Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Beznadziejna argumentacja, Antyszwedzie. To nie ateista wprowadza ideę, że Boga nie ma, tylko wierzący próbowali wciskać innym wersję przeciwną. To oni jako pierwsi nie spełnili tego podstawowego wymagania, by wykazać w jakiś sposób, że mają rację.

Oj, chyba nie. Być może się mylę, ale najpierw były wierzenia, ateizm był później. A to już chyba jednoznacznie ustala kto usiłuje komu co wcisnąć :D Ateiści pojawili się na świecie później i dążyli do zmiany zastanego porządku rzeczy. Tym samym to oni jako pierwsi nie spełniali wymogu dowiedzenia że mają rację.

Dalej, wiara nigdy nie pretendowała do dowiedzenia swoich racji w sposób rozumowy. Po prostu działy się rzeczy których ludzie nie rozumieli i tworzyło to wiarę. Część z tych rzeczy można wyjaśnić inne nie.

Przykładowo:

http://www.pawlowski.dk/objawienia/fatima/naukowy_opis.htm

Cud Słońca to zjawisko widziane przez tysiące ludzi i zapowiedziane przez dzieci znacznie wcześniej. Było tam wielu ateistów i nawracali się. Zatem czasem jak widać wiara dowodzi swego wobec ateistów. Najbardziej "naukowe" wyjaśnienia "racjonalistów" to że było to UFO :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj, chyba nie. Być może się mylę, ale najpierw były wierzenia, ateizm był później.

Jeśli mówisz o ateizmie jako ideologii zaprzeczającej religii, być może będziesz miał rację. Ale zwróć uwagę, że ateizm nigdy nie musiałby powstawać i byłby z góry skazany na klęskę, gdyby wierzący udowodnili, że mają rację. Inna sprawa, że w swojej wypowiedzi rzeczywiście napisałem dość niepoprawnie o ateizmie, a nie o braku wiary. Niniejszym poprawiam się :D

 

Dalej, wiara nigdy nie pretendowała do dowiedzenia swoich racji w sposób rozumowy.

Ja to rozumiem i szanuję, tylko błagam: niech wierzący odpuszczą sobie bzdurne wypowiedzi typu "dowodem na istnienie Boga jest to, że nikt nie udowodnił, że go nie ma". To jest tak dziecinne, że płakać się chce.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jedno mnie wkurza-dlaczego tak wielu uznaje cud słońca za przejaw działania katolickiego Boga a nie elektrycznego węża albo latającego potwora spaghetti?

Może dlatego że zapowiedziano go przed jego pojawieniem się jako cud dotyczący Matki Bożej tym samym dotyczył religii katolickiej.

Gdyby przed cudem słońca latali szamani twierdząc że stanie się cud na ich zawołanie to pewnie ludzie by uznali że to przejaw elektrycznego węża czy czego tak nie chcesz. Ale tak nie było. Ciekawe czemu?

"dowodem na istnienie Boga jest to, że nikt nie udowodnił, że go nie ma"

Tak to jest dziecinne. Zazwyczaj jednak jest to odpowiedź na równie dziecinne "Dowodem na nieistnienie Boga jest to że nikt nie udowodnił Jego istnienia"

Jest tylko jeden mały problem. Tak naprawdę różne religie przedstawiają szereg dowodów. Problemem jest tylko to że żaden z tych dowodów nie jest weryfikowalny naukowo. Pewną weryfikację stanowią źródła historyczne, jest to ze zrozumiałych względów nie pewne.

Dobry dowód naukowy ma to do siebie że można go zweryfikować w każdym momencie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Bóg jest w stanie odkupić najgorszego śmiecia i łajdaka.

 

Tylko po co??

 

Ale tak nie było. Ciekawe czemu?

 

 

A ty skąd o tym wiesz?? bo nie napisali żadnej książki?? a może napisali tylko nakład był mały.

 

 

Jeśli mówisz o ateizmie jako ideologii zaprzeczającej religii, być może będziesz miał rację. Ale zwróć uwagę, że ateizm nigdy nie musiałby powstawać i byłby z góry skazany na klęskę, gdyby wierzący udowodnili, że mają rację. Inna sprawa, że w swojej wypowiedzi rzeczywiście napisałem dość niepoprawnie o ateizmie, a nie o braku wiary. Niniejszym poprawiam się

 

