Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Od 11 stycznia nie działa część systemów komunikacyjnych największego radioteleskopu orbitalnego

Recommended Posts

Nikołaj Kardasziew, szef Centrum Badań Kosmicznych Instytutu Fizycznego im. P.N. Lebiediewa, poinformował, że niektóre systemy komunikacyjne radioteleskopu RadioAstron (in. Spektr-R) przestały działać. Nadal może on jednak przesyłać dane naukowe.

Misja radioteleskopu była planowana na 5 lat. Na orbitę wprowadzono go 18 lipca 2011 r. W lutym 2014 r. Spektr-R został oficjalnie uznany za największy radioteleskop orbitalny.

Specjaliści wielokrotnie, niestety bezskutecznie, próbowali przywrócić łączność utraconą rankiem 11 stycznia. Jurij Kowaliew, szef projektu Spektr-R, dodaje, że nadal jest nadzieja.

Na marzec br. planowane jest wprowadzenie na orbitę rosyjsko-niemieckiego satelity Spektr-RG (Spectrum-X-Gamma). Jego operatorami są Rosyjski Instytut Badań Kosmicznych oraz Instytut Fizyki Pozaziemskiej Maxa Plancka.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA zdecydowała o otwarciu zapieczętowanych dotychczas próbek księżycowego gruntu i skał, przywiezionych na Ziemię w ramach misji Apollo 17. Po raz pierwszy od ponad 40 lat agencja ma szansę badać nienaruszone próbki z misji Apollo.
      Naukowcy wykorzystają próbki do ćwiczeń, które posłużą im do badania próbek, jakie w przyszłości trafią na Ziemię w ramach projektu Artemis (Artemida). Projekt ten ma na celu doprowadzenie do powrotu człowieka na Księżyc. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w 2024 roku ramach misji Artemis 3 ludzie staną na Księżycu.
      Próbki, które właśnie odpieczętowano, zostały zebrane przez Gene'a Cernana i Jacka Schmitta. Obecnie możemy wykonać badaniach, jakie nie były możliwe w czasie trwania programu Apollo, mówi doktor Sarah Noble. Analiza tych próbek przyniesie kolejne korzyści z programu Apollo oraz pozwoli przyszłej generacji naukowców udoskonalić swoją technikę i przygotować przyszłych astronautów.
      NASA do dzisiaj przechowuje wszystkie próbki przywiezione w ramach programu Apollo. Większość z nich została dobrze przebadana, część wciąż jest tematem badań. Już w czasie trwania Apollo zdecydowano, że niektóre próbki zostaną zapieczętowane, a ich badania rozpoczną się w przyszłości, gdy pojawią się bardziej zaawansowane techniki badawcze.
      Nieotwarte dotychczas próbki zostały zebrane w ramach misji Apollo 15, 16 i 17. Dwie właśnie otwarte, oznaczone numerami 73002 i 73001, będą teraz przedmiotem badań za pomocą zaawansowanych technik, takich jak niedestrukcyjne obrazowanie 3D czy spektrometria mas. Próbki te stanowią część zbioru znajdującego się w metrowej długości tubie. Zebrano je w miejscu osuwiska w pobliżu krateru Lara. Zostały zebrane tak, że zachowano układ warstw księżycowego gruntu.
      Pierwszą próbką wyjętą z tuby jest 73002. Była ona szczelnie zapieczętowana, ale nie zamknięta w warunkach próżniowych. Przez kolejne miesiące będzie ona badana przez różne zespoły. Przed otwarciem próbki przeprowadzono badania za pomocą mikrotomografii komputerowej o wysokiej rozdzielczości. Zdjęcia pozwoliły wstępnie zbadań strukturę próbki przed wyjęciem oraz posłużyły do opracowania sposobu wyjęcia jej w nienaruszonym stanie.
