Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Ksen

Users
  • Content Count

    144
  • Joined

  • Days Won

    2

Everything posted by Ksen

  1. Problem w tym, że ciemne coścoś to nie próba rozwiązania równań, tylko wprowadzenie krasnoludka. Ciemna matera = krasnoludek Ciemna energia = krasnoludek miesza pałą.
  2. Mnie chodzi o to, że rozwiązanie paradoksu Zenona zostało dokonane dzięki rachunkowi różniczkowemu, ale rachunek różniczkowy nie powstał po to, aby owe paradoksy wytłumaczyć. To się stało przy okazji. I tak, teoria flogistonu była całkiem dobra, ale nie pożegnaliśmy się z nią bez żalu. P. Lavoisier był publicznie ośmieszany. Obecnie jesteśmy w podobnej sytuacji. Ciemna materia i ciemna energia sprawia, że, jak to zostało ładnie ujęte, „cała nasza materia powinna zostać uznana za nieistotną statystycznie”. Jakoś nikogo to nie szokuje, a takie hipotezy jak TeVeS czy MiHsC są odrzucane niemal a priori, co jako żywo przypomina okres porzucania teorii flogistonu. Może by tak zająć się czymś innym, a rozjaśnienie wszechświatowej ciemnoty pojawi się kiedyś, przy okazji.
  3. Gorzej, gdy takie "robocze" hipotezy zczynają być uważane za jedyne rozwiązania. Skąd wiemy, że w ogóle istnieje coś takiego jak ciemne coścoś? Bo równania się nie zgadzają?! Doprawdy, mamy szczęście, że w ubiegłych wiekach nie stosowano takich kruczków! Inaczej ciągle byśmy uczyli się o jedynie słusznych teoriach flogistonu i eteru...
  4. Wybacz, ale sam zacząłeś: "Ciemna materia i ciemna energia to obecnie bardzo szerokie terminy - w które w szerokim sensie możemy władować wszystko - więc coś pewnie jest prawdą." To jest dowodzenie bylejakie! Choroba współczesnych naukowców. Paradoksy Zenona czekały tysiące lat na rozwiązanie, twierdzenie Fermata - kilkaset, a dzisiejszym naukowcom wydaje się, że każdy postawiony przez nich problem musi być natychmiast rozwiązany. Więc oferują rozwiązania bylejakie, wypuszczają z siebie pierdoły, kreując się na wielkich magów nauki. Każdy chce, by go uważano za conajmniej Einsteina! Nauka polega przede wszystkim na zadawaniu i kolekcjonowaniu pytań. Jeżeli będziemy usiłowali gmach nauki budować z odpowiedzi, rychło się przekonamy, że jest to tylko partackie rusztowanie, obejmujące śmieszny wycinek rzeczywistości i do tego, sypiące się przy byle wstrząsie. Ciemne - różne takie - są przykładem zastępowania trudnych pytań przez pseudo-definicje dowodzące jedynie ciemnoty!
  5. Zastanów się spokojnie i odpowiedz, co jest bardziej prawdopodobne: Osobowy Stwórca, który stworzył z niczego jeden Wszechświat (nawet niezbyt duży) a wszystko, co obserwujemy i odkrywamy to po prostu dostarczane nam nowe zabawki edukacyjne. Nieskończony Wszechświat, w którym w każdym kwancie czasu i punkcie przestrzeni wciąż powstają, z niczego (!), nowe nieskończone Wszechświaty, a w każdy z nich, w każdym ich punkcie i kwancie czasu pączkuje itd. A może to Krasnoludek, który swoją pałą miesza w wynikach doświadczeń? Która z tych możliwości wprowadza najmniejszą ilość założeń i pojęć?
  6. Obserwacje mogą tworzyć różne interpretacje, ale rzeczywistość musi być ta sama i obiektywna. Jest to podstawą powtarzalności dowodu naukowego i jeżeli temu zaprzeczymy, to możemy od razu wyrzucić do śmietnika nie tylko przyszłe, ale i przeszłe odkrycia. Możemy od razu zacząć traktować równoprawnie samarództwo, akupunkturę, płaską Ziemię i inne czary-mary! Choć z drugiej strony, gdy wielu naukowców w swej bezradności, wybiera drogę na skróty i zaczyna bredzić o wieloświecie, teorii strun, czarnej materii i czarnej energii, "odkrycie" nieobiektywnej rzeczywistości jest tylko kropką nad "i". Ostatni wychodzący z gmachu nauki, jest proszony o zgaszenie wszelkiego światła.
  7. To jest, proszę państwa skutek braku nauczania logiki w szkołach. Rozumowanie uczonych z tego artykułu można sprowadzić do następującego wnioskowania: Istnieje obiektywna rzeczywistość ⇒ w tej rzeczywistości zachodzą obiektywne zdarzenia ⇒ tych obiektywnych zdarzeń nie potrafię zinterpretować ⇒ obiektywna rzeczywistość nie istnieje.
  8. Chociaż resorpcja glukozaminy z jelit może wynosić nawet 90%, to nie wykrywa się jej we krwi obwodowej, co najprawdopodobniej jest spowodowanie traktowaniem jej w wątrobie jako wielocukier i doszczętne zmetabolizowanie. Całkiem przystępnie zostało to wyłożone w Aptekarzu, którego numer załączam, jako że, dziwnym trafem, nie sposób już znaleźć go w sieci. Strona 22-29. Można natomiast w niej znaleźć kolejne doniesienia o rzekomym dobroczynnym wpływie tego środka na organizm. Nic dziwnego, coś trzeba zrobić z naprodukowanymi zapasami. Aptekarz-2004-01-02.pdf
