Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Gotlandzki skarb wikingów

Recommended Posts

Archeolodzy poinformowali, że przez przypadek natrafili na ponad 1000 srebrnych monet z czasów wikingów. Skarb odnaleziono na szwedzkiej wyspie Gotlandii.

Jak powiedział agencji TT lokalny kustosz Majvor Ostergren, skarb, składający się nie tylko z monet, ale i kilku srebrnych bransolet i ważący w sumie trochę ponad 3 kg, zakopano w X wieku.

Na ślad znaleziska natrafili 2 bracia, Edvin i Arvid Sandborgowie, którzy pomagali sąsiadowi w pracach gospodarczych. Twierdzą oni, że wykopali ponad 100 monet i zdecydowali się nawiązać kontakt z lokalnym muzeum, które przysłało archeologów do zbadania sprawy.

Władze podkreślają, że rodzeństwu należy się wolne od podatku znaleźne, na razie jednak nie wiadomo, jak duża to będzie suma.

Na Gotlandii, największej wyspie Bałtyku, znaleziono już wiele skarbów, ponieważ był to główny ośrodek handlowy wikingów.

Na największy jak do tej pory gotlandzki skarb składało się 65 kg srebra oraz 20 kg brązu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wielkie, ogólnoeuropejskie badania DNA wikingów pokazują, jak wikingowie rozprzestrzeniali się po Europie i jak ludzie, którzy nie mieli skandynawskich korzeni, zostawali wikingami. Historia zapisana w DNA jest zgodna z tym, co mówią nam archeologowie i historycy. Te małe szczególiki z konkretnych miejsc są bardzo przekonujące, mówi Erika Hagelberg, ekspert od starego DNA z Uniwersytetu w Oslo, która nie brała udziału w najnowszych badaniach.
      Wszystko zaczęło się gdy w 2008 roku robotnicy budowlani pracujący na plaży w pobliżu estońskiego miasta Salme odkryli szkielety ponad 40 dobrze zbudowanych mężczyzn. Zostali oni pochowani na modłę wikińską, w dwóch okrętach, a wraz z nimi złożono broń i kosztowności. Najwyraźniej coś poszło nie tak po jednej z łupieżczych wypraw. Badania wykazały, że czterej mężczyźni, pochowani ramię w ramię, trzymający w dłoniach miecze, byli braćmi. Czterech braci pochowanych razem to coś nowego i unikatowego. To nowy przyczynek do badań, mówi Cat Jarman, archeolog z Muzeum Historii Kultury w Oslo.
      Bliżej zagadce wikingów postanowił przyjrzeć się zespół Eske Willersleva z Uniwersytetu w Cambridge i Kopenhadze. Naukowcy zebrali w całej Skandynawii próbki DNA z okresu od 750 do 1050 roku po Chrystusie. Zgromadzili też nieco wcześniejszych i nieco późniejszych próbek genetycznych. Ponadto pobrali próbki z całej Europy i poza nią z miejsc, gdzie pochówek w jakikolwiek sposób sugerował związek z wikingami. Dotarliśmy wszędzie, gdzie mogły istnieć jakieś ślady wikingów, mówi Willerslev. W ten sposób zgromadzono i zsekwencjonowano 442 genomy z epoki wikingów z tak różnych miejsc jak Włochy, Ukraina czy Grenlandia.
      Naukowcy dowiedzieli się na przykład, że dwaj mężczyźni, z których jeden był pochowany na terenie Wielkiej Brytanii, a drugi Danii byli kuzynami. Stwierdzili również, że mieszkańcy Skandynawii w epoce wikingów częściej mieli ciemne włosy niż obecni mieszkańcy Skandynawii. Zebrane DNA wskazuje też, że – przynajmniej w niektórych grupach – bycie wikingiem to określenie zajęcia, anie pochodzenia.
