Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Fałszerz, który zdecydował się rozprowadzać wśród wikingów fałszywe miecze, musiał być nie lada śmiałkiem. Z drugiej strony, nie ryzykował aż tak bardzo, ponieważ różnica stawała się widoczna, a właściwie wyczuwalna, dopiero w bitwie. Podrabiany oręż rozpadał się w niwecz, podczas gdy oryginalne wyroby sprawują się doskonale po dziś dzień.

Dr Alan Williams, archeometalurg i konsultant Kolekcji Wallace'a, londyńskiego muzeum mogącego się poszczycić jedną z największych kolekcji broni starożytnej na świecie, od jakiegoś czasu zastanawiał się, skąd takie różnice w jakości, skoro wszystkie miecze Skandynawów były sygnowane przez niejakiego Ulfberhta. W rozwiązaniu zagadki pomógł mu Tony Fry, badacz z Narodowego Laboratorium Fizycznego.

Podpis mistrza widniał zawsze w pobliżu rękojeści. Ponieważ jedne miecze zachowały się w całości, a inne znajdowano w częściach na polach bitew lub grobach, było jasne, że musiały się czymś różnić. Gdy klient brał je do ręki, oba zachwycały ostrością klingi, lecz jeden nie sprawdzał się w warunkach bojowych. Czemu?

Wykonano je z różnych rodzajów metalu. Podróbki wykuto w Europie Północnej z miejscowego żelaza, a dzieła mistrza powstały ze sprowadzanej w sztabkach irańskiej i afgańskiej stali. Oryginalne miecze Ulfberhta zawierały nieprawdopodobnie dużo węgla: 3-krotnie więcej od fałszywych i tylko o połowę mniej od współczesnej broni białej.

Podróbki produkowano przy zastosowaniu zaawansowanych jak na owe czasy technik metalurgicznych. Naśladowca (lub naśladowcy) uciekał się do hartowania. Zanurzanie rozpalonej do czerwoności klingi w zimnej wodzie zapewniało odpowiednią ostrość, ale miało też jedną poważną wadę: skutkowało łamliwością.

Techniki pozyskiwania broni zmieniły się, gdy w XI wieku Rosjanie zablokowali szlaki handlowe ze Wschodem i nie można już było importować stali. Prawdziwe miecze Ulfberhta znajdowano najczęściej w rzekach, ale Williams nie sądzi, że były to rytualne ofiary. Bardziej prawdopodobna jest, wg niego, zupełnie inna wersja wydarzeń. Ponieważ broń leżała na dnie w pobliżu dawnych osad, została zapewne zgubiona przez wracającego po pijanemu do domu żołnierza, który wpadał do wody i wydostawał się stamtąd, tyle że już bez oręża.

Testy wykazały, że wiele mieczy Ulfberhta ze znanych kolekcji na całym świecie to podróbki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwaj detektoryści niezależnie od siebie znaleźli w norweskim Stavanger trzy fragmenty tego samego spektakularnie ozdobionego miecza wikingów. Najbliższe porównywalne znalezisko pochodzi ze szkockiej wyspy Eigg, oddalonej od Stavanger o ponad 700 kilometrów. Szkocki miecz odkryto w grobie z IX wieku.
      Obszar Jåttå/Gausel, gdzie znaleziono miecz, jest znany z grobu tzw. „królowej z Gausel”. Ten odkryty w 1883 roku grobowiec jest jednym z najbardziej bogato wyposażonych grobów wikińskiej kobiety.
      Znalezione obecnie fragmenty rękojeści stanowiły część jednego z najbardziej ozdobnych i najcięższych mieczy epoki wikingów. Ostrza nie odnaleziono, ale rękojeść ma unikatowe zdobienia ze złota i srebra oraz ozdobne szczegóły, których nie zauważono nigdy wcześniej.
      Zabytkiem zajmują się teraz konserwatorzy. Wciąż trudno jest dostrzec wszystkie elementy zdobień, ale już teraz widać złocenia z elementami animalistycznymi, typowymi dla epoki wikingów. Konserwatorzy zauważyli też motyw geometryczne pokryte srebrem, wykonane techniką niello. Obu końcom jelca nadano formę zwierzęcych głów.
      Techniki wykonania są bardzo wysokiej jakości, bogate zdobienia i skomplikowane wzory, a przede wszystkim specjalne ukształtowanie jelca czynią to znalezisko naprawdę unikatowym, stwierdza archeolog Zanette Glørstad.
