Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  

Recommended Posts

Astrobiolog z Cardiff University, Chandra Wickramasinghe i jego zespół poinformowali, że z ich wyliczeń wynika, iż życie pochodzi z wnętrza komet, a nie powstało na Ziemi. Naukowcy przeprowadzili kalkulacje i stwierdzili, iż prawdopodobieństwo powstania życia w kometach jest kwadrylion (1024) razy większe, niż powstanie go na naszej planecie.

Komety i ich gorące, wypełnione wodą wnętrze jest miejscem, gdzie organiczne molekuły dały początek życiu. Zaistnienie takiego procesu jest bardziej prawdopodobne we wnętrzu komety, niż w jakimś zbiorniku wodnym na Ziemi – mówi Wickramasinghe.

Większość naukowców zgadza się z tezą, że komety mogły przynieść na Ziemię wodę i materiał organiczny. Jednak niektórzy krytykują Wickramasinghe mówiąc, że jego stwierdzenia są czystymi spekulacjami.

Moim zdaniem wysnuł on wnioski z szeregu spekulacji, które nie zostały poparte dowodami – mówi David Morrison, naukowiec z należącego do NASA Ames Research Center.

Brytyjski astrobiolog oparł się na założeniu, że komety są porowate i mogą od milionów lat przechowywać wodę w stanie ciekłym.

Morrison zwraca jednak uwagę, iż nie wiadomo, czy komety zawierają wodę. Nie wiadomo również, czy komety istnieją poza naszym systemem słonecznym. Dotychczas żadnej takiej komety nie odkryto.

W rewelacje Wickramasinghe nie wierzy też Paul Falkowski, biochemik z Rutgers University. Jego zdaniem miejsca powstania życia nie można po prostu wyliczyć. To wymaga uczynienia podstawowych założeń. A my nie znamy szans na powstanie życia. Wiemy tylko o jednej planecie, na której ono istnieje. O innych nie wiemy nic – mówi.

Sam Falkowski ze swoim zespołem jest autorem badań, które sugerują, iż życie nie byłoby w stanie przetrwać daleko w kosmosie, w warunkach, w jakich podróżują komety. Badał on liczące sobie 8 milionów lat DNA wydobyte z lodów Antarktyki. Było ono mocno zdegradowane.

Na jego podstawie wyliczono, że okres rozpadu DNA wynosi na Ziemi około 1,1 miliona lat. Do jego degradacji przyczynia się promieniowanie z kosmosu. W przestrzeni kosmicznej jest ono znacznie większe, niż na Ziemi, a to oznacza, że wszelkie życie organiczne, które powstałoby na kometach, bardzo szybko zostałoby zniszczone. Falkowski wyliczył, że przetrwałoby ono najwyżej kilkaset tysięcy lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taaa, ma się kilka danych i kilka tysięcy niewiadomych, a z dziką pasją ustala się konkretne liczby, ileż to razy większe jest prawdopodobieństwo A od prawdopodobieństwa B. Przy próbie badanej w liczbie jednej sztuk (tyle planet znamy, na których jest życie) ustalanie prawdopodobieństwa czy jakiejkolwiek innej wielkości statystycznej to nieodpowiedzialność, żeby nie powiedzieć, że zwykła głupota.

 

Kolejny amerykański (jak zwykle w podobnym przypadku) naukowiec, który pisze bzdurę - bo nieważne, co mówią, ważne, żeby mówili!

Share this post


Link to post
Share on other sites

To prawda ze samorzutne powstanie DNA na Ziemi jest bardzo mało prawdopodobne. Ale to wcale nie oznacza że nie powstałono na Ziemi. DNA nie musiało być pierwsze. Istnieją 2 konkurujące ze sobą teorie - "Napierw replikator" i "Najpierw metabolizm". Najpierw mógł się rozwinąć metabolizm, a pierwsze organizmy nie potrzebowałyby replikatora. dopiero z biegiem rozwoju, gdyby stawały się coraz bardziej skomplikowane, informacje mogłyby przechowywać w kodzie genetycznym.

