Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Ibuprofen znacząco zmniejsza częstość występowania choroby wysokościowej (Annals of Emergency Medicine).

Nierozpoznana lub nieleczona ostra choroba wysokościowa może prowadzić do często śmiertelnego wysokogórskiego obrzęku mózgu (ang. high-altitude cerebral edema, HACE).

W ramach studium prof. Granta Lipmana ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Stanforda 58 mężczyzn i 28 kobiet wybrało się w Góry Białe w Kalifornii. Spędzili noc na wysokości 4100 stóp, czyli ok. 1250 m. O ósmej rano przed rozpoczęciem wspinaczki do punktu etapowego na wysokości 11700 stóp (3566 m) podano im 600 mg ibuprofenu albo placebo. Po dotarciu do bazy o 14 zaaplikowano im kolejną dozę, ostatnią połknęli na wysokości 12570 stóp (3831 m) o 20, a więc niedługo przed położeniem się na spoczynek na szczycie góry.

W grupie 44 ochotników, którzy dostali ibuprofen (ponieważ próba była podwójnie ślepa, ani sami ochotnicy, ani badacze nie wiedzieli, kto co zażył), 19 (43%) miało objawy choroby wysokościowej. Dla porównania: w 42-osobowej grupie placebo odnotowano je u 29 członków (69%). Oznacza to, że ibuprofen zmniejszył częstość występowania choroby wysokościowej aż o 26%.

Amerykanie podkreślają, że objawy, które wystąpiły u badanych zażywających ibuprofen, były lżejsze, choć różnica pomiędzy grupami nie osiągnęła poziomu istotności statystycznej.

Profil bezpieczeństwa ibuprofenu sprawia, że jest on atrakcyjniejszą alternatywą niż deksametazon [syntetyczny glikokortykosteroid o silnym i długotrwałym działaniu przeciwzapalnym, przeciwalergicznym], który powiązano z hiperglikemią, supresją nadnerczy, majaczeniem, depresją, bezsennością i manią. Efekty uboczne [drugiego z leków stosowanych w zapobieganiu chorobie górskiej] acetazolamidu - mdłości, zawroty głowy i zmęczenie - są zazwyczaj dobrze tolerowane, ale zdarza się, że upośledzają działanie w takim samym stopniu jak ostra choroba wysokościowa.

Badacze z Uniwersytetu Stanforda przekonują, że sama dostępność ibuprofenu jest jego dużym plusem. Dodatkowo można go zażyć na 6 godzin przed wyjściem w góry, podczas gdy o połknięciu acetazolamidu trzeba pomyśleć dzień przed wyprawą. Autorzy artykułu dodają, że choć 600 mg ibuprofenu zapewni najlepszą ochronę, należy wziąć pod uwagę możliwość problemów żołądkowo-jelitowych i nerkowych u odwodnionych przez wysiłek turystów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@fuzja A skąd wiesz?

W nadmiarze wyszstko szkodzi, a Polacy to chyba nagminnie Ibuprofen zażywają, w końcu można kupić w byle sklepie bez recepty... więc zapewne efekty byłyby mizerniejsze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W grupie 44 ochotników, którzy dostali ibuprofen (ponieważ próba była podwójnie ślepa, ani sami ochotnicy, ani badacze nie wiedzieli, kto co zażył), 19 (43%) miało objawy choroby wysokościowej. Dla porównania: w 42-osobowej grupie placebo odnotowano je u 29 członków (69%). Oznacza to, że ibuprofen zmniejszył częstość występowania choroby wysokościowej aż o 26%.

Raczej: o 26 punktów proc. (choć i to byłoby naciągane stwierdzenie). W rzeczywitości spadek częstotliwości występowania objawów to ok. 38%, czyli [(0,69-0,43)/0,69].

