Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Nieduża populacja, ogromne problemy

Recommended Posts

Wilki zamieszkujące niewielką wyspę Isle Royale cierpią na zniekształcenia szkieletu wywołane wieloletnim rozmnażaniem w obrębie zamkniętej populacji - twierdzą badacze z Uniwersytetu Technologicznego Michigan. Co ciekawe, jeszcze kilka lat temu przekonywali, że populacja ta jest przykładem na... możliwość chowu wsobnego bez przykrych konsekwencji.

Isle Royale, zlokalizowana na Jeziorze Górnym, to miejsce unikalne. Zamieszkujące ją stado 24 wilków jest potomstwem zaledwie jednej samicy oraz jednego lub kilku samców, które przedostały się w to miejsce około 60 lat temu. Doszło do tego podczas wyjątkowo mroźnej zimy, gdy na wyspę można było dojść po lodzie.

Naukowcom badającym unikalny ekosystem Isle Royale udało się zebrać m.in. 36 wilczych szkieletów. Większość z nich (58%) wykazywała poważne wady kręgosłupa, zaś u 33% ogólnej populacji występowały tzw. przejściowe kręgi lędźwiowo-krzyżowe. W typowych populacjach wilków, w których nie dochodzi do chowu wsobnego, częstotliwość występowania tej wady wynosi około 1%.

Wykorzystując wyniki wcześniejszych badań autorzy studium uznali, że przyczyną wad kręgosłupa musi być chów wsobny. Co ciekawe jednak, przez długie lata utrzymywali oni, że stado żyjące na Isle Royale jest przykładem na to, że... ciągłe krzyżowanie się w obrębie niedużej populacji wcale nie musi kończyć się wadami genetycznymi.

Fatalna kondycja zwierząt wywołała dyskusję nad wprowadzeniem do stada osobników z zewnątrz. Zdaniem prof. Johna Vuceticha, naukowca badającego ekosystem Isle Royale od wielu lat, decyzja nie będzie jednak prosta. Wymaga ona rozważenia wartości związanych z [ochroną] dzikiej przyrody, wiedzą naukową, zdrowymi ekosystemami i dobrobytem zwierząt, uważa naukowiec. Zgadza się z nim prof. Rolf Peterson, który podkreśla, że decyzja ta nie może należeć wyłącznie od naukowców.

Aby ułatwić wymianę poglądów na temat przyszłości niezwykłego stada, uruchomiono specjalną witrynę, na której każdy internauta może zaproponować własny pomysł na ratowanie szlachetnych ssaków z Isle Royale. Bez wątpienia jest to strona warta odwiedzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Są dwa wyjścia tak naprawdę.

Albo wsiedlić tam wilki z innej populacji i odświeżyć krew.

Albo pozostawić je tak jak są i badać jak to się rozwinie dalej. To było by bardzo ciekawe, być może doszło by do wyodrębniania oddzielnego gatunku?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pozostaje pytanie, czy byłoby humanitarne oglądanie cierpienia tych zwierzaków. Tak głębokie zwyrodnienie kręgoslupa musi być piekielnie bolesne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No coż natura rządzi się swoimi brutalnymi prawami, a człowiek tam gdzie się dotknie zawsze coś spierniczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

no chyba o to biega w ewolucji-"wybrali"jakieś rozwiązanie z krzywymi pleckami,jak okaże się skuteczniejsze w przenoszeniu genów to te geny przetrwają,jak nie to nie.po co przynosić im ulgę w cierpieniu?cierpienie nie jest złem z którym trzeba walczyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
cierpienie nie jest złem z którym trzeba walczyć.

oj znało się paru takich w życiu, znało... jakoś nie potrafiłem nigdy pokonać szyderczego uśmiechu na ustach, gdy kilku z nich stała się krzywda.

a człowiek tam gdzie się dotknie zawsze coś spierniczy.

