. Niestety ciężko u nas o przedsiębiorcę, który odważyłby się wykorzystać taki patent.

 

Owszem, ale nie tylko. To chodzi o Polaka jako takiego, o jego mentalność. Nie chcę uogólniać, ale jednak w Polsce ze wszystkim jest trudniej. Ten, kto się wyróżnia ma trudne życie.

Ale i tak chwała Profesorowi, że jeszcze ma wiarę ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
U nas bariery mentalne są większe od ekonomicznych, a w środowisku naukowym bardziej liczą się publikacje niż patenty - dodaje.

 

Sztuka dla sztuki, gadanie dla gadania, bieganie dla biegania, wyglad dla wyglądu a gdzie tu życie dla życia?? 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
Ten, kto się wyróżnia ma trudne życie.

Weź nie mów... wystarczy że się wyróżniasz z tłumu, ubierasz się inaczej, to będą na ciebie krzywo patrzeć, czasem się dowalą. Spróbuj zafarbować sobie włosy... to będą patrzeć jak na kosmitę, doczepiać się, a jak trafisz na grupkę ABSów to i cię pobiją.

A z tymi wynalazkami, to tak jest w ogromnej liczbie rzeczy w Polsce, ktoś wymyśli, jest niedoceniony tu, to musi sprzedać gdzie indziej patent, a potem Polacy narzekają, bo nic polskiego w Polsce (np. firmy), żadnych innowacji z Polski.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A z tymi wynalazkami, to tak jest w ogromnej liczbie rzeczy w Polsce, ktoś wymyśli, jest niedoceniony tu, to musi sprzedać gdzie indziej patent, a potem Polacy narzekają, bo nic polskiego w Polsce (np. firmy), żadnych innowacji z Polski

 

Dlaczego Papież był z Polski??

 

