Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Wykryto obecność progesteronu u roślin

Recommended Posts

Naukowcy z University of Illinois odkryli, jako pierwsi w historii, obecność u roślin progesteronu - hormonu płciowych znanych dotąd wyłącznie z obecności w organizmach zwierząt. Funkcja tego związku u roślin nie została dotychczas wyjaśniona, lecz sam fakt jego wytwarzania wskazuje na pełnienie przezeń ważnych funkcji w organizmie.

Odkrycia dokonano podczas analizy dwóch pospolitych roślin wyższych: orzecha włoskiego (Juglans regia) oraz Adonis aleppica - jednego z gatunków w obrębie rodzaju miłków. U pierwszej z roślin badaczom udało się stwierdzić obecność progesteronu bezpośrednio, u drugiej zaś - na podstawie wykrycia innych hormonów, należących do wspólnych szlaków metabolicznych z progesteronem. 

Identyfikacji hormonu dokonano dzięki dwóm superczułym metodom: jądrowemu rezonansowi magnetycznemu oraz spektroskopii masowej. Jak twierdzą autorzy odkrycia, kierowani przez Guido F. Pauliego, obecność tego związku, u samic ssaków odpowiedzialnego za przygotowanie macicy do przyjęcia zarodka oraz utrzymanie ciąży, świadczy o jego istotnej roli także w fizjologii roślin. Na czym jego funkcja miałaby polegać, dotychczas niestety nie ustalono.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe jak taki damski hormon działa na faceta, czy jest wchłaniany jako hormon czy rozkładany i czy dużo tego jest w orzechach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proszę państwa! W końcu wyjaśnienie istnienia dendrofilii!!! ;)

 

Dokładnie to samo chciałem napisać :D Nie mogę się już doczekać tych marszów w obronie prawa do zawierania związków małżeńskich z drzewami oraz wspólnej adopcji dzieci.

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie wiem jak akurat to zadziala na faceta, ale nie od dzisiaj wiadomo, ze fitoestrogeny zawarte np w soi (i wielu innych warzywach) sa szkodliwe na potencje (pomijajac, ze sama soja zle wplywa na trawienie)...podobnie jak mieso pedzone na testosteronie i somatotropinie nie wplywa najlepiej na kobiety.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pozostaje kwestia dakwi, bo kotlecik sojowy dwa razy w tygodniu jąder Tobie nie zrujnuje. Wszystko Ci może zaszkodić, jeśli z tym przeginasz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

kotlecik sojowy dwa razy w tygodniu nie, ale wez pod uwage, ze dzisiaj soje sie laduje do wszystkiego. wiekszosc tzw miesnych polproduktow ma co najmniej 50% soi, wszelkie parowki, kotlety mielone itp - a nawet takie produkty, po ktorych w zyciu bym sie tego nei spodziewal, nawet jakies ciasteczka czy cokolwiek (zawsze z trwoga czytam sklad wszystkiego, co kupuje - i wiekszosc rzeczy pozostaje na polce sklepowej dzieki temu). do tego podobnie jak mieso sie pakuje wczesniej wspomnianymi hormonami, tak wiekszosc warzyw analogicznie szpikuje sie sztucznie fitoestrogenami, przez co rosna takie ladne, duze itd. a ta wizja juz jest nieco mniej rozowa, jesli je sie duzo warzyw...

no i czytalem o ludziach, glownie wegetarianach i kulturystach, ktorzy sobie bialko w diecie uzupelniali soja (kulturysci - bo jest nawet tansza, niz odzywki, wegetarianie - bo bez miesa mieli niedobory) i poczatkowo nic im nie bylo, a po paru latach takiej diety stopniowo potencja im malala i troche pozno sie polapali dlaczego...

poza tym kazdy jest inny i jednemu jedzenie codziennie kilku jajek z zoltkiem nie zaszkodzi, na innego szybko to wywrze wplyw. tak wiec nie jest powiedziane, ze kazdemu cos zaszkodzi, lub nie - nie ma co sie ogladac na innych (z otoczenia poza rodzina, ktora przez geny moze miec podobne tendencje) w takich kwestiach, tylko sie przejmujesz jakimis przeslankami lub nie i ryzykujesz lub nie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Daj spokój, jakby się tak wszystkim przejmować to nie można by wyjść z domu - gwałciciele, przestępcy, złodzieje, do tego gdzie się nie odwrócisz konserwanty, GMO, SÓL itp itede. Całe twoje "przeczytałem o kulturyście i wegetarianinie" jest prawdą, tyle że ci goście byli ekstremalnymi przypadkami źle dobranej diety. Osobiście jestem wegetarianinem od ponad 20 lat i nie faszeruję się soją, ba wręcz unikam różne kotleciki, paszteciki sojowe i inne takie BO MI NIE SMAKUJĄ. Czy to jest dobra argumentacja? Raczej nie, przynajmniej nie zawsze, ale jakoś się jeszcze kupy trzymam - białko biorę z mleka, serów, jaj, płatków kukurydzianych itd - gdzie jest wola am znajdzie się też droga.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odnośnie soi:

 

http://www.dietametaboliczna.com/soja.html

 

Daj spokój, jakby się tak wszystkim przejmować to nie można by wyjść z domu - gwałciciele, przestępcy, złodzieje, do tego gdzie się nie odwrócisz konserwanty, GMO, SÓL itp itede.

