Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Wyżsi mężczyźni zarabiają więcej, przynajmniej w Australii. W perspektywie roku dodatkowe 5 cm może oznaczać aż 950 dolarów australijskich (712 amerykańskich) ekstra.

Ekonomiści z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego przeprowadzili sondaż dotyczący zarobków 20 tys. osób i porównali je ze wzrostem i wagą. Przeciętny mężczyzna miał 177,8 cm wzrostu (pięć stóp i dziesięć cali), lecz zebrane dane wykazały, że przy wzroście sięgającym sześciu stóp (182,8 cm) zarobki wzrastały o 1,5%.

Na podstawie danych uzyskanych od reprezentatywnej grupy dorosłych Australijczyków stwierdziliśmy, że osoby wyższe zarabiają więcej, przy czym efekt ten jest bardziej widoczny w przypadku mężczyzn [u kobiet jest on nieistotny statystycznie]. Wyniki utrzymują się po uwzględnieniu innych czynników wpływających na pensję, tj. wieku, rasy, zaplecza rodzinnego, doświadczenia i wykształcenia – tłumaczy Andrew Leigh. Ekonomiści szacują, że dodatkowe 5 cm wzrostu to odpowiednik ok. roku doświadczenia zawodowego.

Profesor Leigh podkreśla, że w przyszłości trzeba by jeszcze sprawdzić, dlaczego się tak dzieje. Być może ma to coś wspólnego ze statusem. Niewykluczone, że większy szacunek dla wyższych ludzi prowadzi do lepszych płac. A może w grę wchodzi dyskryminacja - niższe osoby są traktowane tak samo, jak w przeszłości kobiety i przedstawiciele mniejszości.

Share this post


Link to post
Share on other sites
177,8 cm wzrostu (siedem stóp i dziesięć cali)

...

sześciu stóp (182,8 cm)

Coś pozmieniało się ostatnio...

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może wyższe osoby mają mniej kompleksów na swoim punkcie i od dziecka były bardziej pewne swoich możliwości ? Dzięki czemu załapywały się na lepszą pracę, łatwiej dogadywali się z szefostwem... Zgaduję ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może wyższe osoby mają mniej kompleksów na swoim punkcie i od dziecka były bardziej pewne swoich możliwości ? Dzięki czemu załapywały się na lepszą pracę, łatwiej dogadywali się z szefostwem... Zgaduję ;)

Jestem niski, w moim przypadku przyznam, że masz rację.

Ale jestem tylko egzemplarzem danej klasy ludzkości, więc wcale nie rzutuję na resztę

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale ponad dwu i półmetrowy stażysta dostanie tyle samo co jego kolega np. 155 cm (no chyba, że w kosza dobrze gra).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dwu i półmetrowy stażysta dostanie co najwyżej rentę. Tak czy siak takie ekstrema się mają nijak do statystyki opisanej w artykule.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wysokim osobom o wiele łatwiej jest zaskarbić ludzkie zaufanie (wzrost świadczy o pewności siebie, stałości w przekonaniach oraz o autorytecie (na wodzów Afrykańskich plemion są wybierane osoby o słusznym wzroście) ,za  to osoby niskie muszą walczyć o swoje co wysocy mają wliczone "w koszty". Pracodawca wybiera więc pracownika z pakietem atutów ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

na wodzów Afrykańskich plemion są wybierane osoby o słusznym wzroście

Wszystko mamy z importu :\

Share this post


Link to post
Share on other sites
[u kobiet jest on nieistotny statystycznie] roku doświadczenia zawodowego.

 

szkoda;)

 

Ekonomiści szacują, że dodatkowe 5 cm wzrostu to odpowiednik ok. roku doświadczenia zawodowego.

