Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Kałamarnica zatrzyma samochód

Recommended Posts

Specjaliści z amerykańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego opracowali interesujące urządzenie do bezpiecznego zatrzymywania pędzących pojazdów. Safe Quick Undercarriage Immobilization Device czyli SQUID (ang. kałamarnica) zostało zainspirowane wyglądem mieszkańca morskich głębin.

SQUID jest wielkości koła od samochodu. Wystarczy ułożyć go na drodze i odejść na bezpieczną odległość. Uzbrojenie urządzenia odbywa się przez radio, a więc można je uruchomić z dość dużej, bezpiecznej odległości. Gdy ścigany pojazd jest bardzo blisko urządzenia, na sygnał radiowy jest w nim odpalany pojemnik z gazem, który powoduje wysunięcie się kilku długich ramion z czujnikami. Gdy wykryją one ciepło przejeżdżającego pojazdu, z korpusu SQUIDa wysuwają się liczne, lepkie ramiona, które przyczepiają się najpierw do opon pojazdu, a po chwili oblepiają jego podwozie. Ramiona odrywają się od bazy i ściśle okręcają elementy napędzające koła samochodu. Są one elastyczne, a wywierane przez nie siły są tak duże, że po około 250 metrach pojazd zatrzymuje się.

Podczas testów wykazano, że urządzenie jest w stanie zatrzymać furgonetkę jadącą z prędkością ponad 50 kilometrów na godzinę.

Zanim SQUID trafi na wyposażenie drogówki, musi udowodnić, że potrafi zatrzymać 2,5-tonowy samochód pędzący 200 km/h. Twórcy urządzenia wierzą, że uda się to osiągnąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obawiałbym się utraty przyczepności zatrzymywanego samochodu. W ten sposób można narobić naprawdę dużo szkód.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego utraty przyczepności? Po prostu pasy spowodują coraz większe opory, aż silnik sobie nie poradzi. Myślę, że to bardziej bezpieczne, niż taranowanie, przestrzeliwanie opon czy układanie kolczatki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co w sytuacji, jeżeli taki pas wkręci się pomiędzy oponę i podłoże albo zablokuje tylko jedno koło na danej osi?

 

Osobiście uważam, że lepszym rozwiązaniem byłby jakiś rodzaj siatki ustawianej w taki sposób, w jaki ustawia się policyjne barierki np. na demonstracjach. Najeżdżając na przeszkodę, samochód sam dociskałby ją do ziemi, a siatka (mogłaby być kilkuwarstwowa, żeby spowalniać auto nieco delikatniej) zatrzymywałaby auto.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przecież tu chodzi o szybkie i proste ustawienie przeszkody. Jeśli chciałbyś ustawiać siatkę, która w jakiś sposób "łapałaby" samochód, to przede wszystkim musiałbyś ją jakoś umocować do podłoża. Czyli, najpewniej, przeprowadzić kilkugodzinne roboty ziemne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale dlaczego? Taka barierka byłaby utrzymywana na drodze przez docisk związany z masą samochodu :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fakt, najechanie na taką mackę mogłoby zaskoczyć kierowcę i mogłby stracić panowanie nad kierownicą nawet na ułamek sekundy, co przy prędkości ucieczki 150-200 km/h mogłoby skończyć się dachowaniem lub drzewem.

 

Szkoda, że nie inwestują bardziej w technologię EMP:

http://www.freepatentsonline.com/7111559.html

http://www.freepatentsonline.com/5293527.html

http://www.freepatentsonline.com/5952600.html

http://www.freepatentsonline.com/6371000.html

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Kałamarnica" to całkiem ciekawy pomysł, ja bym się jednak zastanowił także nad nieco innymi rozwiązaniami np gigantyczna poduszka w kształcie litery V nadmuchiwana w ułamku sekundy, wystrzeliwane spadochrony które przyczepiając się do pojazdu spowalniały go, lina typu bungee wystrzeliwana w tył pojazdu, super lepka substancja rozkładana na drodze w postaci dywanu - taki lep na muchy :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podoba mi się pomysł z lepem :) Mógłby to być np. jakiś gęsty żel albo pianka wylewana ze zbiornika pod ciśnieniem. Podobny pomysł prezentowano kiedyś jako sposób na obezwładnienie demonstrantów, więc gdyby zmieniło się właściwości takiej pianki, pewnie dałoby radę ją dostosować do zatrzymywania samochodów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co zrobisz, jeżeli kierowca ma rozrusznik serca?

