Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' Floryda'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 7 results

  1. Lud Calusa przez wieki dominował nad południową częścią Florydy. Wpływy i władza Calusa rozciągały się daleko poza ich terytorium. Posiadali odpowiednią siłę militarną, byli w stanie handlować z uznającymi ich zwierzchnictwo plemionami i zbierać od nich daniny. Calusa wznosili olbrzymie budynki i kopali imponujące kanały szerokości autostrad. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że gospodarka Calusa nie opierała się na rolnictwie, a na rybołówstwie. Podobnie jak inne ekspansywne kultury Calusa potrzebowali nadwyżek żywności, chociażby po to, by utrzymać ludzi pracujących przy imponujących przedsięwzięciach budowlanych. Nie mówiąc już o tym, że nadwyżki były potrzebne do uprawiania długodystansowego handlu na odległość setek kilometrów. Specjalistów od dawna zastanawiało, jak nadbrzeży lud, którego głównymi składnikami diety były ryby i owoce morza, a który poza tym zajmował się zbieractwem, mógł w subtropikalnym klimacie handlować rybami. Okazuje się, że odpowiedzią są celowo odgrodzone fragmenty estuariów rzecznych, które służyły jako tymczasowe baseny do przechowywania żywych ryb. Pozyskiwane z nich ryby były jedzone świeże, ale również suszone i wędzone, dzięki czemu nadawały się do długotrwałego przechowywania. Największa z takich konstrukcji liczy ponad 3300 metrów kwadratowych i jest otoczona wałem o wysokości dochodzącej do 1 metra. Tym, co czyni lud Calusa wyjątkowym jest fakt, że większość społeczeństw, które osiągnęły ten stopień złożoności i takie wpływy to społeczeństwa rolnicze. Przez dług czas sądzono, że społeczności opierające się na połowach ryb, łowiectwie lub zbieractwie są mniej zaawansowane. Jednak podczas ostatnich 35 lat naszej pracy wykazaliśmy, że Calusa stworzyli złożone społeczeństwo posługujące się zaawansowaną architekturą i religią, które miało siły zbrojne, specjalistów z różnych dziedzin, handel długodystansowy i było społecznie zróżnicowane. A wszystko to bez uprawy ziemi, mówi William Marquardt, emerytowany kurator South Florida Archeology and Ethnograpy we Florida Museum of Natural History. Marquardt brał udział w pracach grupy Victora Thompsona, dyrektora Laboratorium Archeologii na University of Georgia. Naukowcy badali dwa odgrodzone obszary położone na południowym-zachodzie wyspy Mound Key, na której przez około 500 lat znajdowała się stolica Calusów. Widoczne do dzisiaj konstrukcje zbudowano po bokach wielkiego kanału o długości ponad 600 metrów, którego średnia szerokość przekracza 30 metrów. Kanał przecina wyspę na pół. Obie konstrukcje są otwarte na kanał. Prawdopodobnie dzięki temu Calusa mogli zagonić tam ryby, a następnie zamknąć ogrodzony teren wrotami lub siecią. Budowa takich tymczasowych basenów i przetrzymywanie w nich ryb wymagały wiedzy inżynieryjnej, wiedzy o dziennych i sezonowych pływach, a także wiedzy z hydrologii i biologii różnych gatunków ryb, podkreślają naukowcy. Szczegółowe badania ujawniły istnienie dodatkowych stoków, rodzaju ramp, którymi prawdopodobnie transportowano ryby. W pobliżu znaleziono dowody na istnienie stanowisk, w których palono ogień. To prawdopodobnie tam wędzono i suszono ryby. Dzięki datowaniu