Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Brytyjczycy (znów) dyskutują o wspomaganym samobójstwie

Recommended Posts

Keir Starmer, brytyjski odpowiednik polskiego prokuratora generalnego, opublikował nowe zalecenia dotyczące tzw. wspomaganego samobójstwa, czyli sytuacji, w której osoba trzecia nie przeprowadza na chorym eutanazji, lecz dostarcza mu środków potrzebnych do zakończenia własnego życia. Sprawa ta nie wpłynie co prawda na prawo obowiązujące w Polsce, lecz warto ją obserwować z uwagi na postępujące stopniowo ujednolicanie się prawa krajów członkowskich Unii Europejskiej.

Najważniejszą wiadomością zawartą w dokumencie jest utrzymanie statusu pomocy w samobójstwie jako ciężkiego przestępstwa, zagrożonego karą do 14 lat więzienia. Opublikowane zalecenia wymieniają jednak szereg okoliczności łagodzących oraz sytuacji, w których osoby podejmujące się pomocy w samobójstwie mają być ścigane ze szczególnym zaangażowaniem.

Jak wynika z publikacji, rozpoczęcia śledztwa można uniknąć, gdy pomoc w samobójstwie jest motywowana wyłącznie współczuciem, a "pomocnik" próbował wcześniej przekonać chorego do rezygnacji ze śmierci na własne życzenie. Organy ścigania mają także traktować łagodniej osoby, które pomagają zakończyć życie ludziom, którzy wyrażają jasną, dobrowolną i świadomą wolę popełnienia samobójstwa, oraz gdy po śmierci chorego podejmuje się aktywną współpracę z organami ścigania. Usunięto za to stary zapis, zgodnie z którym bardziej prawdopodobne było umorzenie śledztwa w stosunku do przyjaciół lub członków rodziny zmarłego. 

Szczególnie surowe ma być za to postępowanie organów ścigania w sytuacji, gdy ofiara nie jest w stanie wyrazić jasno własnego stanowiska na temat popełnienia samobójstwa oraz gdy sprawa dotyczy śmierci osób w wieku poniżej 18 lat. Starmer zaznacza także, że niedopuszczalne jest wspomaganie samobójstwa w sytuacji, gdy nie próbuje się wcześniej udzielić pomocy choremu, oraz wywieranie przez "pomocnika" presji na popełnienie samobójstwa. Według zaleceń, szczególną uwagę należy też zachować w sytuacji, gdy istnieją dowody, że osoba zaangażowana w samobójstwo dopuściła się wcześniej przemocy fizycznej lub psychicznej wobec ofiary.

Jak nietrudno przewidzieć, opublikowany dokument wywołał w Wielkiej Brytanii niemałą burzę. Co prawda nic nie zapowiada wprowadzenia podobnych regulacji w Polsce, lecz warto obserwować wydarzenia z innych krajów, ponieważ poważna debata na ten temat jest w naszym kraju najprawdopodobniej tylko kwestią czasu. Niezależnie od przekonania społeczeństwa jest to sprawa niezwykle ważna, ponieważ nasze prawo... w ogóle nie przewiduje procedury wspomaganego samobójstwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szanowny autorze newsa, w Polsce ta sprawa nie wywoła reperkusji, bo w Polsce za zabójstwo eutanatyczne grozi nie 14 lat, tylko od 3 miesięcy do maksymalnie 5 lat i nie tylko za pomoc w stylu dostarczenia środków, a za czynne zabójstwo chorego pod wpływem współczucia dla niego i na jego żądanie. Nie ma też w polskim artykule obowiązku obowiązku przekonywania do rezygnacji z zamiarów. Co więcej w wyjątkowych sytuacjach polski sąd może całkowicie odstąpić od wymierzenia kary (art 150 kk). Warto takie rzeczy sprawdzać, gdy postanawia się dorzucać kamyczki do krajowego ogródka, bo inaczej wychodzi kopalnia niewiedzy ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozwinę jeszcze kwestię i dodam, że w Polsce względnie łagodna karalność eutanazji nie jest nowością. Tak było już przed wojną. Art. 227 Kodeksu karnego z 1932 r. stanowi: "kto zabija człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego podlega karze więzienia do lat 5 lub aresztu."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo przepraszam, ale samobójstwo wspomagane to nie pozbawienie kogoś życia (taki czyn nazywamy eutanazją i zgadzam się: istnieją paragrafy przewidujące taki sposób zabójstwa), tylko dostarczenie osobie środków potrzebnych do dobrowolnego zakończenia własnego życia. Samobójstwo wspomagane, wbrew swojej nazwie, nie jest zabójstwem jako takim, bo osoba trzecia nie pozbawia nikogo życia. Mało tego - dla zajścia samobójstwa wspomaganego nie jest konieczne nawet namawianie do samobójstwa, dzięki czemu taki czyn może być wyjęty spod kolejnego paragrafu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tekście napisał Pan, że "Najważniejszą wiadomością zawartą w dokumencie jest utrzymanie statusu pomocy w samobójstwie jako ciężkiego przestępstwa, zagrożonego karą do 14 lat więzienia."