      Wiemy, że wikingowie ze Skandynawii podróżowali praktycznie po całej Europie. DNA wskazuje, że w zależności od pochodzenia preferowali oni różne kierunki ekspansji. Na przykład na Grenlandii próbowali osiedlać się wikingowie z dzisiejszej Norwegii. W wikińskich grobach na Orkadach złożono osoby, które nie pochodziły ze Skandynawii, a z kolei w niektórych pochówkach w Skandynawii spotykamy wikingów, których rodzice byli Szkotami czy Irlandczykami. W Norwegii zaś mamy pochowanych wikingów, którzy z pochodzenia byli Samami, ludem, któremu genetycznie bliżej do mieszkańców Azji Wschodniej i Syberii niż Europy. Identyfikacja jako wiking nie jest genetyczna czy etniczna, a społeczna, mówi Jarman.
      Badania DNA rozstrzygają też spory o kierunki ekspansji. Sagi, spisane setki lat po pierwszych wyprawach, mówią, że wikingowie z konkretnych regionów preferowali konkretne kierunki ekspansji. Wielu naukowców sugerowało jednak, że wikingowie panowali nad morzem i byli tak zręcznymi żeglarzami, iż każdy wódz mógł wybrać dowolny kierunek wyprawy. DNA wskazuje jednak, że to źródła pisane mają rację. Wikingowie pochodzący z terenów dzisiejszej Szwecji wybierali się na wschodnie i południowe wybrzeża Bałtyku, do dzisiejszej Polski, żeglowali rzekami Rosji i Ukrainy. Z kolei mieszkańcy Danii wybierali zachodni kierunek ekspansji, docierając do dzisiejszej Wielkiej Brytanii. Norwegowie zaś płynęli bardziej na północ, kolonizując Irlandię, Islandię i Grenlandię. Takich szczegółów nie moglibyśmy poznać wyłącznie dzięki badaniom archeologicznym, mówi Willerslev.
      Ku zaskoczeniu naukowców okazało się, że na terenie samej Skandynawii niemal nie dochodziło do mieszania się populacji. Co prawda kilka nadbrzeżnych osad i wysp, stanowiących centra handlowe, było też miejscem mieszania się ludności, jednak ludzie mieszkający w głębi lądu nie mieszali się ze sobą i przez wieki populacje pozostały rozdzielone i stabilne genetycznie.
      Jeszcze inną zagadkę przyniosły pochówki wikingów na Grenlandii. Okazało się, że są tam pochowani mężczyźni z terenu dzisiejszej Norwegii oraz kobiety z Wysp Brytyjskich. Jednak pochówki wyglądają całkowicie na skandynawskie. W materiale archeologicznym nie ma żadnych śladów pochodzenia kobiet. Kobiety mają geny z Wysp Brytyjskich, ale nic w materiale archeologicznym na to nie wskazuje. Badania DNA skłaniają więc do zastanowienia się, co się tutaj stało, mówi współautorka badań Jette Arneborg Muzeum Narodowego Danii.
      Jeszcze inny problem jest z pochówkami z terenu Ameryki. Tam nie zachował się materiał genetyczny, nie wiemy więc, skąd pochodzili pierwsi Europejczycy, którzy tam dotarli. Po drugiej zaś stronie świata wikingów, w Rosji, istnieje konieczność przeprowadzenia większej ilości badań DNA, by dowiedzieć się, skąd pochodzili ludzie, którzy zapoczątkowali ruską państwowość. To zaś kwestia silnie powiązana z polityką i tożsamością narodową, więc nacechowana silnymi emocjami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Norwescy archeolodzy planują wydobycie na powierzchnię okrętu wikingów pogrzebanego w ziemi przed ponad 1000 lat. To pierwszy tego typu projekt naukowy od ponad 100 lat. Ratunkowe prace wykopaliskowe mogą ruszyć już w przyszłym miesiącu.
      Rząd przeznaczył na nie ponad 15 milionów koron (1,5 miliona USD). Będzie to pierwszy przypadek wydobycia służącego jako grobowiec okrętu wikingów zgodnie ze współczesną wiedzą i standardami naukowymi.