 

Ty się przejmujesz cierpieniem zwierząt, skoro jesteś wegetarianinem od 20 lat, więc przejmujesz się i wykazujesz dodatkowo mechanizm projekcji ;).

 

Wegetarianie wyglądają na ogół młodo, szczupło i delikatnie jak na swój wiek. Nawet mężczyźni są bardziej delikatni z urody, żeby nie powiedzieć kobiecy :D To nie dowodzi niczego, bo może to zarówno być wpływ składników roślinnych w diecie, jak i zasługa tego, że na wegetarianizm przechodzą "wrażliwcy", którzy często ze swej natury mają delikatne rysy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wegetarianizm niekoniecznie musi być postawą filozoficzną. Równie dobrze można tym słowem opisać stosowanie diety bezmięsnej niezależnie od przesłanek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Ty się przejmujesz cierpieniem zwierząt, skoro jesteś wegetarianinem od 20 lat, więc przejmujesz się i wykazujesz dodatkowo mechanizm projekcji ;) .

Weź, bo cie zabije śmiechem! - Nigdy, przenigdy rezygnacja z mięsa nie była wynikiem mojej "filozofii i współczucia czemukolwiek". Po prostu dnia pewnego przestało mi smakować i zaczęło szkodzić. Gwarantuję 0 odruchów z mojej strony ze względu na "cierpienie zwierząt" - wszak czy ja kupię kuraka, czy też nie i tak już jest martwy - tego ekocudaki nie potrafią załapać.

 

Wegetarianie wyglądają na ogół młodo, szczupło i delikatnie jak na swój wiek. Nawet mężczyźni są bardziej delikatni z urody, żeby nie powiedzieć kobiecy :D To nie dowodzi niczego, bo może to zarówno być wpływ składników roślinnych w diecie, jak i zasługa tego, że na wegetarianizm przechodzą "wrażliwcy", którzy często ze swej natury mają delikatne rysy.

Teraz zmuszasz mnie do przechwalania się - budowę mam zdecydowanie lepszą niż połowa mięsojadów, a na komisji wojskowej nie mogli się nadziwić, że wyglądam "tak" nie jedząc mięska i bez wspomagaczy (czytaj dopingu). Chcesz kogoś po obrażać - popatrz do lustra.

 

Tak swoją drogą odnośnie "warażliwcy" - ja decyzję podjąłem w wieku 5 lat, nie uginając się wpływowi otoczenia, a nacisk był spory - bo nikt tego nie rozumiał, jak może komuś mięsko nie smakować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz zmuszasz mnie do przechwalania się - budowę mam zdecydowanie lepszą niż połowa mięsojadów, a na komisji wojskowej nie mogli się nadziwić, że wyglądam "tak" nie jedząc mięska i bez wspomagaczy (czytaj dopingu). Chcesz kogoś po obrażać - popatrz do lustra.

 

Tak swoją drogą odnośnie "warażliwcy" - ja decyzję podjąłem w wieku 5 lat, nie uginając się wpływowi otoczenia, a nacisk był spory - bo nikt tego nie rozumiał, jak może komuś mięsko nie smakować.

 

Tylko czemu potraktowałeś, to co napisałem jako atak osobisty wymagający reakcji z odsyłaniem rozmówcy do lustra?

 

Po prostu zazwyczaj ktoś, kto nie je mięsa mówi "nie jadam mięsa" lub "stosuję dietę bezmięsną", a jeśli ktoś mówi "JESTEM wegetarianinem" to zazwyczaj chodzi o coś więcej niż "niejedzenie". Określenie "być" kimś sugeruje, że przymiotnik tego bycia jest częścią szerszej tożsamości i zazwyczaj tak właśnie jest. Tym razem było inaczej.

 

Twoja odpowiedź sugeruje, że to bardziej wrażliwcy wybierają wegetarianizm, niż że to rośliny wygładzają :D.

Share this post


Link to post
Share on other sites

co innego wegetarianin, wegan itp (czyli idelogiczna sprawa), a co innego jarosz (przczyny typu "nie smakuje mi mieso", "lekarz zabronil" itp)...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słowa "weganin" i "weganizm" też nie są określeniami czysto i jednoznacznie filozoficznymi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=izm

 

-izm «o terminie zakończonym na -izm, oznaczającym doktrynę, kierunek artystyczny itp.»

