Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  

Recommended Posts

W Kanadzie trwa interesujący proces sądowy, który może zakończyć się olbrzymimi problemami dla Google'a, Yahoo czy Microsoftu. Firma IsoHunt Web Technologies, producent oprogramowania IsoHunt wniosła sprawę przeciwko Kanadyjskiemu Stowarzyszeniu Przemysłu Nagraniowego (CRIA).

Przedsiębiorstwo chce, by sąd rozstrzygnął, czy wyszukiwarki mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za nielegalne udostępnianie materiałów chronionych prawem autorskim. Sprawę wniesiono po tym, jak RIAA i CRIA wysłały do IsoHunt Web Technologies listy ostrzegające o możliwych krokach prawnych, jakie podejmą w związku z bittorrentowym oprogramowaniem IsoHunt.

Firma odpowiedziała wnioskiem do sądu o rozstrzygnięcie czy Google, Yahoo czy MSN są odpowiedzialne za to, że podają odnośniki do nielegalnych treści. Podobnie robi przecież IsoHunt.

Prawnik wynajęty przez IsoHunt Web Technologies zademonstrował sądowi, że Google może zostać użyte do wyszukania każdego rodzaju nielegalnych plików, które można znaleźć też w IsoHunt. Jedyna różnica jest taka, że IsoHunt służy do wyszukiwania specyficznych typów plików, a Google - do wszystkich typów plików.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to ciekawy argument znaleźli... przyznać trza, że naprawdę mocny.

 

Jedyna różnica jest taka, że IsoHunt służy do wyszukiwania specyficznych typów plików, a Google - do wszystkich typów plików.

Fatalna argumentacja. IsoHunt ma przecież na swojej stronie reklamy, więc także umożliwia wyszukanie innych treści. Poza tym to by oznaczało, że gdyby w serwisach torrentowych umieszczano np. link do księgarni internetowej, byłyby czyste.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Inne treści - nie są argumentem na korzyść innych przeglądarek. To tylko jedna/jedyna różnica wykazana pomiędzy obiema wyszukiwarkami.

Analogicznie argumentem obrony złodzieja nie jest i nie może być, że inaczej niż inni złodzieje nie tylko kradnie, ale także jest bibliotekarzem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Argument słaby i łatwy do obalenia. IsoHunt służy niemal wyłącznie do wyszukiwania nielegalnych treści, Google - niemal wyłącznie do treści legalnych.

Podobnie jak różnica pomiędzy nożem kuchennym a pistoletem. Nóż kuchenny jest w zdecydowanej większości przypadków wykorzystywany do krojenia chleba/warzyw/mięsa, a w nielicznych przypadkach - do zabijania ludzi. Pistolet jest przeznaczony wyłącznie do zabijania ludzi. O ile pozwolenie kilkunastolatkowi na użycie noża kuchennego nie jest niczym nierozsądym, to tyle nie dałbym mu do ręki pistoletu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest simian raticus

A  jakie zdanie oze mic czlek o prawie gdyz jego intelektualne badz mprywatne wartosci pogwalcili inni? Sady tlumacza sie niska szkodliwoscia spoleczna nie majac dobra pokrzywdzonej jednoski? Logiki w tym zero, a na kamiennych tablicach zapisane przykazania sa zaklamane.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, ale Google świadomie indeksuje także torrenty i nic z tym nie robi. Jeżeli więc IsoHunt dystrybuuje nielegalne treści, to Google jest pośrednikiem.

 

Poza tym idąc Twoją logiką można by stwierdzić, że torrenty same w sobie także nie są niczym nielegalnym, bo sam plik torrent nie oznacza automatycznie treści kradzionek. OO.o i Linux też są przecież dystrybuowane przez torrenty i nikt nie narzeka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

a może zapomnimy o wirtualnym prawie autorskim i po kłopocie?ciekawe co by było gdyby umieszczanie łatwych do ściągnięcia wszelkich plików było legalne,spora zmiana kulturowa by zaszła(już zachodzi przy nielegalnym)

