Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Wzbogacenie genomu myszy o zaledwie dwa geny pochodzące od bakterii pozwala na całkowite zapobieżenie otyłości - wykazali naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Co ciekawe, mechanizm badanego zjawiska był zupełnie inny od spodziewanego.

Do swojego eksperymentu naukowcy, kierowani przez dr. Jasona Deana, wykorzystali geny kontrolujące tzw. cykl glioksylanowy - serię reakcji pozwalających bakteriom i niektórym roślinom na przetwarzanie kwasów tłuszczowych w węglowodany. Ponieważ do możliwości przeprowadzania cyklu glioksylanowego brakuje ssakom zaledwie dwóch genów, badacze postanowili sprawdzić, czy dodanie ich do genomu myszy wywoła spodziewany efekt.

Jak się okazało, przeniesienie fragmentów bakteryjnego DNA do komórek mysiej wątroby pozwala na spalanie kwasów tłuszczowych, lecz produkty tej reakcji są zupełnie inne od spodziewanych. Zamiast wytwarzać cukry proste, jak bakterie, myszy spalały tłuszcz... bezpośrednio do czystego dwutlenku węgla i wody.

Dalsze testy wykazały, że zmodyfikowane genetycznie myszy były całkowicie oporne na wystąpienie otyłości, nawet po "przestawieniu" na dietę wysokotłuszczową. Pozwala to przypuszczać, że podobna modyfikacja genetyczna mogłaby zapobiegać otyłości także u ludzi.

Co ciekawe, istnieje możliwość, że geny podobne do tych badanych przez dr. Deana już teraz są obecne w organizmach ssaków, lecz zostały inaktywowane. Zjawisko takie odkryto kilka lat temu u drobiu, niewykluczone więc, że naturalny sposób na zapobieganie otyłości jest ukryty także w naszych genomach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pomysł bardzo fajny i jak widać działający.. Trzeba tylko ustalić czy pozbycie się tłuszczu nie powoduje jakichś głębszych konsekwencji - bo przecież trochę tego tłuszczu każdy człowiek potrzebuje; do termoizolacji, kobiety do tego żeby mieć piersi czy kształtne inne części..

Share this post


Link to post
Share on other sites

czyli pytanie ile to tego tłuszczu spala... i jak się zachowuje gdy go prawie nie dostarczamy...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Absolutne minimum tłuszczu uznawane za zdrowe dla ludzi wynosi 12% dla kobiet i 5% dla mężczyzn.

 

Wg strony sportsmedicine.about.com poziom tłuszczu poniżej 14% dla kobiet i 8% dla mężczyzn nie daje żadnych dodatkowych korzyści.

 

Skutkami ekstremalnie niskiego poziomu tłuszczu są kontuzje, obniżona wydajność oraz zwiększenie ryzyka problemów zdrowotnych.

 

Różne strony internetowe podają różne minima, ja się spotkałem na przykład z wartościami 10% dla mężczyzn i 12% dla kobiet.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wg strony sportsmedicine.about.com poziom tłuszczu poniżej 14% dla kobiet i 8% dla mężczyzn nie daje żadnych dodatkowych korzyści.

Być może w wydolności czy poprawie VO2max nie, ale jeżeli np. chcesz podjeżdżać rowerem pod Col Madone (927 metrów przewyższenia na odcinku niecałych 15 km), to walczysz o każdy gram masy. Owszem, jest to wariactwo sprzeczne ze zdrowym stylem życia, ale nie zgodzę się, że redukcja masy poniżej tych 8% nie daje korzyści.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zależy co chcemy rozumieć przez korzyści :P Dla jednych korzyścią będzie wygranie wyścigu i zgarnięcie niezłej sumki, dla innych sylwetka pozwalająca reklamować bieliznę a dla jeszcze innych zdrowy tryb życia. Korzyść przynosi właściwie każde działanie - należy rozpatrywać jakim kosztem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ale nie zgodzę się, że redukcja masy poniżej tych 8% nie daje korzyści.

Jeśli masz na myśli takie korzyści to równie dobrze możesz udowadniać korzyści ze ślepoty w postaci lepszej percepcji muzyki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko, że tkanka tłuszczowa narośnie z powrotem i to szybciutko :P Ze wzrokiem może być ciężej :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeśli masz na myśli takie korzyści to równie dobrze możesz udowadniać korzyści ze ślepoty w postaci lepszej percepcji muzyki.

Bardzo wyraźnie napisałem, o jakich korzyściach mowa i równie dobitnie wyraziłem przekonanie, że jest to szaleństwo. Byłbym więc wdzięczny, gdybyś nie prezentował moich słów jako wyrazu aprobaty dla takich postaw.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Być może w wydolności czy poprawie VO2max nie, ale jeżeli np. chcesz podjeżdżać rowerem pod Col Madone (927 metrów przewyższenia na odcinku niecałych 15 km), to walczysz o każdy gram masy. Owszem, jest to wariactwo sprzeczne ze zdrowym stylem życia, ale nie zgodzę się, że redukcja masy poniżej tych 8% nie daje korzyści.

Problemem nie są "korzyści", ale skutki uboczne - jaki zysk dla mającego 60kg zawodnika da różnica 1,2kg - 5-10 sek? Po uwzględnieniu większego ryzyka kontuzji może się okazać że gra nie była warta świeczki. Rozumiem sportowców - każdy chce mieć jak największą przewagę nad konkurencją, a po osiągnięciu pewnego poziomu już nie ma możliwości zwiększenia wydajności, więc szuka się innych rozwiązań. Moim zdaniem w wszystkich sportach, gdzie waga jest faktorem powinien obowiązywać minimalny wskaźnik BMI, poniżej którego zawodnik nie zostanie dopuszczony do zawodów (chce uczestniczyć to dostanie po cegle do kieszeni). To samo tyczy się sprzętu.

