Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Z niemieckiego muzeum skradziono 450 celtyckich złotych monet

Recommended Posts

Przed dwoma dniami pracownicy muzeum w Manching w Bawarii odkryli rozbitą gablotę wystawienniczą, z której ukradziono 450 złotych celtyckich monet. Ich wartość szacuje się na kilkanaście milionów euro. Złodzieje uszkodzili też linię telefoniczną i łącze internetowe.

Odcięli całe Manching, powiedział burmistrz Herbert Nerb w rozmowie z Süddeutsche Zeitung. Zdaniem urzędnika, kradzież dokonali profesjonaliści, którym nie przeszkadzały muzealne zabezpieczenia. Dodaje, że kradzież to dla miasta katastrofa. Podobne zdanie wyraził Markus Blume, bawarski minister nauki i sztuki. To świadectwo naszej historii, mówił.

W przeszłości na terenie dzisiejszego miasta istniało celtyckie osiedle obronne Oppidum Manching. Było ono centrum plemienia Wendelików i jednym z największych oppidów. W okresie największego rozkwitu, w II wieku p.n.e. było zamieszkane być może nawet przez 10 000 osób. Oppidum miało 380 hektarów powierzchni. W 1999 roku w pobliżu celtyckiej świątyni odkryto skarb złotych (483 sztuki) i srebrnych monet z obszaru dzisiejszych Czech, broń i złoto. I to właśnie część z tych monet padła teraz łupem złodziei.

Warto przypomnieć, że to nie pierwsza wielka kradzież na terenie Niemiec. Niemal równo przed trzema laty, w 25 listopada 2019 roku, złodzieje włamali się do drezdeńskiego skarbca elektorów saskich założonego przez Augusta II Mocnego. Ukradli wówczas m.in. gwiazdę orderową Orderu Orła Białego, szpilkę do kapelusza z 16-karatowym diamentem i wysadzaną diamentami rękojeść miecza. Szczęśliwie nie ukradli największego zielonego diamentu na świecie, gdyż został on wypożyczony do nowojorskiego Metropolitan Museum of Art.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Geisingen-Gutmadingen w powiecie Tuttlingen w Badenii-Wirtembergii firma ArcheoTask GmbH dostała zadanie przeprowadzenia badań archeologicznych. Władze planują bowiem inwestycje, które mają przyciągnąć biznes, a że w sąsiedztwie znaleziono wcześniej średniowieczne groby, do pracy zaprzęgnięto najpierw archeologów. Decyzja okazała się ze wszech miar słuszna.
      Archeolodzy dokonali dwóch interesujących odkryć. Nad brzegami Dunaju, w miejscu, w którym ma powstać zbiornik retencyjny na wody opadowe odkryli pozostałości prehistorycznej osady oraz neolityczny grób z III tysiąclecia p.n.e. należący do przedstawicieli kultury ceramiki sznurowej. Natomiast tam, gdzie w przyszłości mają rozwijać się firmy znaleziono wczesnośredniowieczny cmentarz.
      Neolityczny pochówek jest o tyle interesujący, ze w południowo-wschodnich Niemczech rzadko znajduje się groby kultury ceramiki sznurowej. W grobie znaleziono zdobiony kubek oraz głowicę kamiennej siekierki z otworem pośrodku, w którym montowano trzonek.
