Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Paliwa kopalne wciąż powstają?

Recommended Posts

Geofizycy z waszyngtońskiej Carnegie Institution udowodnili, że w warunkach panujących pod powierzchnią Ziemi możliwe jest zajście syntezy metanu (CH4) z materii nieorganicznej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że znaczna część zasobów ropy i gazu ziemnego na naszej planecie mogła powstać w procesach niezależnych od ilości dostępnej biomasy, a do tego proces ten może trwać nieustannie aż do dziś.

Autorzy studium, kierowani przez Anuraga Sharmę, przeprowadzili serię doświadczeń symulujących warunki panujące pod powierzchnią Ziemi. W specjalnie przygotowanej aparaturze testowano różne mieszanki substancji i poddawano je ekstremalnym warunkom: ciśnieniom sięgającym 8 GPa oraz temperaturom do 1500°C.

Jak się okazało, w wielu sytuacjach uwzględnionych przez eksperymentatorów dochodziło do powstawania metanu w sposób niezależny od obecności organizmów żywych oraz związków, których powstanie byłoby niemożliwe bez ich udziału.

Synteza zachodziła szczególnie wydajnie, gdy w mieszaninie reakcyjnej obecny był kwas mrówkowy (związek organiczny, który może powstać w głębi Ziemi na drodze abiotycznej syntezy) oraz tlenek żelaza (substancja występująca pospolicie pod powierzchnią naszej planety), które silnie sprzyjały syntezie CH4 z pospolitych substancji, takich jak woda, grafit, CO2 czy wodór. Co więcej, symulowane warunki odpowiadają tym panującym w płaszczu i dolnych warstwach skorupy Ziemi, co sugeruje, że synteza metanu może wciąż zachodzić pod naszymi stopami.

Eksperyment przeprowadzony przez zespół z Carnegie Institution potwierdza, że zasoby ropy i gazu znajdujące się pod powierzchnią Ziemi mogły (i wciąż mogą) powstawać niezależnie od organizmów żywych. Jeżeli jest to prawda, prognozy na temat światowych rezerw paliw kopalnych mogą wymagać gruntownej korekty.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Paliwa kopalne to przeszłość. Już ilość, którą mamy dostępną obecnie, może doprowadzić do katastrofy ekologicznej. Po co nam więcej?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sprawa jest stara jak geologia. Już bardzo dawno temu pojawiali się badacze sugerujący, że węglowodory powstawać mogą także syntetycznie z substancji nieorganicznych w głębokich częściach skorupy lub płaszcza ziemskiego. To nawet dziwne, że dopiero teraz wykonano eksperymentalną weryfikację ich tez.

Co do przyrodniczej szkodliwości wykorzystywania paliw kopalnych trudno mi się wypowiedzieć. Należę bowiem do sceptyków odnośnie antropogenicznego mechanizmu zmian klimatu. Moi koledzy z meteo także do nich należą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Paliwa kopalne to przeszłość. Już ilość, którą mamy dostępną obecnie, może doprowadzić do katastrofy ekologicznej. Po co nam więcej?

Jeśli masz na myśli co2 to 2 sprawy:

1) są badania z których wynika że dwutlenek węgla nie wpływa na efekt cieplarniany, a ekolodzy "zapomnieli" uwzględnić w swoich obliczeniach parę wodną (to właśnie ona sprawia że co2 wcale nie jest takie szkodliwe jak się powszechnie uważa)

2) ocieplanie się i ochładzanie klimatu to naturalny cykl trwający od początku naszej planety, tyle że aktualne ocieplenie jest strasznie opóźnione w stosunku do wcześniejszych (w zasadzie gdyby trzymać się poprzednich cykli to ocieplenie powinno się już skończyć i  powinniśmy mieć aktualnie epokę lodowcową).

