Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Katedra Notre Dame, niezwykły symbol historii i kultury

Recommended Posts

Pożar Notre Dame wywołał smutek i przerażenie w całej Europie. Paryska katedra jest nie tylko symbolem Francji, ale symbolem historii i kultury całego chrześcijaństwa. Istnieje niewiele miejsc o tak olbrzymim znaczeniu historycznym, symbolicznym i kulturowym.

Katedrę zaczęto budować w XII wieku, jednak przeszłość religijna tego miejsca sięga znacznie głębiej w historię. Powtała ona bowiem na ruinach dwóch wcześniejszych kościołów, które zbudowano pomiędzy IV a VII wiekiem. Te zaś zbudowano na miejscu rzymskiej świątyni Jowisza.

Historia jednego z najwspanialszych przykładów francuskiego gotyku rozpoczęła się około 1160 roku, kiedy biskup Paryża, Maurice de Sully, postanowił w miejscu ruin dwóch kościołów postawić jedną dużą katedrę. Budowla miała podkreślić znaczenie Paryża jako stolicy świata chrześcijańskiego. W 1163 roku papież Aleksander III w obecności króla Ludwika VII poświęcił kamień węgielny i budowa ruszyła. Chór katedry ukończono w 1177 roku, a jej ołtarz poświęcili w 1182 roku legat papieski kardynał Henri de Chateau-Marcay i Maurice de Sully. W 1190 roku położono fundamenty pod słynną fasadę i przez kolejnych kilkadziesiąt lat budowano nawę. Do roku 1250 ukończono budowę górnej galerii, chóru, nawy, zachodniej fasady i charakterystycznych dwóch wież. Jednak kolejne portyki, kaplice i inne elementy dodawano jeszcze przez 100 lat.

Przez wieki katedra stanowiła centrum życia religijnego, kulturalnego i była świadkiem ważnych wydarzeń politycznych. Już w 1170 roku istniała tam szkoła katedralna, która 30 lat później została przekształcona w Uniwersytet Paryski. To w jeszcze nieukończonej katedrze arcybiskup Cezarei i Łaciński Patriarcha Jerozolimy Herakliusz wezwał w 1185 roku do zorganizowania III krucjaty. To właśnie w Notre Dame w 1302 roku król Filip Piękny zwołał pierwsze posiedzenie Stanów Generalnych. W Notre Dame król Anglii Henryk VI koronował się w 1431 roku na króla Francji i to tam w 1455 roku rozpoczął się proces rehabilitacyjny Joanny D'Arc. I właśnie w Notre Dame 10 września 1573 roku przyszły król Polski Henryk Walezy zobowiązał się do przestrzegania wolności religijnych w Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Wczorajszy pożar nie był jedynym ciężkim doświadczeniem w historii katedry. W 1548 roku hugonoci uszkodzili niektóre posągi w Notre Dame. Pochodząca z XIII wieku (1220–1230) iglica przetrwała pięć wieków, w czasie których została uszkodzona i wygięta przez wiatr. Rozebrano ją w 1786 roku.

W czasie Rewolucji Francuskiej świątynia została zdesakralizowana i częściowo zdemolowana. Tłum rozbił głowy posągom francuskich królów. Rewolucyjne władze poświęciły ją Kultowi Rozumu, później Kultowi Istoty Najwyższej. Budynek zaczął popadać w ruinę. Pojawiły się nawet głosy wzywające do jego wyburzenia.

Katedrę ocalił Napoleon, który zwrócił ją Kościołowi i koronował się w niej w 1804 roku na cesarza. Szerzej w masowej świadomości Notre Dame zaistniała dzięki napisanej w 1831 roku przez Wiktora Hugo powieści „Katedra Marii Panny w Paryżu”. Francuzi zaczęli bardziej dbać o swoją katedrę. Rozpoczęto jej renowację. Wtedy to odbudowano iglicę, co spotkało się z szeroką krytyką. Paryżanie zdążyli już bowiem zapomnieć, że iglica w przeszłości istniała i wydawała im się ona nowym, agresywnym elementem niepasującym do budowli.

Katedra Notre Dame powróciła do dawnej chwały i stała się symbolem Francji. Jej dzwony obwieszczały zakończenie I wojny światowej oraz wyzwolenie Paryża w 1944 roku. Coraz silniej wchodziła też, dzięki Wiktorowi Hugo i Dzwonnikowi z Notre Dame, do współczesnej kultury masowej. Pozostała przy tym niezwykłym bezcennym przykładem średniowiecznej architektury z nowatorskimi rozwiązaniami architektonicznymi i charakterystycznymi wspaniałymi rozetami, które przetrwały od XIII wieku.