Gdybyś miał odrobinę oleju w głowie to pewnie wymyśliłbyś że skoro Bóg stworzył świat sam jako automatyczny samobilansujący się twór to i zbawienie jest automatyczne bez pośredników - problem tylko z odkryciem jego mechanizmu - to zagadka dla każdego turkusia podjadka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po co? Właśnie tak objawia się jego miłość do człowieka, której nie pojmuje Zerivael (bo w kontekście jego wypowiedzi to pisałem). Taki bynajmniej założenia stawia wiara katolicka. Moim zdaniem, nie nam to oceniać, kogo czeka zbawienie a kogo nie - ponieważ nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć, jako ludziom Bóg przekazał pewną informację, pozostawił nam zagadkę, która (co niektórym - wierzącym) "zajmuje" życie - egzystencje. Jeżeli założyłbym, że Boga nie ma, to w sumie nie miałbym nawet pretekstu do głębszych refleksji, roztrząsania kwestii egzystencji... Myślę, że rozumiesz, o co mi chodzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja to widzę tak. Człowiek je i robi kupe jak pies czy kot, tak to się w toku ewolucji przyjęło że to człowiek wychodzi z psem na spacer a nie odwrotnie. Organizmy ludzi i ssaków są zbudowane bardzo podobnie np. świnia. A nie które zwięrzęta są równie mądre jak niektórzy ludzie :D:

http://kopalniawiedzy.pl/orangutan-eksperyment-inteligencja-malpa-2934.html

Tak jak miliony lat temu panowały na świecie ogromne dinozaury, tak teraz panujemy my.

 

Od zarania naszych dziejów potrzeba wiary w coś, człowiekowi zawsze towarzyszyła. Tak jak pierwsi ludzi wierzyli w kamienie i drzewa, obecnie człowiek wymyślił bardziej wyrafinowane sposoby na zaspokojenie tej potrzeby w postaci religii i wyznań wszelkich maści.

 

Proste jak świński ogon. Tak można skitować moim zdaniem wszelkie rozkminki na temat czy istnieje coś takiego jak bóg czy nie.

Zatem aby zapobiegać depresji najlepiej zapisać się do jakiegoś zgromadzenia typu koło modelarskie :).

 

Apropo tematu polecam film Zeitgeist!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeżeli założyłbym, że Boga nie ma, to w sumie nie miałbym nawet pretekstu do głębszych refleksji, roztrząsania kwestii egzystencji...

Ty być może nie, ale dla mnie osoba Boga nie jest konieczna, by myśleć nad sensem istnienia. Wszystko rozbija się chyba o to, w jaki sposób uosabiamy wszelkie dobre i złe cechy świata dookoła nas. Ty "skupiasz" je w osobie Boga, co ja bardzo szanuję. Ja osobiście wolę "rozpraszać" je i umieszczać raczej w umysłach pojedynczych ludzi. Ot, cała różnica pomiędzy nami, przynajmniej ja tak to widzę :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja to widzę tak. Człowiek je i robi kupe jak pies czy kot, tak to się w toku ewolucji przyjęło że to człowiek wychodzi z psem na spacer a nie odwrotnie. Organizmy ludzi i ssaków są zbudowane bardzo podobnie np. świnia. A nie które zwięrzęta są równie mądre jak niektórzy ludzie :D:

http://kopalniawiedzy.pl/orangutan-eksperyment-inteligencja-malpa-2934.html

Tak jak miliony lat temu panowały na świecie ogromne dinozaury, tak teraz panujemy my.

 

Od zarania naszych dziejów potrzeba wiary w coś, człowiekowi zawsze towarzyszyła. Tak jak pierwsi ludzi wierzyli w kamienie i drzewa, obecnie człowiek wymyślił bardziej wyrafinowane sposoby na zaspokojenie tej potrzeby w postaci religii i wyznań wszelkich maści.

 

Proste jak świński ogon. Tak można skitować moim zdaniem wszelkie rozkminki na temat czy istnieje coś takiego jak bóg czy nie.

Zatem aby zapobiegać depresji najlepiej zapisać się do jakiegoś zgromadzenia typu koło modelarskie :).

 

Apropo tematu polecam film Zeitgeist!!!

Właśnie dlatego takim idiotom jak Ty nie powinno się pokazywać takich filmów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ty być może nie, ale dla mnie osoba Boga nie jest konieczna, by myśleć nad sensem istnienia. Wszystko rozbija się chyba o to, w jaki sposób uosabiamy wszelkie dobre i złe cechy świata dookoła nas. Ty "skupiasz" je w osobie Boga, co ja bardzo szanuję. Ja osobiście wolę "rozpraszać" je i umieszczać raczej w umysłach pojedynczych ludzi. Ot, cała różnica pomiędzy nami, przynajmniej ja tak to widzę :D

Ja także szanuję, i na tym forum nie dojdziemy do jednej prawdy, która rozwiąże ten problem - bo są to kwestie wiary - i tak jak ktoś napisał, jeżeli w coś wierzymy, to tego nie udowodnimy, bo wtedy już wiara nie będzie potrzebna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak jak miliony lat temu panowały na świecie ogromne dinozaury, tak teraz panujemy my.