  9. Czy wpadli też na pomysł, jak produkować energię elektryczną bez elektrowni obciążających środowisko?
  10. Ten sam influencer będzie podawał wiadomości o bardzo różnej wiarygodności: …a wynika to najczęściej z tego, że jedni zrzynają od drugich, publikując to, co jest aktualnie chodliwe, bez specjalnego zastanawiania się nad prawdziwością swoich doniesień
  11. Zacny pomysł. Ale… można sobie wyobrazić, że te stworzonka nauczą się dobierać do makroplastikowych opakowań. A wtedy nieoczekiwane rozsypanie się w rękach butli wypełnionej keczupem stanie się najmniejszym problemem. Lepiej nie ożywiać koszmarów.
  12. Fakt, nie ma stuprocentowych zabezpieczeń. Przypuszczam, że nawet zaszycie w kodzie genetycznym takich genów, które będą jednocześnie niezbędne do funkcjonowania, a w określonych warunkach (uwolnienie specjalnej, z góry zaprojektowanej substancji) staną się zabójcze dla danego organizmu, też nie odniosłoby oczekiwanych skutków. Pomijając nawet to, że wytworzenie takiej mutacji wydaje się przekraczać możliwości współczesnej genetyki, stworzonka i tak znalazłyby dla siebie odpowiedni suplement, niwelujący szkodliwe dla niego skutki genocydnej plomby. Opisywana przez Zajdla substancja miała wszelkie cechy organizmu żywego: dostosowywanie się do środowiska, przejmowanie nowych terytoriów itd. Była więc to taka animalizacja koszmarów. Pozwolę sobie użyć tutaj porównania pralniczego. Stworzenie super piorącej substancji, która będzie rozpuszczać wszystko i dostosowywać się do nowych brudów, jest jak wlanie do pralki czarciego puddingu – skończy się chińskim syndromem. Co innego w wypadku używania tego, co obecnie – wyspecjalizowanych substancji, zsyntetyzowanych na podobieństwo enzymów, które robią tylko to, do czego zostały stworzone, a potem się błyskawicznie rozkładają. I tak właśnie ma być. Podsumowując, pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że organizmy żywe będą służyć wyłącznie do produkcji odpowiednich substancji niszczących plastiki, a same będą trzymane w laboratoriach firm, które te chemikalia produkować będą. Istnieje już odpowiedni precedens: zazdrośnie strzeżony szczep E. coli, używany do produkcji ludzkiej insuliny. W tym wypadku całym sercem poparłbym działania chciwych na grosz kapitalistów…
  13. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, co uzyskał Ekwador od Wlk. Bryt. za głowę Assange.
  14. Cały artykuł brzmi strasznie groźnie, ale tak naprawdę, dla osób z naszej strefy językowej, ten atak jest mało skuteczny: https://niebezpiecznik.pl/post/ukradli-mi-tozsamosc-i-chcieli-okrasc-moja-firme-niebezpiecznika
  15. To są skutki niczym nie uzasadnionego poczucia niezależności i tradycyjnie wzmacnianej czym się da euforii młodych gniewnych.
  16. Pewnie tak samo długo, jak w wypadku amfetaminy. Przestajesz brać i wszystko z głowy wyparowuje.
  17. Co z nanocząsteczkami pochodzącymi z katalizatorów? Ongiś głośno było o pewnym azjatyckim kraju, gdzie zakazano poruszania się samochodami bez katalizatorów. Okazało się, że znacząco tam wzrósł odsetek raka płuc wywołanego drobinami metali ciężkich pochodzących z katalizatorów samochodowych.
  18. …który „śmiało można zaliczyć do najwspanialszych osiągnięć naszej cywilizacji w dziedzinie chemii stosowanej, takich jak C2H5OH, cyklon B, iperyt, herbicydy, pestycydy, DDT, LSD, detergenty, defolianty. pluton czy napalm”. Pamiętamy… Jest jednak pewna różnica. Destructex miał wnikać w subatomową strukturę materiału, a grzyb po prostu go żre od zewnątrz. Mam też nadzieję, że produkt powstały dzięki inżynierii genetycznej będzie zawierał odpowiednie zabezpieczenia.
  19. Gdzie nie przekraczał zera?! We krwi? To jest niemożliwe. Ponieważ badanie poziomu witaminy D polega na bezpośrednim zmierzeniu wartości stężenia 25-hydroksywitaminy D, czyli kalcydiolu w surowicy krwi, który określa się w nanogramach na mililitr lub w nanomolach na litr. Jeżeli więc witaminy D we krwi nie było, to jak trafiała do poszczególnych komórek? Magicznie?! Możliwe jest jednak, że od razu wykonano badanie poziomu VDBP, nie jest to jedna badanie tanie i jest to bardzo dziwne, że wykonano je od razu, bez żadnych podstaw. Opisana w artykule droga do tego odkrycia wygląda bardzo podejrzanie.
  20. Włamując się do sieci sterowania sygnalizatorami kierunku ruchu na skrzyżowaniach i ustawiając wszędzie zielone światło, można doprowadzić do o wiele większej ilości kolizji, choć niby kierujący pojazdami w każdej chwili powinni sprawować nad nimi kontrolę.
×
×
  • Create New...