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prof. Ehud Grossman z Uniwersytetu w Tel Awiwie uważa, że wiele leków przeciwbólowych bez recepty i na receptę przyczynia się do wzrostu ciśnienia, a jak wiadomo, nadciśnienie to czynnik ryzyka zawałów czy udaru.
      Składniki leków mogą podwyższać ciśnienie albo interferować z działaniem leków na nadciśnienie. Diagnozując przyczyny nadciśnienia, często przeocza się leki bez recepty takie jak ibuprofen.
      W swoim przeglądzie medykamentów związanych z podnoszeniem ciśnienia, który ukazał się w piśmie American Journal of Medicine, prof. Grossman podkreśla, że wiele z nich znajduje się w powszechnym użyciu. Z długiej listy warto wymienić choćby pigułki antykoncepcyjne, antydepresanty, antybiotyki czy niesteroidowe leki przeciwzapalne.
      Choć podnoszenie ciśnienia jest znanym efektem ubocznym wielu preparatów, lekarze nie zawsze uwzględniają to w planie terapii i nie informują pacjentów o potencjalnym ryzyku. W konkretnych przypadkach można zaś przecież zmniejszyć dawkę albo dodać lek przeciwnadciśnieniowy. Izraelczyk podkreśla, że świadomość działania leków powinna wzrosnąć zarówno po stronie lekarza, jak i pacjenta.
      W niektórych przypadkach wzrost ciśnienia można uznać za tolerowalny efekt uboczny działania leków bardzo skutecznych w kontrolowaniu przebiegu innych chorób. W swoim wywodzie profesor wspomniał m.in. o lekach blokujących miejscowe działanie angiogenetycznych czynników wzrostu (anty-VEGF), które hamują rozwój unaczynienia guzów litych.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ludzie, którzy co najmniej 2 razy w tygodniu zażywają uśmierzające ból niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ), np. ibuprofen, czy naproksen, rzadziej zapadają na raka pęcherza moczowego. Zespół doktor Sarah Daugherty z amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia nie stwierdził za to, by aspiryna, która jest bodaj najbardziej znanym medykamentem z tej grupy, wywierała podobny efekt.
      Naukowcy przeanalizowali wyniki 3 wcześniejszych studiów (NIH-AARP Diet and Health Study; Prostate, Lung, Colorectal and Ovarian Cancer Screening Trial oraz U.S. Radiologic Technologists Study), a ich artykuł opublikowano w piśmie American Journal of Epidemiology. Ustalono, że niesteroidowe leki przeciwzapalne zmniejszają nie tylko ryzyko raka pęcherza, ale i prawdopodobnie jelita grubego oraz prostaty. Autorzy wziętych pod uwagę badań pytali ochotników o zażywanie różnych rodzajów leków, w tym aspiryny i nieaspirynowych NLPZ. Częstość ich stosowania w roku poprzedzającym rozpoczęcie studium oceniano za pomocą kwestionariuszy samoopisu. Analiza objęła 508.842 osoby; raka pęcherza zdiagnozowano u 2489 i przeważnie byli to mężczyźni. Średnia wieku w momencie rozpoczęcia badań wynosiła 62 lata. Akademicy śledzili losy ochotników przez średnio 7 lat.
      Okazało się, że ryzyko wystąpienia raka pęcherza u ludzi regularnie (>2 razy/tydzień) zażywających nieaspirynowe NLPZ było niższe, w porównaniu do badanych, którzy ich nie zażywali. Spadek ryzyka był ograniczony wyłącznie do osób niepalących.
      Ekipa wyliczyła, że wśród ludzi zażywających wyłącznie aspirynę rak pęcherza rozwinął się u ok. 0,54% (1 na 185). W grupie stosującej nieaspirynowe niesteroidowe leki przeciwzapalne ponad dwa razy w tygodniu ta sama choroba wystąpiła u 0,41% próby, czyli u 1 osoby na 244. Nie zaobserwowano związku między regularnym zażywaniem aspiryny a ryzykiem raka pęcherza.
      Czemu NLPZ miałyby ograniczać zapadalność na raka pęcherza? W grę wchodzi kilka mechanizmów. Mogą one ograniczać stany zapalne wywoływane przez bakterie i wirusy, zmniejszając tym samym częstość pojawiania się kancerogennych mutacji. Sama Daugherty przypuszcza, że nieaspirynowe NLPZ skuteczniej niż aspiryna hamują wzrost komórek raka pęcherza.