Coś w tym jest. Problem w tym, że ta populacja powstała samoistnie (nikt zwierząt nie przenosił), a na wyspie praktycznie nie ma czynników limitujących jej liczebność, bo tamtejsze wilki nie mają naturalnych wrogów. Ja sam nie mam jednoznacznej opinii na ten temat, ale dopuszczam opcję, że interwencja ludzi może jednak być pożyteczna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ale co ona da(ta ingerencja)?nie będzie krzywych wilków i stracimy szansę na ewolucyjny eksperyment,który mógłby się przyczynić nauce.zresztą by uznawać coś za pożyteczne w ogólności trzeba by się zgodzić co do celu ogólnego,a nie sądzę by była zgoda na to że celem ogólnym jest przyniesienie ulgi zmutowanym zwierzakom, i czy to dobre działanie?na pierwszy rzut myśli łagodzenie cierpień jest dobre,ale jak się wgłębić w znaczenie słowa dobre to mi przynajmniej nie wydaje się takie oczywiste.a może celem naszego życia jest niedopuszczenie do nieskrzywienia tych wilków i gdy ulżymy w ich cierpieniach Wielki Wilczy Manitu skaże nas na wieczne potępienie,nie można definitywnie wykluczyć takiego rozwoju sytuacji.możemy jedynie przyjąć że z wielkim prawdopodobieństwem tak się nie stanie gdyż już wiele razy zadawaliśmy lub łagodziliśmy cierpienia i nic takiego się nie działo.Ale ocena z pkt widzenia etycznego tego zjawiska jest relatywna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wilki nigdzie nie mają naturalnych wrogów.

Ale mają konkurentów. A na tej wyspie nie mają żadnych - są tylko one i zależne od nich łosie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmm... A co tam było przed wilkami ? Może zamiast co kilkadziesiąt lat podrzucać im nową Futrzastą Pulę Genów (w skrócie: lachonów ;)), lepiej by było te wilki wysiedlić na ląd i pozostawić łosie w spokoju ? W końcu przed wilkami jakoś sobie radziły ? W sumie skoro wilki mają takie problemy, to czemu łosie nie ? Im też się to kiedyś przydarzy i będą wyglądać jak wielbłąd z rogami :) Według mnie - albo wysiedlamy wsio jak leci, albo zostawiamy samym sobie i patrzymy co tam się ciekawego urodzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

  Łoś jest dużo lepszym pływakiem, to może być jakieś wyjaśnienie. Ale ogólnie rozsądniejsze jest pozostawić to tak jak jest. A może za 10 lat będzie równie ostra zima i inna grupa wilków przedostanie się na wyspę? A może gatunek wyginie na wyspie? A może zacznie ewoluować w inny gatunek?