W katedrze Notre Dame przechowywano bezcenne relikwie. Jest wśród nich korona cierniowa, którą miał mieć na głowie Jezus oraz szata świętego Ludwika. Korona trafiła do Francji w 1238 roku, kiedy to cesarz łaciński Baldwin II, chcąc zapewnić sobie pomoc Ludwika IX podarował ją Francji. Tunika, którą Ludwik miał na sobie, gdy odbierał koronę, również znajdowała się w chwili pożaru w Notre Dame. Na szczęście już wiemy, że oba zabytki udało się uratować. W Notre Dame znajdowały się też polonica. Najstarszym z nich był relikwiarz drzewa Krzyża Świętego, który był obecny przy koronacji królów Polski, od Władysława Jagiełły po Jana Kazimierze. Ten ostatni władca po abdykacji nielegalnie wywiózł relikwiarz, który w końcu trafił do Notre Dame. Media donoszą, że i relikwiarz udało się uratować.

Pierwsze oględziny po wczorajszym pożarze dają nieco nadziei. Zniszczenia są prawdopodobnie mniejsze, niż mogły być. Media donoszą, że ocalała jedna ze słynnych rozet. Pozostają jednak pytania o stabilność całej struktury poddanej przez długi czas działaniu wysokich temperatur.

Wiadomo, że odbudowa potrwa co najmniej kilkanaście lat. Już rozpoczęła się zbiórka pieniędzy. Dwaj francuscy miliarderzy już zadeklarowali w sumie 300 milionów euro. Pomoc ekspercką i finansową deklaruje Polska, Rosja, Hiszpania czy Wielka Brytania. Już wczoraj w amerykańskich mediach pojawił się pomysł, by Stany Zjednoczone sfinansowały 17,83% kosztów odbudowy katedry i w ten sposób pomogły swojemu najstarszemu sojusznikowi. To symboliczna liczba nawiązująca do roku 1783, kiedy to podpisano Traktat Paryski, w wyniku którego Wielka Brytania uznała USA.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

smutne to ale usmialem sie bo przeczytalem na jakims polskim portalu jak pisano ze Tust namawia swiat do zbierania kasy na katedre- napisali to w takim kontexsie ze to jego zasluga i tylko jego ze ta kasa bedzie zbierana- po czym przejzalem  co pisze sie na temat tuska i jego szalonej zbiorki- NIC poprostu nic

ale za to wiele krajow zbiera spontanicznie  aby wspomoc Francuzow w odbudowie nie chelpiac sie tym- ot poprostu pomagaja bo jest taka okazja a Tust lansuje sie bo jest taka okazja :D

 

Swoja droga bylem kiedys w Paryzu i widzialem  te katedre- hmm no  niestety bylem rozczarowany bo widzialem piekniejsze zabytki- ale to moja subiektywna ocena