      Wyniki są na razie wstępne i nie wiadomo, jak dokładnie wygląda związek przyczynowo-skutkowy, dlatego Amerykanie przestrzegają, by na tej podstawie nie zacząć nieumiarkowanie zażywać niesteroidowych leków przeciwzapalnych. Jak wszystkie leki wywołują one przecież efekty uboczne.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ponieważ zaburzenia erekcji (ang. erectile dysfunction, ED) są często pierwszymi objawami chorób układu sercowo-naczyniowego, naukowcy sądzili, że np. aspiryna, którą zażywa się w ramach zapobiegania zawałom serca i udarom, wspomoże terapię. Okazało się jednak, że niesteroidowe leki przeciwzapalne działają dokładnie na odwrót i zwiększają zagrożenie ED.
      Specjaliści z Kaiser Permanente stwierdzili, że mężczyźni przyjmujący niesteroidowe leki przeciwzapalne 3 razy dziennie przez ponad 3 miesiące 2,4 razy częściej uskarżają się na zaburzenia erekcji niż mężczyźni nieprzyjmujący ich regularnie.
      Już wcześniejsze badania wykazywały istnienie takiego trendu, jednak obecne studium obserwacyjne wykorzystało kilka różnych źródeł informacji: kwestionariusze samoopisu, bazy danych aptek oraz elektroniczne kartoteki pacjentów. Pod uwagę wzięto populację 80.966 Kalifornijczyków w wieku 45-69 lat.
      Kiedy uwzględniono wiek, rasę, przynależność etniczną, palenie papierosów, cukrzycę, nadciśnienie, choroby serca, wysoki poziom cholesterolu i wskaźnik masy ciała, okazało się, że w porównaniu do panów, którzy nie zażywali regularnie niesteroidowych leków przeciwzapalnych, wśród osób zażywających je codziennie zaburzenia erekcji występowały o 1,4 razy częściej. Podobny związek zaobserwowano we wszystkich grupach wiekowych.
      Następnym krokiem jest zgłębienie leżących u podłoża zaobserwowanego zjawiska mechanizmów fizjologicznych – podkreśla dr Steven J. Jacobsen. Istnieje wiele udowodnionych korzyści, jeśli chodzi o możliwości niesteroidowych leków przeciwzapalnych w zakresie przeciwdziałania chorobom serca i innym zaburzeniom [ostatnio wykazano np., że ibuprofen zmniejsza ryzyko choroby Parkinsona]. Jeśli jednak mężczyzna zażywa leki należące do tej grupy i ma ED, warto to przedyskutować z lekarzem – uważa specjalista.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Tybetańczycy mogą żyć i pracować w Himalajach, nie cierpiąc przy tym na chorobę wysokościową, ponieważ faworyzowane przez dobór naturalny dwa warianty genów pozwalają im efektywniej wykorzystywać tlen niż ludziom zamieszkującym niziny.
      Dotąd naukowcy nie mieli pojęcia, jakim sposobem Tybetańczycy czują się tak dobrze na wysokości ponad 4400 m n.p.m. U ludzi zamieszkujących Andy wykryto zwiększoną zawartość hemoglobiny we krwi, ale tutaj u wielu "górali" odnotowywano mniejszą jej ilość. Oznacza to, że ludzie z fenotypem obniżonej zawartości hemoglobiny muszą po prostu skuteczniej wykorzystywać mniejsze ilości tlenu, by dostarczać go do kończyn.
      Chińscy i amerykańscy badacze zidentyfikowali warianty dwóch genów, które u większości Tybetańczyków biorą udział w regulacji zawartości tlenu we krwi. Na początku zespół przekopywał rejestry DNA w poszukiwaniu odpowiednich kandydatów. Wskazano na 247 genów, w przypadku których zaobserwowano różnice międzypopulacyjne. Następnie akademicy analizowali wytypowane segmenty u 31 niespokrewnionych Tybetańczyków (wszyscy mieszkali na wysokości 4,5 tys. m n.p.m.) oraz 45 Chińczyków i 45 Japończyków z nizin, których genom mapowano w ramach projektu HapMap. Naukowcy z USA i Qinghai University znaleźli regiony silnie zmienione przez dobór naturalny. W ten sposób mogli ustalić, które warianty genów są stosunkowo nowe i występują u Tybetańczyków, ale nie u Chińczyków czy Japończyków. Ostatecznie zbiór rozważanych genów zawężono do 10, w tym do znajdowanych najczęściej u Tybetańczyków z najniższą zawartością tlenu we krwi EGLN1 i PPARA.