 

Fakt, ryzyko istnieje, ale nowoczesne rozruszniki posiadają odpowiednie filtry ("feed-through") i osłonę. Jakoś telefony komórkowe, bramki na lotniskach, NMR, bramki antykradzieżowe, włączanie świetlówki ich nie zabijają. Poza tym chassis pojazdu zadziałałby w pewnym stopniu jak klatka Faradaya.

 

Co do spadochronów, to linki równie dobrze mogą się wkręcić w koła. Zaś lep nie wiem czy by wyhamował pędzący pojazd - wymagałoby to rozlania tego na dość znacznym odcinku drogi. Z drugiej strony istnieje potrzeba usunięcia tego w sensownym czasie (naturalnie bez zbędnych chemikaliów rozlewanych po ulicy). Korzystając z pomysłu lepu/galarety/szybkorosnącej pianki, to może celny strzał ze specjalnej broni takim lepem zamkniętym np. w czymś w rodzaju pocisku do paintballa (oczywiście odpowiednio większym) w rurę wydechową, co doprowadziłoby do zadławienia silnika. Inny pomysł, to silny elektromagnes w bocznej linii pojazdu policyjnego, który łączyłby dwa pojazdy i pozwolił wyhamować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Fakt, ryzyko istnieje, ale nowoczesne rozruszniki posiadają odpowiednie filtry ("feed-through") i osłonę. Jakoś telefony komórkowe, bramki na lotniskach, NMR, bramki antykradzieżowe, włączanie świetlówki ich nie zabijają.

Ale sam przyznasz, że wytwarzają one znacznie słabsze promieniowanie. Poza tym nie wszyscy noszą nowoczesne rozruszniki

Poza tym chassis pojazdu zadziałałby w pewnym stopniu jak klatka Faradaya.

Zgadza się, ale jeżeli chcemy wysłać promieniowanie tak silne, by ogłupić chip silnika i/lub komputer pokładowy, które też znajdują się wewnątrz klatki, to może to być (przynajmniej według mnie) niebezpieczne.

 

Co do lepu - faktycznie, usuwanie go z drogi może być problemem. Z drugiej jednak strony, nie wierzę, żeby nie dało się stworzyć materiału, który schodziłby łatwo np. pod wpływem ciepłej wody. Tak działają przecież niektóre powłoki antygrafficiarskie - są niemal tak twarde, jak lakier, ale po spłukaniu ciepłą wodą momentalnie zamieniają się w ciecz i spływają razem z farbą ze spreju. Na pewno wymagałoby to badań, ale kto wie, może komuś się uda? :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadza się, ale jeżeli chcemy wysłać promieniowanie tak silne, by ogłupić chip silnika i/lub komputer pokładowy, które też znajdują się wewnątrz klatki, to może to być (przynajmniej według mnie) niebezpieczne.

 