  Cokolwiek by się nie stało byłoby ciekawe i na pewno odbyłoby się w zgodzie z naturą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najbardziej humanitarne byłoby odłowienie tej populacji i wyprowadzenie na zewnątrz. Przy czym osobniki upośledzone najlepiej byłoby wysterylizować, żeby nie przenosiły dalej uszkodzonych genów. „Odświeżanie” tej zamkniętej populacji nie ma wielkiego sensu, bo i tak rychło zacznie się degenerować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmmm... co jest humanitarnego w przemieszczaniu tych nieszczęsnych wilków ? Skoro później miałyby być sterylizowane, to lepiej to zrobić na wyspie. Przynajmniej nie będą miały stresu związanego z adaptacją do nowego miejsca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Założyłem, że nie wszystkie osobniki są zdegenerowane. Można zrobić tak, jak mówisz, ale utrzymywanie takiej mikropopulacji jest bez sensu. No, chyba że faktycznie celem obserwacji naukowych, ale to już humanitarne nie będzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Humanitaryzm? Chyba nie w tym przypadku. Takie są odwieczne prawa natury, a my jesteśmy zbyt głupi, żeby w to ingerować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy odkryli, że w lasach gospodarczych wilki pozostawiają znakowania najczęściej na skrzyżowaniach dróg i w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Dzięki temu drapieżniki z położonych obok siebie terytoriów mogą szybko ustalić, czy dany teren jest użytkowany przez sąsiadów, a poprzez to uniknąć bezpośrednich konfliktów.
      Każda wilcza grupa rodzinna użytkuje rozległe terytorium, liczące w Polsce ok. 200-400 km2, które broni przed sąsiadami. Aby zaznaczyć, że dane terytorium jest zajęte, wilki znakują teren przy pomocy odchodów, moczu oraz poprzez drapanie gruntu. Drapieżniki znakują częściej zarówno w sąsiedztwie granic, jak i w kluczowych fragmentach terytoriów. Dotychczas większość badań nad wzorcami znakowań terytoriów przez wilki w Europie prowadzono w górach oraz w obszarach chronionych, niewiele było jednak wiadomo o tym, jak zachowują się w lasach gospodarczych.
      Naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Gdańskiego i Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” przeprowadzili badania nad wzorcami znakowań terytoriów przez wilki w użytkowanych gospodarczo Lasach Napiwodzko-Ramuckich, położonych w północno-wschodniej części Polski. Dodatkowo, badacze wykorzystali metodę „genetycznego odcisku palca”, polegającą na identyfikacji osobników przy pomocy zestawu markerów genetycznych, aby ustalić, które konkretnie osobniki pozostawiają znakowania.
      Wyniki badań ukazały się w czasopiśmie naukowym „Mammal Research”. Poinformował o nich w przesłanym PAP komunikacie jeden z autorów badań, dr hab. Robert Mysłajek z Zakładu Ekologii Wydziału Biologii UW.
      Naukowcy zauważyli, że wilki nie znakują w przypadkowych miejscach. Drapieżniki te najczęściej pozostawiały odchody, mocz i drapania w bezpośrednim sąsiedztwie skrzyżowań leśnych dróg – mówi inż. Kinga Stępniak, studentka Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego i pierwsza autorka artykułu. Taki sposób znakowania ułatwia przekazywanie informacji. Wilki bardzo chętnie poruszają się leśnymi drogami i oczywiście często trafiają na ich skrzyżowania. Jeśli zapędzą się na terytorium sąsiadów mogą od razu zorientować się, czy są oni w pobliżu i wziąć nogi za pas. Jest to jeden z mechanizmów pozwalających na unikanie bezpośrednich starć – dodaje Stępniak.
      Wcześniejsze badania sugerowały, że terytoria znakowane są przez rozmnażającą się parę dorosłych osobników. Badania genetyczne prowadzone w oparciu o DNA wyizolowane z odchodów i moczu wilków w Lasach Napiwodzko-Ramuckich, pokazały jednak, że znakowania pozostawiają także inni członkowie grupy rodzicielskiej, np. osobniki młodociane. Ma to swoje uzasadnienie. Wilki dają tym samym do zrozumienia sąsiadom, że ich grupa jest liczna i bezpośrednie starcie może być dla intruza niebezpieczne – potwierdza współautor badań dr hab. Robert Mysłajek
