Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

W starych danych Hubble'a znaleziono 1700 asteroid

Recommended Posts

W danych zebranych dotychczas przez Teleskop Hubble'a „ukrywało się” około 1700 asteroid. Autorzy najnowszych badań – zawodowi astronomowie oraz naukowcy – połączyli siły i przeanalizowali dane zebrane przez słynny teleskop. Projekt ruszył 30 czerwca 2019 roku w Międzynarodowym Dniu Asteroid. Na popularnej platformie croudsourcingowej nauki, Zooniverse, uruchomiono wówczas „Hubble Asteroid Hunter”.

Celem analizy było znalezienie informacji o nieznanych asteroidach w archiwalnych danych Hubble'a. Trzeba było wyłowić je z danych, które badaczom z innych projektów naukowych wydawały się bezwartościowe. To, co jest śmieciem dla jednego astronoma, może być skarbem dla drugiego, stwierdza lider badań, Sandor Kruk z Instytutu Fizyki Pozaziemskiej im. Maxa Plancka. Uczony zauważa, że ilość danych, które archiwizują astronomowie rośnie w olbrzymim tempie i warto zaglądać do tego, co inni odrzucili.

Analizie poddano informacje zebrane pomiędzy 30 kwietnia 2002 roku a 14 marca 2021.

Jako, że typowy czas obserwacyjny instrumentów Hubble'a wynosi 30 minut, asteroidy pojawiają się na zdjęciach w formie smug. Jednak systemy komputerowe mają problemy z wyłowieniem tych smug, dlatego do ich wykrywania zaprzęgnięto ludzi. Ze względu na orbitę i ruch samego Hubble'a smugi te są zakrzywione, przez co trudno jest stworzyć algorytm komputerowy, który byłby w stanie je wykryć. Dlatego potrzebowaliśmy ochotników, którzy je klasyfikowali, a dopiero później na tej podstawie uczyliśmy algorytm ich rozpoznawania, mówi Kruk.

W projekcie wzięło udział 11 482 naukowców-amatorów, którzy przeanalizowali tysiące zdjęć. Dzięki temu udało się wykryć 1488 prawdopodobnych asteroid. Obiekty takie znajdowały się na około 1% analizowanych fotografii. Później wytrenowany na tym zbiorze danych algorytm zauważył kolejnych 999 kandydatów na asteroidy. Wtedy do pracy przystąpił Kruk i jego koledzy.naukowcy przyjrzeli się obiektom zauważonym przez amatorów oraz algorytm komputerowy i stwierdzili, że mamy do czynienia z 1701 rzeczywistymi asteroidami. Wyniki poszukiwań porównano następnie z bazą danych Minor Planet Center, w której znajdują się informacje o obiektach w Układzie Słonecznych. okazało się, że około 1/3 z tych asteroid została już wcześniej odnotowana.

Teraz naukowcy chcą obserwować odkryte asteroidy, by określić ich orbity oraz odległość od Ziemi.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Już za 2 dni, w piątek 27 maja w pobliżu Ziemi znajdzie się jedna z największych asteroid asteroid bliskich Ziemi (NEO). Obiekt 1989 JA ma średnicę 1,8 kilometra i przez najbliższe dwa lata będzie największą asteroidą, jaka przeleci w pobliżu naszej planety.
      Nie ma jednak najmniejszych powodów do obaw. 1989 JA zbliży się do Ziemi na 0,027 jednostki astronomicznej, zatem znajdzie się w odległości 4 milionów kilometrów od Ziemi. To mniej więcej 10-krotnie większa odległość niż między Ziemią a Księżycem. Jeszcze nigdy 1898 JA nie była tak blisko naszej planety i przez kolejne 172 lata już tak blisko nie podleci. Obecnie asteroida pędzi z prędkością ponad 48 000 km/h. To kilkunastokrotnie szybciej niż pocisk wystrzelony z karabinu.
      Ostatni raz do bliskiego spotkania z równie wielką asteroidą doszło 29 kwietnia 2020, kiedy to w odległości 0,042 j.a. (6,3 mln km) przeleciała asteroida 1998 OR. Na następne spotkanie z równie wielkim obiektem co 1898 JA będziemy musieli poczekać do 27 czerwca 2024 roku. Wówczas to odwiedzi nas 2011 UL21. To asteroida o średnicy od 1,8 do 3,9 kilometra, która znajdzie się w odległości 0,44 j.a., czyli 6,6 miliona kilometrów od Ziemi.
      W ciągu najbliższych 100 lat w Ziemię nie uderzy żadna asteroida na tyle duża, by mogła spowodować katastrofę na olbrzymią skalę. Jednak agencje kosmiczne różnych krajów już teraz myślą o ewentualnej obronie naszej planety. Asteroidy bliskie Ziemi są katalogowane i monitorowane, opracowywane są różne technologie obrony przed nimi. Niedawno NASA wystrzeliła misję DART (Double Asteroid Redirection Test), której celem jest sprawdzenie możliwości zmiany trasy asteroidy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Komety to jedna z najstarszych obiektów w Układzie Słonecznym. Te lodowe pozostałości po formowaniu się planet zostały wyrzucone przez grawitację na obrzeża Układu Słonecznego. Ich rezerwuarem jest Obłok Oorta, hipotetyczny obłok materiału znajdującego się w odległości od kilku tysięcy do 100 000 jednostek astronomicznych od Słońca.
      Tym, co najbardziej przyciąga naszą uwagę w kometach jest ich spektakularny warkocz ciągnący się na wiele milionów kilometrów. Jego źródłem jest jądro komety, składające się z lodu, pyłu i okruchów skalnych. Jądra większości znanych komet liczą kilka lub kilkanaście kilometrów średnicy. Teleskop Hubble'a odkrył właśnie prawdziwego giganta wśród jąder komet – olbrzyma o średnicy około 140 kilometrów.
      Cometa C/2014 UN271 (Bernardinelli-Bernstein) została odkryta przez Pedro Bernardinellego i Gary'ego Bernsteina w archiwalnych zdjęciach z Dark Energy Survey w Cerro Tololo Inter-American Observatory w Chile. Po raz pierwszy zaobserwowano ją w 2010 roku. A w bieżącym roku naukowcy wykorzystali Teleskop Hubble'a oraz radioteleskopy, by odróżnić jej stałe jądro od otaczającej je chmury pyłu. Okazało się, że mają do czynienia z największym znanym jądrem komety. Obecnie C/2014 UN271znajduje się w odległości mniejszej niż 3,2 miliarda kilometrów od Słońca, a za klika milionów lat ponownie trafi do Obłoku Oorta.
      Aby uświadomić sobie, z jakim gigantem mamy do czynienia, musimy wiedzieć, że średnica jądra C/2014 UN271 jest około 50-krotnie większa niż średnica typowej komety. Słynna kometa Halleya ma jądro o średnicy 11 kilometrów, zaś jądro komety Hale-Boppa ma 74 km średnicy. Dotychczasową rekordzistką była kometa C/2002 z jądrem o średnicy 96 kilometrów. Teraz zaś mówimy o 140-kilometrowym jądrze.