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Australia doświadcza bezprecedensowych pożarów. I to pomimo faktu, że „sezon pożarów buszu”, który zwykle ma swój szczyt w styczniu i lutym, dopiero się rozpoczął. Do dzisiaj w samej tylko Nowej Południowej Walii spłonęło 1,65 miliona hektarów, czyli więcej, niż w ciągu ostatnich 3 lat.
      Jak zauważa David Bowman, ekolog specjalizujący się w pożarach, geograf i dyrektor Fire Centre na Uniwersytecie Tasmanii, płoną nawet wilgotne ekosystemy, dotychczas uznawane za bezpieczne.
      Bowman mówi, że tym, co czyni tegoroczne pożary wyjątkowymi jest fakt, że mają one miejsce w całej Australii,że na wschodzie kraju sezon pożarów rozpoczął się bardzo wcześnie oraz, że już spłonęło ponad 500 domów. Obserwujemy powtarzające się pożary trawiące wysokie wilgotne lasy eukaliptusowe, które płoną bardzo rzadko. W pobliżu Port Macquarie wyschły bagna i zaczęły się palić. Są one tak bogate w materię organiczną, że gdy opada poziom wody wystarczy iskra. Wszędzie obserwujemy pożary bagien", stwierdza uczony. Dodaje, że na Tasmanii płoną obszary, na których pożary zdarzają się niezwykle rzadko, być może raz na 1000 lat.
      Pytany o rolę globalnego ocieplenia odpowiada: Należy raczej zapytać, czy kiedykolwiek wcześniej doświadczyliśmy pożarów, które spaliły 1,65 miliona hektarów roślinności generalnie odpornej na pożary i czy jednocześnie dochodziło do wielkich pożarów w innych regionach Australii i Kalifornii? [...] Liczby, skala i zróżnicowanie pożarów zmieniają nasze rozumienie tego zjawiska w Australii. to wydarzenie, które pozostawi po sobie wielką intelektualną i polityczną spuściznę.
      W Australii pożary stały się gorącym tematem politycznym. Z jednej strony rząd zaprzecza, by miały one związek z globalnym ociepleniem, co stawia naukowców w niezręcznej sytuacji. Z drugiej strony doszło do bezprecedensowego wystąpienia 24 byłych szefów stanowych służb pożarniczych i ratunkowych, którzy wsparli naukowców mówiących o związku pomiędzy ociepleniem klimatu a pożarami i poinformowali, że rząd przez długi czas ignorował ich ostrzeżenia, iż sytuacja się pogarsza. Obawy, które były wyrażane w tym samym czasie, gdy naukowcy informowali o zagrożeniach związanych z globalnym ociepleniem.
      Dodatkowym problemem jest fakt, że australijski sezon pożarów nastąpił bardzo wcześniej, a w Kalifornii miał on miejsce bardzo późno. Przez długi czas oba te sezony nakładały się na siebie. Jeśli stanie się to normą, Australia będzie miała problem, gdyż utrudni to amerykańską pomoc. USA ma duże wyspecjalizowane w walce z pożarami siły lotnicze, które dotychczas pomagały w gaszeniu pożarów w Australii. Jednak gdy sezony pożarów będą się na siebie nakładały, Amerykanie mogą nie być w stanie udzielać pomocy.
      Można też spodziewać się, że ucierpi australijski system opieki zdrowotnej. Wskutek wielkich pożarów duża znaczna część mieszkańców kraju, może nawet 1/3 żyjąca wzdłuż wschodniego wybrzeża, była narażona na niebezpieczny poziom dymów. Już teraz zanieczyszczenie to zabiło więcej osób niż same pożary, a skutki wdychania zanieczyszczeń będą się ujawniały przez kolejne miesiące i lata.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Żarłoczne stado 500 kóz pomogło ocalić przed ogniem Bibliotekę Prezydencką Ronalda Reagana. W maju dyrekcja zatrudniła je, by zjadły suche rośliny otaczające kompleks. Zwierzęta utworzyły "przecinkę", która spowolniła ogień i dała strażakom walczącym z pożarami w Kalifornii dodatkowy czas.
      Znajdującej się w Simi Valley bibliotece zagroził Easy Fire - ostatni z 32 pożarów lasów, jakie wybuchły w Kalifornii od maja tego roku.
      Kozy o ciekawych imionach (spośród nich warto wymienić np. Vincenta van Goata czy Selenę Goatmez) pomogły ocalić cenne eksponaty, w tym fragment Muru Berlińskiego.
      Zwierzęta zostały wynajęte od miejscowej firmy 805 Goats, która działa dopiero od listopada 2018 r. Miały one oczyścić ok. 13 akrów ziemi (5,2 ha).
      Właściciel firmy Scott Morris podkreśla, że w sytuacji, kiedy w Kalifornii coraz częściej wybuchają pożary, by sprostać zapotrzebowaniu, będzie musiał pomyśleć o sporym powiększeniu stada.
