Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Z pozoru kamienie znalezione w pobliżu Mount Rothwell - ok. 80 km na zachód od Melbourne - wyglądają jak niechlujny półokrąg. Wg naukowców z Commonwealth Scientific and Industrial Research Organisation (CSIRO), mogą one jednak stanowić dowód, że aborygeni byli pierwszymi na świecie astronomami, bo to, co tam widzimy, to prymitywny zegar słoneczny.

Szacuje się, że kawałki skał zaaranżowano ok. 10 tysięcy lat temu. Kamienie są ułożone w taki sposób, by precyzyjnie oddawać położenie Słońca. Tego nie można zrobić na podstawie domysłów, to działanie wymagające skrupulatnych pomiarów - twierdzi astrofizyk, profesor Ray Norris.

Grupa znamienitych australijskich astrofizyków zajmuje się badaniem wspomnianych kamieni już od kilku lat, jednak dopiero teraz wpadli oni na trop sensacyjnego odkrycia. Skoro Stonehenge, które uznaje się czasem za obiekt archeoastronomiczny, ma "tylko"  ok. 1500 lat, w razie ostatecznego potwierdzenia śmiałej teorii aborygeni pobiliby neolitycznych mieszkańców Anglii na głowę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stonehenge nie ma 1500 lat. Ostatnie ślady konstrukcji pochodzą sprzed około 1600 roku p.n.e. Stonehenge datuje się zwykle na około 3000-2500 lat p.n.e., ma więc już około 5000 lat. Co ciekawe, pierwsze ślady ludzkiej bytności i konstrukcji (nie megalitycznych) pochodzą z około 8000 roku p.n.e - czyli sprzed 10 000 lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

z tego, co mi wiadomo, to slady pierwszych etapow budowy stonehenge maja wlasnie juz kolo 10k lat. wpierw ogarnieta ziemia, pozniej po kawalku dokladane, przestawiane, ujmowane i znowu dokladane itp kawalki obiektu, w sumie w chyba ok 8 glownych etapach. ale nie jestem pewien tak z pamieci, musialbym poszuakc zrodel ktore kiedys czytalem...

Share this post


Link to post
Share on other sites

W chwili refleksji mozna sie zastanowic, co znajdą po nas za jakies 10k lat...

Jedna warstewka a w niej budowniczowie megalitów, potem warstewka budowniczych sredniowiecznych i gotyckich kolosów. A my na razie produkujemy warstwe plastikowego smiecia nierzadko nafaszerowanego krzemem:D ciekawe co dalej

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest jakiś indiański totem, na którym jest wyryte że Syriusz jest podwójną gwiazdą, czy coś takiego - też ma parę tysięcy lat. Najśmieszniejsze, że miałem o tym na religii xD Szczerze, to jestem bardzo ciekawy, czy te wszystkie informacje są prawdziwe... i skąd się biorą ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
  Szczerze, to jestem bardzo ciekawy, czy te wszystkie informacje są prawdziwe... i skąd się biorą   

Czas liniowy to sztuczny wymysł, wszystko jest cykliczne (jak kręcenie się  karuzeli).

Share this post


Link to post
Share on other sites
  Cykle składają się z linii

Wiosna-lato-jesień-zima, noc-dzień , nów-nów, brak tu liniowości jest tylko obserwowalna cykliczność i ilość doświadczonych cykli w ramach jeszcze większych cykli , raczej trzeba na to patrzeć jak na atom i jego poziomy energetyczne (mozesz utknąć na jakimś na stałe a do zmiany jest potrzebna energia z zewnątrz np: jedzenie).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest jakiś indiański totem, na którym jest wyryte że Syriusz jest podwójną gwiazdą, czy coś takiego - też ma parę tysięcy lat. Najśmieszniejsze, że miałem o tym na religii xD Szczerze, to jestem bardzo ciekawy, czy te wszystkie informacje są prawdziwe... i skąd się biorą ;)

 

Polecam książki Ericha Von Danikena i jemu podobnych

Nie Ty jeden jesteś ciekaw czy takowe newsy są prawdziwe ale przynajmniej po lekturze książek z działu "paleoastronautyki" łatwiej Ci będzie zrozumieć skąd takie informację się biorą

Kilka dodatkowych bardziej błyskotliwych argumentów do drażnienia księdza niewygodnymi pytaniami też zapewne się przyda :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kilka dodatkowych bardziej błyskotliwych argumentów do drażnienia księdza niewygodnymi pytaniami też zapewne się przyda  

