Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Triklosan może zwiększać ryzyko ostoporozy i obniżonej gęstości mineralnej kości

Recommended Posts

Kobiety stykające się z triklosanem, który występuje zarówno w bakteriobójczych produktach, np. mydłach czy szamponach, jak i wodzie, mogą być bardziej zagrożone osteoporozą i obniżoną gęstością mineralną kości.

Badania laboratoryjne pokazały, że triklosan może niekorzystnie wpływać na mineralną gęstość kości w liniach komórkowych i modelach zwierzęcych. Niewiele jednak wiadomo o zależnościach między triklosanem a stanem zdrowia ludzkich kości - opowiada dr Yingjun Li z Hangzhou Medical College School of Public Health.

By wyjaśnić nieco tę kwestię, naukowcy wykorzystali dane z 2005-2010 National Health and Nutrition Examination Survey. Analizowali korelację między stężeniem triklosanu w moczu a gęstością mineralną kości i osteoporozą u dorosłych Amerykanek (w wieku 20 lat i starszych). Ostatecznie badanie objęło 1848 pań.

Po wzięciu poprawki na inne potencjalnie istotne czynniki stwierdzono istotny związek między najwyższymi stężeniami triklosanu (3. tercylem) i niższą mineralną gęstością kości w kości udowej jako całości, okolicy międzykrętarzowej kości udowej i lędźwiowej części kręgosłupa; porównań dokonywano do 1. tercyla.

Okazało się także, że kobiety z najwyższym stężeniem triklosanu w moczu cechowała większa częstość występowania osteoporozy w okolicy międzykrętarzowej kości udowej.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wojna, zanieczyszczenie środowiska czy kometa/asteroida nas zniszczy czy osłabi, ale my sami swoją chemią… Chyba takiego scenariusza nie widziałem na liście apokalips ludzkości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na pustyni Negew zidentyfikowaną najstarszą w Izraelu fabrykę mydła. Zabytek odkryto w miejscowości Rahat, największym na świecie mieście Beduinów. Fabryka pochodzi sprzed 1200 lat, a fakt, że podstawowym surowcem do produkcji mydła była oliwa z oliwek wskazuje na wpływy islamskie. W Europie mydło produkowano w tym czasie z tłuszczu wieprzowego.
      Jak wyjaśnia archeolog, doktor Elena Kogen, przemysł mydlarski wykorzystujący oliwę z oliwek pojawił się w czasach Abbasydów, którzy od 750 roku rządzili w Kalifacie Bagdadzkim. Wyznawcy islamu podbili Ziemię Świętą już w 636 roku, jednak dopiero w IX wieku islam stał się dominującą religią na tych terenach. Jednak islamskie wpływy widać już wcześniej. W ubiegłym roku w Rahat odkryto pozostałości jednego z najwcześniejszych meczetów na terenie Izraela i na świecie. Pochodził on z VII/VIII wieku. Muzułmańska fabryka mydła sprzed 1200 lat to kolejny dowód na wpływy islamu na tych terenach.
      Fabryka była duża, budynek zawierał wiele kolumn, dlatego też archeolodzy sądzą, że należała do bogatej rodziny utrzymującej się z produkcji mydła. Było ono zapewne sprzedawane lokalnie, niewykluczone, że produkowano też na eksport.
      Warto przypomnieć, że to nie Arabowie wpadli na pomysł wykorzystania oliwy z oliwek w celach higienicznych. Używali jej już starożytni Grecy i Babilończycy, którzy nacierali się oliwą, a następnie zeskrobywali ją wraz z brudem. Arabowie zaczęli robić z niej mydło.
      Jednak prawdziwa produkcja mydła na skalę przemysłową rozpoczęła się w średniowiecznej Europie. Tam wykorzystywano świński tłuszcz, którym jest łatwiej manipulować niż oliwą z oliwek. Wyznawcy islamu, dla których świnia jest zwierzęciem nieczystym, nie mogli pójść w ślady chrześcijan, dlatego też wynaleźli trudniejsze w wyprodukowaniu mydło z oliwy z oliwek.