      Dotychczas w Norwegii znaleziono pojedyncze podobne miecze. Znajduje się również w pozostałych częściach Europy. Dlatego też specjaliści sądzą, że były importowane, chociaż nie można wykluczyć, że jakiś zręczny norweski rzemieślnik potrafił je kopiować. Jednak zdobienia sugerują, że powstał w Anglii lub Francji i można go datować na początek IX wieku, podobnie jak miecz z Eigg, dodaje Glørstad.
      Tak spektakularne znalezisko na obszarze, gdzie wcześniej pochowano „królową z Gusel” wzmacnia hipotezę, że region ten był ważnym punktem kontaktów międzynarodowych na Morzu Północnym.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osadnicy ze Skandynawii żyli na południu Grenlandii przez ponad 450 lat. Nagle, w XV wieku całe osadnictwo zniknęło. Naukowcy wymieniali wiele możliwych przyczyn tego zjawiska, od spadających temperatur przez zarazę po złe zarządzanie zasobami. Teraz odkryto dodatkowy czynnik, którzy mógł spowodować porzucenie grenlandzkich osad – suszę.
      Według islandzkich sag około roku 985 Eryk Rudy popłynął za zachód i zapoczątkował osadnictwo na południu Grenlandii. W szczytowym okresie rozwoju miało tam żyć około 3000 rolników. Boyang Zhao, paleoklimatolog z University of Massachusetts, chciał dowiedzieć się, z jakim klimatem mieli do czynienia osadnicy w latach 985–1450. Zhao i jego zespół przeanalizowali osady z dna Jeziora 578 na południu Grenlandii, w rejonie znanym jako Osiedle Wschodnie. Przy jeziorze znajdują się szczątki dawnej farmy, a na całym tym obszarze istniały największe farmy Osiedla Wschodniego.
      Osiedle Wschodnie powstało w 985 roku. Rozprzestrzeniło się ono na okolice fiordów na południe i południowy-zachód od dzisiejszego Narsarsuaq. Osadnicy utrzymywali się głównie dzięki hodowli zwierząt, a szacowana populacja w tamtych okolicach sięgnęła w szczycie 2000 osób.
      Już w ubiegłym roku uczeni wykazali, że biochemia bakterii z jeziornych osadów zmieniała się w reakcji na temperatury. Teraz datowali poszczególne mikroorganizmy, by odtworzyć przeszłe temperatury. Mimo, że się one zmieniały, naukowcy nie zauważyli długotrwałego trendu spadku temperatur. Gdy zobaczyłem wyniki, byłem zdziwiony, mówi Zhao. Od dawna bowiem mówiono, że główną przyczyną porzucenia osad był spadek temperatur, który znacząco utrudniał hodowlę zwierząt, co z kolei wymusiło wyprowadzkę rolników z Grenlandii.
      Uczeni przyjrzeli się więc izotopom wodoru obecnym w szczątkach roślin w osadach dennych jeziora. Gdy jest sucho i rośliny tracą wodę, w ich liściach pojawia się więcej deuteru. I mierząc właśnie poziom tego izotopu naukowcy odkryli, że w czasie nordyckiego osadnictwa, klimat Grenlandii stawał się coraz bardziej suchy. Cały region doświadczał coraz większej suszy, której szczyt przypadł na XVI wiek. W suchym klimacie doszło do znacznego zredukowania ilości dostępnej trawy, która była niezbędna do utrzymania stad zwierząt, szczególnie w czasie zimy. To zaś zbiega się ze zmianą diety u osadników. Doszliśmy do wniosku, że coraz bardziej suchy klimat odegrał większą rolę w opuszczeniu Osiedla Wschodniego niż zmiany temperatury, czytamy w artykule opublikowanym na łamach Science Advances.
      Trzeba też zauważyć, że osadnicy próbowali dostosować się do zmieniających się warunków. Mamy dowody, że w coraz większym stopniu polegali na rybach i owocach morza. Niewykluczone też, że do upadku osad mogło przyczynić się jedno ze źródeł ich bogactwa, kły morsów. Osadnicy podejmowali niebezpieczne podróże na północ, by polować na morsy i sprzedawać ich kły na europejskich rynkach. Kły były źródłem bogactwa elit z Grenlandii. Jednak odciąganie części osadników od bezpośrednich prac przy pozyskiwaniu żywności mogło, w coraz bardziej pogarszających się warunkach, przyczynić się do upadku osadnictwa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z NCBJ przeprowadzili analizy fizykochemiczne srebrnej biżuterii słowiańskiej wykonanej z użyciem techniki granulacji i filigranu. Dzięki badaniom udało się prześledzić procesy i techniki lutowania artefaktów wchodzących w skład skarbów, będących elementem tradycji wikińskiej. Polska kolekcja muzealna znalezisk typu skarby wczesnośredniowieczne stanowi drugi co do wielkości zbiór na świecie.
