Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Samice skakunów Toxeus magnus karmią młode mlekiem, które zawiera 4-krotnie więcej białka od mleka krowiego.

Biolodzy rozpoznali T. magnus jako gatunek w 1933 r., ale "laktację" łatwo było przeoczyć, bo po schwytaniu ofiary drobne pająki szybko wycofują się do gniazda.

W 2012 r. Zhanqi Chen z Chińskiej Akademii Nauk zauważył, że kilka pająków dzieli gniazdo i zaczął się zastanawiać, czy gatunek ten nie wykazuje przypadkiem jakiejś formy rozszerzonej opieki rodzicielskiej. Na odkrycie karmienia musiał jednak poczekać jeszcze 5 lat. Dopiero pewnej lipcowej nocy 2017 r. spotkało go wielkie szczęście i mógł podziwiać młodego pająka, który przywarł do brzusznej strony odwłoka matki.

Naukowcy opowiadają, że gdy uciśnie się odwłok od spodu, z rowka znajdującego się za płucotchawkami (epigastric furrow) wypływa kropla białej cieczy. W pierwszych tygodniach od wylęgu jaj samica zostawia w gnieździe krople, które młode mogą sobie w razie potrzeby spijać. Później karmienie przyjmuje bardziej ssaczą formę: głodne młode musi przywrzeć do matki.

W mililitrze mleka skakunów znajduje się ok. 2 mg cukru, 5,3 mg tłuszczów, a także 123,9 mg białka. W pierwszych 20 dniach życia młode żywią się wyłącznie nim. Choć w gniazdach zakładanych w laboratorium matki łapały co pewien czas owocówki dostarczane przez naukowców, nigdy nie karmiły nimi potomstwa.

Po upływie 20 dni młode T. magnus zaczynają samodzielnie żerować. Przez blisko 3 tygodnie nadal mają jednak dostęp do mleka matki.

Autorzy publikacji z pisma Science wyliczyli, że w laboratorium dzięki takiej łączonej diecie aż 76% pajączków dożywa dorosłości. Gdy po wylęgu rowek, przez który wypływa mleko, czopowano za pomocą korektora, wszystkie pajączki ginęły w ciągu circa 10 dni.

Mleko matki jest potrzebne nie tylko najmłodszym w rodzinie. Kiedy epigastric furrow blokowano w 20. dniu życia, gdy pajączki już samodzielnie polowały, wskaźnik przeżycia także ulegał obniżeniu.

 