      Na terenie właśnie odkrytej fabryki mydła znaleziono pozostałości po wykorzystywanych materiałach. Dzięki temu wiemy, że oliwa z oliwek była mieszana z popiołem z roślin żyjących w słonym środowisku na wybrzeżach morza. Popiół ten zawiera wodę i potaż. Mieszanina była gotowana przez około 7 dni, następnie płyn wylewano do płytkich basenów, gdzie przez 10 dni zastygał. Uzyskany materiał cięto w kostki, a te suszono jeszcze przez 2 miesiące. Dopiero wówczas nadawały się do sprzedaży.
      Po raz pierwszy odnaleźliśmy tak starą fabrykę mydła. Pozwala nam to odtworzyć tradycyjny proces produkcyjny. To unikatowe znalezisko. Dotychczas bowiem znaliśmy podobne zakłady pochodzące ze znacznie późniejszego okresu panowania Ottomanów, mówi doktor Elena Kogen-Zehavi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Uniwersytetu w Huddersfield pracują nad specjalnym szamponem, który w połączeniu z chłodzeniem skóry głowy pozwoli ograniczyć, a może i całkowicie wyeliminować towarzyszącą chemioterapii utratę włosów.
      Jak tłumaczy dr Nikolaos Georgopoulos, wkładane podczas chemioterapii urządzenia chłodzą skórę głowy, co zmniejsza ryzyko utraty włosów. Dotąd wykazano, że są skuteczne w mniej więcej połowie przypadków.
      Generalnie im chłodniej, tym lepiej, a to oznacza, że czepki z leciutkiego silikonu powinny być jak najbardziej dopasowane. W tym celu firma PAXMAN z Huddersfield pracowała z dr. Ertu Unverem, specjalistą od druku 3D, nad poprawą dizajnu czepka.
      Uniwersyteckie Scalp Cooling Research Centre chce doprowadzić do całkowitego wyeliminowania ryzyka utraty włosów w czasie chemioterapii. Jednym z kluczowych etapów badań ma być hodowla mieszków włosowych w laboratorium, która pozwoli dokładnie przeanalizować toksyczność chemioterapeutyków, także tych najnowszych. Zajmie się nią dr Iain Haslam.
      Stosowany łącznie z czepkiem naturalny produkt może zwiększyć wskaźnik powodzenia do 80%, a nawet całkowicie wyeliminować łysienie. Naukowcy z Centrum Badań nad Chłodzeniem Skóry Głowy zastanawiają się nad najlepszą metodą jego dostarczania do mieszków włosowych. Wśród opcji wymieniane są szampon lub balsam, które będą stosowane tuż przed i w trakcie terapii.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Stosowany jako środek bakteriobójczy triklosan wprowadza bakterie w permanentny stan, w którym są one w stanie tolerować normalnie śmiertelne dawki antybiotyków, w tym antybiotyków stosowanych w leczeniu zakażeń układu moczowego.
      Triklosan jest dodawany do wielu produktów codziennego użytku, np. past do zębów, płynów do płukania jamy ustnej, kosmetyków, a nawet kart kredytowych.
      By skutecznie uśmiercić komórki bakteryjne, stosuje się wysokie dawki triklosanu - podkreśla prof. Petra Levin z Uniwersytetu Waszyngtona w St. Louis.
      Opowiadając się w 2017 r. za niedodawaniem triklosanu do mydeł, amerykańska FDA (Administracja Żywności i Leków) wspomniała o zastrzeżeniach odnośnie do bezpieczeństwa oraz o braku dowodów na skuteczność. Zalecenia FDA nie wpłynęły jednak na producentów, którzy nadal stosują go w swoich preparatach.