      Badacze stwierdzili, że u ludzi, którzy mieli więcej korzystnych kopii (odziedziczyli je po obojgu rodzicach), zawartość tlenu była najniższa. Co więcej, wykorzystywali go efektywniej od osób z jedną kopią wariantu lub w ogóle go pozbawionych – podsumowuje Lynn Jorde ze Szkoły Medycznej University of Utah. W przyszłości naukowcy zamierzają ustalić, w jaki sposób warianty genów regulują poziom tlenu i jego wykorzystanie.
      Profesor Jorde podkreśla, że na razie jej zespół rozwiązał jedynie część zagadki. Samo obniżenie zawartości hemoglobiny byłoby bowiem antyprzystosowaniem do życia na wysokościach. W kolejnych etapach eksperymentu trzeba będzie znaleźć geny współpracujące z EGLN1 i PPARA, które odpowiadają za wydajny transport niewielkich ilości O2 do tkanek.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nadużywanie leków przeciwbólowych prowadzi, zwłaszcza u młodszych mężczyzn, do utraty słuchu (American Journal of Medicine).
      Naukowcy stwierdzili, że u mężczyzn poniżej 50. roku życia, którzy regularnie zażywają paracetamol (acetaminofen) częściej niż dwa razy w tygodniu, niemal podwaja się ryzyko utraty słuchu, w porównaniu do panów nieprzyjmujących go regularnie.
      Ponadto zespół doktor Sharon G. Curhan z Channing Laboratory - multidyscyplinarnego działu badawczego Brigham and Women's Hospital i Harvardzkiej Szkoły Medycznej - odkrył, że u mężczyzn regularnie zażywających przynajmniej 2 razy w tygodniu ibuprofen lub inne niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ) ryzyko utraty/pogorszenia słuchu rośnie aż o 2/3. W przypadku zażywania aspiryny dwa razy w tygodniu ryzyko zwiększało się o 1/3.
      Amerykanie tłumaczą, że ich doniesienia nie powinny prowadzić do odrzucenia czy napiętnowania leków przeciwbólowych. Bezwzględne ryzyko utraty słuchu w populacji wynosi bowiem 1% rocznie. Osoby przyjmujące leki przeciwbólowe wykraczają po prostu poza ten procent. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że ludzie zażywają środki przeciwbólowe latami, to po 10 latach ryzyko w populacji generalnej może wynieść 10%, a w przypadku pacjentów korzystających z farmaceutyków będzie ono odpowiednio wyższe. Curhan podkreśla, że nawet preparaty dostępne bez recepty są nadal lekami i wywołują określone efekty uboczne. Dlatego też ich stosowanie lepiej konsultować z lekarzem.
      Autorzy omawianego badania wykorzystali dane ok. 27 tys. mężczyzn, objętych od 1986 r. Health Professionals' Follow-Up Study. W ramach studium panowie, którzy w momencie jego rozpoczęciu mieli od 40 do 74 lat, co 24 miesiące przez 18 lat określali swoje zużycie leków przeciwbólowych. W tym okresie u 3488 panów zdiagnozowano ubytek słuchu. Ekipa Curhan nie miała dostępu do informacji dotyczących dawek, powodu stosowania medykamentów ani narażenia w ciągu życia na kontakt z głośnymi dźwiękami.
      W całej grupie ryzyko utarty słuchu – po uwzględnieniu potencjalnie istotnych czynników – było o 12% wyższe u mężczyzn zażywających aspirynę co najmniej 2 razy w tygodniu (w porównaniu do panów czyniących to rzadziej). Dla badanych łykających NLPZ lub paracetamol rosło ono o 21%. W grupie mężczyzn poniżej 50. roku życia ryzyko utraty słuchu przy regularnym stosowaniu 2 razy na tydzień aspiryny, NLPZ i paracetamolu skakało, odpowiednio, o 33, 61 i 99 procent. Dla NLPZ i acetaminofenu zagrożenie rosło wraz z czasem zażywania.
      Co ciekawe, u mężczyzn 60-letnich i starszych regularne stosowanie aspiryny nie oddziaływało na ryzyko utraty słuchu, a w przypadku niesteroidowych leków przeciwzapalnych i paracetamolu zaobserwowano słabszy związek.
      Amerykanie podkreślają, że od jakiegoś już czasu wiadomo, że bardzo wysokie dawki aspiryny toksycznie wpływają na ucho, wywołując odwracalną utratę słuchu i dzwonienie w uszach. Dla odmiany niskie dozy kwasu acetylosalicylowego zabezpieczają przed uszkodzeniem słuchu przez pewne antybiotyki i głośne dźwięki. Niektóre badania wspominają o utracie słuchu u ludzi w wyniku zażycia bardzo wysokich dawek NLPZ.
×
×
  • Create New...