To też mnie zastanawia, bo do wyładowania dochodzi w miejscu wstrzelenia takiego haka lub w przypadku najechania na urządzenie, poprzez pasek zwierający z podwoziem. Ciekawi mnie co dzieje się w takiej sytuacji np. z aparatem cyfrowym, telefonem komórkowym czy laptopem w takim pojeździe. Myślę, że bardziej niż samo wyładowanie elektromagnetyczne odgrywa rolę w tym przypadku wysłanie silnego impulsu elektrycznego po masie pojazdu i w ten sposób wygaszenie zapłonu lub uszkodzenie komputera pokładowego, bo gdyby chodziło tylko o impuls EM, to przecież urządzenie nie musiałoby mieć żadnego kontaktu z pojazdem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Aplikacja SQUID, lider branży media-tech, na której możecie czytać też KopalnięWiedzy, została wybrana przez Huawei na dostawcę usług newsowych. Usługi te dostępne będą w smartfonach marki Huawei we wszystkich krajach europejskich, a Huawei Assistant jest już dostępny do pobrania z Huawei AppGallery.
      Usługi newsowe dostarczane przez SQUID będą dostępne w przeglądarce Browser oraz Huawei Assistant. Huawei Assistant jest widoczny w momencie kiedy użytkownik przesunie ekran smartfona w prawą stronę (-1 screen). Użytkownikom Huawei Browser i  Huawei Assistant zostanie wyświetlony rekomendowany feed z informacjami dostępnymi spośród wielu różnych kategorii tematycznych pochodzącymi od wielu wydawców. Huawei Browser można pobrać z  HUAWEI AppGallery. Huawei Assistant będzie dostępny w nowych modelach telefonów Huawei, ale wersję testową można pobrać tutaj.
      Jesteśmy bardzo podekscytowani faktem, że Huawei wybrał nas jako partnera dostarczającego kontent newsowy do smartfonów marki Huawei. Naszym celem jest inspirowanie młodych ludzi to czytania wysokiej jakości kontentu, jednocześnie umożliwiamy wydawcom zaangażowanym w ten projekt zwiększanie ruchu mobilnego, oraz dywersyfikowanie przychodów reklamowych, mówi Johan Othelius, CEO i założyciel aplikacji SQUID.
      Aplikacja SQUID dostarcza użytkownikom smartfonów Huawei kontent informacyjny w wielu wersjach językowych oraz umożliwia precyzyjne personalizowanie newsów. Misją aplikacji SQUID jest umożliwienie Millennialsom łatwego dostępu do informacji pochodzących ze zweryfikowanych i wiarygodnych źródeł.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Parkując samochód na zewnątrz, zwłaszcza w okolicy, gdzie występują wiewiórki, warto od czasu do czasu zapobiegawczo zajrzeć pod maskę. Przekonała się o tym Holly Persic z Pensylwanii, która wybrawszy się autem do biblioteki, poczuła swąd spalenizny i miała wrażenie, że SUV wydaje dziwne dźwięki. Kobieta zadzwoniła do męża, który poradził jej, by zajrzała pod maskę. Okazało się, że w środku znajduje się cała masa orzechów czarnych i trawy - jednym słowem, wiewiórcze zapasy na zimę.
      Wyjęcie ponad 200 orzechów zajęło prawie godzinę. Później małżonkowie pojechali do warsztatu. Tam po rozmontowaniu podwozia udało się wyjąć resztę orzechów (dobre pół wiaderka). Te, które leżały na bloku cylindrów, były czarne i miały charakterystyczną woń spalenizny - opowiada Chris Persic. Na szczęście nie doszło do jakichś poważniejszych uszkodzeń.
      Skarb spod maski wyjaśnił, co się stało z orzechami, które spadły z dużego drzewa. Na ziemi nie pozostało ich za dużo, a Chris zachodził ostatnio w głowę, gdzie się podziały...