      Z kolei średniowieczny cmentarz pochodzi z okresu wielkiej wędrówki ludów, kiedy to na terytorium Cesarstwa Rzymskiego zaczęły napływać plemiona barbarzyńskie. Archeolodzy dokładnie udokumentowali każdy ze znalezionych grobów. Większość z nich zawierało dobra grobowe, jak miecze, lance, tarcze i biżuterię, na przykład szklane koraliki, kolczyki czy pasy, mówi doktor Andreas Haasis-Berner, miejscowy przedstawiciel Państwowego Biura Ochrony Zabytków. Nasza gmina Gutmadingen jest prawdopodobnie znacznie starsza, niż się nam wydawało, stwierdził burmistrz Martin Numberger. W przyszłym roku Gutmandingen ma obchodzić 750-lecie istnienia. Miejscowość została po raz pierwszy wspomniana w dokumentach w 1273 roku pod nazwą Gutmetingen.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W styczniu 2021 roku w piśmie Architectural Digest ukazały się fotografie „najpiękniejszego domu w Ameryce”. Na jednej z nich widzimy patio z palmami i pustymi cokołami. Członkowie International Consortium of Investigative Journalists znaleźli w sieci wersję zdjęcia, na której widać głowy demonów ustawione na cokołach, a wynajęty ekspert potwierdził, że doszło do retuszu. Problem w tym, że na oryginalnym zdjęciu widać zabytki, które prawdopodobnie zostały ukradzione z Angkor Thom, ostatniej stolicy imperium Khmerów. Wydawca potwierdził, że doszło do retuszowania zdjęcia ze względu na „niewyjaśnione kwestie praw autorskich do publikacji wizerunków dzieł sztuki".
      Wspomniany na wstępie dom znajduje się w San Francisco i należy od prawniczki Sloan Lindemann Barnett i jej męża Rogera Barnetta. Pani Lindemann Barnett to córka zmarłego miliardera i kolekcjonera dzieł sztuki George'a Lindermanna. Rząd Kambodży twierdzi, że głowy demonów z cokołów w domu Lindemann ukradziono z południowego mostu w Angkor Thom. Na tym jednak nie koniec. Kambodżańskie władze podobno prowadzą śledztwo w sprawie innych zabytków kultury Khmerów zgromadzonych przez rodziców pani Lindemann Barnett. W 2008 roku Architectural Digest opisywał ich zbiory jako "jedną z najwspanialszych prywatnych kolekcji dzieł sztuki Azji Południowo-Wschodniej". Na zdjęciach z ich posiadłości w Palm Beach na Florydzie widać było wówczas wiele khmerskich zabytków, w tym dwa, które bardzo przypominały jedne z 10 najcenniejszych dzieł sztuki ukradzionych w Kambodży.
      Z nieoficjalnych doniesień wynika, że agenci z wydziału ds. zabytków amerykańskiego Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego kontaktowali się w ostatnich latach z rodziną Lindemannów w tej sprawie, jednak brak doniesień, by rodzina chciała dobrowolnie zwrócić zabytki.
      Bradley Gordin, amerykański adwokat wynajęty przez kambodżańskie Ministerstwo Kultury i Sztuki mówi, że jeden z tych przedmiotów przedstawia boga Wisznu, a rząd Kambodży uważa, że wizerunek ten został ukradziony ze świątyni, która może być grobowcem rodzinnym króla Dżajawarmana IV, który panował w I połowie X wieku. To najważniejsza rzeźba w całej świątyni, a prawdopodobnie najważniejsza na całym stanowisku archeologicznym Koh Ker, mówi Gordon. Koh Ker było przez krótki czas stolicą imperium Khmerów. To tak, jakby Lidemannowie mieli w jadalni sarkofag ukradziony w grobowca Tutanhamona, dodaje.
      Rodzina Lidemannów nie skomentowała tych doniesień. Nikomu też nie są obecnie stawiane żadne zarzuty.
