Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'Austria'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 5 results

  1. Dwóch młodych mężczyzn, którzy zmarli 4000 lat temu na terenie dzisiejszej Austrii, chorowało na dżumę, donoszą badacze z Austriackiej Akademii Nauk. Tym samym są to najstarsze znane ofiary tej choroby zidentyfikowane w Austrii. Szkielety zmarłych znaleziono w graniczącej z Czechami gminie Drasenhofen. Jedna z ofiar dżumy zmarła pomiędzy 23. a 30. rokiem życia, drugi z mężczyzn miał 22–27 lat. Zostali pochowani niedaleko siebie na cmentarzu składającym się z 22 grobów. Ich groby znajdują się na obrzeżach cmentarza, więc być może wiedziano, że zmarli na chorobę zakaźną, mówi Katharina Rebay-Salisbury z Austriackiego Instytutu Archeologicznego. Naukowcy, badający cmentarz w Drasenhofen, nawiązali współpracę z Instytutem Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Plancka w Lipsku, gdyż poszukiwali ewentualnych pokrewieństw pomiędzy pochowanymi tam osobami. Ku ich zdumieniu, analizy ujawniły obecność Yersinia pestis, bakterii wywołującej dżumę. Co interesujące, pomimo tego, że obaj zmarli żyli w tym samym miejscu i w podobnym czasie, obu zabiły różne szczepy Y. pestis. Oznacza to, że nie mamy tutaj do czynienia z infekcją przekazywaną w ramach tej samej grupy mieszkańców epoki brązu, ale z dwoma niezależnymi epizodami infekcji. W przeciwieństwie do późniejszych epidemii ze średniowiecza dżuma epoki brązu nie była transmitowana za pośrednictwem pcheł, gdyż ówczesnej bakterii brakowało odpowiednich właściwości genetycznych. Choroba musiała rozpowszechniać się w inny sposób, na przykład drogą kropelkową lub poprzez zjedzenie zarażonego mięsa. Analiza wszystkich badań dotyczących prehistorii dżumy w Eurazji wskazuje, że częściej umierali na nią mężczyźni niż kobiety, mówi Rebay-Salisbury. Dotychczas zidentyfikowano 27 mężczyzn i 11 kobiet, którzy zmarli na dżumę. Naukowcy nie znają przyczyn tej nierównowagi. Być może jej przyczyn należy szukać w fakcie, że dżuma jest zoonozą, chorobą którą zarażamy się od zwierząt. Mężczyźni mogli częściej niż kobiety być pasterzami, mieć kontakt z dzikimi zwierzętami, być może uczestnictwo np. w wyprawach wojennych sprzyjało rozprzestrzenianiu się choroby. « powrót do artykułu
  2. W położonych na terenie Austrii ruinach miasta Carnutum znaleziono pozostałości szkoły gladiatorów. Wielkością mogła ona konkurować ze słynną Ludus Magnus, największą ze szkół gladiatorów w Rzymie. Carnutum było ważnym centrum wojskowym i handlowym. Miasto położone w odległości 45 kilometrów na wschód od Wiednia w okresie największego rozkwitu zamieszkiwało około 50 000 osób. Wykopaliska w Carnutum rozpoczęły się około 1870 roku, jednak dotychczas odkopano mniej niż 1% miasta. Szkołę gladiatorów odkryto dzięki zdjęciom lotniczym, na których zauważono jasną plamę w pobliżu amifiteatru. Następnie za pomocą nowoczesnego georadaru przeskanowano cały teren i okazało się, że pod ziemią znajdują się ruiny budynków. Radar, podobny do tego, jakich używano np. w Stonehenge, pozwala na uzyskanie niezwykle wyraźnego trójwymiarowego obrazu ukrytych obiektów. Dzięki temu wiemy, jak szkoła wyglądała w mniej więcej III wieku naszej ery. „Szkoła gladiatorów to połączenie koszar i więzienia, miejsce pilnie strzeżone. Gladiatorami byli często przestępcy, jeńcy wojenni, niewolnicy" - mówią uczeni. Mury szkoły z Carnutum otaczały obszar o powierzchni 11 000 metrów kwadratowych, a same budynki zajmowały 2800 metrów. Obecność schodów wskazuje, że budynki miały piętro. Na terenie szkoły znajdowała się niewielka arenao powierzchni 19 metrów kwadratowych, otoczona drewnianymi ławkami. Gladiatorzy mieli do swej dyspozycji duże łaźnie, ogrzewaną salę treningową i własne kwatery. Poza murami radar zidentyfikował coś, co prawdopodobnie jest cmentarzem gladiatorów zabitych podczas treningu. http://www.youtube.com/watch?v=aJFH3TCVzTk
