Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Mieszkanie bez ślubu nie popłaca

Recommended Posts

Pary, które mieszkają razem przed zaręczynami czy ślubem częściej się rozwodzą i odczuwają mniejszą satysfakcję ze swojego małżeństwa od par, które z decyzją o wspólnym zamieszkaniu poczekały co najmniej do oficjalnych zaręczyn. Takie wnioski wypływają z opublikowanych w Journal of Family Psychology badań przeprowadzonych przez naukowców z University of Denver - Galenę Rhoades, Scotta Stanleya i Howarda Markmana.

Być może przyczyną częstszych rozwodów wśród par mieszkających razem przed ślubem jest fakt, że część z nich zawiera małżeństwo niejako "z rozpędu". Zamieszkują razem bez skonkretyzowanych planów na przyszłość, a po jakimś czasie dochodzą do wniosku, że skoro i tak prowadzą wspólne życie to mogą wziąć ślub. Wydaje się, że jeszcze przed wspólnym zamieszkaniem należy porozmawiać o tym, co taka decyzja za sobą niesie o planach na przyszłość. Jest to tym bardziej ważne, że w przypadku wspólnego zamieszkania trudniej jest się rozstać niż wtedy, gdy chodzimy ze sobą na randki - mówi profesor Stanley.

Naukowcy chcieli też poznać przyczyny, dla których ludzie nie będący małżeństwem ani narzeczeństwem decydują się na mieszkanie razem. Okazało się, że najważniejszym powodem była chęć spędzania razem większej ilości czasu. Na drugim miejscu pytani wymieniali wygodę, a na trzecim - chęć przetestowania związku. Wprowadzenie się do wspólnego mieszkania motywowane chęcią przeprowadzenia testu często oznacza, że w związku istnieje dużo problemów. Być może, gdy osoba decyduje się na taki krok robi to dlatego, że już wie, iż pewne ważne informacje na temat związku wyjdą z czasem - stwierdza Rhoades.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wydaje mi się, że należałoby powtórzyć tę analizę z podziałem na grupy w zależności od powodów, dla których poszczególne pary mieszkają razem. Zupełnie inaczej będą się przecież zachowywały pary, które chcą razem zamieszkać dla codziennego seksu albo spędzania ze sobą czasu, a inaczej te, które chciały się sprawdzić. W pierwszym przypadku łatwo oczekiwać, że prędzej czy później partnerzy się wypalą i będzie po związku, z kolei w drugim jest duża szansa, że upewnią się, czy jest sens być dalej razem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się co do rozbicia na powody i ponownego testu, ale..

W pierwszym przypadku łatwo oczekiwać, że prędzej czy później partnerzy się wypalą i będzie po związku...

.. ma znaczyć, że wg Ciebie jak ktoś razem zamieszka (przed czy po ślubie), to zawsze się wypali? W takim wypadku po co komu śluby? Oczywiście można mieszkać oddzielnie i mieć nawet kilka 'niewypalonych' związków, ale IMHO to.. mało dojrzały emocjonalnie sposób na życie.  :P

...z kolei w drugim jest duża szansa, że upewnią się, czy jest sens być dalej razem.

Fakt, choć jeśli są jakiekolwiek wątpliwości co do tego, tzn, że chyba jednak coś jest nie tak.

 

Ciekawe jak przedstawiała by się procentowa statystyka - który z tych 2 scenariuszy częściej zawodzi..

Share this post


Link to post
Share on other sites

A mi się wydaje że wśród ludzi którzy zaczynają wspólne życie od mieszkania razem jest duży procent ludzi którzy pochopnie podejmują decyzje.

 

Są pewnie też ludzi którzy nie przywiązują za dużej wagi do małżeństwa, póki ze sobą jesteśmy możemy być małżeństwem bo podatki są mniejsze.

A kiedy przestaje im być dobrze, po prostu się rozchodzą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale teraz singli jest coraz więcej i o nich bym badania poczytał chętniej!

Zdziwiłbyś się ile jest babskich portali. Tam to znajdziesz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A mi się wydaje że wśród ludzi którzy zaczynają wspólne życie od mieszkania razem jest duży procent ludzi którzy pochopnie podejmują decyzje.

Na co trzeba zwrócić uwagę przy tej decyzji?

 

ФvХ: http://charaktery.eu/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Każdy na to co on uważa za najważniejsze.