      W 2018 roku dokonano sensacyjnego odkrycia. Georadar ujawnił istnienie jednostki zagrzebanej zaledwie 50 centymetrów pod powierzchnią gruntu. Początkowo znajdowała się on w kurhanie, który z czasem został zniszczony przez prace rolnicze. Odkrycia dokonano w Gjellestad niedaleko Halden, blisko znanego monumentalnego kurhanu Jellhaug. Okazało się, że w okolicy istnieje co najmniej 8 nieznanych dotychczas kurhanów zniszczonych przez wieki orki.
      Już badania georadarem pokazały, że mamy do czynienia z dobrze zachowaną jednostką długości 20 metrów. Niedawno okazało się, że wykonany prawdopodobnie z dębu okręt został zaatakowan przez grzyby. Archeolodzy chcą go ocalić, a jedynym sposobem jest wydobycie i konserwacja. Do projektu udało się przekonać rząd, który przeznaczył odpowiednie środki. Prace będą mogły rozpocząć się po uzyskaniu wszystkich zezwoleń, co powinno nastąpić w czerwcu. Co prawda wykopaliska zwiadowcze w 2019 roku wykazały, że stępka jednostki bardzo dobrze się zachowała, ale istnieją obawy co do stanu reszty zabytku. Sytuację pogarsza fakt, że w pobliżu znajduje się rów odwadniający, co może przyspieszać rozkład drewna.
      Z analiz dendrochronologicznych wynika, że okręt został pogrzebany pomiędzy VIII a IX wiekiem naszej ery. Archeolodzy sądzą, że jest on miejscem spoczynku potężnego władczy lub jego żony. Już sama możliwość zbadania takiego obiektu to niezwykła gratka archeologiczna, nie mówiąc już o możliwości jego wydobycia. Dotychczas w Norwegii wydobyto na powierzchnię zaledwie trzy takie jednostki. Prace przeprowadzono w roku 1868, 1880 i 1904. Po raz pierwszy od ponad 100 lat jest okazja podobnych wykopalisk i po raz pierwszy można to zrobić zgodnie z najnowszymi osiągnięciami nauki i techniki.
      Wstępne prace wskazują, że w przeszłości jednostka mogła być wyposażona w maszty i wiosła oraz, że znajdują się na niej różne przedmioty funeralne. Georadar ujawnił też, że w pobliżu istniały co najmniej trzy długie domy, a najdłuższy z nich liczył sobie 45 metrów. Obecnie nie wiadomo, czy są one w tym samym wieku co okręt.
      Pochówki na okrętach nie istnieją w izolacji. Są częścią cmentarza, który ma świadczyć o potędze i wpływach władcy, mówi archeolog Lars Gustavsen.
      Na podstawie dotychczas zdobytych danych stworzono niezwykle interesującą wizualizację okolicy. Dowiadujemy się z niej, że najstarsze ślady ludzkiej aktywności w Gjellestad pochodzą z epoki brązu, jednak dotychczas nie znaleziono tam żadnych domów ani pochówków. Pierwsze ślady istnienia długiego domu pochodzą z początków epoki żelaza. Około 1 roku naszej ery powstał tam nowy długi dom i prawdopodobnie w tym samym czasie powstały pierwsze najmniejsze kurhany. W okresie migracji (400–550) wybudowano co najmniej dwa długie domy i kolejne kurhany. Niewykluczone, że pod koniec tego okresu w Gjellestad powstały dwa masywne kurhany. Z kolei w latach 550–800 widoczne jest znaczne zmniejszenie aktywności ludzkiej na badanym obszarze. Prawdopodobnie ludzie przeprowadzili się kilkaset metrów na północ. W epoce wikingów (800–1030) powstaje wielki kurhan, a na okręcie zostaje pochowany ktoś ważny.
