Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Kolosalne koszty zewnętrzne sektorów energii i transportu

Recommended Posts

Wiele ludzkich działań niesie ze sobą zewnętrzne koszty społeczne, środowiskowe czy zdrowotne. Gdy np. jedziemy samochodem, musimy zapłacić za paliwo, jednak cena paliwa nie uwzględnia kosztu zanieczyszczenia środowiska czy negatywnego wpływu spalin na ludzkie zdrowie. Naukowcy z brytyjskiego University of Sussex i koreańskiego Hanyang University podjęli się globalnego oszacowania kosztów zewnętrznych związanych z działalnością sektora transportowego i energetycznego. Okazało się, że koszty te wynoszą ponad 1/4 światowego produktu brutto.

Z analizy przeprowadzonej przez profesorów Benjamina K. Sovacoola i Jinsoo Kima, wynika, że zewnętrzne koszty społeczne, zdrowotne i środowiskowe obu wspomnianych sektorów to 24,662 biliony USD, czyli około 29% światowego produktu brutto.
Badania opublikowane na łamach pisma Energy Research & Social Science wykazały, że gdyby uwzględnić wszystkie koszty powodowane przez wykorzystywanie węgla – takie jak zmiana klimatu, zanieczyszczenie powietrza czy degradacja gleb – to cena węgla powinna być ponaddwukrotnie wyższa, niż jest obecnie.

Autorzy badań podkreślają, że obecny system energetyczny nie sprawdza się pod względem rynkowym. Gdyby bowiem uwzględnić rzeczywiste koszty produkcji energii, to okazałoby się, że nieuwzględniane koszty są niemal równe obecnym kosztom produkcji, przez co wiele elektrowni węglowych i atomowych byłoby nieopłacalnych. Naukowcy przypominają przy tym, że również systemy produkcji energii odnawialnej niosą ze sobą koszty zewnętrzne.

Podczas badań zidentyfikowaliśmy olbrzymie koszty zewnętrzne, które niemal nigdy nie są uwzględniane w rzeczywistych wydatkach związanych z jazdą samochodem czy użytkowaniem elektrowni węglowej. Uwzględnienie tych kosztów doprowadziłoby do radykalnej zmiany szacunków ekonomicznych i portfolio zasobów, na których polegają dostawcy energii, mówi profesor Sovacool.

To nie jest tak, że społeczeństwo nie płaci tych kosztów. Po prostu koszty te nie są uwzględniane w cenie energii. I, niestety, te koszty zewnętrzne nie są ponoszone ani równo, ani uczciwie. Najbardziej poszkodowani są ci najsłabiej reprezentowani na rynku. To na przykład ludzie żyjący na obszarach o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu, glebie i wodzie, których nie stać na przeprowadzkę w inne regiony czy mieszkańcy wysp ledwie wystających nad poziom morza, jak Vanuatu czy Malediwy, którzy już teraz są zagrożeni przez wzrost poziomu wód oceanicznych.

Profesor Jinsoo Kim dodaje, że badania jasno pokazują, iż ropa naftowa, węgiel i związane z nimi odpady generują znacznie więcej kosztów w portfolio firm energetycznych niż inne metody produkcji energii. Gdyby prawdziwe koszty wykorzystywania paliw kopalnych były uwzględniane, to wielkie ponadnarodowe koncerny energetyczne, które dominują na światowym rynku, przynosiłyby olbrzymie straty. Jednak zamiast tego rachunek wystawiany jest społeczeństwom, które ponoszą te koszty.

Na potrzeby swoich badań uczeni wykonali metaanalizę i syntezę 139 badań naukowych, w których dokonano w sumie 704 szacunków kosztów zewnętrznych. Były to 83 badania dotyczące dostarczania energii, 13 badań nad efektywnością energetyczną i 43 badania nad transportem.