Share this post


Link to post
Share on other sites

hmm a kserujesz książki jak jesteś na studiach?bo ja tak i dużo,zapewne część nielegalnie jednak się to robi,nie pozbawia się kogoś książki(to byłaby tradycyjna kradzież)tylko pozbawia się twórcy i wydawcy potencjalnego zysku,w zamian za zysk punktu ksero,wytworzenie tańszego odpowiednika legalnego egzemplarza jest bardzo proste,w przypadku czegoś cyfrowego jeszcze bardziej.inny przykład kopiowanie rozwiązań opatentowanych przez chińskie firmy.myślę że roztrząsając sprawę właśnie takie przykłady powinno się też brać pod uwagę.choć nie potrafię wypracować jeszcze jednoznacznego stanowiska w sprawie własnoći intelektualnej-głośno myślę i szukam argumentów,a na razie z przyczyn praktycznych duużo kradnę własności intelektualnej,choć innych form kradzieży nie popełniałem(np.ze sklepu nic nie kradłem)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie ;) Nie mam takiej potrzeby - dostaję slajdy z seminariów, w necie mam mnóstwo podręczników dostępnych w sporych fragmentach na stronach wydawców (polecam też Google Books), zawsze można też kupić używane egzemplarze na Amazon.com (też polecam - zdarza się dostać egzemplarze za 10% ceny ;D) ... a ponad wszystko mam świadomość tego, że uczę się z myślą o przyszłości i podręczniki będą mi nieraz potrzebne, więc zwyczajnie kupuję wiele z nich.

Share this post


Link to post
Share on other sites

toś szczęściarz bo ja mam świadomość że do większości książek już nigdy nie zajrzę(w wikipedii łatwiej znaleźć podstawowe informacje,a szczegóły rzadko są mi potrzebne)jeśli już coś zostawiam sobie na stałe to z dziedziny w której się specjalizuję,a reszta staje się tylko makulaturą-a nie mam kasy na oryginalną makulaturę

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak naprawdę, to trzeba kombinować, ale zwykle się udaje. Nie wiem, jak jest w Twojej branży, ale u mnie jest np. tak, że podręczniki warte nieraz po 200$ (!) są udostępniane w necie w ten sposób, że wyszukujesz w nich określone hasło, a strona wyrzuca Tobie indeks wszystkich stron, na których pojawia się to słowo, wraz z zawartością tych stron. Naprawdę fajne rozwiązanie.

 

A druga kwestia jest taka, że od samego początku studiów świadomie olewam przedmioty, które nie będą mi w przyszłości potrzebne. Uczę się absolutnego minimum, za to kładę bardzo duży nacisk na te sprawy, które za X lat mogą mi się naprawdę przydać w codziennej pracy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja olewam przedmioty nudne(to nieco błąd bo często jest tak że najnudniejsze są najpraktyczniejsze lub najwięcej ECTS mają)

 

a tak w ogóle co do studiów to ich upowszechnienie i umożliwienie nawet osobom ubogim studiowania powoduje że teraz rolę studiów dawnych(pod względem prestiżu) spełniają jakieśtam doktorskie,MBA,podyplomowe,kursy doszkalające(te naprawdę cenione przez pracodawców są drogie).może to i słusznie-bo w dzisiejszym świecie sporo wiedzy trzeba mieć specjalistycznej(kiedyś większość orała pole,a to mało skomplikowane).niestety jako osoba uboga nie mam kasy na drogie kursy(np. językowe)więc do elity pod tym względem nie doskoczę.a do tego nie jestem pracowity,czym mógłbym nadrobić brak kasy,ale to już zależy głównie ode mnie i sam mogę sobie pluć w brodę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

a może zapomnimy o wirtualnym prawie autorskim i po kłopocie?ciekawe co by było gdyby umieszczanie łatwych do ściągnięcia wszelkich plików było legalne,spora zmiana kulturowa by zaszła(już zachodzi przy nielegalnym)

 

Innymi słowy, proponujesz pozbawianie ludzi ich własności?