      Od czasu odkrycia w Gjellestad w Norwegii znaleziono jeszcze jeden pogrzebany okręt wikingów. Ma on długość 17 metrów i znajduje się na wyspie Edoeya na zachód od Trondheim. Obecnie nie planuje się jego wydobycia.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W latach 2009–2011 na Cape Espenberg na Alasce znaleziono tysiące artefaktów z kości, drewna, ceramiki i innych. Było wśród nich 6 metalowych przedmiotów, w tym kościana przynęta na ryby z metalowymi wstawkami, miedziany haczyk, miedziana igła czy cylindryczny koralik ze stopu miedzi. Znaleziska te dowodzą, że zanim jeszcze do Ameryki przybyli Europejczycy, przez Cieśninę Beringa na kontynent północnoamerykański trafiały metale z Eurazji.
      Miedziane przedmioty zbadano metodą analizy fluorescencyjnej dyspersji energii (EDXRF). W przypadku haczyka na ryby, igły oraz niewielkiej płachty miedzi stwierdzono, żę metal jest dość czysty, jednak nie udało się określić, czy metal naturalnie występował w tak czystej formie, czy też został przetopiony. W przypadku cylindrycznego koralika i fragmentu sprzączki jednoznacznie stwierdzono, że są to głównie stopy miedzi, cyny i ołowiu. Koralik składa się z 30% ołowiu, 18% cyny i 47% miedzi.
      Najbardziej interesującym znaleziskiem jest fragment sprzączki. O jego odkryciu pisaliśmy już przed 9 laty. Teraz wykonano dodatkowe badania, które ujawniły wiele nowych informacji na jej temat.
      Okazuje się, że sprzączka zawiera niemal 45% ołowiu, 20% cyny, 24% miedzi oraz kilka procent arsenu i srebra. Na podstawie morfologii uznano, że została odlana w formie, co wskazuje, że jest masowym produktem przemysłowym. Jest jedynym takim znaleziskiem na terenie Alaski.
      Sprzączkę znaleziono z wciąż przytwierdzonym fragmentem skórzanego paska, dzięki czemu możliwe było przeprowadzenie datowania metodą radiowęglową. Dwa badania wykazały, że powstała ona w latach 1165–1490 lub 1122–1460. Po szczegółowej analizie wyglądu naukowy stwierdzili, że sprzączka przypomina fragment końskiej uprzęży używanej w północno-centralnych Chinach w V-I wieku przed Chrystusem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Archeolodzy i chemicy przeanalizowali wykorzystanie koloru przez wikingów. W tym celu zbadali barwniki z różnych obiektów i przejrzeli dostępne dane na ten temat. Jak mówią, dla tych wojowników zieleń była kolorem nadziei, biały symbolizował poddanie bądź niewinność, a czarny oznaczał łączność żywych ze zmarłymi.
      Dzięki ich badaniom powstało coś, co z powodzeniem można nazwać wikińską paletą barw. Wykorzystano ją podczas rekonstrukcji największej wikińskiej budowli odkrytej do tej pory w Danii - Royal Hall w Centrum Doświadczalnym Lejre.
      Line Bregnhøi, konserwator z Duńskiego Muzeum Narodowego, podkreśla, że era wikingów była o wiele bardziej barwna, niż się nam wydaje. Kiedy wcześniej wydobywaliśmy artefakty m.in. z ery wikingów, nie byliśmy tak zainteresowani kolorami. Po części dlatego, że nie dysponowaliśmy technikami do badania pigmentów, ale także dlatego, że zakładaliśmy, że [pierwotne] kolory [...] przypominały to, co zobaczyliśmy podczas wykopalisk.
      Archeolodzy przypominają, że ich raport ma, oczywiście, swoje ograniczenia. Po pierwsze, znaleziska z ery wikingów nie są wcale częste. Po drugie, często jest na nich mało pigmentu albo nie ma go wcale. Dzieje się tak, bo zostaje on niechcący usunięty podczas wykopalisk albo rozkłada się podczas setek lat leżenia w ziemi.
      Nie ma gwarancji, że odtworzone kolory odpowiadają barwom wikingów jeden do jednego, ale za pomocą obecnej technologii nie da się tego zrobić lepiej.
      Specjaliści ujawniają, że wikingowie używali śmiałych barw, tak by były dobrze widoczne. Wiadomo też, że stosowali pigmenty z różnych źródeł, np. ochrę i węgiel. Mieszano je z czynnikiem wiążącym, np. olejem lnianym, jajami i produktami mlecznymi, dzięki czemu farba przywierała do podłoża.