      Spośród 7 aktywnych pożarów w Kalifornii największy jest Kincade. Wybuchł on 23 października. Dotąd pochłonął ponad 76 tys. akrów (30756 ha).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjaliści obawiają się, że w pożarze buszu w Nowej Południowej Walii zginęły setki koali. Pożar, spowodowany ponoć przez sobotnie uderzenie pioruna w pobliżu Port Macquarie, strawił ponad 2 tys. hektarów, w tym samo serce podstawowego habitatu torbaczy.
      Piękno tej konkretnej populacji polega na tym, że jest tak bardzo zróżnicowana genetycznie, że ma znaczenie narodowe - podkreśla Sue Ashton, dyrektorka Port Macquarie Koala Hospital.
      Jeszcze do czwartku-piątku przeszkoleni ratownicy nie będą mogli wybrać się na poszukiwanie zwierząt, które przeżyły. Ponieważ koale zupełnie nie radzą sobie w sytuacji pożaru, Ashton obawia się najgorszego. Generalnie, gdy się pali, koala wspina się na szczyt drzewa i zwija się w kłębek. [...] Przy intensywnych pożarach torbacze mogą [niestety] spłonąć żywcem.
      Nawet jeśli przetrwają pożogę, schodząc po tlących się pniach, mogą oparzyć sobie łapy i pazury, przez co nie będą już w stanie się wspinać.
      Port Macquarie Koala Hospital pomieści do 40 osobników. Instytucja zebrała już grupę ponad 150 ochotników, którzy pomogą poradzić sobie ze spodziewanym dużym napływem rannych koali.
      Na wolności pozostało ok. 43 tys. koali. Zagrażają im utrata habitatu (wycinka gajów eukaliptusowych), urbanizacja, choroby czy zmiana klimatu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W paryskim zoo zaobserwowano, że świnie wisajskie (Sus cebifrons) wykorzystują narzędzia, by wykopać barłóg. Zachowanie zostało opisane przez ekolog Meredith Root-Bernstein na łamach periodyku Mammalian Biology. To pierwsze dowody, że świnie również posługują się narzędziami.
      W latach 2015-17 zespół Root-Bernstein wielokrotnie odwiedzał Menażerię Jardin des Plantes. Tamtejsza rodzina świń wisajskich wykorzystywała narzędzia, by przygotować barłóg na narodziny młodych. Najlepszymi umiejętnościami w tym zakresie mogła się pochwalić samica o imieniu Priscilla. Zbierała liście, przenosiła je na inne miejsce i trochę ryła. W pewnym momencie podniosła kawałek kory o wymiarach 10x40 cm i trzymając go w pysku, dość energicznie podważała, wyciągała i spychała ziemię.
      Zachowanie, które udało się zresztą sfilmować, obserwowano u Priscilli, jej partnera Billie'ego oraz u ich żeńskiego potomstwa aż 11 razy. Naukowcy manipulowali elementami wybiegu, by zobaczyć, czy i w jaki sposób stado Priscilli będzie reagować na narzędzia.
      Najlepsza w rodzinie była Priscilla, nieco gorzej wypadała jej dorosła córka. Billie próbował dotrzymać im kroku, ale w porównaniu do samic, wydawał się nieporadny (posługiwał się przy tym wyłącznie patykiem).
      Naukowcy stwierdzili, że kopiąc za pomocą patyka, zwierzęta są mniej skuteczne niż w czasie buchtowania ryjem czy rycia nogą. Czemu więc świnie się tak zachowują? Wg naukowców, może się tak dziać z kilku powodów, m.in. dla zabawy; w tym przypadku nagradzające byłoby samo korzystanie z narzędzi. Co istotne, posługiwanie się korą czy patykami nie upośledza ostatecznie budowy barłogu, niewykluczone też, w jakiś sposób ją usprawnia.
      Wydaje się, że transmisja zachowania jest pionowa (z matki na córkę) i pozioma (z samicy na samca). U samic wiosłujący ruch korą bądź patykiem występuje na konkretnym, końcowym, etapie budowy gniazda.
      Root-Bernstein przyznaje, że badanie prowadzono na bardzo małej próbie i że są to zwierzęta trzymane w niewoli, które mogą się zachowywać inaczej niż dzicy pobratymcy.
      Świnie wisajskie są krytycznie zagrożone. Obecnie występują wyłącznie na 2 filipińskich wyspach Panay i Negros. Niewykluczone, że można je również spotkać na Masbate.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Potężna burza geomagnetyczna, która spowoduje wyłączenia prądu, awarie satelitów i urządzeń elektrycznych jest nie do uniknięcia. Prawdopodobnie tego typu wydarzenia mają miejsce częściej, niż nam się wydaje i, bazując na najnowszych badaniach, można przypuszczać, że takiego uderzenia ze strony Słońca możemy spodziewać się prawdopodobnie w ciągu najbliższych 100 lat. Nikt nie jest jednak w stanie powiedzieć, czy nastąpi ono w następnej dekadzie czy w następnym wieku.
      Jako, że w coraz większym stopniu jesteśmy uzależnieni od technologii, burze gaomagnetyczne – związane z aktywnością Słońca – są coraz groźniejsze dla naszej cywilizacji.
