Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
  • ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zespół miłośniczki piwa Elizavety Sopiny z Uniwersytetu Południowej Danii postanowił sprawdzić, czy ostukiwanie puszki piwa przed otwarciem pomaga zminimalizować utratę trunku. Okazuje się, że nie...
      Tłumacząc, do czego stukanie miałoby się przydać, zwolennicy tej metody wskazują, że na wewnętrznej powierzchni wstrząsanej puszki osadzają się pęcherzyki dwutlenku węgla. Przy otwarciu piwa następuje spadek ciśnienia. Pęcherzyki CO2 przemieszczają się wtedy ku powierzchni, unosząc ze sobą cenną ciecz. Opukiwanie ma sprawiać, że pęcherzyki będą podpływać w górę wcześniej, dzięki czemu po otwarciu straty piwa powinny, teoretycznie, być mniejsze.
      Będąc naukowcem, chciałam wiedzieć, czy to naprawdę ma jakiś wpływ - podkreśla Sopina.
      Duńska ekipa dostała pokaźny zapas 330-ml puszek od Carlsberga. Naukowcy zastrzegają, że firma nie miała jednak żadnego wpływu na schemat badania ani na analizę wyników.
      Puszki podzielono na 4 grupy: niewstrząsane/nieostukiwane (256), niewstrząsane/ostukiwane (251), wstrząsane/nieostukiwane (249) i wstrząsane/ostukiwane (244). Puszki wstrząsane umieszczano na 2 min w mechanicznej wytrząsarce. Intensywność wstrząsania miała przypominać wiezienie piwa rowerem. Ostukiwanie polegało na 3-krotnym puknięciu w ściankę puszki jednym palcem.
      Otwierający puszki testerzy nie wiedzieli, które puszki były wstrząsane i/lub opukiwane. Puszki ważono przed i po otwarciu. Niewylane piwo się nie marnowało, bo podawano je naukowcom i studentom razem z przekąskami.
      Okazało się, że w przypadku wstrząsanych puszek, gdy porównywano piwa ostukiwane i nieostukiwane, nie było istotnej statystycznie różnicy w masie utraconego napoju. W przypadku puszek niewstrząsanych również nie było istotnej statystycznie różnicy między napojami ostukiwanymi i nieostukiwanymi.
      Ponieważ stukanie nie miało wpływu na utratę piwa, istotna informacja jest taka, że z wytrząsanych puszek po otwarciu wypływało średnio 3,45 g piwa, a z niewytrząsanych 0,51 g. W analizie danych pomoże przesłany nam przez badaczkę wykres.
      Sopina podejrzewa, że przyczyny braku efektu można upatrywać w białkach jęczmienia, które stabilizują pęcherzyki i nie dopuszczają, by unosiły się one ku powierzchni.
      Wydaje się więc, że jak na razie najlepszą strategią na zminimalizowanie utraty płynu jest czekanie z otwarciem wytrząsanej wcześniej puszki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Archeolodzy i mikrobiolodzy z Izraelskiej Służby Starożytności oraz 4 uniwersytetów wykorzystali do uwarzenia piwa drożdże, których spory przetrwały w zakamarkach naczyń kilka tysięcy lat.
      Pracując nad odtworzeniem starożytnego napitku, udali się m.in. do Kadma Winery, gdzie wino nadal wytwarza się w glinianych naczyniach.
      Dr Yitzhak Paz z Izraelskiej Służby Starożytności (ISS), prof. Aren Maeir z Uniwersytetu Bar-Ilan oraz prof. Yuval Gadot i Oded Lipschits z Uniwersytetu w Tel Awiwie przekazali próbki naczyń z różnych stanowisk archeologicznych. Naczynia (21) te były wykorzystywane jako dzbany na piwo i miód pitny. Datowały się na panowanie Narmera (ok. 3000 p.n.e.), aramejskiego króla Chazaela (od 844/842 do ok. 800 p.n.e.) czy Nehemiasza, namiestnika króla Persji w Judei (V w. p.n.e.).
      Znaleziono je m.in. podczas wykopalisk ratowniczych przy ulicy Ha-Masger w Tel Awiwie, w pałacu z okresu perskiego w kibucu Ramat Rachel, a także w En-Besor, egipskiej warzelni sprzed 5 tys. lat na terenie północno-zachodniej pustyni Negew.