 

I zgoda. Tylko, że w Polsce za coś więcej, czyli za pełne zabójstwo eutanatyczne, grozi zdecydowanie mniej i to od lat. Podobną sankcją zagrożona jest za pomoc w samobójstwie (151 kk, czyli ogólna regulacja jest), a względy żądania i współczucia w praktyce oznaczają maksymalnie wyrok w zawiasach. Nie znam danych penitencjarnych, ale myślę, że liczba osadzonych za tego typu czyny w "okolicznościach eutanatycznych" wynosi 0.

 

Zatem w polskim prawie jest pełna regulacja, bo te przepisy wystarczają do osądzenia takich sytuacji jak opisane. O braku uregulowań może pisać np. ktoś, kto chciałby zezwolenia i specjalnej procedury, jak to ma się odbywać, pod jakim nadzorem, w jakiej kolejności, w jakiej formie żądanie, ale w sytuacji zakazu, takie przepisy są bezprzedmiotowe. Regulacja polska z jednej strony nie daje poparcia tym czynom, a z drugiej, każe zważyć okoliczności i w bardzo szczególnych sytuacjach zaleca nie karać za nie w ogóle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No dobrze, ale gdzie ja we wspomnianym zdaniu napisałem, że w Polsce traktowanie także jest ostre? Nie widzę w swoim artykule takich słów - napisałem jedynie o prawie brytyjskim i o tym, że w Polsce nie istnieją osobne regulacje dla samobójstwa wspomaganego.

 

Co do art. 151, samobójstwo wspomagane nie polega na doprowadzeniu do targnięcia się na życie, bo plan popełnienia samobójstwa ma już sam samobójca. Samobójstwo wspomagane polega na tym, że osoba, która już chce popełnić samobójstwo, otrzymuje środki, dzięki którym śmierć, do której i tak by doszło, jest mniej bolesna. Oskarżonym może się dzięki temu udać linia obrony oparta na tym, że nie doprowadzono do śmierci, tylko uczyniono ją mniej bolesną (z kolei paragraf dot. zabójstwa z litości odpada, bo nie ma zabójstwa i powstaje w ten sposób luka).

O braku uregulowań może pisać np. ktoś, kto chciałby zezwolenia i specjalnej procedury, jak to ma się odbywać, pod jakim nadzorem, w jakiej kolejności, w jakiej formie żądanie, ale w sytuacji zakazu, takie przepisy są bezprzedmiotowe.

Wprost przeciwnie. Bardzo potrzebne są przepisy, dzięki którym możliwe będzie jednoznacznie i automatyczne określenie, czy dany przypadek jest objęty zakazem, czy też nie. Podkreslam jeszcze raz: art. 151 dotyczy doprowadzenia do (czyli bezpośredniego spowodowania) samobójstwa, tymczasem samobójstwo wspomagane w bardzo wielu (jeśli nie we wszystkich) przypadkach dotyczy sytuacji, w której samobójca i tak by ze sobą skończył, tylko bardziej nieudolnie i boleśnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
No dobrze, ale gdzie ja we wspomnianym zdaniu napisałem, że w Polsce traktowanie także jest ostre?

 

A gdzie ja napisałem, że Pan tak napisał? Owszem, odniosłem wrażenie, że raczej jest Pan w tej kwestii liberalny, ale nie napisałem tego. Pan chyba też odniósł wrażenie, że ja odniosłem wrażenie :D.

 

Bardzo potrzebne są przepisy, dzięki którym możliwe będzie jednoznacznie i automatyczne określenie, czy dany przypadek jest objęty zakazem, czy też nie.

 

Po kolei. Art. 150 reguluje zabójstwo eutanatyczne, czyli X zabija Y, na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego.