 

Czy to są polskie badania ?

 

W polsce jest dużo osób bardzo religijnych, a te z jednej strony nie chcą razem mieszkać przed ślubem, z drugiej trudniej im podjąć decyzję o rozwodzie bo wiąże się to z łamaniem przysięgi danej komu innemu niż państwu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ma znaczyć, że wg Ciebie jak ktoś razem zamieszka (przed czy po ślubie), to zawsze się wypali?

Nie.

W takim wypadku po co komu śluby?

Sam się zastanawiam :P Chyba do rozliczeń podatkowych :D

jeśli są jakiekolwiek wątpliwości co do tego, tzn, że chyba jednak coś jest nie tak.

A ja osobiście bałbym się dużo bardziej sytuacji, w której nie widzę żadnych wad i żadnych minusów. W momencie, gdybym przestał dostrzegać wady mojej kobiety albo mojego związku, prawdopodobnie uciekłbym z krzykiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W takim wypadku po co komu śluby?

Gdyby nie było dzięki ślubom spójności majątkowej(przeciw rozdzielności) Ślub już nie pomagałby w rozliczeniach podatkowych. Z tego co wiem to ludzie przed powiedzeniem sobie sakramentalnego 'tak' bardzo się denerwują. Czemu? Bo chwila powiedzenia 'tak' oczyszcza umysł z pozamałżeńskich 'ALE'. Jest walka w myślach.

 

Niestety, przyznam się, zgadzam się z Wami. Powiedzenie sobie 'TAK' może zachodzić w sobie samym, wiele razy w ciągu dnia. Jest mocniejsze od jednorazowego choć intensywnego 'tak' przed księdzem. Wielorazowa walka ze swoimi myślami w różnych chwilach 'chodzenia z dziewczyną' po prostu MUSI być mocniejsza od 'tak' powiedzianego przed dostojnikiem religijnym.

 

...ale gdyby połączyć te dwa efekty? Wtedy pozbawiłbym się 'walki w myślach' - otępiłoby to moje zaangażowanie po 'tak' małżeńskim.

 

lilileo ,co o tym myślisz? :P

chciałbym się choć trochę mylić, bo jak dla mnie ślub to znaczące wydarzenie - pomaga oczyścić umysł ze wszystkich 'ALE'. I tak mogę sobie pozwolić na "dżentelmeńską umowę z samym sobą" - będę zastanawiał się nad swoim prywatnym 'TAK'. Po ślubie nadal uważać się za wolnego człowieka? To umniejszyłoby 'tak' ślubne.... jestem w kropce

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się.

Jeżeli chodzi o osoby religijne.

 

Ale co z tymi którzy nie biorą ślubu kościelnego?

 

Wydaje mi się że jest podobny efekt, deklarujesz się jednorazowo przed pewną instancją. Jest to jednak deklaracja znacznie słabsza, łatwiej się zdecydować i łatwiej rozmyślić.

 

Z drugiej strony nie uważam, że rozwód jest zawsze czymś złym. Ludzie czasem popełniają błąd, mimo że bardzo się starali tego nie zrobić i rozważyli wszystkie argumenty jakie im przyszły do głowy. Ludzie się też zmieniają, nie da się przewidzieć jak się zmienią.

 

Jeżeli dwoje ludzi męczy się ze sobą od dobrych kilku lat, to myślę że rozwód jest dobrym pomysłem.

 

Przykro tylko jak mają dzieci...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z drugiej strony nie uważam, że rozwód jest zawsze czymś złym. Ludzie czasem popełniają błąd, mimo że bardzo się starali tego nie zrobić i rozważyli wszystkie argumenty jakie im przyszły do głowy. Ludzie się też zmieniają, nie da się przewidzieć jak się zmienią.

 

Jeżeli dwoje ludzi męczy się ze sobą od dobrych kilku lat, to myślę że rozwód jest dobrym pomysłem.

 

Przykro tylko jak mają dzieci...