Z przeprowadzonej analizy wynika, że największe koszty zewnętrzne niesie ze sobą produkcja energii z węgla. Wynoszą one aż 14,5 centa na kWh, podczas gdy średni koszt produkcji energii z węgla w czasie całego okres działania elektrowni węglowej wynosi od 6,6 do 15,2 centa/kWh. Drugim pod względem wysokości kosztów zewnętrznych rodzajem pozyskiwania energii jest jej produkcja z gazu ziemnego. Tam koszty zewnętrzne to 3,5 centa/kWh, przy koszcie produkcji wynoszącym 4,4–6,8 centa/kWh.

To poważne wyzwanie dla polityków, urzędników i planistów, by spowodować, żeby rynki transportowy i energetyczny funkcjonowały ja należy i uwzględniały w cenach swoich produktów biliony dolarów kosztów zewnętrznych, które obecnie przerzucają na społeczeństwo. Obecnie konsumenci są odseparowani od rzeczywistych kosztów pozyskiwania, transportu i przetwarzania surowców energetycznych oraz pozyskiwania z nich energii. A to oznacza, że kolosalny koszt społeczny i ekologiczny takich działań jest trudniej zauważyć. Zasadnicze pytanie brzmi, czy chcemy globalnych rynków, które manipulują kosztami zewnętrznymi dla własnych korzyści, czy też wolimy politykę, która wymusi na nich zinternalizowanie tych kosztów – stwierdza Sovacool.

Autorzy badań zwracają uwagę, że w wielu pakietach pomocowych, które mają rozruszać gospodarkę po pandemii uwzględniono olbrzymie kwoty dla przemysłu paliw kopalnych, motoryzacyjnego czy lotniczego. Jednak długotrwałe ożywienie gospodarcze może się nie udać, jeśli sektory te nie będą ponosiły całości kosztów, jakie są związane z ich działalnością, dodaje profesor Kim.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

A w cenie rosyjkiego gazu uwzględnili wszystkie ruchawki jakie Rosja robi? :) Tak wiem - nie było zamówienia na gaz bo gaz ma być eko.
Czy tylko w węgiel uderzono bo na tym my jedziemy? :D

4 godziny temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Autorzy badań podkreślają, że obecny system energetyczny nie sprawdza się pod względem rynkowym

To ja już wolę żeby cenę ustalał rynek niż naukowcy. Był kiedyś taki naukowy socjalizm.
Jak Breżniew czy inny (już nie pamiętam który) zapytał naukowców rosyjskich: ile kosztuje tona stali - to nikt mu nie był w stanie odpowiedzieć :) bo cenę stali ustalali naukowcy :) i nie miała ceny :)
Gdyby się dało naukowo opracować działanie gospodarki to pewnie się powinno. Ale się nie da. Bo gospodarka zawsze się dostosowuje do zmieniających się warunków jakich nie da się przewidzieć.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Gdyby prawdziwe koszty wykorzystywania paliw kopalnych były uwzględniane, to wielkie ponadnarodowe koncerny energetyczne, które dominują na światowym rynku, przynosiłyby olbrzymie straty. Jednak zamiast tego rachunek wystawiany jest społeczeństwom, które ponoszą te koszty.

Wszelkie koszty zawsze ponosi społeczeństwo i nie ma takiej możliwości, żeby było inaczej. Albo są to koszty środowiskowe, albo finansowe. Żadne koncerny energetyczne (ani żadne inne firmy) w żadnej sytuacji de-facto nie ponoszą kosztów, bo wszystkie koszty firm, w tym podatki, opłaty i kary (wcześniej czy później) wliczane są w ceny usług i towarów, albo odliczane od wypłat dla pracowników (a ci to przecież także jest społeczeństwo). Jeśli firma tego nie zrobi to bankrutuje i jej nie ma.

