Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

W Kulubie na Jukatanie znaleziono duży pałac używany przez Majów

Recommended Posts

Podczas wykopalisk w ruinach miasta Kulubá na Jukatanie, odkryto pozostałości dużego pałacu. Budynek o wysokości 6, długości 55 i szerokości 15 metrów mógł być używany już w 600 roku po Chrystusie.

Archeolodzy z meksykańskiego Narodowego Instytutu Antropologii i Historii (INAH) mówią, że budowla była wykorzystywana w późnym okresie klasycznym (600–900 n.e.) oraz klasycznym schyłkowym (850–1050 n.e.). To właśnie w okresie klasycznym schyłkowym Chichén Itzá było wyróżniającą się metropolią, która rozciągnęła swoje wpływy na takie miasta jak Kulubá. Wskazują na to posiadane przez nas informacje oraz znaleziona tutaj ceramika w typie Chichén oraz obsydian z tego samego źródła. Stąd też możemy wnioskować o wpływach, jakie Chichén Itzá miało na Kulubę, stwierdzili naukowcy.

Podczas prac na terenie pałacu natrafiono na ponowne pochówki. Pogrzebano tam osoby, których szczątki przeniesiono na teren pałacu z pierwotnego miejsca spoczynku. Znalezione kości zabezpieczono i poddano konserwacji tak, by w przyszłości można było przeprowadzić badania i określić płeć, wiek czy pochodzenie pochowanych.

Oprócz pałacu naukowcy badają jeszcze cztery inne struktury: ołtarz, pozostałości dwóch budynków mieszkalnych oraz okrągłą budowlę, prawdopodobnie piec. Dopiero zaczęliśmy odkopywać największe struktury na tym stanowisku, mówi archeolog Alfredo Barrera.

Naukowcy obawiają się, że zabytki zostaną zniszczone przez słońce i wiatr, dlatego proponują zalesienie przynajmniej części Kuluby.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed ponad 3000 lat, pomiędzy rokiem 1174 a 1102 przed Chrystusem, mieszkańcy Etlatongo w dzisiejszym Meksyku rytualnie zakończyli używanie placu do gry w piłkę. Po odbytej ceremonii pozostały fragmenty spalonych roślin, rozbita olmecka ceramika, kości zwierząt, muszle oraz nieco ludzkich kości. Teraz Jeffrey Blomster i Victor Salazar dokonali zaskakującego odkrycia. Pod szczątkami boiska z XII wieku p.n.e. znaleźli bowiem kolejne, jeszcze starsze, datowane na 1374 rok przed naszą erą.
      Tym, co tak bardzo zaskoczyło naukowców był fakt, że tak stare boisko do rytualnej gry w piłkę znajdowało się właśnie w Etlatongo, w górskim stanie Oaxaca. Tego typu zabytku należałoby się spodziewać raczej na zdominowanych przez Olmeków tropikalnych nizinach. Tam bowiem najprawdopodobniej narodziła się gra.
      Najstarsze znane boisko w Mezoameryce pochodzi z 1650 roku p.n.e. Znajduje się ono w Paso de la Amanada w stanie Chiapas, na pacyficznym wybrzeżu Meksyku. To boisko ma podłoże z ziemi. Tymczasem podłoże boiska z Etlatongo jest wyłożone kamieniem. Dotychczas sądzono, że kamienne boiska pojawiły się około 1000 lat po powstaniu gry. W tym czasie była ona już szeroko rozpowszechniona w Mezoameryce.
      Tymczasem najnowsze odkrycia każą zrewidować dotychczasowe poglądy na rozwój gry, tak ważnej dla Olmeków, Majów i Azteków. Oznacza ono bowiem, że do roku 1374 przed naszą erą gra była już na tyle istotnym elementem kultury, iż boiska zajmowały centralne miejsca osad, a ich zbudowanie wiązało się z olbrzymim wysiłkiem, skoro budowano je z kamienia. To zaś sugeruje, że ludy zamieszkujące góry miały swój wkład w rozwój gry, jej reguł oraz architektury boisk. Blomster i Salazar nie wykluczają, że wśród różnych społeczności istniały różne odmiany gry, które w końcu połączono w jedną, powszechnie uznawaną.
      Odkrycie wskazuje również, że już wówczas istniał rozwinięty handel długodystansowy. Używana w grze piłka była wykonana z twardego kauczuku z drzew rosnących na wybrzeżach. To m.in. dlatego specjaliści uważają, że grę wymyślili Olmekowie. Jeśli więc 3400 lat temu w Etlalongo grano w piłkę, to musiał istnieć długodystansowy handel kauczukiem lub – co bardziej prawdopodobne – kauczukowymi piłkami. A biorąc pod uwagę znaczenie, jakie miała gra, musiała też ona kształtować stosunki pomiędzy społecznościami.