Jest przykro - ale poświęcać wszystkie swoje pragnienia, które całkowicie wcześniej człowieka określiły nie jest łatwe. ekhmm... W zasadzie to jak oni potrafili sobie powiedzieć ślubne 'tak' gdy nie potrafią rozwiązywać swoich partnerskich problemów? Czy powiedzieli sobie 'tak' bo znali się 2 miesiące w tej części życia, która można nazwać "szczęściem" {"...w szczęściu i chorobie ..."}. Gdy nie poznało się jeszcze odporności partnerki na frustrację? Czy ta decyzja na 'tak' miała kiedykolwiek mieć ręce i nogi? - czy po prostu była to decyzja zupełnie romantyczna, ale ani trochę rozważna?

Wydaje mi się że jest podobny efekt, deklarujesz się jednorazowo przed pewną instancją. Jest to jednak deklaracja znacznie słabsza, łatwiej się zdecydować i łatwiej rozmyślić.

Co jest instancją?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Urząd stanu cywilnego.

 

Mnóstwo ludzi rozwodzi się po dobrych paru latach małżeństwa, myślę że to nie jest koniecznie tak że decyzja była pochopna.

 

Po prostu z czasem dużo się zmienia i nie da się tego przewidzieć.

Nikomu nie życzę, ale ludzie się zmieniają, taka jest prawda.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnóstwo ludzi rozwodzi się po dobrych paru latach małżeństwa, myślę że to nie jest koniecznie tak że decyzja była pochopna.

Decyzja o rozwodzie czy o małżeństwie?

Po prostu z czasem dużo się zmienia i nie da się tego przewidzieć.

Nikomu nie życzę, ale ludzie się zmieniają, taka jest prawda.

Zmiany nie są skokowe. Po prostu chyba nie umieli na tyle sobie ufać, żeby nie bać się mówić o wszystkich swoich dziwnościach i innościach (+biegunowych mikro-zmian), których druga osoba wcześniej nie znała i gdy o nich się powie to obawia się, że tej drugiej osobie może wydać się to zbyt dziwne. Zmiany nie są skokowe(przyjmijmy) - przecież konkretne uczucie ma swoja ewolucję i uzasadnienie. Jeśli ufność będzie prawdziwa to się związek nie rozsypie. Wystarczy sobie ufać.    (pamiętam, kiedyś napisałaś, że drugiej osobie nie oddasz swojej prywatności - nie wiem jak się odnieść) Gdy się ufa - powie się - 2a osoba zrozumie przemianę. Zwizek może się zmienić nie musi się sypać. Trzeba rozmawiać - gdy sie ufa (ufać : im bardziej tym lepiej dla rozmowy)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Decyzja o małżeństwie.

 

A co jak dziwności i odmienności pojawią się w czasie trwania małżeństwa dopiero (nawet nie żadne dziwności zwykły pracoholizm).

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co jak dziwności i odmienności pojawią się w czasie trwania małżeństwa dopiero (nawet nie żadne dziwności zwykły pracoholizm).

Gadać, gadać, gadać. Przegadać priorytety zanim podejmie się decyzję.

Nikomu nie życzę, żeby czegoś nie przegadać - takie jest moje życzenie. :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak się da to się da, fakt nie każdy się stara, ale czasem się nie da.

Nie każdy wie jak, gdyby wiedział to by się starał. Więc wystarczy się dowiedzieć. Gdy wie i się nie stara to zastrzelić go, odciąć mu język i zastrzelić język!!

 

czemu czsaem sie nie da?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wystarczy żeby jedna osoba zawiodła się na drugiej na tyle żeby przestać słuchać.

 

Są też występki niewybaczalne.

Dla mnie jest to długotrwała zdrada np.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wystarczy żeby jedna osoba zawiodła się na drugiej na tyle żeby przestać słuchać.

Zrobiło mi się trochę smutno. Jeśli tak to w pewnej sprawie mogę już włożyć moją wolę walki między bajki. Tylko, że nie chcę. Więc ulegnę rozpaczy. :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie no nie musi ci się nic takiego przytrafić.

 

Ja myślę że na 99% my się z moją miłością nie rozstaniemy :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wystarczy żeby jedna osoba zawiodła się na drugiej na tyle żeby przestać słuchać.

