Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Profesor Jerry Woodall z Purdue University opracował sposób na produkcję wodoru z wody i stopu aluminium z galem. Wynalazek może doprowadzić do stworzenia silników, które zamiast benzyny będą zużywały... wodę.

Technika jest na tyle obiecująca, że Purdue University opatentował wynalazek i założył firmę AlGalCo LLC.

Profesor Woodall powyższą technikę odkrył przypadkiem. W laboratorium czyścił tygiel, w którym znajdował się stop galu i aluminium. Gdy dodałem wody, nastąpiła silna reakcja. Atomy aluminium ze stopu weszły w kontakt z wodą, doszło do reakcji, w wyniku której powstał wodór i tlenek glinu – mówi Woodall.

Najważniejszym składnikiem dla zajścia reakcji jest gal. Zapobiega on utworzeniu się na powierzchni aluminium warstwy, która powstaje na początku utleniania się tego metalu i zatrzymuje cały proces. Dzięki galowi aluminium utlenia się do końca.

Oczywiście zostaje jeszcze cały szereg problemów, które należy rozwiązać, zanim na skalę przemysłową będzie można budować silniki zasilane wodą. Technologia jest jednak bardzo obiecująca. Przede wszystkim eliminuje ona konieczność składowania i przewożenia wodoru, potrzebnego do ogniw paliwowych. Każdy samochód sam produkowałoby na swoje potrzeby wodór dla napędzającego go ogniwa.

Podczas reakcji nie tworzą się żadne toksyczne produkty. Woodall twierdzi, że używając 260 funtów aluminium można przejechać 350 mil (563 km). Koszt aluminium wyniósłby przy obecnych cenach około 180 dolarów, podczas gdy tą samą trasę na benzynie można przejechać kosztem (wg amerykańskich cen) około 50 dolarów. Jednak powstający tlenek aluminium może być ponownie użyty do stworzenia paliwowych pastylek z aluminium.

Koszt takiego paliwa wyniósłby, przy założeniu, że zakład recyklingu aluminium korzystałby z energii dostarczonej przez elektrownię atomową, około 62 dolarów. Byłby więc porównywalny z ceną benzyny. W przyszłości ten stosunek będzie jeszcze bardziej korzystny, gdyż ropy naftowej ubywa, a tlenek glinu możnaby poddawać recyklingowi dzięki energii słonecznej. Gal nie jest w ogóle podczas reakcji tracony, więc koszt jego zakupu jest jednorazowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie chciałby być jakimś sceptykiem ale już kilka lat temu słyszałem o tym pomyśle (zdaje się w wykonaniu Hondy) były nawet jakieś prototypy... i co? Z tego co wiem skończyło się na samochodach tankowanych gotowym wodorem, tylko że eksploatowanie wodoru to dość problematyczna sprawa.

 

Pomijając kwestie techniczno-naukowe, w kwestii alternatywnych źródeł energii jest strasznie dziwna sytuacja, od 20lat słyszy się o coraz to genialniejszych odkryciach, które przemijają bez echa. Mamy 21 wiek, potrafimy układać napisy z atomów, obserwować galaktyki odległe o miliardy lat świetlnych, manipulować genami, dokonywać odliczeń symulujących życie wirusa na poziomie molekularnym i jakoś ciężko mi uwierzyć w to że nie potrafimy napędzać pojazdu niczym innym niż ropą. Ja już nawet nie mówię o energii z wody czy innej zimnej fuzji ale zwykłych źródłach. Podesłałem kiedyś znajomemu pewną stronę o tym jak napędzać silnik Diesla olejem rzepakowym, chłopak ponad rok jeździ na zużytym  oleju z restauracji. Mało tego silnik nabrał mocy (potwierdzone na hamowni), poziom toksycznych związków spadł do ZERA - dane ze stacji kontroli pojazdów... więc o co w tym wszystkim chodzi?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm... Co do sceptycyzmu, nikt Ci nie zabrania. Też pozostaję sceptykiem, ale każdemu wolno trochę pomarzyć i mieć nadzieję, że coś się ziści. Wiele źródeł energii jest niewykorzystywanych tak jak należy. Jestem zdecydowaną przeciwniczką monopolu paliw kopalnianych i takie nowinki bardzo mnie cieszą. Co do tej Hondy słyszałam pogłoski jakoby amerykańscy potentaci rafinerii doprowadzili do tego, że pierwsze samochody na wodór zostały oddane na złomowisko, chociaż były w pełni sprawne. Powód? Obawiali się znacznego spadku popytu na ropę po wprowadzeniu nowych silników. Jak zwykle sprawdza się powiedzenie: jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze  >;) Mam tylko nadzieję, że ten projekt "wypali" i znajdzie się ktoś, kto się tym zaopiekuje, rozwinie i przede wszystkim nie pozwoli, by czyjaś kiesa doprowadziła do katastrofy energetycznej, bo kiedy za pół wieku paliwa kopalniane sie wykończą może być za późno na poszukiwanie nowych rozwiązań.

