Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Chiny nadal zabijają więźniów, by pobrać od nich organy?

Recommended Posts

Zdaniem Trybunału ds. Chin, na czele którego stoi Goeffrey Nice, w Państwie Środka organy do przeszczepu wciąż pozyskuje się od zabitych więźniów. Trybunał wszczął w tej sprawie śledztwo na wniosek organizacji International Coalition to End Transplant Abuse in China. Sam Nice to znany londyński adwokat, który w przeszłości był zaangażowany w prace Międzynarodowego Trybunału Karnego ds. Byłej Jugosławii i brał udział w procesie Slobodana Milosevicia.

Pobieranie organów od więźniów jest nielegalne w świetle prawa międzynarodowego. Rząd w Pekinie twierdzi, że takich praktyk zaprzestał w 2015 roku. Jednak wspomniana wyżej organizacja poprosiła Trybunał o sprawdzenie, czy niektóre chińskie szpitale nie korzystają z organów pobranych od więźniów. Śledztwo miało też sprawdzić, czy Ujgurowie i członkowie Falung Gong byli i są głównymi źródłami organów. Ujgurowie to muzułmańska mniejszość zamieszkująca Chiny, a Falun Gong to podobny do buddyzmu system wierzeń, którego praktykowanie jest w Chinach zakazane.

Trybunał Nice'a dowiedział się m.in., że niektóre szpitale w Chinach oferują transplantacje organów z bardzo krótkim czasem oczekiwania. Jak mówi Nice, tak krótki czas oczekiwania nie jest możliwy do osiągnięcia w normalnych warunkach. Chyba, że z posiadasz duży bank danych ludzi wraz z informacją o ich tkankach i możesz tych ludzi zabić, gdy zajdzie taka potrzeba.
Podczas śledztwa wzięto pod uwagę też działania prowadzone wcześniej przez inne grupy obrońców praw człowieka. Na przykład w 2018 roku grupa o nazwie World Organization to Investigate the Persecution of Falun Gong poprosiła grupę specjalistów, by udawali lekarzy zainteresowanych transplantacjami i skontaktowali się z lekarzami w chińskich szpitalach odpowiedzialnymi za przeszczepy. Okazało się, że w niektórych szpitalach na przeszczep trzeba czekać zaledwie 1-2 tygodni. W 9 z 12 szpitali lekarze usłyszeli, że organy zostaną pobrane od członków Falun Gong.

Z kolei David Matas, kanadyjski prawnik zajmujący się prawami człowieka, mówi, że istnieją w internecie witryny z reklamami zachęcającymi do odwiedzania chińskich szpitali w celu dokonania przeszczepu. Zgodnie z prawem międzynarodowym sprzedaż organów obcokrajowcom jest zakazana.

Wszelkie dowody zebrane w tej sprawie do jedynie dowody poszlakowe. Nikt bowiem nie był świadkiem pobierania organów od więźniów.

Na całym świecie organy pobiera się od osób, u których stwierdzono śmierć mózgu. Jednak stwierdza się ją w mniej niż 1% przypadków wszystkich zgonów, co wyjaśnia, dlaczego zawsze i wszędzie brakuje organów do przeszczepów. W Chinach około 2010 roku rozpoczęto szkolenia lekarzy tak, by potrafili rozpoznać śmierć mózgu. W tym samym czasie w Państwie Środka rozpoczęto kampanię, zachęcającą obywateli do rejestrowania się jako dawcy narządów. W 2015 roku rząd Chin poinformował, że zaprzestał pobierania organów od więźniów.

Jednak twierdzenia takie są poddawane w wątpliwość, a powodem są anomalie występujące w chińskim programie transplantologicznym. Na przykład w 2016 roku Chiny informowały o przeprowadzeniu 640 przeszczepów. Jednak w tym samym czasie zmarło zaledwie 30 osób zarejestrowanych jako dawcy. To musiałoby oznaczać, że od każdej z tych osób pobrano średnio 21 organów. To medyczna niemożliwość. W Wielkiej Brytanii średnio pobiera się 3 organy od dawcy.