Przykładowo. Wielu polityków bardzo często (zwłaszcza w ostatnio w Polsce) opowiada, że muszą opodatkować firmy, bo to się należy społeczeństwu! Jest to kompletna bzdura. W ten sposób pod przykrywką opodatkowania firm opodatkowuje się społeczeństwo, bo te koszty szybko mają swoje odzwierciedlenie w wyższych cenach towarów i usług, za które przecież płaci nie kto inny tylko społeczeństwo! Obecna inflacja w Polsce jest między innymi wynikiem takich działań rządu. Zwykły „Kowalski” zdaje się tego nie dostrzegać, bo dopóki jawnie nie obniża mu się pensji, albo jawnie nie nakłada się na niego podatków, to wydaje mu się, że wszystko jest w porządku. Np. obecny polski rząd o tym wie, dlatego tak chętnie wykorzystuje ten mechanizm. Co więcej, wśród osób niezorientowanych w ekonomii i nieświadomych tych mechanizmów, jest nawet poparcie dla rządu na takie działania, tymczasem godzi to w nich samych. Uderzenie w firmy, a nie bezpośrednio w obywateli powoduje, że gdy z pewnym opóźnieniem, te koszty zaczyna ponosić społeczeństwo, to wielu ludzi nie dostrzega już prawdziwej przyczyny tych kosztów.

Inna sprawa, że powinniśmy ponosić pełne koszty środowiskowe wszystkich towarów i usług, bo tylko w ten sposób jesteśmy w stanie wybrać te, które rzeczywiście są tańsze. Gdy te koszty środowiskowe są ukryte, nie jesteśmy w stanie racjonalnie wybrać tych właściwych, w efekcie ich koszt jest jeszcze wyższy.

Edited by Sławko

Share this post


Link to post
Share on other sites

"opodatkować firmy, bo to się należy społeczeństwu! Jest to kompletna bzdura." chyba chodzi o to że pan Wacek w sklepiku rodzinnym płaci podatki a giganty nie. potrzebna jest równość w podatkach aby konkurencja była zdrowa

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 minut temu, nurek napisał:

chyba chodzi o to że pan Wacek w sklepiku rodzinnym płaci podatki a giganty nie. potrzebna jest równość w podatkach aby konkurencja była zdrowa

Oj ja naiwny, ja naiwny... bo myślałem, że na tutejszym portalu nie ma osób, o których Sławko napisał:

 

16 godzin temu, Sławko napisał:

wśród osób niezorientowanych w ekonomii i nieświadomych tych mechanizmów, jest nawet poparcie dla rządu na takie działania, tymczasem godzi to w nich samych. Uderzenie w firmy, a nie bezpośrednio w obywateli powoduje, że gdy z pewnym opóźnieniem, te koszty zaczyna ponosić społeczeństwo, to wielu ludzi nie dostrzega już prawdziwej przyczyny tych kosztów.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 26.01.2022 o 18:05, Sławko napisał:

Wszelkie koszty zawsze ponosi społeczeństwo

To za duże uproszczenie i na dodatek nie do końca prawda. Owszem, społeczeństwo, ale niekoniecznie to, o którym myślimy, bo "społeczeństwo", a "społeczeństwo w Polsce" (czy gdzie indziej) to 2 "luźno" powiązane sprawy. W końcu uderzenie podatkami w firmy w Brazylii może, ale nie musi podnieść cen nam. Jeśli by tak było to obniżenie podatków spowodowało by spadek cen i społeczeństwo "by zyskało", a to nie prawda. Ktoś mógłby stać się po prostu bogatszy. Spadek obciążeń fiskalnych nie oznacza z automatu (Twoje "zawsze"), że spadną ceny albo wszyscy w firmie dostaną podwyżki. To nieprawda. Bądźmy więc dokładni, i nie piszmy "zawsze", skoro nie zawsze.

W dniu 26.01.2022 o 18:05, Sławko napisał:

Obecna inflacja w Polsce jest między innymi wynikiem takich działań rządu.

Zgadza się.

W dniu 26.01.2022 o 18:05, Sławko napisał:

Co więcej, wśród osób niezorientowanych w ekonomii i nieświadomych tych mechanizmów, jest nawet poparcie dla rządu na takie działania, tymczasem godzi to w nich samych. Uderzenie w firmy, a nie bezpośrednio w obywateli powoduje, że gdy z pewnym opóźnieniem, te koszty zaczyna ponosić społeczeństwo, to wielu ludzi nie dostrzega już prawdziwej przyczyny tych kosztów.