I z innej strony. Wody na Ziemi coraz mniej, zwłaszcza słodkiej. A tu może jeszcze potrzeba destylowanej. Czy to nie sprawi, że koszty będą jeszcze większe? ???

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jesli chodzi o napedzanie silnika wodorem to najwiekszym problemem bylo skladowanie wodoru. Wodor jest gazem lekkim i potrzebne jest bardzo wysokie cisnienie do jego skroplenia. Co innego gdy wodor jest wytwarzany na miejscu  ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest wiele rozwiązań i sprawdzonych patentów na auta napędzane wodorem, wodą czy oparami benzyny. Jeżeli ktoś czyta po angielsku to podaję poniżej adresy. Jestem zażenowany poziomem wiedzy dziennikarzy z branży samochodowej, mechaników, a przede wszystkim naukowców, którzy mogliby się posilić na większą otwartość umysłu. Czytając komentarze ludzi w odpowiedzi na umieszczane artykuły o samochodach na wodę czy wodór zauważyłem, jak nie pamiętają już zjawiska elektrolizy z piątej klasy szkoły podstawowej. Przecież elektrolizę można zrobić jedną trzy-woltową bateryjką. To takie proste. Natomiast akumulator 12V wystarczy na tyle wodoru i tlenu, że moc silnika może nawet wzrosnąć o 80%. Dziennikarzom też nie chce się tego tematu poruszać, być może nie chcą się narażać swoim przełożonym, którzy z kolei nie chcą się narażać pazernym rafineriom i całemu przemysłowi samochodowemu, który skutecznie knebluje jednym usta a innych stara się ośmieszać.

Jest obecnie boom w USA na prosty system, który może zainstalować nawet laik. Ten prosty zestaw można już kupić za jedyne 79 dolarów na www.ebay.com wrzucając hasło HHO. Płatność przez PayPal (usługa już w Polsce) i wysyłka kurierem za dodatkowe 20 dolarów. Zestaw przychodzi z instrukcją instalacji. Jeżeli ktoś chce kupić książki z całą teorią, planami, rysunkami i instrukcjami „zrób to sam” to można zakupić też na ebay np. w formie elektronicznej pdf za jedyne 4 do 6 dolarów – wysyłane jest mailem. Zestaw książkowy kosztuje znacznie więcej, w okolicach 100 dolarów.

Trzeba uważać, bo niektórzy handlarze sprzedają tzw. profesjonalny system montażu nawet po 1000 dolarów, a żerują tylko na niewiedzy kupujących. Oczywiście w takim zestawie są dodatkowe akcesoria, które usprawnią działanie urządzenia, ale podstawowy zestaw mieści się już w 79 dolarach.

Odnośnie samego pomysłu auta na wodę, są i tacy, którzy poszli jeszcze dalej, i instalują wcale nie skomplikowany system pozwalający całkowicie odciąć paliwo płynne i przejść na wodę. Wydaje się to niemożliwe? Niedowiarków zapraszam do obejrzenia witryn takich jak http://waterpoweredcar.com/stanmeyer.html , http://carhydrogen.leading-world.com/

Ponadto, witryny o HHO:

www.water4gas.com , www.halfwaterhalfgas.com ,

http://jlnlabs.online.fr/bingofuel/alfvap/index.htm ,

Jeżeli dalej ktoś jest niedowiarkiem, że to niemożliwe, powiem, że są jeszcze ludzie na ziemi, którzy nie wierzą w witaminy, bo ich nie widzieli. Boga też nikt nie widział a kilka miliardów ludzi w Niego wierzy.

