Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Najlepsi kierowcy zdają dwukrotnie

Recommended Posts

Najlepszymi kierowcami nie są, wbrew pozorom, osoby, które zdały egzamin na prawo jazdy za pierwszym razem. Zamówione przez firmę Continental Tyres badania pokazały, że najlepiej jeżdżą ci, którzy do egzaminu podchodzili dwukrotnie.

W przeprowadzonej ankiecie wzięło udział 6200 kierowców, którzy mieli dokładnie opisać swoje umiejętności oraz doświadczenia związane z jazdą samochodem. Okazało się, że osoby, które zdały na prawo jazdy za drugim razem miały mniej punktów karnych, rzadziej wpadały we wściekłość podczas jazdy samochodem i były rzadziej zatrzymywane przez policję niż ci, którzy zdobyli prawo jazdy za pierwszym podejściem. Rzadziej też rozmawiali za kierownicą przez telefon komórkowy, uczestniczyli  w mniejszej liczbie wypadków, a ich pasażerowie niezwykle rzadko doznawali uczucia strachu podczas jazdy z nimi.

Najgorszymi kierowcami są natomiast te osoby, które podchodziły do egzaminu więcej niż dwa razy. Badania wykazały, że osoby takie częściej niż inni przejeżdżają skrzyżowania na czerwonym świetle, jeżdżą pod prąd, uderzają w przeszkody podczas parkowania i częściej korzystają z ubezpieczenia.

W ankiecie wzięły udział osoby w wieku 20-65 lat i opisywały szczegółowo 20 aspektów prowadzenia pojazdów. Musiały one powiedzieć, czy czują się na siłach uczyć jazdy innych, jak często odrywają wzrok od drogi czy też ile dostały mandatów.

Ci, którzy za pierwszym razem zdali egzamin byli najlepsi w bardziej skomplikowanych manewrach, takich jak parkowanie równoległe tyłem, ruszanie pod górę czy zawracanie. W ich przypadku było mało prawdopodobne, by zgasł im silnik i chętnie uczyliby innych jeździć.

Z kolei osoby, które podchodziły do egzaminu dwukrotnie jeździły najbardziej płynnie.

Badania wykazały też, że przeciętny kierowca w ciągu ostatniego miesiąca złamał przepisy czterokrotnie, ale uniknął kary. Ponadto ma on średnio trzy punkty karne, a od momentu zdania egzaminu do chwili, by poczuł się pewnie za kierownicą mijają średnio dwa lata.

Ci, którzy zdawali dwukrotnie sprawują się na drodze lepiej, jeżdżą bezpiecznie i odpowiedzialnie. Być może wynika to z tego, że są bardziej skoncentrowani i biorą pod uwagę więcej czynników, lepiej oceniają warunki na drodze i zwracają uwagę na innych kierowców. Osoby, które zdały za pierwszym razem dobrze radzą sobie z samochodem, ale mogą być zbyt pewni siebie, co może prowadzić do lekkomyślności - mówi Guy Frobisher z Continental Tyres.

Share this post


Link to post
Share on other sites

no ba.. ja zdałem za 2gim, a na pierwszym egzaminie faktycznie popełniłem lekkomyślną i niebezpieczną gafę i nie mam żalu do instruktora że mnie uwalił. Była ewidentnie moja wina :D (zdawałem w Płocku).

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety w naszych realiach są one zupełnie niemiarodajne. :> Ciekawe czy wyniki tych badań mogą zostać wykorzystane przez ubezpieczycieli.

Ja niestety (?) za trzecim razem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

właśnie u nas egzaminy się sporo różnią. ja zdałem bodajże za 6-pierwsze cztery nie wyjechałem poza plac,dopiero jak zmieniłem szkołę jazdy nauczono mnie robić łuk,no i się udało. obecnie czuję się raczej kiepskim kierowcą,głównie dlatego że jeżdżę "niedzielnie"

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja zdałem za pierwszym i dlatego uważam, że badania zostały sfałszowane przez przeciwników Świetnych Kierowców Zdających Za Pierwszym Razem

 

Zdecydowanie uważam, że był to spisek.. ;D co najmniej ogólnokrajowy 8) Osobiście zdałam za drugi razem i nie uważam się ani za lepszą ani za gorszą. Z doświadczenia wiem, iż jeśli ktoś nie zda za pierwszym razem to uczy się.. pokory... I to jest lekcja, którą zapamiętuje do końca życia.