 

Inn sprawa że 'kopaliny" łatwo wykorzystać do rozgrywek politycznych, i fanjie było je zastąpić czymś co można produkować wszędzie bez oglądania się na import surowców.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W 100% popieram przedmówcę. Ilosci zanieczyszczen jakie emitujemy do atmosfery są niczym w porównaniu z zanieczyszczeniami naturalnymi typu burze piaskowe i wybuchy wulkanów. Naukowcy już przecierz udowaodnili że w ostatnich latach spadło zapylenie atmosfery przez spadek aktywnoisci wulkanicznej i zmniejszeniu się ilości burz piaskowych przez co obserwyjemy wzrost temperatury ziemi spowodowany nadmiernym nagrzewaniem sie jej powierzchni na skutek nadmiernego nasłonecznienia spowodowanego zmniejszeniem sie zanieczyszczenia atmosfery co zmniejsza procent promieniowania słonecznego odbijanego przez atmosferę. A to całe zamieszanie zrobione przez unie europejską w związku z ograniczeniem emisji CO2 jest spowodowane tylko tym że unia chcąc wychamowac rozwój gospodarki Stanów Zjednoczonych i za razem spróbować ją wyprzedzić. Nie wierzycie to poczytajcie sobie Protokół z Kioto i zwróćcie uwagę że USA jest jedynym krajem który podpisał ten protokół i odmówił jego ratyfikacji bo amerykanie wiedzą doskonale że to w znaczny sposób wpłynie na ich gospodarke spowodując wychamowanie jej rozwoju. A tak naprawdę to stosowanie się do tych wymagań nie zmieni nic w stosunku do srodowiska. A ratyfikowanie tego traktatu i nieprzestrzeganie wiąże sie z płaceniem olbrzymich kar za przekroczenie limitu CO2 i cała ta kasa jest zbierana przez UE i rzekomo przeznaczana na walke z zanieczyszcaniem srodroiwska.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A tak naprawdę to stosowanie się do tych wymagań nie zmieni nic w stosunku do srodowiska.

no nie wiem czy tak nic. kazda zmiana czyms skutkuje, cos ze soba niesie ;)

cała ta kasa jest zbierana przez UE i rzekomo przeznaczana na walke z zanieczyszcaniem srodroiwska

to twoja opinia, a nie fakty.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W 100% popieram przedmówcę. Ilosci zanieczyszczen jakie emitujemy do atmosfery są niczym w porównaniu z zanieczyszczeniami naturalnymi typu burze piaskowe i wybuchy wulkanów. Naukowcy już przecierz udowaodnili że w ostatnich latach spadło zapylenie atmosfery przez spadek aktywnoisci wulkanicznej i zmniejszeniu się ilości burz piaskowych przez co obserwyjemy wzrost temperatury ziemi spowodowany nadmiernym nagrzewaniem sie jej powierzchni na skutek nadmiernego nasłonecznienia spowodowanego zmniejszeniem sie zanieczyszczenia atmosfery co zmniejsza procent promieniowania słonecznego odbijanego przez atmosferę. A to całe zamieszanie zrobione przez unie europejską w związku z ograniczeniem emisji CO2 jest spowodowane tylko tym że unia chcąc wychamowac rozwój gospodarki Stanów Zjednoczonych i za razem spróbować ją wyprzedzić. Nie wierzycie to poczytajcie sobie Protokół z Kioto i zwróćcie uwagę że USA jest jedynym krajem który podpisał ten protokół i odmówił jego ratyfikacji bo amerykanie wiedzą doskonale że to w znaczny sposób wpłynie na ich gospodarke spowodując wychamowanie jej rozwoju. A tak naprawdę to stosowanie się do tych wymagań nie zmieni nic w stosunku do srodowiska. A ratyfikowanie tego traktatu i nieprzestrzeganie wiąże sie z płaceniem olbrzymich kar za przekroczenie limitu CO2 i cała ta kasa jest zbierana przez UE i rzekomo przeznaczana na walke z zanieczyszcaniem srodroiwska.

 

 

Teorii mówiących o tym po co jest rozkręcana cała bajka z efektem cieplarnianym jest kilka, jeśli chodzi o Europę i ograniczenie emisji CO2 to do mnie przemawia fakt że jeśli krajom kategorii B w UE (Polska, Czechy, itd... ) narzuci się to ograniczenie to kraje te będą musiały zacząć inwestować w energię nuklearną, a nie posiadając własnego programu będą musiały kupować gotowe rozwiązania od głównie Francji, która już nawet ma gotową ofertę reaktorów jednorazowego użytku.