Dzięki Bogu jest internet i wolny przepływ informacji. Na tych ciekawych witrynach znajdziecie silnik spalinowy na opary benzyny gdzie benzyna jest podgrzewana do temperatury wrzenia i zamiast mieszanki benzyny z powietrzem, spala opary benzyny z powietrzem. Pierwszy patent zgłosił w Kanadzie w 1930 niejaki Poque. Ponadto jest jeszcze mnóstwo innych, np.:

http://himacresearch.com/

http://www.fuelcat.co.uk/critic3.html

http://www.fireballroberts.com/Fish_Story.htm

http://www.vlbengine.com/

http://www.bourkeengine.net/home.htm

http://rexresearch.com/auto/carbusp.htm

http://waterpoweredcar.com/herman.html

Jest już polska wersja reklamy pod adresem http://www.autonawode.com

Nie piszcie bzdur, że samochód na wodę przeczy pierwszej zasadzie termodynamiki, bo te akademickie formułki śmieszą tysiące użytkowników tych rozwiązań. Zresztą, bardziej zaawansowani fizycy wiedzą, że w tych rozwiązaniach zasada termodynamiki nie obowiązuje.

Ważna jest dyskrecja. Więc, jak już ktoś zainstaluje ten zestaw po wielu perypetiach i przejściach ze znajomymi, rodziną, żoną, bratem, teściową to niech nie chwali się nikomu. Znam na Śląsku właściciela warsztatu, któremu dwukrotnie spalono samochód na wodór a w końcu spalono też i warsztat. Smutni panowie w czerni nie próżnują. Życzę wytrwałości i powodzenia. Jest jeszcze mnóstwo filmów na YouTube www.youtube.com/watch?v=C73MQhphfsA&NR=1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest tymeknafali
Podesłałem kiedyś znajomemu pewną stronę o tym jak napędzać silnik Diesla olejem rzepakowym, chłopak ponad rok jeździ na zużytym  oleju z restauracji. Mało tego silnik nabrał mocy (potwierdzone na hamowni), poziom toksycznych związków spadł do ZERA - dane ze stacji kontroli pojazdów... więc o co w tym wszystkim chodzi?

Silniki Diesla oczywiście... kolega mi opowiadał (ze dwa lata temu) historię. Mianowicie jego kolega jeździł Dieslem właśnie na olej (czy to roślinny, czy rzepakowy, bez różnicy). Kupował w Tesco czy inny sklepie butlę kilka litrów za kilka złotych. Oszczędzał na tym ogromne sumy, to fakt. Ale przejdźmy do minusów... silnik się brudził co jakiś czas, więc musiał serwisować, ale był mechanikiem, więc on sam z tym problemów nie miał. Po prostu raz na jakiś czas musiał silnik czyścić. Samochód cały czas pachniał... frytkami ;)  i co jak najmniej fajne jak złapała go Policja to dostawał mandat 500 zł. Dlaczego? Że nie wpłaca, tak jak "benzynowcy". Zobacz ile pieniędzy na nich Państwo zarabia. Na nim nie. Powiedz mi ile kosztowałby nieopodatkowany litr benzyny? 2-3 zł? Raczej nie więcej.

A to co napisał Adek... no tak wszystko możesz zobaczyć, przeczytać i MIEĆ!, wystarczy tylko zapłacić. Kolejny SPAMer

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do aut na wodę... Jeśli wytłumaczy mi ktoś, w jaki sposób elektroliza wody, polegająca na rozkładzie na O2 i 2*H2, a następnie spalanie wg reakcji 2*H2 + O2 -> H20, miałyby mieć dodatni bilans energetyczny, byłbym ogromnie wdzięczny ;)

 

Inna sprawa:

Natomiast akumulator 12V wystarczy na tyle wodoru i tlenu, że moc silnika może nawet wzrosnąć o 80%

Jasne, może i tak, tylko pytanie: na jaki czas? ;D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drodzy, nie obrażajcie się, ale jesteście delikatnie mówiąc niedoukami. Po pierwsze, Mikroos, pytasz "na jaki czas". Otóż odpowiadam, że dopuki masz zainstalowany system do elektrolizy w samochodzi, samochód będzie oszczędzał paliwo. Natomiast dodatni bilans energetyczny uzyskuje się ze spalania wodoru, który jest bardzo łatwopalny, a wręcz pali się wybuchowo. Do tego większa ilość tlenu z elektrolizy wody daje nam również lepsze spalanie.