 

Chcesz przez to powiedzieć że posiadały broń jądrową, fabryki, huty , samoloty , jadły syntetyczne żarcie , posiadały walutę , kredyt na dom  i odkładały na emeryturę ??

 

Myślę że ci się zdaje z tym panowaniem , bo ci  nadęto słowo MY a tym czasem:

 

Dziecko zależy od wszystkiego.

Rodzice od szefa , banku , pieniędzy itd.

Szef , bank, pieniądze zależą jeszcze od kogoś.

Ten ktoś też zalezy od kogoś ,,0"

a ten ktoś ,,0" kazał się nazywać bogiem.

Bo myślał tak jak ty po czym się okazało że jest jeszcze ktoś kto mówi o sobie Jestem i działa w ukryciu prawdopodobnie zdając sobie sprawę że istnieje Jestem ,,0"

 

A Jestem ,,0" patrzy na to wszystko i się śmieje , po czym zajmuje się poważnymi sprawami jak puknięcie w innej galaktyce jakiemuś jestem dla przypomnienia że szczyt jest wyżej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A Jestem ,,0" patrzy na to wszystko i się śmieje , po czym zajmuje się poważnymi sprawami jak puknięcie w innej galaktyce jakiemuś jestem dla przypomnienia że szczyt jest wyżej.

Albo tak jak MY zastanawia się, czy jest jeszcze jakiś Jestem wyżej :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

jedno mnie wkurza-dlaczego tak wielu uznaje cud słońca za przejaw działania katolickiego Boga a nie elektrycznego węża albo latającego potwora spaghetti?

A może to nie katolicki Bóg, tylko po prostu Bóg? Czy tam potwór spaghetti?

Posłużę się prostą matematyką, przyjmij, że:

Bóg katolicki = Bóg protestancki = Bóg islamski = "potwór spaghetti" = ...

 

Tu chodzi o wiarę, nie o to, jak nazwiemy źródło przejawu działania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chcesz przez to powiedzieć że posiadały broń jądrową, fabryki, huty , samoloty , jadły syntetyczne żarcie , posiadały walutę , kredyt na dom  i odkładały na emeryturę ??

Oczywiście że nie. Mam tu na myśli to że nasze istnienie na ziemi jest bardzo krótkie w porównaniu do wieku ziemi. Zanim pojawiły się pierwsze rozumne istoty ludzkie, świat przecież jakoś trwał, gatunki umierały i powstawały nowe...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zanim pojawiły się pierwsze rozumne istoty ludzkie, świat przecież jakoś trwał, gatunki umierały i powstawały nowe...

 

 

 

Spójrz na to tak:

 

Zanim doszło do katastrofy (niezależnie czym ona była) ziemia była częścią czegoś nieskończenie wielkiego (obecnie też jest  ale jest izolowana od tego: jak chory na tyfus albo trędowaty pytaniem jest co zrobić by naprawić tę sytuację ,a może konkretniej co zrobić by uleczyć siebie bo skoro sam jesteś zatyfusiony trudno żebyś innych z tyfusu leczył).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Takie rzeczy nie wymagają dowodu. Są oczywiste

Także pocieszające jest to, iż depresja ma dno

Możnaby ryć jeszcze głębiej. Tylko iż to boli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Beznadziejna argumentacja, Antyszwedzie. To nie ateista wprowadza ideę, że Boga nie ma, tylko wierzący próbowali wciskać innym wersję przeciwną. To oni jako pierwsi nie spełnili tego podstawowego wymagania, by wykazać w jakiś sposób, że mają rację.

 

 

Spotkałem się ostatnio z lepszym argumentem na istnienie Boga, choć może nie do końca związanym z psychologią.

Ludzie istnieją dzięki bardzo skomplikowanemu zbiegowi okoliczności. Nie wspominam o konieczności istnienia księżyca, czy odpowiedniej gwiazdy. Chodzi mi o podstawowe prawa fizyki. Wszechświat jest tak niesamowicie dostrojony aby ludzie mogli istnieć, że każda minimalna zmiana sprawiłaby że ludzi by nie było. Wystarczyłoby np.

zwiększyć prędkość światła. Wtedy Słońce zaczęłoby produkować więcej energii, powiększyłoby się. Prosty skutek dla ludzkości- zagłada. Takich newralgicznych miejsc jest więcej. A prawdopodobieństwo zaistnienia takiej kombinacji jaką mamy- bardzo małe.