      Naukowcy z Narodowego Centrum Badań Jądrowych, we współpracy z badaczami z różnych dziedzin, pracują nad archeometrycznym opracowaniem zabytków wczesnośredniowiecznych, wykonanych ze stopów srebra. Skupiają się nad badaniem pochodzenia i sposobu wykonania zabytków wchodzących w skład skarbów. Skarby to depozyty srebra – monety, sztabki i ozdoby, często w formie siekanej, składane w naczyniu w ziemi. Jest to tradycja zaczerpnięta z kultury i wierzeń Wikingów. Obecnie w Polsce odnaleziono i zainwentaryzowano w muzeach około 600 skarbów i cały czas ich przybywa.
      Jest to materiał liczniejszy od odnalezionego dotychczas w Skandynawii lądowej, przy czym na Gotlandii, zwanej wyspą skarbów, liczebność odnalezionych skarbów wynosi 800 sztuk. Zjawisko chowania skarbów występuje również na terenie dawnej Rusi Kijowskiej, która była, podobnie jak tereny władztwa wczesnopiastowskiego, związana z tradycjami i podbojami wikińskimi. W okresie kształtowania się państwa polskiego (900-1039) skarby, prócz ceramiki i śladów osadnictwa, stanowią unikalny materiał źródłowy dla historii. Brak jest z tego okresu cmentarzysk, które pojawiają się na terenie Polski dopiero wraz z ugruntowaniem się chrześcijaństwa. Brak jest również z tego okresu wystarczającej liczby źródeł pisanych. Toteż badanie dostępnego materiału archeologicznego, jakim są liczne skarby, ma za zadanie przybliżenie funkcjonowania gospodarki kruszcowej i rozchodzenia się myśli technologicznej podczas tworzenia się pierwszego władztwa Piastów.
      Jako element badań nad skarbami naukowcy z NCBJ wykonali analizy fizykochemiczne srebrnej biżuterii wykonanej z użyciem techniki granulacji i filigranu (małe granulki i tasiemki mocowane do bazy ozdoby) znalezionej na ziemiach w Wielkopolsce. Technika ta ma swoje źródła w sztuce bizantyjskiej, przejętej później przez złotników wielkomorawskich, a ozdoby znajdywane w skarbach wczesnośredniowiecznych są jej ostatnim przejawem kontynuacji. Badaniom poddano 5 wisiorków o księżycowym kształcie – tzw. Lunuli, pochodzących ze skarbu odnalezionego w latach 30-tych XX wieku w Obrze Nowej (miejscowości położonej między Wrocławiem a Poznaniem). Należą one do zbiorów Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie.
      Lunule stanowią element sztuki złotniczej, charakterystycznej dla obszarów wschodnich – dawnej Rusi Kijowskiej, i są związane z funkcjonowaniem horyzontu złotnictwa słowiańskiego. Do tej pory ozdoby wczesnośredniowieczne były rozważane głównie w kontekście typologicznym, a wstępne badania technologiczne serii ozdób (nie zawierającej fragmentów lunuli) pochodzących ze skarbów odnalezionych w Słuszkowie i Rajskowie (woj. wielkopolskie) oraz w Stojkowie (woj. zachodniopomorskie) opisano w 20191 na łamach czasopisma Archaeological and Anthropological Sciences. Badania obejmowały zabytki przynależne do trzech grup złotniczych: zachodniosłowiańskiej, post-morawskiej i skandynawskiej.
      Wykazały możliwość wyróżnienia dwóch typów lutowania ornamentu do powierzchni: fizycznego (z użyciem lutu metalicznego na bazie miedzi) – w przypadku grupy zachodniosłowiańskiej i chemicznego (z użyciem lutu chemicznego bazującego na różnych związkach miedzi ze znacznym stopniem utlenienia) – dla pozostałych grup. Badania pochodzenia surowca srebrowego, użytego do produkcji ozdób z trzech wspomnianych skarbów, z użyciem analizy stosunków izotopowych ołowiu, wskazują na dominację kruszcu azjatyckiego, pozyskanego z przetopu monet arabskich (dirhemów), będących licznym materiałem wchodzącym w skład skarbów, a pozyskiwanym poprzez wymianę handlową w dobie średniowiecza.