Mogę tylko dodać, że przez te kilka miesięcy od napisania mojego komentarza, zdążyłem zaoszczędzić około 5000 złotych bo zamiast płacić 1000 złotych za benzynę miesięcznie (jeżdżę dość dużo), płacę o połowę mniej. A wy będziecie się nadal zastanawiać a czas płynie i płynie. Pieniążki wylatują Wam bezpowrotnie przez rurę wydechową. Przecież ja nie mam żadnych profitów z reklamowania tych urządzeń bo ich nie sprzedaję. Tylko z czystego serce chciałem Wam doradzić a Wy okazujecie się niewdzięcznikami. Na ebay.com można obecnie już kupić najprostszy zestaw nawet za 30 dolców plus przesyłka około 20. Na co czekacie? Zobaczcie, jak łatwo można zainstalować nawet taki droższy i bardziej skomplikowany zestaw na youtube:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale Ty uparcie próbujesz mi wmówić, że zasada zachowania energii nie istnieje!

 

Posłuchaj: jeżeli przeprowadzasz elektrolizę, musisz dostarczyć tyle energii, ile potrzebne jest do zerwania wiązań pomiędzy wodorem i tlenem w wodzie. Z kolei spalając ponownie wodór robisz co? Robisz dokładnie odwrotną reakcję, czyli przeprowadzasz wodór i tlen w wodę. NIEMOŻLIWE jest uzyskanie na tym nadwyżki energii, bo zaprzeczałoby to zasadzie zachowania energii! Na dodatek wspominasz coś o akumulatorze 12V, a nie piszesz nigdzie, skąd ten akumulator ładujesz - bo jeśli robisz to ze zwykłego samochodowego alternatora, to i tak robisz to kosztem energii zawartej w wiązaniach chemicznych składników benzyny - i znów kłania się zasada zachowania energii. Taki układ mógłby mieć jedynie sens jako system odzyskiwania energii z hamowania, ale niczego więcej mi nie wmówisz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Parkując samochód na zewnątrz, zwłaszcza w okolicy, gdzie występują wiewiórki, warto od czasu do czasu zapobiegawczo zajrzeć pod maskę. Przekonała się o tym Holly Persic z Pensylwanii, która wybrawszy się autem do biblioteki, poczuła swąd spalenizny i miała wrażenie, że SUV wydaje dziwne dźwięki. Kobieta zadzwoniła do męża, który poradził jej, by zajrzała pod maskę. Okazało się, że w środku znajduje się cała masa orzechów czarnych i trawy - jednym słowem, wiewiórcze zapasy na zimę.
      Wyjęcie ponad 200 orzechów zajęło prawie godzinę. Później małżonkowie pojechali do warsztatu. Tam po rozmontowaniu podwozia udało się wyjąć resztę orzechów (dobre pół wiaderka). Te, które leżały na bloku cylindrów, były czarne i miały charakterystyczną woń spalenizny - opowiada Chris Persic. Na szczęście nie doszło do jakichś poważniejszych uszkodzeń.
      Skarb spod maski wyjaśnił, co się stało z orzechami, które spadły z dużego drzewa. Na ziemi nie pozostało ich za dużo, a Chris zachodził ostatnio w głowę, gdzie się podziały...

