Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' zabytek'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 7 results

  1. Muzeum w Luwrze poinformowało o odzyskaniu pięknie zdobionej renesansowej zbroi pokrytej złotem i srebrem. Zbroję w 1922 roku podarowała muzeum rodzina Rotszyldów. Zabytek znajdował się w zbiorach przez 60 lat i... zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Zbroję wykonano prawdopodobnie w Mediolanie w latach 1560–1580. Jej odzyskanie stało się możliwe, dzięki ekspertowi, który został poproszony przez pewną rodzinę o ocenę zabytku. Ten nabrał podejrzeń, co do jej pochodzenia i zawiadomił policję. Gdy funkcjonariusze przejrzeli bazy danych ukradzionych przedmiotów okazało się, że jest to ta sama zbroja, która 31 maja 1983 roku zniknęła z Luwru w niewyjaśnionych okolicznościach. Obecnie prokuratura prowadzi śledztwo, by wyjaśnić, w jaki sposób zabytek trafił w ręce wspomnianej rodziny. Byłem pewien, że pewnego dnia zbroja ta gdzieś wypłynie, gdyż jest to bardzo charakterystyczny obiekt. Jednak nie spodziewałem się, że jest ona wciąż we Francji i wciąż w jednym kawałku, mówi Philippe Malgouyers, jeden z dyrektorów Luwru. To bardzo prestiżowe dzieło sztuki. Odpowiednik luksusowego samochodu w czasach dzisiejszych. W XVI wieku broń stała się przedmiotem bardzo luksusowym. Zbroje były bogato zdobione i nie używano ich do walki, dodaje. Jak poinformował Jean-Luc Martinez, ostatnia kradzież w Luwrze miała miejsce w 1998 roku. Zniknął wówczas XIX-wieczny portret autorstwa Jeana-Baptiste'a Camille Corota. « powrót do artykułu
  2. Rodzina XIX-wiecznego brytyjskiego pisarza Richarda Forda, autora jednej z pereł literatury podróżniczej – A Handbook for Travellers in Spain – zwróciła... 2,25-metrowy zabytek, który Ford wywiózł z Alhambry. Pisarz odbył podróż do Hiszpanii w latach 1830–1833. We wrześniu ubiegłego roku Patronato de la Alhambra y Generalife otrzymało od rodziny Ford wiadomość o zabytku, który przechowuje ona od niemal 200 lat. Pierwsze badania i tłumaczenia widocznego tekstu, wykonane na podstawie zdjęć przysłanych z Anglii, wskazywały, że mamy do czynienia z oryginałem. Jakiś czas później zabytek trafił do Hiszpanii, a teraz ogłoszono wyniki dokładniejszych badań, w tym datowania radiowęglowego. Hiszpańskie władze ogłosiły, że mamy do czynienia z fragmentem cennego drewnianego fresku pochodzącego z Palacio del Partal, wybudowanego w latach 1302–1309. To jedna z najważniejszych struktur pałacowych tego okresu, a zwrócony fragment jest ważnym wspaniałym sztuki dynastii Nasrydów. Nie wiadomo, a jaki sposób zabytek trafił w ręce Forda. Pewnym jest, że wywiózł go z Hiszpanii i przez niemal 200 lat przechowywała go jego rodzina. Richard Ford był nie tylko pisarzem, ale i utalentowanym rysownikiem. Sam ilustrował książki swoje oraz swoich przyjaciół. Był zafascynowany Hiszpanią, a największe wrażenie zrobiła na nim właśnie Alhambra. Przed śmiercią w 1858 roku zdążył trzykrotnie wydać swój przewodnik po Hiszpanii. Pozostawił po sobie też inne dzieła oraz kolekcję własnych oraz zakupionych obrazów. « powrót do artykułu
  3. Francuska policja zatrzymała „kolekcjonera”, który zgromadził ponad... 