Ale jeśli będą to firmy zagraniczne (w zamyśle "te koncerny co to nie płacą podatków"), to nie zadziała to w 100% tak jak opisujesz. Częściowo tak, zapłacimy tutaj więcej, ale nie cały koszt, a tylko część, bo nie można podnosić cen w nieskończoność (pod warunkiem oczywiście, że jest konkurencja, a nie monopol, ale wtedy podatki nie mają nic do rzeczy). Wzrosną na pewno ceny artykułów podstawowych i tanich, ale ceny artykułów luksusowych nie. W końcu jeśli "najnoszy iPhone" będzie kosztował 30% więcej to go kupisz w DE, CZ czy UK. To samo z samochodami, etc. albo lokomotywami ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, radar napisał:

Ale jeśli będą to firmy zagraniczne (w zamyśle "te koncerny co to nie płacą podatków"), to nie zadziała to w 100% tak jak opisujesz.

Pisałem głównie o lokalnych rynkach, takich jak Polska, bo większość obrotu chyba każdego kraju to obrót wewnętrzny. W przypadku firm zagranicznych sprawa rozmywa się na wszystkie kraje, ale to nie znaczy, że nie ma to na nas wpływu, bo my z zagranicy także kupujemy towary i usługi. Wcześniej, czy później takie podatki nakładane na zagraniczne firmy i tak w nas trafią bezpośrednio, albo rykoszetem. A w sytuacji, gdy zagraniczna firma zatrudnia pracowników w naszym kraju, odbije się to na nich niemal natychmiast.

Natomiast koszty środowiskowe w większości rozmywają się na całą planetę, dlatego tak trudno jest je nam uchwycić.

 

23 godziny temu, nurek napisał:

pan Wacek w sklepiku rodzinnym płaci podatki a giganty nie

Problem w tym, że jeśli chodzi o podatki, to nasz rząd łupi głównie takie „rodzinne firmy i sklepiki”, bo ... jest łatwiej(!) i nie jest to przecież wina tych firemek, ani koncernów, tylko wina rządu. W efekcie koncerny dominują, bo małe firmy upadają. Czy nasz rząd robi coś aby ułatwić życie ludziom przedsiębiorczym? Tak, od czasu do czasu zrobią jakieś ułatwienie, po czym łupią po dwakroć. Dużo było opowiadania o tym, jak to obecny rząd „troszczy się” o obywateli, a co zrobił nasz rząd Polskim Ładem? Czy jakieś duże koncerny na tym „ucierpiały”? Nie! Przywalono podatki małym firmom, wygenerowano ogromne koszty księgowe z powodu zagmatwanych i niejasnych przepisów i to wszytko przy inflacji. To są wszystko koszty, które skumulowane odbijają się na cenach usług i produktów. A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na rozwój tych firemek? Jak te firmy mają inwestować i w co, aby urosnąć i móc konkurować z koncernami? Skąd mają wziąć pieniądze na rozwój, na lepsze wypłaty dla pracowników, skoro rząd zabiera im wszystkie nadwyżki.

Najlepszym sposobem, na to, aby w Polsce nie dominowały koncerny, wcale nie jest ich opodatkowanie. Gdyby nasz rząd dał szansę naszym polskim firmom na rozwój, aby mogły z koncernami konkurować, to problem szybko sam by się rozwiązał. Tak zrobił kiedyś rząd Korei Południowej. Sam policz ile wielkich koreańskich firm jest dzisiaj obecnych na świecie, a ile jest polskich... zero! A przecież Korea Południowa to kraj powierzchniowo 3 razy mniejszy od Polski(!) W roku 1975 Korea miała mniej mieszkańców niż Polska, a teraz jest tam 50 mln ludzi i to wszytko bez 500+. W Korei w 1975 roku PKB było 2 razy mniejsze niż w Polsce, a teraz PKB jest tam 2 razy wyższe na mieszkańca niż w Polsce. Ale tam rząd naprawdę rządzi i pomaga obywatelom, a nie sobie. Nie osiągnęli tego rozdawnictwem i państwem opiekuńczym, tylko inwestycjami w firmy i naukę! Nie osiągnęli tego modłami do bożków o lepszy byt, tylko wzięli sprawy w swoje ręce i pozwoli działać ludziom przedsiębiorczym. Podatki tam są niższe niż u nas. Najmniej zarabiający do 10tys$ (42tys.zł) płacą tylko 6% podatku i dlatego tamten kraj kwitnie, a nasz jest ... szkoda słów.