 

Jest ostrożniejszy, mniej pewny siebie i dzięki temu jest bezpieczniejszym towarzyszem na drodze. Ma mniej stłuczek i mniej punktów karnych. Co by się zgadzało z przeprowadzonymi badaniami 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

to tak jak egzamin na studiach, jak miałem poprawkę zawsze więcej wiedziałem (a nawet więcej wynosiłem/zapamiętywałem na przyszłość) niż gdy udało się za pierwszym razem, w tym przypadku tak można tłumaczyć większą wiedzę teoretyczną, praktyka to inna sprawa

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja zdałem za trzecim razem i myślę że jestem kolejnym wcieleniem Colina i Ayrtona Senny w jednej osobie. Gdybym był wyższy to dorzuciłbym jeszcze Hołka, ale na szczęście nie jestem aż tak wysoki. Zgadzam się co do nauki pokory i większego przyłożenia się do nauki, gdy za pierwszym razem się nie zda. Ale tak czy siak wszystko zależy od ludzi. Ciekawy jestem jak bardzo statystycznie są widoczne te różnice między opisywanymi grupami kierowców.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Absolutnie nie zgadzam się ze statystykami- bo inaczej takich "badań" nazwać się nie da. Nie można oceniać kierowców tylko na podstawie tego ile razy podchodzą do egzaminu. To, do ilu egzaminów się podchodzi, zależy od wielu czynników. Pierwszym z nich jest stres- kiedy jeździłam z instruktorami (a było ich chyba 4), każdy mi mówił, że jeżdżę naprawdę rewelacyjnie. A egzaminatorzy? Zanim zdałam, oblałam 4 razy. Głównie przez stres, ponieważ krzyczeli na mnie za wszystko, wytykali błędy, które popełniłam nie ze swojej winy itd. Przykład? "Inteligentny" kierowca zaparkował pojazd w niewłaściwym miejscu. Żeby go ominąć, musiałam najechać na podwójną ciągłą i pole wyłączone z ruchu. Niby to oczywiste, skoro inaczej się nie dało, ale jednak egzaminator wszystko wie lepiej... Krzyczał na mnie za to z 5 minut. W końcu się zestresowałam i popełniłam jakąś gafę, za którą oblałam. Innym razem w środku egzaminu usłyszałam, że jestem żałosna... Nie popełniłam wtedy żadnego błędu, a oblałam tylko dlatego, że egzaminatorowi nie pasowało to, że wdałam się z nim w dyskusję. W moim mieście naprawdę ciężko jest zdać, często podchodzi się więcej niż 2 razy do egzaminu, ponieważ mało który egzaminator jest naprawdę w porządku. Zgadzam się, że raz oblałam z własnej winy, jednak czy to, że podchodziłam do egzaminu wielokrotnie, od razu robi ze mnie pirata drogowego? Ja uważam, że nie.

Podam jeszcze jeden argument- mianowicie taki, że w mojej najbliższej rodzinie wszyscy już mają prawo jazdy. Tak więc mam osoby które zdały kolejno: kuzynka za 3, siostra za 4, druga siostra za 2. Ja za 5, moja mama za 1. Wbrew pozorom, najgorszym kierowcą w rodzinie jest osoba, która zdała za... 2 razem. Jeździ fatalnie. Jazda z nią to przeolbrzymi stres, ponieważ w ogóle brakuje jej opanowania, wpada w panikę gdy popełni błąd, nie umie nawet zmienić pasa ruchu! Wszystkie te 4 osoby z mojego otoczenia mają podobny staż w prowadzeniu pojazdu- około 3 lat. Najlepiej jeździ kuzynka, która zdała za 4 razem.