 

Skąd więc ta wygrana w kosmicznej loterii. Trochę to nie pasuje do poglądów naukowych, według których rzucona moneta upada orzełkiem albo reszką do góry a nie na kant.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ludzie istnieją dzięki bardzo skomplikowanemu zbiegowi okoliczności. Nie wspominam o konieczności istnienia księżyca, czy odpowiedniej gwiazdy. Chodzi mi o podstawowe prawa fizyki. Wszechświat jest tak niesamowicie dostrojony aby ludzie mogli istnieć, że każda minimalna zmiana sprawiłaby że ludzi by nie było. Wystarczyłoby np.

zwiększyć prędkość światła. Wtedy Słońce zaczęłoby produkować więcej energii, powiększyłoby się. Prosty skutek dla ludzkości- zagłada. Takich newralgicznych miejsc jest więcej

To prawda że pełno jest takich zbiegów, ale to nie dowodzi niczego.

Większa prędkość światła, więcej energii?  Niekoniecznie, ale załóżmy że tak. To gdzie indziej znajdzie się planeta w odpowiedniej odległości do zaistnienia warunków do życia. Zatem to nie dowodzi niczego. I z większością newralgicznych punktów można się tak rozprawić :)

Zauważmy że w tym całym jak napisałeś "dostrojonym" do istnienia ludzi Wszechświecie znamy tylko jedno miejsce gdzie to dostrojenie zachodzi - naszą planetę. Czy Wszechświat to tylko nasza planeta? Na jedno miejsce dostrojenia przypada prawie nieskończenie wiele miejsc gdzie ludzie nie mogą żyć a zatem nie ma dostrojenia. Zatem mówienie że Wszechświat jest do nas dostrojony jeżeli w 99,999999(9) procentach swojej przestrzeni nie jest dostrojony jest lekkim rozminięciem się z prawdą :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prędkość światła to tylko najprostszy przykład. Jest przecież wiele stałych fizycznych, czy też różnych praw przyrody, wystarczy wziąć zwykłe tabele, czy encyklopedię a następnie spróbować zastanowić się co by było gdyby...

 

Proton zaczyna mieć tak samo długie życie jak swobodny neutron-> wszystko się rozpada, gwiazdy też.

 

Stała grawitacji zmienia swoją wartość na plus-> wszystkie ciała zaczynają się coraz silniej przyciągać, orbita Ziemi zacieśnia się, Słońce coraz silniej świeci.

 

Stała grawitacji zmienia swoją wartość na minus-> wszystko zaczyna się przyciągać z coraz mniejszą siłą. Słońce zaczyna słabiej świecić, rozdyma się, ziemia zaczyna tracić atmosferę, itp.

 

Zmienia się stała Plancka- dużo by mówić, itd.

 

A przecież nie chodzi o to że możemy mieć dwie wartości stałej. Przecież to że stała ma wartość np 1 nie oznacza że inna wartość może być tylko 2. Może być 3, 4, 5, 6, i tak do nieskończoności. A więc prawdopodobieństwo, że taki układ stałych i praw mamy jest nieskończenie małe.

 

Myślę że jest to poważny argument na istnienie Boga.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A na dodatek żeby dobić  :D to odsetek wierzących wśród fizyków jest większy niż wśród psychologów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Myślę że jest to poważny argument na istnienie Boga.

Nie dostrzegam w tym żadnego argumentu na poparcie tej tezy.

 

A fizycy? No cóż... jeżeli zaczynają tłumaczyć wszystko istnieniem Boga, to najprawdopodobniej świadczy jedynie o tym, że stracili tak naprawdę zacięcie naukowe. Inna rzecz, że fizyk fizykowi nierówny i takie porównywanie jest kompletnie bezpodstawne. btw. Czy można taką osobę wciąż nazywać naukowcem, jeżeli tłumaczy świat dookoła w oparciu o dane, których prawdziwości nie potrafi potwierdzić? Nie bronię wierzyć, to wolna wola - ale metoda naukowa ma swoje wymagania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A na dodatek żeby dobić  to odsetek wierzących wśród fizyków jest większy niż wśród psychologów.

Dobiłeś ale... psychologów :D

Owszem jest coś takiego jak dość duża zgodność podstawowych stałych sprzyjająca życiu. Wciąż jednak za mało wiemy aby móc powiedzieć że coś z tego wynika. Wiemy bardzo niewiele.