Podatki w Korei Południowej:
Do 10.435 dolarów USA - 6%
Do 40.000 dolarów USA - 15%
Do 76.522 dolarów USA - 24%
Ponad 76.522 dolarów USA - 35%
A VAT 10%(!)
My możemy tylko pomarzyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Sławko napisał:

Gdyby nasz rząd dał szansę naszym polskim firmom na rozwój, aby mogły z koncernami konkurować, to problem szybko sam by się rozwiązał. Tak zrobił kiedyś rząd Korei Południowej.

O czym mówimy? Jest za późno, dużo za późno. Kiedy myśmy się zachłystywali niewidzialną ręką kapitlaizmu i wielkim skokiem w kapitalizm, w Korei Płd realizowany był 6 i 7-y plan pięcioletni (u nas takie plany budziły co najwyżej uśmiech politowania) - za to nasz minister gospodarki w rządzie Mazowieckiego, Syryjczyk, powiedział, że brak polityki gospodarczej rządu to też polityka. Czebole miały się w Korei znakomicie, u nas kotwica walutowa wykańczała te firmy co mogły jeszcze choć ciut powalczyć z zalewem taniej, wówczas nie najwyższej jakości, koreańskiej produkcji. 

Dzis Samsung jest w pierwszej 50-tce najbardziej wartościowych marek świata, wyżej niż Mercedes czy BMW. W pierwszej setce nie ma żadnej polskiej firmy...

Książe francuskich historyków, Ferdynand Braudel, stworzył taki konstrukt jak "długie trwanie". Ekstrapolując to na naszą historie i to co się teraz dzieje to jesteśmy niemalże skazani na prowincjonalizm i bycie co najwyżej średniozamożnym (oby) w skali UE, państwem. 

Patrząc na obecne wydarzenia obawiam się jednak jednego :

1484762586_emev5f_600.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

piękny cytat, nie znałem tego.

Wracając do sedna, bardzo mnie ciekawi jaki jest PRAWDZIWA efektywność netto np. w tym przypadku produkcji energii. Łatwo można obliczyć efektywność energetyczną turbiny parowej i generatora(dajmy te 40%). ale lwią część tej energii musi pochłonąć sama elektrownia, do tego energia zmarnowana na transport paliwa, na wydobycie tego węgla, na transport załóg kopalni,elektrowni i wszystkich pozostałych powiązanych z produkcją energii do miejsca pracy, na wyprodukowanie narzędzi, ubrań, kasków itd dla załogi i na koniec koszty leczenia chorób płuc, paliwo do karetek wożących chorych do szpitala, utrzymanie w związku z tym większej załogi całej służby zdrowia, koszty dojazdu do pracy całej tej armii. 

Boję się że jak to wszystko się podliczy to wyjdzie że jest jak z energią termojądrową, mimo sukcesów i postępu, wkładamy więcej niż wyciągamy

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
35 minut temu, tempik napisał:

Boję się że jak to wszystko się podliczy to wyjdzie że jest jak z energią termojądrową, mimo sukcesów i postępu, wkładamy więcej niż wyciągamy

Termodynamicznie niemożliwe. Gdyby ten układ zużywał więcej niż produkuje nie mógłby działać. Dlatego nie działa nam fuzja :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

termodynamicznie to jesteśmy pasożytami :D niebilansujący się układ może działać przez jakiś czas, tak jak każdy niewypłacalny dłużnik może być przez chwilę królem życia :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, tempik napisał:

termodynamicznie to jesteśmy pasożytami

Oczywiście tak, korzystamy z energii słonecznej zgromadzonej w różnych postaciach. Jednakże, zrozumiałem że twierdzisz iż układ kopalnia-transport-elektrownia-przemysł-transport jest energetycznie zadłużony - raczej nie ma się jak tu zadłużyć.Pomijając dziury w planecie. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, venator napisał:

Jest za późno, dużo za późno.