      Profesor David Jewitt Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, współautor badań nad C/2014 UN271 mówi, że ta kometa to wierzchołek góry lodowej olbrzymiego zbioru tysięcy komet znajdujących się w odległych obszarach Układu Słonecznego, które odbijają zbyt mało światła, byśmy mogli je dostrzec. Zawsze podejrzewaliśmy, że ta kometa ma wielkie jądro, gdyż widzimy ją tak jasną z tak dużej odległości. Teraz mamy potwierdzenie.
      "To niezwykły obiekt, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo jest aktywny w tak dużej odległości od Słońca. Domyślaliśmy się, że jądro może być całkiem duże, ale musieliśmy to potwierdzić, dodaje główny autor artykułu naukowego, Man-To Hui z Uniwersytetu Nauki i Technologii w Taipa w Macau. Naukowcy wykorzystali więc pięć zdjęć wykonanych w styczniu bieżącego roku przez Hubble'a.
      Głównym problemem było odróżnienie jądra od otaczającego go gazu i pyłu. Kometa jest obecnie zbyt daleko od Ziemi, by można było ten problem rozwiązać wizualnie. Jednak w danych z Hubble'a widać pojaśnienia w miejscu, gdzie znajduje się jądro. Hui i jego zespół stworzyli komputerowy model warkocza komety, który pasował do obrazów z Hubble'a. Następnie poświatę z warkocza odjęto od całości, pozostawiając samo tylko światło odbijane przez jądro.
      Uzyskane w ten sposób wyniki porównano z wcześniejszymi pomiarami dokonanymi za pomocą radioteleskopu ALMA (Atacama Large Millimeter/submilimeter Array). Wszystkie te dane łącznie pozwoliły na określenie średnicy jądra i jego współczynnika odbicia. Okazało się, że dane z Hubble'a odnośnie wielkości jądra komety są zgodne z wcześniejszymi danymi z ALMA, jednak jądro jest ciemniejsze niż sądzono. Jest wielkie i ciemniejsze od węgla, mówi Jewitt.
      Kometa C/2014 UN271 od ponad miliona lat podąża w kierunku Słońca. Pochodzi prawdopodobnie z Obłoku Oorta, ale – podobnie jak inne komety – nie narodziła się w nim, ale została tam wypchnięta przez oddziaływania grawitacyjne olbrzymich planet w czasach, gdy orbity Jowisza i Saturna wciąż ewoluowały.
      Kometa Bernardinelli-Bernstein znajduje się na eliptycznej orbicie, a jej podróż wokół Słońca trwa około 3 milionów lat.  Obecnie znajduje się w odległości około 3 godzin świetlnych od Słońca, a w najdalszym punkcie orbity od naszej gwiazdy dzieli ją około pół roku świetlnego.
      Obłok Oorta to hipotetyczna struktura, której istnienie jako pierwszy postulował holenderski astronom Jan Oort. Masa Obłoku może sięgać nawet 20-krotności masy Ziemi. Jednak samego obłoku nie możemy zaobserwować, gdyż tworzący go materiał, w tym olbrzymia liczba komet, jest zbyt słabo widoczny, byśmy mogli go bezpośrednio obserwować. Jeśli Obłok istnieje, to jest największą strukturą w Układzie Słonecznym i jest – przynajmniej przy obecnym stanie techniki – całkowicie dla nas niewidzialny.
      Wiemy jednak, że komety przybywają do wewnętrznych obszarów Układu Słonecznego z każdej strony, a to sugeruje, że Obłok Oorta ma kształt sfery. Jeśli on rzeczywiście istnieje, to sondy Voyager mogą do niego dotrzeć za około 300 lat, a kolejnych 30 000 lat zajmie im przelot przez Obłok.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzisiaj pomiędzy godziną 13:20 a 13:52 czasu polskiego ma odbyć się start rakiety Ariane 5, która wyniesie Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba (JWST). Będzie to największy w historii i najważniejszy od 31 lat, od czasu wystrzelenia Teleskopu Hubble'a, instrument naukowy umieszczony przez człowieka w przestrzeni kosmicznej. Wbrew powszechnemu mniemaniu Teleskop Webba nie ma zastąpić Hubble'a, a go uzupełnić. Naukowcy na całym świecie wiążą olbrzymie oczekiwania z obserwatorium, w którego powstanie – obok NASA – zaangażowane są Europejska Agencja Kosmiczna i Kanadyjska Agencja Kosmiczna.
      Start niezwykłego teleskopu można śledzić na żywo na kanale NASA na YouTube
      Jak to się zaczęło...
      NASA myślała o tym, co po Hubble'u jeszcze zanim teleskop ten trafił w przestrzeń kosmiczną. Podobnie zresztą jest i teraz, gdyż opracowywane są koncepcje kolejnych po JWST teleskopów kosmicznych. Wkrótce po wystrzeleniu Hubble'a okazało się, że instrument nie pracuje jak powinien. Przyspieszono więc planowanie kolejnego teleskopu kosmicznego. Później odbyła się słynna misja naprawcza do Hubble'a, a gdy teleskop dostarczył pierwszych zdjęć po naprawie, wszyscy oniemieliśmy. Zachwycone były i opinia publiczna, i międzynarodowa społeczność naukowa, i NASA. Na bazie tego sukcesu i powszechnego entuzjazmu NASA i współpracujący z nią specjaliści zaczęli opracowywać koncepcję teleskopu pracującego w podczerwieni. Taki teleskop mógłby zajrzeć w przestrzeń kosmiczną znacznie dalej niż Hubble. Mógłby zobaczyć światło pierwszych galaktyk. Pracujący głównie w świetle widzialnym Hubble nie ma takich możliwości, gdyż – jako „gorący” teleskop – jest oślepiany ciepłem generowanym przez własne instrumenty naukowe. Teleskop działający głównie w podczerwieni musi zaś być teleskopem „zimnym”.
      Początki koncepcji JWST sięgają 1996 roku. Wówczas projekt był nazywany Next Generation Space Telescope. W 2002 roku, na kolejnym etapie rozwoju, przemianowano go na Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba (James Webb Space Telescope), od nazwiska drugiego dyrektora NASA, który zarządzał agencją w czasie programu Apollo i za którego kadencji działalność naukowa stała się główną działalnością NASA.
      Jeszcze na początku 2005 roku planowano, że JWST zostanie wystrzelony w 2011 roku. Jednak w sierpniu 2005 dokonano rewizji planów, wyznaczono datę startu na rok 2013, a koszty oszacowano na 4,5 miliarda USD, z czego 3,5 miliarda miały pochłonąć prace projektowo-badawcze, budowa teleskopu i jego wystrzelenie, a kolejny 1 miliard do koszt jego 10-letniej pracy na orbicie.