27 400 artefaktów wytworzonych od epoki brązu po czasy renesans. Konfiskata niezwykłego zbioru to efekt rocznej pracy francuskich służb celnych, belgijskich władz i francuskiego Ministerstwa Kultury. Mężczyzna zgromadził niezwykły zbiór korzystając przy tym z wykrywacza metali oraz – jak się wydaje – bardzo dużej wiedzy archeologicznej. Znalezione zabytki gromadził zarówno w celu tworzenia prywatnej kolekcji, jak i na handel. Po raz pierwszy ściągnął na siebie podejrzenia, gdy zapytany o pochodzenie niemal 15 000 rzymskich monet, poinformował władze, że przypadkiem znalazł je na działce, którą kupił w Belgii. Śledztwo wykazało jednak, że monety zostały zrabowane z różnych stanowisk archeologicznych na terenie całej Francji. Teraz mężczyźnie grozi bardzo wysoka grzywna, a być może czeka go więzienie. Minister finansów Bruno Le Maire poinformował, że mamy do czynienia z „bezcennym skarbem”. Wśród skonfiskowanych przedmiotów znajdują się tysiące rzadkich rzymskich monet, bransolety i naszyjniki z epoki brażu i żelaza, rzadki rzymski dodekahedron – tajemniczy obiekt, którego przeznaczenie nie jest jasne, a których znamy tylko około 100 – oraz artefakty ze średniowiecza i renesansu. « powrót do artykułu
  4. Na terenie niezwykłej Vindolandy, rzymskiego fortu powstałego na północnych rubieżach Imperium Romanum, znaleziono niezwykły zabytek. W ruinach kościoła z VI wieku odkryto 14 fragmentów niezwykle rzadkiego chrześcijańskiego ołowianego kubka lub kielicha. Tym, co czyni znalezisko jeszcze bardziej wyjątkowym jest fakt, że na fragmentach wyryto różne symbole chrześcijańskie. Symbole te reprezentują różne formy chrześcijańskiej ikonografii tego okresu. Połączenie tak wielu symboli oraz kontekst, w jakim zostały znalezione, czyni z fragmentów jedne z najważniejszych zabytków tego typu w dziejach wczesnego chrześcijaństwa Europy Zachodniej. Symbole znajdują się na zewnętrznej i wewnętrznej stronie naczynia. Wydaje się, że wszystkie zostały wykonane tą mą ręką. Co prawda fragmenty zachowały się w złym stanie, jednak dzięki specjalistycznym narzędziom udało się uwidocznić i zarejestrować symbole. Obecnie trwają prace nad ich odczytaniem. Część z symboli znamy z dziejów wczesnego chrześcijaństwa. Są wśród nich statki, krzyże, chrystogram chi-rho, ryba, waleń, zadowolony biskup, anioły, litery łacińskie, greckie. Niewykluczone, że widoczne są litery pisma ogamicznego. To niezwykle ekscytujące znalezisko pochodzące ze słabo poznanego okresu historii. Widoczne tutaj oczywiste związki z chrześcijaństwem są niezwykle ważne, a naczynie jest unikatowe na Wyspach Brytyjskich. Dalsze prace powiedzą nam więcej o rozwoju wczesnego chrześcijaństwa na początku średniowiecza, mówi doktor David Petts z Durham University. Vindolanda zdradza więc swoje kolejne tajemnice. Niedawno znaleziono tam skórzaną mysz, służącą do zabawy, a nieco wcześniej najstarsze pisane zabytki Vindolandy, czyli listy pierwszego komendanta fortu Juliusa Verecundusa. Z kolei kilka lat wcześniej w Vindolandzie odkryto jedyną rzymską deskę klozetową. « powrót do artykułu
  5. Pożary w Australii odsłoniły nieznane dotychczas fragmenty systemu akwakultury starszego od egipskich piramid. Krajobraz Kulturowy Budj Bim, który zawiera szereg kanałów i zbiorników wodnych, dopiero w ubiegłym roku został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury. System został wykonany przez lud Gunditjmara, a niektóre jego fragmenty liczą sobie 6600 lat. Gdy niedawno udało się ugasić pożar, które wybuchł w grudniu po uderzeniu pioruna, okazało się, że kanały i zbiorniki rozciągają się na większej przestrzeni niż sądzono. Niektóre fragmenty systemu były bowiem ukryte pod roślinnością. Krajobraz Kulturowy Budj Bim znajduje się w okolicach jeziora Condah. Przedstawiciele lokalnej społeczności mówią, że gdy wybuchł pożar nie zmartwili się nim zbytnio, gdyż w przeszłości miały tu miejsce liczne pożary. Obawiali się jedynie, by nie objął on wysokich drzew. Na szczęście tak się nie stało. Gdy ludzie wrócili po pożarze, by ocenić zniszczenia, zauważyli nieznane dotychczas fragmenty systemu akwakultury. Nie znali ich, mimo że znajdowały się bardzo blisko ścieżek, którymi chodzili. Struktury były bowiem ukryte pod gęstą roślinnością. Wkrótce badaniami okolicy zajmą się archeolodzy. Wykorzystają podczas prac samolot i wyspecjalizowane oprogramowanie. Na szczęście strażacy opanowali pożar bez konieczności wprowadzania ciężkiego sprzętu, który mógłby uszkodzić starożytne struktury. « powrót do artykułu