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Brytyjska policja wykorzystuje specjalny algorytm, który informuje śledczych, które sprawy można rozwiązać. Okazało się, że jednostki, które korzystają z tego algorytmu, prowadzą śledztwa w mniej niż połowie spraw, jakie do nich trafiają. Reszta jest od razu umarzana, gdyż algorytm stwierdza, że i tak nie uda się ich rozwiązać.
      Stosowanie algorytmu oszczędza czas i pieniądze, ale rodzi obawy o to, że policja w ogóle nie zajmuje się sprawami, które – wbrew temu co stwierdził algorytm – można by rozwiązać.
      Obecnie algorytm używany jest wyłącznie w przypadku bójek i innych zakłóceń porządku publicznego, jednak niewykluczone, że w przyszłości będzie stosowany też do innych rodzajów przestępstw.
      Zwykle, gdy policja dowiaduje się o przestępstwie, na miejsce wysyłani są śledczy, którzy zbierają dane i na ich podstawie, opierając się na własnym doświadczeniu, decydują, czy dalej prowadzić sprawę. Jednak w ostatnich latach wskutek zmian w sposobie raportowania, brytyjska policja ma do czynienia ze znacznie większą liczbą zgłaszanych przestępstw.
      Stąd też pomysł na wykorzystanie Evidence Based Investigation Tool (EBIT), algorytmu, który ocenia prawdopodobieństwo rozwiązania sprawy. Jest on od roku używany przez policję z Kent, gdzie pobicia i zakłócenia porządku publicznego stanowią około 30% zgłaszanych przestępstw.
      Jak informuje sama policja, przed wprowadzeniem EBIT funkcjonariusze prowadzili śledztwa w około 75% zgłaszanych spraw. Od czasu gdy używają EBIT odsetek prowadzonych śledztw spadł do 40%. Policjanci chcieliby prowadzić śledztwo w każdej sprawie i złapać sprawcę. Jeśli jednak analiza możliwości rozwiązania sprawy wskazuje, że śledztwo nie ma szans powodzenia, może lepiej użyć zasobów w innych, bardziej obiecujących, śledztwach, mówi Ben Linton z Metropolitan Police.
      Autorem EBIT jest Kent McFadzien z University of Cambridge. Trenował on swój program na próbce tysięcy napadów i zakłóceń porządku publicznego. Zidentyfikował osiem czynników decydujących o tym, czy sprawa może zostać rozwiązana, takich jak np. obecność świadków, nagrań z kamer przemysłowych czy znajomość nazwiska potencjalnego przestępcy. Jednak, jako że czynniki takie mogą się zmieniać, EBIT każdego dnia umieszcza w spisie spraw możliwych do rozwiązania jedną lub dwie takie sprawy, których rozwiązanie ocenia jako mało prawdopodobne. Policjanci nie wiedzą, które to sprawy, gdyż algorytm nie informuje ich o szczegółowej ocenie, wymienia tylko sprawy możliwe do rozwiązania. W ten sposób algorytm jest ciągle testowany i trenowany.
      Istnieją jednak obawy, że jako iż EBIT jest trenowany na już zakończonych śledztwach, pojawiające się błędy mogą być w nim wzmacniane. Jeśli na przykład w jakimś regionie nie ma kamer przemysłowych, algorytm może uznawać sprawy z tego regionu za trudne lub niemożliwe do rozwiązania, przez co mieszkańcy regionu będą poszkodowani, gdyż policja nie zajmie się przestępstwami mającymi tam miejsce.
      Jeśli trenujemy algorytm na historycznych danych dotyczących aresztowań i zgłoszeń przestępstw, wszelkie odchylenia i dysproporcje będą trafiały do algorytmu, który będzie się ich uczył i je wzmacniał, ostrzega Joshua Loftus z Uniwersytetu Stanforda.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ujęcie seryjnego mordercy nazwanego przez prasę Golden State Killer pokazało, jak przydatnymi narzędziami w rękach policji mogą być ogólnodostępne bazy danych genealogicznych, w których obywatele dobrowolnie pozostawiają próbki DNA. Teraz analizy przeprowadzone przez naukowców wykazały, że już za kilka lat – przynajmniej w USA – przed śledczymi nie ukryje się nikt, kto pozostawił na miejscu przestępstwa swój ślad genetyczny.