 

Tak z ciekawości - wyniki ciężarowców dalej są przeliczane względem ich wagi, czy MKOL wreszcie poszedł po rozum do głowy i bierze pod uwagę stosunek wagi do wzrostu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na 5-km podjeździe o nachyleniu 24% (co wcale nie jest rzadkością w Alpach) zyskuje się aż 5 sekund za każde 100 g masy. A więc jest to OGROMNA różnica.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na 5-km podjeździe o nachyleniu 24% (co wcale nie jest rzadkością w Alpach) zyskuje się aż 5 sekund za każde 100 g masy. A więc jest to OGROMNA różnica.

Ale tylko pod warunkiem, że ten kolarz dostarczy sobie energie z innego źródła. A to też forma dopingu. Wówczas przy takim dopingu ten zapas 8%, czyli 5kg. tłuszczu rzeczywiście jest tylko balastem. Gdyby ten kolarz przez tydzień nie jadł, pił tylko wodę z górskich potoków i miałby do przejechania 200km. dziennie, bez tych 8% tłuszczu długo by nie pociągnął. Chciałbym zobaczyć taki kilkudniowy wyścig (1000km), bez jakiegokolwiek dopingu energetycznego, bez całego sztabu wspierającego, regenerującego, itd.  Dopiero, to by pokazało, jaki kolarz jest najbardziej sprawny i jaki zapas tłuszczu jest optymalny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale tylko pod warunkiem, że ten kolaż dostarczy sobie energie z innego źródła. A to też forma dopingu.

Ależ nie :P Żadnego dopingu nie potrzeba, bo wystarczy, żeby zawodnik miał mniej balastu do podciągnięcia pod górę i już jedzie szybciej lub przynajmniej wolniej się męczy przy tej samej szybkości, a to da mu szansę w pojedynku na finiszu.

Wówczas przy takim dopingu ten zapas 8%, czyli 5kg. tłuszczu rzeczywiście jest tylko balastem. Gdyby ten kolaż przez tydzień nie jadł, pił tylko wodę z górskich potoków i miałby do przejechania 200km. dziennie, bez tych 8% tłuszczu długo by nie pociągnął.

Mam rozumieć, że przez pojęcie dopingu rozumiesz dojadanie żelu energetycznego, bananów i wafelków oraz zapijanie ich izotonikiem?

Chciałbym zobaczyć taki kilkudniowy wyścig (1000km), bez jakiegokolwiek dopingu energetycznego, bez całego sztabu wspierającego, regenerującego, itd.  Dopiero, to by pokazało, jaki kolaż jest najbardziej sprawny i jaki zapas tłuszczu jest optymalny.

Wszystkie teamy mają bardzo podobny sztab, więc szanse są wyrównane i na górze i tak wygrywa ten, kto był najsilniejszy (no dobra, rower ma trochę wpływu).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ależ nie :P Żadnego dopingu nie potrzeba, bo wystarczy, żeby zawodnik miał mniej balastu do podciągnięcia pod górę i już jedzie szybciej lub przynajmniej wolniej się męczy przy tej samej szybkości, a to da mu szansę w pojedynku na finiszu.

Czyli najlepiej by było bez balastu (zero tłuszczu)? To skąd zawodnik miałby wziąć energie na przejechanie nawet jednego kilometra? Człowiek magazynuje (w wątrobie) cukry?

Mam rozumieć, że przez pojęcie dopingu rozumiesz dojadanie żelu energetycznego, bananów i wafelków oraz zapijanie ich izotonikiem?

Redbul-ów, lisci koki, czymkolwiek podawanym z zewnątrz. Od początku do końca zawodów, zawodnik powinien opierać się na własnych możliwościach, bez wpływów zewnętrznych.

Wszystkie teamy mają bardzo podobny sztab, więc szanse są wyrównane i na górze i tak wygrywa ten, kto był najsilniejszy (no dobra, rower ma trochę wpływu).

Dokładniej, to czołowe drużyny mają podobne sztaby i te sztaby wspomagając biorą udział w tej walce.

Poza tym, te sztaby nie zajmują się tylko sprzętem, leczą, regenerują, ale tylko czołowych zawodników. Część zawodników takich możliwości nie ma. Łamie to zasadę równych szans. Jest to też forma faworyzującego dopingu.

Wracając do tematu tłuszczu, człowiek musi mieć zapas tłuszczu, bo na co dzień nie ma sztabu, który by go "wspomagał".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czyli najlepiej by było bez balastu (zero tłuszczu)? To skąd zawodnik miałby wziąć energie na przejechanie nawet jednego kilometra? Człowiek magazynuje (w wątrobie) cukry?

A nie magazynuje? Ależ owszem, magazynuje i to u zawodowców nawet do 2500-3000 kcal, a do tego dochodzi rezerwa mięśniowa :P Poza tym, tak jak mówiłem, dożywiają sie na bieżąco (izotoniki, żele energetyczne o kosmicznej wartości energetycznej, banany, ciasteczka - czego dusza zapragnie!). Najbardziej radykalni zawodowcy schodzą do 4%, co w praktyce oznacza praktycznie zerową zawartość tkanki tłuszczowej, i nierzadko wygrywają, a nie tylko dojeżdżają na metę. Podkreślam: nie jest to zdrowe, ale daje korzyść na podjazdach i nie zaprzeczysz temu, bo to wynika z prostych praw fizyki.

Redbul-ów, lisci koki, czymkolwiek podawanym z zewnątrz.

No błagam Cię, liście koki i Red Bull na trasie Tour de France w XXI wieku? :D Nie obraź się, ale chyba nie doczytałeś czegoś na temat kolarstwa.