      Z kolei próbka 73001 zostanie otwarta na początku przyszłego roku. Już na księżycu zamknięto ją w pojemniku próżniowym, który został umieszczony w kolejnym pojemniku próżniowym, a ten zapieczętowano na Ziemi. Naukowcy otworzą ją, gdy dopracują metody przechwycenia gazów, który się z niej uwolnią po otwarciu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Panel ekspertów złożony ze specjalistów z NASA i zewnętrznych instytucji zakończył przegląd założeń misji Lucy, pierwszej misji do planetoid trojańskich. Lucy Critical Design Review trwał od 15 do 18 października. W tym czasie eksperci zostali zapoznani ze wszelkimi szczegółami planowanej misji, w tym z budową pojazdu, jego wyposażeniem, szczegółami budowy, planowanych testów, systemów naziemnych, założeń naukowych misji itp. itd. Przegląd wypadł pomyślnie i eksperci dali zielone światło do kontynuowania misji. Tym samym misja Lucy wkroczyła w etap budowania odpowiedniego sprzętu.
      To bardzo ekscytujący moment, gdyż wykraczamy poza fazę planowania oraz projektowania i zaczynamy budować pojazd. W końcu staje się on rzeczywistością, mówi Hal Levison z Southwest Research Institute, główny naukowiec misji Lucy.
      Critical Design Review to ostatni etap planowania i projektowania. Jego celem jest zapewnienie, że wszystko przygotowano jak należy, a misja spełni stawiane przez nią cele, jest wsparta solidną wiedzą naukową, odpowiednimi analizami, dokumentacją i będzie przebiegała bezpieczne.
      Lusy będzie pierwszą misją do asteroid trojańskich. Zostanie wystrzelona w październiku 2021 rkou i w ciągu 12 lat odwiedzi siedem planetoid, jedną z pasa głównego – znajdującego się pomiędzy Marsem a Jowiszem – i sześć trojańczyków.
      Asteroidy trojańskie to pozostałości po formowaniu się planet. Są one uformowane w dwóch grupach znajdujących się na orbitach bardzo podobny do orbity Jowisza. Dotychczas nie odwiedził ich żaden wysłany z Ziemi pojazd.
      Od strony naukowej ze misję Lucy będzie odpowiedzialny Southwest Research Institute (SwRI) w Boulder w stanie Colorado. Pojazd zostanie zbudowany przez Lockheed Martin Space Systems, a zarządzanie całą misją, kwestie inżynieryjne oraz bezpieczeństwa spoczną na barkach specjalistów z Goddard Space Flight Center.
      Misje przygotowywane w ramach programu Discovery, takie jak Lucy, są stosunkowo tanie. Maksymalny koszt rozwoju każdej z nich określono na 450 milionów dolarów. Celem takich misji jest znalezienie kluczowych odpowiedzi na pytania dotyczące Układu Słonecznego. Są one zarządzane przez głównego badacza, który dobiera sobie zespół naukowców i inżynierów, a ich celem jest przygotowanie misji od początku do końca.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Misja Dragonfly będzie kolejną – czwartą – jaką NASA przygotuje w ramach programu New Frontiers. Koncepcja badań Tytana, największego księżyca Saturna, wygrała więc w propozycją przywiezienia próbek komety 67P/Churyumov-Gerasimenko.
      Misja, którą kieruje Elizabeth Turtle z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, wystartuje w 2026 roku. Będzie ona odmienna od innych przedsięwzięć związanych z robotyczną eksploracją Układu Słonecznego. Tytan jest inny niż jakiekolwiek miejsce w Układzie Słonecznym, więc i Dragonfly będzie inną misją, powiedział Thomas Zurbuchen, wiceadministrator NASA ds. badań naukowych.
      Tytan otoczony jest przez atmosferę składającą się głównie z azotu. Jest on większy od Merkurego, a naukowcy przypuszczają, że pod zamarzniętą skorupą znajduje się ocean. Księżyc był badany przez sondę Cassini, która w 2005 roku umieściła w atmosferze Tytana próbnik Huygens.
      Na powierzchni Tytana znajdują się skały, wyżyny i pustynie. Są one jednak zbudowane z lodu, a rzeki i oceany to płynny metan. Zarejestrowano tam też obecność molekuł organicznych. To niezwykle interesujące miejsce. Tytan może być kolebką dla jakiegoś rodzaju życia. Niezależnie od tego, czy życie się tam pojawiło, czy też nie, węglowodorowe rzeki i jeziora Tytana oraz węglowodorowy śnieg, czynią go jednym z najbardziej fascynujących obiektów w Układzie Słonecznym, mówi Lindy Elkins-Tanton z Arizona State University i główna badaczka misji Psyche.
