Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Kobieta, która wydala alkohol, mimo że go nie piła, jest pierwszą osobą, u której zdiagnozowano „zespół fermentacji w układzie moczowym” (urinary auto-brewery syndrome). Schorzenie wywołane jest przez drożdże obecne w pęcherzu moczowym, które przetwarzają cukry z moczu na alkohol.

Kobieta, w wieku 61 lat, cierpi na cukrzycę i marskość wątroby. Skierowano ją na przeszczep. Jednak,jako że kolejne testy wykazywały obecność alkoholu w moczu, została skreślona z listy oczekujących i skierowana na terapię uzależnień, mimo że zaprzeczała, by piła alkohol. W szpitalu w Pittsburghu, gdzie miała przejść terapię, ponownie znaleziono alkohol w moczu, ale gdy przeprowadzono badania krwi okazało się, że nie ma w niej alkoholu. Zaskoczeni lekarze poprosili patologa Kenichiego Tamamę z University of Pittsburgh Medical Center Presbyterian Hospital o przyjrzenie się sprawie. Tamama przeprowadził kilka testów i odkrył, że w moczu kobiety znajdują się drożdże.

To akurat nic niezwykłego. Jednak, jako że kobieta nie kontrolowała zbyt dobrze swojej cukrzycy, naukowiec zaczął się zastanawiać, czy drożdże nie zamieniają w jej organizmie cukru w alkohol. Tamama pobrał kolejne próbki moczu i podzielił je na zawierające drożdże oraz takie, gdzie drożdży niemal nie było. Do niektórych próbek dodał związki blokujące fermentację i wszystko zostawił na noc w laboratorium.

Jeszcze przed rozpoczęciem inkubacji stwierdziliśmy, że próbki czuć alkoholem. Po nocy zapach alkoholu się zintensyfikował, opowiada Tamama.

Okazało się, że w próbkach z dużą zawartością drożdży poziom alkoholu wzrósł z 40 do 800 miligramów na decylitr. To ekstremalna ilość. Tymczasem w próbkach, gdzie było mało drożdży lub gdzie dodano środek hamujący fermentację, nie stwierdzono takiego wzrostu zawartości alkoholu.

Opisany przypadek jest odmienny od zespołu fermentacji jelitowej, gdy drożdże w przewodzie pokarmowym wytwarzały alkohol, który był następnie wchłaniany do krwioobiegu.

Tamama i jego zespół nazwali schorzenie kobiety „zespół fermentacji w układzie moczowym”. Jako, że alkohol nie trafia do jej krwi, nie odczuwa ona jego skutków. Pacjentkę próbowano wyleczyć środkami przeciwgrzybicznymi, ale to się nie udało. Tamama mówi, że nie ma to znaczenia, gdyż schorzenie nie wpływa negatywnie na jej zdrowie.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Alkohol należy do grona substancji odurzających, od których działania człowiek może się uzależnić w stosunkowo szybki i łatwy sposób. Długotrwałe spożywanie etanolu prowadzi do wystąpienia szeregu zaburzeń metabolicznych i biochemicznych w całym ustroju człowieka. Stężenie toksyn w krwiobiegu przyczynia się do uszkodzeń wątroby, nerek, żołądka, serca, a nawet mózgu. Niektóre z tych zmian mogą okazać się odwracalne, jednak by przywrócić równowagę organizmu, konieczne jest przerwanie ciągu alkoholowego i rozpoczęcie terapii. Z tego względu walkę z chorobą alkoholową warto rozpocząć od skutecznych i sprawdzonych metod. Jedną z nich jest właśnie Esperal.
      Mianem tym określa się jałowe tabletki, które lekarz umieszcza w obszarze podpowięziowym mięśnia pośladkowego wewnątrz organizmu pacjenta. Substancja czynna leku – disulfiram – uwalnia się do jego ustroju, czuwając nad abstynencją. Nałogowiec podczas terapii Esperalem nie spożywa alkoholu, obawiając się patologicznej reakcji organizmu na połączenie leku i etanolu. Ten strach stanowi dla niego motywację zewnętrzną, wspierającą go w walce z nałogiem. Odpowiednio dobrana terapia pozwala zwiększyć chęć pacjenta do kontynuowania leczenia już po odstawieniu ciągu alkoholowego. By do wnętrza organizmu chorego można było wszyć Esperal, konieczne jest zachowanie przynajmniej 24-godzinnej wstrzemięźliwości od alkoholu etylowego.