 

To z kometami to może i prawdopodobne, ale równie dobrze życie mogliby na Ziemię przynieść jacyś kosmici ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sebaci to twoje ostatnie zdanie jest tak samo prawdopodobne z tym że życie również pochodzi z komet jak i z tym że powstało ono na Ziemi.... Może i to śmiesznie brzmi ale teraz możemy być w wielkim laboratorium.... (Mówie tak jak jakiś obłąkany człowiek ;):D). A mikroos ma racje w tym że naukowcy nie powinni porównywać coś do niczego albo ilość czegoś do czegoś czego jest NIESKOŃCZONOŚĆ (chodzimi o coś takiego jakby porównywać 1 do nieskończonosci). Albo jak słyszałem na sławny Discovery Science... " (...) Może życia na innych planetach nie ma... (...)".. TAK NIE MOŻNA MÓWIĆ.... gdyż tego sie nie da ustalic... czy jest czy go nie ma... moze w naszym "najblizszym" (kilka set lat świetlnych) otoczeniu nie bedzie życia jako takiego.... ale dalej.... KTO WIE ;):D pzdr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko zauważcie że tu nie chodzi o ilość rzekomych komet w których życie mogło przylecieć do nas, chodzi tylko o warunki w kometach i na Ziemii te mniej wiecej 3,5 - 4 miliarda lat temu. Teoria z Zupą Pierwotną jest bardzo krucha bo spontaniczne pojawienie się cząstek organicznych, to znaczy aminokwasów, a z nich białek, no i też dna, jest bardzo małe. Za to istnieje już teoria w której pierwsze organizmy nie potrzebowały już DNA ani RNA (patrz Świat Nauki nr lipcowy).

 

Co do szansy występowania życia na innych planetach: zawsze powtarzałem że przy ogromie wszechświata i jego jednorodności, jest praktycznie pewne że gdzieś we wszechświecie istnie życie podobne do tego na naszej planecie, nie mówiąc już o tym, że to może być życie zupełnie nieznanego nam rodzaju, tzn oparte na innych pierwiastkach, niepotrzebujące tlenu a czegoś innego. Ale trudno nam to sobie wyobrazić, bo nigdy obcej formy życia nie znaleźliśmy w kosmosie. Tylko sądzę iż nie powinno być takiego podejścia że "planeta musi być podobna do naszej żeby było na niej życie". Życie pozaziemskie może być dostosowane do zupełnie innych warunków, w których my byśmy nie przeżyli a one w naszych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sebaci jestes bardzo inteligentnym człowiekiem i masz... CHOLERNĄ racje z tym że życie na INNEJ planecie potrzebuje wody, tlenu, węgla... może nawet być zbudowane z powiedzmy cynku albo fosforu i do życia potrzebuje płynnego metanu (np. na księżycu Saturna Tytanie) a do oddychania jakiejś cząsteczki której nie znamy i nie mozemy jej narazie wytworzyć w ziemskich warunkach (czyt. laboratoriach)....

 

A naukowcy ciagle swoje...."do życia jest potrzebny tlen i woda.." GADANIE... TO JEST NIE PRAWDA.... i Już na ziemi mamy dowody na organizmy które nie potrzebują tlenu i wody do zycia..... ale Ci naukowcy ciąąąągleee.. swoje...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po części naukowcy mają rację, bo węgiel i tlen są potrzebne do wykształcenia komórek itp. chyba, że założymy, że ciała obce są całkiem inne niż nasze wyobrażenia, np są w stanie plazmy  ;D lub coś jeszcze bardziej abstrakcyjnego. A szukanie planety podobnej do ziemi gdzie jest węgiel i tlen jest mądrym rozwiązaniem, bo szukanie czegoś czego się nie wie, że się szuka jest bezcelowe, przecież nie będą badać każdej planety po kolei, mając nadzieje, że jakiś stwór wyskoczy ze skały czy oblezą ich bakterie  ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

No mają racje ale Oni prędzej szukają drugiego domu... (żeby uciec przed swoimi żonami ;D) bo Ziemie już prawie zniszczyliśmy i teraz trzeba bedzie szukać drugiej Ziemi....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niedawno było głośno o odnalezieniu podobnej planety do naszej, tylko że o ile dobrze pamiętam, to oddalona jest od nas o jakieś 20 lat świetlnych, w każdym razie bardzo daleko. Zanim będziemy w stanie się tam przenieść (o ile w ogóle to kiedyś będzie możliwe) to będziemy mogli wytworzyć odpowiednie warunki na Marsie i na tej planecie w przyszłości będziemy żyć. Przynajmniej takie są plany - wytworzyć tam atmosferę, posadzić roślinki i przenieść się tam ;) Są jeszcze inne pomysły, np takie specjalne tuby dużych rozmiarów, w środku oczywiście z odpowiednimi warunkami (żylibyśmy w środku tej tuby). Dzięki jej obrotom mielbyśmy dzień i noc a także pozorną grawitację wywołaną siłą odśrodkową. Ale pomysł z Marsem mi się bardziej podoba bo jest łatwiejszy do zrealizowania ;)