      Jako, że Tytan jest tak zróżnicowany, umieszczenie próbnika w jednym miejscu nie da nam zbyt wielu informacji na temat procesów chemicznych zachodzących na księżycu. Stąd też pomysł misji Dragonfly – śmigłowca, który będzie latał nad Tytanem i pobierał próbki. Dragonfly będzie składał się z czterech ramion, z których każde zostanie wyposażone w dwa śmigła, jedno u dołu, drugie u góry. Dzięki gęstej atmosferze i słabej grawitacji 300-kilogramowy śmigłowiec wielkości samolotu, zasilany generatorem radioizotopowym, będzie mógł podróżować nad Tytanem pobierając co 16 ziemskich dni próbki i zużywając przy tym 38-krotnie mniej energii niż na Ziemi.
      Dragonfly przybędzie na Tytana w 2034 roku. W tym czasie na półkuli północnej będzie panowała długotrwała zima. Okolice bieguna północnego to miejsce występowania interesujących naukowców mórz metanowych. Jednak Dragonfly nie będzie mógł tam lądować ani komunikować się z Ziemią. Dlatego pojazd zajmie się badaniem okolic równika. Znajdujące się tam wielkie pustynie zawierają prawdopodobnie materiał opadający z całego księżyca. Dragonfly skupi się na poszukiwaniu kraterów uderzeniowych i wulkanów lodowych.
      Misja podstawowa Dragonfly potrwa 3 lata. W tym czasie pojazd przebędzie 175 kilometrów, a każdy z lotów będzie miał długość do 8 km. W końcu śmigłowiec dotrze do krateru Selk, który jest jego głównym celem. To 80-kilometrowy krater uderzeniowy.
      Dragonfly nie zostanie wyposażony w robotyczne ramię. Badania będzie prowadził emitując promieniowanie gamma, dzięki któremu rozróżni różne typy gruntu. Zostanie też wyposażony w wiertło, za pomocą którego pobierze próbki. Te trafią do tuby próżniowej, a stamtąd do spektrometru mas, który przeanalizuje ich skład. Taki system badań najbardziej niepokoił NASA. Obawiano się, że bogata w węglowodory atmosfera Tytana doprowadzi do jego zatkania. Potrzeba było dwóch lat badań, testowania nowych materiałów i architektury systemu, by rozwiać te wątpliwości.
      Dragonfly nie skupi się jedynie na powierzchni Tytana. Będzie też badał wnętrze księżyca i jego atmosferę. Podczas lotu będzie zbierał próbki atmosfery, a dzięki sejsmometrowi zarejestruje wibracje powodowane przez interakcje Tytana z Saturnem oraz wpływ grawitacji planety na uwięziony pod lodem ocean.
      Jeśli śmigłowiec nie ulegnie awarii, to nie można wykluczyć, że jego misja zostanie przedłużona. Zasilania wystarczy mu bowiem na 8 lat, a – jak pamiętamy z dotychczasowych misji – NASA często, gdy ma taką możliwość, wydłuża misje poza ich program podstawowy i próbuje osiągnąć dodatkowe cele
      Całkowity koszt misji zamknie się w kwocie 1 miliarda dolarów.
      Dragonfly – czyli New Frontiers 4 – to kolejne po New Horizons (misja do Plutona i obiektu 2014 MU69 w Pasie Kuipera), Juno (misja do Jowisza) i OSIRIS-REx (misja do asteroidy Bennu) – przedsięwzięcie w ramach programu New Frontiers. Jak poinformował Thomas Zurbuchen, w roku 2021 lub 2022 NASA rozpocznie przyjmowanie propozycji dla misji New Frontiers 5.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA ujawniła szczegóły programu Artemis (Artemida), w ramach którego człowiek ma wrócić na Księżyc. Nazwa programu wyraźnie nawiązuje do misji Apollo, w ramach którego ludzie po raz pierwszy stanęli na Srebrnym Globie. Artemida była siostrą Apollina.
      Jeszcze przed końcem bieżącego miesiąca NASA podpisze pierwszy kontrakt na dostawę sprzętu na Księżyc. Jeśli lądowniki księżycowe, rozwijane przez prywatne firmy, będą gotowe, to pierwszy ładunek sprzętu dla programu Artemis trafi na powierzchnię Księżyca jeszcze w bieżącym roku.
