Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Popularny suplement diety koenzym Q10 zwiększa pojemność czynnościową i wzmacnia mięsień sercowy u pacjentów z przewlekłą niewydolnością serca (European Heart Journal).

Koenzym Q10 ma właściwości przeciwutleniające — odnotowują dr Romualdo Belardinelli i zespół z włoskiego Lancisi Heart Institute. Jednak rola, jaką odgrywa on w przewlekłej niewydolności serca, jest niejasna.

Włosi badali 23 pacjentów (średnia wieku wynosiła 59 lat) z średnio nasilonymi lub poważnymi objawami choroby. Przez miesiąc przyjmowali oni doustnie koenzym Q10 albo placebo, dodatkowo część z nich ćwiczyła pod nadzorem 5 razy w tygodniu. Do końca eksperymentu dotrwało 21 osób. Suplementacja koenzymem doprowadziła do 3-procentowego wzrostu stężenia dobrego cholesterolu (HDL) oraz wydolności wysiłkowej. Zespół naukowców odnotował też poprawę funkcjonowania serca. Najlepiej sprawdzała się suplementacja połączona z aktywnością fizyczną. Badacze nie zaobserwowali efektów ubocznych stosowania Q10.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jeszcze na początku lat 90. wstępne badania łączyły suplementy diety, takie jak witamina E i kwas foliowy, z mniejszym ryzykiem chorób serca. Jednak już kilka lat później, gdy ukończono bardziej rygorystyczne testy okazało się, że ani witamina E, ani kwas foliowy nie posiadają właściwości, jakie im wcześniej przypisywano. Co gorsza okazało się, że wysokie dawki witaminy E zwiększają ryzyko nieprawidłowej pracy serca, nowotworu prostaty oraz śmierci z innych przyczyn. Mimo to wiele osób wciąż regularnie zażywa suplementy diety.
      Entuzjazm dla tabletek jest zwykle tak duży, że zwycięża z dowodami naukowymi, mówi doktor JoAnn Manson, ordynator wydziału medycyny zapobiegawczej w Brigham and Women's Hospital w Bostonie. Z przeprowadzonych w 2013 roku badań Gallupa wynika, że ponad połowa Amerykanów zażywa witaminowe suplementy diety, a w grupie wiekowej powyżej 65. roku życia odsetek ten wynosi aż 68%. Z kolei badania, których wyniki opublikowano w Journal of Nutrition w 2017 roku wykazały, że wśród najstarszej grupy wiekowej 29% zażywa co najmniej 4 różne suplementy.
      Doktor Manson mówi, że brak jest jednoznacznych dowodów, wskazujących, że zażywanie suplementów zapobiega jakimkolwiek chorobom chronicznym. Oczywiście istnieją badania pokazujące, że suplementy mają korzystny wpływ na zdrowie, jednak dowody nie są na tyle mocne, by wydać rekomendację zalecającą ich zażywanie.
      Od roku 1999 amerykańskie Narodowe Instytuty Zdrowia (NIH) przeznaczyły ponad 2,4 miliarda dolarów na badania nad suplementami i witaminami. Badania te nie przyniosły żadnych wyników, mówi doktor Barnett Kramer, odpowiedzialny w NIH za politykę przeciwnowotworową.
      Jego zdaniem jedną z przyczyn tego stanu rzeczy mogą być fałszywe przekonania, w tym przekonanie, że ludzie potrzebują więcej witamin i minerałów, niż przyjmują w codziennej diecie, że duże dawki są bezpieczne oraz że nauka jest w stanie wyprodukować pigułkę, której zażycie zapewni organizmowi te same korzyści co codzienna dawka warzyw i owoców.
      Bogate źródła witamin mogą pomagać tam, gdzie występują ich niedobory. Znanym przykładem jest tutaj szkorbut, który przed wiekami powszechnie występował wśród marynarzy, a któremu udało się zapobiec właśnie dzięki zapewnieniu im dostępu do warzyw i owoców. Wiadomo też, że społeczeństwa spożywające dużo warzyw i owoców są zdrowsze niż te spożywające ich mało. Jednak wyprodukowanie „pigułki zdrowia” dotychczas się nie udało.
      Niewykluczone, jak mówi Marjorie McCullogh, dyrektor ds. epidemiologii żywienia w American Cancer Society, że związki chemiczne obecne w warzywach i owocach działają razem w sposób, którego naukowcy nie rozumieją i dlatego nie potrafią stworzyć odpowiedniej pigułki. Taka pigułka jest jednak niepotrzebna. Zachodnia dieta, pomimo wielu błędów takich jak zbyt duża ilość soli, tłuszczów nasyconych, cukru i kalorii, zapewnia odpowiednią ilośc minerałów i witamin, mówi profesor Alice Lichtenstein z Tufts University.