151 reguluje doprowadzenie do targnięcia się na własne życie poprzez podżeganie lub pomoc. Nie musi być więc podżeganie i pomoc jednocześnie, gdyż może być tylko jedno lub tylko drugie. Może zaistnieć sytuacja, że Y chce, X go nie namawia, ale na wszelki wypadek informuje, gdzie położył dobrą trutkę. Pomoc taka może pozostawać w związku z motywem eutanatycznym, od którego różni się tym, że w tym przypadku, to ofiara sama podejmuje zamach na własne życie, a sprawca jest jedynie "ułatwiaczem". Art. 151 ustanawia samodzielne przestępstwo, które ma miejsce nawet, gdy ofiara jest nieudolna i skończy się tylko na usiłowaniu. Poza tym X przy udzielaniu pomocy wcale nie musi chcieć, by Y z niej skorzystał, może przynieść trutkę np. w dogodne miejsce i powiedzieć o tym komuś, o kim wie, że chce się zabić. Może myśleć: "niech leży na widoku, będę miał ją na wszelki wypadek na szczury, a jeśli użyje jej sąsiad, o którym wiem, że ma myśli samobójcze, to trudno, kupię drugą". W przepisie nie ma mowy o motywach tego, kto samobójstwa próbuje, więc może być to motyw ulżenia sobie w cierpieniu.

 

art. 151 dotyczy doprowadzenia do (czyli bezpośredniego spowodowania) samobójstwa

 

Nie do samobójstwa, tylko targnięcia się na własne życie, więc nie musi wystąpić śmiertelny skutek dla bytu tego przestępstwa.

 

samobójstwo wspomagane w bardzo wielu (jeśli nie we wszystkich) przypadkach dotyczy sytuacji, w której samobójca i tak by ze sobą skończył, tylko bardziej nieudolnie i boleśnie.

To co by zrobił, nie ma znaczenia, bo nigdy nie wiadomo, czy rzeczywiście by zrobił. Zawsze mogłoby mu się odwidzieć, albo wcześniej mogłoby się wydarzyć trzęsienie ziemi i byłoby szybkie "trach". A może już biegli lekarze z nowym przełomowym lekiem profesora Baltazara Gąbki, który w ostatniej chwili by go uzdrowił? Podobnie gangster "kiełbasa" nie mógłby się skutecznie tłumaczyć, że tego, kogo on zabił z pistoletu, gangster "polędwica", który był obok, poćwiartowałby żywcem, więc "kiełbasa" tak naprawdę zrobił ofierze dobrze. BTW - każdy kiedyś umrze, a zabójcy tylko zmieniają daty na nagrobkach.

 

Poproszę o konkretny przykład sytuacji, w której jest luka. Ja twierdzę, że luki nie ma.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na wstępie, bo zapomniałem o tym ostatnio napisać: żaden ze mnie Pan :D Proponuję, żebyśmy trzymali się w Kopalni tej konwencji, chyba, że Tobie/Panu to przeszkadza ;)

 

151 reguluje doprowadzenie do targnięcia się na własne życie poprzez podżeganie lub pomoc. Nie musi być więc podżeganie i pomoc jednocześnie, gdyż może być tylko jedno lub tylko drugie.

Ale art. 151 mówi bardzo wyraźnie o spowodowaniu samobójstwa. Oznacza to np. sytuację, w której podłoży się osobie, która ma depresję (choć samobójstwa nie planuje), jakieś zdjęcie przywołujące przykre wspomnienie oraz nóż kuchenny. Tymczasem przygotowanie np. śmiertelnej dawki leków osobie, która i tak chce się zabić (szczególnie, gdy chce to zrobić w sposób bolesny i uciążliwy, np. poprzez uduszenie się), ciężko nazwać spowodowaniem samobójstwa.

W przepisie nie ma mowy o motywach tego, kto samobójstwa próbuje, więc może być to motyw ulżenia sobie w cierpieniu.

Oczywiście, że nie. Ale znów podkreślam: ten przepis dotyczy sytuacji, w której pomocnik rzeczywiście doprowadzi do tego, że dana osoba targnie się na swoje życie. Używając innego przykładu: czy jeżeli poprosisz kumpla, żeby pożyczył Tobie klucz, bo odkręcanie nakrętek idzie Tobie strasznie opornie z użyciem kombinerek, to czy kumpel spowoduje odkręcenie tych nakrętek, czy tylko je ułatwi? Albo jeżeli człowiek sprzeda broń zabójcy (nawet jesli będzie wiedział, że planowane jest morderstwo), to czy ten człowiek odpowie za spowodowanie morderstwa, czy raczej za współudział? Właśnie na tym polega różnica pomiędzy wspomaganiem samobójstwa oraz jego spowodowaniem.