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zmiany klimatyczne mogą w wielu miejscach na świecie zmniejszyć zdolność gleby do absorbowania wody, twierdzą naukowcy z Rutgers University. To zaś będzie miało negatywny wpływ na zasoby wód gruntowych, produkcję i bezpieczeństwo żywności, odpływ wód po opadach, bioróżnorodność i ekosystemy.
      Wskutek zmian klimatu na całym świecie zmieniają się wzorce opadów i inne czynniki środowiskowe, uzyskane przez nas wyniki sugerują, że w wielu miejscach na świecie może dość szybko dojść do znacznej zmiany sposobu interakcji wody z glebą, mówi współautor badań Daniel Giménez. Sądzimy, że należy badać kierunek, wielkość i tempo tych zmian i włączyć je w modele klimatyczne. Uczony dodaje, że obecność wody w glebie jest niezbędna, by ta mogła przechowywać węgiel, jej brak powoduje uwalnianie węgla do atmosfery.
      W ubiegłym roku w Nature ukazał się artykuł autorstwa Giméneza, w którym naukowiec wykazał, że regionalne wzrosty opadów mogą prowadzić do mniejszego przesądzania wody, większego jej spływu po powierzchni, erozji oraz większego ryzyka powodzi. Badania wykazały, że przenikanie wody do gleby może zmienić się już w ciągu 1-2 dekad zwiększonych opadów. Jeśli zaś mniej wody będzie wsiąkało w glebę, mniej będzie dostępne dla roślin i zmniejszy się parowanie.
      Naukowcy z Rutgers University od 25 lat prowadzą badania w Kansas, w ramach których zraszają glebę na prerii. W tym czasie odkryli, że zwiększenie opadów o 35% prowadzi do zmniejszenia tempa wsiąkania wody w glebę o 21–35 procent i jedynie do niewielkiego zwiększenia retencji wody.
      Największe zmiany zostały przez naukowców powiązane ze zmianami w porach w glebie. Duże pory przechwytują wodę, z której korzystają rośliny i mikroorganizmy, co prowadzi do zwiększonej aktywności biologicznej, poprawia obieg składników odżywczych w glebie i zmniejsza erozję.
      Gdy jednak dochodzi do zwiększenia opadów, rośliny mają grubsze korzenie, które mogą zatykać pory, a to z kolei powoduje, że gleba słabiej się poszerza i kurczy gdy wody jest więcej lub mniej.
      W kolejnym etapie badań naukowcy chcą dokładnie opisać mechanizm zaobserwowanych zmian, by móc ekstrapolować wyniki badań z Kansas na inne regiony świata i określić, w jaki sposób zmiany opadów wpłyną na gleby i ekosystemy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Oczyszczanie wody z rozpuszczalników organicznych, takich jak trichloroetylen (TRI), to nic nowego. Ale znalezienie metody, która takie zanieczyszczenia rzeczywiście neutralizuje, a nie tylko przesuwa w inne miejsce, to już wyczyn. Zespół pod kierunkiem dr hab. Anny Śrębowatej opracował metodę katalitycznego wodorooczyszczania, czyli przekształcania TRI w mniej szkodliwe dla środowiska węglowodory. Dzięki naukowcom z IChF PAN woda, nie tylko w naszych kranach, ale też w rzekach, może być czystsza i bezpieczniejsza dla zdrowia.
      Czysta woda to skarb, a zarazem dobro coraz trudniej dostępne. Rozmaite zanieczyszczenia są powszechne, a część z nich niezwykle trudno usunąć. Do takich zanieczyszczeń należy trichloroetylen (w Polsce oznaczany akronimem TRI). Ten organiczny rozpuszczalnik był powszechnie stosowany np. w syntezach organicznych, pralniach chemicznych oraz do przemysłowego odtłuszczania metali w procesie ich obróbki. Ze względu na szkodliwość od 2016 r. jego użycie zostało oficjalnie zakazane. Jednakże biorąc pod uwagę trwałość, może on jeszcze przez wiele lat występować zarówno w wodzie, jak i glebie – wyjaśnia Emil Kowalewski z zespołu, który opracował nowatorską metodę oczyszczania wody z tego związku. Projekt jest częścią globalnego trendu skoncentrowanego na ochronie zasobów wodnych. Prowadzone badania mogą być interesujące dla przemysłu, stać się potencjalnym punktem wyjścia do opracowania nowatorskich systemów oczyszczania wody. Dlaczego?