Kolejna sprawa- moim zdaniem dużo też zależy od charakteru człowieka. Gdy ktoś się boi jeździć, jeździ niepewnie, wpada w panikę- ZAWSZE BĘDZIE beznadziejnym kierowcą. Choćby zdała za 2 razem. Ja jestem bardzo opanowana, jeżdżę pewnie i jestem chwalona. A że miałam pecha? Trudno. Na pewno nie dam sobie wmówić takich bredni, że należę do beznadziejnych kierowców tylko dlatego, że zdałam później niż na drugim razem.

Pozdrawiam, Ania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
no ba.. ja zdałem za 2gim, a na pierwszym egzaminie faktycznie popełniłem

lekkomyślną i niebezpieczną gafę i nie mam żalu do instruktora że mnie uwalił. Była ewidentnie moja wina :) (zdawałem w Płocku).

Choćbyś nawet zdał za siódmym razem, to tym postem pokazałeś, że i tak bijesz polskich kierowców na łeb: wiesz co to pokora :)

 

 

Ciekawe czy wyniki tych badań mogą zostać wykorzystane przez ubezpieczycieli.

Byłoby ciężko, bo ubezpieczyciel nie mają o ile mi wiadomo dostępu do informacji o liczbie podejść do egzaminu. Same kryteria stosowane przez firmy ubezpieczeniowe są natomiast totalnie odjechane - niektóre firmy rzekomo biorą pod uwagę np. miesiąc urodzenia czy kolor oczu jako zmienną uwzględnianą przy wyliczaniu składek :D Ot, magia statystyki.

 

 

@Catwoman - obawiam się, że bardzo mocno zapędziłaś się w interpretacji. Nikt nie napisał, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy tymi dwiema zmiennymi, a jedynie, że stwierdzono korelację.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mogę się cieszyć, bo zdałem za drugim razem, całkiem niedawno zresztą.

Od tamtej pory nie miałem okazji jeździć, więc z grupy najlepszych już jestem wykluczony :P

Do najlepszych zaliczyłbym tych, którzy zachowują zdrowy rozsądek i tych którzy sami, nawet na własną rękę, chociaż raz w miesiącu jadą np. na parking i sobie ćwiczą, albo idą na profesjonalny kurs, np. poślizgu kontrolowanego.

Dla osób z Warszawy gorąco polecam Cargo na Okęciu, gdzie można bezpiecznie poćwiczyć i zrobić coś wspaniałego - popalić gumę :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Parkując samochód na zewnątrz, zwłaszcza w okolicy, gdzie występują wiewiórki, warto od czasu do czasu zapobiegawczo zajrzeć pod maskę. Przekonała się o tym Holly Persic z Pensylwanii, która wybrawszy się autem do biblioteki, poczuła swąd spalenizny i miała wrażenie, że SUV wydaje dziwne dźwięki. Kobieta zadzwoniła do męża, który poradził jej, by zajrzała pod maskę. Okazało się, że w środku znajduje się cała masa orzechów czarnych i trawy - jednym słowem, wiewiórcze zapasy na zimę.
      Wyjęcie ponad 200 orzechów zajęło prawie godzinę. Później małżonkowie pojechali do warsztatu. Tam po rozmontowaniu podwozia udało się wyjąć resztę orzechów (dobre pół wiaderka). Te, które leżały na bloku cylindrów, były czarne i miały charakterystyczną woń spalenizny - opowiada Chris Persic. Na szczęście nie doszło do jakichś poważniejszych uszkodzeń.
      Skarb spod maski wyjaśnił, co się stało z orzechami, które spadły z dużego drzewa. Na ziemi nie pozostało ich za dużo, a Chris zachodził ostatnio w głowę, gdzie się podziały...

