Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'mydło'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 7 results

  1. Używanie zawierających alkohol odkażających mydeł może sprawić, że u osoby, która nie piła, pewne rodzaje alkotestów dadzą fałszywie pozytywne rezultaty. Na szczęście naukowcy z Uniwersytetu Florydzkiego odkryli również biomarker, pozwalający odróżnić picie etanolu od ekspozycji na żele do rąk czy płyn do płukania ust (Journal of Analytical Toxicology). Ustalenia zespołu doktora Gary'ego Reisfielda są szczególnie istotne dla osób często używających antybakteryjnych żelów myjących, np. lekarzy czy pielęgniarek. Tak samo jak napoje alkoholowe, wiele z tych preparatów zawiera etanol. Organizm nie odróżnia alkoholu pitego od używanego do odkażania rąk. Każdy, kto powinien unikać "procentów", musi zwracać baczną uwagę na ukryty alkohol w produktach codziennego użytku, np. żelach do mycia rąk, płynach do płukania ust, sprejach do włosów i kosmetykach. Trzeba uważać nie tylko na to, co się wprowadza do organizmu [połyka], ale także na to, co się nakłada na skórę. Najczęściej stosuje się testy mierzące zawartość alkoholu we krwi lub w wydychanym powietrzu, ale jak podkreśla Reisfield, wykrywają one tylko ostatnio pity alkohol. Istnieje jednak inny typ testu (tzw. EtG), bazujący na stężeniu metabolitu etanolu - glukuronianu etylu. Glukuronian etylu jest estrem, powstaje w wątrobie wskutek sprzęgania etanolu z kwasem glukuronowym. Metabolity w postaci glukuronianu etylu i siarczanu etylu można zidentyfikować nawet po upływie dość długiego czasu (mimo krótkiego czasu półrozpadu, który wynosi ok. 2-3 h, EtG da się oznaczać we krwi po 36 h od spożycia alkoholu, a w moczu nawet po 3-5 dniach), dlatego akademicy z Uniwersytetu Florydzkiego skupili się na takich właśnie testach. Zebrali grupę 11 osób, które nie piły alkoholu i sprawdzali, jak częstość korzystania z antybakteryjnych żeli do rąk wpływa na stężenie metabolitów etanolu w moczu. By oddać warunki pracy pielęgniarek, przez 3 dni z rzędu podczas 10-godzinnych zmian ochotnicy co 5 minut myli ręce specjalnymi mydłami. Mocz badano po zakończeniu każdej zmiany i następnego dnia przed rozpoczęciem nowej. Odkryliśmy, że niemal wszyscy wytwarzali metabolity charakterystyczne dla spożycia alkoholu. Po porównaniu poziomu glukuronianu etylu i siarczanu etylu w moczu osób używających dużych ilości preparatów dezynfekujących i pijących alkohol ustalono, że w grupie myjących stężenie siarczanu etylu było o wiele niższe, nie zbliżając się do norm wskazujących na upojenie. Wg Reisfielda, stężenie siarczanu etylu może być wspomnianym na początku biomarkerem, pozwalającym odróżnić spożycie alkoholu od zewnętrznego stosowania produktów z etanolem.
  2. Nowozelandzki chirurg ortopeda, zatrzymany 6 lipca zeszłego roku za prowadzenie samochodu na dodatkowym gazie, nie przyznaje się do winy. Zamiast tego twierdzi, że przekroczył dopuszczalne normy, stosując w pracy alkoholowy preparat do mycia rąk. Podczas rozprawy sądowej w Wellington 53-letni Ian Denholm potwierdził, że wypił 2 kieliszki wina. Jego prawo jazdy zatrzymano na pół roku, ponadto będzie musiał uregulować mandat w wysokości 275 dolarów. Gdy lekarza zbadano na posterunku alkomatem, w wydychanym powietrzu wykryto 593 mikrogramy alkoholu. Dopuszczalna dawka to 400 mikrogramów. Denholm tłumaczy się, że ma problemy z egzemą, która zwiększa ilość alkoholu wchłanianego przez skórę.