      Na rynku obecna jest olbrzymia ilość suplementów, a mimo to do prawidłowego i zdrowego funkcjonowania organizmu potrzebujemy warzyw i owoców. Żadna pigułka ich nie zastąpi, a uzupełnić może tylko tam, gdzie występują deficyty.
      Mimo braku dowodów na działanie suplementów ich przyjmowanie w zachodnich społeczeństwach jest tak rozpowszechnione, że naukowcy badający ich działanie mają problem ze skompletowaniem grupy kontrolnej, której członkowie nie przyjmowaliby tego typu środków.
      Są jednak naukowcy, którzy twierdzą, że przyjmowanie suplementów nie zaszkodzi, a może pomóc. Jednym z nich jest doktor Walter Willet z Uniwersytetu Harvarda. Jego zdaniem testy kliniczne nie wykazały jednoznacznie korzystnego wpływu przyjmowania suplementów, gdyż trwają zbyt krótko, zwykle 5-10 lat, a to jego zdaniem za mało, by zauważyć wpływ suplementów na występowanie nowotworów czy chorób serca.
      Dodatkowym problemem związanym z badaniem wpływu suplementów na zdrowie jest fakt, że osoby je przyjmujące są zwykle zdrowsze od tych, którzy ich nie przyjmują. Jednak suplementy zwykle są przyjmowane przez osoby, które przywiązują większą wagę do zdrowego trybu życia. Są one aktywne fizycznie, zwracają uwagę na dietę, a to może zafałszowywać badania.
      Naukowców mogą też zwieść niewłaściwie wyciągane wnioski. Na przykład od dawna wiadomo, że osoby, u których występuje wysoki poziom aminokwasu o nazwie homocysteina są narażone na większe ryzyko zawału serca. Jako, że kwas foliowy obniża poziom homocysteiny, wielu wysnuło wniosek, że kwas foliowy zapobiega zawałom i udarom. Dopiero szczegółowe badania kliniczne wykazały, że co prawda suplementacja kwasem foliowym zmniejsza poziom homocysteiny, ale nie ma to wpływu na zdrowie serca.
      W bieżącym roku poznamy też wyniki interesujących badań nad kwasami tłuszczowymi obecnymi w mięsie ryb. Już wcześniejsze badania dużych populacji wykazały, że te grupy ludności, które jedzą dużo ryb i owoców morza rzadziej cierpią na problemy z układem krążenia. Stąd wysnuto wniosek, że kwasy omega-3 zapobiegają chorobom układu krążenia. Jednak testy kliniczne nie wykazały, by suplementy z rybim tłuszczem zapobiegały chorobom serca. Wkrótce ukażą się bardzo szczegółowe badania na ten temat. Jak zauważa doktor Lichtenstein, dobroczynny wpływ ryb i owoców morza może wynikać nie z tego, co ludzie jedzą, ale... czego nie jedzą. Te społeczności, które jedzą więcej ryb spożywają mniej czerwonego mięsa czy fastfoodów. Jedzenie ryb jest prawdopodobnie korzystne dla zdrowia, ale nie byliśmy w stanie wykazać, że suplementacja rybim olejem przynosi jakiekolwiek korzyści, stwierdza doktor Steven Nissen, szef wydziału medycyny układu krążenia w Cleveland Clinic Foundation.
      Najbezpieczniejszym i najbardziej rozsądnym zachowaniem wydaje się przestrzeganie zróżnicowanej diety. Przykładem niech będzie tutaj beta-karoten. Wczesne badania wykazały, że beta-karoten może zapobiegać nowotworom. W tak małych ilościach, w jakich występuje ona w warzywach i owocach, substancja ta zapobiega utlenianiu. Jednak specjaliści byli zaszokowani wynikami dwóch dużych badań, które już w latach 90. wykazały, że przyjmowanie pigułek z beta-karotenem zwiększa zapadalność na nowotwory płuc. Z kolei w 2011 roku badania wykazały, że inny przeciwutleniacz – witamina E – aż o 17% zwiększa ryzyko nowotworu prostaty. To pokazuje, że utleniania nie jest wyłącznie niekorzystnym procesem. Zabija ono bowiem również bakterie i nieprawidłowe komórki, zapobiegając pojawianiu się guzów nowotworowych.
