Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Muzeum Karykatury zaprasza na wystawę „Fikaj z Koziołkiem Matołkiem”

Recommended Posts

Koziołek Matołek, którego przygody opisał Kornel Makuszyński, a narysował Marian Walentynowicz, skończył niedawno 90 lat. Muzeum Karykatury w Warszawie (MUKA) chce uczcić ten jubileusz i zaprasza odbiorców w wieku 4-10 lat na pierwszą w swojej historii wystawę dedykowaną dzieciom. Wystawę „Fikaj z Koziołkiem Matołkiem”, która przyjmie formę drogi do Pacanowa, będzie można oglądać od 7 stycznia do 19 marca.

Wystawa-gra

Jak zapowiada Muzeum, zwiedzający dostaną zadania do wykonania. Będą musieli się przeciskać, przeskakiwać, zjeżdżać, czołgać, wyciągać, przyczepiać i wspinać. Oparcie narracji wystawy-gry o fabułę komiksu zostanie podkreślone poprzez wykorzystanie w przestrzeni muzeum oryginalnych kadrów i rysunków z przedwojennych wydań „Przygód Koziołka Matołka”.

Wystawa mogła powstać dzięki materiałom dostarczonym przez Witolda Tchórzewskiego, twórcę Muzeum Koziołka Matołka.

Konieczny jest wcześniejszy zakup biletu. Od 22 grudnia zeszłego roku bilety można nabyć tutaj.

Scenariusz składającej się z 2 części wystawy stworzył Michał Rzecznik, a scenografię Diana Marszałek. Za identyfikację graficzną odpowiada Studio Elipsy.

Historia powstania Koziołka Matołka

Inicjatorem powstania historyjki obrazkowej dla najmłodszych czytelników był najprawdopodobniej właściciel firmy wydawniczej Jan Gebethner. Późnym latem bądź wczesną jesienią 1932 r. z Marianem Walentynowiczem wybrał się on do Kornela Makuszyńskiego do Otwocka (z powodu zaawansowanej cukrzycy autor przebywał w tamtejszym sanatorium). Pisarz przystał na złożoną mu propozycję.

W 1957 r. Walentynowicz opowiadał w „Słowie Powszechnym”, że przy butelce wina szukali z Makuszyńskim bohatera książeczki obrazkowej dla najmłodszych. Rozważyli różne zwierzęta - od kota i psa po zwierzęta egzotyczne - ale uznali, że wszystko już było. Wtedy Walentynowiczowi miał przyjść do głowy kozioł/koziołek Matołek, a Makuszyński stwierdził, że zabiera się do pisania.

Po jakimś czasie rysownik zmienił jednak narrację i podawał, że podsunął pisarzowi jedynie słowo koziołek, a zarówno imię Matołek, jak i miejscowość Pacanów są już wkładem Makuszyńskiego.

Jak podkreśla Justyna Staroń, autorka artykułu pt. „Matołek Broda. Przygody twórczo-wydawnicze” (Poznańskie Studia Polonistyczne. Seria Literacka), źródłem materiałów, szczególnie do afrykańskich przygód koziołka, mogły być reportaże publicysty i podróżnika Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego. Istotny wkład przypisuje się również żonie Makuszyńskiego Janinie, która oddziaływała na treść jego utworów. Oprócz tego wśród osób mających wpływ na fabułę wymienia się Stanisława Wasylewskiego, autora pierwszej polskiej historyjki obrazkowej, który w październiku 1932 r. opublikował w „Orędowniku Wrzesińskim” artykuł pt. „Skąd się wzięły przysłowia”; zajmował się w nim m.in. powiedzeniem „W Pacanowie kozy kują”.