Być może wszystkie te stałe wywodzą się z jednej stałej i co wtedy? Tylko ta stała ma wartość odpowiednią, a w ilu wszechświatach ma złą wartość? Tego nie wiemy. Dopóki nie zaczniemy rozumieć dlaczego tak jest, nie można mówić że jest to argument za istnieniem Boga. Być może można to określić mianem poszlaki, ale nic ponadto.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie dostrzegam w tym żadnego argumentu na poparcie tej tezy.

 

Argument wygląda mniej więcej tak: dlaczego w nieskończonej ilości różnych możliwości, wylosowany został taki wszechświat w którym mogłoby istnieć życie? Przecież istnieje nieskończenie wiele różnych możliwości, w których np. wszechświat nie rozszerza się, nie powstają cząstki elementarne, nie powstają atomy, siły grawitacyjne nie pozwalają na powstanie gwiazd czy planet albo ich życie tak bardzo skracają, że niemożliwe jest rozwinięcie się inteligencji, nie powstaje dostateczna ilość cięższych pierwiastków, albo są one nietrwałe itd....

 

To że istniejemy wynika z tego iż powstał wariant wszechświata w który możliwe jest życie. Dlaczego więc nie  mógłby powstać inny wszechświat ze zbioru nieskończenie wielkiej ilości innych wariantów wszechświatów, w których 

życie nie byłoby możliwe. Wygląda to jak wygrana w toto-lotka. Tylko że w toto-lotku prawdopodobieństwo wygrania jest chyba 1: 13000000, a w tym przypadku szansa trafienia jest nieskończenie mała. Dlaczego więc akurat jednak mamy taki wszechświat?

 

A skoro jest to tak mało prawdopodobne, to wydaje mi się bardziej prawdopodobne istnienie Boga, który sprawił że mamy taki wszechświat a nie wszechświat bez życia.

 

Jak jedziesz samochodem to bardziej prawdopodobne jest że dojedziesz na miejsce cały, mniej prawdopodobny jest wypadek, jeszcze mniej prawdopodobne jest że przy wysiadaniu trafi Cię piorun, jeszcze mniej prawdopodobne że w drodze do domu rozwali Ci głowę jakiś odłamek skalny z kosmosu (podobno znaleźli kiedyś jedną taką czaszkę chyba niedźwiedzia przebitą przez meteoryt). A wszechświat taki jaki jest to sprawa jeszcze o wiele mniej prawdopodobna.

 

A fizycy? No cóż... jeżeli zaczynają tłumaczyć wszystko istnieniem Boga, to najprawdopodobniej świadczy jedynie o tym, że stracili tak naprawdę zacięcie naukowe. Inna rzecz, że fizyk fizykowi nierówny i takie porównywanie jest kompletnie bezpodstawne. btw. Czy można taką osobę wciąż nazywać naukowcem, jeżeli tłumaczy świat dookoła w oparciu o dane, których prawdziwości nie potrafi potwierdzić? Nie bronię wierzyć, to wolna wola - ale metoda naukowa ma swoje wymagania.

 

A dlaczego fizyk nie może rozważać hipotezy istnienia Boga. Czyżby to przejaw jakiejś naukowej cenzury, jakaś nowa forma niepoprawności politycznej. Skąd założenie, że nie będzie możliwe udowodnienie istnienia Boga w sposób naukowy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobiłeś ale... psychologów :D

Owszem jest coś takiego jak dość duża zgodność podstawowych stałych sprzyjająca życiu. Wciąż jednak za mało wiemy aby móc powiedzieć że coś z tego wynika. Wiemy bardzo niewiele.

Być może wszystkie te stałe wywodzą się z jednej stałej i co wtedy? Tylko ta stała ma wartość odpowiednią, a w ilu wszechświatach ma złą wartość? Tego nie wiemy. Dopóki nie zaczniemy rozumieć dlaczego tak jest, nie można mówić że jest to argument za istnieniem Boga. Być może można to określić mianem poszlaki, ale nic ponadto.

 

No pozostaje zawsze kolejne spojrzenie z boku, dlaczego ta stała ma taką a nie inną wartość, być może jest to wtedy mniej silna nieskończoność ale jednak.

 

Można rzeczywiście uznać to za poszlakę. Ale w takim razie skąd ta pewność wielu osób którzy bez zmrużenia oka twierdzą że jest tak i tak a Bóg to bajka- opierając się niby na jakiś podstawach naukowych, kiedy tak naprawdę cały postument nauki pływa w oceanie niepewności.