radiowęglowemu wiemy, że struktury te powstały w latach 1300–1400 naszej ery. Budowano je zatem podczas drugiej fazy budowy imponującej siedziby władcy, która – jak wynika z hiszpańskich dokumentów – mogła pomieścić 2000 osób. Warto tutaj wspomnieć, że około 1250 roku doszło do spadku poziomu oceanów, co mogło mieć wpływ na populację ryb i mogło zainspirować Calusa do stworzenia wspomnianych basenów. Znalezione szczątki wskazują, że Calusa przetrzymywali ryby z rodziny mugilowatych, śledze oraz gatunek Lagodon rhomboides. Z kolei szare osady bogate w materię organiczną wskazują na słabą cyrkulację wody w basenach. Mogła ona być w pewnym stopniu wymieniana podczas wysokiej fali. Nie wiemy dokładnie, jak to działało, ale sądzimy, że było to krótkoterminowe przechowywanie ryb, na okres liczony w godzinach czy kilku dniach, ale nie w miesiącach, mówi Marquardt. Naukowcy już wcześniej przypuszczali, że widoczne konstrukcje mogły służyć przechowywaniu ryc, jednak dopiero teraz zostały one szczegółowo zbadane, a ich datowanie porównano z datowaniem innych budowli ludu Calusa. O Calusa mamy niewiele informacji. Wiemy, że ich społeczeństwo było podzielone, że istniała tam warstwa wyższa. Lud miał kilku liderów. Był wśród nich władca, wódz wojenny oraz główny kapłan. Wszystkie te informacje pochodzą od Hiszpanów. Wiemy, że w 1564 roku głównym kapłanem był ojciec aktualnego władcy, a wodzem wojennym był jego kuzyn. Hiszpanie udokumentowali też cztery przypadki sukcesji. Po niewymienionym z imienia władcy na tronie zasiadł jego brat Senquene, następnie władza przeszła w ręce jego syna Carlosa (Hiszpanie notowali większość imion w formie hiszpańskiej), po Carlosie rządził jego kuzyn Felipe, a po Felipe kolejny kuzyn Carlosa, Pedro. Hiszpanie twierdzą też, że wódz za żonę brał swoją siostrę. Jednak Marquardt uważa, że doszło tu do nieporozumienia. Zdaniem uczonego wódz miał za żonę brać „siostrę z klanu”. Małżeństwa służyły też wzmocnieniu więzi z podwładnymi. Wódz brał za żonę kobiety z podbitych i sprzymierzonych ludów. Wiemy też, że Carlos zaoferował swoją siostrę jednemu z hiszpańskich odkrywców. Callusa żyli w wielkich wspólnych dwupiętrowych domach. Wspomniana już siedziba władcy mogła, według Hiszpanów, z łatwością pomieścić 2000 osób. Siedziba władcy, a prawdopodobnie i inne wspólne domy, były budowane na szczytach specjalnie usypanych kopców. Pierwszym Europejczykiem, który w 1521 roku skontaktował się z Calusa był słynny Juan Ponce de Leon. Osiem lat później Ponce de Leon zginął z rąk Calusa. Najbardziej szczegółowe i najcenniejsze informacje o Calusa mamy z relacji Hernando de Escalante Fontanedy, którego okręt rozbił się u wybrzeży Florydy. Trzynastoletniemu chłopcu darowano życie i przez 17 kolejnych lat żył on wśród różnych plemion na południu Florydy. W XVIII wieku Calusa zostali zdziesiątkowani przez epidemię oraz przez najazdy plemion uzbrojonych przez Anglików w broń palną. Sami Calusa, którzy izolowali się od Białych, broni palnej nie posiadali. W ciągu kilkudziesięciu lat Calusa wyginęli. Z pracą Ancient engineering of fish capture and storage in southwest Florida można zapoznać się na łamach PNAS. « powrót do artykułu