      Dzisiejsze oczyszczalnie ścieków to systemy składające się z wielu procesów fizycznych, chemicznych i biologicznych, ale efektywnie eliminują głównie konwencjonalne zanieczyszczenia. Inne przy odpowiednio wysokich stężeniach mogą pozostawać w wodzie. Tymczasem trichloroetylenu nie powinno być w niej wcale, ze względu na to, że jest mutagenny, kancerogenny, teratogenny, a do tego niezwykle trwały. Kumuluje się i zostaje na dnie zbiorników, a że jego rozpuszczalność w wodzie jest bardzo słaba, może szkodzić jeszcze przez wiele lat.
      Dziś z takimi związkami radzimy sobie, głównie przeprowadzając ich sorpcję. Jednakże w ten sposób jedynie przenosimy zagrożenie z miejsca na miejsce. Atrakcyjnym rozwiązaniem wydaje się katalityczne wodorooczyszczanie, czyli przekształcanie TRI w mniej szkodliwe dla środowiska węglowodory. Aby w pełni wykorzystać potencjał drzemiący w tej metodzie, trzeba było jednak opracować wydajny, stabilny i tani katalizator -mówi dr hab. Anna Śrębowata, profesor IChF.
      Wcześniej przeprowadzaliśmy badania z katalizatorami palladowymi. Były skuteczne, ale kosztowne - uśmiecha się Emil Kowalewski. Nowe katalizatory niklowe, opracowane w IChF PAN, pozwalają w tani i efektywny sposób prowadzić proces oczyszczania wody w trybie przepływowym, a przy tym są proste w syntezie. Wykorzystując katalizator, w którym nanocząstki niklu o średnicy ok. 20 nm osadzamy na powierzchni węgla aktywnego, łączymy właściwości sorpcyjne węgla i aktywność katalityczną niklu - wyjaśnia dr Kowalewski. W swoich badaniach naukowcy z IChF PAN wykazali ponadto, że nanocząstki niklu osadzone na węglu aktywnym o częściowo uporządkowanej strukturze wykazują wyższą aktywność i stabilność niż analogiczny katalizator oparty na nośniku o strukturze amorficznej.
      Naukowcy są jednak najbardziej dumni z innowacyjnego elementu swoich badań: technologii przepływowej. Dzięki niej można optymalizować parametry procesu, zmniejszyć ilość odpadów, a przy tym wykorzystywać katalizatory, które w reaktorach okresowych (czyli takich, gdzie jednorazowo oczyszcza się określoną partię produktu) były nieefektywne lub wręcz nieskuteczne. Tak było z naszym katalizatorem niklowym - opowiada dr Kowalewski. Bez technologii przepływowej jego zdolności do utylizowania TRI szybko spadały, katalizator ulegał zatruciu. W reaktorze przepływowym nawet po 25 godzinach nie obserwowaliśmy spadku aktywności, choć prowadziliśmy badania na stężeniach około 8000 razy przekraczających polskie normy jego zawartości w wodzie pitnej.
      Gdzie można wykorzystać nowatorską metodę? Przede wszystkim w stacjach uzdatniania wody i oczyszczalniach ścieków. Tam, gdzie chcemy, żeby woda trafiająca do "końcowego odbiorcy", niezależnie czy jest to użytkownik wody z kranu, czy pływająca w rzece ryba, była czysta.
      A co zrobić z produktami reakcji wodorooczyszczania wody z trichloroetylenu? Powstającymi związkami są węglowodory, głównie etylen. Nie powstaje go jednak na tyle dużo, by wystarczyło na dojrzewalnię bananów - uśmiecha się półżartem naukowiec. Po prostu się ulotni...