 

Jeśli chodzi o powstawanie paliw kopalnych to czytałem kiedyś artykuł w którym autor przytaczał wyniki badań rosyjskich naukowców, którzy już jakiś ładny czas temu udowodnili że w normalnych warunkach panujących w skorupie ziemskiej nie jest możliwe powstanie ropy naftowej z biomasy. Popierali to jakimiś termodynamicznymi wyliczeniami które pokazywały że w ropie jest tyle energii że nie mogła się wziąć ze szczątków czegoś żywego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
To nawet dziwne, że dopiero teraz wykonano eksperymentalną weryfikację ich tez.

 

To zdaje się jest typowe dla środowisk akademickich. Jeśli coś jest za bardzo niezgodne z oficjalną "linią" danej gałęzi nauki, automatycznie jest ignorowane. Niby skostniałe i niedobre, ale to pewnie forma samoobrony przed różnymi zimnymi fuzjami (chociaż szkoda, że nie wyszło) czy teorią "puchnącej" planety.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przesadzacie. Badania prowadzono, tylko widocznie nikt nie wpadł na wykorzystanie odpowiednich warunków reakcji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeśli masz na myśli co2 to 2 sprawy:

1) są badania z których wynika że dwutlenek węgla nie wpływa na efekt cieplarniany, a ekolodzy "zapomnieli" uwzględnić w swoich obliczeniach parę wodną (to właśnie ona sprawia że co2 wcale nie jest takie szkodliwe jak się powszechnie uważa)

2) ocieplanie się i ochładzanie klimatu to naturalny cykl trwający od początku naszej planety, tyle że aktualne ocieplenie jest strasznie opóźnione w stosunku do wcześniejszych (w zasadzie gdyby trzymać się poprzednich cykli to ocieplenie powinno się już skończyć i  powinniśmy mieć aktualnie epokę lodowcową).

W 100% popieram przedmówcę. Ilosci zanieczyszczen jakie emitujemy do atmosfery są niczym w porównaniu z zanieczyszczeniami naturalnymi typu burze piaskowe i wybuchy wulkanów.

Czytając takie rzeczy człowiekowi krew się gotuje. Ludzie, otwórzcie oczy!!!! Przeczytajcie sobie oficjalne raporty komisji środowiskowych różnych krajów, m.in. IPCC, popytajcie naukowców którzy w tym temacie siedzą, postudiujcie modele matematyczne i wyniki analiz próbek lodowych, skamielin czy już obecnych zmian w klimacie planety.