To co by zrobił, nie ma znaczenia, bo nigdy nie wiadomo, czy rzeczywiście by zrobił.
W dokładnie ten sam sposób można powiedzieć, że nie można nazwać przyniesienia śmiertelnej dawki leków pomocą w samobójstwie, bo przecież nigdy nie wiadomo, czy samobójca z niej skorzysta, więc nie można tego nazwać pomocą, tylko pechowym zbiegiem okoliczności.
Poproszę o konkretny przykład sytuacji, w której jest luka. Ja twierdzę, że luki nie ma.
Napisałem wcześniej: prawo nie uwzględnia sytuacji, w której samobójca i tak planuje samobójstwo. Kluczowe jest więc słowo "doprowadza", bo wynika z niego, że pomoc musiałaby mieć charakter środka, który sprawi, że osoba, ktora nie planowała samobójstwa, popełni je.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ale art. 151 mówi bardzo wyraźnie o spowodowaniu samobójstwa. Oznacza to np. sytuację, w której podłoży się osobie, która ma depresję (choć samobójstwa nie planuje), jakieś zdjęcie przywołujące przykre wspomnienie oraz nóż kuchenny. Tymczasem przygotowanie np. śmiertelnej dawki leków osobie, która i tak chce się zabić (szczególnie, gdy chce to zrobić w sposób bolesny i uciążliwy, np. poprzez uduszenie się), ciężko nazwać spowodowaniem samobójstwa.

W artykule 151 słowo spowodowanie w ogóle nie pada:

Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Jeżeli poprosisz kumpla, żeby pożyczył Tobie klucz, bo odkręcanie nakrętek idzie Tobie strasznie opornie z użyciem kombinerek, to czy kumpel spowoduje odkręcenie tych nakrętek, czy tylko je ułatwi?

Oczywiście, że ułatwi. Słowo spowodować wprowadziłeś sam. W artykule mowa jest o doprowadzeniu do targnięcia się poprzez udzielenie pomocy w tymże targnięciu się np.  przez dostarczenie trucizny. W Twoim przykładzie pożyczenie klucza (czyli pomoc) doprowadza do tego, że nakrętki zostają wreszcie przez odkręcającego odkręcone.

Albo jeżeli człowiek sprzeda broń zabójcy (nawet jesli będzie wiedział, że planowane jest morderstwo), to czy ten człowiek odpowie za spowodowanie morderstwa, czy raczej za współudział? Właśnie na tym polega różnica pomiędzy wspomaganiem samobójstwa oraz jego spowodowaniem.

Ale artykuł 151 właśnie dotyczy namawiania lub pomocy. Pomagając jesteś sprawcą przestępstwa polegającego na pomocy, ale sprawcą samego harakiri jest ofiara. Pierwsze jest karalne, drugie nie. Sprawca, czyli samobójca  nie jest karany nawet, gdy przeżyje.  Sedno sprawy leży w tym, że  samobójstwa można próbować zupełnie bezkarnie do skutku, a do pierdla będą chodzić za każdym razem namawiacze lub pomocnicy (teoretycznie, bo nasze sądy kochają zawiasy).

 

W dokładnie ten sam sposób można powiedzieć, że nie można nazwać przyniesienia śmiertelnej dawki leków pomocą w samobójstwie, bo przecież nigdy nie wiadomo, czy samobójca z niej skorzysta, więc nie można tego nazwać pomocą, tylko pechowym zbiegiem okoliczności.

Nie, to jest pewien hazard. Jeśli mieszkasz w bloku na 10 piętrze i wyrzucisz z okna choinkę, to jeśli akurat ktoś nadejdzie, to bekasz za to, „bo mogłeś i powinieneś był, to przewidzieć”.  I nie powiesz, że jak wyrzucałeś, to jeszcze go tam nie było. Prawo zakłada, że normalny obywatel przewiduje skutki swojego zachowania, a jeśli nawet nie przewidywał, a powinien był przewidzieć, to wina może polegać na niezachowaniu ostrożności. To jest trochę inna sytuacja niż w tym artykule o samobójstwie, ale zauważ, że można odpowiadać nawet za coś czego się nie chciało, pod warunkiem, że było się obowiązanym, do większej ostrożności i przewidzenia tego, co się może stać przy ściągnięciu danego niebezpieczeństwa. Podstawą do tego jest art. 9 kk.:

§  1. Czyn zabroniony popełniony jest umyślnie, jeżeli sprawca ma zamiar jego popełnienia, to jest chce go popełnić albo przewidując możliwość jego popełnienia, na to się godzi.

§ 2. Czyn zabroniony popełniony jest nieumyślnie, jeżeli sprawca nie mając zamiaru jego popełnienia, popełnia go jednak na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że możliwość popełnienia tego czynu przewidywał albo mógł przewidzieć.

Zauważ,  że mamy tu 4 możliwości, po dwie w każdym paragrafie. W § 1 mamy następujące opcje:

- sprawca ma zamiar, czyli chce

- sprawca może nie chce tego, ale robi, to co robi i wisi mu to jakie będą tego skutki. To jest przestępstwo umyślne, a treścią umysłową, jest przewidywanie tego, co pewnie nastąpi i godzenie się na to.  Przykład:  sprawca nie lubi szefa, a wie, że szef ma domek rekreacyjny na działce i często tam nocuje w lipcu. Pewnej lipcowej nocy mówi „spalę to” po czym idzie i podpala domek o 3 w nocy. Sprawca nie wie, czy szef tam jest, czy nie, ale mówi sobie, „cóż przyszedłem spalić chatę, ale jak przy okazji spalę i jego, to trudno”. W tej sytuacji przestępstwo sfajczenia chaty objęte jest zamiarem bezpośrednim, a szefa ewentualnym.