      W roku 2010 uznano, że JWST zostanie wystrzelony w 2015 roku, z możliwością przesunięcia startu na nie później niż rok 2018. Trzy lata później wiedziano już, że całkowity koszt teleskopu i jego misji wyniesie co najmniej 8,8 miliarda USD.
      Ostatni element JWST został wyprodukowany w listopadzie 2016 roku. Rozpoczęto intensywne testy. W marcu 2018 podczas próbnego montażu doszło do rozdarcia osłony przeciwsłonecznej teleskopu, okazało się też, że jej konstrukcja nie jest wystarczająco mocna. Start przesunięto na rok 2020. Jednak już w czerwcu 2018 roku powołana przez NASA Independent Review Board, której celem była ocena postępów prac nad teleskopem, zaleciła przesunięci startu na 30 czerwca 2021. W swoim raporcie IRB stwierdzała, że że 29-miesięczne opóźnienie pomiędzy październikiem 2018 a marcem 2021 wynika z pięciu czynników: ludzkich błędów, problemów niejako automatycznie wbudowanych w taki projekt, złożoność systemu, zbytni optymizm oraz brak doświadczenia w kluczowych obszarach, takich jak np. budowa osłony przed Słońcem.
      Wśród najważniejszych błędów popełnionych przez ludzi wymieniono m.in. umycie zaworów niewłaściwym rozpuszczalnikiem, błędy w uzwojeniu przetworników ciśnieniowych oraz niewłaściwe zainstalowanie elementów montażowych osłony słonecznej przed jej kluczowym testem. Wszystkie tego typu drobne błędy spowodowały opóźnienie o 1,5 roku i zwiększyły koszty o około 600 milionów dolarów.
      Cały teleskop został ostatecznie złożony 29 sierpnia 2019 roku. Wcześniej licznym wymagającym testom były poddawane jego poszczególne elementy. Po złożeniu czekały go kolejne testy. W końcu 21 grudnia 2020 roku osłona termiczna, co do której było najwięcej zastrzeżeń, przeszła ostatnie testy pełnego rozwinięcia i zwinięcia, a w marcu bieżącego roku zakończono ostatnie testy układów elektrycznych i komunikacyjnych. Pod koniec września JWST wyruszył w dwutygodniową drogę do Gujany Francuskiej, skąd zostanie wystrzelony. Ostateczny budżet JWST to niemal 10 miliardów dolarów.
      Zadania
      Główne obszary badawcze, którymi zajmie się Webb można podzielić na cztery kategorie:
      Koniec wieków ciemnych: pierwsze światło i epoka rejonizacji
      Przez około 380 000 lat po Wielkim Wybuchu wszechświat był całkowicie nieprzezroczysty. Tworzyła go mieszanina gorących cząstek. W miarę jak się schładzał protony i neutrony zaczęły łączyć się w zjonizowane atomy wodoru oraz nieco helu. Atomy te zaczęły przyciągać elektrony. Wszechświat stał się przezroczysty i światło mogło w nim swobodnie się przemieszczać. A raczej mogłoby, gdyby istniały jakieś jego źródła. Obecnie nie wiemy jak wyglądały pierwsze gwiazdy, ani kiedy powstały. To jedne z pytań, na które ma odpowiedzieć Webb.
      I właśnie dlatego, że chcemy zobaczyć pierwsze gwiazdy, JWST musi pracować w podczerwieni. Rozszerzanie się wszechświata powoduje, że zwiększa się odległość między obiektami. A im większa odległość dzieli źródło fali (np. gwiazdę) od jej odbiorcy, tym bardziej zwiększa się długość fali docierającej do odbiorcy. W przypadku światła mamy do czynienia ze zjawiskiem przesunięcia ku podczerwieni, gdyż podczerwień ma większą długość fali niż światło widzialne. Im dalej od nas w przestrzeni kosmicznej znajduje się świecący obiekt, tym bardziej czerwony się wydaje. Podobne zjawisko łatwo możemy zaobserwować na Ziemi odnośnie dźwięku. Wystarczy, że wsłuchamy się w syrenę jadącej w naszym kierunku karetki i zwrócimy uwagę, jak dźwięk zmienia się, gdy pojazd się do nas zbliża oraz gdy nas minie i się oddala.
      Aby znaleźć pierwsze galaktyki Webb będzie musiał przeprowadzić badania w bliskiej podczerwieni, za którymi pójdą spektroskopia o niskiej rozdzielczości i fotometria w średniej podczerwieni. Do przyjrzenia się epoce rejonizacji konieczna będzie zaś wysokorozdzielcza spektroskopia w bliskiej podczerwieni.
      Zanim jednak doszło do rejonizacji, nastąpiła era rekombinacji. Trwała ona od 240 do 300 tysięcy lat po Wielkim Wybuchu. Wtedy to protony i neutrony zaczęły łączyć się w zjonizowane atomy wodoru i deuteru. Deuter utworzył później hel-4. Pierwiastki te zaczęły przyciągać elektrony, które uczyniły z nich obojętne atomy. W tym momencie wszechświat składał się z 3-krotnie większej ilości wodoru niż helu. I stał się przezroczysty. Epoka rekombinacji to najwcześniejszy okres istnienia wszechświata, który może obserwować za pomocą jakiejkolwiek formy światła. Satelity COBE i WAMP rejestrują obecnie mikrofalowe promieniowanie tła z tego okresu. Po epoce rekombinacji nastąpiły wieki ciemne, które zakończyła epoka rejonizacji.
      Wedle obowiązujących obecnie teorii pierwsze gwiazdy były od 30 do 300 razy bardziej masywne od Słońca, istniały zaledwie kilka milionów lat, a ich żywot kończył się eksplozją supernowej. Potężne promieniowanie ultrafioletowe z tych pierwszych gwiazd jonizowało wodór wypełniających wszechświat. Epoka ta miała kluczowe znaczenie dla późniejszego formowania się większych obiektów, jak galaktyki. Dlatego też naukowcy chcieliby przyjrzeć się pierwszym gwiazdom, by lepiej zrozumieć, ja powstał wszechświat znany nam obecnie. Ponadto pierwsze gwiazdy mogły też tworzyć pierwsze czarne dziury. Te czarne dziury mogły z czasem wchłaniać materię i łączyć się ze sobą, tworząc supermasywne czarne dziury, obecnie w centrum niemal wszystkich masywnych galaktyk.
      Tworzenie się galaktyk
      Aby zrozumieć naturę i historię wszechświata, musimy zrozumieć jak zorganizowana jest w nim materia i jak organizacja ta zmieniała się przez miliardy lat. Naukowcy badają to zagadnienie zarówno w skali galaktyk, jak i cząstek subatomowych. Każda z tych skal niesie ze sobą niezwykle istotne informacje.