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naturalne drgania samochodu sprawiają, że ludzie stają się coraz bardziej senni. Wpływa to na koncentrację i czujność już po kwadransie za kierownicą.
      Zważywszy, że ok. 20% śmiertelnych wypadków ma związek ze zmęczeniem kierowcy, naukowcy z RMIT University w Melbourne liczą, że ich wyniki zostaną wykorzystane przez producentów samochodów do opracowania foteli wspomagających czujność.
      Prof. Stephen Robinson podkreśla, że dotąd nie rozumiano dokładnie wpływu drgań na kierowców (coraz więcej dowodów wskazywało jednak, że wibracje przyczyniają się do senności).
      Odkryliśmy, że delikatne drgania fotela podczas jazdy usypiają mózg i ciało. Nasze badanie pokazuje, że stałe wibracje o niskiej częstotliwości, czyli takie, jakich doświadczamy, prowadząc samochód czy ciężarówkę, stopniowo powodują senność nawet u osób, które są wypoczęte i zdrowe. Po 15 min [...] senność zaczyna działać. Po 30 min ma już znaczący wpływ na zdolność zachowania koncentracji i czujności.
      W eksperymentach Robinsona i prof. Mohammada Farda wzięło udział 15 ochotników. Przechodzili oni symulację monotonnej jazdy po 2-pasmowej autostradzie. Symulator ustawiano na platformie, która może drgać z różną częstotliwością. Badani przechodzili 2 testy. Raz częstotliwość drgań była niska (4-7 Hz), a raz drgań w ogóle nie było.
      Zmęczenie wywoływane przez drgania psychologicznie i fizjologicznie utrudnia wykonanie zadań, dlatego układ nerwowy musi to kompensować (pojawiają się np. zmiany tętna). Badając zmienność rytmu zatokowego (ang. heart rate variability, HRV), naukowcy mogli więc obiektywnie zmierzyć, jak bardzo ktoś czuł się senny w danym momencie godzinnego testu.
      Okazało się, że objawy senności pojawiają się w ciągu kwadransa. Po 30 min senność jest już znacząca (trzeba sporego wysiłku, by podtrzymać czujność i formę poznawczą). Zmęczenie narasta przez godzinę, osiągając szczyt po 60 min.
      Fard podkreśla, że dzięki większej próbie w przyszłości powinno się udać określić, jak wiek może wpływać na czyjąś podatność na senność wywołaną drganiami. Interesują nas też potencjalne oddziaływania problemów zdrowotnych, np. bezdechu sennego.
      Nasze badania sugerują także, że drgania w pewnych częstotliwościach mają odwrotne działanie i mogą podtrzymywać czujność. Chcemy więc przetestować większy zakres częstotliwości [...].