      Możemy przypuszczać, że na długo zanim gra w piłkę stała się sformalizowana i zanim powstały pierwsze boiska, ludzie grali w nią po prostu na wolnej otwartej przestrzeni. Dopiero z czasem, gdy gra nabierała znaczenia i reguł, zaczęto budować specjalne boiska. A im ważniejsza się ona stawała, w tym bardziej prominentnych miejscach boiska powstawały. Sama gra jak i budowa boisk służyły konsolidacji społeczności, a lokalni liderzy mogli w ten sposób dowieść swojego statusu, bogactwa i wpływów.
      Boisko z 1374 roku przed Chrystusem było zaskoczeniem. Ale to nie koniec niespodzianek. Blomster i Salazar zauważyli, że posadowiono je na jeszcze starszej strukturze. Jest ona wąska, długa, przebiega w tym samym kierunku co boisko i została włączona w jedną ze ścian boiska. Naukowcy nie mieli jednak dotychczas okazji, by przeprowadzić dodatkowe badania, nie wiedzą więc, czy ta starsza struktura również była boiskiem. Nie wiedzą też, z jakiego okresu pochodzi, gdyż dotychczas nie znaleźli tam niczego, co pozwoliłoby ją datować.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na podwórku pewnego meksykańskiego hodowcy bydła znaleziono stolicę zaginionego królestwa Majów. Odkrycia dokonał profesor antropologii Charles Golden z Brandeis University we współpracy z bioarcheologiem Andrewem Schererem z Brown University oraz naukowcami z Meksyku, Kanady i USA.
      Wykopaliska, rozpoczęte w czerwcu 2018 roku, ujawniły liczne majańskie zabytki. Na jednym z nich odkryto inskrypcje opisujące rytuały, bitwy oraz wydarzenia i postaci mitologiczne jak wodnego węża i taniec boga deszczu. Naukowcy natrafili też na pozostałości piramid, płacu królewskiego i boiska do gry w piłkę.
      Naukowcy sądzą, że stanowisko archeologiczne, które nazwali Lacanja Tzeltal, było w przeszłości stolicą królestwa Sak Tz'i', które znajdowało się w dzisiejszym stanie Chiapas. Osada została założona nie później niż w 750 roku przed Chrystusem, a ludzie mieszkali tam przez ponad 1000 lat.
      Poszukiwania Sak Tz'i' trwały od 1994 roku, kiedy to na innym stanowisku archeologicznym odkryto inskrypcje odnoszące się do tego królestwa. Z czasem okazało się, że jest ono wspominane na zabytkach rozsianych po muzeach na całym świecie. Już teraz możemy powiedzieć, że Sak Tz'i' było niewielkie w porównaniu z Chichen Itza czy Palenque. Jednak jego odkrycie i zbadania znacznie poszerzy naszą wiedzę o Majach.
      Sak Tz'i' (Biały pies) było dość małym królestwem, zajmującym obszary na obecnym pograniczu Meksyku i Gwatemali. Nie wiemy, skąd wzięła się jego nazwa. Większość poddanych mieszkała poza stolicą, uprawiali różne rośliny, wytwarzali ceramikę i kamienne narzędzia. Golden i jego zespół znaleźli prawdopodobne pozostałości placu targowego. Wiemy, że poddani przybywali do stolicy, by wziąć udział w ceremonialnej grze w piłce.
      Na północno-wschodnim końcu miasta znaleziono pozostałości po piramidzie, która miała około 14 metrów wysokości oraz domy elity i miejsca odbywania rytuałów religijnych. Centrum aktywności religijnej i politycznej w Sak Tz'i' był Plac Muk'ul Ton, czyli Plac Monumentów o powierzchni około 6000 metrów kwadratowych. Z placu prowadziły schody na platformę, na której znajdowały się świątynie, pałac królewski i gdzie mogli być chowani członkowie rodziny królewskiej.
      Sak Tz'i' było otoczone przez silniejszych od siebie sąsiadów, zatem ciągle zagrażały mu napaści. Archeolodzy znaleźli z jednej strony miasta pozostałości murów obronnych, z drugiej było ono chronione przez wysokie strome brzegi strumieni. Mimo tych środków zapobiegawczych Sak Tz'i' nie zawsze udawało się obronić. Znaleziono inskrypcję, z której wynika, że co najmniej część stolicy została podpalona w czasie wojny z sąsiadami.