Trybunał Nice orzekł, że nie istnieje wystarczająco dużo dowodów, by stwierdzić, że organy są pobierane od Ujgurów przetrzymywanych w „obozach reedukacyjnych”. Uznał jednocześnie, że istnieje wystarczająco dużo dowodów na to, że w Chinach organy pobierane są pod przymusem, a jednym z ich źródeł – prawdopodobnie głównym – są wyznawcy Falun Gong.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chiny przeprowadziły udane lądowanie łazika na powierzchni Marsa. Stały się tym samym drugim krajem w historii – po USA – któremu udała się ta trudna sztuka. Łazik Zhurong, nazwany tak od imienia boga ognia, jest częścią pierwszej samodzielnej chińskiej misji międzyplanetarnej Tianwen-1, która trafiła na orbitę Marsa w lutym bieżącego roku.
      Na razie Chińczycy nie ujawniają szczegółów lądowania. Wiemy, że stało się to w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego. Nie wiemy natomiast, jakie jest dokładnie miejsce lądowania.
      Misja Tianwen-1 wystartowała 23 lipca 2020 roku. Składa się ona z orbitera, lądownika i łazika. Wiemy, że Zhurong, który jest wielkości łazików Spirit i Opportunity, został wyposażony w kamery, georadar, laser oraz czujniki badające atmosferę i pole magnetyczne Marsa.
      Li Chunlai, jeden z głównych projektantów misji Tianwen-1 mówi, że jej celem jest nie tylko poszukiwanie obecnego lub dawnego życia na Marsie, ale też badanie jego ewolucji i poszukiwanie potencjalnych miejsc, w których mogliby osiedlić się ludzie.
      Lądowanie Zhuronga przebiegało podobnie, jak wcześniejsze lądowanie amerykańskich łazików. Wykorzystano osłonę termiczną, wyhamowującą opadający pojazd oraz spadochron, a także niewielkie silniki, które spowolniły pojazd w ostatnim etapie lądowania. Chiński łazik bezpiecznie wylądował w regionie Utopia Planitia i po kilkunastu minutach, po rozwinięciu paneli słonecznych, przesłał sygnał świadczący o udanym przybyciu na Czerwoną Planetę.
      Misja Tianwen-1 nie jest pierwszą chińską próbą dotarcia na Marsa. Wcześniej Państwo Środka usiłowało wysłać na orbitę Marsa pojazd Yinghuo-1. Stanowił on część nieudanej misji Fobos-Grunt z 2011 roku zorganizowanej wraz z Rosją.
      Chiny stały się drugim państwem w historii, które umieściły łazik na Marsie. Wcześniej NASA przeprowadziła udane lądowania 5 łazików. Poza USA i Chinami jedynym państwem, któremu udało się lądowanie na Marsie, jest ZSRR, jednak misja Mars 3 uległa awarii zaledwie kilka minut po wylądowaniu. Unia Europejska próbowała dwukrotnie posadowić obiekt na Marsie i dwa razy się jej nie udało.
      Z kolei pojazdy na orbicie Marsa umieściły dotychczas USA, ZSRR, UE, Indie, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Chiny.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po dziesięcioleciach przygotowań Chiny wystrzeliły kluczowy element swojej przyszłej stacji kosmicznej – moduł serwisowy Tianhe. Wokół niego ma zostać zbudowana stacja, która pozwoli Chinom na stałą obecność człowieka w kosmosie. Państwo Środka zapowiada, że stacja będzie w pełni działała do końca 2022 roku.
      Moduł Tianhe (Harmonia niebios) ma długość 16,6 metra, maksymalna średnica to 4,2 metra, a zdatna dla astronautów przestrzeń wewnątrz to 50 m3. Z czasem zostaną do niego dołączone dwa mniejsze moduły laboratoryjne, nadając stacji kształ litery T z wystającymi zań panelami słonecznymi. Stacja Tiangong-3 (Niebiański Pałac) ma działać przez 10–15 lat. Będzie ona około 5-krotnie mniejsza od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, wielkością podobna do radzieckiej Mir.
      Pierwsza załogowa misja na Tiangong 3 będzie miała miejsce już w czerwcu. Astronauci pozostaną na stacji przez trzy miesiące, w czasie których będą m.in. testowali systemy podtrzymywania życia. Wcześniej jednak, w drugiej połowie maja, do Tianhe zacumuje bezzałogowy pojazd dostawczy Tianzhou-2.