Zmień myślenie. Nigdy nie jest za późno.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 28.01.2022 o 15:13, Sławko napisał:

Zmień myślenie. Nigdy nie jest za późno.

Komunały...chciałbym zmienić,  ale mój ogląd na zachodzące w Polsce procesy dziejowe mi na to nie pozwala.

Nie bez kozery napisałem o "długim trwaniu". Konstrukt Braudel'a mówi o takich zjawiskach społecznych, które twają całe wieki i nie mają na nie dużego wpływu nawet poważne zmiany geopolityczne, gospodarcze czy technologiczne. W Polsce takim "długim trwaniem" jest model gospodarki oparty na niskich kosztach pracy, wręcz wyzysku. Trwa on już 600 lat, a kluczowy wpływ miała gospodarka folwarczno-pańszyźniana.

Folwark był nastawiony na trwanie, a nie maksymalizacje zysków. Dostęp do ograniczone,j ale taniej i przede wszystkim niewolnej siły roboczej powodował, że nikt nie odczuwał potrzeby innowacyjności - wprost przeciwnie, w interesie panów była petryfikacja tego systemu.

Ten folwark tkwi niestety w nas do dzisiaj i ma się całkiem dobrze dusząc inowacyjność:

https://forsal.pl/artykuly/801867,santorski-kultura-folwarku-przetrwala-w-polskich-firmach.html

"Z folwarkiem jest tak, że mamy organizację, której celem jest wytwarzanie czegoś tam - produktu czy usług, ale przede wszystkim - trwanie. Tymczasem w przedsiębiorstwie kapitalistycznym celem jest zysk i wzrost wartości samej organizacji. Metaforyczny folwark osłabia ten drugi cel. A to m.in. z tego powodu, że ośrodek władzy - a więc decyzji, kontroli, restrykcji, moc decydowania o losie podwładnych - jest bardzo mocno scentralizowany, zwykle spoczywa w rękach jednej osoby. Kiedyś właściciela ziemskiego, potem lidera z nadania politycznego albo po prostu właściciela firmy bądź postawionego na jej czele menadżera. To od jego woli, kaprysu, nastroju chwili zależy, co się stanie z firmą i z jej pracownikami. Władza, uprawnienia i odpowiedzialność nie są delegowane. Pan mówi co i jak zrobić. Jak ma dobry humor - pochwali. Jak jest wściekły - zgani, nakrzyczy, wyrzuci z pracy. Zakuje w dyby. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. A ludzie pokornie to znoszą. Z jednej strony sarkają, buntują się, ale z drugiej jest im wygodnie - bo nie ponoszą odpowiedzialności. Jednak ma to dalece idące konsekwencje - pracownicy pozbawieni odpowiedzialności, za to zajęci wychwytywaniem nastrojów pana, czyli np. prezesa firmy, gubią także swoją kreatywność, tracą inteligencję. Zajmuje ich głównie to, żeby nie podpaść. Niesamowite, jak to działa - nawet w nowoczesnych przedsiębiorstwach, nawet w międzynarodowych korporacjach mających swoje oddziały w Polsce. Zresztą ta infekcja dotyka nie tylko firmy, ale też nasze kliniki, uczelnie, redakcje, kluby sportowe czy szkoły. Wszędzie w szybkim czasie wytwarza się folwark. Informacje przestają przepływać między działami, zamiast tego krążą donosy, fachowcy idą w odstawkę, tworzy się dwór. To jest jak jakaś zakaźna choroba, społeczny wirus ebola."

 

Jest to bardzo trafna analiza Jacka Santorskiego, znanego psychologa biznesu. Tak niestety funkcjonuje gros polskich firm.

Co się stało z wielkimi szansami?: polski grafen, kryształy azotku galu (historia firmy Ammono), komputer K-202 - aczkolwiek ten ostarni przykład jest związany z arcyciekawą ,ale kontrowersyjną postacią inżyniera Jacka Karpińskiego. 