Od początku do końca zawodów, zawodnik powinien opierać się na własnych możliwościach, bez wpływów zewnętrznych.

Oczywiście, i niech ciągnie za rowerem oponę od samochodu. A tak na poważnie: na szosie zawsze znajdzie się powód, żeby uznać wyniki za skrzywione. Bo to jeden jechał za drugim i korzystał z ciągu aerodynamicznego, a to inny nie złapał gumy i przez to zyskał w nieuczciwy sposób, a jeszcze innemu wiatr zawiał w inną stronę, bo jechał w ucieczce i zdążył przed wichurą. A prawda jest taka, że i tak zawsze kolarze przyznają uczciwie, że wygrał najlepszy. Zresztą prawda jest taka, że nawet jeśli zawodnik ma pod sobą gorszy rower, ale jedzie wybitnie dobrze, to i tak za rok trafi do lepszej drużyny, gdzie dadzą mu lepszy rower.

 

Swoją drogą, jeśli masz ochotę na zmagania wyłącznie ludzi, zawsze możesz oglądać kolarstwo torowe, gdzie wpływ sprzętu jest na dobrą sprawę minimalny, a sport jest niesamowicie spektakularny.

Poza tym, te sztaby nie zajmują się tylko sprzętem, leczą, regenerują, ale tylko czołowych zawodników.

To chyba oczywiste, że lider dostaje największe wsparcie. Kolarstwo jest dyscypliną drużynową, ale o tyle specyficzną, że do mety pierwszy musi dojechać lider - zawsze ten sam. Gdyby nie dostawał pomocy na najlepszym poziomie, wówczas wysiłek całej drużyny zostałby zmarnowany. Nie musisz lubić tego sportu ani akceptować jego zasad, ale uznawanie koncentracji zespołu na sukcesie pojedynczego zawodnika za niekorzystne zjawisko świadczy tylko o bardzo pobieżnym zrozumieniu zasad wyścigów szosowych.

 

Aha, jeszcze jedno. Możesz mówić o tym, że zrzucanie wagi przed takim wyścigiem zwiększa ryzyko wypadku i niedojechania do końca, ale uwierz mi: zawodowcy wiedzą lepiej, co im służy. Jeżeli podejmują to ryzyko, to świadczy to tylko o tym, że wiedzą co robią. Oni wiedzą znacznie lepiej od jakiegokolwiek kibica, czy lepiej schudnąć, czy nie. I jeśli chudną, a mimo to są w stanie przejechać 3300 km po górach w ciągu 3 tygodni, to najwidoczniej tak właśnie jest z punktu widzenia osiągów najkorzystniej.

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

No błagam Cię, liście koki i Red Bull na trasie Tour de France w XXI wieku? :D Nie obraź się, ale chyba nie doczytałeś czegoś na temat kolarstwa.

 

No tak, bo oni tam wszyscy są tacy wydajni dzięki zupce ogórkowej. Na marginesie ciekawym jest że czołówka kolarzy albo ma raka albo jest chora na astmę... A, wiem to te górskie powietrze tak dobrze im służy. :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

A nie magazynuje? Ależ owszem, magazynuje i to u zawodowców nawet do 2500-3000 kcal, a do tego dochodzi rezerwa mięśniowa :P

...ciach...

Najbardziej radykalni zawodowcy schodzą do 4%,

Podkreślam: nie jest to zdrowe, ale daje korzyść na podjazdach i nie zaprzeczysz temu,

Nie zaprzeczam, tylko uściślam. Ta rezerwa starcza najwyżej na kilka godzin, następnie muszą się doładować i na dodatek w tym pomagają inni. Niech zawodnik spróbuje walczyć przez tydzień bez tego wspomagania. Wtedy okaże się jaki zapas tłuszczu jest potrzebny.

No błagam Cię, liście koki i Red Bull na trasie Tour de France w XXI wieku? :D Nie obraź się, ale chyba nie doczytałeś czegoś na temat kolarstwa.

Nie chodzi ni tylko o kolarstwo, nie chodzi mi tez, czy to jest radykalne, zabronione, łagodne, przyjęte w jakiejkolwiek dziedzinie. Nawet wypicie piwa, śmietany jest doładowaniem. samo ciepłe ubranie, nakładanie kocyków na plecy jest wspomaganiem.

I w efekcie trudno określić czy decydują możliwości organizmu, czy zakres doładowania.

Bo to jeden jechał za drugim i korzystał z ciągu aerodynamicznego, a to inny nie złapał gumy i przez to zyskał w nieuczciwy sposób, a jeszcze innemu wiatr zawiał w inną stronę,

to są warunki niezależne, losowości do końca nie da się wykluczyć, ale wspomaganie można.

możesz oglądać kolarstwo torowe, gdzie wpływ sprzętu jest na dobrą sprawę minimalny,

O... I do tego jeszcze, przy temperaturze 0 stopni, bez ciepłych ubrań, bez jedzenia, uczestnicząc codziennie (przez tydzień) w kilku startach, powinni być odizolowani od innych ludzi, zamknięci na tym torze. To, by były równe warunki dla każdego. Wówczas, okazałoby się kto byłby lepszy. Eskimos z "balastem", czy Etiopczyk bez tego "balastu"?

Gdyby nie dostawał pomocy na najlepszym poziomie, wówczas wysiłek całej drużyny zostałby zmarnowany.

Wygrywa zespół, a oficjalnie podają, że zawodnik. Tu jest ta zmyłka.

są w stanie przejechać 3300 km po górach w ciągu 3 tygodni,

Pozdrawiam

Ale nie robią tego samodzielnie, mają wspomaganie i przez to nie jest ich zasługą. Dla wychuchanego, wygrzanego zawodnika znaczne ograniczenie tłuszczu jest korzystne. natomiast dla przeciętnego człowieka takie ograniczenie tłuszczu, bez tamtego wspomagania, byłoby szkodliwe. Równie szkodliwe jak nadmiar tłuszczu.