...albo przestać mówić

 

Gdy para przestaje się rozumieć i nie próbuje zrozumieć wtedy to niezrozumienie rośnie i w pewnym momencie przekracza granice... i to oznacza finito

Share this post


Link to post
Share on other sites

c.d.:

Gdy para przestaje się rozumieć i nie próbuje zrozumieć wtedy to niezrozumienie rośnie i w pewnym momencie przekracza granice... i to oznacza finito

Zgadzam się z 'finito', ale nie zawsze gdy 'para' próbuje się zrozumieć to porozumienie jest możliwe. Nie ważne, marudze sobie po prostu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rozwód w młodszym wieku bardziej niekorzystnie wpływa na zdrowie niż rozwód na późniejszych etapach życia. Wg prof. Hui Liu, socjolog z Uniwersytetu Stanowego Michigan, starsi ludzie mają więcej zdolności, które pozwalają im radzić sobie ze stresem.
      Liu analizowała samoopisy zdrowia 1282 osób, biorących udział w badaniu podłużnym Americans' Changing Lives (ACL). Wyliczała różnicę w statusie zdrowotnym ochotników, którzy w 15-letnim okresie studium pozostali w związku małżeńskim i osób, które się rozwiodły. Poza tym, że zestawiano osoby w konkretnym wieku, dokonywano też porównań międzypokoleniowych (było to możliwe, bo w ACL wyodrębniono 4 fale). Okazało się, że różnica w stanie zdrowia była większa w młodszym wieku. Wśród badanych urodzonych w latach 50., którzy rozwiedli się, mając od 35 do 41 lat, zgłaszane problemy zdrowotne były liczniejsze w porównaniu do grupy stale zamężnych/żonatych uczestniczek i uczestników studium niż w przypadku osób rozwodzących się dopiero w wieku 44-50 lat. Z perspektywy pokoleniowej negatywny wpływ zdrowotny rozwodu był silniejszy wśród przedstawicieli wyżu demograficznego. Osoby reprezentujące starsze pokolenia miały się lepiej.
      Spodziewałabym się, że rozwód stanowi mniejszy stres dla młodszego pokolenia, bo jest tu bardziej rozpowszechniony. Wygląda jednak na to, że nacisk na zawieranie związków małżeńskich i trwanie w nich bez względu na okoliczności był w poprzednich pokoleniach tak silny, że rozwodzili się tylko najnieszczęśliwiej żonaci. Nic więc dziwnego, że później odczuwali ulgę i nie czuli się gorzej, tylko lepiej.
      Ogólnie studium Liu wykazało, że rozwodzący się doświadczali szybszego pogorszenia stanu zdrowia niż pozostający cały czas mężami czy żonami. Nie znaleziono różnic w stanie zdrowia badanych rozwiedzionych i zamężnych/żonatych przez cały okres studium. Sugeruje to, że ze stanem zdrowia nie wiąże się sam status związku, ale jego zmiana i stres wywołany rozpadem relacji.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zarówno małżeństwo, jak i rozwód powodują wzrost wagi. Po zbadaniu 10.071 osób naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Ohio stwierdzili, że ryzyko przybrania na wadze wzrasta w ciągu 2 lat od początku i końca małżeństwa. Amerykanie stwierdzili, że najbardziej zagrożone dużym skokiem wagi są świeżo poślubione kobiety.
      Akademicy z Ohio śledzili losy ponad 10-tysięcznej próby od 1986 do 2008 roku. Wykorzystano dane z National Longitudinal Survey of Youth '79. Badanych podzielono na 4 grupy: 1) tych, u których BMI spadło o co najmniej 1 kg/m2 w ciągu 2 lat od zmiany stanu cywilnego, 2) ludzi doświadczających w takiej sytuacji niewielkiego wzrostu BMI, 3) osób doświadczających dużego wzrostu wagi oraz 4) takich, których waga nie zmieniała się. Poza zmianami we wskaźniku masy ciała (BMI) brano też pod uwagę stan cywilny. Porównywano BMI osób biorących ślub lub rozwodzących się z tymi, którzy pozostawali w związku małżeńskim lub byli stale singlami. Okazało się, że nawet po uwzględnieniu takich czynników, jak stan zdrowia, wykształcenie, zatrudnienie, ciąża czy ewentualne ubóstwo, nadal obserwowano wzrost wagi związany ze ślubem lub rozwodem.