      Zachwycając się pięknymi zdjęciami wykonanymi przez Hubble'a musimy pamiętać, że galaktyki i inne struktury w przestrzeni kosmiczne nie zawsze wyglądały w ten sposób. Wielkie galaktyki spiralne tworzyły się przez miliardy lat w różnych złożonych procesach, również zderzając się między sobą i się łącząc. Podobne zjawiska zachodziły w przypadku olbrzymich galaktyk eliptycznych.
      Gdy jednak spojrzymy głęboko w przestrzeń kosmiczną zobaczymy zupełnie inny obraz. Obecnie naukowcy sądzą, że od czasu, gdy wszechświat ukończył 6 miliardów lat, niemal wszystkie masywne galaktyki doświadczyły przynajmniej jednego znaczącego połączenia się z inną galaktyką. Dlatego też gdy zajrzymy dalej w czasie zobaczymy wiele małych galaktyk „posklejanych” z jeszcze mniejszych elementów z wieloma obszarami gwiazdotwórczymi. JWST ma pomóc w odpowiedzi na pytanie, jak z takich niedużych zlepków galaktycznych, powstały dzisiejsze imponujące rozmiarami i wyglądem struktury. Teleskop Webba ma zobaczyć pierwsze galaktyki, dzięki czemu naukowcy mają nadzieję dowiedzieć się jak galaktyki rosły i ewoluowały. Zobaczą też, jak wyglądały pierwsze gwiazdy i poznają ich rodzaje. A dzięki tym obserwacjom dowiemy się, jak powstawały pierwiastki cięższe niż wodór i hel.
      Współczesne modele komputerowe wskazują, że do tworzenia się galaktyk dochodzi, gdy łączy się ze sobą ciemna materia. To niewidzialna forma materii, której masa we wszechświecie jest pięciokrotnie większa niż materii widzialnej. To ona tworzy „rusztowanie” wszechświata. Sposób, w jaki łączy się ona ze sobą wpływa na formowanie się widocznych struktur w kosmosie. A większe struktury z widocznej materii wpływają z kolei na powstawanie i ewolucję gwiazd. Naukowcy uważają, że to interakcja pomiędzy gwiazdami, galaktykami a ciemną materią stworzyła wszechświat w takiej formie, w jakiej go obecnie widzimy.
      Ewolucja i formowanie się galaktyk trwają do dzisiaj. Znamy wiele przykładów zderzających się galaktyk. Wiemy też, że taka kolizja czeka w przyszłości Drogę Mleczną. W naszym kierunku zbliża się bowiem galaktyka Andromedy i za miliardy lat dojdzie do zderzenia.
      Narodziny gwiazd i układów protoplanetarnych
      Jednym z najbardziej spektakularnych zdjęć wykonanych przez Hubble'a jest fotografia Filarów Stworzenia. W Filarach znajdują się gwiazdy, które nie na wszystkich zdjęciach są widoczne. Teleskop Hubble'a jest bowiem zoptymalizowany pod kątem pracy w świetle widzialnym, a światło to jest blokowane przez pył tworzący filary. Dopiero gdy pracuje w trybie bliskiej podczerwieni, możemy dostrzec gwiazdy ukryte w pyle.  Obecnie możemy sobie tylko wyobrażać, jak wspaniałe zdjęcie Filarów wykona Webb, który jest wyspecjalizowany w pracy w bliskiej podczerwieni i jest 100-krotnie potężniejszy niż Hubble.
      Webb, dzięki temu, że pracuje w podczerwieni, rejestrując ciepło emitowane z różnych źródeł, pokaże nam to, co obecnie ukryte jest przed naszym wzrokiem za chmurami pyłu. Dostarczy też lepszych obrazów dysków protoplanetarnych, chmur gazu i pyłu wokół młodych gwiazd. Chmur, w których formują się planety. Teleskop ten jest tak potężny, że powinien pokazać i proces tworzenia się planet i pozwoli obserwować molekuły niezbędne do powstania życia.
      Ludzkość obserwuje i bada gwiazdy od tysięcy lat. Jednak dopiero w ostatnich dziesięcioleciach zaczęliśmy poznawać wiele z ich tajemnic. Jeszcze 100 lat temu nie wiedzieliśmy, że w gwiazdach zachodzi fuzja jądrowa, a o tym, że we wszechświecie ciągle powstają nowe gwiazdy przekonaliśmy się mniej niż 50 lat temu. Wciąż nie wiemy, w jaki sposób chmury pyłu i gazu stają się gwiazdami, nie wiemy, dlaczego większość gwiazd powstaje w obszarach gwiazdotwórczych, ani jak dokładnie tworzą się układy planetarne. Chcielibyśmy dokładnie poznać proces tworzenia się cięższych niż wodór czy hel pierwiastków. Kolejne obserwacje gwiazd i planet udoskonalają naszą wiedzę, pozwalają naukowcom zmieniać, poprawiać i tworzyć nowe hipotezy oraz teorie. Jednak, żeby naprawdę zrozumieć w jaki sposób powstały planety czy gwiazdy, potrzebujemy większej liczby dokładniejszych obserwacji tych obiektów na różnych etapach ich ewolucji. Przede wszystkim zaś potrzebujemy obserwacji młodych gwiazd i dopiero tworzących się układów planetarnych.
      Układy planetarne i początki życia
      Dotychczas odkryliśmy tysiące planet poza Układem Słonecznym, a dzięki rozwijającej się wiedzy i coraz lepszej technice, naukowcy potrafią znajdować coraz mniejsze planety, coraz bardziej podobne do Ziemi. Okazało się, że wszechświat jest pełen planet.
      Do zrozumienia Ziemi i życia potrzebna nam jest wiedza o powstawaniu i ewolucji planet. Wciąż nie wiemy, czy wszystkie planety w układach planetarnych formują się w miejscach, w których je widzimy, czy też powstają na obrzeżach układów i z czasem przemieszczają się bliżej gwiazdy. Nie wiemy, w jaki sposób osiągają ostateczną orbitę,ani jak wielkie planety wpływają na te mniejsze. W Układzie Słonecznym są pozostałości po czasach, gdy się on formował. Teleskop Webba pozwoli nam obserwować układy planetarne znacznie młodsze od naszego, dzięki temu będziemy mogli porównać to, co widać tam, z tym, co widzimy tutaj.
      Zbadamy skład dysków protoplanetarnych, będziemy mogli bezpośrednio porównać warunki panujące w różnych układach.
      Jednym z głównych zadań Teleskopu Kosmicznego Jamesa Webba będzie badanie atmosfer planet pozasłonecznych. Webb będzie szukał w nich sygnatur elementów potrzebnych do istnienia życia. Wykorzysta w tym celu spektroskopię, technikę pomiaru intensywności światła o różnych długościach fali.