      W przypadku lunuli z Obry Nowej badacze, stosując szersze spektrum technik instrumentalnych, przyjrzeli się bliżej sposobowi lutowania, służącemu do przytwierdzenia zdobień (granulek i tasiemek) do powierzchni biżuterii. W badaniach tych, prócz typowych narzędzi mikroskopowych tj. skaningowej mikroskopii elektronowej z mikroanalizą rentgenowską i mikroskopii optycznej, wykorzystano spektroskopię mikro-Ramana i dyfrakcję rentgenowską.
      Badania potwierdziły wykorzystanie, jako głównego składnika lutów, związków na bazie miedzi z dodatkiem kleju żywicznego (co wynika z obecności węgla w obszarach lutowania). W miejscu łączenia granulek z bazą w widmach ramanowskich zarejestrowano sygnały od amorficznego węgla, podobnego do bitumenu. Naukowcy donoszą, że jest to pozostałość po termicznej obróbce kleju żywicznego, użytego jako formę mocowania/przyklejania malutkiego ornamentu do podłoża w procesie lutowania chemicznego. Obecność węgla została również potwierdzona przy użyciu dyfrakcji rentgenowskiej wykonanej dla próbki lutu.
      Ponadto obszary lutowania są utlenione, a innymi składnikami mieszaniny lutującej prócz miedzi są ołów, z dodatkiem cyny, cynku, wapnia, fosforu oraz krzemu. Składniki te rozlane są po całej powierzchni artefaktów. Jest to efekt lutowania w stosunkowo wysokiej temperaturze (do 800oC), aczkolwiek odkryto wytrącenia lutu wokół mocowanych ornamentów. Z obecności ołowiu wraz z wapniem, fosforem i alkaliami w mikro-obszarach lutowania, naukowcy wywnioskowali, iż do mieszaniny lutowniczej mogła być dodawana glejta (nieoczyszczony tlenek ołowiu), który jest formą uzyskiwaną m.in. w procesie rafinacji srebra. Złoża srebrowe często współwystępują z ołowiem i cynkiem. Dodatkowo ołów jest dodawany w procesie kupelacji do oczyszczania srebra. Wobec czego zawsze metalurgia srebra jest nierozerwalnie związana z metalurgią ołowiu, a jak wykazały badania również i w złotnictwie.
      Do tej pory nie rozpatrywano ołowiu jako składnika w procesie lutowania chemicznego, jego obecność pomijano, jako dodatek złożowy. Pewna ciekawostka, której naukowcy się dopatrzyli w trakcie badań wiąże się właśnie z użyciem glejty ołowianej, jako składnika mieszaniny lutującej. Nawiązuje ono bowiem do przepisu 11 zaczerpniętego z przewodnika po dawnym warsztacie złotniczym, zbioru receptur lutowniczych, z X Papirusu Lejdejskiego*. Dodanie niskotopliwego ołowiu do stopu srebra czy złota (znana są również antyczne złote ozdoby wykonane w technice granulacji, zaś receptury opisane w źródłach historycznych dotyczą lutowania złota, ale stosują się też do srebra) powoduje nadtopienie i zniekształcenia powierzchni w rejonie lutowanym – efekt ten również zaobserwowano na powierzchni lunul. Dodatkowo, zgodnie z przepisem wspomnianym w X Papirusie z Leiden oraz w recepturach opisywanych przez Pliniusza Starszego, dodatek miedzi oraz cyny w mieszance lutowniczej najprawdopodobniej wywodzi się ze stopów opartych na miedzi, takich jak brąz z domieszką cynku.
      Badania sposobu lutowania ornamentów na ozdobach wchodzących w skład skarbów stanowią duże wyzwanie dla warsztatu konwencjonalnych badań materiałowych – mówi kierownik projektu dr Ewelina Miśta-Jakubowska z NCBJ. Obecny skład zabytków jest efektem wielu przemian wtórnych, takich jak procesy korozyjne, a potem konserwacja, która często źle przeprowadzona wręcz uniemożliwia prowadzenie badań technologicznych w sposób nieniszczący. Już na etapie produkcji, mieszania surowców w procesie cieplnym, skład mieszaniny lutującej zmienia się względem produktów wyjściowych. Później skład chemiczny zostaje zmieniony „czasem” i konserwacją. W efekcie do badań mamy do dyspozycji zabytek charakteryzujący się znacznym stopniem niejednorodności strukturalnej i chemicznej. W interpretacji wyników badań nad sposobami lutowania granulatu i filigranu należy brać pod uwagę wszystkie te zmienne.