      Naukowcy podkreślają, że ich badania oprócz wglądu w tajniki behawioru wilków, mogą mieć także praktyczne zastosowanie w monitoringu dużych drapieżników. Dzięki zdobytej wiedzy wiadomo, że najbardziej efektywnym sposobem poszukiwania śladów obecności wilków jest kontrola sąsiedztwa skrzyżowań leśnych dróg. W takich miejscach najlepiej także montować fotopułapki służące rejestracji aktywności zwierząt.
      Badania finansowane były z grantu Narodowego Centrum Nauki oraz funduszy statutowych Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prefektura francuskiego departamentu Sekwany Nadmorskiej (Seine-Maritime), poinformowała, że w nocy z 7 na 8 kwietnia aparat pułapkowy najprawdopodobniej zarejestrował wilka. Specjaliści z Francuskiego Biura ds. Bioróżnorodności stwierdzili, że najprawdopodobniej to wilk europejski (Canis lupus lupus). Jeśli identyfikacja jest prawidłowa, mamy do czynienia z pierwszym od ponad 100 lat wilkiem zauważonym na północy Francji.
      Wilki to znani wędrowcy. Potrafią pokonywać naprawdę duże odległości. W USA pewna samica przeszła w ciągu dwóch lat 14 000 kilometrów pomiędzy Kalifornią a Oregonem. Tak więc obecność wilka w Normandii, chociaż jest miłą niespodzianką, nie jest czymś całkowicie niespodziewanym.
      Punktowa kolonizacja jest charakterystyczna dla wilków. Nowe terytorium może znajdować się o dziesiątki lub setki kilometrów od dotychczasowego, a pomiędzy nimi będą miejsca pozbawione wilków, które zostaną skolonizowane później, czytamy w oświadczeniu wydanym przez władze lokalne.
      Jesienią młode wilczki, które urodziły się wiosną, zajmują swoje miejsce w grupie, z której muszą odejść inne wilki. Te poszukują nowego terytorium, na którym się osiedlają. Z kolei wiosną niemal dorosłe wilki, które nie mogą rozmnażać się w ramach swojego stada, opuszczają je i wyruszają na poszukiwania partnerów, dodają specjaliści.
      W Europie zostały wytępione niemal wszystkie duże drapieżniki. Wilki pozostały tylko na skrawkach terenu we Włoszech, Hiszpanii i Europie Wschodniej. W końcu ludzie zaczęli je chronić. Mimo to myśliwi w całej Europie, w tym i w Polsce, nadal zabijają te drapieżniki. Jednocześnie narzekając, że brak dużych drapieżników doprowadził do nadmiernego rozrostu populacji ich ofiar.
      W 2018 roku przyrodnicy sfilmowali, jak duński myśliwy zabija pierwszą od 200 lat samicę wilka, która pojawiła się w Danii. Wilki wytępiono w Danii w 1813 roku. W roku 2012 pojawiły się tam 4 samce, a gdy po kilku latach dołączyła do nich samica, powstało pierwsze w Danii stado. Niestety, niedługo potem samica została zabita.
      Wilki pojawiły się we Francji w 1992 roku, gdy przeszły przez granicę z Włochami. Przez wiele lat trzymały się regionu alpejskiego, później zaczęły zapuszczać się poza góry. Teraz pierwszy z nich wybrał się aż do Normandii.
      Rodzi się tylko pytanie, czy i wilka z Sekwany Nadmorskiej nie spotka śmierć z ręki jakiegoś myśliwego.
      Na filmie poniżej możemy zobaczyć myśliwego, który zabija pierwszą w Danii samicę wilka
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ułożone z kości mamutów tajemnicze kręgi stanowią wskazówkę, w jaki sposób dawne społeczności przetrwały ostatnią epokę lodową. Wiadomo, że na zachodzie Niziny Wschodnioeuropejskiej, w tym na Ukrainie, istnieje ok. 70 takich struktur.
      Nowe analizy pokazały, że kości z jednego z takich stanowisk mają ponad 20 tys. lat i stanowią najstarszą tego typu strukturę odkrytą w regionie. Kości pozyskano zapewne z cmentarzysk zwierząt. Krąg został przykryty osadami i obecnie znajduje się ok. 30 cm pod poziomem gruntu.
      Większość kości ze stanowiska Kostionki 11 w Rosji (znajduje się ono tuż przy wiosce Kostionki w pobliżu Woroneża) to szczątki mamutów. Do skonstruowania ścian struktury mierzącej ok. 9 na 9 m wykorzystano w sumie 51 żuchw i 64 czaszki (część kości jest rozrzuconych w środku). Znaleziono także niewielką liczbę kości reniferów, koni, wilków, niedźwiedzi oraz lisów rudych i polarnych.
      Archeolodzy odkryli również po raz pierwszy we wnętrzu struktury pozostałości spalonego drewna oraz resztki roślinne. To pokazuje, że ludzie palili drewno i kości i że żyjące tu społeczności nauczyły się, gdzie zbierać jadalne rośliny w czasie epoki lodowej. Rośliny mogły być również wykorzystywane jako trucizny, leki, a także do produkcji linek czy tkanin. Oprócz tego znaleziono ponad 50 małych zwęglonych nasion; to resztki roślin z okolicy lub resztki po gotowaniu i jedzeniu.