Dlatego marzą mi się turnieje, w których warunki, byłyby podobne do tych jakie czasem spotykają zwykłych ludzi. Bez tego chuchania, głaskania. W ciężkich warunkach, ale przez tydzień, nie przez jedną godzinkę, czy dwie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
No tak, bo oni tam wszyscy są tacy wydajni dzięki zupce ogórkowej.

Tego nie powiedziałem, ale podane przykłady były akurat absurdalne.

Na marginesie ciekawym jest że czołówka kolarzy albo ma raka albo jest chora na astmę...

Nawiązanie do Armstronga jest kłamliwe, a do tego bezczelne. Wątpisz w to, że był chory? Myślisz,że celowo wywołał sobie nowotwór z czternastoma przerzutami? Cała nagonka bierze się z faktu, że W CZASIE LECZENIA brał Epogen, który faktycznie jest środkiem zabronionym. Problem w tym, że efekt działania Epogenu utrzymuje się przez max kilka miesięcy (120 dni żyją erytrocyty wytworzone dzięki niemu), więc zanim zaczniesz obrażać, doczytaj.

 

A co do astmy, to chyba też pomyliłeś sporty. Jeżeli twierdzisz, że masz rację, udowodnij to i podaj mi nazwiska kolarzy z pierwszej dwudziestki UCI, którzy rzekomo cierpią na astmę, skoro jest ich tak bardzo wielu.

Nie zaprzeczam, tylko uściślam. Ta rezerwa starcza najwyżej na kilka godzin, następnie muszą się doładować i na dodatek w tym pomagają inni. Niech zawodnik spróbuje walczyć przez tydzień bez tego wspomagania. Wtedy okaże się jaki zapas tłuszczu jest potrzebny.

No tak, skandalem jest, że jedzą. Najlepiej byłoby przeciez, gdyby przyjeżdżali upasieni jak prosiaki, a potem nie jedli nawet śniadań w hotelu.

w efekcie trudno określić czy decydują możliwości organizmu, czy zakres doładowania.

Poziom doładowania jest na tyle podobny we wszystkich drużynach, że możesz go pominąć jako czynnik wpłwający na wynik. Poza tym chyba oczywiste jest, że nawet grając w piłkę na podwórku kompletnie po amatorsku chlopak lepiej odżywiony będzie w lepszej dyspozycji niż ten, który nie zjadł danego dnia śniadania.

 

Poza tym idąc tym absurdalnym tokiem myślenia można by było stwierdzić, że sam trening też jset nieuczciwą formą wspomagania organizmu.

O... I do tego jeszcze, przy temperaturze 0 stopni, bez ciepłych ubrań, bez jedzenia, uczestnicząc codziennie (przez tydzień) w kilku startach, powinni być odizolowani od innych ludzi, zamknięci na tym torze. To, by były równe warunki dla każdego. Wówczas, okazałoby się kto byłby lepszy. Eskimos z "balastem", czy Etiopczyk bez tego "balastu"?

Mam rozumieć, że otyłość jest Twoim zdaniem optymalnym stanem organizmu, bo zapewnia energię na długotrwały wysiłek? Błagam Cię, zejdź na ziemię, bo zaczynasz powoli wygadywać bzdury.

Wygrywa zespół, a oficjalnie podają, że zawodnik

Znów nieprawda. Każdy poważny dziennikarz podaje np., że wygrał Szmyd z grupy Liquigas albo Cavendish z grupy Columbia-Highroad. A że mamy w Polsce wielu niekompetentnych dziennikarzy, to dziękuj ich pracodawcom, a nie organizatorom wyścigów czy kolarzom. Bo OFICJALNIE absolutnie zawsze podawana jest nazwa drużyny.

le nie robią tego samodzielnie, mają wspomaganie i przez to nie jest ich zasługą. Dla wychuchanego, wygrzanego zawodnika znaczne ograniczenie tłuszczu jest korzystne. natomiast dla przeciętnego człowieka takie ograniczenie tłuszczu, bez tamtego wspomagania, byłoby szkodliwe.

I co z tego? Chyba oczywistym jest, że jeśli chcesz być kolarzem, musisz się dostosować do warunków jak kolarz, a nie jak kulturysta. Totalnie nie rozumiem, do czego w ogóle pijesz.

Dlatego marzą mi się turnieje, w których warunki, byłyby podobne do tych jakie czasem spotykają zwykłych ludzi.

Tyle, że skoro sam mówisz, że powinein wygrywać najlepszy, to oznacza to konieczność trenowania. A to z kolei oznacza, że zburzona zostanie Twoja wizja pojedynku zwykłych ludzi. Sam sobie przeczysz.

Bez tego chuchania, głaskania. W ciężkich warunkach, ale przez tydzień, nie przez jedną godzinkę, czy dwie.

No, faktycznie. Taki Tour de France to przecież turystyczna wycieczka do Francji ze zwiedzaniem widoczków.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie zaprzeczam, tylko uściślam. Ta rezerwa starcza najwyżej na kilka godzin, następnie muszą się doładować i na dodatek w tym pomagają inni. Niech zawodnik spróbuje walczyć przez tydzień bez tego wspomagania. Wtedy okaże się jaki zapas tłuszczu jest potrzebny.

Ale nie wiem po co to w ogóle piszesz. To jest oczywiste, a zawody mają taką formę, jaką mają.

I w efekcie trudno określić czy decydują możliwości organizmu, czy zakres doładowania.

Czyli twierdzisz, że potworny metabolizm, objętość płuc i inne czynniki genetyczne nie mają wpływu na wyniki sportowców. Niezłe bzdury.