      Jeśli jesteś biały, mieszkasz w USA i twój daleki krewny korzysta z serwisów genealogicznych, to istnieje olbrzymie prawdopodobieństwo, że policja zidentyfikuje cię dzięki kodowi genetycznemu. Badania przeprowadzone właśnie przez naukowców z Columbia University wykazały, że wykorzystując próbkę DNA daleko spokrewnionej osoby i z grubsza szacując wiek poszukiwanego przestępcy, policja już teraz jest w stanie zawęzić krąg podejrzanych do mniej niż 20 osób. A wszystko to dzięki bazie danych zawierających kod genetyczny zaledwie 1,3 miliona osób.
      Wykorzystanie takiej metody pozwala w tej chwili na identyfikację około 60% białych Amerykanów, nawet jeśli oni sami nigdy nie udostępnili swojego DNA. Za kilka lat będzie tak można zidentyfikować każdego, mówi Yaniv Erlich, genetyk c Columbia Univeristy.
      Naukowcy postanowili bliżej przyjrzeć się tej metodzie po tym, jak policja wykorzystała ją do złapania seryjnego mordercy, który działał w latach 70. i 80. DNA pozostawione przez niego na miejscach zbrodni zostało porównane z bazą danych GEDmatch. To bezpłatny serwis, zawierający dane o mniej niż milionie osób, do którego każdy może przesłać próbkę, a firmy takie jak 23andMe przeanalizują DNA i określą krąg spokrewnionych osób, które również przesłały próbki.
      W całej tej sprawie najbardziej niezwykły jest fakt, że schwytany morderca był bardzo daleko spokrewniony z osobami, których DNA znajdowało się w bazie. Na tyle daleko, że najprawdopodobniej się nie znali. Otóż Golden State Killer i osoby, których DNA było w przeszukanej bazie mieli tych samych prapradziadków. Pradziadkowie byli inni, dziadkowie byli inni, rodzice też byli inni. Do tych informacji wystarczyło dodać szacowany wiek mordercy i miejsca popełnienia przestępstw, by znacząco zawęzić krąg poszukiwanych.
      Naukowcy szybko zaczęli zastanawiać się, jak wiele osób o nieznanym DNA można zidentyfikować za pomocą takich serwisów. W tym celu Erlich i jego zespół przyjrzeli się bazie MyHeritage, która zawiera 1,28 miliona profili DNA. Analiza wykazała, że jeśli mieszkasz w USA, a twoi przodkowie pochodzą z Europy, to istnieje 60% szans, że osoba, z którą masz wspólnych prapradziadków lub jesteście bliżej spokrewnieni, dostarczyła swój profil genetyczny do MyHeritage. Dla osoby, której przodkowie pochodzą z Afryki Subsaharyjskiej odsetek ten spada do 40%.
      Erlich postanowił też sprawdzić, jaka jest szansa, że w takiej sytuacji policja zidentyfikuje cię podobnie, jak Golden State Killera. Okazało się, że dodając do informacji genetycznej takie dane jak szacunkowa ocena wieku i prawdopodobna lokalizacja geograficzna można zmniejszyć początkową pulę 850 osób do zaledwie 17 podejrzanych.
      GEDmatch, dzięki której policja znalazła mordercę, zawiera DNA około 0,5% dorosłej populacji USA. Gdy odsetek ten wzrośnie do 2% dzięki tej bazie będzie można zidentyfikować ponad 90% osób mających europejskie korzenie. To zaskakujące, jak niewielka musi być ta baza, mówi genetyk Noah Rosenberg z Uniwersytetu Stanforda.
      Co więcej, połączenie baz policyjnych z ogólnodostępnymi może dać jeszcze lepsze wyniki. Jak donosi najnowszy numer Cell, analizy wykazały, że ponad 30% osób, których profil DNA znauduje się w policyjnej bazie danych, można skojarzyć z ich krewnymi z komercyjnych baz danych. Jakby jeszcze tego było mało, dodatkowe łączne analizy danych zawartych w obu typach baz pozwalają ujawnić szczegóły wyglądu podejrzanego lub jego krewnych, jak kolor oczu czy przebyte choroby. Z tymi bazami można zrobić więcej, niż się powszechnie uważa,  mówi Rosenberg.