 

Jedyne co mogę o takich osobach powiedzieć to że nie brakuje im wiary, oczywiście w nieistnienie Boga. Często katolikom takiej wiary brakuje jak im.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Depresja to choroba podstępna – może zaatakować osobę w każdym wieku i w każdym momencie życia. Czasami każdemu zdarza się gorsze samopoczucie – jednak jeśli uczucie smutku, poczucie ogólnej beznadziei i przygnębienia nie znika, tylko się utrzymuje – możesz mieć do czynienia właśnie z depresją. Chorobą, która dotyka coraz więcej osób na całym świecie. Czym konkretnie jest depresja? Jakie są jej objawy? Gdzie szukać pomocy? Przeczytaj artykuł!
      Pojęcie depresji
      Depresja to coś więcej niż po prostu poczucie smutku. Zdarza się jednak, że właśnie w takim znaczeniu jest nadużywane. To duży błąd, bo w ten sposób zaciemnia się pojęcie depresji i sprawia, że nie jest ona traktowana tak poważnie, jak powinna.
      Depresja to choroba, która oddziałuje na mózg. Osoby, które są nią dotknięte nierzadko opisują ten stan, przyrównując go do znajdowania się w swoistej czarnej dziurze. Niektórzy faktycznie czują wtedy ciągły smutek i przygnębienie, inni natomiast nie czują nic.
      To choroba cywilizacyjna – zgodnie z raportem WHO już teraz depresja jest w czołówce schorzeń, które występują najczęściej. Niestety, ten trend ciągle wzrasta, bo szacuje się, że już w 2030 roku depresja będzie najczęstszą chorobą na świecie.
      Co depresja robi z człowiekiem?
      Objawy depresji nie są czymś, co można zauważyć od razu. Ta choroba pojawia się podstępnie i niepostrzeżenie. Może zacząć się od obniżonego nastroju lub motywacji do działania. Czasami człowiek w ogóle nie czuje smutku, tylko powoli traci zainteresowanie otaczającym go światem. Nie chce spotykać się z przyjaciółmi, przestaje zajmować się swoim hobby i popada w coraz większą apatię.
      Mogą pojawić się też problemy natury fizycznej: bezsenność lub nadmierna senność, ciągłe uczucie zmęczenia, migreny, zbyt duży apetyt lub jego zupełny brak, co wpływa na wahania wagi.
      Z biegiem czasu pojawiają się też coraz bardziej pesymistyczne myśli, coraz bardziej obniża się samoocena, mogą pojawić się myśli samobójcze, a nawet osoba w depresji może podejmować próby samobójcze.
      Depresja - gdzie szukać pomocy?
      To nie jest choroba, z którą można sobie poradzić samodzielnie. Nie wystarczy po prostu się postarać, czy znaleźć sobie hobby, by depresja zniknęła. Tu potrzeba profesjonalnej pomocy. Jeśli czujesz że może Cię dręczyć właśnie depresja, nie wahaj się prosić o pomoc. Jeśli czujesz, że z osobą Ci bliską dzieje się coś złego, nie bagatelizuj tego i też zacznij działać dla jej dobra.
      W leczeniu depresji ogromną rolę odgrywa psychoterapia, która pozwala zmierzyć się ze swoimi problemami, uświadomić je sobie i pracować nad tym, by więcej się nie pojawiały. W depresji jest stosowane też leczenie farmakologiczne, zwłaszcza jeśli choroba uniemożliwia funkcjonowanie na co dzień.
      Jeśli szukasz pomocy w związku z depresją zajrzyj tutaj: https://psychoterapiacotam.pl/ - nie bój się prosić o pomoc. Depresja jest poważną chorobą, profesjonaliści pomogą Ci z niej wyjść.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osoby, które nieświadomie postrzegają w swoim otoczeniu złożone wzorce – a zatem mają zdolność do bezwarunkowego uczenia się wzorców (implicit pattern learning) – z większym prawdopodobieństwem są osobami silnie wierzącymi, że istnieje istota wyższa, która wzorce te stworzyła, informują neurolodzy z Georgetown University. Przeprowadzili oni pierwsze badania nad wpływem bezwarunkowego uczenia się na wierzenia religijne.
      Uczenie bezwarunkowe to zdobywanie wiedzy niezależnie od świadomych prób i w nieświadomości tego, czego się nauczyliśmy. Jest ono też zwane „milczącą wiedzą”.
      Naukowcy z Georgetown chcieli zbadać, czy bezwarunkowe uczenie się wzorców leży u podstaw wiary, a jeśli tak, to czy zjawisko to jest niezależne od kręgu kulturowego czy wyznawanej religii. Dlatego też przeprowadzili badania wśród dwóch grup religijnych: jednej w USA i drugiej w Afganistanie.