      Co mogło przywieść prehistorycznych myśliwych-zbieraczy w to miejsce? Jedna z możliwości jest taka, że ludzie i mamuty przybyli tu, gdyż było tu naturalne źródło, które zapewniało zimą niezamarzniętą wodę - a to rzadkość w okresie ekstremalnego chłodu - opowiada dr Alexander Pryor.
      Te odkrycia rzucają nowe światło na przeznaczenie tych tajemniczych miejsc. [...] Zdobyliśmy więcej informacji na temat tego, jak nasi przodkowie przetrwali w tym zimnym i wrogim środowisku, w ostatnim maksimum glacjalnym. Większość miejsc na podobnej szerokości geograficznych porzucono do tego czasu, ale te grupy poradziły sobie i przystosowały się; umiały znaleźć pokarm, schronienie i wodę.
      Ostatnia epoka lodowa osiągnęła swoje maksimum ok. 18-23 tys. lat temu, mniej więcej wtedy, gdy budowano Kostionki 11. Rekonstrukcje klimatu wskazują, że w owym czasie lata były krótkie i chłodne, a zimy długie i zimne, z temperaturami rzędu ok. -20°C lub niższymi. Większość społeczności opuściła region, prawdopodobnie z powodu braku zwierzyny i zasobów roślinnych. Ostatecznie, gdy klimat nadal się ochładzał i stawał się jeszcze bardziej nieprzyjazny, kręgi z kości także porzucono.
      Wcześniej archeolodzy zakładali, że struktury z kości mamutów były zajmowanymi przez wiele miesięcy siedliskami. Nowe studium sugeruje jednak, że nie zawsze tak było, gdyż intensywność aktywności w Kostionki 11 wydaje się niższa, niż należałoby się spodziewać w przypadku długoterminowego obozowiska.
      Na stanowisku znaleziono także drobne łuski krzemienne, o wielkości zaledwie paru milimetrów.
      Wyniki badań zespołu z Uniwersytetów w Exeter, Cambridge i Southampton, Kostenki State Museum Preserve oraz Uniwersytetu Kolorado w Boulder ukazały się w piśmie Antiquity.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Co roku na polskich drogach ginie ponad 60 wilków i kilka rysi. Dzięki danym z obroży telemetrycznych naukowcy wskazują odcinki dróg najbardziej niebezpieczne dla zwierząt, a zarządcy dróg wiedzą, gdzie instalować znaki ostrzegawcze i wprowadzać ograniczenia prędkości.
      Wilki i rysie są gatunkami ściśle chronionymi, ale co roku wiele z nich ginie na skutek aktywności człowieka. Jednym z największych zagrożeń dla tych drapieżników są kolizje z pojazdami. Dane Stowarzyszenia dla Natury "Wilk" pokazują, że w Polsce na drogach ginie rocznie ponad 60 wilków i kilka rysi - przypomniano w materiale prasowym przesłanym PAP.
      Śmiertelność dużych drapieżników w kolizjach z pojazdami można minimalizować, wprowadzając np. ograniczenia prędkości, montując fotoradary i odcinkowe pomiary prędkości, a także instalując znaki ostrzegające i tablice informacyjne dla kierowców, skłaniające do zachowania szczególnej ostrożności. Wskazanie newralgicznych odcinków dróg jest jednak niezmiernie trudne - choćby ze względu na skryty tryb życia wilków i rysi.
      Aby rozwiązać ten problem, naukowcy ze Stowarzyszenia dla Natury "Wilk" i Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego we współpracy z Roztoczańskim Parkiem Narodowym, wyposażyli w obroże telemetryczne 4 wilki i rysia. Każda obroża zawiera miniaturowy GPS, który - poprzez sieć telefonii komórkowej GSM - przekazuje badaczom informacje o lokalizacji drapieżników. W trakcie pierwszego roku badań naukowcy zgromadzili łącznie 15 563 lokalizacji drapieżników.
      Badania telemetryczne dostarczają najbardziej dokładnych informacji o miejscach przejść wilków i rysi przez drogi. Takich danych nie można uzyskać żadną inną metodą – mówi kierująca projektem dr hab. Sabina Nowak, prezes Stowarzyszenia dla Natury "Wilk".
      Na podstawie uzyskanych lokalizacji naukowcy wyznaczyli odcinki dróg wojewódzkich i powiatowych najczęściej przekraczanych przez drapieżniki zarówno w samym Roztoczańskim Parku Narodowym, jak i w jego otulinie. Raport zawierający wyniki badań trafi teraz do zarządców dróg oraz instytucji zajmujących się ochroną przyrody.
      Nasze badania są świetnym przykładem wykorzystania metod naukowych w ochronie rzadkich gatunków – dodaje współautor badań dr hab. Robert Mysłajek z Instytutu Genetyki i Biotechnologii Wydziału Biologii UW.