      Gdy planeta przechodzi na tle swojej gwiazdy, światło gwiazdy przenika przez jej atmosferę. Różne pierwiastki w różny sposób reagują na światło, absorbując fotony o konkretnej energii. Badając całe spektrum światła i znajdując miejsca, w których doszło do absorpcji fotonów, naukowcy są w stanie określi pierwiastki obecne w atmosferze, zatem zbadać jej budowę. A jako, że w podczerwieni można zaobserwować najwięcej takich specjalnych cech spektrum światła, JWST świetnie nadaje się do obserwacji tego typu. Ostatecznym celem jest znalezienie planety o atmosferze podobnej do ziemskiej.
      Jednak Webb nie ma badać wyłącznie egzoplanet, gwiazd i galaktyk. Naukowcy chcą dzięki niemu dowiedzieć się więcej o samym Układzie Słonecznym. Dlatego też teleskop będzie obserwował Marsa i wielkie planety, pomoże w badaniach Plutona, Eris, asteroid, komet czy obiektów z Pasa Kuipera. Pozwoli na zweryfikowanie i poszerzenie naszej wiedzy, którą zdobyliśmy dotychczas dzięki marsjańskim łazikom czy sondom wysyłanym w dalekie zakątki Układu Słonecznego.
      Jak on to zrobi
      Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba zbudowany jest z trzech zasadniczych elementów: Integrated Science Instrument Module (ISIM, Zintegrowany Moduł Instrumentów Naukowych), Optical Telescope Element (OTE, Element Optyczny Teleskopu) oraz Spacecraft Element (platforma nośna) na który składają się pojazd kosmiczny i osłona przeciwsłoneczna. W ISIM znajdują się cztery instrumenty naukowe Webba. Dane dla nich zapewniają „oczy” teleskopu czyli OTE. Osłona przeciwsłoneczna ma odseparować „gorącą” stronę Teleskopu czyli całą platformę nośną, która będzie skierowana w stronę Słońca, od strony „zimnej” czyli OTE i ISIM. Zadaniem osłony przeciwsłonecznej będzie zapewnienie jak najniższej temperatury pracy elementów optycznych i naukowych. Dlatego też ochroni je ona nie tylko od ciepła słonecznego, ale również od ciepła Ziemi i ciepła generowanego przez pojazd kosmiczny. Temperatura pracy OTE i ISIM nie może być wyższa niż -223,15 stopni Celsjusza.
      W samym zaś pojeździe kosmicznym znajdują się podzespoły zasilania, kontroli położenia, komunikacji, napędu, kontroli termicznej oraz dowodzenia i danych.
      Na moduł naukowy ISIM składają się:
      - NIRCam, działająca w podczerwieni kamera, rejestrująca fale o długości od 0,6 do 5 mikrometrów. To ona zarejestruje światło z pierwszych gwiazd i galaktyk, pokaże gwiazdy w pobliskich galaktykach, młode gwiazdy w Drodze Mlecznej oraz obiekty w Pasie Kuipera. Wyposażono ją w koronografy, instrumenty pozwalające na fotografowanie bardzo słabo świecących obiektów znajdujących się wokół obiektów znacznie jaśniejszych. Koronografy blokują światło jasnego obiektu, uwidaczniając obiekty słabo świecące. Dzięki nim astronomowie chcą dokładnie obserwować planety krążące wokół pobliskich gwiazd i poznać ich charakterystyki. NIRCam wyposażono w dziesięć rtęciowo-kadmowo-telurkowych, które są odpowiednikami matryc CCD ze znanych nam aparatów cyfrowych.
      - NIRSpec to spektrograf również działający w zakresie od 0,6 do 5 mikrometrów. Spektrografy to urządzenia do rejestracji całego widma promieniowania. Analiza tego widma pozwoli naukowcom poznać wiele cech fizycznych badanego obiektu, w tym jego temperaturę, masę i skład chemiczny. Wiele z obiektów, które Webb będzie badał, jest tak słabo widocznych, że olbrzymie zwierciadło teleskopu będzie musiało prowadzić obserwacje przez setki godzin, by zebrać ilość światła wystarczającą do stworzenia całego widma. Jako, że w czasie swojej podstawowej misji, przewidzianej na 5 lat, Webb ma zbadać tysiące galaktyk, NIRSpec wyposażono w możliwość jednoczesnej obserwacji 100 obiektów. To pierwszy spektrograf o tak szerokich możliwościach wysłany w przestrzeń kosmiczną. NIRSpec wykorzystuje system mikroelektromechaniczny zwany macierzą mikromigawek. Składa się ona z wielu komórek, każda o średnicy ludzkiego włosa, których przesłony kontrolowane są indywidualnie pod wpływem pola magnetycznego. Można zatem dowolnie otwierać lub blokować widok na konkretny fragment obserwowanego nieboskłonu. Dzięki temu NIRSpec ma podobne możliwości do NIRCam, również może blokować światło z jaśniejszego obiektu, by obserwować znajdujący się obok obiekt słabiej świecący.
      - Mid-Infared Instrument (MIRI) składa się zarówno z kamery jak i spektrografu pracujących w średniej podczerwieni. To zakresy od 5 do 28 mikrometrów. Fal o takiej długości nasze oczy nie widzą. Ten bardzo czuły instrument zobaczy przesunięte ku czerwieni światło odległych galaktyk, tworzących się gwiazd i słabo widocznych komet. Będzie też mógł obserwować Pas Kuipera. Kamer MIRI będzie zdolna do wykonania podobnych szerokokątnych zdjęć, z jakich zasłynął Hubble. A jego spektrograf umożliwi poznanie wielu cech fizycznych odległych obiektów. MIRI korzysta z trzech macierzy czujników zbudowanych z krzemu wzbogaconych arsenem. MIRI, by ujawnić swoje niezwykłe możliwości, musi mieć zapewnioną temperaturę -266,15 stopni Celsjusza. Tutaj już nie wystarczy chłodzenie pasywne w postaci przestrzeni kosmicznej i zaawansowanej osłony termicznej. Potrzebne jest chłodzenie aktywne, za które odpowiada innowacyjny dwustopniowy układ, schładzający czujniki MIRI najpierw do -255,15, a następnie do -266,15 stopni Celsjusza. W budowę tego instrumentu brało udział europejskie konsorcjum z Europejską Agencją Kosmiczną.
      - Fine Guidance Sensor/Near InfraRed Imager and Slitless Spectrograph (FGS/NIRISS) dostarczony przez Kanadyjską Agencję Kosmiczną to instrument odpowiedzialny za precyzyjne pozycjonowanie Webba na wybrane obiekty, dzięki czemu teleskop będzie mógł uzyskać obrazy wysokiej jakości. FGS/NIRISS będzie odpowiedzialny za wykrycie pierwszego światła, jakie rozbłysło we wszechświecie, wykrywanie i charakteryzację egzoplanet oraz spektroskopię planet podczas ich tranzytów na tle gwiazd macierzystych.