 

Co do życia pozaziemskiego: próżno go na razie szukać w kosmosie, skoro nie jesteśmy w stanie dolecieć do żadnej planety spoza układu słonecznego, a w naszym układzie słonecznym to jak na razie tylko sondy wysyłamy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obecnie wiele odkryliśmy planet takich jak ziemia czy nie prościej załozyć że na którejś z nich takie badania wykonano wieki temu i w kapsule wysłano np. pra bakterię z której na drodze ewolucji powstaje rozumny gatunek a na ziemi powstali ludzie którzy dalej się rozwijając będą w stanie się skontaktować z macierzystą planetą. 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

No może tak było ;) I pewnie ufoludki sobie teraz na nas patrzą i się śmieją jacy zacofani jesteśmy ;) To całkiem możliwe, bo prawdopodobieństwo że gdzieś w całym wszechświecie istnieje druga cywilizacja jest bardzo duże :( My też za jakiś będziemy mogli wysyłać życie na inne planety i obserwować jak przebiega tam ewolucja ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słowo ufoludki jest mylące bo są zdjęcia na których te ufoludki są takie jak my . Natomiast bardziej pasuje Bóg, Aniołowie , Byty kosmiczne , Przodkowie , inne cywilizacje. 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W latach 70. syryjski odcinek Eufratu został przegrodzony zaporą Taqba. Okolice zalały wody sztucznego jeziora Assad, a pod wodą znalazło się wyjątkowe stanowisko archeologiczne. Abu Hureyra to jedna z najwcześniejszych osad ludzkich. Niemal 12 800 lat temu osiedlili się tam nomadzi i zaczęli uprawiać rośliny. Teraz dowiadujemy się, że osada została zniszczona przez... kosmiczną katastrofę.
      Zanim wody jeziora Assad zalały Abu Hureyra, archeolodzy pobrali liczne próbki, dzięki którym od wielu lat mogą badać osadę. Teraz, wśród materiału pobranego w Abu Hureyra zidentyfikowano stopiony materiał, którego cechy wskazują, że powstał w bardzo wysokiej temperaturze. Dalece wyższej, niż ludzie byli w stanie osiągnąć w tamtym czasie, wyższej niż powstaje przy pożarze, uderzeniu pioruna czy procesach wulkanicznych.
      To była tak wysoka temperatura, że w czasie krótszym niż minuta roztopiłaby samochód, mówi James Kennett, emerytowany profesor geologii z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara. Tak intensywne gwałtowne zjawisko musiało pochodzić z niezwykle energetycznego wydarzenia. Czegoś, co można porównać tylko z upadkiem meteorytu.
      Kennett i jego zespół uważają, że mamy tutaj do czynienia z pierwszym dowodem na wpływ uderzenia komety w ludzką osadę. Zdaniem naukowców na Abu Hureyra spadły fragmenty komety, która pod koniec plejstocenu rozpadła się w atmosferze. Kometa przyczyniła się do wyginięcia wielkich zwierząt, w tym mamutów, amerykańskich koni i wielbłądów i zniknięcia kultury Clovis w Ameryce Północnej.
      Naukowcy już przed 12 laty natrafili na pierwsze ślady takiego wydarzenia w tym regionie. Abu Hureyra to najbardziej na wschód wysunięty obszar granicy młodszego dryasu, to którego należy około 30 miejsc w Amerykach, Europie i na Bliskim Wschodzie. Miejsca te noszą ślady intensywnych pożarów, znajduje się tam warstwa spalonego węgla zawierającego miliony nanodiamentów, wysoką koncentrację platyny i niewielkie metaliczne sfery, które uformowały się w bardzo wysokich temperaturach. Hipoteza o katastrofie kosmicznej w młodszym dryasie zyskała w ostatnich czasach na wadze, gdyż odkrywa się coraz więcej śladów ją potwierdzających.
      Jeśli jest ona prawdziwa, to Abu Hureyra może być jedynym udowodnionym przykładem na zniszczenie ludzkiej osady przez kosmiczną katastrofę. Co niezwykłe, dotknęła ona jednego z pierwszych stałych ludzkich osiedli na Ziemi. Wieś Abu Hureyra została gwałtownie zniszczona, mówi Kennett. Do uderzenia lub wybuchu musiało dojść na tyle blisko miejscowości, że została ona zniszczona przez gwałtowny wzrost temperatury.
      Analizy znalezionego materiału wykazały bowiem obecność chromu, bogatego w iryd żelaza, tytanu, platyny i innych związków, do których powstania potrzebna jest temperatura powyżej 2200 stopni Celsjusza. Takie materiały rzadko powstają w normalnych warunkach, ale są powszechnie znajdowane w miejscach upadku asteroid, dodaje Kennett. Zawierający je materiał powstał niemal natychmiast wskutek roztopienia, odparowania i szybkiego schłodzenia biomasy, gruntu i osadów rzecznych.
      Ponadto, jako że znalezione ślady są zgodne z tym, co znajdowano w innych miejscach planety, uczeni sądzą, że katastrofę spowodowała wspomniana już kometa z młodszego dryasu. Pojedynczy upadek meteorytu nie rozrzuciłby materiału tak szeroko, jak mamy do czynienia w przypadku Abu Hureyra. Obecnie sądzi się, że wielkie komety, po wleceniu w atmosferę Ziemi, mogą powodować tysiące eksplozji, którze przez kilka minut trwałyby nad całą półkulą planety. Hipoteza o katastrofie kosmicznej w młodszym dryasie jest zgodna z tym mechanizmem. Materiał z tej katastrofy rozrzucony jest na przestrzeni ponad 14 000 kilometrów na półkuli północnej i południowej, mówi profesor Kennett.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed 3,2 miliardami lat Ziemia mogła być wodnym światem. Tak przynajmniej wynika z badań, których wyniki opublikowano w Nature Geoscience. Badania wykonane przez naukowców z University of Colorado Boulder pomogą lepiej zrozumieć, w jaki sposób i gdzie na Ziemi pojawiły się po raz pierwszy organizmy jednokomórkowe, uważa profesor Boswell Wing.