      Naukowcy, w tym Michael Klutstein z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, zsekwencjonowali pełny genom wszystkich izolatów. Na tej podstawie dr Amir Szitenberg z Dead Sea-Arava Science Center orzekł m.in., że szczep RRPrTmd13 z dzbana na miód pitny z Ramat Rachel przypomina szczepy wykorzystywane w etiopskim tedżu.
      Wtedy nadszedł czas na odtworzenie starożytnego piwa. Pomógł w tym izraelski ekspert Itai Gutman. Trunku kosztowali dr Elyashiv Drori z Ariel University oraz certyfikowani kiperzy z International Beer Judge Certification Program (BJCP).
      Największym cudem jest to, że kolonie drożdży przetrwały tysiące lat, czekając na wydobycie i wyhodowanie. Pozwoliły nam one stworzyć piwo, które dało pojęcie o smaku piw filistyńskich i egipskich - podkreśla Ronen Hazan z Uniwersytetu Hebrajskiego.
      Szczepy EBEgT12, TZPlpvs2 i RRPrTmd13 zapewniły aromatyczne i smaczne piwa, które poddano dodatkowym analizom, m.in. składu; EBEgT12 wyizolowano z egipskich naczyń z En-Besor, a TZPlpvs2 z naczyń filistyńskich (ze stanowiska Tall as-Safi, gdzie prawdopodobnie znajdowało się miasto Gat).
      Mówimy o prawdziwym przełomie. Po raz pierwszy udało nam się wyprodukować alkohol ze starożytnych drożdży - dodaje dr Yitzchak Paz z ISS.
      Mimo że w piwie znajdują się współczesne składniki, takie jak chmiel, to starożytne szczepy drożdży odpowiadają za unikatowy smak. Opisując go, Shmuel Naky z Jerusalem Beer Center używa takich określeń, jak pikantny, lekko owocowy i bardzo złożony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po 220 latach belgijskie opactwo Grimbergen rozpoczęło produkcję piwa według słynnej średniowiecznej receptury. Dotychczas miłośnicy piwa mogli kupić napój firmowany nazwą opactwa, jednak jest on produkowany przez Carlsberga na podstawie umowy z zakonem. W archiwach klasztoru mnisi odnaleźli oryginalną recepturę napoju słynnego w średniowieczu i właśnie uwarzono pierwszą porcję piwa.
      Brat Karel Stautemas, w obecności burmistrza oraz 120 dziennikarzy i miłośników piwa, zaprezentował pierwszą szklankę złotego trunku. Poinformował, że w archiwach znajduje się wiele starych ksiąg, a w jednej z nich trafiono na przepis. Gdy udało się go odczytać, mnisi przystąpili do pracy i po 4 latach eksperymentów uzyskali doskonałe piwo.
      Klasztor w Grimbergen został spalony podczas Rewolucji Francuskiej w 1798 roku. Sądzono, że receptura słynnego piwa przepadła. Na szczęście udało się ją odnaleźć, a stworzone według niej jedno z piw ma aż 10,8% alkoholu.
      Recepturę odnaleziono w jednej z ocalonych XII-wiecznych ksiąg. Mnisi poznali nie tylko metody warzenia piwa, ale i składniki. Dowiedzieli się na przykład, że ich poprzednicy używali szyszek chmielowych, a nie sfermentowanych ziół, jak czyniła większość współczesnych im browarników. Księgi udało się ocalić przed zniszczeniem tylko dlatego, że w XVIII wieku mnisi w tajemnicy wybili dziurę w ścianie swojej biblioteki i wynieśli około 300 ksiąg, zanim bibliotekę podpalono.
      Mieliśmy księgi ze starymi przepisami, ale nikt nie potrafił ich odczytać. Były napisane po łacinie i w starym holenderskim. Poprosiliśmy o pomoc ochotników. Spędziliśmy wiele godzin nad księgami i w końcu trafiliśmy na listę składników piwa, informacje o używanych rodzajach chmielu, o typach butelek i beczek, a nawet na listę gatunków piwa, które przed wiekami tworzono, mówi Stautemas. Później stare przepisy były dostosowywane do współczesnych gustów. Nie sądzę, by obecnie ludziom smakowało takie piwo, jak pito przed wiekami, dodaje duchowny. Mnisi przed wiekami ciągle dokonywali innowacji. Zmieniali przepis co 10 lat.
      W klasztorze Grimbergen żyje obecnie 12 mnichów. Nowe piwo będzie produkowane we współpracy z Carlsbergiem. Rocznie ma powstawać 3 miliony 330-militrowych butelek, sprzedawanych głównie na rynku francuskim i belgijskim.