W dniu 27.01.2022 o 23:34, Sławko napisał:

Gdyby nasz rząd dał szansę naszym polskim firmom na rozwój, aby mogły z koncernami konkurować, to problem szybko sam by się rozwiązał.

Nadal uważasz, że problem leży tylko po tej stronie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 31.01.2022 o 19:06, venator napisał:

Nadal uważasz, że problem leży tylko po tej stronie?

Nigdy nie uważałem, że problem leży po jednej stronie. Ale opisywanie każdego problemu zajęłoby wieki całe, a tych opisów i tak nikt by nie czytał. Na pewnym poziomie cały zbiór problemów trzeba uogólnić, a następnie omówić najwyżej kilka, albo nawet jeden, ale najważniejszy, tj. taki, który potencjalnie ma największy wpływ na omawiany problem. Oczywiście, tu znów można się spierać, który jest najważniejszy, ale nie o to chodzi. Wszystkiego na raz i tak nie da się naprawiać. Należałoby wziąć pod uwagę jeden problem i spróbować go rozwiązać, a dopiero potem brać „na warsztat” kolejny. Jak się próbuje „naprawiać” kilka rzeczy na raz, to mamy katastrofę, jak „polski nieład”. Nie tędy droga.

A zaszłości historyczne? Można na ten temat dyskutować, ale dla mnie to jest taka zasłonka w stylu, „mam dwie lewe ręce, bo miałem trudne dzieciństwo”. Do mnie to nie przemawia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 28.01.2022 o 02:55, venator napisał:

Jest za późno, dużo za późno.

Mimo iż wiele skopano to jednak rezultat wynikowy jest taki że Polska jest na drugim miejscu na świecie ( za Chinami) jeśli chodzi o rozwój w czasie ostatnich trzydziestu lat.
Więc też nie można wpadać w defetyzm zbytni. Mieliśmy zająć pierwsze miejsce w całym tysiącleciu?

W dniu 31.01.2022 o 19:06, venator napisał:

Co się stało z wielkimi szansami?: polski grafen, kryształy azotku galu (historia firmy Ammono), komputer K-202

Na to że z tych wielkich szans wyszło wielkie g... złożyło się kilka czynników a nie tylko jeden w postaci rządu.
Ja trochę obserwuje różnego rodzaju polskie innowacje (ale te prawdziwe a nie te którymi sobie każda polska uczelnia gębę wyciera) i generalnie moja opinia jest taka że Polacy mają fajne pomysły ale jak przychodzi do realizacji to szybko kończy się słomiany zapał.
Jak to niektórzy mówili: każ Polakom wypić Wisłę to jutro rzucą się żeby ją wypić. Ale każ Polakom dzień w dzień przez lata osuszać powoli Wisłę to żaden się nie ruszy.
 

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
W dniu 25.02.2022 o 21:54, thikim napisał:

Mimo iż wiele skopano to jednak rezultat wynikowy jest taki że Polska jest na drugim miejscu na świecie ( za Chinami) jeśli chodzi o rozwój w czasie ostatnich trzydziestu lat.

Źródło? Za Gierka też byliśmy potęgą...

 

 

W dniu 25.02.2022 o 21:54, thikim napisał:

Ja trochę obserwuje różnego rodzaju polskie innowacje (ale te prawdziwe a nie te którymi sobie każda polska uczelnia gębę wyciera) i generalnie moja opinia jest taka że Polacy mają fajne pomysły ale jak przychodzi do realizacji to szybko kończy się słomiany zapał.

Czyli zgadzamy się w temacie.