      International Consortium of Investigative Journalists informuje, że dotychczas rząd Kambodży wyśledził ponad 2000 przedmiotów, które prawdopodobnie zostały skradzione, a obecnie znajdują się w muzeach i zbiorach prywatnych z całego świata. Jedną z osób podejrzewanych o handel skradzionymi khmerskimi zabytkami był Douglas Latchford, przeciwko któremu amerykańskie władze prowadziły śledztwo. Zarzuty postawiono mu w 2019 roku, jednak Latchford zmarł rok później i śledztwo przeciwko niemu zamknięto. Jednak w ciągu ostatnich 2 tygodni do Kambodży zwrócono 30 zabytków powiązanych z Latchfordem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Archeolodzy z Muzeum Archeologicznego w Stavanger w Norwegii nie mogli uwierzyć własnym oczom, gdy otrzymali przesyłkę z kobiecą biżuterią z epoki wikingów. Często dostajemy przedmioty znalezione przez osoby prywatne, ale nigdy nie jest ich tyle. Nawet podczas wykopalisk rzadko natrafiamy na takie znaleziska, mówi Kristine Orestad Sørgaard. Naukowcom udało się wyśledzić prawdopodobne pochodzenie biżuterii. Wiele wskazuje na to, że pochodzi ona z obrabowanego grobu.
      Pani Sørgaard nie musiała nawet analizować przesyłki. Już na pierwszy rzut oka stwierdziła, że to biżuteria typowa dla wikingów. Zarówno owalne brosze zdobione srebrem, brosza o  równych ramionach i dwie bransolety są typowe dla tego okresu, mówi. Dodatkowo kobieta miała naszyjnik z ponad 50 koralików.
      Owalne brosze spinały fartuch i są typowym wyposażeniem kobiecych grobów z czasów wikingów. Były one używane razem z trzecią brosza, którą przypinano szal lub płaszcz. A pomiędzy owalnymi broszami znajdował się naszyjnik.
      Zabytki pochodzą pochodzą z wczesnej epoki wikingów. Wniosek taki wyciągnięto na podstawie jednego z paciorków, którego mozaikowy wzór jest typowy dla ok. 850 roku. W naszyjniku znalazły się też, również popularne w czasach wikingów, paciorki owinięte srebrną i złotą folią, które miały imitować paciorki wykonane w całości ze złota i srebra.
      Po otrzymaniu zabytków archeolodzy przeszukali muzealne archiwa i odkryli, że w 1955 roku pracownicy muzeum badali obrabowany grób znajdujący się w miejscowości Frafjord. Tamte okolice znane są z interesujących znalezisk pochodzących sprzed epoki wikingów. Jednak dotychczas odkryto tam niewiele zabytków z czasów wikingów. Pracami przy obrabowanym grobie prowadził znany archeolog Odmund Møllerop (zm. w 2006 r.). Badał on pochówek na 7-metrowej łodzi. Złożono na niej kobietę wyposażoną w siekierę, czochrę (narzędzie do oddzielania główek nasiennych od łodyg lnu i konopi), umbo (środkowa wzmacniająca część tarczy), nożyczki i żelazny miecz. Jednak przy zmarłej nie znaleziono biżuterii. Dlatego też archeolodzy sądzą, że dostarczona przez nich przesyłka to biżuteria z tego właśnie pochówku.
      Obecnie biżuterią zajmują się konserwatorzy. Osoby, które przekazały zabytki nie wiedzą, niestety, kiedy i gdzie zostały one znalezione. Wielka szkoda, że utraciliśmy tę wiedzę i że profesjonaliści nie mieli okazji, by zbadać miejsce odkrycia. Straciliśmy w ten sposób dużo informacji. Szczególnie interesujące byłyby informacje na temat trzech koralików z niebieskiego szkła, mówi Kristine Orestad Sørgaard. Koraliki takie pochodzą z wczesnej epoki żelaza, są więc o setki lat starsze niż pozostałe zabytki. Może był to jej spadek. A może mamy tutaj przemieszane przedmioty z jeszcze starszego grobu. Nigdy się tego nie dowiemy, dodaje uczona.