      Mimo trudności, przed którymi stają naukowcy zajmujący się wczesnośredniowiecznymi technikami złotnictwa, analiza składu lutu wykorzystywanego w takiej ornamentacji jest bardzo ważna. Jako, że ilość znalezisk rośnie, a liczba technik badawczych się wciąż poszerza, zyskujemy dużo materiału porównawczego. Dane te mogą być wykorzystane do prześledzenia przepływu technologii w tym okresie, a co za tym idzie odtworzenia elementu gospodarki kruszcowej w okresie formowania się polskiej państwowości. Wyniki przedstawione w niniejszej publikacji otwierają nowy rozdział w badaniach ornamentacji z wczesnośredniowiecznych skarbów polskich – dodaje dr Miśta.
      Naukowcy zapowiadają, że w przyszłości dane zostaną uzupełnione o badania izotopowe ołowiu, srebra i cyny, celem zaproponowania pochodzenia kruszcu, w tym ołowiu będącego składnikiem lutowania. Dalsze badania są realizowane m.in. we współpracy z Muzeum Narodowym w Szczecinie, Muzeum Narodowym w Kielcach, Muzeum Pierwszych Piastów oraz z laboratorium geochemicznym w Juniata Collegue w Stanach Zjednoczonych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ubiegłym roku donosiliśmy, że po raz pierwszy od ponad 100 lat norwescy archeolodzy wydobyli okręt wikingów, na którym pochowano władcę. Teraz Norweski Instytut Badań nad Dziedzictwem Kulturowym (NIKU) informuje, że w pobliżu okrętu znajduje się kilka długich domów, w tym jeden z największych, jakie kiedykolwiek znaleziono w Skandynawii.
      Odkrycia dokonano w Gjellestad, miejscowości o dużym znaczeniu w epoce żelaza i epoce wikingów. Odkrycie tych długich domów potwierdza, że Gjellestad było ważnym ośrodkiem, mówi doktorant Lars Gustavsen z NIKU.
      Dotychczas za pomocą georadaru zidentyfikowano pięć długich domów, z których jeden mierzył aż 60 metrów długości i 15 szerokości. Tymczasem długość typowego długiego domu z tego okresu wynosiła 20–30 metrów. Ten nowo odkryty był więc olbrzymi. Jako, że wielkość domu była powiązana z zamożnością właściciela, musiał w nim mieszkać ktoś znaczny.
      Nie wiemy, ile lat liczą sobie te domy i jakie funkcje pełniły. Wykopaliska i datowanie pozwolą nam odpowiedzieć na te pytania, stwierdzili archeolodzy.
      Oprócz domów odkryto też znaleziono, że w pobliżu znajdowały się kurhany, które jednak zostały zniszczone podczas prac polowych w XIX wieku.
      Najnowszego odkrycia dokonano w ramach projektu „Viking Nativity: Gjellestad Across Boarders”. Jego celem jest określenia historii rozwoju Gjellestad na przestrzeni całej epoki żelaza.
      Już przed trzema laty, gdy po raz pierwszy archeolodzy wpadli na trop okrętu w kurhanie, wiadomo było, że jest to zapowiedzą kolejnych odkryć. Pochówki na okrętach nigdy bowiem nie występują osobno. Z czasem przypuszczenia się potwierdziły.
      Odkrycie kurhanów nie było tak naprawdę zaskoczeniem, gdyż kurhany są tez w okolicznych lasach. Ponadto już wcześniej na polecenie gminy Viken prowadzono tutaj badania i dokonano odkryć wskazujących, że powinno być więcej kurhanów, mówi  Gustavsen. W ciągu kilku najbliższych lat prawdopodobnie dowiemy się więcej o związkach pomiędzy długimi domami, wrakiem i znaczeniem tego miejsca, dodaje.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W bieżącym roku przypada 1000. rocznica obecności pierwszych Europejczyków w Ameryce. A przynajmniej rocznica, o której z pewnością wiemy. O tym, że Kolumb nie był pierwszym mieszkańcem Europy, który dotarł do Nowego Świata, wiemy od pewnego czasu. Wiemy też, że pierwsi byli wikingowie, którzy na swoich łodziach zapuszczali się na Islandię, Grenlandię i do Nowej Fundlandii Kanadzie. Dotychczas jednak nie było jasne, kiedy tam dotarli.