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Postępy na polu ogniw paliwowych mogą spowodować, że technologia ta będzie na tyle tania, że w niedalekiej przyszłości zastąpi silniki spalinowe, uważają naukowcy z University of Waterloo. Informują oni o powstaniu ogniwa paliwowego, które może pracować co najmniej 10-krotnie dłużej niż dotychczas stosowane technologie. To zaś oznacza, że przy produkcji na skalę masową używanie takich ogniw do zapewniania energii pojazdom może okazać się konkurencyjne cenowo w stosunku do pojazdów z napędem spalinowym.
      Dzięki naszej technologii napęd wykorzystujący ogniwa paliwowe może być porównywalny kosztowo lub tańszy niż napęd spalinowy. Z nadzieją patrzymy w przyszłość. To technologia, która może rozpowszechnić czyste napędy, mówi Xinguo Li, dyrektor Fuel Cell and Green Energy Lab na University of Waterloo.
      Obecnie stosowane ogniwa paliwowe mogłyby teoretycznie zastąpić paliwa kopalne w napędach pojazdów, jednak się zbyt drogie. Kanadyjscy naukowcy rozwiązali problem kosztów znacząco wydłużając żywotność ogniwa poprzez produkowanie stałych ilości energii. To zaś oznacza, że ogniwo, które produkuje energię z reakcji łączenia tlenu i wodoru, może być znacząco prostsze, a zatem i tańsze.
      Znaleźliśmy sposób na obniżenie kosztów przy jednoczesnym spełnieniu założeń co do wydajności i trwałości, cieszy się Li. Kanadyjczycy mają nadzieję, że dzięki ich technologii ogniwa paliwowe zaczną się upowszechniać i z czasem zastąpią zarówno samochody spalinowe jak i standardowe pojazdy elektryczne.
      To dobry pierwszy krok, zmiana, która może być odpowiedzią na problemy związane ze spalaniem paliw kopalnych przez transport, dodaje uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA jest o krok bliżej wysłania astronautów na Księżyc. W Stennis Space Center zakończono właśnie ważny test silników Space Launch System. Po czterech latach pracy wszystkie 16 byłych głównych silników promów kosmicznych uzyskało niezbędne zgody do wykorzystania ich w misjach SLS. Te 16 silników pozwoli na przeprowadzenie czterech pierwszych misji.
      Ponadto NASA podpisała z firmą Aerojet Rocketdyne kontrakt na budowę kolejnych silników RS-25 dla SLS. Ponadto seria testów prowadzonych przez ostatnich 51 miesięcy dowiodła, że silniki RS-25 mogą pracować z większą niż dotychczas mocą, wymaganą przy SLS.
      Silniki mają obecnie zezwolenie na wykorzystanie w misji załogowej na Księżyc, która będzie misją przygotowawczą do wyprawy na Marsa, mówi Johnny Heflin, wicedyrektor SLS Liquid Engines Office w Marshall Space Flight Center. Jesteśmy więc w stanie zapewnić moc niezbędną do podróży na Księżyc i dalej.
      Testy RS-25 rozpoczęły się 9 stycznia 2015 roku, kiedy to na 500 sekund uruchomiono wersję rozwojową silnika, oznaczoną kodem 0525. Pierwszą pełną wersję silników dla SLS przetestowano 10 marca 2016 roku. W sumie przeprowadzono 32 testy wersji rozwojowych i pełnych, w czasie których silniki pracowały w sumie przez ponad 4 godziny.
      Warto przypomnieć, że silniki RS-25 są najlepiej sprawdzonymi silnikami rakietowymi na świecie. Wzięły one udział w 135 misjach promów kosmicznych. Gdy program promów został zakończony w 2011 roku NASA dysponowała dodatkowymi 16 silnikami, które zmodyfikowano na potrzeby SLS. Początkowo silniki te wyprodukowano z myślą o dostarczeniu pewnego określonego poziomu mocy, określonego jako 100%. Jeszcze przed zakończeniem programu promów kosmicznych silniki udoskonalono tak, by dostarczały 104,5% mocy. Jednak na potrzeby SLS musiały one zostać ponownie rozbudowane.
      W tym celu NASA musiała opracować nowy kontroler silnika, który monitoruje jego pracę i służy jako interfejs pomiędzy silnikiem a rakietą. Pierwsze testy nowego kontrolera odbyły się w marcu 2017 roku. Wczoraj przetestowano 17. kontroler, zapewniając 16 silnikom RS-25 odpowiedni zapas.
      Po opracowaniu nowego kontrolera NASA musiała udowodnić, że silniki mogą osiągnąć wymaganą moc 111%. Gdy się to udało, konieczne było dalsze wzmocnienie silników tak, by miały one zapas mocy. W lutym 2018 roku silniki uruchomiono na 50 sekund z mocą 113%. Czas ten stopniowo wydłużano podczas kolejnych testów. W końcu w lutym bieżącego roku RS-25 były w stanie pracować z mocą 113% przez 510 sekund.
      Wczoraj przeprowadzono zaś ostateczne testy silnika RS-25 oznaczonego numerem 2062. To właśnie ten silnik zostanie wykorzystany w Exploration Mission-2, w czasie której astronauci polecą w kapsule Orion na orbitę Księżyca.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...