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Samce i samice nie tylko wykazują różne zachowania seksualne, ale różnice te są ewolucyjnie zaprogramowane, dowiadujemy się z nowych badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Oksfordzkim. Zespół pod kierownictwem doktora Tesuyi Noimy i doktor Anniki Rings wykazał, że układ nerwowy obu płci, pomimo bardzo podobnej budowy, przekazuje różne sygnały samcom, a różne samicom.
      Naukowcy z Wydziału Fizjologii, Anatomii i Genetyki stwierdzili, że samce i samice muszek owocówek, pomimo niezwykle podobnego genomu i systemu nerwowego różnią się głęboko w sposobie inwestowania w strategie rozrodcze, które wymagają odmiennych adaptacji behawioralnych, morfologicznych i fizjologicznych.
      U większości gatunków zwierząt występują międzypłciowe różnice w kosztach reprodukcji. Samice często odnoszą największe korzyści z wydania na świat młodych jak najwyższej jakości, podczas gdy samce często odnoszą korzyści z łączenia się z jak największą liczbą samic. W wyniku ewolucji pojawiły się więc głębokie różnice, służące zaspokojeniu tych potrzeb.
      Uczeni z Oxfordu chcieli odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób różnice w międzypłciowych strategiach rozrodczych objawiają się na poziomie układu nerwowego i jak się mają do ograniczeń fizycznych, w tym ograniczeń dotyczących rozmiaru ciała czy wydatkowania energii, które są spowodowane faktem posiadania przez obie płcie bardzo podobnego genomu.
      Naukowcy odkryli, że w mózgach samic i samców – pomimo podobieństw genetycznych – istnieją różnice w niektórych obszarach mózgu. Pozwalają one na istnienie znacząco odmiennych strategii, pomimo niewielkich różnic w samej architekturze połączeń pomiędzy neuronami.
      Samce muszek owocówek zdobywają samice poprzez odpowiednie zachowania godowe. Zatem w ich strategii rozrodczej dużą rolę odgrywa możliwość gonienia samicy. Dla samic takie zachowania praktycznie nie mają znacznia. W ich przypadku ważny jest sukces potomstwa, a tutaj bardzo ważną rolę odgrywa umiejętność wyboru jak najlepszego miejsca złożenia jaj.
      Brytyjscy uczeni badali różnice w działaniu czterech grup neuronów umieszczonych parami po jednej w każdej z półkul mózgu samców i samic. Odkryli, że połączenia pomiędzy neuronami w tych grupach przebiegają nieco inaczej, w zależności od płci badanego zwierzęcia. Okazało się, że dzięki tym różnicom samce odbierają więcej bodźców wzrokowych, a samice – węchowych. Co więcej, uczeni wykazali, że to właśnie te różnice odpowiadają za różnice w zachowaniu zwierząt. W przypadku samców jest to sterowana wzrokiem zdolność do podążania za samicą, w przypadku samic – zdolność do wspólnego składania jaj w najlepszych miejscach.
      Te niewielkie różnice w połączeniach pomiędzy neuronami pozwalają na istnienie specyficznej dla płci strategii ewolucyjnej. Ostateczny cel tych różnic jest taki sam – odniesienie sukcesu reprodukcyjnego, stwierdzają autorzy badań.
      To pierwsze badania, które wykazały istnienie bezpośredniego silnego związku pomiędzy różnicami w budowie mózgu, a zachowaniami typowymi dla danej płci.
      Wcześniejsze badania na ten temat sugerowały, że istnienie międzypłciowych różnic w przetwarzaniu informacji sensorycznych może prowadzić do zachowań typowych dla płci. Jednak badania te ograniczały się do wykazania istnienia różnic neuroanatomicznych i fizjologicznych, bez udowodnienia ich związku z zachowaniami. My poszliśmy dalej. Powiązaliśmy anatomiczne różnice z charakterystyczną dla płci fizjologią, zachowaniem i rolami płciowymi, mówi profesor Stephen Goodwin, w którego zespole pracują autorzy badań.
      Artykuł A sex-specific switch between visual and olfactory inputs underlies adaptive sex differences in behaviour jest dostępny na łamach Current Biology.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badania genetyczne jednoznacznie potwierdziły, że zwierzę złapane w październiku 2020 roku w Wietnamie to samica żółwiaka szanghajskiego (Rafetus swinhoei). To bardzo dobra wiadomość, gdyż oznacza, że na świecie pozostał co najmniej jeden samiec i jedna samica. Trwa dramatyczna walka o ocalenie tego najbardziej zagrożonego żółwia na świecie.
      W 2013 roku informowaliśmy, że naukowcy z zoo w Suzhou zebrali jaja złożone po kopulacji ostatniej pary żółwiaków szanghajskich. Trzy lata później Wietnam opłakiwał śmierć Cu Rua, jednego z czterech ocalałych żółwiaków. Ciało Cụ Rùa (dosł. żółwiego prapradziadka), tamtejszego symbolu pomyślności, unosiło się na jeziorze Hoan Kiem w historycznym centrum Hanoi. Kolejna wiadomość była jeszcze bardziej tragiczna. W 2019 roku padła samica z zoo w Suzhou. Gatunek, z którego pozostały tylko samce, wydawał się skazany na zagładę.