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W temperaturze 71 stopni Celsjusza można usmażyć jajko, giną bakterie salmonelli, a człowiek doświadcza oparzeń trzeciego stopnia. Taką właśnie temperaturę może osiągnąć deska rozdzielcza samochodu zaparkowanego w pełnym słońcu. Dwuletnie dziecko pozostawione w takim samochodzie może umrzeć w ciągu godziny.
      Badacze z Arizona State University i University of California San Diego przeprowadzili badania, w ramach których porównywali, jak różna typy samochodów nagrzewają się podczas letnich dni pozostawione w miejscach o różnym stopniu nasłonecznienia i zacienienia. Przeprowadzono też symulację wpływu temperatur w samochodach na pozostawione w nich 2=-letnie dziecko.
      Nasze badanie nie tylko pokazało nam różnice temperatury w samochodach pozostawionych w cieniu i na słońcu, ale wykazało również, że małe dziecko może umrzeć nawet, jeśli samochód, w którym je zostawiliśmy, będzie zaparkowany w cieniu, mówi profesor klimatologii Nancy Selover z Arizona State University. Każdego roku w Stanach Zjednoczonych umiera średnio 37 dzieci pozostawionych w samochodach.
      Podczas badań wykorzystano dwa identyczne srebrne sedany średniej wielkości, dwa identyczne srebrne małe samochody osobowe i dwa identyczne srebrne miniwany. Podczas gorących letnich dni samochody były parkowane w różnych miejscach i przez różny czas były zacienione i ogrzewane bezpośrednio padającymi promieniami słonecznymi. Badacze o różnych porach dnia mierzyli temperaturę wewnątrz kabiny oraz temperatury na powierzchni różnych elementów pojazdów.
      Okazało się, że w samochodzie zaparkowanym w pełnym słońcu, gdy temperatura na zewnątrz wynosi 37,7 stopnia Celsjusza, po godzinie temperatura w kabinie sięga średnio 46,6 stopnia Celsjusza, temperatura deski rozdzielczej to 69,4 stopnia, temperatura kierownicy to 52,7 stopnia, a temperatura foteli wyniosła 50,5 stopnia. Jeśli samochód zaparkowany był w cieniu, temperatura kabiny była podobna do temperatury otoczenia, deska rozdzielcza rozgrzewała się do 47,7 stopnia, kierownica do 41,6 stopnia,a temperatura siedzeń po godzinie wynosiła 40,5 stopnia Celsjusza. Jak można się było spodziewać, mniejsze samochody nagrzewały się szybciej niż większe.
      Każdy z nas zetknął się z sytuacją, gdy wracał do zaparkowanego samochodu i ledwie mógł dotknąć kierownicy. Wyobraźcie sobie jak to jest być dzieckiem uwięzionym na siedzeniu. A gdy w samochodzie znajduje się człowiek, to oddychając zwiększa wilgotność we wnętrzu pojazdu. Im większa wilgotność, tym organizm trudniej się chłodzi, gdyż pot wolniej odparowuje, mówi Selover.
      O tym, na ile wysoka temperatura jest dla nas śmiertelna, decyduje nasz wiek, waga, stan zdrowia, ubranie i inne czynniki. Nauka nie jest w stanie jednoznacznie przewidzieć, kiedy dziecko dozna udaru cieplnego, jednak większość udarów u dzieci ma miejsce, gdy temperatura organizmu przez dłuższy czas przekracza 40 stopni Celsjusza. Na potrzeby badań użyto cyfrowego modelu temperatury ciała 2-letniego chłopca. Badacze symulowali, co się stanie, jeśli dziecko zostanie zamknięte na godzinę w samochodzie zaparkowanym w pełnym słońcu i na dwie godziny w samochodzie zaparkowanym w cieniu.
      Symulacje wykazały, że w każdym przypadku dochodzi do hipertermii i udaru cieplnego, a uszkodzenia organów wewnętrznych mają miejsce w temperaturach poniżej 40 stopni Celsjusza. Część osób, które w rzeczywistości przeżyły udar cieplny doświadczyła stałych uszkodzeń mózgu i organów wewnętrznych.
      Gene Brewer, profesor psychologii, który nie brał udziału w powyższych badaniach, mówi, że zapomnienie dziecka w samochodzie może przydarzyć się każdemu. Brewer, który specjalizuje się w procesach pamięciowych, był ekspertem w sprawie przeciwko rodzicom, których dziecko zmarło pozostawione w samochodzie. Często w takich przypadkach mamy do czynienia z roztargnieniem rodziców. Kłopoty z pamięcią to poważna sprawa i mogą dotknąć każdego, niezależnie od wieku, płci, pochodzenia, osobowości, klasy społecznej czy innych cech. Z funkcjonalnego punktu widzenia nie ma dużej różnicy pomiędzy zapomnieniem kluczy, a zapomnieniem dziecka w samochodzie, mówi uczony.