      Wing i Benjamin Johnson prowadzili badania skał w miejscu znanym jako Panorama w północno-zachodniej części australijskiego Outbacku. Dzisiaj to porośnięte krzakami wzgórza poprzecinane dolinami wyschniętych rzek. To dziwne miejsce, mówi Johnson. Jednak można tam badać liczące 3,2 miliarda lat skały, które w przeszłości stanowiły dno oceanu. W regionie Panorama geolodzy mieli wyjątkową okazję zbadania składu chemicznego wody oceanicznej sprzed miliardów lat. Oczywiście samej wody tam nie ma, ale są skały, które wchodziły w interakcje z tą wodą i noszą ślady tej interakcji, dodaje uczony. To tak, jakby analizować ziarna kawy, by dowiedzieć się czegoś o wodzie, z którą miały styczność, wyjaśnia.
      Naukowców szczególnie interesowały izotopy tlenu. Cięższy tlen-18 i lżejszy tlen-16.
      Uczeni odkryli, że przed 3,2 miliardami lat woda morska musiała mieć inny skład niż obecnie. Było w niej minimalnie więcej tlenu-18. To niewielka różnica, ale bardzo znacząca dla naszego zrozumienia przeszłości Ziemi.
      Wing wyjaśnia, że obecnie lądy pokryte są glebami bogatymi w iły, które niczym odkurzacz wyciągają z wody 18O. Naukowcy wysunęli więc hipotezę, która mówi, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem nadmiaru tlenu-18 w dawnym oceanie jest przyjęcie, że wówczas nie było wielkich pokrytych bogatymi glebami mas lądowych, które wyciągałyby izotop z oceanu. Co, oczywiście, nie oznacza, że w ogóle nie było suchego lądu.
      Mogły istnieć niewielkie mikrokontynenty. Uważamy jednak, że nie istniały wielkie formacje na globalną skalę, z jakimi mamy do czynienia obecnie, mówi Wing. To oczywiście rodzi pytanie, kiedy rozpoczęły się ruchy tektoniczne, które ostatecznie utworzyły Ziemię, jaką znamy obecnie. Wing i Johnson nie potrafią na nie odpowiedzieć. Już jednak planują badania młodszych formacji skalnych rozsianych od Arizony po RPA. Spróbują zidentyfikować moment, w którym na Ziemi pojawiły się pierwsze duże obszary suchego lądu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Algorytm sztucznej inteligencji zidentyfikował 11 asteroid o średnicy ponad 100 metrów każda, które mogą uderzyć w Ziemię i spowodować olbrzymie zniszczenia. Każdy z tych obiektów jest znacznie większy od meteorytu tunguskiego (50–80 metrów średnicy), który eksplodował na Ziemią i powalił drzewa na obszarze ponad 2000 km2.
      Z pisma Astronomy & Astrophysics dowiadujemy się, że naukowcy z holenderskiego Uniwersytetu w Leiden stworzyli algorytm sztucznej inteligencji, który trenowali na superkomputerze ALICE. John D. Hefele, Francesco Bortolussi i Simon Portegies Zwart wykorzystali sieć neuronową, na której najpierw modelowali ruch planet i Słońca w ciągu najbliższych 10 000 lat. Następnie „przewinęli” swoją symulację od tyłu, dodając do niej hipotetyczne asteroidy „wyrzucane” z Ziemi w przestrzeń kosmiczną.
      Gdy uruchomili symulację we właściwej kolejności, otrzymali bazę danych wyimaginowanych asteroid, które mogłyby uderzyć w Ziemię. Ta baza posłużyła im do treningu sieci neuronowej, której zadaniem było następnie określenie, która z prawdziwych znanych nam asteroid może stanowić zagrożenie dla naszej planety.
      Testy dowiodły, że oprogramowanie, nazwane Hazard Object Identifier (HOI, co po holendersku oznacza też „cześć”), potrafi zidentyfikować 90,99% potencjalnie niebezpiecznych obiektów z udostępnionej przez NASA 2000 obiektów bliskich Ziemi.
      Kolejne symulacje wykazały, że w latach 2131 – 2923 co najmniej 11 dużych, ponad 100-metrowych znanych nam obecnie asteroid, przybliży się do Ziemi na odległość mniejszą niż 1/10 odległości pomiędzy Ziemią a Księżycem.
      Obserwacje obiektów bliskich Ziemi (NEO) prowadzone są od lat. Jednak obecnie stosowane oprogramowanie nie rozpoznało w tych asteroidach zagrożenia. Stało się tak dlatego, że asteroidy mają trudne do przewidzenia orbity, a oprogramowanie to używa innych metod obliczeniowych niż wspomniany algorytm sztucznej inteligencji.
      Wiemy teraz, że nasze oprogramowanie działa. Będziemy chcieli je udoskonalić i wykorzystać w nim więcej danych. Problem w tym, że niewielkie różnice w obliczeniach orbity mogą prowadzić do bardzo różnych wniosków, mówi profesor Portegies Zwart.
      Tego typu badania pozwolą nam w przyszłości uchronić Ziemię przed katastrofalnym w skutkach zderzeniem z asteroidą. Im szybciej dowiemy się o zagrożeniu, tym więcej czasu będziemy mieli, by na nie zareagować. Nie od dzisiaj bowiem prowadzi się badania koncepcyjne nad niszczeniem czy przekierowaniem obiektów zagrażających Ziemi.
      Temat asteroid zagrażających Ziemi i obrony przed nimi poruszaliśmy już wielokrotnie w tekstach Szef NASA zaleca modlitwę, Znamy już ponad 10 000 NEO, NASA planuje test technologii ochrony Ziemi przed asteroidami, Obronienie Ziemi będzie trudniejsze, niż sądziliśmy czy Źle szacujemy ryzyko kosmicznej katastrofy?