  3. Christian Kandlbauer, pierwszy na świecie człowiek z bioniczną protezą ręki, który uzyskał pozwolenie na prowadzenie samochodu, walczy o życie po poważnym wypadku. Pięć lat temu 22-latek stracił obie ręce wskutek porażenia prądem o napięciu 20 tys. woltów, teraz uderzył swoim subaru w drzewo przy drodze w pobliżu Bad Waltersdorf w Styrii. Samochód natychmiast stanął w płomieniach. Austriaka uratował przejeżdżający obok kierowca ciężarówki. Ugasił wrak, ale poszkodowanego musieli z niego wyciągać strażacy. Widząc stan pojazdu, oficer policji powiedział, że to cud, że Kandlbauer uszedł z wypadku z życiem. Nie wiadomo, czy bioniczna proteza lewej ręki (druga jest zwykłą protezą) miała coś wspólnego ze zdarzeniem. Jak donosi lokalna gazeta Kleine Zeitung, z poważnym urazem głowy mężczyzna przebywa na oddziale intensywnej opieki w szpitalu w Grazu. Protezę dla Kandlbauera przygotowywał połączony zespół z USA i Austrii; została wyprodukowana przez wiedeńską firmę Otto Bock HealthCare. Co ważne, zapewnia również czucie. Po zakończeniu intensywnego treningu mężczyzna zdał egzamin na prawo jazdy. Gdy strażacy przybyli na miejsce wypadku, proteza prawej ręki leżała 2 metry od samochodu. Najprawdopodobniej wyrzuciła ją tam siła uderzenia. Lewa, bioniczna, tkwiła nadal na miejscu i przed udzieleniem pierwszej pomocy ratownicy medyczni musieli ją zdjąć. Protezę zbudowano w oparciu o proces nakierowanej reinerwacji mięśniowej (ang. targeted muscle reinnervation, TMR). W czasie 6-godzinnej operacji chirurdzy z wiedeńskiego szpitala przeszczepili nerwy kontrolujące kiedyś rękę do klatki piersiowej pacjenta. Przekazują one sygnał z mózgu do mięśni klatki, które działają jak wzmacniacz. Dzięki temu impulsy mogą być wychwycone przez elektrody umieszczone na skórze i zinterpretowane przez mikrokomputer.
  4. Troje na czworo dzieci w wieku 10-13 lat nie jest w stanie odróżnić od siebie podstawowych smaków, czyli słonego, słodkiego, gorzkiego i kwaśnego – odkryli naukowcy z Uniwersytetu Zasobów Naturalnych i Nauk Stosowanych o Życiu w Wiedniu (Universität für Bodenkultur Wien). Tylko 27,3% z 385 badanych maluchów rozpoznaje wszystkie smaki, 23,6% tylko jeden, a 8,1% żadnego – podsumowują badacze z Austrii. Dzieci uzyskały znacząco gorsze rezultaty od badanych w ten sam sposób studentów czy dorosłych w innym wieku. Wiedeńscy akademicy wierzą, że udało im się natrafić na ślad ewentualnego związku pomiędzy obfitującą w dania fast food dietą austriackich dzieci a degeneracją kubków smakowych. Uczniowie, którzy nigdy lub prawie nigdy nie spożywali fast foodu, uzyskali dużo lepsze wyniki w teście rozpoznania smaku od rówieśników rozmiłowanych w "śmieciowym jedzeniu". Dzieci z regionów wiejskich i młodzież z liceów wypadały lepiej od dzieci z miast i uczniów szkół podstawowych. Lepsze rezultaty osiągali ci, którzy jadali mało białego chleba, za to regularnie delektowali się warzywami oraz owocami. Trzy czwarte dzieci zbadanych przez wiedeńczyków umiało wskazać smak słodki, a tylko 44,9% rozpoznawało smak słony. Maluchy wybierające na co dzień neutralne w smaku napoje trafniej rozpoznawały słodycz od zagorzałych zwolenników bardzo słodkich napojów (odpowiednio, 83 i 63%). Eksperyment smakowo-zapachowy zamówiła firma marketingowa AMA, która specjalizuje się w rynku spożywczym. Dotyczył 11 różnych smaków i smakowych płynów. Naukowcy podkreślają, że potrzeba jeszcze dalszych badań, by określić m.in. ewentualny wpływ czynników genetycznych na percepcję smaku.
  5. Mieszkająca w Austrii Brytyjka urodziła w poniedziałek identyczne genetycznie trojaczki jednojajowe. Dziewczynki, którym nadano imiona Zoe, Kim i Amy, przyszły na świat w 32. tygodniu ciąży w wyniku cesarskiego cięcia. Zabieg przeprowadzono w szpitalu w Feldkirch w zachodniej Austrii. Wszystkie siostry czują się dobrze, znajdują się pod opieką lekarzy z oddziału intensywnej terapii. Ważą po 1500 gramów i mierzą 40 cm. Przedstawiciele placówki medycznej poinformowali, że prawdopodobieństwo narodzin takich jednojajowych trojaczków wynosi 1 na 2 miliony. Zostały poczęte naturalnie, a 25-letnia matka nie leczyła wcześniej niepłodności. Trojaczki jednojajowe przyjdą na świat, gdy zapłodnione jajo (zygota) podzieli się na dwa, a następnie któraś z połówek podzieli się jeszcze raz.
×
×
  • Create New...