      Kobieta z Frafjord należała do wyższej klasy społecznej. Nie każdy mógł sobie pozwolić na taką biżuterię. Pokazuje nam ona nie tylko jej status za życia, ale również pozycję, jaką powinna zająć po śmierci, to ważny składnik znacznie w społeczności, nie tylko tutaj ale i w życiu pozagrobowym, stwierdza Sørgaard. Biżuteria może też świadczyć o bogatych więzach handlowych. O ile owalne brosze masowo produkowano w Kaupang czy Ribe, to co najmniej kilkanaście koralików może pochodzić z basenu Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niewielka gliniana figurka mogła być czczona 2500–2800 lat temu jako wyobrażenie bóstwa wody. Za taką interpretacją przemawia co najmniej miejsce, w którym znaleziono niezwykły zabytek. Figurkę odkryto w kanale, z którego przedstawiciele pobliskiej osady kultury halsztackiej (VIII–VI w. p.n.e.) czerpali wodę.
      Pozostałości osady znajdują się w pobliżu rzeki Unkenbach, w dzisiejszej miejscowości Mönchstockheim. Pomimo upływu tysięcy lat u bardzo starannie wykonanej figurki wciąż wyraźnie widoczne są oczy, nos, policzki i podbródek.
      Figurka ma 19 centymetrów wysokości, liczy sobie kilka tysięcy lat, została starannie wykonana, nic więc dziwnego, że jest gwiazdą Państwowego Bawarskiego Urzędu Ochrony Zabytków. Bogini wody świadczy o rozwiniętej kulturze Bawarii sprzed niemal 3000 lat, powiedział minister Markus Blume. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy stwierdzić, że ludzie w tamtych czasach uznawali szczególne dla nich miejsca za miejsca święte. Niewielka figurka mogła być darem rytualnym, być może przypisywano jej magiczne właściwości, dodaje profesor Mathias Pfeil.
      Zabytek znaleziono w ramach prac archeologicznych prowadzonych w ramach budowy drogi. Na miejscu odkryto liczne fragmenty szkła, ceramikę i niezwykłą glinianą pieczęć. Wzór na pieczęci i sposób jego wykonania wskazują, że mogła ona służyć do dekorowania materiałów organicznych, np. bochenków chleba. Przeprowadzono już eksperymenty, które potwierdzają tę hipotezę.
      Wszystko wskazuje na to, że przedmioty nie znalazły się w byłym kanale przypadkowo, nie zostały naniesione w jedno miejsce przez wodę, ale złożono je tam celowo. Hipotezę o ceremonialnym złożeniu wzmacnia znalezienie w pobliżu dowodów, na istnienie tam źródła.
      Fragmenty ceramiki jednoznacznie wskazują, że została wykonana przez przedstawicieli kultury halsztackiej. Jednak figurka stanowi zagadkę. Tego typu gliniane figurki są znane m.in. z zachodnich regionów Morza Czarnego i pochodzą z V tysiąclecia przed Chrystusem. Jednak inne znaleziska wskazują, że nasza figurka jest znacznie młodsza. To zaś pozostawia spore pole do interpretacji, wyjaśnia doktor Stefanie Berg, odpowiedzialna za konserwację zabytków w Bawarskim Urzędzie Ochrony Zabytków.
      Specjaliści przypuszczają, że oryginalna figurka była o około 10 centymetrów wyższa. Brakuje jej części nóg. Brak też przedniej części tułowia, przez co nie można jednoznacznie określić płci. Na bokach głowy znajdują się jednak otwory, które mogą reprezentować czepek dekorowany metalowymi pierścieniami. Takie nakrycie głowy nosiły kobiety.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niemcy podpisały z Nigerią historyczną umowę, na podstawie której słynne brązy z Beninu wrócą do kraju swojego pochodzenia. Dwa zabytki – głowa króla i XVI-wieczna plakietka – zostały przekazane przedstawicielom Beninu podczas uroczystego podpisania porozumienia. Brązy z Beninu wracają do domu... Ich zabranie było złe, ich przetrzymywanie przez 120 lat było złe, stwierdziła Annalena Baerbock, minister spraw zagranicznych Niemiec.
