Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Firma Boston Dynamics jest autorem wojskowego robota, który potrafi pokonywać przeszkody o wysokości kilku metrów. Przedsiębiorstwo właśnie otrzymało z Sandia National Laboratories zamówienie na wykonanie kolejnej generacji urządzenia Precision Urban Hopper. Czterokołowy robot ma w przyszłości przeskakiwać nad 7,5 metrowymi przeszkodami.

Sandia swoimi siłami zaprojektowała autonomicznego robota wielkości pudełka do butów, który do nawigacji wykorzystuje system GPS. Teraz Boston Dynamics ma go udoskonalić tak, by był w stanie pokonać nawet 30 przeszkód, których wysokość jest od 40 do 60 razy większa od niego samego. Specjaliści stawiają na rozwój skaczących robotów, gdyż ta metoda jest znacznie 5-krotnie bardziej efektywna pod względem zużycia energii, niż roboty wspinające się. Dzięki temu urządzenie będzie w stanie dłużej pracować bez konieczności uzupełniania paliwa.

Robot jest w stanie w tej chwili autonomicznie poruszać się po mieście i dostarczyć ładunki w wyznaczone miejsce. Potrafi też przeskakiwać kilkumetrowe przeszkody i bez szkody dla siebie lądować na różnych typach podłoża.

W przyszłości tego typu urządzenia przydadzą się policji, służbom ratowniczym i będą pracowały podczas eksploatacji kosmosu.

Skaczący robot ma zwiększyć możliwości wojska i sił specjalnych przede wszystkim podczas operacji w obszarach zabudowanych.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

No ej, ja myślałem, że on wskoczy na krawężnik sobie… Tego to się nie spodziewałem. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
będą pracowały podczas eksploatacji kosmosu.

Bez przesady. Nie wierzę, że TO kiedykolwiek doskoczy choćby na Księżyc :;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

ej, jak on to robi ;)

 

the Precision Urban Hopper can use a piston-actuated "leg" to launch it over obstacles such as walls or fences.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chcę takiego pod choinkę ;)

 

A tak bardziej na poważnie.. Mam nadzieję, że wzięli pod uwagę, że robot z ładunkiem będzie skakał niżej niż robot bez. To nie Quake czy inne FPP, gdzie koleś z bazooką, trzema karabinami, shotgunem i pistoletem na plecach jest tak samo żwawy jak koleś uzbrojony jedynie w pięści albo nóż.

 

Ciekaw jestem w jaki sposób ten robot skacze. Najbardziej sensowne wydaje mi się naciąganie i zwalnianie jakichś sprężyn albo wystrzeliwanie sprężonego powietrza. Macie inne pomysły?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe obejście problemu. Zamiast męczyć się ze sztuczną inteligencją, rozpoznawaniem przeszkód, szukaniem sposobu ich ominięcia itp, można od razu będzie robić roboty, które w 90% przypadków same dotrą na wskazane miejsce. Będzie więc wyjście z fazy prototypów, a nad brakującymi 10% w spokoju popracują sobie na uczelniach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