Trudno oczekiwać od bibliotekarki informacji zawartych w ksiązkach które wypozycza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Polecam książki Ericha Von Danikena i jemu podobnych

Nie Ty jeden jesteś ciekaw czy takowe newsy są prawdziwe ale przynajmniej po lekturze książek z działu "paleoastronautyki" łatwiej Ci będzie zrozumieć skąd takie informację się biorą

Kilka dodatkowych bardziej błyskotliwych argumentów do drażnienia księdza niewygodnymi pytaniami też zapewne się przyda ;)

 

Ale to właśnie katecheta mi o tym powiedział :-) Ponadto drażnię pytaniami o podstawę wiary, bo statki kosmiczne mi akurat jakiejś dużej różnicy nie robią - natomiast arcyciekawie o tym czytać. Co do książki, to może przy okazji zajrzę - dzięki :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ponadto drażnię pytaniami o podstawę wiary, bo statki kosmiczne mi akurat jakiejś dużej różnicy nie robią

Nie chce offtopować więc krótko Ci odpisze że akurat w tej książce Daniken skupił się głównie na 'cudach' i historii kościoła więc już po zakończonej lekturze o podstawach wiary możesz spoookojnie z księdzem pogadać 8)

mały sample:

http://cdn3.asteroid.pl/c12/a.swistak.pl/004/650/4650951_1024.jpg

 

Jeśli chodzi o Topic i Denikena to polecam "Kosmiczne miasta w epoce kamiennej" włosy na pośladkach stają jak człowiek poznaje rozmach naszych prabudowniczych

Nawet słynne kręgi kamienne ze wsi Węsiory są wymienione :-[ choć akurat im daleko do australijskiego odkrycia

btw

Link do owej książki:

http://ebookpl.blogspot.com/2010/03/erich-von-daniken-kosmiczne-miasta-w.html

mam nadzieję że legalnie udostępnionej  ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ściągnąłem wszystkie, ale mój wujek je czytał, oraz kontrksiążkę pewnej Niemki, i mówi, że bzdury bez jakiegokolwiek zaplecza naukowego. Ale cóż, jedną przeczytam, żeby sprawdzić - dzięki za linki :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uwierze we wszystko, co zdaje sie potwierdzac, ze Oni juz tu kiedys byli. Zreszta ogladalam niedawno "Piknik pod Wiszaca Skala", ktory niezle podzialal mi na wyobraznie m.in. w tej kwestii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Laodycei w południowo-zachodniej Turcji odkryto marmurowy zegar słoneczny sprzed 2 tys. lat. Zachował się w jednym kawałku. Jak opowiada dyrektor wykopalisk, prof. Celal Şimşek z Pamukkale University, jest to prawdziwy unikat.
      Na zwróconym na południe zegarze wyrzeźbiono motyw liści oraz greckie symbole. U dołu gnomonu (wskazówki) jest napisane „therine”, co znaczy „letnia”, w środkowym rzędzie widzimy napis „lsemerine”, czyli „równonocna”, a w rzędzie górnym „chemerine” co tłumaczy się jako „zimowa”. Tureccy archeolodzy podkreślają, że brakuje gnomonu.
      Laodycea została założona na miejscu wcześniejszej osady (Diospolis) w połowie III w. p.n.e. przez króla Antiocha II. Jej największy rozkwit przypadł na okres rzymski; miasto wzbogaciło się przede wszystkim na produkcji wełny. Do dziś zachowały się pozostałości głównie z czasów rzymskich. Na płaskowyżu podziwiać można m.in. dwa starożytne teatry czy gimnazjon i łaźnie z czasów Hadriana.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Endemiczne palmy Livistona mariae z Doliny Palmowej na terenie Parku Narodowego Finke Gorge nie są reliktami pozostałymi po lesie deszczowym Gondwany, który zginął, gdy Australia zaczęła wysychać w środkowym miocenie ok. 15 mln lat temu. Najprawdopodobniej rośliny znalazły się tu dzięki żywiącym się ich pędami aborygenom. Historia opowiadana od lat turystom okazała się więc zwykłym mitem...
      Australijsko-japoński zespół zajmował się badaniem DNA. Przeprowadzono też analizy statystyczne. Okazało się, że gatunek jest niemal taki sam genetycznie jak niewielka populacja palm rosnących ok. 1000 km na północ w Matarance pod Katherine (w zlewisku rzeki Roper). Wcześniej sądzono, że należą one do innego gatunku L. rigida.
      Prof. David Bowman z University of Tasmania podkreśla, że palmy z północnej i środkowej Australii są ze sobą spokrewnione, a dywergencja genetyczna stanowi pokłosie wolnego mutowania DNA. Wyliczenia sugerują, że nasiona dotarły z północy do Doliny Palmowej jakieś 15 tys. lat temu, a więc całkiem niedawno.
      Naukowiec dodaje, że aborygeni nie tylko jadali pędy L. mariae, ale i wykorzystywali ich korę do tkania. Nie mamy pewności, czy (a jeśli tak, to po co) aborygeni naprawdę przetransportowali nasiona palm, ale ptaki, które miałyby je zjadać i pokonywać 1000 km w czasie, gdy było bardziej sucho niż dziś, wydają się o wiele mniej prawdopodobnym wyjaśnieniem niż ludzkie działanie.
      W sumie Australijczycy i Japończycy zbadali 14 populacji L. mariae i L. rigida. Z wynikami ich badań można się zapoznać na łamach pisma Proceedings of the Royal Society B.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak poradzić sobie z pochodzącą z Afryki palczatką Andropogon gayanus, która zasila pożary sawann na północy Australii? Skoro jest ona za duża dla miejscowych torbaczy, np. kangurów, i dla bydła, należy sprowadzić słonie, a może nawet nosorożce. Tak przynajmniej uważa prof. David Bowman z Uniwersytetu Tasmańskiego, co jak łatwo się domyślić, wywołało burzliwe dyskusje w środowisku naukowym.
      Jak napisał Bowman w artykule opublikowanym w Nature, wprowadzenie dzikich słoni do Australii może się wydawać absurdem, ale inną metodą kontrolowania [inwazyjnej] trawy byłoby użycie chemii albo fizyczne oczyszczenie gruntu, co mogłoby zniszczyć habitat.
      Badacz z antypodów uważa, że skorzystanie z pomocy dużych roślinożerców byłoby nie tylko bardziej praktyczne, ale i tańsze. Co więcej, pozwoliłoby chronić zwierzęta, które przez kłusownictwo w rodzimych środowiskach są narażone na wyginięcie.
      Problemy, które Bowman proponuje rozwiązać sprowadzeniem słoni, narosły w wyniku zmian wywołanych dwiema falami ludzkiej migracji: 1) przodków aborygenów ok. 50 tys. lat temu, którzy przyczynili się do stopniowego zaniku megafauny oraz 2) europejskich osadników kilkaset lat temu.
      Najpierw wybito megafaunę, a później przybysze ze Starego Kontynentu przywieźli ze sobą (celowo lub przez przypadek) króliki, świnie, wielbłądy, szczury czy agi. Obce gatunki próbowano okiełznać na wiele różnych sposobów, żaden nie okazał się jednak w pełni skuteczny. Wg Bowmana, Australijczycy zajmują się problemami wybiórczo, co powoduje jeszcze większy chaos.