      Chiny po raz pierwszy poinformowały o zamiarze budowy własnej stacji kosmicznej w 1992 roku. W ciągu tych minionych 30 lat Państwo Środka rozwijało i testowało pojazdy Shenzhou i rakiety Długi Marsz na potrzeby lotów załogowych, opracowywano satelity Tianlian, technologie zbliżania i dokowania, tankowania w warunkach mikrograwitacji, rozwijano centrum kosmiczne w Wenchang.
      Pierwszy załogowy lot kosmiczny został przez Chiny zorganizowany w 2003 roku, 40 lat po pierwszym locie załogowym NASA. Jednak chiński program kosmiczny znacząco przyspiesza. Chiny chcą pokazać światu i własnemu społeczeństwu, że są pierwszoplanowym graczem na polu załogowych lotów kosmicznych i rozwijania najnowocześniejszych technologii kosmicznych, mówi profesor David Burbach z US Naval War College.
      Chiny już przed dekadą pokazały, że mają technologie potrzebne do budowy stacji. We wrześniu 2011 roku Państwo Środka wystrzeliło prototypowe laboratorium Tiangong 1. W listopadzie tego samego roku do laboratorium zadokował bezzałogowy pojazd Shenzhou 8, a w czerwcu 2012 Shenzhou 9 przywiózł trzech astronautów, którzy pozostali w laboratorium przez 2 tygodnie. Rok później w ramach misji Shenzhou 10 laboratorium odwiedziło kolejnych 3 astronautów. We wrześniu 2016 roku na orbitę trafiło laboratorium Tiangong 2, a w październiku przyleciało trzech astronautów, którzy pozostali w przestrzeni kosmicznej przez miesiąc. Z kolei w 2017 roku do Tiangong 2 trzykrotnie cumował bezzałogowy pojazd i odbywało się tankowanie laboratorium.
      W kwietniu 2018 roku laboratorium Tiangong 1 w sposób niekontrolowany weszło w atmosferę Ziemi i spłonęło w atmosferze nad Pacyfikiem. Lepiej powiodło się Chińczykom z Tinagong 2. Kontrolę nad laboratorium zachowali do końca i celowo wprowadzili je w atmosferę, w której spłonęło w lipcu 2019 roku.
      Mimo, że Tiangong 3 będzie znacznie mniejsza od ISS będzie intensywnie wykorzystywana do celów naukowych. Znajdzie się na niej 14 wewnętrznych stanowisk badawczych oraz ponad 50 zewnętrznych punktów dokujących, do którym można będzie podłączać instrumenty zbierające dane z przestrzeni kosmicznej.
      Nie wszystkie badania będą prowadzone wyłącznie przez Chińczyków. Już wiadomo, że 9 projektów badawczych będzie prowadzonych wspólnie przez Chiny oraz Biuro ds. Przestrzeni Kosmicznej ONZ.
      USA nie będą brały udziału w pracach na Tiangong. Ustawa z 2011 roku zakazuje NASA oraz Biuru Nauki i Technologii Białego Domu współpracy z Chinami w przestrzeni kosmicznej. Przyjęto ją w związku z obawami o bezpieczeństwo narodowe. Na wszelką tego typu współpracę zgodę musi wyrazić Kongres.
      Chiny zapowiadają też, że w 2024 roku wystrzelą teleskop kosmiczny. Ma on zostać umieszczony na podobnej orbicie co Tiangong, co ułatwi serwisowanie i tankowanie teleskopu.
      Nieco wyjaśnienia wymagają też podobnie dla nas brzmiące chińskie nazwy poszczególnych elementów programu kosmicznego.
      To Deng Xiaoping, twórca nowoczesnych Chin, zdecydował, że nazwy programów kosmicznych, wcześniej czerpane z rewolucyjnej przeszłości Chińskiej Republiki Ludowej, mają odnosić się do mitologii i religii. Mamy zatem program stacji kosmicznej o nazwie Tiangong (Niebiański pałac), pojazdy towarowe Tianzhou (Niebiański pojazd), główny moduł stacji Tiangong nazywa się Tianhe (Harmonia niebios), do którego zostaną dołączone moduły laboratoryjne Wentian (Podróż do niebios) i Mengtian (Marzenie o niebiosach), tworząc razem stację Tiangong 3. Z kolei wspomniany teleskop kosmiczny to Xuntian (Niebiański statek). Misje załogowe odbywają się zaś na pokładzie Boskiego statku, Shenzhou.