robi wrażenie, też myślałem że na krawężnik sobie wskoczy a tu siuuuuuup

niby prosty pomysł a jak innowacja ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już widzę, jak skaczący robot spadnie komuś na głowę z bloku. "Zmarł w wyniku błędu zaokrągleń w obliczeniach zmiennoprzecinkowych" ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwóch pracowników Sandia National Laboratories, prywatnie myśliwych, dyskutowało o swoim ulubionym zajęciu, a efektem ich rozmów jest... prototyp samosterującego pocisku do broni ręcznej. Kula może bez większego problemu trafić w oświetlony laserem cel z odległości około 2000 metrów. Mamy bardzo obiecującą technologię kierowania małymi pociskami, która może zostać szybko i tanim kosztem udoskonalona - mówi Red Jones, który wraz z Brianem Kastem opracował pocisk.
      Ich projekt to pocisk o długości 10 centymetrów, w którego czubku umieszczono czujnik optyczny, wykrywający światło lasera. Czujnik wysyła dane do ośmiobitowego procesora, a ten steruje ruchem elektromagnetycznych aktuatorów, które z kolei zarządzają niewielkimi brzechwami korygującymi tor lotu pocisku. Obecnie większość broni strzeleckiej korzysta z gwintowanych luf. Obecność gwintu nadaje pociskom ruch obrotowy, co stabilizuje je w czasie lotu.
      Nowe pociski wystrzeliwane są z broni gładkolufowej. Stabilność lotu zapewnia umiejscowienie środka ciężkości bliżej przodu pocisku oraz wspomniane wcześniej brzechwy. Początkowo pocisk znajduje się w plastikowej osłonie, która chroni brzechwy przed kontaktem z lufą.
      Komputerowe symulacje wykazały, że nowy pocisk jest znacznie bardziej celny od tradycyjnych rozwiązań. W warunkach polowych średnie odchylenie od celu znajdującego się w odległości 1000 metrów wynosi w przypadku tradycyjnego pocisku około 9 metrów. Nowy pocisk zmniejsza tę odległość do około 0,2 metra.
      Co więcej, projekt z Sandii nie wymaga stosowania układu mierzącego inercję, który znacznie zwiększyłby cenę pocisku. Częstotliwość kołysania się lecącego pocisku jest zależna od jego wielkości. Samosterujące rakiety są duże, zatem częstotliwość odchyleń jest niewielka, co powoduje konieczność stosowania bardzo precyzyjnych mechanizmów kontroli intercji, gdyż jest niewiele okazji do skorygowania toru lotu rakiety. W przypadku pocisku o rozmiarach opracowanych przez Jonesa i Kasta, dochodzi do 30 odchyleń w ciągu sekundy, a więc tyle razy na sekundę można skorygować jego lot.
      Przeprowadzone testy wykazały, że komercyjnie dostępny proch pozwala pociskowi na osiągnięcie prędkości 731 metrów na sekundę. Specjaliści uważają, że za pomocą specjalnie dobranego prochu można będzie zwiększyć jego prędkość.
      Podczas nocnych testów do pocisków mocowano diody LED i okazało się, że baterie i cała elektronika są w stanie przetrwać lot.
      Co więcej film wykonany kamerą o dużej prędkości pokazał zaskakującą rzecz. Im dłużej pocisk leci, tym wolniej opada, co oznacza, że jest bardziej celny na większe odległości. Nikt nigdy tego nie obserwował, ale mamy to nagrane - mówi Jones.
      Sandia szuka teraz prywatnej firmy, która będzie chciała prowadzić dalsze badania nad nowym pociskiem i rozpocząć w przyszłości jego produkcję.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjalistom z Sandia National Laboratories udało się uruchomić ponad milion jąder Linuksa na jednym klastrze. Konfiguracja taka będzie wykorzystywana do badania botnetów oraz pozwoli symulować procesy zachodzące w Sieci. Systemy operacyjne zostały uruchomione na wirtualnych maszynach działających na klastrze Thunderbird.
      Wcześniej udawało się uruchomić na jednym komputerze do 20 000 jąder. Uczeni mają nadzieję, że w przyszłości będą w stanie symulować działanie sieci całych państw, co pozwoli np. zwirtualizować i szczegółowo monitorować cyberataki.
      Ron Minnich z Sandia National Laboratories, mówi: Olbrzymie rozmiary Internetu powodują, że bardzo trudno jest zrozumieć zachodzące w nim procesy. Wiele rzeczy, które się w nim dzieje nie może zostać zbadanych, gdyż nie mamy odpowiedniego modelu. Jednak dzięki możliwości jednoczesnego uruchomienia wielu kopii systemu operacyjnego, które symulują węzły w Sieci, będziemy w stanie nie tylko badać działanie Internetu na poziomie sieci, ale symulować wszelkie jego funkcje.
      Prace nad uruchomieniem ponad miliona kopii jądra trwały przez dwa lata. Do pomocy zaprzęgnięto klaster Thunderbird, składający się z 4480 węzłów. Na każdym z węzłów uruchomiono 250 wirtualnych maszyn, a w każdej z nich wystartowano jedno jądro.
      Zakończony sukcesem eksperyment daje nadzieję na szybszy rozwój specjalistycznego oprogramowania naukowego. Rozwój takiego oprogramowania trwa lata, a środowisko naukowe nie będzie musiało teraz czekać z jego uruchomieniem, aż pojawi się sprzęt, zdolny je obsłużyć. Pilne problemy, takie jak modelowanie zmian klimatycznych, prace nad nowymi lekami czy badania nowych źródeł energii ciągle wymagają rosnących mocy obliczeniowych - mówi Minnich.
      Szacujemy, że do roku 2018 musimy dysponować komputerem wyposażonym w 100 milionów procesorów, by zaspokoić nasze potrzeby obliczeniowe. Podejście, które zaproponowaliśmy pozwoli nam już teraz rozpocząć prace nad oprogramowaniem maszyny z tak wieloma CPU, tak więc gdy będziemy mieli komputer ze 100 milionami procesorów od razu będziemy mogli go używać - dodaje.
×
×
  • Create New...