 

socjalizm, liberalizm, libertarianizm, konserwatyzm, monarchizm, weganizm, wegetarianizm, totalitaryzm, fetyszyzm :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po prostu zazwyczaj ktoś, kto nie je mięsa mówi "nie jadam mięsa" lub "stosuję dietę bezmięsną", a jeśli ktoś mówi "JESTEM wegetarianinem" to zazwyczaj chodzi o coś więcej niż "niejedzenie". Określenie "być" kimś sugeruje, że przymiotnik tego bycia jest częścią szerszej tożsamości i zazwyczaj tak właśnie jest. Tym razem było inaczej.

 

Po prostu po latach utarczek lepiej powiedzieć jestem wege niż użerać się z tłumaczeniem co i jak i dlaczego. Najzabawniejszy jest szok osób, gdy mówię, że nie jadam też ryb.

Share this post


Link to post
Share on other sites

jak ktos nie je miesa to i ryb nie je, dla mnie to normalne - w koncu ryby to tez mieso. raczej dziwnym dla mnie jest, jak znalem pare oszolomow, co np "nie jem miesa, ale ryby tak", lub tez (lol!) "nie jem miesa, tylko kurczaki" - dzizakjp... wiecie, ze niby ogolnie miesa nie, ale ze cos trzeba (bo to jeszcze w czasach nastoletnich bylo) w ramach tego, ze organizm sie rozwija, to "costam" jednak jedli. z koleji znalem tez dziewczyne, co byla ideologiczna wegetarianka i jak jej przeczytalem sklad tabsow, ktorymi sie faszerowala (wlasnie takich dla wegetarian, w ramach uzupelniania brakow) to malo sie nie porzygala - oczywiscie robione byly ze skorek zwierzecych itp...

no i ja bym wciaz uzyl slowa jarosz (nie sprawdzalem w slowniku, ale dla mnie od zawsze roznica miedzy jaroszem i wegetarianinem - i dla ludzi z otoczenia tez - byla taka, ze ten drugi byl filozoficzny, a pierwszy nie), choc argumentacja, ze w zyciu tak latwiej jest nadwyraz dla mnie przekonujaca - troche inna sprawa, ale w sumie analogicznie sam na codzien mowie, ze jestem ateista, choc tak naprawde jestem agnostykiem na pograniczu nihilizmu i panteizmu, co by wymagalo tlumaczenia dla wiekszosci osob i po co :D

 

btw, 'nie lubie' i 'lekarz zabrania' to jedyne argumentacje na niejedzenie miesa, z ktorymi sie 'nie kloce' ;) choc nie rozumiem, jak mozna nie lubic miesa (dla mnie to podstawa diety ;)), to przyjmuje po prostu fakt i dobra - co kto lubi. ale jesli ktos ideologicznie unika miesa i przy mnie poruszy ten temat (bo sam nigdy nie zaczynam, co najwyzej sprowokowany tekstami "jak wy mozecie to jesc, ta kura sobei biegala wczesniej po polu beztrosko..." itp), to odruchowo niszcze takiej osobie umysl mowiac dlaczego takie myslenie jest bzdura i bez sensu i z jaka ignorancja i brakiem zrozumienia sie to wiaze (a juz zwlaszcza, jak zarzuci ktos tekstem "jestesmy istotami rozumnymi, wiec nie musimy juz mordowac innych istnien" - wtedy dopiero mam pole do popisu, chociazby ze wzgledu na to, ze przeciez dlaczego jestesmy rozumni? oraz czy rosliny juz nie sa istnieniami, ktore zabijamy? itd..:D)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Alku, skoro już powołujesz się na SJP, to sprawdź bardzo konkretnie hasła "wegetarianizm" i "weganizm". Gdybyśmy mieli się opierać tylko na regułach, pisalibymy !"skówka" oraz !"dwuje".

Share this post


Link to post
Share on other sites
«Wegetarianizm – dieta polegająca na wyłącznym spożywaniu naci pietruszki, kiełków sojowych, otrębów i jabłek.

 

Wegetarian uznaje się za naturalnych wrogów ekologów, którzy każą chronić przyrodę, niż ją konsumować (z troski o przyrodę sami by nic nie jedli); cechują się oni nieproporcjonalnością ciała (albo są mikrzy i można im złamać kręgosłupy w palcach, albo łatwiej ich przeskoczyć, niż obejść)»

 

Wegetarianizm

 

8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Alku, skoro już powołujesz się na SJP, to sprawdź bardzo konkretnie hasła "wegetarianizm" i "weganizm". Gdybyśmy mieli się opierać tylko na regułach, pisalibymy !"skówka" oraz !"dwuje".

z ta skuwka to bzdura.