      Gdy dziennikarze zapytali brata Stautemasa, czy odpowiadają mu komercyjne związki z wielkim browarem, odpowiedział, że dzięki nim mnisi mają pieniądze na utrzymanie, na pielgrzymki oraz na pomoc potrzebującym.
      Obecnie w opactwie trwają prace nad założeniem mikrobrowaru. To właśnie tam będzie powstawało piwo, a brat Stautemas już rozpoczął naukę browarnictwa i chce dołączyć do zespołu produkującego trunek. W mikrobrowarze znajdzie się też bar i restauracja. Ma on rozpocząć działalność pod koniec 2020 roku.
      Jednym z piw, które tam powstanie będzie limitowana edycja Grimbergen Triple D'Abbaye. Piwo będzie przechowywane przez 5 miesięcy w beczkach po whisky. Przypomina to technikę używaną przez belgijskich browarników w XVI wieku. To właśnie ten gatunek ma ponad 10% alkoholu.
      Klasztor w Grimbergen został założony w 1128 roku, w 1796 zakon rozwiązano. Ponownie zaczął on działać w 1834 roku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed tysiącem lat na terenie dzisiejszego Peru istniało imperium Wari. U szczytu swojej potęgi rozciągało się ono na 1500 kilometrów. Powstało około 600 roku i upadło około roku 1100. Teraz archeolodzy badający kulturę Wari zauważyli, że ważnym czynnikiem, który pozwolił na istnienie imperium przez 500 lat był... stały dostęp do piwa.
      Nasze badania pomagają zrozumieć, w jaki sposób piwo przyczyniło się do powstania złożonej organizacji politycznej, mówi Ryan Williams, dyrektor Wydziału Antropologii w Field Museum i główny autor badań. Wykorzystaliśmy nowe technologie do zdobycia informacji na temat technik produkcji piwa i jego znaczenia dla społeczeństwa.
      Przed niemal 20 laty w Cerro Baul na południu Peru zespół Williamsa znalazł browar Wari. To był mikrobrowar, ale obok mogła znajdować się tawerna, wyjaśnia Williams. W browarze powstawała chicha, która nadawała się do spożycia jedynie przez tydzień, zatem nie mogła być transportowana na duże odległości. Ci, którzy chcieli się jej napić, przybywali do Cerro Baul z okazji różnych świąt. Święta te były dla Wari bardzo ważne. Do Cerro Baul mogło przybywać nawet 200 przedstawicieli lokalnej elity politycznej, którzy pili chichę z metrowej wysokości ceramicznych naczyń ozdobionych wizerunkami bogów i przywódców Wari. Ludzie przybywali tutaj, brali udział w uroczystościach i w ten sposób odtwarzali i potwierdzali swoje związki z rządzącymi Wari. Niewykluczone, że płacili wówczas trybut i przysięgali wierność Wari, mówi Williams. Piwo pozwalało więc na utrzymanie jedności imperium.
      Zespół Williamsa przeanalizował też pozostałości ceramicznych naczyń z Cerro Baul. Wykorzystali m.in. laser, za pomocą którego pozyskiwali z naczyń osady, a następnie je podgrzewali do bardzo wysokich temperatur i badali skład molekularny. Dzięki temu mogli zarówno stwierdzić, skąd pochodziła glina na naczynia oraz z czego robiono piwo.
      W badaniach tych schodzimy do poziomu atomowego. Liczymy atomy, próbujemy odtworzyć molekuły, określić ich masę, zbadać to, co zostało przed tysiącem lat uwięzione w porach ceramiki. To daje archeologom zupełnie nowy ogląd przeszłości, stwierdza Williams.
      Naukowcy nawiązali nawet współpracę z peruwiańskimi browarnikami i wspólnie testowali składniki, z których przed wiekami mogła powstawać chicha. Wytwarzanie chichy to skomplikowany proces wymagający umiejętności i doświadczenia. Eksperymenty wiele nas nauczyły na temat tego napoju oraz ilości pracy i samego procesu potrzebnego do jego wytworzenia, mówi profesor Donna Nash z Field Museum, która była odpowiedzialna za odtworzenie procesu produkcji chichy.
      Miłośników piwa z pewnością zainteresuje fakt, że na podstawie pracy Nas Field Museum oraz chicagowski Off Colour Brewing wyprodukowały różowe ale przyprawiane pieprzem. Trunek o nazwie Wari Ale będzie można kupić w okolicach Chicago w czerwcu.