      W przyszłym roku ma odbyć się misja Artemis 1. Będzie to pierwszy wspólny start SLS (Space Launch System) i kapsuły Orion. Będzie to bezzałogowy próbny lot testowy. W jego ramach zostaną też wyniesione satelity typu CubeSat, które będą prowadziły eksperymenty naukowe i testy technologii. Na rok 2022 przewidziano Artemis 2 – pierwszy załogowy test Oriona i SLS. Po raz pierwszy od 50 lat ludzie polecą poza orbitę Księżyca.
      W tym samym roku ma zostać wystrzelony pierwszy element stacji Lunar Gateway. Wczoraj NASA poinformowała, że za stworzenie modułu odpowiedzialnego za zapewnienie energii, napędu oraz komunikacji będzie odpowiedzialna firma Maxar Technologies. Lunar Gateway to niewielka stacja kosmiczna, która zostanie umieszczona na orbicie Księżyca. Będzie ona spełniała rolę huba komunikacyjnego, laboratorium naukowego, tymczasowego miejsca zamieszkania oraz miejsca przechowywania łazików i innych robotów.
      Kolejnym elementem misji Artemis będzie umieszczenie w 2023 roku na Księżycu łazika. Jego zadaniem będzie lepsze zbadanie i zrozumienie pyłu księżycowego oraz zbadanie lodu pod kątem wykorzystania go do produkcji paliwa, tlenu i wody pitnej. W tym samym 2023 roku na orbitę Srebrnego Globu trafi drugi element stacji Gateway. Będzie to niewielki moduł mieszkalny. Pierwsi astronauci, którzy trafią na stację, przejdą z kapsuły Orion do tego modułu i tam przygotują się do lądowania na Biegunie Południowym Księżyca.
      W roku 2024 odbędzie się kilka misji, w ramach których w przestrzeń kosmiczną trafią poszczególne elementy Human Landing System. Zostaną one złożone na orbicie i zadokowane do Gateway. W tym samym roku odbędzie się załogowa misja Artemis 3. Astronauci, korzystając z SLS i Oriona, polecą na orbitę Księżyca i zadokują do stacji Gateway. Załoga sprawdzi stację oraz Human Landing System, a następnie uda się na Księżyc. Będzie to pierwsze od ponad 50 lat lądowanie człowieka na Księżycu.
      W latach 2025–2028 każdego roku będzie odbywała się kolejna misja załogowa. Astronauci biorący udział w Artemis 4 – Artemis 7 będą pracowali zarówno na stacji Gateway jak i na powierzchni satelity Ziemi. Stacja będzie ciągle rozbudowywana tak, by od roku 2028 możliwa była stała obecność i praca ludzi na stacji i Księżycu.
      W końcu, w oparciu o możliwości eksploracji Księżyca, w latach 30. ma odbyć się załogowa misja na Marsa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      SpaceX wystrzeliła pierwsze własne satelity komunikacyjne. Start Falcona 9 z 60 satelitami komunikacyjnymi miał odbyć się 17 maja, jednak był ciągle przekładany ze względu na niekorzystne warunki pogodowe i konieczność aktualizacji oprogramowania. W końcu się udało.
      Godzinę po starcie, na wysokości 450 kilometrów, z rakiety zaczęto uwalniać satelity. Samodzielnie zajmą one orbitę na wysokości 550 kilometrów. Wspomnianych 60 satelitów to część konstelacji Starlink, która ma zapewnić łączność internetową na całym świecie. Starlink zostanie uruchomiona, gdy na orbicie znajdzie się 800 satelitów.
      SpaceX to niewielka firma, a margines zysku z jej obecnej działalności nie jest duży. Tymczasem przedsiębiorstwo ma wielkie ambicje, chce wysyłać ludzi w przestrzeń kosmiczną. Aby je zrealizować musi znaleźć dodatkowe źródła przychodu. Jednym z nich może być zapewnienie łączy internetowych w każdym miejscu na świecie.