      Istnienie boga lub bogów, którzy interweniują w naszym świecie, by wprowadzić w nim porządek, jest kluczowym elementem wielu religii. Nasze badania nie dotyczą tego, czy Bóg istnieje. To badania mające na celu znalezienie odpowiedzi na pytanie jak i dlaczego nasze mózgi wierzą w bogów. Postawiliśmy hipotezę, że osoby, których mózgi są dobre w podświadomym postrzeganiu wzorców w otoczeniu, mogą przypisywać te wzorce działaniom siły wyższej, mówi jeden z głównych autorów badań, profesor Adam Green, dyrektor Georgetown Laboratory for Relational Cognition.
      Naukowcy zauważyli, że wiele interesujących procesów ma miejsce pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. Ich badania sugerują, że jeśli dziecko nieświadomie dostrzega wzorce w otoczeniu, w miarę dorastania jego wiara z większym prawdopodobieństwem będzie coraz silniejsza. Z drugiej strony, jeśli takich wzorców nie dostrzega, to jego wiara prawdopodobnie będzie coraz mniejsza, nawet jeśli wychowuje się w religijnej rodzinie.
      Podczas badań naukowcy wykorzystali znany test sprawdzający zdolność do bezwarunkowego uczenia się wzorców. Uczestnikom testu pokazywano na ekranie sekwencje kropek, które ukazywały się i znikały. Zadaniem badanych było jak najszybsze naciśnięcie przycisku odpowiadającego położeniu kropki. Kropki pojawiały się i znikały szybko, ale niektórzy z uczestników – osoby o największej zdolności do bezwarunkowego uczenia się wzorców – zaczęli po pewnym czasie nieświadomie uczyć się wzorców pojawiania się kropek i naciskali odpowiedni przycisk zanim jeszcze kropka się pojawiła.
      Amerykańska grupa badanych składała się ze 199 osób, głównie chrześcijan, mieszkających w stolicy kraju. Grupa afgańska to mieszkańcy Kabulu. Składała się ona ze 149 muzułmanów. Najbardziej interesującym aspektem badań, zarówno dla mnie jak i dla moich afgańskich kolegów, było spostrzeżenie, że zarówno proces poznawczy jak i jego znaczenie dla religijności, były takie same w obu grupach, mówi współautor badań, Zachery Warren. Mózg, który ma większe predyspozycje do bezwarunkowego uczenia się wzorców może mieć też większe skłonności do wiary w boga, niezależnie od tego, w jakim miejscu na świecie i w jakim kontekście religijnym mieszka dana osoba, dodaje profesor Green.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      To nie depresja, lecz antydepresanty zmniejszają empatię związaną z postrzeganiem bólu u innych ludzi. Główny autor studium, Markus Rütgen, podkreśla, że należy zbadać wpływ zmniejszonej empatii na zachowania społeczne pacjentów.
      Ekipa profesorów Clausa Lamma z Uniwersytetu Wiedeńskiego i Ruperta Lanzenbergera z Wiedeńskiego Uniwersytetu Medycznego zebrała grupę nieprzyjmujących leków chorych z ostrą fazą depresji. Ich reakcje empatyczne na ból innych osób testowano 2-krotnie: podczas ostrej fazy choroby i po 3 miesiącach farmakoterapii, głownie selektywnymi inhibitorami zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI).
      Na obu sesjach pacjenci przechodzili badanie funkcjonalnym rezonansem magnetycznym. Podczas skanowania oglądali nagrania ludzi przechodzących bolesne procedury medyczne. Aktywność mózgu i oceniany subiektywnie poziom empatii porównywano do zdrowej grupy kontrolnej.
      Przed leczeniem pacjenci i grupa kontrolna reagowali w podobny sposób. Po 3 miesiącach terapii pojawiły się jednak znaczące różnice. Dotyczyły one zarówno samooceny empatii, jak i aktywności regionów mózgu powiązanych wcześniej z empatią.
      Wyniki badań interdyscyplinarnego zespołu z Wiednia ukazały się w piśmie Translational Psychiatry.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Aktywując gen ważny dla działania neuronów pobudzających i związany z tzw. dużą depresją (ang. major depression), można sobie poradzić, przynajmniej u samców myszy, z klasycznymi objawami depresji, takimi jak społeczna izolacja czy utrata zainteresowania.