      Większość ludzi oddaje się codziennie tym samym rutynowym czynnościom. Tą samą drogą jeżdżą do pracy, wiozą dziecko do tego maego przedszkola, pozostawiają kluczyki od samochodu w tym samym miejscu. Czynności te nie wymagają myślenia. Jeśli rutyna ta zostanie przerwana przez jakieś wydarzenie, na przykład telefon od szefa czy zmianę dni odwożenia dziecka do przedszkola, może dojść do zaburzeń pamięci. Takie zaburzenia nie mają nic wspólnego z dzieckiem. Zdarzają się one, gdyż czyjś mózg musiał pomyśleć o czymś innym i została przerwana rutyna. Zaczynamy nagle myśleć o czymś nowym, a to prowadzi do zapomnienia. Nikt nie ma pamięci doskonałej, wyjaśnia Bewer.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Każde oprogramowanie zawiera błędy, ale jak mogliśmy się dowiedzieć podczas konferencji Black Hat Europe, najwięcej błędów zawiera oprogramowanie tworzone przez instytucje państwowe lub na ich potrzeby.
      Chris Wysopal z firmy Veracode, która specjalizuje się w wyszukiwaniu dziur w programach, poinformował o wynikach badań przeprowadzonych pomiędzy drugą połową roku 2010 a końcem roku 2011.
      W tym czasie jego firma przeanalizowała 9910 różnych aplikacji. Eksperci stwierdzili, że 80% programów nie spełnia wymagań bezpieczeństwa firmy Veracode. Oprogramowanie tworzone dla instytucji państwowych wypadło znacznie gorzej, niż programy komercyjne. Okazało się bowiem, że jedynie 16% stworzonych przez rząd i dla rządu aplikacji sieciowych można było uznać za bezpieczne z punktu widzenia standardów OWASP (Open Web Application Security Project). Dla  sektora finansowego odsetek ten wynosił 24%, a dla innego komercyjnego oprogramowania - 28%.
      Z kolei do wyników badań innych programów niż programy sieciowe posłużono się kryteriami opracowanymi przez SANS Institute. Za bezpieczne uznano 18% oprogramowania rządowego, 28% oprogramowania finansowego i 34% innego oprogramowania komercyjnego.
      Rząd zachowuje się tak, jakby bezpieczeństwo było problemem sektora prywatnego i próbuje go ściśle regulować. Jeśli jednak bliżej się temu przyjrzymy to okazuje się, że sektor prywatny jest zdecydowanie bardziej bezpieczny niż sektor rządowy - mówi Wysopal.
      Aż 40% aplikacji sieciowych wytworzonych dla agend rządowych było podatnych na ataki SQL injection. Dla sektora finansowego odsetek ten wynosił 29%, a dla oprogramowania komercyjnego 30%. Na ataki typu XSS (cross-site scripting) narażonych było 75% rządowych aplikacji sieciowych, 67% aplikacji wytworzonych przez sektor finansowy oraz 55% aplikacji komercyjnych.
      Alan Paller, dyrektor ds. badań w SANS Institute mówi, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, iż sektor prywatny karze firmy za błędy, a sektor rządowy je nagradza. Jeśli przedsiębiorstwo stworzy komercyjne oprogramowanie zawierające błędy, to ryzykuje utratę klientów oraz dobrego imienia, co wpłynie na jego wyniki finansowe w przyszłości. Jeśli zaś napisze wadliwe oprogramowanie dla sektora rządowego, to zostanie nagrodzone kolejnym kontraktem na poprawienie tego oprogramowania. Nie twierdzę, że nie próbują wykonać swojej pracy właściwie. Ale w ten sposób działa system nagród i zachęt - mówi Paller. To powoduje, że błędy w oprogramowaniu rządowym istnieją nawet wówczas, gdy zanikają w oprogramowaniu komercyjnym. Specjaliści od dwóch lat obserwują spadek odsetka dziur typu SQL injection i XSS w oprogramowaniu komercyjnym. W programach rządowych  nic się w tym zakresie nie zmieniło.
      Wszystkie powyższe dane dotyczą USA.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) poinformowała o zbudowaniu około 100 „ultrabezpiecznych“ smartfonów z systemem Android. Urządzenia Fishbowl powstały w oparciu o standardowe ogólnodostępne podzespoły i są na tyle bezpieczne, że pozwalają agentom na prowadzenie rozmów na tajne tematy.
      Margaret Salter z NSA, przemawiając podczas konferencji RSA powiedziała, że połączenia są prowadzone za pośrednictwem komercyjnej infrastruktury, a mimo to dane pozostają bezpieczne. Przyznała jednocześnie, że napotkano poważne kłopoty podczas budowy urządzeń, a ich główną przyczyną był brak kompatybilności pomiędzy produktami różnych firm. Z tego też powodu wykorzystano np. IPSEC a nie SSL VPN. Zdecydowano się na większą liczbę tego typu kompromisów, jednak ogólne bezpieczeństwo smartfonów nie doznało przez to uszczerbku. Potrzebowaliśmy aplikacji głosowej, która obsługiwałaby DTLS, Suite B oraz SRTP, ale nie mogliśmy takiego kupić. Przemysł bardziej skupia się na Session Description Protocol, więc zdecydowaliśmy się na to rozwiązanie - powiedziała Salter.
×
×
  • Create New...