      U kobiet ślub zwiększał ryzyko małego wzrostu wagi (do 3 punktów w BMI) o 33%, a dużego (powyżej 3 punktów w BMI) aż o 48%. Zakończenie związku podwyższało ryzyko niewielkiego wzrostu wagi rozwódek o 22%. U mężczyzn prawdopodobieństwo małego skoku wagi wzrastało o 28% po zawarciu związku małżeńskiego i o 21% po rozwodzie.
      Wszystkie zmiany stanu cywilnego działają jak szok wagowy, zwiększając częstość niewielkich wzrostów masy ciała […]. Rozwody u mężczyzn, a u kobiet do pewnego stopnia małżeństwo sprzyjają przyrostom wagi, które wystarczają, by zdrowie było zagrożone – twierdzi szef zespołu badawczego Dmitry Tumin.
      Jeśli chodzi o duże skoki wagi, wpływ zmiany stanu cywilnego jest u kobiet i mężczyzn diametralnie różny. Panie tyją mocniej po ślubie, a panowie po rozwodzie. Prawdopodobieństwo tego rodzaju dużych skoków masy ciała rośnie głównie w przypadku osób po 30. roku życia. W grupie dwudziestokilkulatków [w połowie 3. dekady życia] nie ma zbyt dużej różnicy w prawdopodobieństwie przytycia między kimś, kto właśnie wziął ślub a osobą, która nigdy nie brała ślubu. Na późniejszych etapach życia różnica staje się o wiele większa.
      Tumin przeprowadzał swoje badania we współpracy z prof. Zhenchao Qianem. Panowie zaprezentowali swoje ustalenia na dorocznej konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Socjologicznego. Podkreślają, że większość wcześniejszych badań dot. wagi po ślubie lub rozwodzie brała pod uwagę średnie zmiany masy ciała, co wg nich, maskowało rzeczywiste trendy. Ocenialiśmy wpływ zmiany stanu cywilnego na prawdopodobieństwo wzrostu lub spadku wagi dla różnych kategorii ludzi, dopuszczając możliwość, że nie każdy ma takie same doświadczenia - tłumaczy Qian.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      U dzieci, których rodzice się rozwodzą, w dorosłości ponad 2-krotnie wzrasta ryzyko udaru.
      Zespół dr Esme Fuller-Thomson z Uniwersytetu w Toronto analizował przypadki 13134 osób z przeprowadzonego w 2005 r. Kanadyjskiego Sondażu Zdrowia Publicznego (Canadian Community Health Survey). Byliśmy bardzo zaskoczeni, że związek między rozwodem rodziców a udarem pozostawał tak silny nawet po uwzględnieniu [potencjalnie istotnych czynników w postaci] palenia, otyłości, poziomu aktywności oraz spożycia alkoholu.
      Ogółem 10,4% respondentów przeżyło w dzieciństwie rozwód rodziców, a 1,9% przeszło udar. Po wzięciu poprawki na wiek, rasę i płeć okazało się, że ryzyko udaru w grupie rozwodowej było mniej więcej 2,2 razy wyższe niż u pozostałych badanych.
      Kiedy podczas analizy statystycznej Kanadyjczycy skorzystali z modelu regresji logistycznej, uwzględniając dodatkowo m.in. pozycję socjoekonomiczną, ewentualne zachowania prozdrowotne, stan zdrowia psychicznego oraz inne ważne wydarzenia z dzieciństwa, szanse na wystąpienie udaru u osób z rozwiedzionymi rodzicami nadal były znacząco wyższe.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jedną z podstawowych potrzeb ludności obszarów nawiedzanych przez kataklizmy jest szybkie uzyskanie schronienia i dostępu do wody pitnej. Przygotowaniem scenariusza działań pozwalającego na realizację tych założeń zajęli się naukowcy i projektanci z założonego na Uniwersytecie Clemson zespołu o nazwie SEED (ziarno), którzy opracowali koncepcję prowizorycznych osiedli stawianych przy wykorzystaniu standardowych kontenerów przewożonych przez statki.
      Dlaczego wybór padł akurat na kontenery? Przede wszystkim ze względu na możliwość ich szybkiego transportu. Nie bez znaczenia jest także fakt, że na Karaibach, a więc w rejonie często nawiedzanym przez kataklizmy, często zdarza się, że operatorzy portów skupują więcej kontenerów, niż potrzebują. W efekcie na nabrzeżach stoi często ogromna liczba niepotrzebnych nikomu stalowych konstrukcji łatwo adaptowalnych do postaci domów.