      Naukowcy z Uniwersytetu w Auguście skupili się na korze przedczołowej, która odpowiada za planowanie, osobowość i zachowania społeczne i która odgrywa ważną rolę w patogenezie dużej depresji. Okazało się, że zmniejszenie ekspresji genu (ang. gene knockdown) SIRT1 w neuronach pobudzających przyśrodkowej kory przedczołowej (ang. medial prefrontal cortex, mPFC) wywołało objawy depresyjne u dorosłych samców myszy. Dla odmiany wstrzyknięcie leku (SRT2104), który aktywował SIRT1, do mPFC lub komory bocznej mózgu myszy typu dzikiego likwidowało wywołane stresem symptomy anhedonii (niezdolności do odczuwania przyjemności) itp.
      Pogłębione badania wykazały, że utrata SIRT1 obniża m.in. pobudzającą transmisję synaptyczną komórek piramidowych (komórek Betza) z V warstwy kory mózgowej w okolicy prelimbicznej mPFC.
      Wyładowywanie neuronów pobudzających jest w depresji znacznie ograniczone, przez co komórki nerwowe nie komunikują się, jak powinny. Wygląda to tak, jakby były odłączone - opowiada dr Xin-Yun Lu.
      Trudno ulegać pobudzeniu bez energii, tymczasem okazało się, że knockdown SIRT1 zmniejsza gęstość mitochondriów oraz poziom ekspresji genów związanych z biogenezą mitochondrialną, czyli powstawaniem nowych mitochondriów w mPFC.
      Autorów publikacji z pisma Molecular Psychiatry zaskoczyło, że wybiórcze usunięcie SIRT1 z neuronów pobudzających wywołało objawy depresji u samców, ale nie u samic myszy. Naukowcy podejrzewają, że wiąże się to z międzypłciowymi różnicami w liczbie neuronów i synaps w mPFC. Obecnie Lu sprawdza, czy podobne różnice międzypłciowe dotyczą hipokampa, struktury odpowiedzialnej za pamięć, która u osób z nawracającą depresją jest znacznie mniejsza.
      Farmakolog Lu chce sprawdzić, czy leki niewykorzystywane dotąd w leczeniu depresji działają na SIRT1 tak jak SRT2104.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny (SSRI) pomagają wielu pacjentom z depresją. U ok. 1/3 osób z ciężkim zaburzeniem depresyjnym (MDD) nie dają jednak efektów. Badacze z Instytutów Studiów Biologicznych Salk sądzą, że odkryli przyczynę tego zjawiska: przynajmniej u części tych ludzi neurony mogą być nadreaktywne w obecności SSRI.
      To obiecujący krok w kierunku zrozumienia, czemu niektórzy pacjenci nie reagują SSRI. Przybliża nas to do spersonalizowanej terapii depresji - cieszy się prof. Rusty Gage.
      Amerykanie podkreślają, że MDD powiązano z nierównowagą sygnalizacji serotoninowej, ale dokładny mechanizm tego zjawiska nie został poznany. Wyjaśniają, że SSRI hamują wychwyt serotoniny ze szczeliny synaptycznej. Jej podwyższone stężenie powoduje wzrost neuroprzekaźnictwa z jednej komórki nerwowej do drugiej.
      Zespół Gage'a i współpracownicy z Mayo Clinic przeanalizowali reakcje na SSRI występujące u 803 pacjentów z MDD. Z tej grupy wybrano 3 osoby z całkowitą remisją i 3 osoby, u których po 8 tygodniach terapii nie wystąpiła poprawa. Od tych 6 ludzi i od 3 zdrowych osób wyizolowano komórki skóry. Najpierw uzyskano z nich indukowane pluripotencjalne komórki macierzyste (ang. induced pluripotent stem cells, iPSC), a później neurony.
      Ekscytujące jest to, że mogliśmy patrzeć na [...] neurony, do których zwykle nie mamy dostępu u żywych pacjentów - podkreśla Krishna Vadodaria i dodaje, że dzięki tej metodzie można badać komórki osób o znanej historii leczenia, genomie i profilach reakcji.
      W tym przypadku autorzy artykułu z pisma Molecular Psychiatry przyglądali się reakcjom neuronów poszczególnych osób na podwyższony poziom serotoniny (miało to oddawać działanie SSRI). Okazało się, że niektóre neurony pozyskane od osób niereagujących na SSRI wykazywały średnio znacząco wyższą aktywność niż neurony osób zdrowych i reagujących na SSRI.
      Dalsze eksperymenty wskazały na 2 receptory serotoninowe: 5-HT2A i 5-HT7. Kiedy je zablokowano, neurony osób niereagujących na selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny nie były już hiperaktywne w obecności serotoniny.
      Mam nadzieję, że to otwiera drogę kolejnym badaniom nad ludźmi, którzy pod względem reakcji na leczenie są skrajnymi przypadkami - podsumowuje Vadodaria.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...