      Należy jednak przypuszczać, że przetrwanie Sak Tz'i' zależało nie od siły militarnej, a od umiejętnego lawirowania pomiędzy silniejszymi sąsiadami. Dlatego właśnie odkrycie jest tak interesujące. Niewiele bowiem wiemy o tym, jak radziły sobie majańskie królestwa średniej wielkości wobec agresywnych i silniejszych sąsiadów.
      W ruinach Sak Tz'i' znaleziono kilkadziesiąt rzeźb. Najlepiej zachowała się stela, którą naukowcom pokazał hodowca bydła. Ma ona wymiary 60 x 120 cm i zawiera kilka inskrypcji. Jedna opowiada o mitycznym wężu wodnym oraz starszych bogach, których imiona nie są wymienione. Spisano na niej za to informacje o poszczególnych władcach. Kolejna inskrypcja odnosi się do mitycznej powodzie, a jeszcze inna zawiera prawdopodobnie historyczne daty urodzin i bitew stoczonych przez władców Sak Tz'i'. Jeden z królów nazywał się K'ab Kante'.
      Na dole steli widzimy tańczącego króla. Majowie wierzyli, że ich królowie mogą stać się jednością z bogiem lub przeistoczyć się w boga. Tańczący władca ubrany jest w strój boga deszczu Yopaata, łączonego z gwałtownymi burzami tropikalnymi. W prawej ręce trzyma siekierę, którą krzesze błyskawice, a lewej ma manoplę, rodzaj kastetu używanego w czasie rytualnych walk.
      Co interesujące, odkrycia dokonano dzięki miejscowemu sprzedawcy jedzenia. W czerwcu 2014 roku Whittaker Schroeder, który studiował w grupie Goldena, jeździł po stanie Chiapas szukając tematu do rozprawy doktorskiej. W pewnym momencie zatrzymał go mężczyzna, który przy drodze sprzedawał jedzenie. Znał Schroedera, który od lat prowadził w okolicy badania i wiedział, że ten interesuje się Majami. Sprzedawca powiedział uczonemu, że jego przyjaciel znalazł antyczną stelę. Następnego dnia Schroeder i jeden z jego studentów spotkali się z hodowcą bydłą i potwierdzili autentyczność znaleziska.
      Kilka kolejnych lat zajęły negocjacje z hodowcą. Mężczyzna obawiał się, że skoro zabytki są uznawane w Meksyku za własność państwa, to gdy rozpoczną się wykopaliska i archeolodzy coś znajdą, rząd zabierze mu ziemię. Zgodził się na rozpoczęcie prac dopiero wtedy, gdy dostał od urzędników zapewnienie, że tak się nie stanie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Międzynarodowa ekspedycja archeologiczna zorganizowana przez Gruzińskie Muzeum Narodowe odkryła pozostałości pałacu z V-IV wieku przed Chrystusem. Pałac znaleziono we wsi Jugaani w dolinie Alazani.
      Dotychczasowe wykopaliska odsłoniły duży hall wsparty na sześciu kolumnach. Wydaje się, że pałac został spalony. Jego 1,5-metrowej grubości ściany zbudowano z cegieł, drewniane kolumny posadowiono zaś na wapiennych podstawach. Widoczne są też pozostałości po kwadratowym podwyższeniu z cegieł, na którym mógł znajdować się ołtarz lub tron.
      Wiele elementów architektonicznych, na przykład podstawy kolumn w kształcie dzwonów, wskazują, że budynek pochodzi z epoki Achemenidów, z V-IV wieku przed naszą erą. Wiadomo bowiem, że podstawy w kształcie dzwonów po raz pierwszy pojawiły się w V wieku p.n.e. w centrach imperium Achemenidów, w Susie i Persepolis. Również ornamenty w kształcie kwiatu lotosu są charakterystyczne dla tego okresu.
      Pozostałości pałacu znajdują się około 40 centymetrów pod powierzchnią gruntu i zostały poważnie uszkodzone przez place polowe. Na podstawach kolumn widać zaś ślady działalności ognia.
      W połowie lat 90. ubiegłego wieku w odległości dwóch kilometrów od pałacu odkryto strukturę w kształcie kopuły, która również pochodziła z V wieku przed Chrystusem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kurdyjsko-niemiecki zespół archeologów odkrył w Kurdystanie szczątki pałacu z epoki brązu. Stanowisko Kemune jest datowane na okres imperium Mitanni. To jedno z najmniej zbadanych państewek starożytnego Bliskiego Wschodu. Wiadomo, że w XV i XIV wieku przed naszą erą panowało ono nad dużą częścią Mezopotamii i Syrii. Teraz, dzięki odkryciu, naukowcy mają nadzieję dowiedzieć się więcej o tym państwie.