      Stowarzyszenie dla Natury "Wilk" zapowiada kolejne raporty tego typu dla innych obszarów w Polsce, gdzie prowadzone są badania telemetryczne drapieżników.
      Uzyskane dane posłużą również do wyznaczania lokalizacji przejść dla zwierząt na drogach szybkiego ruchu. Zgodnie z polskim prawem takie drogi są obowiązkowo grodzone. Odpowiednio umiejscowione i zaprojektowane przejścia są dla wilków i rysi jedyną szansą na pokonanie autostrad i dróg ekspresowych – podkreśla dr hab. Sabina Nowak.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Znajdująca się na Jeziorze Górnym wyspa Isle Royale to czwarta największa na świecie wyspa na jeziorze. Żyje tam, o czym kilkukrotnie informowaliśmy, niezwykła populacja wilków, zasilana od czasu do czasu świeżą krwią zwierząt przechodzących po lodzie na wyspę. Naukowcy od kilkudziesięciu lat prowadzą tam wyjątkowe badania dotyczące interakcji pomiędzy łosiami a wilkam czy wpływu populacji drapieżników na populację roślinożerców oraz szatę roślinną.
      Niedawno populacji wilków na Isle Royale groziła zagłada, a jedną z przyczyn jest fakt, że w związku z globalnym ociepleniem na jeziorze coraz rzadziej pojawia się lód i coraz rzadziej na wyspę mogą trafić nowe wilki. Przed trzema laty US National Park Service ogłosiło zaskakującą decyzję – stwierdzono, że na wyspę zostaną przeniesione nowe wilki, które mają zasilić wymierającą populację i umożliwić kontrolowanie łosi.
      Teraz poznaliśmy skutki tych przenosin i są one zaskakujące.
      Stado ośmiu wilków, które przed rokiem przeniesiono na Isle Royale, radzi sobie świetnie. Nie żyją natomiast cztery z 11 osobników przeniesionych indywidualnie, a jeden z takich wilków opuścił wyspę po lodzie.
      Z najnowszego raportu US National Park Service dowiadujemy się, że stado ośmiu zwierząt, które przeniesiono z kanadyjskiej Michipicoten Island świetnie się zaadaptowało na Isle Royale. Gorzej radzą sobie zwierzęta indywidualnie przeniesione z lądu. Biolodzy przypuszczają, że kluczem do sukcesu wilków z Michipicoten są więzi pomiędzy zwierzętami. To jedyne wyjaśnienie, jakie przychodzi mi do głowy, mówi ekolog Rolf Peterson z Michigan Technological University, który od 1971 roku bada wilki z Isle Royale.
      Ekolog Brent Patterson z kanadyjskiego Trent University, który od 2014 roku bada wilki z Michipicoten mówi, że innym czynnikiem może być ich rozmiar. Każde ze zwierząt waży około 50 kilogramów, a stado umie polować na łosie.  Gdy stado to przenoszono z Michipicoten wilki głodowały, gdyż drastycznie zmniejszyły tam populację karibu. Po przeniesieniu na Isle Royale mają pod dostatkiem łosi, na które potrafią polować w wysokim śniegu.
      Z kolei wilki, które indywidualnie przenoszono z lądu stałego nie polowały wcześniej na łosie i są mniejsze. Wszystkie jednak były zdrowe w momencie ich przenoszenia. Przyczyny zgonów 4 wilków były różne. Jeden samiec padł na zapalenie płuc wkrótce po przeniesieniu. Zwłoki innego znaleziono w bagnie, ale były zbyt rozłożone, by ustalić przyczynę śmierci. We wrześniu jedna z samic padła wskutek infekcji łapy wywołanej zranieniem przez sidła, w które ją złapano, a druga zginęła w wyniku stresu po ataku innych wilków. Ponadto jeszcze przed przeniesieniem z lądu jeden z wilków padł wskutek stresu.
      Biolog Dough Smith z National Park Service mówi, że wszystkie te przypadki zgonów są niespodziewane. Kierował on w przeszłości przenosinami wilków na teren Yellowstone National Park i wszystkie z 41 zwierząt przeżyły przenosiny. Zarówno te, należące do stad, jak i osobniki przenoszone indywidualnie. Smith mówi jednak, że przenosiny dzikich wilków to bardziej sztuka, a nie nauka. To wciąż stosunkowo młoda dziedzina wiedzy.
      Ostatni samiec z oryginalnej intensywnie badanej populacji Isle Royale padł w październiku. Jego zwłoki znaleziono na szlaku turystycznym. Miał 11 lat i przeżył większość dzikich wilków. Prawdopodobnie pozostała jeszcze 9-letnia samica, która jest jego córką i przyrodnią siostrą. Już teraz wiadomo, że samiec miał połamane żebra i był pogryziony. Pogryzienia mogą pochodzić od innego wilka, ale połamane żebra to zagadka. Być może te obrażenia zadał wilkowi łoś. Szczegółowa sekcja zwłok samca dopiero się odbędzie. Naukowcy chcą też zsekwencjonować jego genom.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...