Proponujesz też, by autorzy nie otrzymywali wynagrodzenia za swoją pracę, a wielkie koncerny medialne mogły zniszczyć małe wydawnictwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie wiem co proponuję,bo nie wiem jakby się potoczyło bez prawa własności intelektualnej,co do mediów elektronicznych to byłby cios chyba dla wielkich wydawnictw,co do książek chyba dla małych,ale nie wiem

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie no, świetnie... zróbmy rewolucję, a potem jakoś to będzie... przepraszam, jeśli poczujesz się dotknięty, ale Twoje podejście jest w tym momencie kompletnie niepoważne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

nie wiem co proponuję,bo nie wiem jakby się potoczyło bez prawa własności intelektualnej,co do mediów elektronicznych to byłby cios chyba dla wielkich wydawnictw,co do książek chyba dla małych,ale nie wiem

 

Przede wszystkim byłby to cios dla ludzi, którzy próbują utrzymać się z własnej twórczości.

Dlaczego w Internecie miałoby być inaczej, niż w "realu"?

Małe portale, takie jak KW, szybko by zniknęły, bo wielcy braliby sobie dowolnie naszą treść. A więc nikt nie odwiedziłby nieznanej KW, bo miałby wszystko na wielkim Onecie, Gazecie, WP czy Interii.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Małe portale, takie jak KW, szybko by zniknęły, bo wielcy braliby sobie dowolnie naszą treść.

Z tym się akurat nie zgodzę. To wynika z polskiego prawa (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, art. 25):

 

1. Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji:

    1) już rozpowszechnione:

          a) sprawozdania o aktualnych wydarzeniach"

 

Bieżace odkrycia naukowe jak najbardziej są aktualnymi wydarzeniami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cytat: Mariusz Błoński

 

Argument słaby i łatwy do obalenia. IsoHunt służy niemal wyłącznie do wyszukiwania nielegalnych treści, Google - niemal wyłącznie do treści legalnych.

(...).

 

Czy aby na pewno??

To do czego jest używana dana wyszukiwarka jest wyłącznie kwestią tego jak jej używają odwiedzający ja internauci i jakiego hasła wyszukują.

Share this post


Link to post
Share on other sites
To do czego jest używana dana wyszukiwarka jest wyłącznie kwestią tego jak jej używają odwiedzający ja internauci i jakiego hasła wyszukują.

Dokładnie. Poza tym można w ten sposób stwierdzić, że jeżeli w kiosku Ruchu będą sprzedawali 1000 tytułów prasowych i jeden rodzaj broni maszynowej, kiosk i tak będzie czysty, bo broń jest tylko jedną z nielicznych pozycji w ofercie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tym się akurat nie zgodzę. To wynika z polskiego prawa (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, art. 25):

 

Bieżace odkrycia naukowe jak najbardziej są aktualnymi wydarzeniami.

 

Oki, ale jakby duże portale mogły sobie po prostu kopiować od nas treści (bo nie byłoby prawa autorskiego), to szybko byśmy zamknęli KW, bo nikt by nas nie odwiedział, a wielcy by zarabiali na naszej pracy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy aby na pewno??

To do czego jest używana dana wyszukiwarka jest wyłącznie kwestią tego jak jej używają odwiedzający ja internauci i jakiego hasła wyszukują.

 

 

 

W przypadku narzędzia, które w 99,9% przypadków jest używane do popełniania przestępstw też?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Oki, ale jakby duże portale mogły sobie po prostu kopiować od nas treści (bo nie byłoby prawa autorskiego), to szybko byśmy zamknęli KW, bo nikt by nas nie odwiedział, a wielcy by zarabiali na naszej pracy.

Wiesz doskonale, że Hoga.pl bez pytania przepisuje niemal wszystkie notki z KW i jakoś jeszcze im nie wytoczyliście procesu, bo nawet nie macie podstaw.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiesz doskonale, że Hoga.pl bez pytania przepisuje niemal wszystkie notki z KW i jakoś jeszcze im nie wytoczyliście procesu, bo nawet nie macie podstaw.

 

Gdyby tak robili to mielibyśmy podstawy. Kupują od nas notki.