      Kto i kiedy może się „zaszyć”? Esperal można stosować na każdym etapie leczenia uzależnienia, po uprzednim przerwaniu ciągu alkoholowego. Zwykle zaleca się zatem terapię awersyjną po detoksykacji, która umożliwia bezpieczne odstawienie substancji odurzającej pod okiem specjalistów. Z zabiegu „zaszycia” najczęściej korzystają uzależnieni, zmagający się z zaawansowanymi stadiami rozwoju swojej choroby (krytyczną i przewlekłą). By móc rozpocząć procedurę medyczną, dla lekarza niezbędna jest zgoda pacjenta na wykonanie zabiegu. „Zaszycie” możliwe jest do przeprowadzenia jedynie u tych pacjentów, którzy świadomie zgadzają się na umieszczenie w ich organizmie Esperalu. Terapię tę zaleca się ponadto tym chorym, którzy wyrażają chęć stosowania się do wskazówek specjalistów.
      Dzięki wszywce alkoholowej pacjent zaczyna kojarzyć określone zachowanie z jego nieprzyjemnymi konsekwencjami. Dotychczas postrzegał spożywanie alkoholu jako przyjemność i sposób na odprężenie. Po „zaszyciu” strach przed bólem i dolegliwościami jest silniejszy niż chęć sięgnięcia po kieliszek. Wszywkę zaleca się wszywać tym pacjentom, u których istnieje konieczność wsparcia motywacji do dalszej walki z nałogiem.
       
      Jakie są wskazania do rozpoczęcia terapii? Wskazaniem do rozpoczęcia terapii z użyciem Esperalu jest najczęściej chęć pacjenta do wzmocnienia efektów dotychczasowego leczenia lub rozpoczęcie walki z nałogiem po przerwaniu ciągu alkoholowego. Wszywkę alkoholową implementuje się wyłącznie u osób cierpiących z powodu uzależnienia od alkoholu. Stosowany jest jako metoda wspomagająca leczenie alkoholizmu. Sama substancja lecznicza nie uzdrowi nałogowca, ale wpływa na zwiększenie jego chęci do utrzymania długotrwałej abstynencji.
      Substancją czynną leku jest disulfiram, który niekorzystnie wpływa na prawidłowy przebieg procesu trawienia etanolu. Zaburza wydzielanie dehydrogenazy aldehydowej, czyli enzymu obecnego w ludzkiej wątrobie. W fizjologicznych warunkach to właśnie dehydrogenaza aldehydowa umożliwia przekształcenie etanolu w nieszkodliwy kwas octowy. Gdy enzymu brakuje, w krwiobiegu nałogowca kumuluje się szkodliwy aldehyd octowy, wywołujący objawy reakcji disulfiramowej. Są one odczuwalne wyłącznie dla tych chorych, którzy wbrew zaleceniom lekarskim decydują się na podjęcie próby przepicia wszywki alkoholowej. Dla trzeźwych nałogowców wszywka pozostaje całkowicie obojętna.
       
      Reakcja disulfiramowa Po połączeniu Esperalu z alkoholem etylowym w organizmie nałogowca dochodzi do gwałtownych reakcji metabolicznych. W konsekwencji odczuwa je on jako objawy reakcji disulfiramowej. Jest to zatrucie aldehydem octowym, które powoduje takie dolegliwości jak: bóle i zawroty głowy, nudności, wymioty, przyspieszone bicie serca, wahania wartości ciśnienia tętniczego krwi, bezsenność. Objawy te narastają w czasie i mogą utrzymywać się przez kilka-kilkanaście godzin. Mogą więc być zagrożeniem dla zdrowia chorego. Zdarza się, że wraz z upływem czasu przekształcają się w skrajnie niebezpieczny udar mózgu, zawał mięśnia sercowego, utratę przytomności, a nawet nagłe zatrzymanie krążenia. Próby przepicia wszywki alkoholowej mogą zatem zakończyć się znacznym pogorszeniem stanu zdrowia nałogowca, zwłaszcza jeżeli nie znajduje się on pod opieką specjalistów i nie stosuje się do zaleceń terapeutycznych.
       