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Odkrycie nowej komety poruszyło środowisko astronomów, gdyż istnieje prawdopodobieństwo, że pochodzi ona spoza Układu Słonecznego. Jeśli tak, to jest ona drugim, po słynnym 1I/Oumuamua, obiekt, który odwiedził Układ Słoneczny.
      Kometę odkrył 30 sierpnia 2019 roku Gienadij Boriwos w obserwatorium MARGO na Krymie. Na razie oznaczono ją jako C/2019 Q4. Jeśli się potwierdzi, że pochodzi spoza Układu Słonecznego zostanie nazwany zgodnie z nomenklaturą stworzoną przy okazji Oumuamua, gdzie „I” oznacza „Interstellar” (Międzygwiezdny), a „1” jest liczbą porządkową przypisaną pierwszemu takiemu obiektowi.
      C/2019 Q4 wciąż porusza się w kierunku Słońca, jednak wstępne badania trajektorii wskazują, że nie zbliży się do naszej gwiazdy na odległość mniejszą niż Mars, a do Ziemi podleci nie bliżej niż 300 milionów kilometrów.
      Wkrótce po odkryciu komety używany przez NASA system Scout automatycznie zakwalifikował ją jako obiekt o możliwym pochodzeniu pozasłonecznym. Davide Farnocchia z należącego do NASA Center for Near-Earth Object Studies nawiązał współpracę z europejskim Near-Earth Object Coordination Center w celu wykonania dodatkowych obserwacji, a następnie przeanalizował je ze specjalistami z Minor Planet Center. Dzięki temu wiemy, że obecnie kometa znajduje się w odległości 420 milionów kilometrów od Słońca, a 8 grudnia bieżącego roku osiągnie peryhelium w odległości 300 milionów kilometrów.
      Obecnie kometa porusza się z dużą prędkością, wynoszącą 150 000 km/h, co jest wartością znacznie wyższą od prędkości typowych komet okrążających Słońce i znajdujących się w takiej właśnie odległości. Ta wielka prędkość wskazuje, że kometa prawdopodobnie pochodzi spoza Układu Słonecznego oraz że go opuści i poleci w przestrzeń międzygwiezdną, mówi Farnocchia.
      Eksperci wyliczyli też, że 26 października kometa przetnie płaszczyznę ekliptyki planet słonecznych pod kątem 40 stopni. C/2019 Q4 będzie widoczny jeszcze przez wiele miesięcy, jednak do jego obserwacji potrzebny będzie profesjonalny sprzęt. "Obiekt osiągnie najwięszą jasność w połowie grudnia i będzie go można obserwować za pomocą średniej wielkości urządzeń do kwietnia 2020 roku. Użytkownicy dużych profesjonalnych teleskopów będą mogli prowadzić obserwacje do października 2020", mówi Farnocchia.
      Astronomowie z Uniwersytetu Hawajskiego określili wielkość jądra komety na 2–16 kilometrów średnicy.