Do 1934 r. włącznie powstały 4 tomy z przygodami Koziołka Matołka. Seria okazała się prawdziwym hitem wydawniczym.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od 16 marca do końca kwietnia w Muzeum UMCS można oglądać wystawę XIX-wiecznych polskich kalendarzy. Zwiedzającym udostępniono egzemplarze ok. 40 tytułów wydanych na ziemiach polskich w granicach trzech rozbiorów oraz kilka polskojęzycznych z innych terenów - wyjaśniono w komunikacie prasowym.
      Wyodrębniono kalendarze przeznaczone dla różnych grup odbiorców, np. dla rolników, kobiet czy rzemieślników. Na wystawie prezentowane są zarówno najbardziej znaczące tytuły kategorii, jak i egzemplarze, które wyróżniają się szatą graficzną, cechami szczególnymi (można w nich np. zobaczyć zapiski dawnych właścicieli) lub interesującą treścią.
      Na wystawie znalazły się nie tylko wydania z terenu ziem polskich czy Europy. Prezentowane są również przykłady wydawnictw niemieckich, z Ameryki Południowej, Bliskiego Wschodu i Azji Południowo-Wschodniej.
      Wiek XIX był okresem szczególnie intensywnego rozwoju kalendarzy. Pojawiło się wówczas wiele nowych wydawnictw, często tytułowanych od nazwiska wydawcy. Mieliśmy więc „Kalendarz Gałęzowskiego” czy „Jana Jaworskiego Kalendarz Astronomiczno-Gospodarski na Rok Zwyczajny…”. Pojawiły się kalendarze ogólne, dla rodzin, religijne, satyryczne, kalendarze dla różnych grup zawodowych. Zaczęto drukować kalendarze mające format kilkusetstronicowej książki, czasem pięknie ilustrowane i ozdabiane.
      W wydawnictwach takich umieszczano wiele praktycznych informacji, jak adresy stacji pocztowych, tablice miar, spisy jarmarków i targów. Zaś w drugiej połowie XIX wieku w kalendarzach umieszczano coraz więcej informacji o współczesnym świecie, zaczęły pojawiać się w nich treści ekonomiczne, techniczne, kulinarne, poezje czy porady domowe. Zachowane kalendarze niejednokrotnie zawierają notatki ich użytkowników, dając nam fascynujący wgląd w życie ówczesnych ludzi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W PAN Bibliotece Gdańskiej od wtorku (24 stycznia) można oglądać wystawę „Nowe nabytki Zbiorów Specjalnych”. Zaprezentowano 70 obiektów z 3256 pozyskanych przez instytucję w zeszłym roku. Do najcenniejszych/najciekawszych należą trzyczęściowa mapa z 1573 r., a także album fotograficzny z 1934 r. z podróży pary drezdeńczyków po Prusach Wschodnich.
      Jak podkreślono we wpisie PAN Biblioteki Gdańskiej na Facebooku, zgromadzone obiekty trafiły do zbiorów jako darowizny, zostały zakupione na aukcjach czy też wytropione na Jarmarku Dominikańskim i platformach zakupowych. Są to rękopisy, starodruki, mapy, grafiki, dokumenty życia społecznego, fotografie, numizmaty.
      Wspomniana wcześniej mapa stanowi dar Fundacji Biblioteki Gdańskiej. Powstała w 1573 r. w Antwerpii. Składa się z 3 części. U góry widnieje Pomorze, obejmujące obszar od Rostocku i Rugii po Gdańsk i Hel; na południu sięga do Grudziądza oraz ujścia Warty do Odry. U dołu przedstawiono historyczny region Dithmarschen w południowej części Półwyspu Jutlandzkiego, a także obszar od Lęborka, przez Gdańsk, do Kłajpedy.
      Opisując album z sentymentalnej podróży dwojga drezdeńczyków, najprawdopodobniej małżeństwa, Marta Pawlik-Flisikowska z PAN Biblioteki Gdańskiej wyjaśnia, że na fotografiach można zobaczyć m.in. wnętrza sopockiego Grand Hotelu, w którym nocowali. Do tej pory nie mieliśmy zdjęć ze środka, [a] to spowodowało, że chcieliśmy posiadać ten album w swoich zbiorach - powiedziała cytowana przez PAP specjalistka.