 

hmmm... ciekawe porównanie. ci ekonomiści to by wszystko do takich proporcji sprowadzili;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

[u kobiet jest on nieistotny statystycznie].

u kobiet istotny jest wygląd

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po raz pierwszy w historii premier Australii ogłosił stan wyjątkowy i przyznał, że z powodu zmian klimatu jego kraj staje się coraz trudniejszym miejscem do życia. W ciągu ostatnich dwóch tygodni dwa australijskie stany – Nowa Południowa Walia i Queensland – doświadczyły rekordowych opadów deszczu. Powodzie zabiły 20 osób, a tysiące domów znalazło się pod wodą.
      Możliwość ogłoszenia stanu wyjątkowego znalazła się w prawodawstwie Australii niedawno, po katastrofalnych pożarach z początku roku 2020. Jego wprowadzenie ma umożliwić szybką reakcję na zagrożenia i pomoc ludności. Władze centralne mogły dzięki temu szybko przeznaczyć dziesiątki milionów dolarów dla ofiar powodzi. Osoby dorosłe otrzymają natychmiastowe wsparcie w wysokości 2000 dolarów australijskich, a dzieci po 800 dolarów.
      Ekstremalne opady spowodowały ewakuację 60 000 osób, zamknięto setki szkół a mieszkańcom Sydney i regionu Illawarra w Nowej Południowej Walii doradzono, by nigdzie nie podróżowali.
      Sytuacja rzeczywiście jest wyjątkowa. To najbardziej wilgotny początek roku w historii Sydney i drugi najbardziej wilgotny w historii Brisbane. W Sydney spadło już w bieżącym roku ponad 860 mm deszczu. Zwykle tyle opadów notuje się do końca lipca. Najgorsze były ostatnie dni, kiedy to pomiędzy poniedziałkiem 7 marca, a czwartkiem 10 marca na przedmieścia Sydney spadło aż 200 mm deszczu. Powodzie zatopiły budynki mieszkalne, gospodarcze, drogi, podmyte brzegi rzek. Wiele miejscowości jest odciętych od świata. Szacunki mówią o stratach sięgających 2 miliardów dolarów.
      Rada Klimatyczna Australii opublikowała raport, w którym stwierdza, że kraj ma do czynienia z ekstremalną katastrofą. Sytuacja jest obecnie tak zła, że teraz nawet zwykłe opady deszczu mogą skończyć się kolejnymi powodziami. Panuje wysoka wilgotność, na lądzie znajduje się dużo wody, która może odparować i ponownie opaść. Rada przypomina, że uczeni od dziesięcioleci ostrzegali, że antropogeniczna emisja dwutlenku węgla doprowadzi do zmian klimatu i ekstremalnych zjawisk pogodowych. Teraz mamy do czynienia z ulewnymi deszczami, a na przełomie lat 2019/2020 panowała olbrzymia susza, której skutkiem były katastrofalne pożary.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwumetrowej długości przedstawienie kangura to najstarszy w Australii nietknięty rysunek naskalny. Zabytek znaleziono w Australii Zachodniej w regionie Kimberley. Jest on znany jest z rysunków tworzonych przez kolejne generacje zamieszkujących go ludzi, gdzie starsze rysunki są przykryte młodszymi. Najstarszy nietknięty rysunek udało się dokładnie datować dzięki... osom.