W  § 2 masz 2 opcje w ramach nieumyślności:

- jeżeli sprawca nie mając zamiaru spowodowania określonego skutku, powoduje go jednak, gdyż nie zachował ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że możliwość popełnienia tego czynu przewidywał.  Np. pielęgniarce odrywają  się etykiety od leku, a buteleczki są podobne, zauważa to i nie jest pewna, który jest, który, ale  „kobieca intuicja, która nigdy jej nie zawodzi,  stanowczo podpowiada jej, że ten prawy, to był dla tego pana z wąsem, a  lewy dla pani w piżamie w kropki”. Niestety okazuje się, że się pomyliła i pan z wąsem odwalił kitę. Odpowiada ona wtedy za swoją lekkomyślność.

- jeżeli sprawca nie mając zamiaru popełnienia czynu zabronionego, popełnia go jednak na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że możliwość popełnienia tego czynu mógł przewidzieć (nawet nie brał, pod uwagę, nawet nie było tego zawahania, co u pielęgniarki). Np. wyrzucasz niedopałek w lesie na suchym podłożu i wydaje Ci się, że zgasł, nawet nie pomyślałeś, że jeszcze się tli, ale nie upewniasz się i nie przydeptujesz i przez to las idzie z dymem. Inny przykład:  niedouczony lekarz zamienia pod czas operacji nerkę z wątrobą. Tu chodzi o niedbalstwo (powinien się był lepiej nauczyć, które jest które).

Reasumując są 4 możliwości: chcenie, godzenie się, lekkomyślność i na końcu niedbalstwo. 

prawo nie uwzględnia sytuacji, w której samobójca i tak planuje samobójstwo.

Ależ uwzględnia i to jest właśnie art. 151. Określenie „przez udzielenie pomocy”  obejmuje zakresem, właśnie sytuację, gdy ofiara już chciała, się zabić, a „wujek dobra rada” powiedział jej jak lub przyniósł nabitą giwerę i położył na stole odchodząc bez słowa, godząc się na to, że ofiara skorzysta ze sposobności. Podobnie Ty jeśli podwieziesz kolegę na miejsce włamu i z powrotem, wiedząc po co jedziecie, to jesteś pomocnikiem i nie tłumaczy Cię, że „przecież mógł wziąć taksówkę”. Mógł, ale nie wziął, liczy się to, co było, a nie to, co mogło być. Podobnie diler Krzysiek złapany na gorącym uczynku sprzedaży amfy okolicznemu ćpunkowi Pawłowi, nie może się uchylić od odpowiedzialności za handel, twierdząc, że „jak nie ja, to Mirek, Grzesiek lub Donek na pewno by mu sprzedali, bo kto chce kupić, ten i tak kupi”. W ten sposób, żaden diler nigdy by nie odpowiadał za handel. W przepisie 151 jest napisane „przez udzielenie pomocy”, a nie „przez udzielenie pomocy, bez której nie można się było obejść”. Mało jest ludzi i rzeczy całkowicie niezastępowalnych.

 

Co do kwestii doprowadzenia, to nie trzeba chcieć doprowadzić, by doprowadzić. Np. Misza i Wołodja grają w rosyjską ruletkę. Wypełnili w połowie bęben rewolweru i kręcą.  Jeśli Miszy trafi kula, to Wołodja przejmuje jego majątek.  Misza bynajmniej nie chce doprowadzić do zabicia się. Naciska cyngiel by wygrać, a nie by zginąć, ale powoduje skutek w postaci własnej śmierci. Tak samo pomocnik, który mówi, że nie chce by chory się zabił, ale jednocześnie prawą ręką podaje mu opakowanie ze stosownym specyfikiem. Ważniejsze w tym przypadku jest, co robi, a nie co mówi. Taki ktoś, kto mówi „nie zabijaj się”, podając jednocześnie opakowanie z trucizną, to poza wszystkim ciekawy egzemplarz. Jego podejście przypomina człowieka, który skacze z 15 piętra  i krzyczy „kocham  życie” :D.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Alku, bardzo krótko, żeby nie przeciągać: masz sporo racji, ale zapominasz ciągle o słowie "doprowadza do" (które jest w zasadzie synonimiczne z "powoduje"). Dostarczając leków osobie, która i tak planuje skończenie ze sobą, nie powodujesz samobójstwa, a tylko czynisz je szybszym i mniej bolesnym. Dokładnie na tej samej zasadzie, wbrew temu co mówisz, dostarczenie klucza nie powoduje odkręcenia śrubek, tylko czyni je prostszym.