      Oczami teleskopu jest OTE. To właśnie ten element będzie zbierał światło i dostarczał je do instrumentów naukowych. Najbardziej rzucającą się w oczy jego częścią jest główne zwierciadło o średnicy 6,5 metra, zbudowane z 18 heksagonalnych segmentów. Budowa tak wielkiego lustra nawet do użycia na Ziemi to poważne wyzwanie, a co co dopiero w przestrzeni kosmicznej. Nigdy wcześniej ludzkość nie wysłała w kosmos tak dużego zwierciadła.
      Lustro Hubble'a miało 2,4 metra średnicy. Gdyby po prostu przeskalować je do rozmiarów zwierciadła Webba, byłoby ono zbyt ciężkie, by można było je wystrzelić. Dlatego też inżynierowie musieli znaleźć inny sposób. I znaleźli. Zwierciadło Webba jest aż 10-krotnie lżejsze od zwierciadła Hubble'a w przeliczeniu na daną jednostkę powierzchni, a przy tym niezwykle wytrzymałe. Każdy z jego segmentów ma średnicę 1,32 metra i waży około 20 kilogramów, a wraz z aktuatorami i elementami montażowymi waga ta wynosi około 40 kg. Zwierciadło jest składane, gdyż musi zmieścić się do rakiety nośnej.
      Inżynierowie doszli do wniosku, że najlepszym kształtem segmentów będzie sześciokąt. Pozwala on bowiem na rozłożenie lustra bez występowania odstępów pomiędzy nimi oraz uzyskanie kształtu jak najbardziej zbliżonego do koła, dzięki czemu zebrane światło zostanie skupione w centralnym regionie, będzie mogło trafić do zwierciadła wtórnego o średnicy 0,74 m. Gdyby segmenty były okrągłe, po rozłożeniu powstałyby odstępy między nimi, a kwadratowe segmenty dałyby kwadratowe lustro i zbyt wiele zebranego światła trafiałoby poza obszar centralny.
      W przestrzeni kosmicznej zwierciadło trzeba będzie precyzyjnie nakierowywać na obserwowane niezwykle odległe obiekty. Każdy z segmentów zwierciadła głównego oraz lustro wtórne jest sterowany przez sześć aktuatorów. Działają one tak precyzyjnie, że odchylenie od zaplanowanego ustawienia segmentów wynosi nie więcej niż 1/10 000 grubości ludzkiego włosa.
      Webb to teleskop trójzwierciadłowy. Lustro główne jest wklęsłe, zbierające zeń światło lustro wtórne jest wypukłe, a nieruchome trzecie lustro odpowiada za korygowanie wszelkich zniekształceń obrazu powodowanych przez dwa pierwsze lustra.
      Zwierciadła Webba wykonano z lekkiego i wytrzymałego berylu. Materiał wybrany ze względu na swoją olbrzymią stabilność w bardzo niskich temperaturach. Nie odkształca się, co ma olbrzymie znaczenie dla jakość przekazywanego obrazu. Jako, że beryl słabo odbija światło podczerwone, lustra zostały pokryte niezwykle cienką warstwą złota, co nadaje Webbowi jego charakterystyczny wygląd. Beryl jest też niezwykle wytrzymały w stosunku do swojej wagi, jest dobrym przewodnikiem ciepła i prądu elektrycznego, a jednocześnie nie ma właściwości magnetycznych.
      Ochrona przed ciepłem
      Jako, że JWST będzie pracował głównie w podczerwieni, jego wrogiem są wszelkie źródła ciepła. Oczywiście oprócz tych obserwowany. Musi być utrzymywany w bardzo niskich temperaturach i izolowany od wpływu Słońca, Ziemi, Księżyca czy własnych nagrzewających się elementów. Za pasywne chłodzenie odpowiedzialna będzie 5-wartwowa osłona słoneczna o wymiarach 21,197x14,162 metra. Zawsze będzie się ona znajdowała pomiędzy lustrami teleskopu a Słońcem, Ziemią i Księżycem. Będzie to możliwe, gdyż Teleskop Webba zostanie umieszczony w punkcie L2, w odległości 1,5 miliona kilometrów do Ziemi.
      Osłona zapewni teleskopowi stabilną temperaturę pracy poniżej -223 stopni Celsjusza. Osłona wykonana jest z pięciu warstw materiału o nazwie Kapton, a każdą z warstw pokryto aluminium. Każda z nich będzie chłodniejsza niż poprzednia. Dodatkowo dwie najcieplejsze warstwy, czyli dwie pierwsze warstwy patrząc od strony Słońca, mają warstwę krzemową, dodatkowo odbijającą ciepło. Inżynierowie nie tylko precyzyjnie dobrali właściwości warstw, ale niezwykle ważny był też kształt i odległości pomiędzy warstwami.
      Poszczególne warstwy osłony są niezwykle cienkie. Grubość pierwszej z nich to zaledwie 0,05 mm, a każda z czterech pozostałych jest o połowę cieńsza (0,025 mm). Każda warstwa ma nieco inny kształt i inną powierzchnię. Warstwa 1. jest największa i dość płaska, warstwa 5. – najmniejsza i bardziej zakrzywiona. Różna jest też odległość pomiędzy warstwami. Najbliżej siebie są na środku osłony, najdalej na jej krawędziach, co pozwala na lepsze odprowadzanie ciepła od centralnych części teleskopu ku krawędziom. Warstwa 1. będzie nagrzewała się do temperatury nie wyższej niż ok. 110 stopni Celsjusza, a warstwa piąta nigdy nie będzie cieplejsza niż -52 stopnie C. Natomiast najniższa temperatura piątej warstwy to -237 stopni.
      Osłona termiczna będzie bardzo duża, a to naraża ją na przedziurawienie przez mikrometeoryty. Dlatego też wyprodukowano ją i wzmocniono specjalnymi pasami, by ograniczyć obszar zniszczeń. Jeśli w osłonie powstanie dziura, ma się ona nie powiększać.
      Misja
      Główna misja JWST – w czasie której teleskop ma wykonać wszystkie postawione przed nim zadania – została zaplanowana na pięć lat, z możliwością przedłużenia o kolejnych 5 lat. Teleskop Webba zostanie umieszczony w pobliżu punktu libracyjnego (punktu Lagrange'a) 2, znajdującego się w odległości około 1,5 miliona kilometrów do Ziemi, po stronie przeciwnej od Słońca. Punkty libracyjne to takie miejsca w układzie dwóch ciał powiązanych grawitacyjnie, w których obiekt o pomijalnie małej masie może pozostać w spoczynku w stosunku do obu tych ciał. W układach takich trzech ciał (dwa ciała i obiekt o pomijalnej masie) istnieje 5 tego typu punktów.