      Ubiegłej jesieni wycofujące się wody tamy w Mosulu niespodziewanie odkryły szczątki starożytnego miasta. Doktor Hasan Ahmed Qasim z Duhok i doktor Ivana Puljiz z Tybingi, ruszyli zabytkom na ratunek.
      To jedno z najważniejszych odkryć archeologicznych w tym regionie w ostatnich dekadach. To pokazuje, jak ważna jest kurdyjsko-niemiecka współpraca, mówi Qasim. Prace prowadzone są w ramach wspólnego projektu pomiędzy Uniwersytetem w Tybindze a Kurdyjską Organizacją Archeologiczną, a finansowane są głównie przez Organizację i jej sponsora, kurdyjskiego biznesmena Hershę Isa Swara.
      Archeolodzy informują, że pałac, na którego terenie prowadzą prace, to szczegółowo zaprojektowany budynek z masywnymi ceglanymi ścianami wewnętrznymi. Niektóre z nich mają dwa metry wysokości i są pokryte zaprawą. Znaleźliśmy też pozostałości po naściennych malowidłach wykonanych w jasnych odcieniach czerwieni i błękitu. W drugim tysiącleciu przed Chrystusem takie malowidła były prawdopodobnie typową ozdobą pałaców na Bliskim Wschodzie, jednak rzadko udaje się je odnaleźć w dobrym stanie. Odkrycie malowideł w Kemune to sensacja archeologiczna, mówi Puljiz.
      Ruiny pałacu zachowały się do wysokości siedmiu metrów. Widoczne są dwie fazy jego budowy, co wskazuje, że był on wykorzystywany przez bardzo długi czas. Dotychczas zidentyfikowano kilkanaście komnat, a odkopano osiem z nich. W niektórych miejscach podłoga zbudowana jest z dużych wypalanych cegieł. Na miejscu znaleziono też 10 tabliczek z pismem klinowym. Ich odczytaniem i badaniem zajmuje się doktor Betina Faist z Uniwersytetu w Heidelbergu. Jedna z tych tabliczek wskazuje, że stanowisko Kemune to prawdopodobnie starożytne miasto Zakhiku, wspominane w jednym z tekstów pochodzących z około 1800 roku p.n.e. To zaś sugeruje, że miasto musiało istnieć przez co najmniej 400 lat. Archeolodzy mają nadzieję, że kolejne tabliczki pozwolą przekonać się, czy ta identyfikacja jest prawidłowa.
      W starożytności pałac stał na wyniesionym tarasie w odległości 20 metrów od wschodniego brzegu rzeki Tygrys. Monumentalny kamienny taras wybudowano, by ustabilizować i wypoziomować zbocze. Mieszkańcy pałacu mieli imponujący widok na położoną poniżej dolinę rzeki.
      Na pierwsze ślady Kemune natrafiono w 2010 roku. Region ten został zalany w wyniku budowy zapory w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Ostatnie susze w północnym Iraku spowodowały obniżenie lustra wody i dały archeologom możliwość przeprowadzenie prac.
      Imperium Mitanni to jedno z najsłabiej poznanych państw starożytnego Bliskiego Wschodu. Informacje o jego płacach czerpaliśmy dotychczas jedynie ze stanowiska Tell Brak w Syrii oraz z miast Nuzi i Alalakh, które znajdowały się na jego peryferiach. Dotychczas nie udało się nawet ponad wszelką wątpliwość zidentyfikować stolicy Mitanni, mówi Puljiz.
      Wiemy, że Mitanni obejmowało obszar od wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego po północny Irak. Rozkwitało w XV i XIV wieku przed Chrystusem, a jego stolicą było miasto Washukanni, położone prawdopodobnie w północnej Syrii. A akkadyjskich tabliczek glinianych znalezionych w Tell el-Amarna w dzisiejszym Egipcie dowiadujemy się, że władcy Mitanni prowadzili, jak równy z równym, politykę z faraonami, królami Hetytów i Babilonem. Wiadomo na przykład, że córka króla Mitanni Tuszratty – Taduhepa – była żoną faraona Amenhotepa III. Faraonowi musiało bardzo zależeć na tym małżeństwie, gdyż negocjacje w jego sprawie trwały kilka lat, a głównym problemem była wielka ilość złota, jakiej w zamian zażądał Tuszratta. Taduhepa została później żoną Echnatona i niewykluczone, że to właśnie ona była matką Tutanchamona.