      O budowie własnej stacji kosmicznej mówi też Rosja. Tutaj jednak brak nawet decyzji na odpowiednim szczeblu. Tymczasem Międzynarodowa Stacja Kosmiczna starzeje się – liczy sobie już 20 lat – i nie wiadomo, jakie będą jej losy w dłuższej perspektywie. Rosja kilkukrotnie groziła wycofaniem się ze współpracy. Ostatnio jej przedstawiciele stwierdzili, że przestaną brać udział w pracach na ISS po 2025 roku, chociaż później łagodzili stanowisko. Z kolei Stany Zjednoczone, na których barkach ciąży największa część kosztów utrzymania ISS, przyjęły ustawę, zgodnie z którą Stacja ma działać do 2030 roku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na słynnym stanowisku Sanxingdui w prowincji Syczuan dokonano ważnego odkrycia. W ostatnim czasie znaleziono tam setki artefaktów sprzed ponad 3000 lat takich jak tajemnicza maska z brązu czy ponad 2-metrowa statua również wykonana z brązu. Odkrycia dopełniło najnowsze znalezisko – złota maska.
      Stanowisko Sanxingdui odkryto w 1929 roku. Intensywne prace wykopaliskowe są tam prowadzone od 1986 roku. W trakcie badań stwierdzono, że mamy tam do czynienia ze stanowiskiem ważnej kultury epoki brązu – Sanxingdui – i artefaktami datowanymi na XII-XI wiek przed naszą erą. Odkrycie Sanxingdui i innych stanowisk podważyło tradycyjną narrację historyczną, zgodnie z którą chińska cywilizacja rozprzestrzeniła się z centralnych równin wokół Rzeki ŻÓŁtej. Obecnie mówi się o wielu centrach, które stworzyły chińską cywilizację.
      Sanxingdui, pomimo trwających tam od dziesięcioleci prac wykopaliskowych, wciąż przynosi nowe odkrycia. Narodowa Administracja Dziedzictwa Kulturowego poinformowała, że pomiędzy listopadem 2019 roku, a majem 2020 znaleziono tam 6 nowych prostokątnych dołów ofiarnych o powierzchni od 3,5 do 19 metrów kwadratowych. W dołach tych mieszkańcy państwa Shu (XI w. p.n.e. – ok. 316 p.n.e.) składali ofiary niebiosom, Ziemi i swoim przodkom. Jak mówi Ran Honglin z Instytutu Badań Archeologicznych, odkrycie pokazuje, że cywilizacja Shu była odmienna od innych. Jest jednocześnie dowodem na różnorodność kultur, z których narodziły się Chiny.
      Wśród znalezionych artefaktów warto wymienić złote ozdoby w kształcie ptaków, złotą folię, malowane portrety, olbrzymią maskę z brązu, drzewo z brązu czy narzędzia z żadu.
      Najmniejszy ze wszystkich jest dół nr 5. Ale to właśnie w nim znaleziono większość złotych przedmiotów, w tym ceremonialną maskę ważącą około 280 gramów i w 84% wykonaną ze złota. Dno dołu pokrywały liczne złote liście. Są one bardzo cienkie i delikatne, a na podstawie ich rozmieszczenia eksperci wnioskują, że w przeszłości były one przymocowane do tkanin.
      Uwagę specjalistów zwracają przede wszystkim trzy niezwykłe przedmioty.
      Pierwszy z nich to ogromna maska z brązu. Jej wysokość to 66 cm, a szerokość aż 138 cm. Maska ma wielkie uszy, wystające oczy oraz wydatne usta. Niektórzy archeolodzy sądzą, że to przedstawienie Canconga, półlegendarnego założyciela królestwa Shu. Zdaniem innych specjalistów maska ma związek z bogiem smokiem, który ma podobnie wystające oczy. Między oczami maski widnieje prostokątny otwór. Być może umieszczano tam jakąś ozdobę.
      Kolejne niezwykłe znalezisko to niekompletna złota maska. Całość mogła ważyć nawet 500 gramów. Jeśli to prawda, jest to najcięższa złota maska znana z terenu Chin z tego okresu. Niektórzy archeolodzy zwracają uwagę na jej podobieństwo do złotej maski ze stanowiska Jinsha. To nie pierwszy obiekt z Sanxingdui, który jest podobny do obiektów z Jingsha, co rodzi pytania o związki pomiędzy tymi obiema cywilizacjami. Niewykluczone, że Jinsha było ostatnią fazą kultury Sanxingdui.