Wygrywa zespół, a oficjalnie podają, że zawodnik. Tu jest ta zmyłka.

Tyle, że cały team się na taką formę zgadza. Armstrong bo wygranej przeznaczał niezłą sumkę z wygranej na ucztę z prawdziwego zdarzenia dla swojego zespołu. Nie każdemu w życiu satysfakcję jego morda w srebrnym ekranie.

Na marginesie ciekawym jest że czołówka kolarzy albo ma raka albo jest chora na astmę...

To, że leki na astmę są potencjonalnymi substancjami dopingowymi nie oznacza, że czołówka sportowców na te choroby choruje :-X

Share this post


Link to post
Share on other sites

"The US Olympic Committee reached similar conclusions after the 1996 summer games in Atlanta. Responding to a questionnaire, 117 out of 700 athletes (or more than 16%) reported suffering from asthma. The worst affected were the cyclists, where the proportion rose to 50%!"

ze strony http://www.cptips.com/respasm.htm

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masz świadomość tego, że powołujesz się na dane sprzed 13 lat, prawda? :P

 

Poza tym polecam dokładną lekturę pierwszego akapitu, gdzie wyraźnie jest napisane, że nawet wśród amatorów pojawia się astma. A oni raczej nie potrzebują udawać choroby, by stosować doping. To nie ten poziom.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I nie, nie piłem do armstronga. [tyczy się w szczególności jendrysza] Odnośnie dopingu w sporcie: Jeżeli uważasz, że wystarczy wziąć coś żeby wygrać jesteś w głębokim błędzie - Doping wspomaga, ale nie gwarantuje sukcesu.

Poza tym istnieją różne typy "dopingu": poprawiający regenerację, zwiększający siłę, zwiększający masę, zwiększający wydolność - jaki sport taki typ dopingu, amatorzy i tak mogą sobie odpuścić (największą polewkę mam z domorosłych kulturystów, którzy ćwiczą na masę a nie siłę).

 

No cóż, ja już pomimo 25lat żyję w głębokiej przeszłości... :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
I nie, nie piłem do armstronga