      Mitanni utraciło znaczenie około roku 1350 przed Chrystusem, gdy jego terytoria trafiły pod kontrolę Hetytów i Asyryjczyków. Cechą charakterystyczną kultury Mitanni są ceramiczne naczynia zdobione precyzyjnymi malunkami wykonywanymi jasną farbą na ciemnym tle.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy asteroida, która przyniosła zagładę dinozaurom, uderzyła w Ziemię, doszło do olbrzymich pożarów, pojawiły się wielkie tsunami, a uderzenie wyrzuciło do atmosfery olbrzymie ilości siarki, która na długo zablokowała dostęp promieni słonecznych, spowodowała ochłodzenie, co ostatecznie zabiło dinozaury.
      To scenariusz znany, ale hipotetyczny. Teraz został on potwierdzony przez naukowców University of Texas, którzy zbadali setki metrów skał, jakie w ciągu 24 godzin wypełniły krater uderzeniowy.
      Te dowody to m.in.kawałki węgla drzewnego, skały naniesione przez przepływ wsteczny tsunami oraz brak siarki. To zapis wypadków, który odczytujemy bezpośrednio z miejsca uderzenia. Sam świadek opowiada nam o tym wydarzeniu, mówi profesor Sean Gulick z Instytutu Geofizyki University of Texas.
      Gulick stał na czele misji 2016 International Ocean Discovery Program, w ramach którego przeprowadzono wiercenia w miejscu, w którym asteroida uderzyła w naszą planetę w pobliżu Jukatanu.
      Większość materiału, który wypełnił krater uderzeniowy w ciągu kilku godzin po katastrofie pochodziła albo z miejsca uderzenia, albo też została naniesiona przez wody Zatoki Meksykańskiej, które w wyniku uderzenia gwałtownie się cofnęły, a następnie zalały krater. W ciągu zaledwie doby krater został wypełniony warstwą materiału grubą na około 130 metrów. To jeden z najszybciej przebiegających procesów osadzania w historii geologii. Osady te zaczęły gromadzić się w ciągu minut i godzin po uderzeniu, stanowią więc szczegółowy zapis wydarzenia, które doprowadziło do wyginięcia 75% organizmów żywych na Ziemi. Gulick mówi, że po krótkotrwałym regionalnym piekle nastąpiła długotrwała planetarna zima. Dinozaury najpierw zostały upieczone, a później zamrożone. Nie wszystkie zginęły tego dnia, ale wiele poniosło śmierć, stwierdza uczony.
      Zdaniem specjalistów energia uderzenia była 10 miliardów razy większa, niż energia bomb atomowych zrzuconych na Japonię. Była tak olbrzymia, że tysiące kilometrów dalej zapaliły się rośliny, a potężne tsunami dotarło na tereny dzisiejszego stanu Illinois. Teraz wewnątrz krateru znaleziono węgiel drzewny oraz chemiczny biomarker grzybów, co wskazuje, że powracające po tsunami wody naniosły wypalone resztki z całej okolicy.
      To był doniosły dzień w historii życia, a tutaj mamy dobrą dokumentację z samego centrum wydarzeń, mówi profesor Jay Melosh z Purdue University. Dla naukowców równie ważne jak to, co znaleźli, jest to, czego nie znaleźli. Obszar otaczający krater uderzeniowy jest pełny skał bogatych w siarkę. Jednak siarki nie ma w rdzeniu wydobytym z krateru.
      Odkrycie to potwierdza teorię mówiącą, że w wyniku uderzenia doszło do odparowania skał, olbrzymie ilości siarki trafiły do atmosfery i wywołały globalne ochłodzenie. Naukowcy szacują, że do atmosfery mogło trafić co najmniej 325 miliardów ton siarki. Aby zdać sobie sprawę, co to oznaczało dla klimatu, trzeba wiedzieć, że jest to o cztery rzędy wielkości więcej, niż ilość siarki, która trafiła do atmosfery w 1883 roku podczas erupcji wulkanu Krakatau. Erupcja ta spowodowała, że średnie temperatury na Ziemi na pięć lat obniżyły się o około 1,2 stopnia Celsjusza.
      Upadek asteroidy wywołał zniszczenia na skalę regionalną. Tym, co zabiło dinozaury i wiele innych roślin oraz zwierząt były zmiany klimatu. Prawdziwym zabójcą było to, co stało się w atmosferze. Jedynym sposobem na doprowadzenie na masowego wymierania są bowiem zmiany atmosferyczne, mówi Gulick.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...