      Royal Hall pomalowano farbą z olejem lnianym, najtrwalszym z czynników wiążących. Niecały budynek pokryto farbą, bo jest mało prawdopodobne, by wikingowie wszędzie użyli drogiej farby.
      Wybór barw do domostw ma, oczywiście, znaczenie. Lars Holten, jeden z autorów raportu, wyjaśnia, że pewne barwy były rzadsze od innych. Cena rosła, gdy coś trzeba było importować z odległych lokalizacji. Jednym z najdroższych kolorów był cynober. Uciekali się do niego wodzowie, którzy w ten sposób demonstrowali swój status i władzę nad otoczeniem.
      Generalnie czerwień symbolizuje siłę lub zagrożenie, prawdopodobnie dlatego, że krew można powiązać zarówno z dawaniem życia, jak i zadawaniem ran. Badania antropologiczne wykazały, że biały wiązał się często z życiem (przez konotacje z mlekiem i spermą), a czerń - ze śmiercią.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na dnie Zatoki Hajfy znaleziono grecki hełm z brązu. Specjaliści z Wydziału Archeologii Morskiej Izraelskiej Służby Starożytności szacują, że pochodzi z V-VI w. p.n.e. Jego wierzch pokryto złotym płatkiem. Wokół otworów na oczy wiją się węże, widać też zdobienie z pawiego ogona lub liścia palmy oraz motyw lwa.
      Nie wiadomo, w jakich okolicznościach hełm trafił na dno: czy ktoś go upuścił, czy też zatonął z właścicielem i łodzią, która nadal leży gdzieś pod osadami. Prawdopodobnie należał on do najemnika, który walczył dla Necho II - faraona z XXVI dynastii saickiej. To za jego panowania Nabuchodonozor II najechał Egipt i spustoszył Deltę Nilu.
      Hełm odsłoniła w 2007 r. holenderska pogłębiarka. Później do akcji wkroczyli konserwatorzy ze Służby Starożytności, którzy stwierdzili, że jest on bardzo podobny do hełmu odkrytego w latach 50. ubiegłego wieku w pobliżu włoskiej wysepki Giglio na Morzu Śródziemnym (tej samej, obok której w styczniu br. rozbił się wycieczkowiec Costa Concordia). W przypadku włoskiego artefaktu wiek oceniono na 2600 lat, co pomogło w datowaniu nowszego znaleziska.
      Koby Sharvit, dyrektor Wydziału Archeologii Morskiej, twierdzi, że doskonale zachowany hełm z Zatoki Hajfy jest jednym z najbardziej zdobnych elementów wczesnej greckiej zbroi, jakie kiedykolwiek znaleziono. Biorąc to pod uwagę, należy założyć, że jego właściciel był osobą majętną. Akademicy podejrzewają, że pochodził z Jonii i był dowódcą najemników, którzy zawędrowali aż tutaj, by wziąć udział w tłumieniu powstania w Gazie czy walczyć z królem Judy Jozjaszem albo Babilończykami.
      Pojawiły się też sugestie, że łódź, na której stacjonował właściciel hełmu, handlowała z osadą Tell Abu Hawam. W czasie wykopalisk prowadzonych tu w latach 1932-1933 znaleziono bowiem ceramikę pochodzącą z Koryntu, a w ostatnich latach dotarto do warstw dobrze zaplanowanego miasta z licznymi greckimi naczyniami.
      Izraelczycy ustalili, że hełm typu korynckiego wykuto z pojedynczego arkusza brązu. Dzięki temu nakrycie nadal skutecznie zabezpieczało głowę, ale było sporo lżejsze. Nosal i części chroniące policzki były grubsze od potylicznej okolicy dzwonu. Pawia (lub liść palmowy) umieszczono się na czole, a lwy na napolicznikach.
      Obecnie eksponat znajduje się na wystawie w Narodowym Muzeum Morskim w Hajfie.
×
×
  • Create New...