Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

.:KRUK:.

Users
  • Content Count

    49
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by .:KRUK:.

  1. Serdecznie dziękujemy naukowcom za wyrażenie własnych, nieweryfikowalnych mniemań
  2. Tak, tak, ja tu już często polecałem szczególnie ujęcie Thomasa Kuhna. W inny sposób ciekawie przedstawia ten proces James Burke, znany m.in. z serialu "Connections".
  3. Dyskusja o czymś, czego być może nawet nie ma, a między ludźmi już rodzą się podziały. No normalnie nauka zaczyna dorównywać religii
  4. "Czarne dziury to prosta i nieuchronna konsekwencja dwóch faktów: istnienia grawitacji, czyli siły powszechnej i zawsze przyciągającej, oraz tego, że nic nie może poruszać się z większą prędkością niż światło. Aby zrozumieć, czym są, potrzebujemy jednego prostego pojęcia, zwanego prędkością ucieczki. Wyobraźmy sobie, że utknęliśmy na jakiejś planecie, którą bardzo chcemy opuścić. Aby to uczynić, należy wystrzelić się w górę, przeciwko sile przyciągania grawitacyjnego planety. Nie wszystko, co zostało wyrzucone w górę, spada w dół - jeśli nasza prędkość początkowa będzie wystarczająco wielka, zdołamy całkowicie oderwać się od planety. Dla każdej planety istnieje pewna minimalna prędkość, która pozwala tego dokonać, zwana prędkością ucieczki. Prędkość ucieczki zależy zarówno od masy, jak i od rozmiarów planety. Dla planety o danej masie jest tym większa, im większa jest jej gęstość. W skutek tego, kiedy planeta się kurczy, prędkość potrzebna do oderwania się od jej powierzchni wzrasta. To samo można powiedzieć o gwieździe i o dowolnym innym obiekcie. Czarna dziura to po prostu takie ciało, które kurczy się do na tyle małych rozmiarów, że prędkość niezbędna do tego, by je opuścić, przekracza prędkość światła. W tej sytuacji ani światło, ani nic innego nie może się od niej oderwać. Każda czarna dziura otoczona jest powierzchnią, poza którą nic nie może się wydostać. Taka powierzchnia nazywa się horyzontem zdarzeń lub, w skrócie, horyzontem. Każdy horyzont stanowi granicę rejonu wszechświata, jaki możemy zobaczyć. Co więcej, da się przejść przez horyzont zdarzeń, lecz jeśli już znajdziemy się wewnątrz, nigdy nie zdołamy się stamtąd wydostać. Dopóki istnieje czarna dziura, można przekroczyć tę granicę i zostać uwięzionym w środku. Z tego powodu uważamy, że horyzonty zdarzeń stanowią granice leżące w przyszłości." Lee Smolin
  5. Odnośnie końcówki ostatniej wypowiedzi. Szczerze wątpię, czy nawet w obliczu najczarniejszego scenariusza, jakim mogła by być powszechna wojna nuklearna lub drastyczne skażenie środowiska, doszłoby do zjawiska "ostatniego wymierania". Były już chwile na Ziemi gdy ginęła znakomita część życia, ale należy pamiętać, że zgodnie z tym, co wymyślił Darwin, nawet tylko jeden pozostały w istnieniu gatunek jest dobrą podstawą do odrodzenia się bogactwa różnorodności ekosystemu. Kto dziś płacze za dinozaurami? Jest to co najwyżej zajmująca ciekawostka. I podobnie, nikt nie będzie płakać po nas i po całym naszym obecnym świecie. Jeżeli kiedyś jeszcze na tej planecie powstaną istoty rozumne, które odkryją historię końca czwartorzędu, to nie przejmą się tym bardziej niż my wymarciem wielkich gadów. Oczywiście