To skąd ten tekst o raku, skoro jedynym zawodnikiem z czołówki, który na tę chorobę zachorował, był właśnie on?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli już o dopingu mówimy - czytałem ostatnio o ciekawej praktyce. Przetacza własnej krwi przed zawodami - właściwie zabieg niewykrywalny chyba się wydaje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Proteina XRN1 odgrywa kluczową rolę w regulowaniu apetytu i metabolizmu przez mózg, informują badacze z Okinawa Institute of Science and Technology Graduate University. U myszy utrata tego białka z przodomózgowia doprowadziła do pojawienia się niepohamowanego apetytu i otyłości, czytamy na łamach iScience. Otyłość powodowana jest przez nierównowagę pomiędzy ilością przyjmowanego pokarmu a wydatkowaniem energii. Wciąż jednak słabo rozumiemy, jak apetyt i metabolizm są regulowane przez komunikację pomiędzy mózgiem a innymi częściami ciała, jak trzustka czy tkanka tłuszczowa, mówi doktor Akiko Yanagiya.
      W ramach badań naukowcy stworzyli mysz, w której przodomózgowiu nie pojawiła się proteina XRN1. W tym regionie mózgu znajduje się m.in. podwzgórze, niewielki obszar odpowiedzialny za uwalnianie hormonów regulujących sen, temperaturę ciała, pragnienie i głód. Naukowcy zauważyli, że w wieku 6 tygodni ich myszy zaczęły gwałtownie przybierać na wadze i w wieku 12 tygodni były już otyłe. Obserwując zachowanie zwierząt uczeni stwierdzili, że myszy pozbawione XRN1 jadły niemal dwukrotnie więcej niż grupa kontrolna.
      To była prawdziwa niespodzianka. Gdy po raz pierwszy pozbawiliśmy mózg XRN1 nie wiedzieliśmy, co odkryjemy. Tak drastyczny wzrost apetytu był czymś niespodziewanym, informuje doktor Shohei Takaoka.
      Japończycy chcieli dowiedzieć się, co powoduje, że myszy tak dużo jedzą. Zmierzyli więc poziom leptyny we krwi. To hormon, który tłumi uczucie głodu. W porównaniu z grupą kontrolną był on znacząco podwyższony. Normalnie powinno to zniwelować uczucie głodu i powstrzymać myszy przed jedzeniem. Jednak zwierzęta pozbawione XRN1 nie reagowały na leptynę.
      Naukowcy odkryli też, że 5-tygodniowe myszy były oporne na insulinę, co w konsekwencji może prowadzić do cukrzycy. W miarę upływu czasu u myszy tych poziom glukozy i insuliny znacząco rósł wraz ze wzrostem leptyny. Sądzimy, że poziom glukozy oraz insuliny zwiększał się z powodu braku reakcji na leptynę. Oporność na leptynę powodowała, że myszy ciągle jadły, glukoza we krwi utrzymywała się na wysokim poziomie, a przez to wzrastała też ilość insuliny, mówi Yanagiya.
      Sprawdzano też, czy otyłość u myszy mogła być spowodowana mniejszą aktywnością fizyczną. Zwierzęta umieszczono w specjalnych klatkach, gdzie mierzono poziom zużywanego tlenu, co służyło jaki wskaźnik tempa metabolizmu. Okazało się, że u 6-tygodniowych myszy nie było żadnej różnicy w wydatkowaniu energii pomiędzy grupą badaną (bez XRN1) a grupą kontrolną. jednak uczeni zauważyli coś bardzo zaskakującego. Otóż myszy bez XRN1 używały węglowodanów jako głównego źródła energii. Natomiast myszy z grupy kontrolnej były w stanie przełączać się pomiędzy wykorzystywaniem węglowodanów w nocy – kiedy to były bardziej aktywne – a wykorzystywaniem zgromadzonego w ciele tłuszczu w dzień, w czasie mniejszej aktywności.
      Z jakiegoś powodu myszy pozbawione XRN1 nie wykorzystywały tłuszczu tak efektywnie, jak grupa kontrolna. Nie wiemy, dlaczego tak się dzieje, przyznaje doktor Yanagiya. Gdy zaś myszy te osiągnęły 12 tygodni życia, ich wydatki energetyczne zmniejszyły się w porównaniu z grupą kontrolną. Jednak naukowcy sądzą, że było to spowodowane otyłością, a nie na odwrót. Myślimy, że przyczyną otyłości było tutaj przejadanie się w wyniku oporności na leptynę, dodaje uczony.
      XRN1 odgrywa kluczową rolę w aktywności genów, gdyż jest zaangażowana na ostatnim etapie degradacji mRNA. Naukowcy odkryli, że u otyłych myszy poziom mRNA wykorzystywanego do wytwarzania proteiny AgRP, jednego z najsilniejszych stymulatorów apetytu, był podwyższony, co prowadziło też do podwyższonego poziomu AgRP. W tej chwili to tylko spekulacja, ale sądzimy, że zwiększony poziom tej proteiny i nieprawidłowa aktywacja wytwarzających ją neuronów może być przyczyną oporności na leptynę u myszy. W normalnych warunkach leptyna zmniejsza aktywność neuronów AgRP, ale jeśli utrata XRN1 powoduje, że neurony pozostają wysoce aktywne, to może to zagłuszać sygnały przekazywane przez leptynę, wyjaśniają naukowcy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Coraz więcej tłuszczu w organizmie zwiększa ryzyko demencji i udaru, ostrzegają naukowcy z University of South Australia. Przyjrzeli się oni istocie szarej mózgów około 28 000 osób i odkryli, że w miarę jak tyjemy, dochodzi do atrofii istoty szarej, co zwiększa ryzyko schorzeń neurologicznych.
      Główny autor badań, doktor Anwar Mulugeta mówi, że pokazują one kolejny problem związany z otyłością. Otyłość to złożona choroba, której cechą charakterystyczną jest nadmierna ilość tkanki tłuszczowej. Otyłość wiąże się z chorobami układu krążenia, cukrzycą typu II i chronicznym stanem zapalnym. Obecnie otyłość kosztuje australijską gospodarkę 8,6 miliarda dolarów rocznie, mówi. W ciągu ostatnich pięciu dekad liczba osób otyłych wzrosła. Jednak złożona natura tej choroby powoduje, że nie wszyscy otyli są chorzy z metabolicznego punktu widzenia. A to utrudnia stwierdzenie, kto znajduje się w grupie ryzyka, a kto nie.
      Autorzy badań podzielili otyłych na trzy podtypy. Do podtypu „niekorzystnego” zaliczono osoby z nadmiarową tkanką tłuszczową wokół niższych partii tułowia oraz okolicach brzucha. Osoby te są narażone na większe ryzyko cukrzycy typu II oraz chorób serca. Typ „korzystny” to ten, w którym występują szersze biodra, ale niskie ryzyko wystąpienia cukrzycy czy chorób serca, z kolei do typu „neutralnego” trafiły osoby o niskim i bardzo niskim ryzyku chorób metabolicznych i układu krążenia. Ogólnie rzecz biorąc, osoby należące do tych podtypów charakteryzuje wyższe BMI, ale w każdym podtypie tłuszcz jest różnie rozłożony i występuje różne ryzyko chorób kardiometabolicznych, stwierdza Mulugeta.