      W końcu należy wspomnieć o 262-centymetrowej figurze z brązu. To najstarsza na świecie figura przedstawiająca człowieka o rozmiarach zbliżonych do rzeczywistych. Ramiona figury są zgięte w pobliżu piersi, co może wskazywać, że coś na nich kładziono. Część specjalistów twierdzi, że przedstawia ona władcę królestwa Shu, zdaniem innych to przedstawienie kapłana i jednoczesna personifikacja boga.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po dwóch latach starań wrocławski Uniwersytecki Szpital Kliniczny przy ul. Borowskiej otrzymał zgodę na wykonywanie przeszczepów serca. Wrocławscy kardiochirurdzy od razu zabrali się do pracy. Zaledwie dwa tygodnie po uzyskaniu zgody wykonali dwa przeszczepy.
      Jednym z wymogów, jaki musi spełniać ośrodek przeszczepiający serca jest posiadanie różnych biorców. Chodzi o to, abyśmy byli gotowi na przyjęcie narządu, który będzie akurat do dyspozycji transplantologów. Obecnie mamy pod opieką kilkunastu pacjentów, zarówno stabilnych, którzy przebywają w domu, jak i pilnych, którzy nie są w stanie funkcjonować bez wspomagania farmakologicznego i mechanicznego, czyli pomp które wspomagają pracę komór serca, mówił profesor Krzysztof Rzeczuch, kierownik Kliniki Chorób Serca USK. Do tej pory zgłaszani przez nas pacjenci byli przeszczepiani w innych ośrodkach w kraju, dodaje transplantolog, prof. Michał Zakliczyński.
      Wrocławski szpital musiał też wykazać, że posiada odpowiednią liczbę wykwalifikowanego personelu, odpowiednie oddziały, pomieszczenia i sprzęt medyczny.
      W Centrum Chorób Serca mamy fantastycznych specjalistów, brakowało jednak osób, które mają już doświadczenie w transplantacji, dlatego zaprosiliśmy do współpracy doktora Romana Przybylskiego i profesora Michała Zaklińczyńskiego – informuje szef Centrum Chorób Serca USK prof. Piotr Ponikowski. Musieliśmy również wykazać, że mamy wymagane doświadczenie w przeprowadzaniu wysokospecjalistycznych procedur kardiochirurgicznych w obszarze kardiologii interwencyjnej, przy czym chodziło nie tylko o liczbę, ale także jakość wykonywanych zabiegów.
      Pierwszym pacjentem był 25-latek, u którego w listopadzie po przejściu COVID-19 pojawiły się duszności. Operacja odbyła się w czwartek 25 lutego ok. godziny 5 rano. Przy stole operacyjnym stanął doktor Roman Przybylski, doświadczony chirurg, dla którego ta transplantacja była 301. przeszczepem serca w karierze. Zabieg odbył się błyskawicznie. Serce pobrano w Jeleniej Górze, a cała procedura, od momentu pobrania organu do jego wszczepienia we Wrocławiu trwała zaledwie 2 godziny i 20 minut. Ale to się nie ma co dziwić, doktor Przybylski to jest po prostu światowej klasy ekspert, powiedział Polskiemu Radiu kardiochirurg doktor Jacek Wojarski.
      Przy operacji mieli okazję asystować lekarze, dla których była to pierwsza w życiu transplantacja i okazja do nauki nowych procedur. Jeden z nich, wrocławski kardiochirurg doktor Jacek Jakubaszko stwierdził, że jest pod wrażeniem, ogromnym. Przede wszystkim kunsztu doktora Przybylskiego. Miałem okazję, grzechem byłoby nie skorzystać z doświadczenia najlepszych. Doktor Jakubaszko podkreślił, że transplantacja to praca całego zespołu i wymaga świetnej organizacji oraz koordynacji.
      Szpital nie poinformował od razu o swoim pierwszym przeszczepie. Postanowiono poczekać, aż pacjent poczuje się lepiej.