A przede wszystkim, przestańcie słuchać tych bzdur opowiadanych przez opłacanych pseudonaukowców którzy za garść srebrników sprzedadzą całą planetę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po raz pierwszy udało się zsyntetyzować i jednocześnie przeanalizować materiał poddany ciśnieniu przekraczającemu terapaskal (1000 gigapaskali). Tak gigantyczne ciśnienie, trzykrotnie większe niż ciśnienie w jądrze Ziemi, możemy spotkać np. w jądrze Urana. Naukowcy z Uniwersytetu w Bayreuth we współpracy z badaczami z Niemiec, Szwecji, Francji i USA opisali na łamach Nature metody uzyskania i analizy materiału poddanego tak wysokiemu ciśnieniu.
      Analizy teoretyczne przewidują pojawianie się niezwykłych struktur i właściwości w materiałach poddanych bardzo wysokiemu ciśnieniu. Jednak dotychczas przewidywania te udawało się eksperymentalnie zweryfikować przy ciśnieniu nie przekraczającym 200 megapaskali. Niemożność przekroczenia granicy 200 GPa wynikała z jednej strony z dużej złożoności technicznej procesu uzyskiwania wysokich ciśnień, z drugiej zaś – z braku metod jednoczesnej analizy materiału poddanego tak wysokiemu ciśnieniu.
      Opracowana przez nas metoda pozwala – po raz pierwszy – na syntetyzowanie nowego materiału przy ciśnieniu przekraczającym terapaskal i analizowaniu go in situ, to znaczy w czasie trwania eksperymentu. W ten sposób widzimy nieznane dotychczas stany, właściwości i struktury krystaliczne, które mogą znacząco poszerzyć nasze rozumienie materii jako takiej. Możemy uzyskać w ten sposób wiedzę przydatną w eksploracji planet typu ziemskiego oraz przy syntezie materiałów, które wykorzystamy w technologiach przyszłości, mówi profesor doktor Leonid Durovinsky z Uniwersytetu w Bayreuth.
      Naukowcy uzyskali mieszankę renu z azotem i zsyntetyzowali azotek renu (Re7N3). Związki te uzyskali w dwustopniowej komorze diamentowej podgrzewanej za pomocą laserów. Do pełnego scharakteryzowania materiałów wykorzystano metodę rozpraszania rentgenowskiego. Dwa i pół roku temu byliśmy bardzo zaskoczeni, gdy udało się nam uzyskać supertwardy metaliczny przewodnik z renu i azotu, który mógł wytrzymać niezwykle wysokie ciśnienie. jeśli w przyszłości będziemy mogli wykorzystać krystalografię wysokociśnieniową w zakresach terapaskali, możemy dokonać kolejnych zadziwiających odkryć. Otworzyliśmy szeroko drzwi do kreatywnych badań nad materiałami, które pozwolą na stworzenie i zwizualizowanie niezwykłych struktur pod ekstremalnym ciśnieniem, dodaje profesor doktor Natalia Dubrovinskaia z Uniwersytetu w Bayreuth.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Reintrodukcja bobrów, niedźwiedzi czy żubrów znacząco poprawiłaby stan światowych ekosystemów. Zamówiony przez ONZ raport wykazał, że przywrócenie dużych ssaków może pomóc w walce z ociepleniem klimatu, poprawi stan zdrowia ekosystemów i przywróci bioróżnorodność. By osiągnąć ten cel w skali świata wystarczy reintrodukcja zaledwie 20 gatunków, których historyczne zasięgi zostały dramatycznie zredukowane przez człowieka.
      Jeśli pozwolimy powrócić tym zwierzętom, to dzięki ich obecności pojawią się warunki, które z czasem spowodują, że gatunki te pojawią się na 1/4 powierzchni planety, a to z kolei rozszerzy zasięgi innych gatunków i odbuduje ekosystemy, dzięki czemu zwiększy się ich zdolność do wychwytywania i uwięzienia węgla atmosferycznego.
      Przywracanie gatunków nie jest jednak proste. Pojawia się bowiem zarówno pytanie, który z historycznych zasięgów gatunku należy uznać za pożądany. Niektórzy obawiają się też reintrodukcji dużych drapieżników, jak np. wilki, twierdząc, że niesie to ze sobą zagrożenie dla ludzi i zwierząt hodowlanych. Badania pokazują jednak, że duże drapieżniki, wpływając na roślinożerców, doprowadzają do zwiększenia zarówno pokrywy roślinnej, jak i innych gatunków. Z kolei przywracanie historycznych zasięgów roślinożerców powoduje, że roznoszą oni nasiona, pomagają w obiegu składników odżywczych oraz zmniejszają zagrożenie pożarowe poprzez wyjadanie roślinności.