      Witaminy nie są obojętne. To środki biologicznie czynne. Musimy myśleć o nich tak, jak o lekach. Jeśli przyjmiesz ich zbyt dużo, pojawią się skutki uboczne, mówi doktor Eric Klein z Cleveland Clinic, ekspert od nowotworu prostaty, który prowadził badania  nad witaminą E.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zdecydowana większość odchudzających suplementów diety nie działa, informuje profesor dietetyki Melinda Manore z Ohio State University. Pani profesor postanowiła przyjrzeć się setkom suplementów odchudzających dostępnych na amerykańskim rynku. Na tego typu specyfiki mieszkańcy USA wydają 2,4 miliarda dolarów rocznie.
      Uczona szukała dowodów na odchudzający wpływ tego typu specyfików i stwierdziła, że nie istnieją żadne naukowe badania stwierdzające, że którykolwiek z nich powoduje znaczący spadek masy ciała. Wiele z nich może być za to szkodliwych dla zdrowia.
      Profesor Manore podzieliła sprawdzane przez siebie produkty na cztery kategorie: suplementy blokujące absorbcję tłuszczy lub węglowodanów (np. chitosan), stymulanty poprawiające metabolizm (np. kofeina czy efedryna), redukujące tkankę tłuszczową (np. kwas rumenowy czyli sprzężony kwas linolowy CLA) oraz zmniejszające apetyt (rozpuszczalny błonnik). Uczona stwierdziła, że w wielu przypadkach produkty nie były poddawane ślepym próbom klinicznym mającym na celu stwierdzenie ich efektywności, a w przypadku większości badań w opisie wyników nie uwzględniano aktywności fizycznej badanych. Tam, gdzie przeprowadzono badania wyniki wskazywały, że w porównaniu z grupą kontrolną osoby zażywające suplementy w większości traciły mniej niż 1 kilogram masy ciała. Nie wiem, jak można było nie uwzględniać ćwiczeń fizycznych w badaniach. Dowody jednoznacznie wskazują, że aktywność fizyczna jest podstawowym warunkiem nie tylko zrzucenia kilogramów i zachowania masy mięśniowej, ale również utrzymania niższej wagi - mówi Manore.
      Ludzie chcą stracić na wadze oraz utrzymać lub zwiększyć masę innych tkanek. Nie ma dowodów na to, że którykolwiek z tych suplementów się do tego przyczynia. A niektóre z nich mogą mieć skutki uboczne, poczynając od nieprzyjemnych, jak wzdęcia i gazy, po poważne, jak udary i problemy z sercem - dodaje uczona.
      Jej zdaniem jedynym sposobem na utratę wagi są spożywanie pełnoziarnistego pieczywa, owoców, warzyw, chudego mięsa, zmniejszenie ilości tłustych pokarmów oraz aktywność fizyczna. Dodanie do tego włókien, wapnia, białek i zielonej herbaty może pomóc. Ale żaden z tych środków nie zadziała, jeśli nie będziemy ćwiczyli, jedli warzyw i owoców.
      Osobom chcącym zachować zdrowie, profesor Manore zaleca m.in. by z wyprzedzeniem planowały obiady, gdyż decydowanie o nich na ostatnią chwilę oznacza zwykle, że źle wybieramy. Gdy jemy obiad w restauracji posiłek najlepiej zacząć od dużej porcji surówki lub zupy warzywnej, ewentualnie przystawki, mniej zjemy dania głównego. Należy ruszać się jak najwięcej, szczególnie, gdy nasza praca wymaga siedzenia. Ponadto w każdym posiłku powinny znaleźć się warzywa. Należy spożywać włókna i to najlepiej w „mokrej“ postaci. Lepsza jest owsianka od zbożowego krakersa. Owoców i warzyw nie powinno zastępować się sokami. Będziemy czuli się bardziej nasyceni po zjedzeniu 100 gramów jabłek niż po wypiciu 100 gramów soku jabłkowego. Należy też jeść produkty jak najmniej przetworzone. Ich strawienie wymaga od organizmu więcej wysiłku, zatem związany z tym wydatek energetyczny jest większy.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Hiperglikemia, czyli za wysoki poziom cukru we krwi, prowadzi do uszkodzenia serca, nawet u osób, które nie chorują na serce ani nie mają cukrzycy (Journal of the American College of Cardiology).
      Pracując pod kierownictwem dr Elizabeth Selvin, naukowcy ze Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa odkryli, że podwyższonemu poziomowi hemoglobiny glikowanej HbA1C (która powstaje wskutek nieenzymatycznego przyłączenia glukozy do cząsteczki hemoglobiny) towarzyszy pojawienie się niewielkich ilości troponiny T (cTnT) - jednego z markerów martwicy mięśnia sercowego.