      Sięgająca nawet 4 m palczatka A. gayanus porasta Queensland i Terytorium Północne. Ze względu na rozmiary wygrywa konkurencję z rodzimymi gatunkami. W różnych rejonach stosowano już koszenie i herbicydy, ale nie dość intensywnie i konsekwentnie, by zrobić na A. gayanus większe wrażenie... Zbyt duża dla kangurów i bawołów trawa jest dla słoni afrykańskich czymś zwyczajnym. Wyobraźmy sobie wysterylizowanego słonia z obrożą GPS. Cały czas wiedzielibyśmy, gdzie jest. W dodatku nie mógłby się rozmnażać.
      Bowman proponuje, by w sprawę zaangażować aborygenów, którym pozwolono by polować na część z wprowadzanych do środowiska zwierząt oraz wywoływać kontrolowane pożary lasów i sawann. Wg niego, tego typu działania miałyby również charakter prozdrowotny, ponieważ zachęcałyby nękanych chorobami aborygenów do ruchu. Nawet gdyby projekt ze słoniami nigdy się nie rozpoczął, biolog uważa, że warto zachęcać ich do polowania na wielbłądy (przypomnijmy, że w zeszłym roku Australia rozważała wybicie całej populacji wielbłądów, by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych).
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzieci nie muszą znać słów oznaczających cyfry, by umieć liczyć. Zdolność ta jest bowiem zakodowana w naszych genach (Proceedings of the National Academy of Science). Jak zauważa profesor Robert Reeve z Uniwersytetu w Melbourne, przeczy to wynikom wcześniejszych badań, zgodnie z którymi maluch powinien znać nazwy liczebników, żeby mogły się rozwinąć pojęcia cyfr powyżej trzech.
      Australijczycy i Brytyjczycy badali dwie grupy aborygeńskich dzieci w wieku od 4 do 7 lat. Wszystkie pochodziły z Terytorium Północnego, ale część posługiwała się językiem warlpiri (brzdące zamieszkujące krańce pustyni Tanami), a pozostałe porozumiewały się w języku enindhilyagwa (mieszkańcy Groote Eylandt, wyspy położonej u północnych wybrzeży Australii w zatoce Karpentaria). Co ważne, i w jednym, i drugim języku istnieje bardzo mało określeń na cyfry. Ich użytkownicy znają tylko słowa "jeden", "dwa", "mało" oraz "wiele". W Melbourne zespół przetestował również 13 aborygeńskich dzieci, które mówiły po angielsku.
      Zadanie polegało m.in. na sumowaniu przypadków zetknięcia się dwóch pałeczek. W sytuacjach wymagających liczenia do 9 maluchy posługujące się warlpiri i enindhilyagwa wypadały równie dobrze, a nawet lepiej od osób anglojęzycznych. A nie znały przecież słów określających cyfry. Z naszego punktu widzenia, bardzo podstawowe umiejętności liczbowe są w jakiś sposób zakodowane w naszym genomie – uważa Reeve. Wg niego, wrodzone wyczucie matematyczne obejmuje zdolność rozpoznania i reprezentacji liczby elementów zbioru, pozwala też na zrozumienie prostego dodawania oraz odejmowania.
      Oznacza to, że umiejętności te nie opierają się na kulturze czy języku. Odkrycia australijsko-brytyjskiego zespołu pozwolą udoskonalić metody nauczania matematyki, wyjaśniają też, czemu niektórzy ludzie mają problemy z opanowaniem zasad królowej nauk.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ian Gilligan z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego podważył tradycyjne teorie na temat początków rolnictwa (Bulletin of the Indo-Pacific Prehistory Association). Twierdzi, że ludzie zaczęli uprawiać rośliny nie dla jedzenia, ale żeby uzyskać włókna do produkcji ubrań. W ten sposób wyjaśnia, dlaczego rdzenni mieszkańcy Australii aborygeni nigdy nie siali ani nie zbierali plonów. Nie potrzebowali ubrań, więc nie hodowali np. lnu czy bawełny...
      Antropolog uważa, że przypisywanie zwrotu ludzkości w kierunku rolnictwa poszukiwaniu nowych źródeł pożywienia nie ma sensu z kilku powodów. Nie tłumaczy np., dlaczego niektóre ludy zaczęły uprawiać rolę i hodować zwierzęta dopiero 10 tys. lat temu. Wg Australijczyka, lepszym wyjaśnieniem niż zapełnianie pustego żołądka jest klimat (i jego zmiany).
      W czasie ostatniego zlodowacenie na półkuli północnej było o 12-15ºC chłodniej niż obecnie. Dlatego zarówno zbieracze, jak i myśliwi musieli zadbać o odpowiednią wielowarstwową garderobę. Najlepsze do tego celu okazały się zwierzęce skóry i futra. Kiedy jednak mróz zelżał, ludzie poszukiwali cieńszej i bardziej przewiewnej odzieży. Nastała więc era włókien roślinnych (lnu, bawełny i konopi) oraz wełny z owiec i kóz. Jednocześnie ubiór zmienił swoje funkcje. Przestał zapewniać li tylko ochronę przed chłodem, a stał się raczej formą ozdoby i manifestowania tożsamości.
      Gilligan podkreśla, że w Australii, a nawet na Tasmanii, nigdy nie było na tyle zimno, by aborygeni musieli nosić kilka warstw ubrań. W najsurowszym klimacie było tylko o 6-8ºC chłodniej niż we współczesnych czasach. Dlatego ludzie chodzili nago, a jeśli już coś na siebie wkładali, było to coś cienkiego, jak np. wykorzystywana podczas ostatniej epoki lodowcowej narzutka na ramiona z futra walabii. Poza tym dekoracje malowano bezpośrednio na skórze.
      Australijczyk sądzi, że polowanie i zbieractwo były o wiele skuteczniejszymi, pewniejszymi i elastycznymi formami zdobywania pożywienia niż uprawa roli. Aborygeni nie musieli się nigdy martwić, skąd wezmą następny posiłek i mieli o wiele więcej wolnego czasu od pierwszych rolników.
×
×
  • Create New...