      Ambasador Nigerii w Niemczech, Yusuf Tuggar, stwierdził na Twitterze, że bezwarunkowy zwrot 1130 zabytków to nowa era dyplomacji kulturowej. "Niemcy wysoko postawiły poprzeczkę dla chcących naprawiać kolonialne krzywdy". Nigeria od lat 60. ubiegłego wieku domagała się zwrotu zabytków. W ubiegłym roku podpisano protokół uzgodnień ustalający ramy czasowe zwrotu zabytków zagrabionych z pałacu królewskiego w Beninie.
      Obecnie w 20 niemieckich muzeach znajduje się się ponad 1000 brązów z Beninu, a berlińskie Muzeum Etnologiczne jest właścicielem drugiej największej w Europie kolekcji tych zabytków. Więcej tych dzieł sztuki posiada jedynie British Museum.
      Nie wszystkie brązy wrócą z Niemiec do Nigerii. Afrykański kraj zgodził się wypożyczyć niektóre z nich, by muzea nadal mogły je wystawiać.
      Podpisane porozumienie obejmuje nie tylko zwrot zabytków. Niemcy zgodziły się partycypować w budowie nowego muzeum, w którym brązy będą wystawiane. Edo Museum of West African Art stanie w pobliżu pałacu królewskiego w Edo City.
      Niemcy nie są jedynymi, którzy zwracają Nigerii tamtejsze zabytki. Wcześniej amerykański Smithsonian Institution zgodził się zwrócić większość posiadanych przez siebie brązów z Beninu. To zaś zwiększy nacisk na British Museum, które posiada około 900 brązów. Zgodnie z ustawą z 1963 roku British Museum nie może na stałe pozbywać się przedmiotów ze swoich zbiorów. Obecnie, w ramach europejskiej koalicji o nazwie Benin Dialogue Group, prowadzi ono negocjacje w sprawie wypożyczenia brązów z Beninu do Edo Museum of West African Art.
      Czym są Brązy z Beninu?
      Mimo, że zabytki są znane pod ogólną nazwą brązów z Beninu, to w rzeczywistości są wykonane głownie z mosiądzu. Niektóre z nich wykonano z połączenia brązu z mosiądzem, pojawia się też drewno, kość słoniowa, ceramika i inne materiały. Metalowe części wykonano techniką traconego wosku i są najwspanialszymi przykładami wykorzystania tej metody.
      Wiele brązów przedstawia królów i wojowników. Gdy umierał król, jego następca zamawiał portret zmarłego wykonany w brązie. Znamy około 170 takich przedstawień, najstarsze z nich pochodzi z XII wieku. Jako, że królowie zmonopolizowali najcenniejsze materiały, to na dworach królewskich powstawały wspaniałe brązy z Beninu i to dwory stały się ośrodkami rozwoju subsaharyjskiej sztuki.
      Brązy z Beninu to jedne z najwspanialszych przykładów sztuki afrykańskiej. To tysiące metalowych plakietek i rzeźb, które w przeszłości zdobiły pałac królewski w Królestwie Beninu (obecnie to stan Edo w Nigerii). Najcenniejsze z nich, cechujące się największym artyzmem powstały w czasie rządów króla Esigie (ok. 1550 r.) oraz Ersoyena (I poł. XVIII w.).
      Większość Brązów z Beninu została zagrabiona w 1897 roku podczas karnej ekspedycji armii brytyjskiej, w czasie której Brytyjczycy zdobyli Benin City, zakończyli istnienie niepodległego Beninu i włączyli ten kraj do kolonialnej Nigerii. Ekspedycję podjęto w odwecie za zmasakrowanie wyprawy brytyjskiego komisarza i konsula Protektoratu Wybrzeża Nigru, który – wbrew życzeniu króla Beninu – postanowił odwiedzić go w jego stolicy.
      Zrabowane brązy trafiły do British Museum oraz do wielu innych muzeów w całej Europie oraz Ameryce. Jeden z zabytków, Głowa Królowej Matki, znajduje się w Szczecinie. Nie wiadomo, jak się tam znalazła.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...