      Datowanie radiowęglowe, wykorzystane przez naukowców z Uniwersytetów w Melbourne oraz Zachodniej Australii wykaząło, że kangur powstał pomiędzy 17 500 a 17 100 lat temu.
      W północnej Australii żyją gatunki os, które budują gniazda z mułu. Zwykle gniazda te powstają w jaskiniach. Niektóre z nich są używane przez osy przez dziesiątki tysięcy lat, dzięki czemu mamy tam do czynienia z kolejnymi warstwami gniazd. Niektóre z nich pokrywają i niszczą sztukę naskalną. Jednak dają one również niepowtarzalną okazję do jej datowania, gdyż gniazda zawierają materiał organiczny. W niezwykle rzadkich przypadkach zdarza się, że gniazda istnieją pod i nad rysunkiem, dzięki czemu można określić jego minimalny i maksymalny wiek.
      Datowanie rysunku kangura pozwoliło na lepsze określenie ram czasowych rozwoju sztuki w Australii. Naukowcy z Melbourne już podczas ubiegłorocznych badań dowiedli, że styl Gwion, w którym widzimy dekorowane ludzkie figury, często z ozdobami głowy i trzymające bumerangi, rozkwitł 1000 do 5000 lat po stylu Naturalistycznym. Teraz wiemy zaś, że styl Naturalistyczny był stosowany już w czasie ostatniej epoki lodowej.
      Poziom oceanu był o około 106 metrów niższy a jaskinia znajdowała się około 300 kilometrów dalej od wybrzeża niż obecnie. W jaskiniowej sztuce widzimy kangury, ryby, ptaki i rośliny. W miarę ocieplania się klimatu pojawiły się monsuny i więcej opadów, wzrósł poziom oceanu. Do okresu Gwion poziom oceanów zwiększył się o około 50 metrów. Bez wątpienia wywołało to zarówno długotrwałe migracje, jak i zmieniło stosunku społeczne. W tym czasie sztuka jaskiniowa ulega poważnym zmianom. Z takiej, w której przedstawiano duże zwierzęta i mało ludzi. Noszą oni stroje, które są uderzająco podobne do tych, jakie znamy ze zdjęć wykonywanych Aborygenom na początku XX wieku.
      Naukowcy przypuszczają, że najstarsze rysunki w stylu Gwion mogą liczyć sobie nawet 16 000 lat, nie można więc wykluczyć, że początki Gwion nakładają się na styl Naturalistyczny.
      Doktor Svan Ouzman z Uniwersytetu Zachodniej Australiii mówi, że to nie koniec badań. Rysunek kangura jest bardzo podobny do rysunków z jaskiń wysp Azji Południowo-Wschodniej, które liczą sobie ponad 40 000 lat. To sugeruje istnienie związku kulturowego pomiędzy ludźmi, którzy je tworzyli i daje nadzieję, że znajdziemy w Australii jeszcze starsze rysunki.
      W kolejnym etapie badań naukowcy chcą wykorzystać datowanie gniazd os do stworzenia osi czasu rozwoju australijskiej sztuki naskalnej i stwierdzić, kiedy rozpoczynały się i kończyły poszczególne okresy stylistyczne