      Uczeni zwracają uwagę, że takie analizy, które są pocieszające z punktu widzenia pracy policji, mogą jednak stanowić zagrożenie dla prywatności. Rozwiązaniem może być np. przesyłanie serwisom genealogicznym swoich danych DNA w formie zaszyfrowanej. Wówczas policja mogłaby z nich korzystać tylko we współpracy z danym serwisem, a zatem za zgodą sądu. Erlich uważa też, że USA powinny zmienić prawo dotyczące prywatności osób zgłaszających się na ochotnika do badań naukowych.
      Teoretycznie osoby takie powinny być trudne do zidentyfikowana. jednak Erlich wykorzystał bazę GEDmatach do zidentyfikowania anonimowej kobiety, która dostarczyła swoją próbkę naukowcom. Jej dane zostały zanonimizowane przez instytucję badawczą, jednak kobieta korzystała też z serwisów genealogicznych, a tam dane nie są anonimowe. Zatem ktoś, kto działa w złej wierze i ma dostęp do próbek w instytucjach naukowych, może pokusić się o identyfikację osób biorących udział w badaniach.
      Być może rozwiązaniem byłoby przyjęcie przez Kongres przepisów ograniczających policji możliwość korzystania z danych genealogicznych. Użycie takich baz byłoby uzasadnione w przypadkach poważnych przestępstw jak morderstwo, ale już nie w drobnych sprawach.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naturalne drgania samochodu sprawiają, że ludzie stają się coraz bardziej senni. Wpływa to na koncentrację i czujność już po kwadransie za kierownicą.
      Zważywszy, że ok. 20% śmiertelnych wypadków ma związek ze zmęczeniem kierowcy, naukowcy z RMIT University w Melbourne liczą, że ich wyniki zostaną wykorzystane przez producentów samochodów do opracowania foteli wspomagających czujność.
      Prof. Stephen Robinson podkreśla, że dotąd nie rozumiano dokładnie wpływu drgań na kierowców (coraz więcej dowodów wskazywało jednak, że wibracje przyczyniają się do senności).
      Odkryliśmy, że delikatne drgania fotela podczas jazdy usypiają mózg i ciało. Nasze badanie pokazuje, że stałe wibracje o niskiej częstotliwości, czyli takie, jakich doświadczamy, prowadząc samochód czy ciężarówkę, stopniowo powodują senność nawet u osób, które są wypoczęte i zdrowe. Po 15 min [...] senność zaczyna działać. Po 30 min ma już znaczący wpływ na zdolność zachowania koncentracji i czujności.
      W eksperymentach Robinsona i prof. Mohammada Farda wzięło udział 15 ochotników. Przechodzili oni symulację monotonnej jazdy po 2-pasmowej autostradzie. Symulator ustawiano na platformie, która może drgać z różną częstotliwością. Badani przechodzili 2 testy. Raz częstotliwość drgań była niska (4-7 Hz), a raz drgań w ogóle nie było.
      Zmęczenie wywoływane przez drgania psychologicznie i fizjologicznie utrudnia wykonanie zadań, dlatego układ nerwowy musi to kompensować (pojawiają się np. zmiany tętna). Badając zmienność rytmu zatokowego (ang. heart rate variability, HRV), naukowcy mogli więc obiektywnie zmierzyć, jak bardzo ktoś czuł się senny w danym momencie godzinnego testu.
      Okazało się, że objawy senności pojawiają się w ciągu kwadransa. Po 30 min senność jest już znacząca (trzeba sporego wysiłku, by podtrzymać czujność i formę poznawczą). Zmęczenie narasta przez godzinę, osiągając szczyt po 60 min.
      Fard podkreśla, że dzięki większej próbie w przyszłości powinno się udać określić, jak wiek może wpływać na czyjąś podatność na senność wywołaną drganiami. Interesują nas też potencjalne oddziaływania problemów zdrowotnych, np. bezdechu sennego.
      Nasze badania sugerują także, że drgania w pewnych częstotliwościach mają odwrotne działanie i mogą podtrzymywać czujność. Chcemy więc przetestować większy zakres częstotliwości [...].

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...