      Levin dodaje, że triklosan jest bardzo stabilny i utrzymuje się w organizmie i środowisku przez długi czas.
      Najnowsze badanie na myszach pokazuje, w jakim stopniu ekspozycja na triklosan zmniejsza zdolność do reagowania na atybiotykoterapię zakażeń dróg moczowych. Wyjaśnia też mechanizm komórkowy, za pośrednictwem którego triklosan zaburza działanie antybiotyku.
      Zespół Levin interesował się antybiotykami bakteriobójczymi. Akademicy chcieli sprawdzić, czy triklosan może ochronić bakterie w obecności bakteriobójczego leku.
      Dr Corey Westfall działał na bakterie antybiotykiem. W jednej grupie najpierw wystawiał bakterie na działanie triklosanu.
      Triklosan znacząco zwiększył liczbę przeżywających komórek bakteryjnych. Normalnie w obecności antybiotyku przeżywa jedna na milion komórek, więc sprawny układ odpornościowy może wszystko kontrolować. Triklosan zmienił jednak statystyki. Zamiast jednej na milion po 20 godzinach mieliśmy już bowiem jedną przeżywającą komórkę na dziesięć. W takiej sytuacji układ immunologiczny jest przeciążony.
      Co ważne, zjawisko nie było ograniczone do jakiejś konkretnej grupy antybiotyków. Bez względu na mechanizm działania bakteriobójczego leki mniej skutecznie radziły sobie z zabijaniem bakterii po triklosanie.
      Triklosan zwiększał tolerancję na szeroki wachlarz antybiotyków. Najbardziej zainteresowała nas należąca do fluorochinolonów cyprofloksacyna, która zaburza replikację DNA bakterii; jest ona często stosowana w leczeniu zakażeń dróg moczowych.
      Pamiętając o tym, że aż ok. 75% dorosłych Amerykanów ma wykrywalne stężenia triklosanu w moczu, a u 10% są one na tyle wysokie, by zapobiegać wzrostowi pałeczek okrężnicy (Escherichia coli), akademicy zaczęli się zastanawiać, czy obecność triklosanu w organizmie może zaburzać leczenie zakażeń dróg moczowych.
      Ana Flores-Mireles z University of Notre Dame wpadła na pomysł, że myszy pijące wodę z triklosanem będą mieć w moczu podobne stężenia tego związku, jak ludzie.
      Podczas eksperymentu wszystkim gryzoniom z zakażeniem dróg moczowych podawano cyprofloksacynę; tylko część zwierząt piła "zaprawioną" wodę. Okazało się, że po terapii myszy poddawane ekspozycji na triklosan miały więcej bakterii w moczu i pęcherzu.
      Skala różnicy obciążenia bakteriami między grupami myszy była uderzająca - podkreśla Levin. Gdyby różnica była mniej niż 10-krotna, trudno byłoby wykazać, że winnym jest triklosan. My jednak stwierdziliśmy, że w moczu myszy poddawanych działaniu triklosanu występowało 100-krotnie więcej bakterii. To naprawdę dużo.
      W jaki sposób triklosan zaburza działanie antybiotyków? Okazało się, że wpływa on na inhibitor wzrostu komórkowego - alarmon ppGpp. W warunkach stresowych ppGpp wyłącza szlaki biosyntezy, m.in. DNA, tłuszczów czy białek, by przekierować zasoby ze wzrostu do procesów pozwalających na przetrwanie. Stąd zasada w medycynie, by przed lekami bakteriobójczymi nie podawać leków spowalniających wzrost, bo wtedy antybiotyki nie mają jak wykonać swojego zadania.
      Skoro triklosan uaktywnia ppGpp, biosynteza ulega zahamowaniu, przez co antybiotyki bakteriobójcze stają się nieskuteczne.