      Na trasie drezdeńczyków znalazły się m.in. Królewiec czy Gdańsk. Oprócz tego podróżnicy dotarli do Tannenbergu (pol. Stębark), pod którym w 1914 r. rozegrała się zakończona zwycięstwem Niemiec bitwa między siłami Imperium Rosyjskiego a Cesarstwem Niemieckim. Składająca się z ok. 200 zdjęć pamiątka może zainteresować badaczy hitlerowskiej myśli politycznej.
      Koordynatorka wystawy Stefania Sychta dodaje, że ciekawa jest również rycina przedstawiająca iluminację wystawioną 3 sierpnia 1735 r. w Elblągu na cześć króla Augusta III. Wydarzenie na cześć monarchy [...] zainicjował, a także sfinansował, Leon Raczyński, dowódca regimentu królewskiego stacjonującego w Elblągu. Sam miedzioryt powstał ok. 1740 r. Jego autorem jest Peter Böse - wyjaśniła Sychta portalowi Gdansk.pl. Jak podano w opisie towarzyszącym eksponatowi, do wykonania iluminacji posłużyła konstrukcja drewniana w formie trzech kamienic, być może wzorowanych na architekturze Elbląga. Otwory okienne i nisze przesłonięto malowanymi dekoracjami figuralno-słownymi – emblematami – oddającymi uniżoność oraz cześć i chwałę władcy. Splendor iluminacji podkreślają setki świec umieszczonych na elewacji.
      Uwagę przyciąga także relacja z podróży autorstwa szwajcarskiego matematyka Johanna Bernoulliego. Wydano ją w 1779 r. w Lipsku. W latach 1777-78 uczony odwiedził Brandenburgię, Pomorze, Prusy czy Rosję. Bernoulli opisał też pobyt w Gdańsku, m.in. w siedzibie Towarzystwa Przyrodniczego.
      Dodatkowo w zeszłym roku zbiory specjalne wzbogaciły się o drewniany młotek do regulacji odstępów między półkami regałów bibliotecznych z początku ubiegłego wieku, świadectwo czeladnicze murarza Christiana Fuckerta z Chojnic z 1790 roku czy chorągiewkę z herbem Gdańska z okresu Wolnego Miasta Gdańska.
      Wystawę „Nowe nabytki Zbiorów Specjalnych” można oglądać do 3 marca w historycznym gmachu biblioteki przy ul. Wałowej 15.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Już niedługo na ścianie w muzeum Mauritshuis w Hadze pozostanie puste miejsce po „Dziewczynie z perłą” Johannesa Vermeera. Siedemnastowieczny obraz zostanie bowiem wypożyczony do Rijksmuseum na dużą wystawę poświęconą twórczości malarza. By zapełnić lukę, chętnych z całego świata zaproszono do stworzenia własnej wersji „Dziewczyny”. Najlepsze propozycje będą wyświetlane w miejscu, w którym na co dzień wisi słynne dzieło.
      Inne ciekawe zgłoszenia nadesłane w ramach inicjatywy My Girl with a Pearl zostaną przedstawione w tej samej sali. Pokaz ma się rozpocząć 6 lutego.
      „Dziewczyna z perłą” będzie w Amsterdamie do 30 marca. Po jej powrocie nadesłane prace będą nadal wyświetlane do początku czerwca; tym razem jednak na ścianie naprzeciwko słynnego obrazu.
      Zasady akcji? Haskie muzeum twierdzi, że nie ma ich zbyt wiele i zachęca: nie miej oporów, zaskocz nas! W grę wchodzi wszystko: autoportret w turbanie z ręcznika kąpielowego, rysunek na żelazku czy nawet [stylizowana] sterta naczyń [...].
      Mauritshuis czeka na zgłoszenia do 15 stycznia. Wystarczy skorzystać z formularza i załączyć zdjęcie. Właściciele kont na Instagramie mogą się pochwalić swoją twórczością, korzystając z odpowiednich tagów.
      Na Instagramie istnieje bowiem specjalny profil mygirlwithapearl, na którym prezentowane są dzieła internautów. Jak podkreśla muzeum, ludzie od lat dzielą się swoimi pomysłami i emocjami związanymi z obrazem. A że misją muzeum jest kolekcjonowanie, wizerunków „Dziewczyny” uzbierało się naprawdę sporo...