      Esperal a przeciwwskazania W celu weryfikacji wskazań do wykonania zabiegu i eliminacji ewentualnych przeciwwskazań każde wszycie wszywki poprzedza się dokładną diagnostyką stanu zdrowia pacjenta. Podczas konsultacji lekarskiej specjalista przeprowadza z chorym wywiad medyczny. Na podstawie uzyskanych informacji może określić jego potrzeby i ustalić optymalną dla niego dawkę substancji leczniczej. Mimo że zabieg jest mało inwazyjny, nie każda osoba może zostać do niego zakwalifikowana.
      Bezwzględnie nie przeprowadza się „zaszycia” u osób pozostających pod wpływem substancji odurzającej lub będących po spożyciu alkoholu. Przed zabiegiem konieczne jest zachowanie przynajmniej dobowej abstynencji. Jeżeli pacjent zmaga się z zaburzeniami psychicznymi, schorzeniami krążenia, nerek, wątroby, gruźlicą, astmą oskrzelową czy cukrzycą, również nie zaleca się mu wszycia wszywki alkoholowej. Do zabiegu nie kwalifikują się osoby w wieku podeszłym, kobiety w ciąży i podczas laktacji.
       
      Esperal – jak wygląda zabieg? Osobom zainteresowanym metodą wspierającą leczenie alkoholizmu, jaką jest Esperal, proponujemy opiekę specjalistów w Centrum Medycznym Galmedic. Konsultację i zabieg przeprowadza tam doświadczony chirurg. Przed zabiegiem oczyszcza i znieczula skórę chorego. Następnie przystępuje do wykonania niewielkiego nacięcia tuż nad jego pośladkiem. W kieszonce w obszarze podpowięziowym umieszcza odpowiednią dawkę leku – najczęściej kilka tabletek. Stopniowo rozpuszczają się one wewnątrz organizmu chorego pacjenta i uwalniane są do ustroju. Lek działa od 8 do 10 miesięcy, a czasami nawet dłużej.
      Wszycie wszywki alkoholowej odbywa się metodą chirurgiczną. Lekarz posługuje się podczas zabiegu skalpelem, co wiąże się z koniecznością przerwania skóry pacjenta. Na jej powierzchni powstaje zatem niewielka rana. Po zakończonym „zaszyciu” lekarz zszywa ją, zbliżając do siebie jej brzegi i łącząc je dzięki niciom chirurgicznym. Na szwy zakłada następnie jałowy opatrunek. W dniu zabiegu pacjent opuszcza placówkę. Cała procedura chirurgiczna trwa zwykle kilkadziesiąt minut i nie wymaga hospitalizacji.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zalegalizowanie rekreacyjnej marihuany może mieć wpływ na używanie innych substancji oraz zażywanie innych substancji w połączeniu z marihuaną. Dlatego też naukowcy z University of Washington postanowili sprawdzić, czy i jak legalizacja marihuany w stanie Waszyngton wpłynęła na używanie alkoholu, nikotyny i środków przeciwbólowych wśród młodych dorosłych oraz czy i jakie zmiany zaszły w trendach używania tych substancji wraz z marihuaną.
      Wielu przeciwników legalizacji niemedycznej marihuany wskazywało, że może być ona substancją przecierającą drogę do używania innych szkodliwych substancji. Argumentowali, że po zalegalizowaniu marihuany młodzi ludzie, którzy nie sięgnęliby po nią, gdyby nie była legalna, zaczną też eksperymentować z innymi narkotykami.
      Rekreacyjne użycie marihuany zostało zalegalizowane w stanie Waszyngton w 2012 roku. Naukowcy przeanalizowali dane pochodzące badań sondażowych z lat 2014–2019. Badaniami tymi objęto łącznie 12 500 osób, które były podzielone na dwie grupy wiekowe: 18–20 lat i 21–25 lat. Co istotne, stan Waszyngton zalegalizował rekreacyjną marihuanę jedynie dla osób, które ukończyły 21. rok życia. To również granica wieku, która pozwala legalnie kupić alkohol.