      Wykorzystano bardzo czuły test, który pozwalał na wykrycie 10-krotnie niższych stężeń cTnT niż te występujące u pacjentów po zawale serca. Amerykanie podkreślają, że uzyskane przez nich wyniki wskazują, że hiperglikemia może być związana z uszkodzeniem serca niezależnym od miażdżycy.
      W ramach studium analizowano dane 9662 osób, które brały udział w studium Atherosclerosis Risk in Communities (Społecznościowe Ryzyko Miażdżycy). Żadna z nich nie cierpiała na chorobę niedokrwienną serca ani na niewydolność serca. Zauważono, że im wyższy poziom HbA1C, tym wyższe stężenia cTnT. Związek występował nawet przy stężeniach HbA1C niewystarczających do zdiagnozowania cukrzycy.
      Za pomocą konwencjonalnych testów troponinę T wykrywa się u 0,7% populacji i jest ona markerem zawału (ogólnie wskaźnikiem uszkodzenia mięśnia serca). Z czułym testem cTnT niewielkie stężenia troponiny stwierdzano aż u 66% populacji. Wszystko wskazuje więc na to, że podwyższona glukoza może nie tylko nasilać miażdżycę, ale i bezpośrednio uszkadzać mięsień sercowy - podsumowuje dr Jonathan Rubin.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Za parę lat, a może wcześniej orężem w zwalczaniu otyłości stanie się guma do żucia. Jej smak nie będzie się różnił od dzisiejszych miętowych czy owocowych drażetek i listków, ale skład już tak. Tajemniczym składnikiem ma być polipeptyd YY, jeden z czynników wywołujących uczucie sytości.
      Polipeptyd YY3-36 jest hormonem, który wydziela się do krwiobiegu zarówno w czasie jedzenia, jak i podczas wysiłku fizycznego. Jego ilość rośnie wraz z liczbą spożytych kalorii. PPY3-36 hamuje opróżnianie żołądka oraz wydzielanie soków żołądkowego i trzustkowego. Wcześniejsze badania wykazały, że u otyłych osób stężenie PPY3-36 w osoczu jest niższe zarówno na czczo, jak i po posiłku. Co ważne, dożylne podanie PPY3-36 grupie otyłych i szczupłych ochotników u wszystkich zwiększało poziom hormonu w osoczu i znacznie obniżało liczbę spożywanych kalorii.
      PPY3-36 jest hormonem hamującym apetyt, ale kiedy zażywa się go doustnie, duża część zostaje zniszczona w żołądku, a pozostały ma problem z przeniknięciem do krwiobiegu - wyjaśnia dr Robert Doyle z Syracuse University.
      Jak ukryć PPY3-36, by mógł bez przeszkód pokonać przewód pokarmowy? Kilka lat temu Doyle odkrył, że witamina B12 stanowi świetną platformę doustnego aplikowania insuliny, eksperymenty pokazały, że sprawdza się też w odniesieniu do polipeptydu YY. Faza pierwsza studium miała zademonstrować, że możemy dostarczać do krwiobiegu odpowiednie klinicznie dawki PPY3-36. Kolejnym krokiem ma być wdrożenie systemu B12-PYY np. w gumie do żucia albo suplemencie. Ta pierwsza miałyby wspomagać odchudzanie na podobnej zasadzie jak guma nikotynowa rzucanie palenia.
      Jeśli wszystko się uda, ludzie będą mogli zjeść zbilansowany posiłek, a następnie sięgnąć po gumę. Suplement PYY zaczynałby działać po 3-4 godz., zmniejszając apetyt w okolicach kolejnego posiłku.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Suplementy z imbiru obniżają markery stanu zapalnego toczącego się w jelicie grubym (Cancer Prevention Research).
      Zespół dr Suzanny M. Zick ze Szkoły Medycznej University of Michigan zebrał grupę 30 pacjentów. Wylosowano ich do grupy eksperymentalnej, która przez 28 dni zażywała suplementy z imbirem, lub do grupy placebo (kontrolnej).
      Po 28 dniach naukowcy określali poziom zestawu markerów stanu zapalnego jelita grubego. W większości przypadków zaobserwowano istotne statystycznie spadki.
      Zick podkreśla, że wcześniejsze badania wskazywały na stan zapalny jako czynnik ryzyka raka jelita grubego. W przyszłości trzeba będzie sprawdzić, jak zażywanie suplementów imbiru wpływa na zagrożenie tą chorobą (teoretycznie powinno je obniżać).
×
×
  • Create New...