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Muzeum Ewolucji Instytutu Paleobiologii PAN można zobaczyć nową wystawę stałą „Smok wawelski i jego ofiara Lisowicja bojani”. Prezentuje ona rezultaty wykopalisk z cegielni Lipie Śląskie w Lisowicach koło Lublińca. Zachował się tam niezwykły zespół flory i fauny sprzed 210 milionów lat (późny trias).
      Smok, lisowicja i malutkie prassaki
      Smok wawelski to drapieżny gad o nierozstrzygniętej przynależności systematycznej. Miał 5-6 m długości. O jego dinozaurzej naturze mogą świadczyć wielkie trójpalczaste tropy znalezione w tym samym stanowisku - podkreślono w komunikacie Muzeum. Lisowicja bojani - ofiara smoka - jest roślinożernym gadem ssakokształtnym. Na niektórych skamieniałych kościach tego zwierzęcia (najmłodszego znanego przedstawiciela dicynodontów) odkryto ślady zębów pasujące do uzębienia smoka. Człon lisowicia ukuto od nazwy wsi Lisowice (woj. śląskie), a człon gatunkowy bojani pochodzi od słynnego wileńskiego anatoma Ludwika Bojanusa (1776-1827).
      Nazwa drapieżnego archozaura nie bez powodu kojarzy się z legendarnym smokiem wawelskim. Praca nazywająca gatunek została opublikowana w 2012 r. w piśmie Acta Palaeontologica Polonica. Jej autorami byli Grzegorz Niedźwiedzki, Tomasz Sulej i Jerzy Dzik.
      Korzystając z tabletu ze specjalną aplikacją, zwiedzający mogą zobaczyć trójwymiarową rekonstrukcję smoka. Kliknięcie w pewne punkty otwiera okna z opisami oraz ilustracjami dot. zarówno smoka, jak i lisowicji.
      Oprócz tego na wystawie zaprezentowano makietę pokazującą innych dawnych mieszkańców Lisowic - malutkie prassaki Hallautherium.
      Na wystawie nie mogło, oczywiście, zabraknąć oryginalnych skamieniałości smoka i lisowicji, a także innych organizmów ze stanowiska.
      Wymarzony projekt
      Marzyliśmy o tej wystawie od dawna, ale bardzo trudno było zdobyć środki na wykonanie rekonstrukcji, bo sam tylko szkielet lisowicji kosztował 90 tys. zł. Zakup stał się możliwy dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Narodowego Centrum Kultury. Szkielet smoka wawelskiego przez ostatnie 10 lat był natomiast dostępny dla studentów i pracowników Uniwersytetu Warszawskiego, ale teraz po raz pierwszy jest wystawiony na widok publiczny - wyjaśnił PAP-owi dr hab. Tomasz Sulej, prof. IP PAN.
      Smok został zamówiony ze środków IP PAN (Muzeum Ewolucji), a na Wydziale Biologii tylko czekał na fundusze umożliwiające budowę wystawy, na której mógłby być zaprezentowany [...] - dodano we wpisie Muzeum na Facebooku.
      Autorką wszystkich rekonstrukcji jest rzeźbiarka Marta Szubert.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ósmego grudnia w domu aukcyjnym DESA Unicum w Warszawie na licytację trafi obraz Jacka Malczewskiego „Rzeczywistość”. Jego cena może sięgnąć nawet 22 mln zł. Dzieło jest pokazywane publiczności po niemal 100-letniej przerwie. Można je oglądać na wystawie poprzedzającej aukcję „Sztuka Dawna. XIX wiek, Modernizm, Międzywojnie”. Wstęp na wystawę jest bezpłatny.
      Obraz pochodzi z 1908 r. (jego inne historyczne tytuły to „Polskie Jasełka” i „Stańczyk”). Ostatnio pokazano go publicznie w 1926 r. na majowo-czerwcowej wystawie jubileuszowej Malczewskiego w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie. Później dzieło pozostawało w polsko-niemieckiej kolekcji rodzinnej. Odnalezienie go na przełomie zeszłego i bieżącego roku ma duże znaczenie dla polskiej historii sztuki.
      Obraz Malczewskiego jest przesycony symbolami i bardzo osobisty. Dzieło wielkiej skali i barokowej wręcz kompozycji dotyka najważniejszych tematów, które nurtowały Malczewskiego przez całą jego twórczość: misji artysty, patriotycznego posłannictwa sztuki oraz romantycznych i narodowych mitów. Przedstawia wielowątkową scenę z dużą liczbą postaci [jest ich aż 10]. Malarz wykorzystuje w nim wątki religijne, symboliczne i historyczne Rzeczpospolitej oraz motywy z własnego życia - napisano w komunikacie największego domu aukcyjnego w Polsce.
      Reprezentantem współczesności jest sam Malczewski. Ubrany w czarny kapelusz i kamizelkę artysta dzierży w dłoniach przybory malarskie: szpachlę i pędzel. W drugiej partii obrazu znajduje się Stańczyk w stroju błazna. Postać ta odwołuje się do Matejkowskiej, krytycznej historii dziejów upadku Rzeczpospolitej. Trzej starcy w szynelach i mundurach, którzy stoją za malarzem i jednym z aniołów, pokazują powstańczą historię zniewolonego kraju.
      Akcję sceny osadził Malczewski w szopce z nowo narodzonym Chrystusem i Matką Boską, których postaci wyłaniają się z ciemności, zza deski na ostatnim planie kompozycji. Postaciom malarskiego dramatu nadał artysta rysy bliskich mu osób. Twarzy aniołom, Matce Boskiej i Dzieciątku użyczyła rodzina artysty: córka Julia, żona Maria i syn Rafał.
      Na grudniowej aukcji „Sztuka Dawna. XIX wiek, Modernizm, Międzywojnie” zobaczymy, oczywiście, nie tylko „Rzeczywistość” Malczewskiego. Oprócz tego DESA Unicum zaprezentuje prace kilkunastu twórców, w tym Hipolita Lipińskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Olgi Boznańskiej czy Tadeusza Makowskiego.
       


      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...