      Badanie pozostałości piwa Wari zdradziło dwie ważne informacje. Po pierwsze, naczynia, w których się znajdowało, wykonano z lokalnej gliny. Po drugie chichę robiono z górskiego (pepper berry), który rośnie nawet podczas suszy. Oba te czynniki oznaczały, że piwo było ciągle dostępne. Nawet jeśli z powodu suszy był problem z uprawą kukurydzy, z której również wytwarzano chichę, nawet jeśli nie można było sprowadzać gliny z innych regionów, to pieprzowa chicha w naczyniach z lokalnej gliny zawsze była pod ręką.
      Autorzy badań uważają, że ta stała dostępność piwa była tym, co pomagało w utrzymaniu jedności imperium Wari. Był to olbrzymi organizm polityczny, który rozciągał swoją władzę na różne grupy ludności. Sądzimy, że to właśnie wytwarzanie i podawanie piwa było tym, co zapewniało jedność, stwierdza Williams. To ważne badania, gdyż pomagają zrozumieć, w jaki sposób tradycje tworzą więzy społeczne łączące ludzi o różnym pochodzeniu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osteoporoza to problem ok. 3 mln Polaków. Choroba jest przyczyną złamań, które prowadzą się niepełnosprawności i do zgonów. Tymczasem w Polsce na osteoporozę leczy się jedynie 200 tys. osób – alarmują eksperci.
      Problemem w osteoporozie są złamania kości, które powodują poważne powikłania. Najgorsze jest złamanie szyjki kości udowej, ponieważ po nim w ciągu roku umiera co piąta kobieta i co czwarty mężczyzna - powiedział PAP specjalista w dziedzinie leczenia osteoporozy prof. Edward Czerwiński z Krakowskiego Centrum Medycznego.
      Problem tej powszechnej choroby był omawiany podczas 10. Jubileuszowej Konferencji Zdrowe Kości 2019, która odbyła się w Poznaniu.
      Dr Cezary Iwaszkiewicz z Oddziału Reumatologii i Osteoporozy Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym w Poznaniu przypomniał, że zgodnie z przyjętą definicją osteoporoza jest układową chorobą szkieletu, która charakteryzuje się nie tylko niską masą kostną, ale też pogorszeniem mikroarchitektury tkanki kostnej, czego następstwem jest wzrost łamliwości kości oraz podatności na złamania.
      Do najczęstszych złamań osteoporotycznych zalicza się: złamanie kości promieniowej, złamania kręgosłupa, kości ramiennej, a także złamanie szyjki kości udowej.
      Osteoporoza jest schorzeniem, którego ryzyko rośnie wraz z wiekiem; częściej występuje u kobiet niż u mężczyzn. Prof. Czerwiński zaznaczył, że w populacji osób po 50. roku życia złamania z powodu osteoporozy doznaje co trzecia kobieta i co ósmy mężczyzna. Ryzyko, że kobieta po 50. roku życia dozna złamania wynosi 40 proc. i jest ono znacznie większe niż ryzyko zachorowania na raka piersi, czy wystąpienia zawału serca - powiedział specjalista.
      Przypomniał, że brak jest dokładnych danych na temat liczby chorych na osteoporozę w Polsce, ale z szacunków wynika, że obecnie w naszym kraju mieszka aż 2,7 mln osób z przebytym złamaniem osteoporotycznym, a liczba ta będzie rosnąć ze względu na starzenie się społeczeństwa. Tymczasem na osteoporozę leczy się zaledwie 200 tys. osób, czyli mniej niż jedna na 10 osób z tą chorobą - powiedział prof. Czerwiński.
      Prof. Wojciech Pluskiewicz z Zakładu Chorób Metabolicznych Kości Śląskiego Uniwersytetu Medycznego ocenił, że duży problem stanowi to, iż lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie może wysłać pacjenta na bezpłatne badanie densytometryczne kości (badanie gęstości tkanki kostnej; podstawowe badanie w diagnostyce osteoporozy - PAP). To się może odbyć poprzez poradnię specjalistyczną, ale tych jest w kraju bardzo mało i są bardzo nierównomiernie rozmieszczone - powiedział. W niektórych województwach poradni chorób metabolicznych kości nie ma wcale, dlatego czas oczekiwania do nich jest bardzo długi - np. we Wrocławiu wynosi on pięć lat.
      Specjalista ocenił, że pewne grupy osób z wysokim ryzykiem osteoporozy powinny być objęte możliwością bezpłatnego badania densytometrycznego, szczególnie pacjenci leczeni przewlekle steroidami, chorzy onkologicznie, kobiety po przedwczesnej menopauzie (np. po zabiegu operacyjnym).