 

Mimo to mam wrażenie, że nie dojdziemy do porozumienia, więc chyba nie ma sensu dalej dyskutować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No dobrze, czlowiek nie jest w stanie sam popelnic samobojstwa, lecz tego swiadomie chce- to jest jego decyzja i jako czlowiek wolny ma prawo do samobojstwa tak samo jak ma prawo do kazdej innej pomocy podczas "czekania na smierć". Czego osoba chcaca popelnic samobojstwo, lub posredniczaca rodzina nie pozwie szpitala lub sadu na podst. tego, ze prawo ogranicza jego wolnosc i wystawia ta osobe na "wieczne cierpienie" w tym wyjatkowym przypadku ..

Czlowiek w normalnym stanie decyduje o samobojstwie i poprostu to wykonuje.. Moze zmienic zdanie przed samym samobojstwem, tak samo jak moze zmienic zdanie osoba ktora ma przed soba "przycisk smierci"...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czlowiek w normalnym stanie decyduje o samobojstwie i poprostu to wykonuje..

 

Człowiek w normalnym stanie nawet nie myśli o samobójstwie. Dopiero kiedy dopadnie go depresja, czy ogólnie spotka niepowodzenie w życiu, zaczyna o tym myśleć. A co z tego myślenia wynika, to już zależy jakich ma "przyjaciół". Czy chcących mu pomóc, czy takich co się śpieszą do jego uśmiercenia.

 