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Australijski Departament Rolnictwa, Wody i Środowiska opublikował wstępną listę 113 gatunków zwierząt, które będą wymagały pilnej pomocy z powodu tegorocznych pożarów. Na liście znalazły się te gatunki, które straciły znaczną liczbę osobników oraz duże połacie habitatów. Pożary zepchnęły kilka gatunków na skraj zagłady
      Niemal wszystkie wymienione gatunki utraciły co najmniej 30% habitatów. Najbardziej pomocy potrzebują koale, walabie oraz liczne gatunki ptaków, ryb i żab. Na liście najbardziej dotkniętych pożarami gatunków znajdziemy 13 gatunków ptaków, 20 gatunków gadów, 5 gatunków bezkręgowców, 19 gatunków ssaków, 22 gatunki skorupiaków i 17 gatunków ryb.
      Gatunki, którym potrzebna jest pilna pomoc to, m.in. skrajnie zagrożona papużka trawna, również skrajnie zagrożony koralicowiec królewski, zagrożona wolatucha wielka, zagrożony grubogonik endemiczny, zagrożony koala czy skrajnie zagrożony żółw Myuchelys georgesi.
      Specjalny panel naukowy, który opracował listę, ostrzegł też, że kilka gatunków „grozi szybkie wyginięcie”, gdyż pożary zniszczyły niemal cały ich habitat. Gatunki te to między innymi żaba Philoria pughi, scynk z gatunku Eulamprus leuraensis czy wspomniany już gruboogonik endemiczny.
      Inne gatunki, jak np. koala, poniosły tak duże straty, że konieczna jest natychmiastowa interwencja w celu ich odrodzenia.
      Znaczna część gatunków z listy była już wcześniej zagrożona lub skrajnie zagrożona. Teraz ich sytuacja uległa pogorszeniu. Ale podobnie stało się w przypadku tych gatunków, które dotychczas uważano za bezpieczne. Pożary zabiły taką liczbę zwierząt i zniszczyły tak dużo habitatów, że i te gatunki mogą zostać uznane za zagrożone.
      Obecnie specjaliści przygotowują listę, na której znajdą się najbardziej poszkodowane przez pożary gatunki roślin i bezkręgowców.
      Autorzy listy zastrzegają, że na całkowitą ocenę wpływu pożarów na środowisko musimy jeszcze poczekać, gdyż w wielu miejscach pożary wciąż szaleją.
      Z pełną listą można zapoznać się tutaj.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pożary w Australii odsłoniły nieznane dotychczas fragmenty systemu akwakultury starszego od egipskich piramid. Krajobraz Kulturowy Budj Bim, który zawiera szereg kanałów i zbiorników wodnych, dopiero w ubiegłym roku został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury.
      System został wykonany przez lud Gunditjmara, a niektóre jego fragmenty liczą sobie 6600 lat. Gdy niedawno udało się ugasić pożar, które wybuchł w grudniu po uderzeniu pioruna, okazało się, że kanały i zbiorniki rozciągają się na większej przestrzeni niż sądzono. Niektóre fragmenty systemu były bowiem ukryte pod roślinnością.
      Krajobraz Kulturowy Budj Bim znajduje się w okolicach jeziora Condah. Przedstawiciele lokalnej społeczności mówią, że gdy wybuchł pożar nie zmartwili się nim zbytnio, gdyż w przeszłości miały tu miejsce liczne pożary. Obawiali się jedynie, by nie objął on wysokich drzew. Na szczęście tak się nie stało.
      Gdy ludzie wrócili po pożarze, by ocenić zniszczenia, zauważyli nieznane dotychczas fragmenty systemu akwakultury. Nie znali ich, mimo że znajdowały się bardzo blisko ścieżek, którymi chodzili. Struktury były bowiem ukryte pod gęstą roślinnością.
      Wkrótce badaniami okolicy zajmą się archeolodzy. Wykorzystają podczas prac samolot i wyspecjalizowane oprogramowanie. Na szczęście strażacy opanowali pożar bez konieczności wprowadzania ciężkiego sprzętu, który mógłby uszkodzić starożytne struktury.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przywódcy Aborygenów w Południowej Australii wydali polecenie zabicia 10 000 dzikich wielbłądów. Zwierzęta mają zginąć, gdyż... wypijają zbyt dużo wody.
      Dzisiaj rozpocznie się wielkie polowanie z powietrza. Potrwa ono 5 dni. Pojawiły się głosy, by zabijanie zwierząt uznać za działanie na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych i by zapłacił za to budżet państwa. Likwiduje się w ten sposób zwierzęta emitujące metan.
      Decyzję o rzezi podjęli przywódcy Anangu Pitjantjatjara Yankunytjatjara Lands (APY). Sprzeciwiali się jej chrześcijańscy Aborygeni, dla których wielbłądy są święte, gdy mają związek z Bożym Narodzeniem. To na nich bowiem przybyli królowie, którzy odwiedzili Jezusa.
      Działania APY będą wspierane przez 10 Desert Project, program finansowany m.in. przez BHP Billiton Foundation oraz przez utrzymywaną z funduszy federalnych organizację Alinytjara Wilurara Natural Resources Management Board. Stanowy Departement Środowiska i Zasobów Wodnych zapewni czteromiejscowe śmigłowce ze snajperami. W niedostępnych regionach zabite zwierzęta będą pozostawiane na miejscu, jednak tam, gdzie to możliwe, ich ciała mają być palone lub grzebane.
      W nawiedzonej przez suszę Australii wielbłądy zaczęły stanowić poważny problem. Mieszkańcy prowincji skarżą się, że poszukujące wody zwierzęta niszczą płoty, chodzą wokół domów, próbują wypijać wodę z klimatyzacji. W 2010 roku w Australii żyło ponad milion dzikich wielbłądów. Bez działań kontrolnych ich liczba podwajała by się co 9 lat. Każde z tych zwierząt emituje rocznie tyle metanu, że jest to odpowiednik tony CO2.
      Milion dzikich wielbłądów, z których każdy rocznie emituje tonę CO2 to tak, jakby po drogach poruszało się dodatkowych 400 000 samochodów. Stąd też wezwania, by władze federalne płaciły za pozbywanie się wielbłądów. Nie wiadomo jednak, czy tak się stanie, gdyż emisja powodowana przez dzikie zwierzęta nie jest liczona do budżetu emisji poszczególnych krajów i do oceny stopnia redukcji emisji.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...