      W ramach SEED opracowano serię pomysłów na zbudowanie tanich, prostych i funkcjonalnych domostw, a nawet całych osiedli. Jak tłumaczą autorzy projektu, kontenery powinny skutecznie opierać się żywiołom, a możliwość szybkiego budowania osad sprzyjałaby tworzeniu więzi społecznych pomiędzy ofiarami kataklizmów. 
      Kolejnym pomysłem opracowanym na Uniwersytecie Clemson jest wykorzystanie standardowych stalowych beczek o pojemności 55 galonów (ok. 200 l) jako... miniogródków. Zaletą takiego rozwiązania byłoby całkowite odizolowanie uprawy od gleby skażonej w wyniku katastrofy. Kolejne beczki mogłyby zostać wykorzystane jako filtry wody, a przy niewielkim wysiłku możliwe byłoby nawet wybudowanie węzłów sanitarnych złożonych z umywalek, pryszniców czy nawet toalet połączonych z kompostownikami.
      Zespół z Uniwersytetu Clemson zbudował już pierwsze domy skonstruowane zgodnie z założeniami SEED. Zostały one docenione przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska (EPA), która przyznała autorom pomysłu nagrodę P3: People, Prosperity and the Planet (Ludzie, Dobrobyt i Planeta). Pierwsze prawdziwe osiedla mają zostać wybudowane na Karaibach w przyszłym roku, lecz docelowo budowa osad powinna zająć nie więcej niż 3 tygodnie.
      Wizualizacje osiedli opracowanych przez członków SEED można obejrzeć na stronie projektu.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dr Michael Aamodt, psycholog z Radford University, przedstawił równanie, które pozwala wyliczyć szanse na powodzenie małżeństwa czy – jak kto woli – prawdopodobieństwo rozwodu na podstawie zawodu jednego z małżonków. Wynika z niego, że tancerze, choreografowie, barmani, pielęgniarki i masażyści rozwodzą się częściej niż weterynarze, nauczyciele lub osoby, które zdobyły wykształcenie inżyniera rolnika (Journal of Police and Criminal Psychology).
      Ludzie pracujący w zawodach wymagających opiekowania się innymi lub związanych z dużym stresem, ekstrawertywnych z większym prawdopodobieństwem rozstają się z partnerami. Tancerze, choreografowie oraz masażyści obojga płci z 40-proc. prawdopodobieństwem doświadczą rozpadu związku. Wysokie ryzyko wiąże się także z pracą psychiatry, pielęgniarki/pielęgniarza oraz opiekuna osób starszych i niepełnosprawnych.
      Najtrwalsze związki tworzą inżynierowie rolnicy, tutaj prawdopodobieństwo rozstania wynosi zaledwie 2%. Tylko nieco gorsi od nich – z ryzykiem oscylującym w granicach 2-7% - są dentyści, duchowni wyznań zezwalających na zawieranie małżeństw, optycy oraz podiatrzy.
      O ile nie dziwi, że związki rozpadają się, gdy ludzie spędzają w pracy długie godziny lub stykają się z wieloma osobami i poznają kogoś bardziej interesującego niż obecny partner, o tyle zaskakuje, że podobne doświadczenia mają przedstawiciele "opiekuńczych" profesji. Dai Williams z Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego uważa, że może się tak dziać, gdyż dbają o innych kosztem własnej rodziny lub są naturalnie bardziej wrażliwi, co odbija się także na ich własnym związku.
      Jak Aamodt skonstruował swoje równanie? Liczbę rozwiedzionych bądź znajdujących się w separacji reprezentantów danego zawodu podzielił przez ogólną liczebność populacji i odjął od tego wszystkich, którzy się nigdy nie ożenili/nie wyszli za mąż. W ten właśnie sposób "potraktował" przedstawicieli 449 zawodów.
      Praca na zmiany czy w weekendy oraz nadgodziny nie wpływały znacząco na szanse powodzenia związku.
       
      lp.ZawódPrawdopodobieństwo rozwodu 1.Tancerz i choreograf43,05% 2.Barman38,43% 3.Masażysta38,22% 4.Pielęgniarz, opiekun28,95% 5.Artysta sceniczny, sportowiec i zawody pokrewne28,49% 6.Boy hotelowy, konsjerż28,43% 7.Telemarketer28,10% 8.Kelner27,12% 9.Dekarz26,85% 10.Pokojówka, sprzątaczka26,38% 11.Szef kuchni20,10%
×
×
  • Create New...