      SpaceX wchodzi na rynek, na którym działa już konkurencja. Wiele firm oferuje już internet satelitarny. Ich urządzenia korzystają z orbity geostacjonarnej (GEO). Zaletą tego rozwiązania jest fakt, że satelita okrąża Ziemię w takim samym czasie, w jakim trwa obrót Ziemi dookoła własnej osi. Zatem satelita ciągle wisi nad tym samym punktem i zapewnia łączność na obszarze objętym swoim zasięgiem. Wadą umieszczenia satelity na GEO jest fakt, iż orbita ta znajduje się na wysokości około 36 000 kilometrów nad Ziemią. To zaś oznacza, że do praktycznej komunikacji dwustronnej sygnał musi przebyć ponad 70 000 kilometrów. Mogą więc pojawić się opóźnienia, które mogą być widoczne tam, gdzie potrzebna jest szybsza wymiana danych, jak np. podczas online'owych gier wideo. Ponadto obecnie satelity umieszczone na GEO nie pokrywają swoim sygnałem całego obszaru planety.
      Niska orbita okołoziemska znajduje się na wysokości od 200 do 2000 kilometrów. Sygnał ma więc do przebycia znacznie krótszą drogę i w praktyce opóźnienia nie powinny być większe, niż przy korzystaniu z sygnału nadawanego z Ziemi. Jednak, jako że satelity na LEO poruszają się znacznie szybciej względem Ziemi, to obszar, który jest pokryty sygnałem z danego satelity, ciągle się przesuwa. Zatem jeśli chcemy zapewnić nieprzerwaną łączność na danym obszarze, musimy mieć wiele satelitów, których ruch jest zsynchronizowany tak, by gdy jeden satelita opuszcza dany obszar, kolejny natychmiast wlatywał w jego miejsce.
      Mark Juncosa, wiceprezes SpaceX odpowiedzialny za kwestie inżynieryjne, mówi, że po 12 dodatkowych startach rakiet z satelitami Starlink jego firma obejmie swoimi usługami całe USA, po 24 startach będzie mogła zapewnić łączność na najgęściej zaludnionych obszarach, a po 30 startach ze Starlinka będzie można korzystać na całym świecie.
      Starlink to niezwykle ważne przedsięwzięcie w planach SpaceX. Jak już wspomnieliśmy, firma potrzebuje pieniędzy na realizację swoich podstawowych planów związanych z wysyłaniem ludzi w przestrzeń kosmiczną. Jak przyznał Elon Musk, przychody biznesu związanego z wynoszeniem ludzi i towarów na zlecenie mogą w przyszłości sięgnąć 3 miliardów dolarów rocznie, tymczasem potencjalne przychody z dostarczania internetu mogą być nawet 10-krotnie wyższe. Postrzegamy to jako sposób na wygenerowanie środków, które będziemy mogli użyć na tworzenie coraz bardziej zaawansowanych rakiet i statków kosmicznych. To kluczowy element planu budowy stacji na Księżycu i samowystarczalnego miasta na Marsie, mówi Musk.
      Pozostaje jeszcze jeden ważny problem. Obecnie na LEO znajduje się około 2000 działających satelitów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, większość satelitów krążących wokół Ziemi będzie należała do SpaceX. To duża rzecz, przyznaje Musk. Możemy też przypuszczać, że konkurencja nie będzie zasypiała gruszek w popiele. W najbliższych latach wokół naszej planety może więc krążyć kilkakrotnie więcej satelitów niż obecnie. Tymczasem już obecnie kosmiczne śmieci są coraz większym problemem. Coraz więcej satelitów oznacza z jednej strony, że te, które się zepsują lub zakończy się czas ich pracy, staną się kolejnymi odpadkami, z drugiej strony im ich więcej, tym większe ryzyko kolizji z już istniejącymi śmieciami, a wskutek każdej z takich kolizji pojawia się olbrzymia liczba szczątków i znowu wzrasta ryzyko kolizji z działającymi satelitami.
      Musk mówi, że każdy z satelitów Starlink zostanie wyposażony w dane o orbitach wszystkich znanych odpadków kosmicznych i będzie mógł ich unikać. Ponadto zapewnia, że nieczynne satelity będą z czasem spadały na Ziemię i w 95% będą płonęły w atmosferze. To jednak oznacza, że z każdego satelity na powierzchnię spadnie kilkanaście kilogramów odłamków. Zgodnie z zapewnieniem SpaceX mają być one kierowane na Ocean Spokojny.
      Ryzyko, że ktoś na Ziemi zostanie zraniony lub zabity przez szczątki spadającego satelity jest minimalne. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że szybko rośnie zarówno liczba satelitów jak i liczba ludzi, można się spodziewać, że w najbliższych latach przeczytamy doniesienia o osobach trafionych kosmicznymi śmieciami.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...