czastka "ów" jest pisana przez Ó, gdy W jest ubezdzwiecznione "np kilka klockÓW", natomiast przez U, gdy jest dzwieczne np "UWaga"), a skuwka zachowala U mimo ubezdzwiecznienia ze wzgledu na to, ze pochodzi ono od skUWać, gdzie W jest dzwieczne, wiec mozna powiedziec, ze regula zostala zachowana. ;) tak damo dwÓje sie odmnienia na dwA - rozne reguly maja przy danych slowach rozna "wage" - odmiana Ó na inne samogloski jest wazniejsza W TYM WYPADKU, niz regula "-uje". dlatego np "parówka", mimo, ze moznaby podac jako przyklad analogiczny do skuwki patrzac na "parowac" ma jednak Ó - bo sie odmienia na O. co nie zmienia faktu, ze np "wedruje" pisze sie przez U, mimo, "wedrowac" - nie wiem na jakies podstawie dla danego slowa dobiera sie "wazniejsza" regule, ale jakos ta hierarchie sie ustala :D podejrzewam, ze moze chodzic o to, ze "parowka" to rzeczownik, a "wedruje" czasownik...

 

btw, nie jestem polonista, tylko dysortografikiem, ktoremu nie pozwalali na "ja jestem dys, wiec mi wolno!" tylko odebrali bardzo wiele czasu na walke problemem u roznych pedagogow itp, ktorzy mnie szkolili z regulek ortograficznych...;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Metaanaliza 43 prac naukowych przeprowadzona na University of Bath wykazała, że roślinne alternatywy mięsa są zdrowsze zarówno dla człowieka, jak i dla planety. Autorzy skupili się na zdrowotnych i środowiskowych cechach takich produktów oraz postawach konsumentów wobec nich. Jako że roślinne alternatywy mięsa są robione tak, by naśladować teksturę, smak i  doświadczenie związane ze spożywaniem mięsa, są bardziej efektywnym sposobem na zmniejszenie zapotrzebowania na mięso niż samo zachęcanie ludzi do diety wegetariańskiej.
      Produkcja żywności to jeden z głównych czynników przyczyniających się do zmian klimatycznych oraz niszczenia ekosystemów. To źródło dużej emisji gazów cieplarnianych, zużycia słodkiej wody, prowadzi ona do wylesiania, utraty bioróżnorodności, zakłócenia cyklu obiegu fosforu i azotu w przyrodzie. Jednak te „winy” rolnictwa nie rozkładają się równomiernie. Hodowla zwierząt wymaga zużycia większej liczby zasobów na jednostkę masy pożywienia niż produkcja roślinna. Wynika to z faktu, że efektywność produkcji białka zwierzęcego jest niezwykle niska.
      Zwierzęta hodowlane na całym świecie konsumują rocznie 4,6 Gt węgla pierwiastkowego, ale pozyskiwane z nich produkty mleczne i mięsne zawierają tylko 0,12 Gt węgla. To zaledwie 2,6% tego, co zjadły zwierzęta. Większość składników pokarmowych jest bowiem zużywana na procesy życiowe, a nie na wytwarzanie mięsa i mleka. Z tego też powodu produkcja mięsa jest bardzo nieefektywna. Średnio globalnie z 1 hektara pszenicy otrzymamy 250 kg białka, ale z 1 ha pastwiska tylko 10 kg białka z wołowiny. I mimo, że około 80% ziemi rolnej przeznaczone jest pod produkcję zwierzęca, to otrzymujemy z niej mniej niż 40% białka i 20% kalorii spożywanych przez ludzi. Dodatkowo produkcja zwierzęca wiąże się z olbrzymią emisją zanieczyszczeń i gazów cieplarnianych.
      Ta nieefektywność powoduje, że w miarę jak zwiększa się liczba ludności i coraz więcej osób chce jeść coraz więcej mięsa, jego produkcja staje się coraz większym problemem dla środowiska. Nie wspominając o zdrowotnych skutkach spożywania nadmiernych ilości mięsa i tłuszczów zwierzęcych.
      Coraz częściej słyszymy głosy namawiające nas do przechodzenia na dietę wegetariańską lub wegańską. Jednak takie namowy niewiele dają. Zdaniem naukowców z Bath lepszym rozwiązaniem jest skupienie się na roślinnych odpowiednikach mięsa. Zapewnienie dostępu do takich produktów i obniżenie ich ceny może być naprawdę skuteczne. Tym bardziej, że niewielkie zmiany mogą nieść ze sobą duże korzyści. Z jednego z analizowanych badań wynika, że jeśli w samych tylko Niemczech konsumenci zastąpią 5% białka z wołowiny białkiem z grochu, to roczna emisja CO2 zmniejszy się nawet o 8 milionów ton. Z kolei w innych badaniach znaleźli informację, że ilość gazów cieplarnianych emitowanych podczas produkcji burgera roślinnego jest o 98% niższa niż w przypadku burgera wołowego. Generalnie rzecz biorąc, produkcja żywności roślinnej znacznie mniej obciąża środowisko, niż żywności zwierzęcej.