      W międzyczasie, w sobotę 27 lutego przeprowadzono pilną transplantację serca u młodej kobiety. Tym razem organ pobrano w Ostrołęce. Liczyła się każda minuta, więc Koordynator ds. Transplantologii poprosił o pomoc Zarząd Lotnictwa Policji. Od momentu pobrania organu do jego wszczepienia nie powinno minąć więcej niż 4 godziny. Na transport pozostało maksymalnie 2 godziny i 30 minut. Śmigłowiec wystartował o godzinie 8:00 z Warszawy, o 9:50 zabrał serce z Ostrołęki, a 2 godziny później zostało ono odebrane przed Szpitalem Uniwersyteckim we Wrocławiu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Użycie kosmetyków w Chinach ma długą historię. Jednak jej początki nie są jasne. Prawdopodobnie kosmetyki produkowane dla szerokiej klienteli pojawiły się w Okresie Wiosen i Jesieni (770–480 p.n.e.). Niewiele jednak wiadomo o wczesnych metodach ich wytwarzania i użycia. Nieco światła na ten temat mogą rzucić najnowsze badania chińsko-niemieckiego zespołu, których wyniki opublikowano na łamach pisma Archeometry.
      Badania dotyczące historii kosmetyków w Chinach opierają się niemal w całości na relacjach pisanych, z których wiele powstało znacznie później niż prawdopodobne początki przemysłu kosmetycznego. Ponadto metody produkcji często były trzymane w tajemnicy, zatem z przekazów pisemny nie możemy ich poznać.
      Naukowcy donoszą, że na stanowisku Liujiawa w grobie M49, w którym pochowano mężczyznę z klasy wyższej, znaleziono zapieczętowany pojemnik, w którym najprawdopodobniej znajdowały się kosmetyki. Stanowisko Liujiawa, południowym krańcu Wyżyny Lessowej, to miejsce, w którym w przeszłości istniała stolica państwa Rui, która istniała pomiędzy wczesnym a środkowym Okresem Wiosen i Jesieni.
      Multidyscyplinarny zespół naukowy z Uniwersytetu Chińskiej Akademii Nauk, Akademii Archeologii Shaanxi, Uniwerytetu Pekińskiego oraz Instytutu Historii Człowieka im. Maxa Plancka, przeprowadził specjalistyczne badania zawartości pojemnika. Wykorzystano m.in. techniki ATR-FTIR, XRD, SEM, analizę stabilnych izotopów i inne techniki. Badania wykazały, że wewnątrz znajduje się tłuszcz zwierząt przeżuwających wymieszany z monohydrokalcytem pochodzącym z miękkich osadów wapiennych (mleka wapiennego) z jaskiń. Autorzy badań stwierdzają, że mamy tutaj do czynienia z wczesnym przykładem produkcji kosmetyków na terenie Chin i – wraz z innymi podobnymi pojemnikami z taką zawartością pochodzącymi z tego samego okresu – dowodem na narodziny przemysłu kosmetycznego. Co więcej, wykorzystanie mleka wapiennego wskazuje na związek pomiędzy wczesnym taoizmem a produkcją kosmetyków na potrzeby arystokracji.
      Badacze, opierając się na przeprowadzonej przez siebie analizie oraz starożytnych tekstach z zaleceniami lekarzy stwierdzili, że badana przez nich substancja nie miała zastosowań medycznych, a była kremem upiększającym do twarzy. O ile wiemy, jest to najwcześniejszy znany przykład użycia tłuszczu przeżuwaczy jako nośnika kosmetyków, stwierdzają.
      Zauważają, że naczynie z brązu, w którym znaleziono kosmetyki, jest podobne do naczyń znajdowanych na dużym obszarze w grobach możnowładców. Naukowcy przypominają też, że historyczne dokumentu opisują praktyki wybielania twarzy za pomocą kremów (a mleko wapienne ma efekt wybielający) było źródłem dumy. Wybielanie twarzy pozwala ukryć defekty skóry, nadać jej jednolitego symetrycznego wyglądu skontrastowanego z czarnymi brwiami i włosami. Ponadto wybielanie ukrywa zmarszczki, nadając młodszego, piękniejszego i bardziej majestatycznego wyglądu, właściwego arystokracji, stwierdzają autorzy badań.
      Innym interesującym aspektem odkrycia jest samo znalezienie kosmetyków w grobie mężczyzny. Większość opisów dotyczących używania kosmetyków odnosi się do kobiet. Badania potwierdzają też, że moda na wybielanie twarzy datuje się przed okresu Qin (przed 221 p.n.e.) oraz że na wczesnym etapie rozwoju chiński przemysł kosmetyczny używał innych materiałów niż rozpowszechnione później kosmetyki bazujące na ołowiu.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...