      JWST będzie krążył wokół punktu L2 będąc zwrócony zawsze od Słońca, a osłona przeciwsłoneczna zawsze będzie chroniła jego instrumenty przed ciepłem naszej gwiazdy, planety i Księżyca. Oczywiście nie będzie krążył całkowicie swobodnie. Za utrzymanie odpowiedniej orbity i pozycji odpowiedzialnych będzie 10 par silników sterujących. To właśnie ilość paliwa dostępna dla silników jest głównym elementem ograniczającym czas misji JWST.
      Start
      Teleskop Webba będzie podróżował na rakiecie Ariane 5 przez 27 minut. Po tym czasie oddzieli się od niej i dalszą podróż odbędzie samodzielnie. W 33. minucie po starcie rozwinięte zostaną panele słoneczne i teleskop zacznie wytwarzać własną energię. Od tego momentu zacznie się stopniowy wielodniowy proces rozkładania osłony słonecznej, anten i luster.  Ma on zostać zakończony w ciągu 13 dni po wystrzeleniu. Następnym etapem będzie aktywowanie i przetestowanie ruchów każdego z segmentów lustra głównego oraz lustra wtórnego. Etap ten będzie trwał od 15. do 24. dnia od startu. Natomiast 29 dni po starcie Webb rozpocznie manewr wejścia na orbitę L2. A gdy już się na niej znajdzie nastąpi etap szybkiego kontrolowanego chłodzenia instrumentów naukowych i luster. Później zaś nastąpi pięciomiesięczny okres testów i kalibrowania instrumentów oraz optyki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA uruchomiła system monitoringu asteroid nowej generacji. Dzięki niemu Agencja lepiej będzie mogła ocenić zagrożenie, jakie dla naszej planety stwarzają poszczególne asteroidy.  Obecnie znamy 27 744 asteroid bliskich Ziemi. Jest wśród nich 889 obiektów o średnicy przekraczającej 1 km i 9945 asteroid o średnicy ponad 140 metrów. Jednak w najbliższym czasie ich liczba znacznie się zwiększy. Stąd potrzeba doskonalszego algorytmu oceny zagrożenia.
      W ciągu najbliższych lat prace rozpoczną nowocześniejsze, bardziej zaawansowane teleskopy. Można się więc spodziewać szybkiego wzrostu liczy nowo odkrytych asteroid, których orbity trzeba będzie obliczyć i nadzorować.
      W kulturze popularnej asteroidy są często przedstawiane jako obiekty chaotyczne, gwałtownie zmieniające kurs i zagrażające Ziemi. W rzeczywistości jednak są niezwykle przewidywalne i krążą wokół Słońca po znanych orbitach.
      Czasem jednak z obliczeń wynika, że orbita asteroidy znajdzie się blisko Ziemi. Wówczas, ze względu na niewielkie niepewności co do dokładnej pozycji asteroidy, nie można całkowicie wykluczyć uderzenia. Astronomowie używają się złożonych systemów monitorowani i obliczania orbit, które automatycznie obliczają ryzyko zderzenia asteroidy z Ziemią.
      Należące do NASA Center for Near Earth Object Studies (CNEOS) oblicza orbity dla każdej znanej asteroidy i przekazuje dane do Planetary Defense Coordinatio Office (PDCO). Od 2002 roku CNEOS wykorzystuje w tym celu oprogramowanie Sentry.
      Pierwsza wersja Sentry to bardzo dobre oprogramowanie, które działa od niemal 20 lat. Wykorzystuje bardzo sprytne algorytmy. W czasie krótszym niż godzina potrafi z dużym prawdopodobieństwem ocenić ryzyko zderzenia z konkretną asteroidą w ciągu najbliższych 100 lat, mówi Javier Roa Vicens, który stał na czele grupy pracującej nad Sentry-II, a niedawno przeniósł się do SpaceX.
      Sentry-II korzysta z nowych bardziej dokładnych i wiarygodnych algorytmów, które potrafią obliczyć ryzyko uderzenia z dokładnością wynoszącą ok. 5 na 10 000 000. Ponadto bierze pod uwagę pewne elementy, których nie uwzględniało Sentry.
      Gdy asteroida wędruje w Układzie Słonecznym, o jej orbicie decyduje przede wszystkim oddziaływanie grawitacyjne Słońca. Wpływ na jej orbitę ma też grawitacja planet. Sentry z dużą dokładnością potrafi obliczyć wpływ sił grawitacyjnych, pokazując, w którym miejscu przestrzeni kosmicznej asteroida znajdzie się za kilkadziesąt lat. Jednak Sentry nie uwzględnia sił innych niż grawitacja. A najważniejszymi z nich są siły oddziałujące na asteroidę w wyniku ogrzewania jej przez Słońce.
      Asteroidy obracają się wokół własnej osi. Zatem są ogrzewane przez Słońce z jednej strony, następnie ogrzana strona odwraca się od Słońca i stygnie. Uwalniana jest wówczas energia w postaci promieniowania podczerwonego, która działa jak niewielki, ale stały napęd. To tzw. efekt Jarkowskiego. Ma on niewielki wpływ na ruch asteroidy w krótki terminie, jednak na przestrzeni dekad i wieków może znacząco zmienić orbitę asteroidy. Fakt, że Sentry nie potrafił automatycznie uwzględniać efektu Jarkowskiego był poważnym ograniczeniem. Za każdym razem, gdy mieliśmy do czynienia z jakimś szczególnym przypadkiem – jak asteroidy Apophis, Bennu czy 1950 DA – musieliśmy ręcznie dokonywać skomplikowanych długotrwałych obliczeń. Dzięki Sentry-II nie będziemy musieli tego robić, mówi Davide Farnocchia, który pracował przy Sentry-II.
      Ponadto oryginalny algorytm Sentry miał czasem problemy z określeniem prawdopodobieństwa kolizji, gdy orbita asteroidy miała znaleźć się niezwykle blisko Ziemi. Na takie asteroidy w znaczący sposób wpływa grawitacja planety i w takich przypadkach gwałtownie rosła niepewność co do przyszłej orbity asteroidy po bliskim spotkaniu z Ziemią. Sentry mógł mieć wówczas problemy i konieczne było przeprowadzanie ręcznych obliczeń i wprowadzanie poprawek. W Sentry-II nie będzie tego problemu. Co prawda takie szczególne przypadki stanowią obecnie niewielki odsetek wszystkich obliczeń, ale spodziewamy się, że po wystrzeleniu przez NASA misji NEO Surveyor i uruchomieniu Vera C. Rubin Observatory, ich liczba wzrośnie, musimy więc być przygotowani, mówi Roa Vicens.
      NASA zdradza również, że istnieje zasadnicza różnica w sposobie pracy Sentry i Sentry-II. Dotychacz gdy teleskopy zauważyły nieznany dotychczas obiekt bliski Ziemi astronomowie określali jego pozycję na niebie i wysyłali dane to Minor Planet Center. Dane te były wykorzystywane przez CNEOS do określenia najbardziej prawdopodobnej orbity asteroidy wokół Słońca. Jednak, jako że istnieje pewien margines niepewności odnośnie obserwowanej pozycji asteroidy wiadomo, że orbita najbardziej prawdopodobna nie musi być tą prawdziwą. Rzeczywista orbita asteroidy mieści się w znanych granicach niepewności pomiarowej.