      Autorzy najnowszych badań postanowili sprawdzić, gdzie przywrócenie dużych ssaków przyniosłoby największe korzyści i w jaki sposób można to osiągnąć. Okazało się, że wystarczy reintrodukcja 20 gatunków – 13 roślinożerców i 7 drapieżników – by na całej planecie odrodziła się bioróżnorodność. Te 20 gatunków to niewiele jak na 298 gatunków dużych ssaków żyjących na Ziemi.
      Badania wykazały, że obecnie jedynie w 6% obszarów zasięg dużych ssaków jest taki, jak przed 500 laty. Okazuje się również, że tylko w odniesieniu do 16% planety można stwierdzić, że znajdują się tam gatunki ssaków, na których zasięg nie mieliśmy większego wpływu.
      Naukowcy przyjrzeli się następnie poszczególnym regionom, by określić, ile pracy trzeba włożyć, by przywrócić w nich bioróżnorodnośc. Okazało się, że w większości Azji północnej, północnej Kanady oraz w częściach Ameryki Południowej i Afryki wystarczyłoby wprowadzić jedynie po kilka gatunków dużych ssaków, by przywrócić bioróżnorodność z przeszłości.
      I tak Europie przywrócenie bobra, wilka, rysia, renifera i żubra pozwoliłoby na powrót bioróżnorodności w 35 regionach, w których gatunki te zostały wytępione. Podobnie jest w Afryce, gdzie reintrodukcja hipopotama, lwa, sasebiego właściwego, likaona i geparda doprowadziłaby do dwukrotnego zwiększenia obszarów o zdrowej populacji ssaków w 50 ekoregionach. W Azji, po reintrodukcji tarpana dzikiego oraz wilka w Himalajach doszłoby do zwiększenia zasięgów zdrowych populacji o 89% w 10 ekoregionach. Z kolei w Ameryce Północnej do znacznego poprawienia stanu ekosystemów wystarczyłaby reintrodukcja niedźwiedzia brunatnego, bizona, rosomaka oraz niedźwiedzia czarnego.
      Reintrodukcja gatunków miałaby olbrzymie znaczenie nie tylko dla ekosystemu, ale i dla uratowania ich samych. Na przykład jednym ze zidentyfikowanych 20 kluczowych gatunków jest gazelka płocha, występująca na Saharze. Obecnie to gatunek krytycznie zagrożony, na świecie pozostało zaledwie około 200–300 osobników. Największym zagrożeniem dla niej są zaś działania człowieka – polowania i utrata habitatów.
      Przywrócenie wielu ze wspomnianych gatunków nie będzie jednak proste. Trzeba by np. zabronić polowań na nie i zapobiegać dalszej utracie habitatu. Ponadto wiele z ekoregionów poprzedzielanych jest granicami państwowymi, więc przywracanie gatunków i bioróżnorodności wymagałoby współpracy międzynarodowej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Historia naszej planety, to historia 4,5 miliarda lat schładzania się. Dzięki temu, że Ziemia stygnie, uformowała się jej sztywna skorupa i mogło powstać życie. Jednocześnie dzięki temu, że nie wystygła, istnieją takie procesy jak tektonika płyt i wulkanizm. Gdy wnętrze planety wystygnie, te kluczowe procesy zatrzymają się. Nie wiemy jednak, jak szybko nasza planeta się wychładza i kiedy procesy przebiegające w jej wnętrzu zatrzymają się.
      Odpowiedzią na te pytania może dać zbadanie przewodnictwa cieplnego minerałów znajdujących się na granicy między jądrem a płaszczem Ziemi. To bardzo ważne miejsce, w którym lepkie skały mają bezpośredni kontakt z płynnym zbudowanym głównie z niklu i żelaza zewnętrznym jądrem. Gradient temperatury pomiędzy jądrem zewnętrznym a płaszczem jest bardzo duży, zatem potencjalnie może tam przepływać sporo ciepła. Warstwa graniczna zbudowana jest głownie z bridgmanitu.
      Profesor Motohiko Murakami ze Szwajcarskiego Instytutu Technologicznego w Zurichuy (ETH Zurich) wraz z naukowcami z Carnegie Institute for Science opracowali złożony system pomiarowy, który pozwolił im na wykonanie w laboratorium oceny przewodnictwa cieplnego bridgmanitu w warunkach ciśnienia i temperatury, jakie panują we wnętrzu Ziemi. Wykorzystali przy tym niedawno opracowaną technikę optycznego pomiaru absorpcji diamentu podgrzewanego impulsami laserowymi.