  2. Radar US National Weather Service zarejestrował gigantyczne stado ptaków, migrujących z Ameryki Południowej. Przelatująca nad Florydą grupa miała co najmniej 145 kilometrów średnicy. Każdego roku pomiędzy Ameryką Północną a Południową przemieszczają się olbrzymie liczby ptaków. Cornwell University przygotował animację pokazującą migracje 118 gatunków. Niektóre rozpoczynają swoją podróż już w lutym, a największy ruch na niebie panuje w marcu i kwietniu. Na animacji możemy na przykład zobaczyć jak biegus białorzytny wyrusza w lutym z Patagonii by pod koniec czerwca dotrzeć do północnych wybrzeży Zatoki Hudsona, a już kilka tygodni później udaje się w drogę powrotną i w grudniu znowu jest w Patagonii. Równie imponującą migracją może poszczycić się biegus płowy, przemieszczający się co roku pomiędzy Urugwajem a Alaską i z powrotem. Niektóre z migrujących ptaków docierają do Jukatanu i na Kubę, gdzie czekają na korzystne wiatry, które ułatwią im dalszą migrację. Stado, które zaobserwowano na radarach, wyruszyło dzień wcześniej z Kuby, a przed świtem wylądowało na Florydzie. Zarejestrowanie stada ptaków przez radar meteorologiczny było możliwe dzięki odpowiednim warunkom atmosferycznym. Nad nami utworzyła się stabilna warstwa powietrza, które odbijało sygnał radaru bliżej ziemi. Przez to był on w stanie rejestrować niżej znajdujące się obiekty, wyjaśnia meteorolog Kate Lenninger. Przyszłość ptaków w Ameryce Północnej jest niepewna. Dwa przeprowadzone niedawno badania wykazały, że od roku 1970 liczebność ptaków na tym kontynencie spadła aż o 3 miliardy, czyli o 29%. Jedną z przyczyn tego spadku jest niszczenie habitatów przez ludzi. Zmiany klimatyczne mogą być kolejnym problemem, gdyż mogą one niekorzystnie wpłynąć na wzorce migracji tych zwierząt. Specjaliści obawiają się na przykład, że orzeł przedni może nie być w stanie zmienić wzorca migracji i nie dostosuje go do wcześniej nadchodzącej wiosny. Tymczasem to wiosną wykluwają się młode, które jesienią powinny uzyskać pełną niezależność od rodziców. « powrót do artykułu
  3. Mimo kampanii na rzecz ochrony narażonych na wyginięcie manatów karaibskich w 2019 r. florydzcy wodniacy zabili w wypadkach rekordową ich liczbę. Wg wstępnego raportu Florida Fish and Wildlife Conservation Commission, wskutek potrącenia przez jednostki pływające w br. zginęło aż 129 manatów (stan na 13 grudnia). Poprzedni rekord padł w 2018 r.; różne zestawienia mówią, że w zeszłym roku zginęły w ten sposób albo 124, albo 122 osobniki. W bieżącym roku najwięcej, bo 25, wypadków manatów z jednostkami pływającymi odnotowano w hrabstwie Lee. Z 15 osobnikami na drugim miejscu uplasowało się hrabstwo Brevard. Siedemnaście Trichechus manatus straciło zaś życie w hrabstwach Florydy Południowej: po 4 w Monroe, Broward i Miami-Dade oraz 5 w Palm Beach. Niechlubny rekordowy trend był już widoczny przed końcem czerwca. Gdy analizuje się statystyki z prawie całego roku bieżącego, widać, że w porównaniu do 2018 r., odsetek manatów, które poniosły śmierć w wyniku wypadków z udziałem jednostek pływających, jest większy o dobrych kilka procent. Jak co roku, twórcy raportu wzięli też pod uwagę zgony z przyczyn naturalnych oraz inne przypadki, w tym uwięźniecie w śluzach powodziowych, stres związany z niską temperaturą czy powikłania okołoporodowe. W okresie od 1 stycznia do 13 grudnia przyczyny naturalne odpowiadały za 74 zgony. Ponieważ rok się jeszcze nie zakończył, a podliczanie danych trwa, wszystkie statystyki na pewno wzrosną. Jak donosi WFLA News Channel 8, protestujący przeciwko strefom wolniejszego ruchu, które mają służyć ochronie pływających powoli ssaków, twierdzą, że przyczyną, dla której ginie tyle manatów, jest brak wystarczającej ilości trawy morskiej do ich wykarmienia. Od 1981 r. ochroną manatów zajmuje się założona przez piosenkarza Jimmy'ego Buffetta i gubernatora Florydy Boba Grahama organizacja non-profit Save the Manatte (SMC). « powrót do artykułu
  4. Dzięki człowiekowi, który postanowił za pomocą Google Earth przyjrzeć się swojemu byłemu domowi w Wellington na Florydzie, udało się odnaleźć mężczyznę, który zaginął w 1997 r. Jego szczątki przeleżały 22 lata w samochodzie zatopionym w stawie retencyjnym. Zdjęcia lotnicze pokazały zarys pojazdu w wodzie, dzięki czemu można było rozwiązać zagadkę sprzed 2 dekad... Jak napisano w komunikacie Biura Szeryfa Hrabstwa Palm Beach na Facebooku, były mieszkaniec Grand Isles oglądał swoje dawne okolice na Google Earth. W pewnym momencie przy brzegu zbiornika retencyjnego zauważył coś, co wyglądało na samochód. Skontaktował się wtedy z obecnym właścicielem domu, który potwierdził jego spostrzeżenia za pomocą drona i natychmiast skontaktował się z policją. Gdy przybyli na miejsce policjanci wydobyli auto z wody, okazało się, że w środku znajdują się ludzkie szczątki. Z zewnątrz biały Saturn SL 1994 był pokryty osadem wapnia, co sugerowało, że samochód leżał w wodzie przez dłuższy czas. Kości zbadali specjaliści z biura koronera. Dziesiątego września dokonano identyfikacji. Zmarły to William Earl Moldt, który zaginąwszy w 1997 r., miał 40 lat. Siódmego listopada 1997 r. mężczyzna zadzwonił ok. 21.30 do swojej dziewczyny, mówiąc, że niedługo wróci do domu. Wg National Missing and Unidentified Persons System (NamUs), gdy go widziano po raz ostatni, ok. 23 wychodził z lokalnego baru. Nie wyglądał na pijanego. Odjechał sam. Jak podała telewizja WPTV, w czasie zaginięcia Moldta osiedle dopiero budowano. Okoliczności, w wyniku których samochód z Moldtem w środku trafił do zbiornika, pozostają nieznane. « powrót do artykułu
  5. Latem zeszłego roku Jeff Weakley z Florydy zauważył wybrzuszenie na swojej stopie. Ponieważ ostatnimi czasy więcej biegał, myślał, że to pęcherz. Początkowo w ogóle się tym nie przejął, ale gdy zmiana nadal rosła, otworzył ją i ku swojemu zaskoczeniu znalazł fragment zęba rekina, który ugryzł go w 1994 r. podczas surfowania przy Flagler Beach. Najpierw Weakley chciał sobie zrobić z fragmentu zęba wisiorek, w pewnym momencie przeczytał jednak, że analizując DNA z zęba wyjętego z nogi ofiary, naukowcy z Florida Program for Shark Research zidentyfikowali gatunek rekina odpowiedzialnego za pogryzienie u wybrzeży stanu Nowy Jork. Pomysł z wisiorkiem został więc błyskawicznie zarzucony i Weakley skontaktował się z Florydzkim Muzeum Historii Naturalnej. Byłem bardzo podekscytowany możliwością identyfikacji rekina, bo zawsze chciałem wiedzieć [co mnie wtedy ugryzło]. Przez chwilę się wahałem, bo pomyślałem, że mogą mi powiedzieć, że padłem ofiarą makreli albo ryby z rodziny belonowatych, a to byłoby naprawdę upokarzające. Koniec końców okazało się jednak, że mężczyzna został ugryziony