Wiele samobójstw jest przecież nieudanych, czasami jest to tylko próba zwrócenia na siebie uwagi. I często ludzie, którzy kiedyś chcieli popełnić samobójstwo, dzisiaj mają się znakomicie, żyją jak każdy z nas, i to tylko dlatego, że wcześniej dostali pomoc, np. psychologa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      "Ptaki" Hitchcocka dawno już stały się klasyką kina, ale dopiero teraz udało się wyjaśnić, czemu w 1961 r. mewy dokonywały samobójczych lotów na okna domów w kalifornijskiej zatoce Monterey (podobno te właśnie zdarzenia w dużej mierze zainspirowały reżysera).
      Osiemnastego sierpnia 1961 r. w jednej z kalifornijskich gazet alarmowano, że tysiące oszalałych burzyków szarych bombardują brzegi północnej części zatoki Monterey, zwracając przy tym sardele. Hitchcock widział jeden z takich incydentów, który zadziałał na jego żywą wyobraźnię.
      Wg biologów z Uniwersytetu Stanowego Luizjany, ptaki uległy zatruciu. Naukowcy, których artykuł ukazał się w piśmie Nature Geoscience, przeprowadzili sekcje padłych przed półwieczem mew, burzyków i żółwi. Badali zawartość żołądków tych zwierząt. Stwierdzono duże ilości kwasu domoikowego - neurotoksyny uszkadzającej struktury ośrodkowego układu nerwowego. Ponieważ aminokwas ten jest produkowany przez morskie mięczaki i okrzemki, kumuluje się w organizmach m.in. sardeli i kałamarnic, którymi żywią się ptaki morskie. Uszkadzając mózg (a zwłaszcza hipokampa), kwas domoikowy może w skrajnych przypadkach doprowadzać do dezorientacji. Niekiedy zatrucie kończy się też śmiercią.
      Jak wylicza Sibel Bargu, kwas domoikowy wykryto w 79% planktonu zjedzonego przez sardele i kałamarnice. W krótkim czasie neurotoksyna mogła zostać na tyle skoncentrowana, by uśmiercić stworzenia z kolejnych szczebli łańcucha pokarmowego. Pani Bargu podkreśla, że choć już wcześniej wspominano o zatruciu ptaków, dotąd nie udawało się zdobyć na to dowodów. My pokazaliśmy próbki planktonu z zatrucia z 1961 r. [na co dzień są one przechowywane w Scripps Institution of Oceanography], w których znalazły się wytwarzające neurotoksynę okrzemki Pseudo-nitzschia [...].
      W 1991 r. na tym samym obszarze podobnemu zatruciu uległy pelikany brunatne. W żołądkach stanowiących podstawę ich diety ryb odkryto duże ilości okrzemek Pseudo-nitzschia i kwasu domoikowego. Uprawdopodobniało to hipotezę, że ten sam los spotkał 30 lat wcześniej burzyki, mewy i innych nieszczęśników.
      Poszukując bezpośredniej przyczyny zakwitów, naukowcy dywagują, że może chodzić o pestycydy, niewykluczone też, że na przeżywającym budowlany boom terenie doszło (i dochodzi) do wycieku z szamb.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sama obecność drapieżnika powoduje stres, który może zabić ważkę. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy drapieżnik nie jest w stanie dostać się do ofiary i jej zjeść.
      Sposób, w jaki ofiara reaguje na strach przed byciem zjedzoną, jest ważnym tematem w ekologii. W miarę jak dowiadujemy się coraz więcej o zwierzęcych reakcjach na stresujące warunki - bez względu na to, czy chodzi o obecność drapieżnika, czy strach spowodowany inną przyczyną naturalną lub działaniem człowieka - coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że stres zwiększa ryzyko zgonu, np. z powodu infekcji, które normalnie nie byłyby śmiertelne - opowiada prof. Locke Rowe z Uniwersytetu w Toronto.
      Rowe, prof. Marie-Josée Fortin i dr Shannon McCauley hodowali w akwariach larwy ważek Leucorrhinia intacta oraz polujące na nie zwierzęta. Drapieżniki i ofiary były od siebie oddzielone, tak więc larwy widziały i czuły zapach drapieżników, ale drapieżniki nie mogły się do nich dostać.
      Biolodzy zauważyli, że dzieląc habitat z drapieżnikami (rybami lub wodnymi owadami), większość L. intacta umierała. Wskaźnik przeżywalności larw mających kontakt z potencjalnymi "oprawcami" był 2,5-4,3 razy niższy niż w grupie kontrolnej.
      W drugim eksperymencie obumarło 11% larw próbujących przeobrazić się w postać dorosłą (imago). Wśród larw żyjących w akwarium bez ryb dotyczyło to tylko 2% populacji.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kanadyjczycy odkryli nową funkcję dobrze znanego enzymu, która pozwala uchronić organizm osoby z niedokrwistością przed uszkodzeniami narządów, a nawet śmiercią. Dr Greg Hare ze Szpitala św. Michała w Toronto podkreśla, że spostrzeżenia dotyczące neuronalnej syntazy tlenku azotu (oznaczanej jako nNOS lub NOS1) są niezmiernie ważne, ponieważ na świecie aż 1 osoba na 4 ma anemię.
      Anemia to niższa od normy wartość hemoglobiny lub erytrocytów. Przypomnijmy, że erytrocyty przenoszą tlen. Jest to możliwe dzięki hemoglobinie, która nietrwale wiąże się z tlenem.
      Enzym nNOS występuje w komórkach nerwowych. Wytwarza tlenek azotu(II), który w ośrodkowym układzie nerwowym jest neuromodulatorem (wpływa np. na pamięć), a ośrodkowym układzie nerwowym działa jak neuroprzekaźnik. Od jakiegoś czasu wiadomo, że ekspresja nNOS zwiększa się w wyniku lokalnego niedokrwienia i hipoksji, jednak dopiero teraz zespół Hare'a odkrył, że gdy pacjent ma niedokrwistość, nNOS zwiększa zdolność organizmu do reagowania/przystosowywania się do niskiego poziomu tlenu i sprawia, że życiodajny gaz jest skuteczniej dostarczany do tkanek.