      Dzięki tej nowej technice wykazaliśmy, że przewodnictwo cieplne bridgmanitu jest około 1,5-razy większe niż się przyjmuje, mówi profesor Murakami. To zaś wskazuje, że przepływ ciepła pomiędzy jądrem a płaszczem jest większy. A większy przepływ ciepła oznacza, że konwekcja w płaszczu zachodzi szybciej i Ziemia szybciej się ochładza. Tektonika płyt może więc w rzeczywistości spowalniać szybciej, niż się obecnie przyjmuje.
      Grupa Murakami wykazała jednocześnie, że szybsze wychładzanie się płaszcza zmieni fazy minerałów na granicy jądra i płaszcza. Schładzający się bridgmanit zmieni się w minerał, który będzie jeszcze efektywniej przewodził ciepło, zatem stygnięcie Ziemi jeszcze bardziej przyspieszy.
      Wyniki naszych badań rzucają nowe światło na ewolucję dynamiki Ziemi. Wskazują, że Ziemia, podobnie jak Merkury czy Mars, schładza się szybciej i stanie się szybciej nieaktywna, wyjaśnia Murakami.
      Trudno jednak powiedzieć, ile czasu minie zanim ruchy konwekcyjne w płaszczu ustaną. Wciąż wiemy zbyt mało, by określić, kiedy do tego dojdzie, przyznają naukowcy. Żeby się tego dowiedzieć, uczeni muszą najpierw lepiej rozpoznać w czasie i przestrzeni procesy konwekcyjne w płaszczu. Ponadto muszą wiedzieć, jak rozpad pierwiastków radioaktywnych we wnętrzu Ziemi, który jest jednym z głównych źródeł ciepła, wpływa na dynamikę procesów płaszcza.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Big Bear Solar Observatory, Instituto de Astrofísica de Canarias oraz New York University poinformowali, że Ziemia pociemniała w wyniku zmian klimatycznych. Główną zaś przyczyną zmniejszonego współczynnika odbicia naszej planety są ogrzewające się oceany. Na potrzeby swoich badań uczeni wykorzystali dane z 20 lat (1998–2017) pomiarów światła popielatego oraz pomiary satelitarne. Okazało się, że w tym czasie doszło do znacznego spadku albedo – stosunku światła padającego do odbitego – Ziemi.
      Światło popielate to światło odbite od Ziemi, które pada na nieoświetloną przez Słońce powierzchnię Srebrnego Globu. Możemy z łatwością zaobserwować je w czasie, gdy Księżyc widoczny jest jako cienki sierp o zmierzchu lub świcie. Widzimy wtedy słabą poświatę na pozostałej części jego tarczy. To właśnie światło popielate, odbite od naszej planety światło słoneczne, które dotarł do Księżyca.
      Obecnie, jak czytamy na łamach pisma Geophysical Research Letters wydawanego przez American Geophysical Union, Ziemia odbija o około 0,5 W na m2 mniej światła niż przed 20 laty, a do największego spadku doszło na przestrzeni 3 ostatnich lat badanego okresu. Taka wartość oznacza, że współczynnik odbicia naszej planety zmniejszył się o około 0,5%. Ziemia odbija około 30% padającego na nią światła słonecznego.
      Taki spadek albedo był dla nas zaskoczeniem, gdyż przez wcześniejszych 17 lat utrzymywało się ono na niemal stałym poziomie, mówi Philip Goode z Big Bear Solar Observatory.
      Na albedo planety wpływają dwa czynniki, jasność jej gwiazdy oraz współczynnik odbicia samej planety. Badania wykazały zaś, że obserwowane zmiany albedo Ziemi nie są skorelowane ze zmianami jasności Słońca, a to oznacza, że przyczyna zmian albedo znajduje się na samej Ziemi.
      Jak wykazały dalsze analizy, satelity pracujące w ramach projektu Clouds and the Earth’s Radiant Energy System (CERES) zarejestrowały spadek pokrywy nisko położonych jasnych chmur tworzących się nad wschodnią częścią Pacyfiku. Do spadku tego doszło u zachodnich wybrzeży obu Ameryk. Z innych zaś badań wiemy, że w tamtym regionie szybko rośnie temperatura wód powierzchniowych oceanu, a zjawisko to spowodowane jest zmianami w dekadowej oscylacji pacyficznej (PDO). Zaś zmiany te są najprawdopodobniej wywołane globalnym ociepleniem.
      Zmniejszenie współczynnika odbicia oznacza również, że w całym ziemskim systemie zostaje uwięzione więcej energii słonecznej niż wcześniej. To może dodatkowo napędzać globalne ocieplenie.