Pamiętaj, że prawo autorskie nie chroni "prostych informacji prasowych". Chroni formę i treść, a nie informację jako taką. Czyli ktoś, kto zdobył informację, nie może sobie jej zatrzymać na podstawie prawa autorskiego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prawnikom Google'a nie udało się doprowadzić do odrzucenia przez sąd pozwu związanego z nielegalnym gromadzeniem danych użytkowników przez koncern. Sędzia Lucy Koh uznała, że Google nie poinformował użytkowników, iż zbiera ich dane również wtedy, gdy wykorzystują w przeglądarce tryb anonimowy.
      Powodzi domagają się od Google'a i konglomeratu Alphabet co najmniej 5 miliardów dolarów odszkodowania. Twierdzą, że Google potajemnie zbierał dane za pośrednictwem Google Analytics, Google Ad Managera, pluginów oraz innych programów, w tym aplikacji mobilnych. Przedstawiciele Google'a nie skomentowali jeszcze postanowienia sądu. Jednak już wcześniej mówili, że pozew jest bezpodstawny, gdyż za każdym razem, gdy użytkownik uruchamia okno incognito w przeglądarce, jest informowany, że witryny mogą zbierać informacje na temat jego działań.
      Sędzia Koh już wielokrotnie rozstrzygała spory, w które były zaangażowane wielkie koncerny IT. Znana jest ze swojego krytycznego podejścia do tego, w jaki sposób koncerny traktują prywatność użytkowników. Tym razem na decyzję sędzi o zezwoleniu na dalsze prowadzenie procesu przeciwko Google'owi mogła wpłynąć odpowiedź prawników firmy. Gdy sędzia Koh zapytała przedstawicieli Google'a, co koncern robi np. z danymi, które użytkownicy odwiedzający witrynę jej sądu wprowadzają w okienku wyszukiwarki witryny, ci odpowiedzieli, że dane te są przetwarzane zgodnie z zasadami, na jakie zgodzili się administratorzy sądowej witryny.
      Na odpowiedź tę natychmiast zwrócili uwagę prawnicy strony pozywającej. Ich zdaniem podważa ona twierdzenia Google'a, że użytkownicy świadomie zgadzają się na zbieranie i przetwarzanie danych. Wygląda na to, że Google spodziewa się, iż użytkownicy będą w stanie zidentyfikować oraz zrozumieć skrypty i technologie stosowane przez Google'a, gdy nawet prawnicy Google'a, wyposażeni w zaawansowane narzędzia i olbrzymie zasoby, nie są w stanie tego zrobić, stwierdzili.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed sądem federalnym w San Jose złożono pozew zbiorowy przeciwko Google'owi. Autorzy pozwu oskarżają wyszukiwarkowego giganta o to, że zbiera informacje o internautach mimo iż używają oni trybu prywatnego przeglądarki. Uważają, że Google powinien zapłacić co najmniej 5 miliardów dolarów grzywny.
      Zdaniem autorów pozwu problem dotyczy milionów osób, a za każde naruszenie odpowiednich ustaw federalnych oraz stanowych koncern powinien zapłacić co najmniej 5000 USD użytkownikowi, którego prawa zostały naruszone.
      W pozwie czytamy, że Google zbiera dane za pomocą Google Analytics, Google Ad Managera i innych aplikacji oraz dodatków, niezależnie od tego, czy użytkownik klikał na reklamy Google'a. Google nie może w sposóby skryty i nieautoryzowany gromadzić danych na temat każdego Amerykanina, który posiada komputer lub telefon, piszą autorzy pozwu.
      Do zarzutów odniósł się Jose Castaneda, rzecznik prasowy koncernu. Za każdym razem, gdy użytkownik uruchamia przeglądarkę w trybie prywatnym, jest jasno informowany, że przeglądane witryny mogą śledzić jego poczynania, stwierdził.
      Specjaliści ds. bezpieczeństwa od dawna zwracają uwagę, że użytkownicy uznają tryb prywatny za całkowicie zabezpieczony przez śledzeniem, jednak w rzeczywistości takie firmy jak Google są w stanie nadal zbierać dane o użytkowniku i, łącząc je z danymi z publicznego trybu surfowania, doprecyzowywać informacje na temat internautów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Google podsumowało jedną z najbardziej długotrwałych wojen, jaką stoczyło ze szkodliwym oprogramowaniem. W ciągu ostatnich trzech lat firma usunęła ponad 1700 aplikacji zarażonych różnymi odmianami szkodliwego kodu o nazwie Bread (Joker).