      Z artykułu opublikowanego na łamach Journal of Adolscent Health wynika, że po zalegalizowaniu marihuany badane grupy spożywały mniej alkoholu i miało w nich miejsce mniej epizodów poważnego upijania się, niż w analogicznych grupach przed legalizacją marihuany. Zmniejszyło się też spożycie leków przeciwbólowych oraz produktów zawierających nikotynę, z wyjątkiem e-papierosów. Naukowcy byli zaskoczeni wzrostem użycia e-papierosów, ale doszli do wniosku, że nie miał on związku z legalizacją marihuany, ale w tym przypadku wystąpił efekt nowości i mody, gdyż e-papierosy zdobyły popularność w całym kraju. Trend wzrostowy nie był w ich przypadku spowodowany dostępnością do legalnej marihuany.
      Autorzy badań nie byli w stanie stwierdzić czy podobne zjawiska zaszły odnośnie używania marihuany równocześnie z innymi substancjami. Ta kwestia wymaga dalszych badań.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Picie niewielkich ilości wina do obiadu może zmniejszać ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2., informują badacze z Tulane University School of Public Health and Tropical Medicine. Autorzy badań oparli się na danych dotyczących 312 400 osób zgromadzonych w UK Biobank.
      Osoby te same poinformowały, że regularnie piją alkohol. Ich losy były śledzone przez 11 lat. W tym czasie cukrzyca typu 2. pojawiła się u 8600 badanych. Na podstawie analizy danych badacze zauważyli, że u osób pijących alkohol do posiłku ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2. było o 14% niższe niż u osób pijących alkohol poza posiłkami. Potencjalny związek pomiędzy konsumpcją alkoholu a rozwojem cukrzycy był wyraźnie widoczny wyłącznie u osób, które spożywały umiarkowane ilości alkoholu do posiłku. Dodatkowo związek ten był najbardziej oczywisty u osób pijących wino, a nie inne rodzaje alkoholi. Kolejnym ważnym spostrzeżeniem jest stwierdzenie, że różne rodzaje alkoholu mają różny związek z ryzykiem rozwoju cukrzycy typu 2. O ile większa ilość wina wiązała się z mniejszym ryzykiem, to większa ilość piwa lub mocnych alkoholi wiązała się z wyższym ryzykiem rozwoju cukrzycy.
      Wpływ konsumpcji alkoholu na zdrowie jest jak miecz obosieczny. Może on ciąć w dwóch kierunkach – pomocnym lub szkodliwym – w zależności od tego, jak jest konsumowany. Wcześniejsze badania skupiały się na ilości konsumowanego alkoholu i dawały różne wyniki. Bardzo mało badań skupia się na innych detalach picia alkoholu, takich jak moment jego spożywania, mówi doktor Hao Ma.
      Warto tutaj wiedzieć, że jako umiarkowane picie definiuje się spożywanie do kieliszka wina (ok. 150 ml) w przypadku kobiet i do 2 kieliszków wina (ok. 300 ml) w przypadku mężczyzn. W przeliczeniu na czysty alkohol mamy więc 14 gramów w przypadku kobiet i do 28 gramów przypadku mężczyzn.
      Badania kliniczne również wykazały, że alkohol może mieć korzystny wpływ na różne elementy zdrowia, w tym na metabolizm glukozy. Nie jest jednak jasne, czy ulepszenie metabolizmu glukozy wpływa na zmniejszenie ryzyka rozwoju cukrzycy typu 2. Podczas naszych badań poszukiwaliśmy odpowiedzi na pytanie, czy na związek pomiędzy alkoholem a cukrzycą typu 2. wpływ mieć może spożywanie alkoholu wraz z pożywieniem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dr hab. Sławomir Dryja z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie odtworzył recepturę białego piwa, warzonego w średniowieczu w Krakowie. Ze ścian piwnic Pałacu Lubomirskich pobrano osad, a z niego wyodrębniono historyczne drożdże. Dysponując know-how i odpowiednimi drożdżami, naukowiec mógł przywrócić birofilom i nie tylko im Piwo Krakowskie Białe. Kto wie, być może kiedyś krakowskie białe doczeka się też statusu produktu tradycyjnego...