      Już przed 10 laty informowaliśmy o raporcie NASA i Narodowej Akademii Nauk opisującym katastrofalne skutki, jakie mogłaby przynieść burza geomagnetyczna, czyli gwałtowna zmiana pola magnetycznego Ziemi spowodowana koronalnymi wyrzutami masy na Słońcu. Autorzy raportu szacują, że same tylko Stany Zjednoczone poniosłyby w ciągu pierwszego roku straty rzędu 2 bilionów dolarów. Przywrócenie stanu sprzed katastrofy potrwałoby 4-10 lat. Mało prawdopodobne, by nawet tak potężne państwo było w stanie całkowicie się z niej podnieść, informowaliśmy.
      Dotychczas najsilniejszą znaną nam burzą geomagnetyczną była ta z września 1859 roku, kiedy to zorza polarna była widoczna na Karaibach, doszło do awarii sieci telegraficznych i pożarów. Sądzono jednak, że tak silne wydarzenia mają miejsce raz na 500 lat. Okazuje się jednak, że zdarzają się znacznie częściej.
      Jeffrey Love i jego koledzy ze Służby Geologicznej Stanów Zjednoczonych informują na łamach Space Weather o wynikach analizy, jakiej poddali New York Railroad Storm, burzę magnetyczną z 1921 roku.
      Tego typu wydarzenia ocenia się według skali Dst (disturbance short time). To skala oceny uśrednionej aktywności pola magnetycznego Ziemi. Jeśli ulega ono osłabieniu, a tak się dzieje przy koronalnych wyrzutach masy ze Słońca, pojawiają się na niej wartości ujemne. Wartość bazowa Dst Ziemi wynosi około -20 nanotesli (nT). Wartości poniżej -250 nT są uznawane za superburzę.
      Naukowcy dysponują bardzo ograniczonym zestawem danych dotyczących burzy z 1859 roku i na tej podstawie uznają, że w tym czasie Dst wynosiło pomiędzy -850 a -1050 nT. Tymczasem, jak wynika z badań Love'a i jego zespołu, Dst podczas burzy z 1921 roku wynosiło około -907 nT. Burza z roku 1921 mogła być bardziej intensywna niż ta z roku 1859. Zanim przeprowadziliśmy badania wiedziano, że było to gwałtowne zjawisko, jednak nie wiedziano, do jakiego stopnia.
      Pomiary historycznych burz geomagnetycznych nie są proste. Obecnie dysponujemy całym szeregiem instrumentów monitorujących, jednak nasza wiedza od wydarzeniach sprzed roku 1957, kiedy to pojawił się indeks Dst, jest bardzo uboga, a dane opierają się na informacjach z różnych magnetometrów rozmieszczonych na całym świecie. Przed badaniami Love'a cała nasza wiedza o burzy z 1921 roku była oparta na danych z jednego obserwatorium na Samoa. Jednak autorom najnowszej analizy udało się dotrzeć do notatek wykonanych przez specjalistów z Australii, Hiszpanii i Brazylii. Dzięki temu mogli ocenić intensywność tego wydarzenia bardziej precyzyjnie niż wcześniej. Ich wyliczenia są też bardziej precyzyjne niż te, dotyczące burzy z 1859 roku, które opierają się na daych z jednego magnetometru w Indiach.
      Burza z 1921 roku została nazwana New York Railroad Storm od pożaru kolejowej wieży kontrolnej w Nowym Jorku, który wówczas wybuchł. Obecnie wiemy, że dowody na związek pomiędzy burzą, a tym pożarem są słabe. Jednak wiemy również, że tego samego dnia wybuchły też trzy inne wielkie pożary, które dotychczas przeoczono. Do jednego z nich doszło w wyniku pojawienia się silnych prądów indukcyjnych w telegrafach na stacji kolejowej w Brewster w stanie Nowy Jork. Stacja całkowicie spłonęła. Drugi z pożarów zniszczył centralę telefoniczną w Karlstad w Szwecji, a trzeci wybuchł w Ontario.
      Wiemy też, że burza ta przebiegła dwuetapowo. W Karlstad operatorzy centrali najpierw informowali o awarii i dymie. A gdy dym się rozwiał, nastąpił nagły pożar okablowania. Autorzy najnowszych badań dotarli tez do zapisków wskazujących, że zorzę polarną obserwowano wówczas na Samoa, w Arizonie i w pobliżu Paryża, a do awarii sieci telegraficznych i telefonicznych doszło w Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii, Danii, Japonii, Brazylii i Kanadzie. Wszystko zaś wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z wydarzeniem o średniej intensywności, które w ciągu kilku godzin znacznie się wzmocniło, powodując liczne problemy.
      Gdyby taka burza jak w 1921 roku miała miejsce dzisiaj, doszłoby to zakłócenia pracy wielu systemów. Doświadczylibyśmy wyłączeń prądu, awarii sieci telekomunikacyjnych, być może utraty niektórych satelitów. Nie twierdzę, że byłby to koniec świata, ale doszłoby do zniszczeń na wielką skalę, stwierdza Love.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...