      Ekipa Levin uzyskała zmutowane pozbawione ppGpp E. coli i porównała je z pałeczkami wytwarzającymi alarmon. W tej sytuacji ochronny wpływ triklosanu znikał.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W pogorzelisku Muzeum Narodowego Brazylii w Rio de Janeiro znaleziono części szkieletu Luzii - kobiety z paleolitu górnego sprzed 12 tys. lat. To jeden z najcenniejszych tutejszych artefaktów (Luzię uznaje się za jeden z najstarszych szkieletów paleoindiańskich odkrytych na terenie obu Ameryk).
      Znaleźliśmy niemal całą czaszkę; zidentyfikowano 80% fragmentów - powiedział dyrektor muzeum Alexander Kellner i dodał, że ze zgliszczy wydobyto też fragmenty kości udowej.
      Luzia została odkryta w 1975 r. na stanowisku archeologicznym Lapa Vermelha w Lagoa Santa przez francuską archeolog Annette Laming-Emperaire.
      Zespół Richarda Neave'a z Uniwersytetu w Manchesterze przeprowadził cyfrową rekonstrukcję twarzy Luzii. Wykorzystano ją do wykonania modelu, który spłonął 2 września z większością pozostałych eksponatów. Kilka dni temu udało się jednak znaleźć fragmenty czaszki, które przechowywano w metalowej urnie.
      Trochę ucierpiały, ale jesteśmy bardzo optymistycznie nastawieni - podkreśla Claudia Rodrigues, profesor z muzeum, która przeszukiwała pogorzelisko.
      W bieżącym roku Muzeum obchodziło 200-lecie swojego istnienia. Mieści się ono w byłej rezydencji portugalskiej rodziny królewskiej. Pożar wybuchł 2 września wieczorem po zamknięciu muzeum.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wojownicy z Nowej Gwinei od dawna wykorzystywali kości udowe swoich rodziców, z których wykonywali pięknie zdobione i niezwykle niebezpieczne sztylety. Zabijali nimi wrogów, a czasem kroili ich ciała i zjadali. Naukowcy od lat zastanawiali się, skąd pomysł na używanie kości rodziców, skoro na wyspie żyją duże nielotne kazuary. Ptaki łatwo jest złapać i zabić, a z ich kości robiono doskonałe sztylety.
      Ostatnio ukazały się wyniki badań, których autorzy doszli do wniosku, że kości ludzkie nie były lepszym materiałem na sztylety, ale ich użycie było symbolem prestiżu. Zdaniem Nathaniela Dominy z Dartmouth College, sztylety z ludzkich kości były projektowane inaczej niż te z kości ptaków. Dominy, który jest współautorem badań opisanych w Royal Society Open Science, przeprowadził odpowiednie badania i stwierdził, że z kości ludzi i ptaków można robić równie dobre sztylety. Jednak te z ludzkich kości wykonywano tak, by dłużej służyły właścicielowi.
      Sztylety z ludzkich kości są bardziej wytrzymałe, gdyż nadawano im inny kształt. Były bardziej wygięte. Uważamy, że było to celowe działanie mające na celu zmniejszenie ryzyka pęknięcia sztyletu w czasie walki. A przyczyną, dla którego tak właśnie projektowano sztylety z ludzkich kości jest fakt, że ich posiadanie wiązało się z dużym prestiżem społecznym, mówi Dominy. Jednym ze źródeł prestiżu była ograniczona dostępność materiału na sztylety. Kość musiała pochodzić od ojca mężczyzny lub od innego bardzo szanowanego członka społeczności.
      Sztyletów z ludzkich kości używano jeszcze w XX wieku. Podczas walki starano się zabić przeciwnika ciosem w szyję. Dobijano też nimi osoby zranione strzałami lub włóczniami. Sztylety wykorzystywano też do podcinania ścięgien jeńcom tak, by nie mogli uciec i by można było ich przechować do czasu, aż będą potrzebni podczas kanibalistycznych uroczystości.
      Właściciele sztyletów wierzyli też, że jest w nich zawarta siła osoby, z której kości wykonano broń.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...