      Dr Dryja musiał odtworzyć recepturę białego krakowskiego, bo nie zachował się żaden kompletny przepis jego warzenia. Jak powiedział historyk w wywiadzie udzielonym "Dziennikowi Polskiemu", zachowało się za to sporo drobnych wzmianek dotyczących technologii warzenia, głównie w dokumentach podatkowych. Z nich udało mi się poskładać w miarę pełną recepturę.
      Proces należało rozpocząć od wyprodukowania słodu pszenicznego. Namoczone ziarno kiełkowało. Później było suszone i mielone. Rozdrobniony słód zalewano wodą w kadzi brzeczanej. Po filtracji przez słomę w kadzi młotnej o podwójnym dnie następowało gotowanie. Wreszcie do brzeczki trafiał poddany obróbce chmiel. Co istotne, zarówno browary krakowskie, jak i kazimierskie wykorzystywały wysmażanie chmielu. Polega ono na gotowaniu go na wolnym ogniu; w ten sposób powstaje ekstrakt.
      W kolejnym etapie piwo studzono w niskich korytach - szafratach. Dodawano drożdże i piwo przelewano do beczek. Beczki pozostawały otwarte, dlatego podczas fermentacji drożdże się wylewały. Można je było wykorzystać do zapoczątkowania kolejnej fermentacji albo w produkcji pieczywa. Gdy fermentacja się kończyła, beczki były dopełniane i czopowane.
      Mając ogólny pogląd na proces, dr Dryja musiał jeszcze uwspółcześnić miary czy produkty. Ponieważ jest absolwentem kursu piwowarskiego w Instytucie Piwowarsko-Słodowniczym w Pradze i członkiem-założycielem Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych, w ramach eksperymentu postanowił samodzielnie przygotować piwo krakowskie. Jak powiedział Pawłowi Stachnikowi z "Dziennika Polskiego", okazało się dość specyficzne, tylko trochę inne od znanych nam współcześnie piw. Lekkie, jasne, pszeniczne. W sam raz na lato.
      Dryja odtworzył recepturę, potrzebował jednak jeszcze "historycznych" drożdży. Tu w sukurs przyszedł mu znajomy konserwator zabytków. Razem wybrali się do piwnic przy ulicy Szewskiej i w Pałacu Lubomirskich, które nadal służyły do przechowywania węgla czy ziemniaków. Pobraliśmy stamtąd trochę osadu ze ścian, następnie zaś koledzy mikrobiolodzy z Wydziału Mikrobiologii Uniwersytetu Śląskiego wyodrębnili z niego drożdże. Drożdże bowiem hibernują i potrafią przeżyć setki lat. A że na tych posesjach były kiedyś warzelnie i miejsca fermentacji, możemy więc podejrzewać, że są to drożdże używane wtedy do produkcji piwa.
      [...] Odwiedziliśmy kilka piwnic w Krakowie i na dawnym Kazimierzu. Praktycznie z każdego miejsca pozyskaliśmy kultury drożdżowe - ujawnił w wypowiedzi dla Teleexpressu Dryja.
      Drożdże w procesie fermentacji otwartej (stosowanej powszechnie do niedawna) migrują i osiadają na ścianach, gdzie mogą się zahibernować - jak widać, na długie stulecia - wyjaśnił uczony w przesłanym nam mailu.
      W ramach testów w śląskim oddziale Stowarzyszenia Piwowarów Domowych urządzono konkurs na piwo uwarzone z tych drożdży. Dzięki temu ustalono, że dobrze pracują i "lubią się" ze słodami pszenicznymi. Dają wyraźne nuty owocowe, np. jabłka. Wyszły z nich świetne piwa. To mi dało przekonanie graniczące z pewnością, że w nasze ręce trafił jeden ze szczepów drożdży stosowanych w XVI w. w Krakowie.
      Koniec końców nawiązano współpracę z powstającym na Kazimierzu browarem rzemieślniczym - browarem "U Pana Pukala"; nazwa pochodzi stąd, że w połowie XVI w. kamienica będąca jego siedzibą należała do rajcy kazimierskiego Jędrzeja Pukala. Co ważne, niegdyś działał w niej browar.