      Jednak w październiku 2020 roku w jeziorze Dong Mo złapano żółwiaka i okazało się, że jest to samica. Jest więc ona drugim, obok samca z Suzhou, znanym i żywym przedstawicielem swojego gatunku. Niewykluczone jednak, że w jeziorze Dong Mo pozostał jeszcze jeden żółwiak, a kolejny żyje w pobliskim jeziorze Xuan Khanh. Wiosną bieżącego roku wietnamscy specjaliści spróbują złowić oba żółwiaki.
      Timothy McCormack, dyrektor programowy organizacji ATP/IMC, która wspomaga rząd Wietnamu w wysiłkach na rzecz ocalenia żółwiaka szanghajskiego, mówi, że bardzo ważnym jest odłowienie jeszcze żyjących zwierząt oraz sprawdzenie ich płci. Tym bardziej, że nie można wykluczyć, iż w innych regionach Wietnamu przetrwali pojedynczy przedstawiciele gatunku. Gdy uda się zgromadzić odpowiednią liczbę zwierząt, będzie można żywić nadzieję, że gatunek ocaleje.
      Taką nadzieję budzi już sam fakt istnienia jednej pary żółwiaków.
      Żółwiak szanghajski to gatunek dużego żółwia osiągającego ponad 100 cm długości i do 140 kg masy ciała. Występujący głównie w północnym Wietnamie gatunek został niemal całkowicie wytępiony przez ludzi. Żółwie były zabijane dla mięsa, a części ich ciała wykorzystywano w medycynie ludowej. Ludzie zniszczyli też habitaty żółwi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ślimaki morskie Crepidula marginalis zmieniają płeć, gdy osiągają pewien rozmiar. Okazuje się jednak, że towarzystwo sprawia, że większe samce stają się samicami szybciej, a mniejsze później. Naukowcy z Smithsonian Institution uważają, że nie chodzi o uwalniane do wody związki chemiczne, ale o siłę dotyku.
      Wyniki zrobiły na mnie wrażenie. Byłam przekonana, że do postrzegania świata ślimaki te wykorzystują wskazówki z wody - opowiada Rachel Collin ze Smithsonian Tropical Research Institute.
      C. marginalis żyją pod skałami w strefach międzypływowych. Żywią się, odfiltrowując m.in. plankton. Spotyka się je pojedynczo, parami bądź trójkami; na muszli dużej samicy znajduje się wtedy jeden czy dwa mniejsze samce.
      Samce mają duże penisy. Czasem ich długość dorównuje długości całego ciała. Są one zlokalizowane z prawej strony głowy. Gdy ślimak zmienia płeć, penis stopniowo się kurczy i zanika w momencie wykształcenia żeńskich narządów rozrodczych. Biolodzy uważają, że taki rodzaj zmiany płci jest korzystny, bo jako samice dorodniejsze osobniki są w stanie wyprodukować większą liczbę jaj niż zwykłe samice, zaś małe samce nadal mogą wytwarzać dużo plemników (co istotne, wyprodukowanie plemników jest mniej energochłonne od wytworzenia jaja).
      Podczas eksperymentów dwa nieznacznie różniące się rozmiarami samce trzymano w małych kubkach z wodą morską. W części kubków pozwalano im się dotykać, w reszcie oddzielono je za pomocą siatki.
      Okazało się, że większe ślimaki, które stykały się z drugim samcem, szybciej rosły i zmieniały się w samice niż większe mięczaki oddzielone od kolegi siatką. Dla odmiany mniejsze ślimaki z "kontaktowej" pary odraczały zmianę płci, w porównaniu do drobniejszych zwierząt z grupy siatkowej.
      U zmieniających płeć ryb koralowych ważne są wskazówki wzrokowe, behawioralne i chemiczne. W przypadku prowadzących osiadły tryb życia ślimaków o słabym wzroku spodziewano się, że pierwsze skrzypce będą grały bodźce chemiczne (wiadomo, że oddziałują one na inne aspekty ich zachowania). Ku zaskoczeniu autorów publikacji z The Biological Bulletin okazało się jednak, że C. marginalis przypominają ryby, bo na interakcje i ewentualne wskazówki chemiczne związane z dotykiem reagują silniej niż na sygnały z wody.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Matki przekazują swoim dzieciom kolor włosów, oczu czy choroby dziedziczne. Jak dowodzą najnowsze badania Wexner Medical Center na Ohio State University, mogą też przekazywać korzyści ze zdrowego trybu życia. Okazuje się bowiem, że nawet umiarkowana ilość ćwiczeń fizycznych w czasie ciąży i po niej zwiększa w mleku matki ilość składników, które redukują u dziecka ryzyko takich chorób jak cukrzyca, otyłość czy choroby serca.
      Już wcześniej nasze badania wykazywały, że aktywność fizyczna matki poprawia zdrowie dziecka. Chcieliśmy jednak poznać odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, mówi główna autorka badań, Kriston Stanford. Jako, że dysponujemy dowodami, iż mleko matki odgrywa tutaj zasadniczą rolę, chcieliśmy wyizolować te składniki, które poprawiają zdrowie dziecka.