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed miliardem lat w Drodze Mlecznej powstała gromada gwiazd. Od tego czasu gwiazdy te przebyły cztery wielkie okrążenia wokół brzegów naszej galaktyki. Jej grawitacja spowodowała, że gromada rozciągnęła się w długą gwiezdną rzekę. Teraz rzeka ta przepływa w odległości zaledwie 330 lat świetlnych od Ziemi. Zdaniem astronomów, pomoże ona oszacować masę drogi Mlecznej.
      Astronomowie od dawna obserwowali te gwiazdy otoczone innymi gwiazdami. Dotychczas nie zdawali sobie jednak sprawy, że należą one do jednej grupy. Dopiero dzięki trójwymiarowej mapie tworzonej przez satelitę Gaia zauważono, że gwiazdy poruszają się razem z niemal tą samą prędkością i w tym samym kierunku. Obecnie rzeka ma 1300 lat świetlnych długości i 160 lat świetlnych szerokości.
      Zidentyfikowanie takiego pobliskiego strumienia jest jak natrafienie na igłę w stogu siana. Astronomowie od dawna patrzyli na ten strumień, spoglądali przez niego, a dopiero teraz dowiedzieliśmy się, że on tam jest, jest kolosalny i znajduje się niezwykle blisko Słońca, mówi João Alves z Uniwersytetu Wiedeńskiego, jeden z autorów badań.
      Kosmos jest pełen takich strumieni. Jednak ich badanie nastręcza kłopotów. Trudno jest bowiem odróżnić gwiazdy należące do strumienia od innych gwiazd. Zwykle też takie strumienie znajdują się znacznie dalej od nas. Zauważenie takiej struktury tak blisko bardzo nam się przyda. Tak nieduża odległość oznacza, że gwiazdy nie świecą zbyt słabo, a ich obraz nie jest zbyt zamazany, by nie można było ich badać. To marzenie każdego astronoma, dodaje Alves.
      Specjaliści mają nadzieję, że gdy dokładnie zbadają, w jaki sposób gromada gwiazd zmienia się w strumień, będą mogli określić, w jaki sposób galaktyki zyskują gwiazdy. Nowe znalezisko jest tym cenniejsze, że w tak dużych i masywnych galaktykach jak Droga Mleczna takie gromady są zwykle rozrywane i gwiazdy podążają w różnych kierunkach. Tymczasem znaleziona gwiezdna rzeka jest na tyle wielka i powiązana na tyle mocno, że pozostała nietknięta przez miliard lat, w czasie których okrążała centrum galaktyki. Nie można też wykluczyć, że należy do niej więcej gwiazd, niż wynika to ze wstępnych danych Gai.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...