      Pierwsze warki pojawią się w kwietniu albo maju br. Dr Dryja przekonuje, że odtworzone piwo będzie w 90% odpowiadać oryginałowi. Znamy produkcję technologii słodu, możemy założyć, że współczesne jasne słody pszeniczne nie odbiegają znacznie charakterystyką od używanych w tamtym okresie. Mamy oryginalne drożdże i znamy mniej więcej sposób postępowania technologicznego, czyli w jaki sposób zacierano, wygotowywano, w jakich proporcjach należy dodać chmiel i jak z nim postępować.
      Jak napisano w komunikacie uczelni, tradycja warzenia białego krakowskiego sięga XIII wieku, z początkiem wieku XIX całkowicie jednak zanikło. Dzięki zaangażowaniu wielu osób, w tym pracowników naukowych Uniwersytetu Rolniczego, już niedługo poznamy jego smak! Jak jest on opisywany? Nasze piwo bardziej, o dziwo, przypominać będzie klasyczny leżak pilzner, będzie miało piękną białą pianę, to też jest cechą charakterystyczną. Te piwa pszeniczne się fantastycznie pienią i ta piana jest trwała. Mam nadzieję, że taką uda nam się uzyskać. I charakterystyczny kolor, któremu zawdzięcza swoją nazwę; nie jest całkowicie białe, ale bardzo jasne i przejrzyste.
      Uniwersytet Papieski zastrzegł już znak towarowy "Piwo Krakowskie Białe". Jak wyjaśnił nam naukowiec, znakiem towarowym chroniona będzie nazwa piwa, nie receptura. Uniwersytet będzie ją udostępniał bezpłatnie, oczywiście pod warunkiem dochowania wierności oryginalnej recepty (ta będzie dostępna na stronach Uczelni w formie PDF) - podobnie jak niegdyś PSPD [Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych - red.] prowadziło akcję Grodziskie Redivivus. Chodzi nam o to, by ktoś nie nadużywał nazwy, bo jest akurat modna, dla produktu, który piwem historycznym nijak nie jest.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      We Florencji ponownie zaczęto wykorzystywać „winne okienka”, niewielkie otwory w ścianach, przez które można było kupić wino. Obecnie ofertę rozszerzono też na lody i inne drobne przekąski. „Winne okienka” powróciły do łask po kilku wiekach zapomnienia, a wszystko dzięki epidemii koronawirusa.
      Dzieje okienek sięgają roku 1559, kiedy to książę Florencji Cosimo I zezwolił właścicielom winnic na sprzedaż wina bezpośrednio klientom, z pominięciem pośredników i karczm. Bogaci właściciele winnic, nie chcąc wpuszczać ludzi z ulicy do swoich pałaców, wybili w ich ścianach niewielkie okienka, z których prowadzili sprzedaż. Okienka były zamykane drewnianymi drzwiczkami. W godzinach pracy „winnych okienek” każdy mógł do nich zapukać, służący otwierał okienko, brał od klienta butelkę, którą wypełniał winem, i inkasował opłatę.
      Już kilkadziesiąt lat później, w latach 30. XVII wieku „winne okienka” przydały się podczas epidemii dżumy. Można było sprzedawać wino bez kontaktu z klientem. Zastosowano też wówczas dodatkowe środki ostrożności. Monety trafiały do metalowego pojemnika, gdzie były obmywane octem. Zrezygnowano też z pobierania butelek na wymianę, a ci klienci, którzy upierali się, by napełniano ich własne butelki, byli obsługiwani przez metalową rurę, którą lano wino.
      Z czasem „winne okienka” utraciły swoje funkcje. W czasie powodzi wlewała się przez nie woda, rodziny zmieniały miejsce zamieszkania, a ich następcy nie potrzebowali okienek, prowadzono remonty budynków, w czasie których okienka zamurowywano.
      Do dzisiaj we Florencji przetrwało ponad 150 „winnych okienek”. Teraz część z nich znowu jest używana zgodnie ze swoim przeznaczeniem.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...