  6. W pobliżu klasztoru Matki Boskiej Kazańskiej zatrudnieni tam robotnicy znaleźli na dnie Wołgi niezwykły obiekt. Gdy na miejsce przybyli naukowcy z Politechniki w Samarze i wspierający ich profesjonalni nurkowie, okazało się, że znalezisko do licząca sobie ponad 600 lat łódź. Łódź leży na głębokości 10 metrów. Badania prowadzone za pomocą podwodnych skanerów ultradźwiękowych oraz podwodnego robota przyniosły zaskakujące wyniki. Okazało się, że łódź ma aż 50 metrów długości i 20metrów szerokości. Badania ujawniły zachowane wręgi, wielki łańcuch oraz liny. Nurkowie wydobyli kawałek drewna oraz półmetrowy gwóźdź. Badania radiowęglowe wykazały, że jednostka pochodzi z około roku 1415 (± 85 lat). Jeśli datowanie jest prawidłowe, to łódź pochodzi z XIV-XV wieku, mówi Jekaterina Semenowa, dziekan Wydziału Socjologii, Nauk Politycznych i Historii Ojczyzny Politechniki w Samarze. W tym czasie Wołga nie należała do państwa rosyjskiego, jednak wzdłuż jej brzegów istniało słowiańskie osadnictwo, a sama Wołga była szlakiem komunikacyjnym przebiegającym przez różne państwa. Musimy odpowiedzieć na wiele pytań dotyczących przeznaczenia oraz właściciela tej jednostki. Można dopuszczać hipotezę, że należała ona do któregoś z księstw ruskich, jednak jej rozmiary są zaskakujące. Możliwe zatem, że pochodzi ona z Azji, Skandynawii lub Europy Zachodniej. Na podstawie posiadanych danych trudno stwierdzić, czy była używana do celów handlowych czy wojskowych. Konieczne są dalsze badania, które dadzą odpowiedź na to i na wiele innych pytań, które dopiero się pojawią. Trzeba jednak podkreślić, że dotychczas nie znaleźliśmy w regionie Samary łodzi podobnych rozmiarów, która pochodziłaby z podobnego okresu. Interesujące wyniki dały też badania gwoździa. Okazało się, że w 99,5% składa się on z żelaza. To wskazuje na jego średniowieczne pochodzenie, gdyż późniejsze metale są zwykle stopami. Ale wskazuje też na wysoki poziom zaawansowania technologicznego, gdyż metal jest tylko w niewielkim stopniu zanieczyszczony węglem, siarką i fosforem. Jedyny dodatek to niewielka ilość miedzi. Znaleziona właśnie łódź jest unikatowa ze względu na swój wiek. Dotychczas znajdowano bowiem młodsze jednostki. « powrót do artykułu
  7. Joanna Lamparska szuka ukrytych skarbów, pisze o nich książki, podróżuje daleko i blisko. Śledzi tajemnice Dolnego Śląska, zbiera informacje o zaginionych w czasie II wojny światowej zabytkach i dokumentach. Napisała kilkanaście książek, w tym wiele „przewodników innych niż wszystkie”, w których w pełen fantazji sposób prowadzi Czytelników przez niezwykłe historie zamków, pałaców i podziemi. Z wykształcenia jest filologiem klasycznym i archeologiem sądowym, bierze udział w akcjach eksploracyjnych. Od lat współpracuje również m.in. z National Geographic, Travellerem, Focusem. Jest współautorką scenariusza i współprowadzi cykliczny serial dokumentalny „Kup pan zamek” w Canal Plus Discovery, współpracuje z History Channel. Choć ciągle leci gdzieś w świat daleki, życie Joanny kręci się głównie wokół Dolnego Śląska i jego tajemnic. Od 2012 roku jest dyrektorem Dolnośląskiego Festiwalu Tajemnic w zamku Książ, który również wymyśliła. Od czego zaczęła się Pani fascynacja skarbami, tajemnicami i zamkami? To historia ujęta od zdecydowanie nietypowej strony... Jeszcze na studiach zaczęłam pracować jako dziennikarka i od samego początku miałam status autorki zajmującej się różnymi „dziwnymi” sprawami.  