      Jego twórcy byli wyjątkowo uparci. Zwykle autorzy szkodliwego kodu przestają go wgrywać do Play Store gdy tylko zostanie on wykryty przez Google'a. Przestępcy stojący za Bread'em nie poddali się tak łatwo. Działali przez ponad trzy lata i co tydzień przygotowywali nową wersję szkodliwego kodu.
      Przez te trzy lata stosowali tę samą technikę – wprowadzali w kodzie serię niewielkich zmian, licząc na to, że uda się oszukać stosowane przez Google'a mechanizmy obronne. Zwykle się nie udawało, ale czasami przestępcy odnosili sukces. Na przykład we wrześniu ubiegłego roku ekspert ds. bezpieczeństwa, Aleksejs Kurpins znalazł w Play Store 24 różne aplikacje zarażone Jokerem. W październiku inny ekspert znalazł kolejną aplikację, a kilka dni później Trend Micro poinformował o odkryciu kolejnych 29 kolejnych zarażonych programów. Później znajdowano kolejne, w tym arkusze kalkulacyjne Google Docs.
      Jednak w większości wypadków mechanizmy Google'a działały dobrze i zablokowały ponad 1700 aplikacji, które miały zostać umieszczone w Play Store. Jak dowiadujemy się z wpisu na oficjalnym blogu, w pewnym momencie hakerzy użyli niemal każdej znanej techniki, by ukryć kod. Zwykle przestępcy posługiwali się jednorazowo 3–4 wariantami szkodliwego kodu. Jednak pewnego dnia próbowali wgrać aplikacja zarażone w sumie 23 odmianami kodu.
      Najbardziej skuteczną techniką zastosowaną przez twórców szkodliwego kodu było wgranie najpierw czystej aplikacji do Play Store, a następnie rozbudowywanie jej za pomocą aktualizacji zawierających już szkodliwy kod. Przestępcy nie ograniczali się jedynie do tego. Umieszczali na YouTube filmy z recenzjami, które miały zachęcić internautów do instalowania szkodliwych aplikacji.
      Jak informuje Google, twórcy Breada działali dla korzyści finansowych. Pierwsze wersje ich szkodliwego kodu miały za zadanie wysyłać SMS-y premium, z których przestępcy czerpali korzyści. Gdy Google zaostrzył reguły dotyczące korzystania przez androidowe aplikacje z SMS-ów, przestępcy przerzucili się na WAP fraud. Telefon ofiary łączył się za pomocą protokołu WAP i dokonywał opłat, którymi obciążany był rachunek telefoniczny. Ten typ ataku był popularny na na przełomie pierwszego i drugiego dziesięciolecia bieżącego wieku. Później praktycznie przestał być stosowany. Nagle, w roku 2017, wystąpił prawdziwy wysyp szkodliwego kodu, który znowu korzystał z tej techniki. Jak twierdzi Google, twórcy Breada byli najbardziej upartą i wytrwałą grupą przestępczą, która używała WAP fraud.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Francuski urząd ds. konkurencji nałożył na Google'a grzywnę w wysokości 150 milionów euro. Koncern został ukarany za zachowania antykonkurencyjne oraz niejasne zasady Google Ads.
      Google naruszył swoją dominującą pozycję na rynku reklamy w wyszukiwarkach poprzez niejasne i trudne do zrozumienia zasady korzystania z platformy Google Ads oraz zastosowanie ich w sposób nieuczciwy i przypadkowy, stwierdzili urzędnicy. Na amerykańską firmę nałożono obowiązek wyjaśnienia zasad działania Google Ads i właściwego uzyskania zgody użytkowników na prezentowanie im spersonalizowanych reklam. Firma ma również przedstawić jasne procedury zawieszania kont oraz opracować procedury informowania, zapobiegania, wykrywania i postępowania w razie wykrycia naruszenia regulaminu Google Ads.
      Przedstawiciele koncernu zapowiedzieli, że odwołają się od decyzji.