  3. Co prawda burza w szklance wody ma w przysłowiu zupełnie inne znaczenie, lecz po długim okresie prób fizykom z Uniwersytetu w Bordeaux naprawdę udało się wreszcie odtworzyć huragan w naczyniu wielkości filiżanki. Przykrywa je mydlana bańka, a wewnątrz szaleje cyklon o średnicy zaledwie kilku centymetrów. Jak w guliwerowskiej krainie liliputów... Choć dużo mniejszy, huragan utworzony przez człowieka ma dokładnie te same właściwości, co naturalne wiatry. Hamid Kellay, szef zespołu, twierdzi, że eksperyment jest naprawdę prosty. Najpierw zlewkę należy wypełnić roztworem mydła. Potem trzeba wziąć słomkę i wydmuchać bańkę. Półkulista bańka przykrywa z wierzchu naczynie, a roztwór jest podgrzewany do temperatury 45°C. W miarę wzrostu temperatury zaczyna zachodzić proces unoszenia się w górę strumieni ciepłego powietrza (konwekcja naturalna). Czasem na samym szczycie formują się pojedyncze duże wiry, których średnica dochodzi do kilku centymetrów. Pomyśleliśmy, że wyglądają one jak cyklony. Aby sprawdzić, czy miniwiry zachowują się jak prawdziwe huragany, naukowcy sfilmowali ich ruch. Nagranie porównali z danymi uzyskanymi podczas sezonu huraganowego 2003-2004. Zaobserwowano podobny ruch termiczny, choć same trasy "małych i dużych" już się od siebie różniły (Physical Review Letters). Kellay twierdzi, że prawdziwe huragany są efektem innych zjawisk atmosferycznych, a na ich przemieszczanie się silnie wpływa ruch wirowy Ziemi. Tego wszystkiego brakuje, oczywiście, w przypadku mydlanej bańki. Mimo wszystko może ona posłużyć jako rodzaj laboratorium, gdzie sprawdza się, jak wygląda interakcja huraganów z otaczającym powietrzem.
  4. Naukowcy zwracają uwagę, że substancje antybakteryjne, coraz powszechniej dodawane do środków czystości, bardziej nam szkodzą, niż pomagają. Przede wszystkim dlatego, że przyczyniają się do powstawania superodpornych szkodliwych mikroorganizmów. Ludzie tradycyjnie jako środków czystości używają zwykłych mydeł, alkoholu, chlorowych wybielaczy czy nadtlenku wodoru. Pozwalają one utrzymywać czystość, jednocześnie likwidując nadmiar bakterii. Mydło ułatwia spłukanie tłuszczu i brudu, a wraz z nimi, bakterii. Alkohol zabija bakterie niszcząc ich ściany komórkowe, a następnie wyparowuje. Taka sytuacja nie stwarza zagrożenia dla naszego zdrowia. Inaczej ma się sprawa z coraz bardziej popularnymi środkami z dodatkiem czynników bakteriobójczych. Najczęściej działają one w ten sposób, że zabijają bakterie i tworzą warunki, w których te przez jakiś przynajmniej czas nie mogą się rozwijać. Nie wyparowują jak alkohol, ale utrzymują się na przetartych nimi powierzchniach. Bakterie, które nie zginęły wskutek działania tych środków, poddawane są przez dłuższy czas działaniu szkodliwych dla nich czynników i, by przeżyć, mutują. Następnie przekazują swoje umiejętności przeżycia kolejnym pokoleniom. I tak w miarę czasu sami „hodujemy” odporne superbakterie. Gdy wytworzą one odporność na substancje obecne w niektórych mydłach czy środkach do czyszczenia, mogą też uodpornić się na niektóre antybiotyki. Naukowcy w laboratoriach zauważyli pojawienie się takiej odporności u bakterii, które poddano działaniu triclosanu (5-chloro-2-(2,4-dichlorofenoksy)-fenolu). Jest to środek chemiczny dodawany do mydeł czy past do zębów. U bakterii, które przez dłuższy czas poddano jego działaniu, zauważono wytworzenie się odporności na izoniazyd, szeroko stosowany lek przeciwgruźliczy. Co prawda efekt ten zaobserwowano tylko w laboratorium, ale niewykluczone, że występuje on też w domu, a po prostu dotychczas przeprowadzono zbyt mało odpowiednich badań, by to stwierdzić. Co więcej przed kilkoma miesiącami uczeni stwierdzili, że triclosan nie tylko szybko rozkłada się w kontakcie z chlorowaną wodą wodociągową (więc jego skuteczność jest dyskusyjna), ale łączy się z chlorem i może przekształcić się w szkodliwy chloroform. Sam triclosan jest znajdowany często w rzekach, do których spływają ścieki z gospodarstw domowych. W ten sposób może trafiać do roślin uprawnych, które później spożywamy. Zwiększa przy okazji odporność bakterii, które się z nim zetkną. Triclosan znaleziono też w ludzkim mleku. Na szczęście w dawkach, które nie są szkodliwe dla niemowląt. Należy jednak być ostrożnym, gdyż część badań sugeruje, że substancja ta negatywnie wpływa na układ hormonalny szczurów. Kolejnym argumentem, który może przemawiać za rezygnacją ze środków antybakteryjnych jest fakt, że, zdaniem naukowców, nie wnoszą one nic pozytywnego. Zwykłe mydło jest równie skuteczne. I właśnie ono powinno być wykorzystywane w naszych domach. Środki bakteriobójcze należy zostawić szpitalom, uważa biolog molekularny John Gustafson z New Mexico State University.