      Sentry, by obliczyć prawdopodobieństwo zderzenia z Ziemią, wybierał zestaw równomiernie rozłożonych punktów w obszarze niepewności pomiarowej, uwzględniając przy tym jednak tę część obszaru, w której z największym prawdopodobieństwem znajdowały się orbity zagrażające Ziemi. Każdy z punktów reprezentował nieco inną możliwą rzeczywistą pozycję asteroidy. Następnie dla każdego z nich algorytm określał orbitę asteroidy w przyszłości i sprawdzał, czy któraś z nich przebiega blisko Ziemi. Jeśli tak, to skupiał się na tej orbicie, wyliczając dla niej prawdopodobieństwo uderzenia.
      Sentry-II działa inaczej. Wybiera tysiące punktów rozłożonych na całym obszarze niepewności pomiarowej. Następnie sprawdza, które z możliwych punktów w całym regionie są powiązane z orbitami zagrażającymi Ziemi. Innymi słowy, Sentry-II nie jest ograniczony założeniami dotyczącymi tego, gdzie na obszarze marginesu błędu pomiarowego mogą znajdować się orbity najbardziej zagrażające Ziemi. Bierze pod uwagę cały obszar, dzięki czemu może wyłapać też bardzo mało prawdopodobne scenariusze zderzeń, które mogły umykać uwadze Sentry.
      Farnocchia porównuje to do szukania igły w stogu siana. Igły to możliwe zderzenia, a stóg siana to cały obszar błędu pomiarowego. Im większa niepewność odnośnie pozycji asteroidy, tym większy stóg siana, w którym trzeba szukać. Sentry sprawdzał stóg siana wielokrotnie, szukając igieł wzdłuż pojedynczej linii przebiegającej przez cały stóg. Sentry-II nie korzysta z żadnej linii. Szuka w całym stogu.
      Sentry-II to olbrzymi postęp w dziedzinie zidentyfikowania nawet najmniej prawdopodobnych scenariuszy zderzenia wśród olbrzymiej liczby wszystkich scenariuszy. Gdy konsekwencje przyszłego uderzenia asteroidy mogą być naprawdę katastrofalne, opłaca się poszukać nawet tych mało prawdopodobnych scenariuszy, mówi Steve Chesley, który stał na czele grupy opracowującej Sentry i pomagał przy pracy nad Sentry-II.
      Szczegółowy opis Sentry-II znajdziemy na łamach The Astronomical Journal.
      Poniższy film pokazuje zaś w jaki sposób określono orbitę asteroidy Bennu z uwzględnieniem sił grawitacyjnych i niegrawitacyjnych.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy przed 66 milionami lat asteroida zakończyła rządy dinozaurów na Ziemi i zabiła 3/4 gatunków zamieszkujących naszą planetę, wcześni przodkowie naczelnych i torbaczy byli jedynymi nadrzewnymi zwierzętami, które przeżyły zagładę, donoszą autorzy najnowszych badań. Jak przeżyły, skoro to gatunki nadrzewne były najbardziej narażone z powodu globalnej deforestacji wskutek masowych pożarów lasów spowodowanych upadkiem asteroidy?
      W artykule Ecological Selectivity and the Evolution of Mammalian Substrate Preference Across the K-Pg Boundary opublikowanym na łamach Ecology and Evolution, naukowcy z Uniwersytetów Cornell, Yale, Cambridge i City University of New York, wysuwają hipotezę, że nasi przodkowie prowadzili na tyle elastyczny tryb życie, że byli w stanie zejść z drzew, by uchronić się przed wyginięciem. Mogli nie tylko je opuścić, ale i żyć bez nich. Autorzy badań opisali, jak uderzenie meteorytu, które wyznaczyło granicę pomiędzy kredą a trzeciorzędem (granica K-T), wpłynęło na ewolucję ssaków.
      Jednym z możliwych wyjaśnień, w jaki sposób przodkowie naczelnych – mimo że prowadzili nadrzewny tryb życia – przetrwali przez granicę K-T zakłada pewien stopień ich elastyczności, mówi główny autor artykułu, doktorant Jonathan Hughes.
      Pierwsze ssaki pojawiły się około 300 milionów lat temu, a do ich znacznego zróżnicowania ewolucyjnego mogło dojść wraz z rozprzestrzenieniem się roślin kwitnących na 20 milionów lat przed granicą K-T. Gdy asteroida spadła na Ziemię, wyginęło wiele gatunków ssaków. Jednocześnie zaś gatunki, które przeżyły, zróżnicowały się, zajmując nisze ekologiczne uwolnione od dinozaurów i innych gatunków, wyjaśnia Hughes.
      Autorzy badań opublikowali drzewo filogenetyczne ssaków. Pogrupowali przy tym wszystkie żyjące gatunki ssaków na trzy kategorie – nadrzewne, częściowo żyjące na drzewach i nie żyjące na drzewach. Stworzyli też model komputerowy, który rekonstruował ewolucyjną historię ssaków. Model był niezwykle pomocny, gdyż mamy niewiele skamieniałości ssaków z czasów około granicy K-T i trudno jest na ich podstawie wnioskować o preferowanym habitacie gatunków. Dodatkowo naukowcy porównali te skamieniałości z żyjącymi gatunkami ssaków.
      Model komputerowy wykazał, że granicę K-T przetrwały głównie ssaki, które nie żyły na drzewach. Wyjątkami byli przodkowie torbaczy i naczelnych. Bez względu na to, jakie dane załadowano do modelu, za każdym razem model obliczeniowy wykazał, że przed granicą K-T przodkowie naczelnych prowadzili nadrzewny tryb życia. W przypadku torbaczy połowa symulacji wykazała, że ich przodkowie żyli na drzewach.
      Naukowcy sprawdzali też, jak ssaki jako grupa mogły zmieniać się w czasie. Modele wykazały, że czasach bezpośrednio przed i bezpośrednio po granicy K-T dochodzi do znacznej zmiany u ssaków jako grupy. Widoczna jest gwałtowna zmiana. Ssaki jako cała grupa przestają prowadzić nadrzewny tryb życia. Więc to nie jest tak, że nasze modele widziały tylko gatunki nie żyjące na drzewach. Nagle doszło do gwałtownej zmiany. Ssaki porzuciły drzewa, mówi Hughes.
      Widać zatem, że po granicy K-T gwałtownie wzrósł udział ssaków nie korzystających z drzew. Te, które nie były się w stanie bez nich obyć, wyginęły. Przodkowie naczelnych i torbaczy opuścili drzewa, co znacząco wpłynęło na ich ewolucję.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...