      Kanadyjczycy zauważyli, że u anemicznych myszy stężenie nNOS wzrasta, a gdy zwierzęta pozbawi się tej izoformy syntazy, umierają przedwcześnie z wyższym poziomem hemoglobiny.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ostatnie eksperymenty na szczurach wykazały, że wystąpienie tzw. fali śmierci – wolnej fali o dużej amplitudzie – wcale nie musi wskazywać na śmierć neuronów mózgu i nie oznacza, że procesy, które zaszły, są nieodwracalne. Zespół Michela van Puttena z Universiteit Twente dekapitował gryzonie. Minutę później pojawiało się trwające ok. 5-15 s wyładowanie (PLoS ONE).
      Naukowcy zaprezentowali model obliczeniowy pojedynczego neuronu, a także wewnątrz- i zewnątrzkomórkowego stężenia jonów. Obserwowana fala była powodowana przez oscylacje potencjału błonowego. Występują one po ustaniu działania pomp sodowo-potasowych, co prowadzi do nadmiaru zewnątrzkomórkowego potasu. Oscylacje można opisać za pomocą równań Hodgkina-Huxleya dla kanałów sodowych oraz potasowych. W połączeniu z działaniem filtra górnoprzepustowego, który tłumi część widma sygnału powyżej swojej częstotliwości odcięcia (jego rola polega na usunięciu z sygnału EEG zakłóceń z sieci zasilającej/urządzeń zewnętrznych oraz powstałych na granicy skóra-elektroda-elektrolit), nagła depolaryzacja błony daje w elektroencefalogramie zapis w postaci fali śmierci. W rzeczywistości ta fala nie wskazuje na śmierć ani neuronów, ani jednostki.
      Parę miesięcy przed van Puttenem Anton Coenen z Radboud Universiteit Nijmegen i jego zespół zastanawiali się, czy odbieranie życia szczurom laboratoryjnym przez dekapitację jest etyczne, czy nie: czy zwierzęta szybko tracą przytomność, czy też cierpią. Akademicy pozbawiali głowy przytomne i znieczulone zwierzęta i w tym czasie wykonywali im EEG. U obu grup szczurów zapis EEG stawał się płaski po ok. 17 s od dekapitacji. Aktywność mózgu zmieniała się w ten sposób, że w ciągu 3,7 s gryzonie musiały najprawdopodobniej tracić przytomność. Minutę po zabiegu pojawiała się fala śmierci, którą Holendrzy uznali za przejaw ostatecznego zaniku potencjału błonowego i nieodwracalnej śmierci mózgu. W badaniach van Puttena także wystąpiła fala śmierci, ale neurolog nie zgodził się z interpretacją poprzedników. Wg niego, fala śmierci nie jest jeszcze punktem, od którego nie ma odwrotu. Nawet po fali śmierci komórki nerwowe mogą, przynajmniej teoretycznie, przyjść do siebie, jeśli przywrócone zostaną dostawy tlenu i glukozy. Ekipa van Puttena powołała się w tym miejscu m.in. na badania z 2002 r., które dowiodły, że neurony z obszarów podkorowych, pobrane od osoby uznanej kilka godzin wcześniej za zmarłą, żyją w laboratoryjnych hodowlach tkankowych przez wiele tygodni (artykuł Verwera, Dubelaara i innych ukazał się w piśmie Journal of Cellular and Molecular Medicine), a także na raport z pisma Stroke z 1981 r., którego autorzy zaobserwowali u szczurów powrót aktywności elektrycznej neuronów po 10-min niedokrwieniu.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Obfite i wydłużające się opady śniegu w Arktyce mogą doprowadzić do powstania warunków sprzyjających szybkiemu rozwojowi grzybów, które doprowadzą do obumarcia tutejszych roślin (Nature Climate Change).
      Wyniki badań brytyjsko-szwedzko-fińskiego zespołu potwierdziły, że śnieg rzeczywiście stanowi rodzaj zabezpieczającej przed mrozem otuliny, lecz jednocześnie w pewnych okolicznościach obfite i długie opady białego puchu sprzyjają szybkiemu nadmiernemu wzrostowi pewnych szczepów zabójczych grzybów. W ten sposób mogą zniknąć wszechobecne dotąd rośliny, a ich miejsce zajmą z czasem inne. Nie jest to jednak wyłącznie kwestia zwykłego przekształcenia procentowego składu flory, ponieważ w praktyce oznacza to zmianę łańcucha pokarmowego dla owadów, nornic, lemingów i polujących na nie drapieżników.
      Byliśmy zaskoczeni, widząc, że skrajnie wytrzymała wegetacja tundry została zabita przez atak grzybów - podkreśla dr Robert Baxter z Durham University. W pierwszych kilku latach, tak jak się tego spodziewaliśmy, izolujący wpływ śniegu pomógł wegetacji we wzroście, jednak po 6 latach został osiągnięty punkt krytyczny, przy którym grzyby rozprzestrzeniały się z dużą prędkości i niszczyły rośliny. Naukowcy chcą przez dłuższy czas obserwować cykle rozwojowe roślin i grzybów, by sprawdzić, czy mamy do czynienia z powtarzającym się i coraz bardziej destrukcyjnym zjawiskiem.
      Zespół porównywał wpływ zwykłych i nasilonych opadów śniegu na roślinność Arktyki. By utrzymać warunki zwiększonego opadu, zastosowano płoty śnieżne. Okazało się, że workowiec Arwidssonia empetri rozrastał się mocno pod grubszą okrywą śnieżną, zabijając większość pędów dominującego gatunku roślinnego w badanej okolicy: bażyny czarnej obupłciowej (Empetrum hermaphroditum). Do odkrycia w ogóle by nie doszło, gdyby nie decyzja naukowców, by kontynuować eksperyment dłużej niż początkowo planowano.
      Podjęliśmy się sprawdzenia wpływu zmiany klimatu i potencjalnego wzrostu opadów, także śniegu, na rośliny i procesy oddziałujące na wzrost, rozkład i składniki odżywcze gleby - wyjaśnia Johan Olofsson z z Uniwersytetu w Umeå. W czasie 7-letniego eksperymentu przez pięć lat śnieg działał jak ogrzewający koc. W 6. roku grzyb się szybko rozprzestrzenił, zmieniając wegetację z naturalnych zielonych płuc w źródło węgla.
×
×
  • Create New...