      Naukowcy przyjrzeli się też profilowi zdrowotnemu mięsa i produktów roślinnych, które mają je zastępować. Stwierdzili, że generalnie roślinne zamienniki mięsa są zdrowsze. Prace, w których badano ten aspekt za punkt wyjścia przyjęły brytyjski Nutrient Profiling Model i na jego podstawie klasyfikowali produkty. Okazało się, że do grupy „mniej zdrowe” trafiło 40% produktów mięsnych i 14% ich alternatyw.
      Autorzy jeszcze innych prac zauważali, że roślinne alternatywy dla mięsa i produktów mlecznych pomagały w utracie wagi, budowie masy mięśniowej i można było je stosować w diecie osób z różnymi schorzeniami. Alternatywy mięsa łatwo jest wzbogacać o najróżniejsze składniki pokarmowe, zwiększając zawartość aminokwasów, witamin czy przeciwutleniaczy. Dalszy rozwój technologii ich produkcji pozwoli zapewne na kolejne polepszanie ich właściwości odżywczych.
      Główny autor analizy, doktor Chris Bryant, mówi, że coraz bardziej widać, iż roślinne alternatywy są w stanie zmniejszyć zapotrzebowanie na mięso odwołując się do trzech podstawowych czynników: smaku, ceny i wygody. Nasz przegląd dostarcza przytłaczających dowodów na to, roślinne zamienniki mięsa nie tylko są produkowane w sposób bardziej zrównoważony powodując mniejszą emisję gazów cieplarnianych, mniejsze zużycie wody i terenu, ale niosą ze sobą również liczne korzyści zdrowotne.
      Uczony zauważa, że pomimo olbrzymich postępów na polu produkcji takich zamienników, wciąż istnieją olbrzymie możliwości poprawy ich smaku, tekstury czy metod przyrządzania. Istnieje też wielki potencjał zwiększenia ich właściwości zdrowotnych, na przykład poprzez dodanie witamin, podsumowuje.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Yale University sądzą, że możliwe byłoby wykorzystanie roślin do... badaniach chorób psychicznych u ludzi. I nie tylko tak sądzą, ale nawet poczynili pierwszy ważny krok w kierunku takich badań. Na łamach Cellular and Molecular Life Sciences opisali gen, który jest bardzo podobny u roślin oraz ssaków i który w obu grupach wpływa na zachowanie.
      Wiele lat temu zainteresowałem się ideą mówiącą, że w każdym żywym organizmie musi do pewnego stopnia istnieć jakaś homologia, jakieś podobieństwo w tym, czym są i co robią, mówi profesor medycyny porównawczej Tamas Horvath. Gdy z czasem zaczął badać zachowanie i mitochondria, przypomniał sobie o swoich dawnych zainteresowaniach. Pomyślał, że gdyby zmienić pewne geny mitochondriów u zwierząt i zobaczyć, jak wpłynęło to na zachowanie, a następnie dokonać podobnych zmian w roślinach i porównać ich zachowanie, to być może udałoby się lepiej zrozumieć ludzkie zachowanie na podstawie badań roślin. A jeśli byłoby to możliwe, to być może w kolejnym kroku udałoby się stworzyć np. roślinny model schizofrenii.
      Stworzenie takiego modelu oznaczałoby, że mielibyśmy alternatywną grupę organizmów żywych – nie tylko ssaki – na której można by badać podstawy ludzkiego zachowania, mówi Horvath, przypominając, że celem medycyny porównawczej jest właśnie badanie, jak modele tworzone na podstawie innych gatunków mogą być użyte do badania ludzi.
      Horvath i jego zespół zaczęli więc badać gen FMT (Friendly Mitochondria) w rzodkiewniku pospolitym oraz bardzo podobny gen myszy, CLUH (Clustered mitochondria homolog).
      Mitochondria regulują ważne funkcje życiowe, jak metabolizm, i są kluczowe dla zdrowia. Zarówno u roślin, jak i u ludzi, źle funkcjonujące mitochondria mogą wpłynąć na rozwój i pojawienie się licznych chorób. U ludzi mają wpływ na rozwój m.in. chorób neurodegeneracyjnych.
      Grupa Horvatha zbadała rośliny z prawidłowo funkcjonującym FMT, rośliny pozbawione FMT oraz rośliny z nadaktywnym FMT. Okazało się, że gen ten wpływa na wiele elementów rośliny, w tym na kiełkowanie, długość systemu korzeniowego, czas kwitnienia czy wzrost liści. Jednak nie tylko. Naukowcy przeanalizowali również dwie ważne reakcje badanych roślin.
      Pierwszą z nich była reakcja na obecność nadmiernej ilości soli. Zbyt dużo soli może zabić roślinę, więc rośliny rozwinęły zachowania pomagające jej unikać. Gdy w środowisku pojawia się nadmiar soli, rośliny zatrzymują kiełkowanie, opóźniają kwitnienie, zatrzymują rozrastanie się systemu korzeniowego. Okazało się, że FMT jest krytycznym elementem regulującym te zachowania.