      Specjaliści zauważają, że to niepokojące zjawisko. Jakiś czas temu naukowcy meli nadzieję, że globalne ocieplenie doprowadzi do pojawienia się większej ilości chmur i zwiększenia albedo Ziemi, co złagodzi wpływ człowieka na klimat i go ustabilizuje. Tymczasem okazało się, że chmur tworzy się mniej, przez co albedo spada.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy są niemal pewni, że nasza planeta zyskała Księżyc po tym, jak przed 4,5 miliardami lat w proto-Ziemię uderzyła inna planeta, Theia. Nie wiemy, co się stało z Theią, czy po uderzeniu oddaliła się od powstającej Ziemi czy też obie planety się połączyły. Qian Yuan i jego koledzy z Arizona State University nie tylko sądzą, że doszło do połączenia, ale że resztki Thei tkwią we wnętrzu Ziemi, a oni wiedzą, gdzie ich szukać.
      Pierwsze szacunki dotyczące Thei mówiły, że była to planeta wielkości mniej więcej Marsa. Jednak ostatnio pojawiają się badania, których autorzy twierdzą, że była czterokrotnie większa – wielkości proto-Ziemi. Autorzy obu tych modeli zgadzają się w jednym, że do połączenia jąder Ziemi i Thei doszło błyskawicznie, w ciągu godzin.
      Płaszcz Ziemi czyli położona między jądrem a skorupą warstwa o grubości około 2900 kilometrów, nie jest jednorodny. Około 8% jest wyraźnie inna od reszty. Ta inna część tworzy dwa olbrzymie stosy w pobliżu graniczy płaszcza i jądra. Stosy te zwane są wielkimi prowincjami obniżonych prędkości fal poprzecznych (Large Low Shear Velocity Provinces). Nazwano je tak, gdyż w miejscach tych fale sejsmiczne podróżują nawet 2% wolniej. Jedna z tych prowincji znajduje się pod Afryką, druga zaś pod Pacyfikiem.
      Część naukowców sądzi, że spowalnianie fal w LLSVP wynika z faktu, że mają one wyższą temperaturę niż reszta płaszcza. Yuan i jego koledzy uważają, że nie tylko są cieplejsze, ale również gęstsze i mają inny skład.
      Yuan mówi, że na pomysł, iż LLSVP mogą być pozostałościami Thei wpadł podczas wykładu profesora Miszy Zołotowa, który mówił, iż najsłabszym elementem hipotezy o zderzeniu z Theią jest brak bezpośrednich dowodów na jej istnienie. Wówczas Yuan zaczął się zastanawiać, czy pozostałościami po niej nie mogą być LLSVP.
      Uczony dokonał prostych obliczeń. Najpierw porównał łączną wielkość LLSVP z płaszczem Marsa. Okazało się, że ich wielkość to 80–90 procent płaszcza Czerwonej Planety. Następnie do tej wielkości dodał wielkość Księżyca. Okazało się, że płaszcz Marsa jest niemal identycznej wielkości co LLSVP dodane do wielkości Księżyca. Yuan sięgnął do pracy geochemika Sujoya Mukhopadhyaya z 2012 roku, który na podstawie izotopów gazów szlachetnych z islandzkich bazaltów wykazał, iż w ziemskim płaszczu istnieją dwa źródła takich izotopów i że liczą sobie one to najmniej 4,5 miliarda lat. Są więc starsze od Księżyca. To pasowało do naszej hipotezy, mówi Yuan. Jednym z tych źródeł mogą być pozostałości płaszcza Thei znajdujące się w płaszczu Ziemi.
      Następnie zwrócił się o pomoc do astrofizyka Stevena Descha, który niedawno opublikował pracę nt. prawdopodobnego składu Thei. Wynikało z niej, że płaszcz Thei był bogatszy w tlenek żelaza niż płaszcz Ziemi. To oznacza, że był gęstszy, zatem po zderzeniu mógł zatonąć w płaszczu Ziemi. Yuan i Desch przeprowadzili nowe obliczenia, w których założyli, że płaszcz Thei był nieco bardziej gęsty, niż wynikało to z wcześniejszych obliczeń Descha. Okazało się, że gdyby tak było, to po zderzeniu powstałaby jedna globalna warstwa, a nie dwa stosy. To sugerowało, że pierwotne obliczenia Descha są właściwe.
      Yuan podkreśla, że to hipoteza. Proponujemy ją po raz pierwszy. To coś nowego. Uczony wyraził nadzieję, że inni naukowcy będą chcieli sprawdzić tę hipotezę i poszukają dowodów, na jej potwierdzenie lub obalenie. Dodaje, że kolejnym logicznym krokiem badań byłoby porównanie składu izotopowego LLSVP ze składem izotopowym Księżyca.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...