Co prawda, pisałam sporo poważnych, interwencyjnych reportaży, ale ciągnęło mnie do pokazywania świata, który jest kolorowy, pełen tajemnic i przygód. Dość wcześnie napisałam pierwszą książkę, razem z Waldkiem Chudziakiem pokazaliśmy w niej, jak wygląda praca polskich uzdrowicieli, wówczas często przyjmujących na głębokiej wsi, nierzadko używających dość podejrzanych metod. Do dziś pamiętam noc spędzoną w Szczecinie w mieszkaniu bioterapeuty, który kazał pacjentom wchodzić z nim razem do wanny, a następnie – jak opisywali to chorzy – „dokonywał zanurzeń”. Początki mojej pracy to był czas, kiedy Polska bardzo się zmieniała, na Dolnym Śląsku zaczęliśmy się zaś głębiej interesować historią naszego regionu. Wówczas redaktor naczelny zlecił mi napisanie tekstu o Wojciechu Stojaku, poszukiwaczu skarbów. W redakcji nikt za bardzo nie odróżniał jednego dziwaka od drugiego: podróżnik, poszukiwacz, znachor – byli wpychani do jednego worka. I ten worek zawsze dostawała do rozplątania Lamparska. Wtedy, w domu Stojaka, zobaczyłam po raz pierwszy tzw. fanty, czyli przedmioty, które Wojtek znalazł chodząc po lasach z wykrywaczem metalu. Stare buteleczki, klamerki, guziki, destrukty broni, pociski, a przede wszystkim słoiki z rolkami starych banknotów, zrobiły na mnie ogromne wrażenie.  Połknęłam bakcyla. Zawsze jednak czułam, że w poszukiwaniach nie są najważniejsze znaleziska, ale ludzie z nimi związani. Dlatego zdecydowałam się resztę życia iść śladem ich historii. Jest Pani współautorką książki pt. "Miasta do góry nogami. Podziemia Europy i ich tajemnice". Które podziemia zrobiły na Pani największe wrażenie? Gdyby miała Pani stworzyć trasę po najważniejszych podziemnych światach/skarbach Polski czy szerzej Europy, jak by ona wyglądała? Co należy zobaczyć w ramach "must see"? Oczywiście kompleks Riese, czyli Olbrzym w Górach Sowich. Wykuty w skałach w czasie II wojny światowej, do dzisiaj rozpala tysiące eksploratorów i miłośników przeszłości. Jego zwiedzanie to naturalne przedłużenie pasji poszukiwawczej. Do dziś nie udało się znaleźć odpowiedzi na wiele pytań związanych z podziemnymi obiektami. W Polsce warto również zajrzeć do krypt Reformatów w Krakowie, gdzie leżą zmumifikowane ciała tamtejszych braci. Takie miejsce uczy pokory.  Do końca XVIII wieku pochówki odbywały się według tego samego rytuału. Bracia używali tylko jednej trumny, którą przenosili zwłoki do klasztornej krypty. Tam, bez butów, odziane jedynie w habit, składane były na ziemi. Każdy z mnichów, który przeczuwał nadchodzącą śmierć, szedł na Srebrną Górę w Krakowie, na szczycie której znajduje się Klasztor Kamedułów, by stamtąd osobiście przynieść kawałek wapiennej skały. To on służył po śmierci za „pokutną poduszkę”. Podobny klimat mają dla mnie paryskie katakumby. Te miliony kości ułożonych we wzory, prawdziwe królestwo śmierci. Paryż ma kilometry podziemi, turyści oglądają zaledwie promil całości. Piotrowi Kałuży (współautorowi książki) i mnie, udało się zejść do podziemnego świata, nielegalnie eksplorowanego przez tzw. katafili. I wie Pani, co zrobiło na mnie największe wrażenie? Te kilometry korytarzy kazał zinwentaryzować Ludwik XVI, dlatego w podziemiach znalazł się znak królewskiej lilijki. Po rewolucji, wspomnienie o królu zostało usunięte, na ścianach zostały jedynie ślady dłuta. Ale każdy eksplorator musi także obejrzeć także podziemny bunkier sztuki w Norymberdze. Idealnie przystosowany do przechowywania dzieł sztuki, w czasie II wojny światowej krył fantastyczne skarby, m.in. skradziony przez Niemców ołtarz Wita Stwosza. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...