      Drugi typ zachowania roślin, jaki został zbadany, to ich ruchy bazujące na rytmie dobowym. "Rośliny są niezwykle wrażliwe na rytm dobowy, gdyż światło jest krytycznym źródłem energii, wyjaśnia Horvath. W przypadku rzodkiewnika rytm dobowy decyduje o poruszaniu się liści za dnia i w nocy. W ciągu dnia liście są bardziej płaskie i bardziej wystawione na słońce. Nocą liście się unoszą. Badania wykazały, że FMT reguluje zarówno zakres, jak i tempo ruchu liści.
      Następnie uczeni, chcąc przełożyć swoje spostrzeżenia na świat zwierząt, badali cały szereg zachowań myszy, obserwując m.in. zwierzęta ze zredukowaną aktywnością CLUH. Okazało się, że myszy, u których CLUH było mniej aktywne, przebywały krótsze odcinki i poruszały się wolniej.
      Reakcja myszy była podobna do reakcji roślin. Doszło do zmiany tempa i ogólnej lokomocji. To bardzo proste porównanie, ale pokazuje, że mamy tutaj do czynienia z obecnym w mitochondriach mechanizmem, który odpowiada za podobne funkcje u zwierząt i roślin, wyjaśnia Horvath.
      Naukowcy mówią, że to ekscytujący pierwszy krok, gdyż rośliny takie jak rzodkiewnik mają bardzo wiele genów i procesów komórkowych, które są podobne do genów i procesów komórkowych u ssaków.
      Naszym długoterminowym celem jest stworzenie katalogu podobieństw pomiędzy roślinami a zwierzętami i wykorzystanie go do szukania odpowiedzi na pytania naukowe. Być może w przyszłości rośliny będą służyły jako organizmy modelowe w badaniach behawioralnych, stwierdza Horvath.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Oddziaływanie roślin na zdrowie człowieka jest faktem niepodważalnym. Liczne badania naukowe dowodzą, że różne formy kontaktu z roślinami mają wpływ na poprawę kondycji psychicznej i fizycznej. Istotny wpływ na nasze zdrowie mają także rośliny we wnętrzach. Mogą one zniwelować negatywne oddziaływanie warunków miejskich, głównie dlatego, że umożliwiają bezpośredni kontakt z roślinami w miejscach, gdzie spędzamy większość czasu, czyli w pomieszczeniach.
      W mieszkaniach rośliny najczęściej zaspokajają potrzeby estetyczne, poprawiają jakość powietrza, a przez wysiłek fizyczny wkładany w ich pielęgnację, mają pozytywny wpływ na naszą kondycję fizyczną. Już sadzenie roślin w pojemnikach oddziałuje pozytywnie na nasze samopoczucie. Wykonywanie prac przy roślinach przez osoby schorowane i starsze wpływa nie tylko na kondycję fizyczną, ale i psychiczną, np. zwiększa siłę i masę mięśni, przyczynia się do lepszej koordynacji ruchowej, obniża stres i agresję. Badania wśród chorych na schizofrenię potwierdziły, że wpatrywanie się przez kilka minut w niektóre gatunki roślin doniczkowych powoduje obniżenie ciśnienia krwi i częstotliwość uderzeń serca.
      Szczególnie istotną funkcją roślin we wnętrzach jest poprawienie jakości powietrza. Z licznych badań wynika, że umieszczenie roślin doniczkowych w biurach i klasach szkolnych zmniejsza występowanie bólów głowy, chorób gardła oraz poprawia samopoczucie przebywających w pomieszczeniach. Uprawa roślin w pomieszczeniach przyczynia się także do zwiększenia wilgotności powietrza. Ma to istotne znaczenie, ponieważ współczesne materiały budowlane powodują jej obniżenie. Powietrze w nowych budynkach mieszkalnych i biurowych jest bardzo suche; wilgotność sięga zaledwie 20-30%. Bardzo skutecznym sposobem zwiększania wilgotności powietrza w pomieszczeniach jest uprawa roślin. Roślina podczas transpiracji wyparowuje wodę przez nadziemne organy.