przez żarłacza czarnopłetwego (Carcharhinus limbatus). Choć tak naprawdę właściwie nikt nie był zaskoczony wynikiem (gdy do pogryzienia dochodzi na Florydzie, często odpowiada za nie właśnie C. limbatus), czymś niespodziewanym okazał się stan samego DNA. Przez ponad 24 lata układ odpornościowy Weakleya powinien je zniszczyć, dlatego Gavin Naylor i Lei Yang, menedżer jego laboratorium, oceniali szanse na powodzenie przedsięwzięcia jako bardzo małe lub żadne. Okazało się jednak, że byli w błędzie. Najpierw Yang oczyścił ząb, usunął część szkliwa i wyskrobał miazgę. Potem wyekstrahował z tkanki DNA i je oczyścił. Po kilku kolejnych etapach wstępnej obróbki porównał docelowe sekwencje z 2 bazami danych genetycznych rekinów i płaszczek. W ten sposób okazało się, że Weakley, wydawca magazynu Florida Sportsman, padł ofiarą żarłacza czarnopłetwego. Ponieważ w ok. 70% przypadków nie wiadomo, jaki gatunek dopuścił się pogryzienia, pozyskanie dokładniejszych danych pozwoliłoby opracować nowe strategie unikania takich sytuacji - podkreśla Yang. Po wypadku Weakley bardzo szybko, bo w ciągu paru tygodni, wrócił do wody. Zabezpieczał tylko stopę wodoodpornym bandażem i specjalnym butem. Po ćwierćwieczu co tydzień surfuje i łowi ryby, a napotkane rekiny traktuje jak psy, które potrafią dopiec w czasie joggingu. « powrót do artykułu
  6. W zeszłą sobotę (17 czerwca) w Deerfield Beach na Florydzie przeprowadzono największe podwodne sprzątanie na świecie. W organizowanym po raz 15. wydarzeniu wzięło udział 633 nurków z całego świata. Na miejscu był przedstawiciel Księgi Guinnessa Michael Empric, który potwierdził, że rzeczywiście pobito rekord z 2015 r., kiedy to w sprzątaniu Morza Czerwonego, koordynowanym przez nurka egipskiej armii Ahmeda Gabra, wzięło udział 614 nurków. Florydzkie wydarzenie zrealizowano pod egidą Dixie Divers i Deerfield Beach Women's Club. Jak podkreśla jedna z organizatorek Tyler Bourgoine, to był wspaniały czas. Pracowaliśmy razem. Każdy oczyszczał przypisany fragment rafy bądź molo. Nurkowie wchodzili do wody od 9 do 11 i pozostawali w niej co najmniej kwadrans. Ludzie przyjechali z różnych zakątków USA, a także z Europy i Ameryki Południowej. Na razie nie wiadomo, ile dokładnie odpadów zebrano, ale wg organizacji Project AWARE, ich waga mogła sięgać nawet 1450 kg. Miasto podkreśla, że wszystkie zostaną poddane recyklingowi lub odpowiedniemu składowaniu. Duża część zebranych śmieci wiązała się z rybołówstwem. « powrót do artykułu
  7. W Lion Country Safari na Florydzie od uderzenia pioruna zginęły 2 żyrafy: samiec i samica. Poniosły śmierć na miejscu. Przyczynę zgonu potwierdziła sekcja zwłok. Park poinformował o zdarzeniu na swoim profilu na Facebooku. Lily i Jioni byli na pastwisku, gdy 6 tygodni nagle rozpoczęła się duża burza. Wyniki sekcji zwłok potwierdziły, że żyrafy zginęły od uderzenia pioruna i że śmierć była natychmiastowa. Przedstawiciele parku podkreślają, że na wieloakrowym wybiegu zwierzęta mają do dyspozycji sporo kryjówek. Jeśli jednak nie chcą się tam udać, niewiele możemy zrobić - powiedziała w wywiadzie udzielonym lokalnej telewizji WPTV rzeczniczka Haley Passeser. Po śmierci żyraf w Lion Country Safari pozostało jeszcze stado złożone z 18 osobników. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...