      Badania wykazały, że im większy stopień otyłości, szczególnie wśród podtypu „niekorzystnego” i „neutralnego”, tym mniej szarej materii w mózgu. To sugeruje, że mózgi takich osób mogą gorzej funkcjonować. Jednak kwestia ta wymaga dalszych badań.
      Nie znaleźliśmy jednoznacznych dowodów łączących konkretny podtyp otyłości z demencją czy udarem. Nasze badanie sugeruje jednak, że stan zapalny i zaburzenia metaboliczne mogą odgrywać rolę w zmniejszeniu ilości istoty szarej, stwierdza uczony.
      Analizy wykazały, że w grupie wiekowej 37–73 lata ilość istoty szarej zmniejszała się o 0,3% na każdy dodatkowy 1 kg/m2, co jest odpowiednikiem dodatkowych 3 kg wagi dla osoby o wzroście 173 cm.
      Coraz więcej dowodów wskazuje, że otyłość to złożona choroba i że szczególnie szkodliwy jest tłuszcz zgromadzony wokół organów wewnętrznych. My użyliśmy indywidualnych profili genetycznych i metabolicznych, by potwierdzić istnienie różnych typów otyłości. Nasze badania potwierdzają tezę mówiącą, że zanim ocenimy prawdopodobny wpływ otyłości na zdrowie konkretnego człowieka, musimy przyjrzeć się jego typowi otyłości. Nawet bowiem u osób o całkiem prawidłowej wadze, nadmiar tłuszczu w okolicach brzusznych może być powodem do zmartwień, podsumowuje profesor Elina Hyppönen.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W trakcie pandemii Polacy znacznie ograniczyli aktywność fizyczną. Przyczyniło się to w dużym stopniu do tycia mieszkańców naszego kraju. Aż 42 proc. z nas przybrało na wadze średnio 5,7 kg – wynika z sondażu Ipsos COVID 365+.
      Badanie COVID 365+, którym objęto reprezentatywną próbę 1000 Polaków wskazuje, że obecnie problem nadwagi lub otyłości dotyczy co drugiego mieszkańca Polski. Zostało ono zrealizowane w dniach od 25 lutego do 2 marca 2021 r.
      Nadwaga i otyłość są jednymi z wiodących czynników zwiększających ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19. Potwierdzają to liczne badania naukowe przeprowadzone na przestrzeni ostatnich miesięcy – przypomina dr hab. Ernest Kuchar, specjalista w dziedzinie chorób zakaźnych i medycyny sportowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP.
      Jak dodaje ekspert, zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna to dwa podstawowe elementy, tanie i dostępne dla każdego z nas, które mają najistotniejszy wpływ na redukcję zbędnych kilogramów, a co za tym idzie mogą wpływać na łagodniejszy przebieg COVID-19.
      Polacy mają świadomość, że styl życia, w tym aktywność fizyczna ma korzystny wpływ na zdrowie. W badaniu Ipsos pt. Diet and Health under COVID-19 co trzecia osoba oceniła, że aktywność fizyczna ma największy wpływ na obniżenie ryzyka ciężkiego przebiegu zakażenia koronawirusem.
      Jednocześnie, aż 43 proc. dorosłych Polaków nie realizuje minimalnego poziomu aktywności, który zgodnie z najnowszymi rekomendacjami Światowej Organizacji Zdrowia wynosi 300 minut umiarkowanego wysiłku fizycznego w tygodniu, wykazało badanie MultiSport Index 2021. Zostało ono zrealizowane przez Kantar na reprezentatywnej, losowej próbie 1000 Polaków powyżej 18. roku życia od 15 stycznia do 18 stycznia 2021 roku.
      Niestety od wielu lat daleko nam do podium, na którym znajdują się najaktywniejsze fizycznie społeczeństwa w Europie. Utrzymujące się od ponad roku ograniczenia w dostępie do obiektów sportowych z pewnością nie poprawią tych statystyk – podkreśla dr Kuchar.
      W badaniu MultiSport Index Pandemia przeprowadzonym w czasie pierwszego lockdownu, wiosną 2020 roku, aż 43 proc. aktywnych fizycznie Polaków przyznało, że ograniczyło liczbę treningów. Jako główny powód respondenci wskazali zamknięcie obiektów sportowych.
      Dr Kuchar zaznacza, że dziś co trzeci Polak podejmuje aktywność fizyczną rzadziej niż raz w miesiącu. Gdy doliczymy do tego godziny spędzone w pozycji siedzącej oraz niewłaściwą dietę i częste podjadanie niezdrowych przekąsek – mamy gotowy przepis na rozwój cukrzycy lub chorób układu krążenia, czyli tzw. schorzeń cywilizacyjnych, które obok pandemii COVID-19, pozostają najważniejszym problemem zdrowotnym i główną przyczyną zgonów – ostrzega specjalista.
      Zgodnie ze statystykami WHO niewystarczający poziom aktywności fizycznej jest czwartą wiodącą przyczyną śmiertelności na świecie – odpowiada za około 5 mln zgonów rocznie. Brak ruchu jest też bezpośrednią przyczyną 27 proc. przypadków cukrzycy oraz 30 proc. przypadków choroby niedokrwiennej serca.
      Aktywność fizyczna ma działanie profilaktycznie zarówno w kontekście chorób cywilizacyjnych, jak i funkcjonowania w sezonach infekcyjnych – wspiera naszą odporność, obniżając m.in. ryzyko występowania zakażeń górnych dróg oddechowych aż o 30 proc. – przypomniał dr Kuchar.
      Jak dodał, ćwiczenia odgrywają też znaczącą rolę w powrocie do zdrowia po COVID-19. Nasz układ limfatyczny, nazywany także układem chłonnym, posiada tylko jedną pompę – mięśnie. Skurcze mięśni stymulują krążenie limfy i zawartych w niej komórek odpornościowych po organizmie. Te wszystkie informacje składają się na jeden, bardzo ważny wniosek – powinniśmy zwracać uwagę na styl życia i pamiętać o codziennej dawce ruchu, która z pewnością przysłuży się naszemu zdrowiu, które dziś jest szczególnie zagrożone i to na wielu poziomach – podsumował ekspert.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nowe badania wykazały, że o ile kobiety i mężczyźni z większą masą mięśniową są mniej narażeni na ryzyko zgonu z powodu choroby serca, to dodatkowo na kobiety korzystnie wpływa większa ilość tłuszczu. Okazuje się, że panie z większą masą tłuszczu są, niezależnie od masy mięśni, lepiej chronione przed zgonem z powodu chorób serca niż panie z mniejszą ilością tłuszczu. Do takich wniosków doszli badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA).