      Im większa roślina, większa powierzchnia liści, tym bardziej roślina nawilża powietrze. Transpirowana przez rośliny para może zawierać substancje (fitoncydy), które wyciszają rozwój drobnoustrojów w powietrzu. Rośliny we wnętrzach, oprócz podwyższania wilgotności powietrza, wpływają także na jego jakość. Rośliny uprawiane w pomieszczeniach oczyszczają powietrze ze szkodliwych związków lotnych. Według Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska, w pomieszczeniach, zwłaszcza biurowych, może być nawet 900 różnych szkodliwych związków, a niektóre z nich przekraczają normy nawet ponad 100-krotnie. Przyczyn złej jakości powietrza w pomieszczeniach jest kilka: ich szczelność, niewłaściwa wentylacja, niska wilgotność względna powietrza, emisje substancji toksycznych, wydzieliny biologiczne. Wśród zanieczyszczeń toksycznymi związkami lotnymi znajdują się: formaldehyd, ksylen, toluen, benzen, trójchloroetylen, etylen i alkohole. Źródłem tych związków są w dużej mierze materiały budowlane, elementy wykończenia wnętrz, farby, lakiery oraz sprzęt biurowy, zwłaszcza drukarki. Związki te powodują podrażnienia błon śluzowych, zawroty i bóle głowy, znużenie, nudności, biegunki, niektóre są nawet rakotwórcze. Są nawet określone symptomy związane z tzw. zespołem chorego budynku, takie jak: alergie, astma, zmęczenie, ból głowy, zaburzenia systemu nerwowego oraz trudności z oddychaniem. Na podstawie licznych badań wykazano, że obecność żywych roślin w pomieszczeniach korzystnie wpływa na samopoczucie oraz zdrowie człowieka. Rośliny do dekoracji wnętrz dzieli się pod względem walorów ozdobnych na gatunki o ozdobnych kwiatach i o ozdobnych liściach. Pod względem estetycznym ciekawsze są rośliny kwitnące, gdzie misterna budowa kwiatów zawsze wzbudza podziw. Jednak biorąc pod uwagę funkcje oczyszczania powietrza z toksyn i podnoszenia jego wilgotności, korzystniej jest uprawiać rośliny o ozdobnych liściach. Do dekoracji pomieszczeń dysponujemy dziś około 1000 różnych taksonów roślin. Są one zróżnicowane pod względem przynależności systematycznej, pochodzenia i wyglądu zewnętrznego. Do roślin najskuteczniej usuwających formaldehyd z powietrza należą: popularna paproć - nefrolepis wysoki, palmy – złotowiec lśniący oraz daktylowiec karłowy, draceny: deremeńska, obrzeżona i wonna, popularny storczyk – falenopsis, figowce – benjamiński i sprężysty, epipremnum złociste, skrzydłokwiat i wiele innych gatunków.
      Podsumowując, każda roślina we wnętrzu korzystnie oddziałuje na nasze samopoczucie i jakość powietrza w pomieszczeniach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew i Uniwersytet w Sztokholmie przeprowadziły badania dotyczące gatunków roślin, które wyginęły w ciągu ostatnich 250 lat. Okazało się, że w stanie dzikim wyginęło 571 gatunków. To dwukrotnie więcej niż w tym samym czasie wyginęło łącznie ptaków, ssaków i płazów. Eksperci zauważyli też, że tempo zanikania gatunków roślin jest nawet 500-krotnie szybsze niż naturalne ewolucyjne tempo znikania gatunków.
      Podczas unikatowych, pierwszych w historii badań tego typu skompilowano bazę gatunków roślin, jakie wyginęły w ciągu zaledwie ćwierci tysiąclecia. Naukowcy alarmują, że światowy ekosystem zubożał o 571 gatunków roślin. Co więcej, okazało się, że współczesna nauka nie miała pojęcia, iż tyle roślin zniknęło. Okazało się to dopiero po tym, jak Rafael Govaertes z Kew przejrzał wszystkie publikacje naukowe dotyczące wyginięcia roślin w ciągu ostatnich 30 lat i na tej podstawie stwierdził, że gatunków, które zniknęły, jest czterokrotnie więcej niż dotychczas sądzono.
      Zanikanie gatunków roślin jest znacznie mniej nagłaśniane niż znikanie zwierząt. Większość ludzi potrafi wymienić gatunek ssaka czy ptaka, który wyginął w ostatnich wiekach. Niewiele jednak jest w stanie wymienić roślinę. Nasze studium to pierwszy przegląd wszystkich gatunków roślin, które wyginęły, skąd wyginęły i jak szybko się to stało, mówi profesor Aelys M. Humphreys z Uniwersytetu w Sztokholmie.
      Jak dowiadujemy się z obecnych badań, gatunki roślin zanikają obecnie 500-krotnie szybciej niż zanikały zanim pojawił się człowiek.
      Naukowcy odkryli, że najszybciej giną gatunki na wyspach, w tropikach oraz na niektórych obszarach basenu Morza Śródziemnego. Stwierdzono też, że najbardziej na wyginięcie narażone są drzewa i krzewy o małym zasięgu geograficznym.
      Rośliny stanowią podstawę całego życia na Ziemi. Dostarczają nam tlen do oddychania i pożywienie. Są szkieletem światowych ekosystemów. Zanikanie roślin to zła wiadomość dla wszystkich gatunków. Dzięki tym badaniom będziemy w stanie lepiej przewidywać przyszłe zagrożenie dla konkretnych gatunków i będziemy mogli próbować im zapobiec. Dotyczy to również innych organizmów. Miliony gatunków zależą od roślin. Zależy też od nich los człowieka, zatem jeśli dowiemy się, które rośliny mogą wyginąć w następnej kolejności, będziemy mogli wdrożyć odpowiednie programy ochrony, dodaje doktor Eimear Nic Lughadha z Kew.