warto troszczyć się o porządek we własnym domu, jakim jest dla nas Ziemia, a przede wszystkim, co zapewne uwarunkowane jest genetycznie, o własne w nim przeżycie, niemniej nie przeceniałbym roli gospodarza, jaką pełnimy. Za milion, może dwa lata już nawet szkło się nie ostanie, a czym tak naprawdę są te dwa miliony dla planety? Żal też braci mniejszych, otaczające nas zwierzęta i rośliny, ale ileż to gatunków przed nimi pochłonął czas? Ponownie: kto ze szczerym smutkiem wspomina mamuta? Do współcześnie żyjących czujemy empatię, bo są sąsiadami, dalszą rodziną, którą chcąc lub nie chcąc krzywdzimy. Ale to tylko przejaw działania ludzkiej psychiki, wzór jaki przekładamy na coraz to szerszy zakres otaczających nas ustrojów. Ogarniamy świadomością więcej świata, więc przesuwają się granice zasięgu pewnych mechanizmów mentalnych. Sto lat temu (a może i jeszcze dziś), na wsi wyśmiano by każdego, kto odmówiłby zjedzenia mięsa "bo kura cierpi". I tak właśnie sympatyzujemy obecnie nie tylko ze współplemieńcami, ale całym środowiskiem za sprawą rozszerzonej wrażliwości. Podsumowując, wyzysk planety jaki stosuje dziś wobec niej człowiek jest czymś zupełnie zwyczajnym w tym sensie, że przy wszelkich okolicznościach jakie wystąpiły w trakcie ewolucji wpierw gatunku ludzkiego, a później jego kultury, ktoś z zewnątrz, jak mi się zdaje, mógłby się spodziewać zaistniałej sytuacji. Emocje z tym związane są również zrozumiałe, ponieważ boimy się własnej śmierci, śmierci najbliższych oraz utraty mienia (śmierci zwierząt i roślin oraz utraty bezpiecznego domu - Ziemi). Podejrzewam jednak, że gdyby nasz glob mógł wydać osąd w tej sprawie, powiedziałby jedynie "Phi, widziałem dużo więcej!" i przestał by się nią nie zajmować. Martwmy się więc jedynie o siebie jako część życia, bo ono jako całość zawsze sobie jakoś poradzi. Dziękuję i pozdrawiam!
  6. Gorąco polecam książkę Rogera Foutsa "Najbliżsi krewni", w której opisuje on swój udział w projekcie Washoe. Polegał on na nauczeniu szympansicy o takim właśnie imieniu języka migowego. Książka jest niezwykle interesująca, pouczająca i momentami wręcz wzruszająca.
  7. Niepowtarzalne w skali znanego nam świata urządzenie, raz na biliard wygenerowanych zdarzeń daje wyniki sugerujące istnienie hipotetycznej cząsteczki. Pewność nauki jest w tym miejscu przytłaczająca. Ale kim my jesteśmy, żeby... itd.
  8. Fajnie, że wojna przenosi się z płaszczyzny fizycznej na cybernetyczną. Oby w jak największym stopniu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że masy i tak mogą cierpieć w wyniku jej przebiegu. Ale w sumie to chyba dobry kierunek z punktu widzenia jednostki.
  9. Cóż za bezwstydna ingerencja w dobór naturalny. A pewnie, dokarmiajcie zimą sikorki. Rozsypujcie lek na wściekliznę.
  10. Polecam lekturę T. Kuhna - "Struktura rewolucji naukowych". Tak a propos dyskusji, która się rozwinęła.
  11. Taktyka. Na całe przedsięwzięcie poszły miliardy, więc najmniejszy cień sukcesu należy rozpropagować. A o później ogłoszonych wątpliwościach dowiedzą się już tylko naprawdę zainteresowani. Coś jak w polityce - obrzucić kogoś błotem, zniszczyć mu wizerunek na pierwszych stronach gazet a tydzień później przeprosić małym drukiem na przedostatniej stronie.