  5. Olejki lawendowy i z drzewa herbacianego, które wchodzą w skład części mydeł, szamponów, żelów do włosów i mleczek do ciała, mogą u chłopców powodować powiększenie piersi. Wymienione olejki roślinne powiązano z nienormalnym wzrostem gruczołów sutkowych u 3 chłopców. Udało się go odwrócić, gdy przestali stosować zawierające je preparaty — tłumaczą dr Clifford Bloch i zespół ze Stowarzyszenia Endokrynologii Pediatrycznej w Greenwood Village. W artykule opublikowanym na łamach New England Journal of Medecine naukowcy sugerują, że olejki mogą działać w podobny sposób jak estrogen i hamować aktywność męskich hormonów płciowych. Te ostatnie odpowiadają za wykształcenie "samczych" cech i zapobiegają wzrostowi tkanki piersi. Raport wzbudza uzasadnione obawy, ponieważ olejek lawendowy i herbaciany są legalnie sprzedawane w czystej postaci, ponadto dodaje się je do coraz większej liczby produktów, w tym do szamponów, żelów do włosów, mydeł i lotionów do ciała. Czy olejki wywołują podobne zaburzenia hormonalne u dziewczynek w wieku przedpokwitaniowym, nastolatek w okresie dojrzewania i u dorosłych kobiet, na razie nie wiadomo. Zespół Blocha podkreśla, że czasowe powiększenie piersi jest powszechne u dojrzewających chłopców, natomiast bardzo rzadko odnotowuje się je w normalnych warunkach u chłopców, którzy nie weszli jeszcze w okres pokwitania. Amerykanie obserwowali 3 zdrowych poza tym chłopców w wieku 4, 7 i 10 lat.
  6. Prawidłowe mycie rąk zwykłym mydłem i wodą jest tak skuteczne, jak czyszczenie ich specjalnymi preparatami czy mydłami antybakteryjnymi. Dr Anthony Komaroff z Harvard Health Letter mówi, że badania wykazały, iż mycie rąk wodą i mydłem przez 15 sekund usuwa 90 procent bakterii. Wielu ludzi myje jednak dłonie za rzadko lub całkowicie je osusza. W wywiadzie telefonicznym 90% uczestniczących w sondażu Amerykanów przyznało, że umyłoby ręce po skorzystaniu z publicznej toalety. Kiedy jednak naukowcy obserwowali realne zachowania ludzi, okazało się, że postępuje tak tylko 75% mężczyzn i 90% kobiet. Komaroff twierdzi, że żele na bazie alkoholu mogą być doskonałą alternatywą dla mydła, ale ludzie nie wiedzą, jak ich prawidłowo używać. Trzeba wycisnąć na dłoń kilka "porcji" żelu i sprawdzić, czy pokrywa całą powierzchnię dłoni. Większość osób dobrze zajmuje się wnętrzem dłoni, problem pojawia się w przypadku wierzchniej strony palców i ręki. Kiedy w pobliżu nie ma bieżącej wody ani mydła, a przydałoby się zdezynfekować dłonie, żel alkoholowy jest najlepszym rozwiązaniem. Przydaje się na przykład w ciągu dnia, gdy kontaktujemy się (i podajemy rękę) z dużą liczbą osób.
  7. Żeby się obudzić, nie musisz już pić kawy czy napoju energetyzującego. Wystarczy, że biorąc poranną kąpiel, użyjesz mydła kofeinowego Shower Shock. Mydło wyprodukowano z naturalnych składników, a podstawę stanowi gliceryna. Nadano mu zapach mięty pieprzowej. Nie zawiera ono szkodliwych substancji, takich jak np. glikol polietylenowy, etanol czy dietanolamina. Kostka waży ok. 11 dag i ma, przynajmniej według producenta, wystarczyć na 12 kąpieli. Jednorazowo uwalnia się 200 miligramów kofeiny. Produkt kosztuje ok. 7 dolarów. O jego walorach można poczytać na stronie ThinkGeek.com.
×
×
  • Create New...