Odp. Bo tylko Polacy dysponują twórczym PM w obfitości, i niewiedzieć dlaczego te rodzynki tu wyrastają, na gołej ziemi , popekanej kor-up-cją. 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W zachodniej Azji włókna lnu stosowano do szycia, wyplatania koszyków i innych celów już 32 tys. lat temu. W epoce kamienia len był dziko rosnącym gatunkiem, ale ludzie szybko spostrzegli, jak można go wykorzystać.
      Podczas wykopalisk w gruzińskiej jaskini Dzudzuana odnaleziono fragmenty najstarszej nici świata. Ofer Bar-Yosef z Uniwersytetu Harvarda, współautor omawianego studium, wyjaśnia, że po opanowaniu podstawowych technik tkackich ludzie byli w stanie wytwarzać ciepłe i wytrzymałe ubrania. Dzięki nim mogli wędrować po syberyjskiej tajdze i nowo wyłonionym moście lądowym łączącym Azję z Ameryką Północną.
      W 2007 i 2008 roku zespół pod przewodnictwem paleobotanika Eliso Kvavadze z Gruzińskiego Muzeum Narodowego w Tbilisi zebrał w jaskini próbki gleby z ponad tysiącem włókien dzikiego lnu. Datowanie radiowęglowe kości zwierzęcych i spalonego drzewa z osadów ujawniło 3 okresy ludzkiej aktywności: 32-26 tys. lat temu, 23-19 tys. lat temu i 13-11 tys. lat temu. Przypadają one na górny paleolit.
      Wśród trofeów znalazły się m.in. pary skręconych razem włókien, co sugeruje ich celową modyfikację. Na niektórych wiązano wiele węzłów, wiadomo też, że nasi przodkowie stosowali barwienie na różne kolory, np. na czarno, szaro, turkusowo, a nawet na różowo.
      Kvavadze uważa, że barwniki uzyskiwano z rosnących w pobliżu jaskini roślin. Za pomocą nici dawni mieszkańcy Dzudzuany musieli zszywać ubrania ze skór i futer. W próbkach gleby wykryto bowiem pozostałości włosów wymarłego gatunku dzikiego wołu oraz grzyby i inne organizmy niszczące tekstylia.
      Nici z górnego paleolitu należą do rzadkości. Wcześniej znajdowano je np. w Izraelu i Francji. O tym, że wykorzystywano wtedy włókna, można się przekonać na podstawie wzorów z ówczesnej ceramiki lub figurek przedstawiających kobiety.
      Specjaliści przestrzegają jednak przed huraoptymizmem. Wg Irene Good z Uniwersytetu Harvarda, pojedyncze włókna lniane mogły zostać zaniesione do jaskini przez wiatr. Tam uległy spaleniu, przysypaniu, aż znaleźli je współcześni archeolodzy, którym skręciły się one podczas badania mikroskopowego. Niektóre zabarwiły się od zgromadzonych w glebie minerałów, a nie podczas celowego farbowania. Dla Good jest to tym bardziej prawdopodobne, że farbowanie wełny rozpoczęło się dopiero przed 4 tys. lat.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      EcoF3 to "warzywny" samochód, zasilany biodieslem z odpadów i czekolady. Powstał na Warwick University, a WorldFirst, ekipa złożona z tamtejszych naukowców, ma nadzieję, że już w przyszłym sezonie wystartuje w wyścigach Formuły 3. Pod warunkiem, że zasady obowiązujące uczestników zostaną odpowiednio zmodyfikowane, na razie bowiem przeszkodą jest niezgodne z regułami paliwo.
      Kierownicę wykonano z marchwi, karoserię z ziemniaków, a siedzenia z soi. Włókna roślinne wymieszano z żywicami i w ten sposób udało się uzyskać utwardzone części samochodowe. Żaden z zastosowanych w pojeździe smarów nie jest syntetyczny, wszystkie są olejami roślinnymi.
      Mamy nadzieję, że zespoły Formuły 1 dostrzegą, że samochód przyjazny środowisku wcale nie musi być wolny. Spodziewamy się, że nasze materiały będą używane w przyszłych bolidach F1 – podsumowuje rzecznik projektu.
      W doniesieniach prasowych mówi się o paliwie z tłuszczów czekolady, prawdopodobnie chodzi więc o masło kakaowe, zwane też olejem lub tłuszczem kakaowym (łac. Oleum Cacao).
      Warwick Innovative Manufacturing Research Centre (WIMRC) stanowi część uniwersytetu, a menedżerem projektu WorldFirst F3 jest James Meredith. Brytyjska ekipa przyjrzała się każdemu elementowi samochodu wyścigowego i zastanowiła się, jak skonstruować jego przyjaźniejszą środowisku wersję. Pojazd potrafi rozwinąć prędkość do 230 km na godzinę. Pokrywę 2-litrowego silnika zaprojektowano z włókien węglowych z recyklingu. Siedzenia powstały z włókien lnianych, pianki sojowej i poliestru z odzysku. W wielu częściach wykorzystano żywice z plastikowych butelek i len. Radiatory pokryto katalizatorem, który przekształca ozon w tlen, z opon wyeliminowano zaś węglowodory policykliczne. Kierownica to polimery z marchwi i innych warzyw korzeniowych, a lusterko nabłotnikowe utworzono m.in. ze skrobi ziemniaczanej. W smakowitym bolidzie nie mogło też zabraknąć orzechów - stąd okładziny hamulcowe z orzechów nanerczowych (na razie w przygotowaniu).