      Z artykułu Evidence for European presence in the Americas in AD 1021, opublikowanego na łamach Nature dowiadujemy się, że uczonym z Holandii, Kanady i Niemiec udało się udowodnić, że wikingowie byli obecni w Nowej Fundlandii w 1021 roku. To najwcześniejsza znana nam data dotarcia mieszkańców Europy do Ameryki i najwcześniejsza data przekroczenia Atlantyku.
      Dotychczas jedynym potwierdzonym miejscem prekolumbijskiej obecności Europejczyków w Ameryce jest L'Anse aux Meadows w Nowej Fundlandii. Posiadamy jednak dowody wskazujące, że miejsce to było bazą wypadową do dalszej eksploracji kontynentu i wikingowie wybierali się również na południe. Przyjmowano też, że wikingowie dotarli do Ameryki na przełomie tysiącleci, jednak żadne precyzyjne daty nie były znane. Co prawda w L'Anse aux Meadows prowadzono liczne badania radiowęglowe, jednak ich wyniki nie wnosiły niczego nowego. Obejmowały swoim zasięgiem całą epokę wikingów (793–1066), więc nie przynosiły żadnej nowej wiedzy prócz tego, co było wiadomo z badań archeologicznych i nordyckich sag.
      Autorzy najnowszych badań wykorzystali bardzo precyzyjną akceleratorową spektrometrię masową w połączeniu z atmosferycznym izotopem węgla 14C.
      Z badań pierścieni drzew o znanym wieku wiemy, że ilość 14C w atmosferze zwykle zmienia się o mniej niż 2 promile roczne. Jednak te same badania pokazują, że w roku 775 i 993 ilość 14C gwałtownie wzrosła o – odpowiednio – 12‰ i 9‰. Takie gwałtowne skoki widoczne są na jednocześnie na całym świecie i miały one związek ze zmianą w poziomie promieniowania kosmicznego. Jeśli zatem odkryjemy takie zmiany w drewnie o nieznanym wieku, możliwe jest precyzyjne porównanie okresów, kiedy drzewo rosło ze znanymi seriami czasowymi. Jeśli zaś na badanym drewnie jest kora, możliwe jest precyzyjne określenie roku, w którym drzewo zostało ścięte. Co więcej, w takim drewnie wystarczy odnalezienie pierścienia z anomalią z roku 993. Wówczas, licząc pierścienie do kory możemy określić rok jego ścięcia.
      Autorzy analizy przeprowadzili 127 pomiarów izotopu węgla 14C z 4 drewnianych przedmiotów powiązanych z wikingami. O związku takim świadczy fakt, że drewno pochodzi z L'Anse aux Meadows i było obrabiane metalowymi narzędziami. W tym czasie rdzenni mieszkańcy terenów, na których znaleziono drewno, nie wytwarzali takich narzędzi.
      Naukowcy musieli wykluczyć z badań jeden ze wspomnianych fragmentów drewna, gdyż pozostawione po obróbce pierścienie pochodziły z zaledwie 9 lat i nie zawierały pierścienia z roku 993. Jednak trzy pozostałe fragmenty nadawały się do datowania. Badania wykazały, że drzewa zostały ścięte w roku 1021, a w przypadku dwóch fragmentów udało się stwierdzić, że była to druga połowa roku.
      Nasze wyniki, wskazujące na rok 1021 to jedyna bezpieczna data kalendarzowa dotycząca obecności w Ameryce Europejczyków, zanim dotarł tam Kolumb. Wartym podkreślenia jest fakt, że taki sam wynik uzyskaliśmy dla trzech różnych kawałków drewna. To bardzo silne potwierdzenie obecności Normanów w L’Anse aux Meadows w roku 1021.
      Wniosek taki wzmacniają kolejne dowody. Jest bowiem niezwykle mało prawdopodobne, by badane drzewa zostały ścięte przed rokiem 1021. Po drugie, jest mało prawdopodobne, by w późniejszym terminie wykorzystano materiał z drzew, które same się zawaliły. W takim przypadków kora niemal z pewnością zostałaby zdarta. Ponadto Normanowie nie mieli powodu, by używać martwych drzew, gdyż okolice były bogate w świeże drzew. W końcu zaś, gdyby badane przez nas przedmioty pochodziły z martwych drzew, szansa, że byłyby to drzewa padłe w tym samym roku jest niezwykle mała.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...