      Szczegóły badań opisano w artykule Sex Differences in the Association of Body Composition and Cardiovascular Mortality opublikowanym na łamach recenzowanego Journal of the American Heart Association.
      Naukowcy przeprowadzili metaanalizę danych zebranych w ciągu 15 lat o odkryli, że zgony w wyniku chorób serca zdarzają się o 42% rzadziej wśród kobiet o wyższej masie mięśni i tłuszczu w porównaniu z kobietami posiadającymi mniej mięśni i tłuszczu. Okazało się jednak, że różnicy takiej nie widać u kobiet, które mają większą masę mięśniową ale niską masę tłuszczu. Wskazuje to, że większa ilość tkanki tłuszczowej chroni kobiety przez zgonem z tego powodu.
      U mężczyzn zanotowano zaś nieco inne zjawisko. Panowie o wysokiej masie mięśni i wysokiej masie tłuszczu – w porównaniu z panami o niskiej masie mięśni i niskiej masie tłuszczu – byli narażeni na o 26% mniejsze ryzyko zgonu z powodu chorób serca. Jednak u tych mężczyzn, u których występowała wysoka masa mięśniowa i niska masa tłuszczu, ryzyko zgonu z powodu chorób serca było o 60% mniejsze.
      American Heart Association szacuje, że każdego roku na zawały umiera 5 milionów mężczyzn i 3 miliony kobiet. Od 50 lat liczba zgonów z powodu ataków serca spada, jednak u kobiet spadek ten jest wolniejszy. Ponadto wydaje się, że ich liczba rośnie u pań w wieku 35–54 lat. Dlatego też naukowcy postanowili przyjrzeć się składowi ciała dużej grupy ludzi. Przeanalizowali dane 11 463 osób w wieku 20 lat i starszym. Badanych podzielili na cztery grupy: niska masa mięśniowa i niska masa tłuszczu, niska masa mięśni i wysoka masa tłuszczu, wysoka masa mięśni i niska masa tłuszczu oraz wysoka masa mięśni i wysoka masa tłuszczu. Dla każdej z tych grup określono odsetek zgonów z powodu chorób serca.
      Autorzy badań, Preethi Srikanthan, Tamara Horwich, Marcella Calfon Press, Jeff Gornbein i Karol Watson, zauważają, jak ważne jest branie pod uwagę różnic pomiędzy płciami podczas oceny ryzyka chorób serca oraz tworzenia odpowiednich zaleceń zdrowotnych. Szczególnie, jeśli chodzi o te związane z tkanką tłuszczową.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wyniki badań nad lekiem zwalczającym otyłość, opublikowane na łamach prestiżowego New England Journal of Medicine, zostały okrzyknięte punktem zwrotnym w walce z tą chorobą. Lek nie tylko prowadzi do dużej redukcji wagi – porównywalnej z utratą wagi w wyniku interwencji chirurgicznej – ale również poprawia zdrowie otyłych osób.
      Testy leku przeprowadzono na niemal 2000 osób z 16 krajów. Wyniki naszych badań to znaczący przełom w dziedzinie poprawy stanu zdrowia osób otyłych, mówi profesor Rachel Batterham, dyrektor Centrum Badań nad Otyłością na University College London. O tym, jak fatalny wpływ na zdrowie ma otyłość widzimy chociażby w czasie epidemii COVID-19, gdzie otyłość jest jednym z czynników ryzyka zgonu. Od dawna wiemy, że otyłość wiąże się z rozwojem wielu poważnych chorób, jak cukrzyca typu 2., choroby serca, wątroby, niektóre typy nowotworów. Badany przez nas lek może mieć olbrzymi wpływ na politykę zdrowotną Wielkiej Brytanii w najbliższych latach, stwierdza uczona.
      Lek, o którym mówi Batterham to semaglutyd, który działa poprzez przejęcie kontroli nad znajdującym się w mózgu układem regulującym apetyt. Dzięki temu osoba, która go zażywa, odczuwa mniejszy głód i mniej je. Trzy czwarte (75%) osób, które otrzymywały 2,4 mg semaglutydu straciło ponad 10% wagi, a ponad 1/3 (33%) straciło więcej niż 20% wagi. Żaden inny lek nie daje takich wyników. To naprawę przełom. Po raz pierwszy za pomocą leku można osiągnąć to, co dotychczas było możliwe jedyne za pomocą operacji, dodaje profesor Batterham.
      Średnio każdy z uczestników badań stracił 15,3 kilograma. Jednocześnie u badanych zmniejszyły się czynniki ryzyka chorób serca, cukrzycy, poprawiło ciśnienie krwi, spadł poziom cukru i cholesterolu, a badani informowali o poprawie jakości życia.
      Semaglutyd jest analogiem GLP1 (glukagonopodobnego peptydu 1). To znaczący postęp na polu walki z otyłością. Semaglutyd [sprzedawany pod nazwą handlową Rybelsus oraz Ozempic - red.] jest już zatwierdzonym i używanym środkiem w leczeniu cukrzycy. Lekarze są więc z nim zaznajomieni. Dla mniej jest to szczególnie ekscytujące, gdyż kiedy w latach 90. pracowałem w Hammersmith Hospital byliśmy pierwszym laboratorium, które wykazało, że GLP1 wpływa na apetyt. Teraz zaś widzimy przełożenie naszych badań na praktyczne leczenie ludzi z otyłością, mówi profesor John Wilding z University of Liverpool, który stał na czele grupy prowadzącej testy na terenie Wielkiej Brytanii.
      Do III fazy testów klinicznych zaangażowano 1961 osób dorosłych, które miały nadwagę lub były otyłe. Średnia waga każdej z tych osób wynosiła 105 kg. Badani pochodzili z 16 krajów Azji, Europy i obu Ameryk. Uczestnikom eksperymentu raz w tygodniu podawano podskórnie 2,4 mg semaglutydu lub placebo. Badania rozpoczęto jesienią 2018 roku i trwały one 68 tygodni.
      Co cztery tygodnie uczestnicy testów odbywali indywidualne konsultacje z dietetykiem. Pomagał on w utrzymaniu diety, doradzał odnośnie aktywności fizycznej i motywował do działania. Ponadto uczestnikom badań dostarczono kettle do ćwiczeń oraz wagi, za pomocą których mogli śledzić i oznaczać swoje postępy.
      W grupie, która otrzymywała semaglutyd średnia utrata wagi wynosiła 15,3 kilograma, w grupie placebo było to 2,6 kg. W grupie z semaglutydem zaobserwowano też redukcję czynników ryzyka różncyh chorób oraz poprawienie jakości życia.
      Semaglutyd to lek zatwierdzony obecnie do leczenia pacjentów z cukrzycą typu 2. Zwykle przepisywany jest w dawce wynoszącej 1 mg. Lek zawiera związek, który jest analogiem hormonu GLP-1. Hormon ten jest uwalniany do krwi po posiłku.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...