      Na potrzeby swoich badań naukowcy badali myszy, których matki prowadziły mało aktywny tryb życia i karmili te myszy mlekiem matek, które w czasie ciąży były aktywne. Okazało się, że myszy odnosiły korzyści z picia takiego mleka. To zaś dowiodło, że korzyści zdrowotne są przekazywane za pośrednictwem mleka, a nie wyłącznie za pośrednictwem genów.
      W kolejnym etapie badań naukowcy przyjrzeli się mleku 150 kobiet. Odkryli, że w mleku tych pań, które w ciągu dnia przeszły dłuższy dystans, występuje więcek składnika o nazwie 3SL. Wzrost 3SL niekoniecznie był związany z intensywnością ćwiczeń. Zatem nawet aktywność fizyczna o umiarkowanej intensywności zwiększa ilość tego składnika w mleku, mówi profesor Stanford. Ćwiczenia fizyczne są bardzo korzystne dla zdrowia kobiety zarówno w czasie ciąży jak i po porodzie. A wszystko, co poprawia zdrowie matki, poprawia też zdrowie dziecka.
      Wiele jednak kobiet z różnych względów nie może karmić piersią lub też nie powinno ćwiczyć w czasie ciąży. Dlatego też naukowcy starają się wyizolować 3SL z mleka i chcą sprawdzić, czy z mleka aktywnych fizycznie kobiet można przygotować preparat, który pomoże dzieciom kobiet nieaktywnych fizycznie lub niekarmiących piersią.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W połowie maja w Parku Narodowym Grand Teton dostrzeżono jednego ze starszych żyjących na wolności niedźwiedzi grizli. Słynna niedźwiedzica 399, która ma własne profile na Instagramie i Twitterze, osiągnęła już wiek 24 lat. Widziano ją przy Pilgrim Creek w towarzystwie kolejnego miotu młodych. Uradowany fotograf Thomas Mangelsen wysłał SMS-a prymatolog dr Jane Goodall: "Cudownie nadal żyje!". Jest się z czego cieszyć, bo dzięki swojej witalności 399 stała się symbolem odrodzenia niedźwiedzi brunatnych w Greater Yellowstone Ecosystem (GYE).
      Samica 399 jest znana nie tylko ze względu na swój zaawansowany wiek i fakt, że nadal się rozmnaża. Wychowując swoje młode w pobliżu dróg i w zasięgu ludzkiego wzroku, z biegiem lat stała się jednym z najbardziej widocznych niedźwiedzi w tym regionie (399 żyje na terenie Parku Narodowego Grand Tenton i Bridger–Teton National Forest).
      Tylko raz była agresywna w stosunku do ludzi. W 2007 r. poturbowała nauczyciela z Wyoming, który podszedł za blisko, gdy razem z młodymi żerowała na padlinie łosia. Mężczyzna przeżył, a władze Parku stwierdziły, że 399 działała w obronie młodych i posiłku.
      Mangelsen dokumentuje życie 399 od blisko piętnastu lat. Goodall, zagorzała miłośniczka niedźwiedzi, niecierpliwie czekała na wieści o samicy po długiej zimie. Fotograf ujawnił, że na SMS-a zareagowała bardzo entuzjastycznie. Warto przypomnieć, że już w 2016 r. obawiano się, że niedźwiedzica nie żyje, bo jeden z myśliwych twierdził, że ją zabił. Na szczęście, zasadziwszy się przy Pilgrim Creek, fotograf Bernie Scates dostrzegł 399, która późno wychynęła ze swojej gawry z młodym o białym umaszczeniu pyska (Snowym).
      Grono potomków urodzonej w 1996 r. samicy jest pokaźne; 399 doczekała się ok. 20 dzieci i wnucząt. Niestety, życie młodych grizli nie należy do łatwych, nawet jeśli ma się tak dobrą matkę, jak 399. Sporo jej potomków nie przeżyło spotkań z ludźmi bądź samcami. Snowy'ego potrącił w Grand Tenton samochód, inne niedźwiedzie zostały zaś zastrzelone przez myśliwych bądź za polowanie na bydło.
      Mangelsen spodziewał się, że w 2020 roku 399 wyłoni się z gawry z kolejnymi młodymi. Latem 2019 r. widziano ją bowiem w towarzystwie adoratora, wielkiego samca o imieniu Bruno, który jak się uważa, był również ojcem paru wcześniejszych miotów samicy. Fani 399 nie doznali zawodu. Niedźwiedzica pojawiła się z aż czworgiem młodych. Poczwórne mioty są rzadkie - podkreśla Frank van Manen, biolog nadzorujący Grizzly Bear Study Team w regionie Yellowstone. Dokumentowaliśmy samice rodzące po przekroczeniu dwudziestki-do połowy 3. dekady życia, ale miot złożony z 4 młodych w tym wieku jest definitywnie unikatowy.
      W 2007 r., gdy 399 stała się pełnoprawną celebrytką, powstała Grand Teton Wildlife Brigade, która pilnuje, by zwierzęta i ludzie zachowywali bezpieczną odległość od siebie.
       Niedźwiedź grizli (Ursus arctos horribilis) jest podgatunkiem niedźwiedzia brunatnego (Ursus arctos).


      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...