  12. Po raz kolejny moja chora wyobraźnia stworzyła myślowego mutanta - odrzutowce F16 na baterie słoneczne! To byłby hit!
  13. Jeżeli to się uda, za ileśtam lat będziemy mówić: "Tak, pamiętam czasy jak zaczynały chodzić głosy, że nad czymś takim pracują. No a dziś, drogie dzieci, sami widzicie - codzienność."
  14. No dobra, przyznaję się - ja też nie wiem o co chodzi Markowi. Do tego chyba obejrzałem zbyt dużo Monty Pythona i nie mogłem się powstrzymać przed kontynuowaniem absurdu
  15. Zgadzam się z Markiem Zielińskim, to niewyobrażalne, aby w dzisiejszych czasach odbierano człowiekowi jego podstawowe prawa. Tym bardziej po ostatnich wydarzeniach, które wstrząsnęły chyba wszystkimi z nas, wielu ludzi powinno przemyśleć jakimi ideałami się kierują i jakie mogą być konsekwencje ich postępowania.
  16. Ja pomyślałem o mieszkaniu w czymś takim. Coś jak wakacje na łodzi i podróż wzdłuż wybrzeża, tylko że... kilka kilometrów nad ziemią. Mały pokoik za kokpitem, zapas jedzenia i potężna lorneta. Up we go!
  17. A może jest prostsza, ponieważ coraz częściej tworzą ją ludzie bez wykształcenia muzycznego? Dostępność i łatwość obsługi narzędzi (bo już chyba nie instrumentów) do tworzenia muzyki jest oszałamiająca, jak też możliwość dotarcia do odbiorcy. Praktycznie każdy może coś zrobić i opublikować, a robi jak potrafi - przeciętnie. Prawdziwa nauka gry na instrumencie muzycznym to lata żmudnych, codziennych ćwiczeń. Nawet po tym o wirtuozerii mogą myśleć jedynie nieliczni. Niestety świat w swym rozwoju idzie również w tę stronę, że pomimo wielu ułatwiających życie wynalazków, dzięki którym teoretycznie powinniśmy mieć więcej czasu, faktycznie mamy go dla siebie coraz mniej. W związku z tym szansa na wykształcenie zdolnego, oryginalnego muzyka maleje.
  18. "Fajnie jest z nami pracować." jest równie wymowne co "Jeśli masz w życiu kilka, nazwijmy to wpadek, nie przejmuj się." Słyszysz coś takiego od agenta bezpieczeństwa narodowego i wiesz, że to nie będzie nudny rok.
  19. Gorąco polecam książkę "Najbliżsi krewni" Rogera Foutsa. Opisuje on bezprecedensowy przypadek szympansicy Washoe, która nauczyła się posługiwać amerykańskim językiem migowym tak dobrze, że autor mógł z nią swobodnie przeprowadzać dość złożone dialogi. Wbrew temu co powszechnie sądzi się o zdolnościach posługiwania językiem przez zwierzęta, Washoe potrafiła "mówić" o rzeczach, których aktualnie nie widziała, a nawet najzwyczajniej w świecie zmyślać dla osiągnięcia własnych celów! Książka otwiera oczy na złożoność psychiki przedstawicieli tego gatunku małp i w jej świetle oglądanie powyższego filmu nie jest ani dobrą zabawą, ani interesującą ciekawostką. Ludzie pozamykali w klatkach istoty myślące, odnajdujące się w tej sytuacji prawdopodobnie dokładnie tak samo, jak odnaleźli by się oni. Czyli źle.
  20. Oj, chodzi tylko o to, żeby mieć poprawne spojrzenie na wiedzę naukową. Zapewne większość ludzi traktuje ją jako ostateczny werdykt w większości kwestii, i z pewnością w pewnym ograniczonym sensie takowym jest. Niemniej warto jednak widzieć cały obraz.
  21. Jak dla mnie, to już jest kabaret. Oczywiście naukowy.
×
×
  • Create New...