      Jedną z roślin, która już nie występuje na Ziemi jest chilijskie drzewo sandałowe (Santalum fernandezianum). Gatunek ten rósł na archipelagu Juan Fernandez. Od około roku 1624 był masowo wycinany, by pozyskać pachnące drewno. Do końca XIX wieku z wysp zniknęła większość tych drzew. Ostatnie chilijskie drzewo sandałowe sfotografowano 28 sierpnia 1908 roku na wyspie Robinson Crusoe. Od tego czasu nikt nie widział chilijskiego drzewa sandałowego.
      Inną zniszczoną przez człowieka rośliną jest Thismia americana. Ten niezwykły organizm został odkryty na mokradła w pobliżu Chicago. Nie posiadał on liści, a nad ziemią widoczne były tylko kwiaty. Gatunek odkryto w 1912 roku, a już pięć lat później został całkowicie zniszczony.
      Z kolei na Wyspie Świętej Heleny odkryto w 1805 roku rodzimy gatunek oliwki, Nesiota elliptica. Mimo, że ludzie zniszczyli większość roślinności na wyspie, to ostatnie stare drzewo oliwne przetrwało tam do 1994 roku. Naukowcom z Kew udało się pobrać jego szczepki zanim uschło. Był to jednocześnie jedyny przedstawiciel rodzaju Nesiota, zatem od 2003 roku rodzaj ten nie występuje na Ziemi w stanie dzikim.
      Są jednak i pozytywne wieści z powyższych badań. Okazało się bowiem, że 430 gatunków, które niegdyś uważano za wymarłe, zostało ponownie odkrytych. Najczęściej jednak oznacza to, że znaleziono kilka ostatnich osobników, a 90% nowo odkrytych gatunków jest na skraju wyginięcia.
      Takim ponownie odkrytym gatunkiem jest krokus chilijski, Tecophilaea cyanocrocus. To endemiczny gatunek występujący na wzgórzach otaczających stolicę kraju, Santiago. W czasach wiktoriańskich był bardzo popularny. Masowo wykopywano więc te rośliny i trafiały one do brytyjskich ogrodów. W latach 50. uznano, że z powodu nadmiernej eksploatacji i wyjadania przez zwierzęta hodowlane krokus wyginął. Jednak w 2001 roku, po wieloletnich poszukiwaniach, udało się go odnaleźć. Ostatnim miejscem jego występowania w stanie naturalnym jest prywatny teren na południe od Santiago. Obecnie niewielka populacja jest chroniona przed zwierzętami hodowlanymi, a gatunek, uznano z krytycznie zagrożony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Izraelscy naukowcy zauważyli, że pewne rośliny z rodziny pierwiosnkowate reagują na... dźwięk pszczół i ciem. W odpowiedzi na dźwięk wydawany przez skrzydła owadów rośliny w ciągu trzech minut uwalniają dodatkowe ilości pyłku i zwiększają koncentrację cukru w nektarze.
      To kolejne badania pokazujące, w jaki sposób ewoluowały rośliny i owady. Dotychczas naukowcy zajmowali się reakcją roślin na światło, na stymulację mechaniczną oraz chemiczną. Zdolności roślin do wyczuwania takich bodźców odpowiadają zmysłom wzroku, dotyku i węchu. Teraz okazuje się, że rośliny posiadają też odpowiednik zmysłu słuchu.
      Przeprowadzone przez Izraelczyków badania wykazały, że reakcja roślin zależy od częstotliwości dźwięku. Gdy zostają one wystawione na działanie dźwięku o częstotliwości wyższej niż ten wydawany przez zapylaczy, nie reagują. Jako, że produkcja nektaru wymaga sporych nakładów energetycznych, rośliny – wykrywając owady – mogą precyzyjnie dobierać czas, w którym wkładają większy wysiłek w zachęcenie zapylacza do zainteresowania się nimi. Owad otrzymuje zaś dodatkową nagrodę w postaci bardziej wartościowego pożywienia.
      Badacze nie wykluczają, że zdolność do odbierania dźwięków przez rośliny mogła wpłynąć też na ich kształt. Ponadto sugerują, że na rośliny mogą wpływać inne dźwięki, na przykład te generowane przez człowieka, zakłócając ich komunikację z zapylaczami. Okazało się bowiem, że wiele sztucznych dźwięków ma bardzo podobną częstotliwość do dźwięków wydawanych przez skrzydła zapylaczy, co prowokuje rośliny do reakcji.
      Izraelczycy uważają, że kolejne badania ujawnią, czy rośliny słyszą i reagują na roślinożerców, inne zwierzęta, czynniki naturalne, a być może również słyszą się nawzajem.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...