      Wiele europejskich krajów bacznie przygląda się działalności amerykańskich gigantów IT. Firmy takie jak Google, Facebook, Apple czy Amazon są wielokrotnie krytykowane za płacenie zbyt niskich podatków. Nie dalej jak we wrześniu bieżącego roku Google porozumiał się z władzami Francji i zgodził się zapłacić niemal miliard euro grzywny w ramach ugody w sprawie do oszustwa podatkowe. Z kolei w styczniu bieżącego roku francuski urząd odpowiedzialny za ochronę danych ukarał koncern grzywną w wysokości 50 milionów euro za naruszenie europejskich przepisów dotyczących prywatności.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prokuratorzy generalni 48 amerykańskich stanów, Dystryktu Kolumbii oraz Puerto Rico dołączyli do śledztwa w sprawie możliwego naruszenia przepisów antymonopolowych przez Google'a, oświadczył lider grupy, Ken Paxton, prokurator generalny stanu Teksas. W śledztwie nie biorą udziału prokuratorzy Kalifornii i Alabamy.
      Gdy nie ma już wolnego rynku lub konkurencji, dochodzi do wzrostu cen, nawet jeśli coś jest reklamowane jako darmowe, a to szkodzi konsumentom, mówi prokurator generalna Florydy, Ashley Moody. Czy coś jest naprawdę bezpłatne, jeśli oddajemy za to coraz więcej informacji osobistych. Czy coś jest naprawdę wolne, jeśli ceny reklamy internetowej idą w górę, bo są pod kontrolą jednej firmy?.
      Śledztwo w sprawie postępowania Gooogle'a nie jest jedynym, jakie ostatnio rozpoczęło się w USA w sprawie gigantów rynku IT. Kilka dni wcześniej prokuratorzy generalni siedmiu stanów oraz Dystryktu Kolumbii rozpoczęli, pod przewodnictwem prokurator generalnej stanu Nowy Jork, Letitii James, śledztwo w sprawie działań Facebooka. Niewykluczone, że oba śledztwa będą koordynowane.
      Po ogłoszeniu decyzji prokuratorów akcje konglomeratu Alphabet, którego Google jest najważniejszą częścią, spadły o 0,9%. Rzecznik prasowy Google'a poinformował, że firma otrzymała z Departamentu Sprawiedliwości prośbę o informację na temat swoich praktyk biznesowych. Spodziewamy się, że podobne pytania będą zadawali prokuratorzy, przyznał rzecznik.
      Śledztwo rozpoczęte przez poszczególne stany to kolejny problem dla obu koncernów, które już borykają się ze śledztwami federalnymi.
      W lipcu Federalna Komisja Handlu (FTC) zatwierdziła ugodę z Facebookiem w ramach której gigant ma zapłacić rekordowe 5 miliardów dolarów grzywny oraz wypełnić szereg zaleceń nałożonych przez FTC. serwis społecznościowy zapłacił też 100 milionów dolarów grzywny w ramach ugody z Komisją Giełd (SEC).
      Z kolei Departament Sprawiedliwości prowadzi własne śledztwo przeciwko Google'owi. Prokuratorzy generalni oświadczyli zaś, że ich śledztwo będzie prowadzone niezależnie od śledztw federalnych organów władzy.
      Dotychczas akcje podejmowane przez władze federalne przeciwko Facebookowi czy Google'owi niczego nie zmieniały. Firmy płaciły spore grzywny, które jednak stanowiły niewielką część ich rocznych przychodów.
      Śledztwo antymonopolowe prowadzone przez prokuratorów stanowych ma inną wagę, niż śledztwa ws. prywatności, które dotychczas prowadziły władze federalne. Jeśli bowiem okaże się, że Facebook czy Google naruszyły przepisy antymonopolowe, można im nakazać zmiany algorytmów na bardziej przyjazne dla konkurencji czy nawet doprowadzić do podziału firmy.
      Doug Peterson, prokurator generalny Nebraski, mówi, że będzie współpracował zarówno z Departamentem Sprawiedliwości, jak i z władzami innych krajów. Bardzo znaczący jest fakt, że śledztwa w tej sprawie są też prowadzone w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Francji i Australii, stwierdza.
      Nie można też wykluczyć, że śledztwa przeciwko Google'owi i Facebookowi zostaną rozszerzone na Apple'a i Amazona.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...