      EcoF3 to dzieło współpracujących specjalistów z wielu firm, m.in. BASF-a, Fuchsa czy CelluComp.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dr Bogusław Pawłowski, antropolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, prowadził badania nad wpływem długości nóg na postrzeganie atrakcyjności kobiet i mężczyzn. Okazuje się, że nie zawsze dłuższe znaczy lepsze, ponieważ za długie kończyny nie dodawały uroku swoim posiadaczom.
      W eksperymencie wzięło udział 218 wolontariuszy i wolontariuszek Pokazywano im siedem schematycznych rysunków postaci ludzkich obu płci. Wszystkie miały tę samą wysokość, różniły się tylko długością nóg. Należało je uszeregować pod względem atrakcyjności.
      Za najpiękniejsze uznano te "osoby", których nogi były o 5% dłuższe od przeciętnych. Zgodnie z normami ustalonymi w badanej grupie, kobieta o przeciętnym wzroście (ok. 163 cm) powinna dysponować nogami o długości 77,5 cm. Gdy wydłużano je jeszcze o 10%, oceniano ją jednak jako mniej atrakcyjną.
      Pawłowski wyjaśnia, że długie nogi są oznaką zdrowia, a krótkie wiążą się ze zwiększonym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych oraz cukrzycy. Nie tak dawno pisaliśmy również, że u kobiet krótkie nogi oznaczają realniejsze zagrożenie chorobami wątroby.
      Dziennikarze serwisu New Scientist triumfalnie rozgłaszają, że znaleziono odpowiedź na pytanie, czemu Kylie Minogue zdobywa od tylu lat tytuł gwiazdy z najpiękniejszymi nogami. Chodzi o idealne proporcje w odniesieniu do gabarytów reszty ciała. Wyjaśnienie to z pewnością spodobałoby się Leonardowi da Vinci...
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ian Gilligan z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego podważył tradycyjne teorie na temat początków rolnictwa (Bulletin of the Indo-Pacific Prehistory Association). Twierdzi, że ludzie zaczęli uprawiać rośliny nie dla jedzenia, ale żeby uzyskać włókna do produkcji ubrań. W ten sposób wyjaśnia, dlaczego rdzenni mieszkańcy Australii aborygeni nigdy nie siali ani nie zbierali plonów. Nie potrzebowali ubrań, więc nie hodowali np. lnu czy bawełny...
      Antropolog uważa, że przypisywanie zwrotu ludzkości w kierunku rolnictwa poszukiwaniu nowych źródeł pożywienia nie ma sensu z kilku powodów. Nie tłumaczy np., dlaczego niektóre ludy zaczęły uprawiać rolę i hodować zwierzęta dopiero 10 tys. lat temu. Wg Australijczyka, lepszym wyjaśnieniem niż zapełnianie pustego żołądka jest klimat (i jego zmiany).
      W czasie ostatniego zlodowacenie na półkuli północnej było o 12-15ºC chłodniej niż obecnie. Dlatego zarówno zbieracze, jak i myśliwi musieli zadbać o odpowiednią wielowarstwową garderobę. Najlepsze do tego celu okazały się zwierzęce skóry i futra. Kiedy jednak mróz zelżał, ludzie poszukiwali cieńszej i bardziej przewiewnej odzieży. Nastała więc era włókien roślinnych (lnu, bawełny i konopi) oraz wełny z owiec i kóz. Jednocześnie ubiór zmienił swoje funkcje. Przestał zapewniać li tylko ochronę przed chłodem, a stał się raczej formą ozdoby i manifestowania tożsamości.
      Gilligan podkreśla, że w Australii, a nawet na Tasmanii, nigdy nie było na tyle zimno, by aborygeni musieli nosić kilka warstw ubrań. W najsurowszym klimacie było tylko o 6-8ºC chłodniej niż we współczesnych czasach. Dlatego ludzie chodzili nago, a jeśli już coś na siebie wkładali, było to coś cienkiego, jak np. wykorzystywana podczas ostatniej epoki lodowcowej narzutka na ramiona z futra walabii. Poza tym dekoracje malowano bezpośrednio na skórze.
      Australijczyk sądzi, że polowanie i zbieractwo były o wiele skuteczniejszymi, pewniejszymi i elastycznymi formami zdobywania pożywienia niż uprawa roli. Aborygeni nie musieli się nigdy martwić, skąd wezmą następny posiłek i mieli o wiele więcej wolnego czasu od pierwszych rolników.
×
×
  • Create New...