      Prof. Czerwiński wyjaśnił, że gęstość tkanki kostnej (w skrócie BMD) powinno się badać bądź w obrębie kręgosłupa, bądź w szyjce kości udowej. Jeżeli gęstość jest mniejsza niż 2,5 wskaźnika T-score to diagnozujemy osteoporozę i jest to wskazanie do leczenia - powiedział. Dodał, że bezwzględnym wskazaniem do stosowania leków na osteoporozę jest również złamanie osteoporotyczne, tj. takie, które następuje na skutek upadku z wysokości własnej.
      Ale jeżeli wskaźnik T-score pacjenta wynosi np. 2,1, to wcale nie znaczy, że nie grozi mu złamanie. Do 70 proc. złamań dochodzi bowiem w grupie osób, które mają dobry wynik densytometrii - tłumaczył prof. Czerwiński. Jak ocenił jest to kwestia tego, że kryteria diagnostyczne osteoporozy zostały opracowane 25 lat temu. Czułość tej metody wynosi jedynie 30 proc., co oznacza, że pozwala ona zdiagnozować osteoporozę u 30 proc. osób, które na nią cierpią.
      Prof. Pluskiewicz wskazał, że kolejnym problemem w leczeniu osteoporozy jest to, iż nie ma jednej specjalizacji lekarskiej, która by się tym zajmowała. Osteoporoza to niechciane dziecko medycyny - ocenił.
      Według prof. Czerwińskiego osteoporozę może w Polsce leczyć lekarz każdej specjalności. W praktyce osobami, które mają w tym zakresie największe kompetencje są reumatolodzy, endokrynolodzy, interniści, ginekolodzy oraz ortopedzi. W Polsce mamy taki kłopot, że do specjalistów wszędzie są kolejki. Na wizytę u reumatologa trzeba czekać średnio trzy – cztery miesiące w zależności od regionu - zaznaczył.
      Eksperci zgodzili się, że kolejną przeszkodą na drodze do wczesnego diagnozowania i leczenia osteoporozy jest niska świadomość społeczeństwa na temat tej choroby, jej czynników ryzyka, poważnych konsekwencji, możliwości profilaktyki i leczenia.
      Prof. Pluskiewicz zwrócił m.in. uwagę na to, że pacjenci polegają na prezentowanych w mediach reklamach suplementów diety na osteoporozę i stosują je myśląc, że się leczą.
      Zdaniem prof. Czerwińskiego obecnie są dostępne w aptekach wszystkie proste leki na osteoporozę – bisfosfoniany (alendronian, ibandronian, ryzedronian), ale mamy problem z refundacją.
      Jak wyjaśnił, w Polsce jest refundowany tylko alendronian raz w tygodniu, natomiast dla pacjentów nie są dostępne leki stosowane rzadziej niż raz na tydzień, np. raz na miesiąc czy nawet raz na rok. A jeżeli ktoś ma problemy z żołądkiem, a starsze pokolenie bardzo często je ma, to wtedy praktycznie nie mamy dla niego leku - ocenił. Przeciwwskazaniem do stosowania bisfosfonianów doustnych są m.in.: choroba wrzodowa żołądka, refluks żołądkowo-przełykowy czy zaburzenia przełykania.
      Prof. Czerwiński zwrócił uwagę, że w naszym kraju pacjenci mają też bardzo ograniczony dostęp do leku o odmiennym od bisfosfonianów mechanizmie działania i o największej skuteczności. Jest to lek biologiczny o nazwie denosumab. Podaje się go w zastrzykach raz na pół roku.
      Mamy bardzo rygorystyczne kryteria odnośnie przepisywania tego leku. Może to być kobieta po 60. roku życia, która ma T-score poniżej 2,5 i przebyła złamanie osteoporotyczne, a także ma przeciwwskazanie do podawania leków doustnych, albo okazały się one być nieskuteczne - wyjaśnił prof. Czerwiński.
      Dodał, że w praktyce liczba osób, która jest leczona denosumabem jest bardzo mała. Pod tym względem odstajemy od całego świata, a nawet bliskich sąsiadów w Europie - ocenił. Na przykład, mężczyźni chorzy na osteoporozę nie mogą liczyć na refundację leku, nie można go też stosować u osób z osteoporozą, które nie doznały jeszcze złamania, ale są nim bardzo zagrożone.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...