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zespół europejskich, w tym polskich, fizyków poinformował o ustanowieniu rekordu energetycznego z syntezy termojądrowej. Specjaliści pracujący przy tokamaku Joint European Torus (JET) w Wielkiej Brytanii uzyskali 59 megadżuli trwałej energii z fuzji jądrowej. Wyniki są zgodne z oczekiwaniami, potwierdzają słuszność decyzji o budowie reaktora ITER i dowodzą, że fuzja może być wydajnym, bezpiecznym i niskoemisyjnym źródłem energii.
      Osiągnięcie to jest wynikiem wieloletnich przygotowań zespołu naukowców EUROfusion z całej Europy. Sam rekord, a co ważniejsze, to czego nauczyliśmy się o fuzji w tych warunkach i jak to całkowicie potwierdza nasze przewidywania, pokazuje, że obraliśmy właściwą drogę, by ziścił się świat funkcjonujący w oparciu o energię z syntezy jądrowej. Jeśli jesteśmy w stanie kontrolować fuzję przez pięć sekund, możemy to robić przez pięć minut, a następnie przez pięć dni, w miarę zwiększania skali funkcjonowania urządzeń w przyszłości, powiedział Tony Donné, menedżer programu EUROfusion, w którego pracach udział bierze 4800 ekspertów i studentów z całego świata. A Bernard Bigot, dyrektor ITER, dodał, że stabilne wyładowanie deuteru z trytem na tym poziomie energetycznym, prawie na skalę przemysłową, potwierdza sens działania wszystkich zaangażowanych w fuzję na świecie. W przypadku projektu ITER wyniki JET pozwalają nam zakładać, że jesteśmy na dobrej drodze do zademonstrowania mocy syntezy jądrowej.
      JET znajduje się w Culham w Wielkiej Brytanii. Został uruchomiony w 1977 roku jako przedsięwzięcie Wspólnoty Europejskiej. Prowadzone w nim badania są niezbędne do rozwoju ITER i innych elektrowni termojądrowych. JET to jedyny tokamak na świecie, w którym można zastosować taką samą mieszankę deutery i trytu (D-T), jaka będzie stosowana w ITER i elektrowniach przyszłości. Temperatura osiągana w JET jest 10-krotnie wyższa niż wewnątrz Słońca. Teraz udało się tam uzyskać również olbrzymią ilość energii. Podczas 5-sekundowego wyładowania plazmy uwolniło się 59 megadżuli energii w postaci ciepła. Tym samym JET utrzymał moc wyjściową nieco ponad 11 MW ciepła uśrednioną w ciągu pięciu sekund. Poprzedni rekord, 22 megadżule energii całkowitej, oznaczał 4,4 MW uśrednione w ciągu pięciu sekund.
      Reaktory fuzyjne wytwarzają energię metodą fuzji jądrowej, w czasie której lżejsze pierwiastki łączą się w cięższe. Taki proces zachodzi na Słońcu. Fuzja to pod wieloma względami najdoskonalsze źródło czystej energii. Ilość energii, jaką może dostarczyć zupełnie zmieni reguły gry. Paliwo do fuzji jądrowej można uzyskać z wody, a Ziemia jest pełna wody. To niemal niewyczerpane źródło energii. Musimy tylko dowiedzieć się, jak go używać, mówiła w ubiegłym roku profesor Maria Zuber, wiceprezydent MIT ds. badawczych.
      Badania nad fuzją jądrową prowadzone są na całym świecie i przywiązuje się do nich coraz większą wagę. W bieżącym roku w Wielkiej Brytanii zostanie wybrana lokalizacja dla przyszłej prototypowej elektrowni fuzyjnej, Chińczycy poinformowali o pobiciu rekordu utrzymania wysokotemperaturowej plazmy w tokamaku, prestiżowy MIT twierdzi, że już za 4 lata może powstać pierwszy reaktor fuzyjny z zyskiem energetycznym netto, a z niedawno opublikowanego raportu dowiadujemy się, że na świecie istnieje co najmniej 35 przedsiębiorstw pracujących nad fuzją jądrową. Mimo tego perspektywa powstania pierwsze komercyjnej elektrowni fuzyjnej wydaje się bardzo odległa. To raczej perspektywa dekad niż lat.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Autorzy artykułu opublikowanego w Americal Journal of Clinical Nutrition podważają powszechnie panujące przekonanie, że to nadmierna ilość spożywanego jedzenia prowadzi do otyłości. Ich zdaniem model bilansu energetycznego, zgodnie z którym nadwaga i otyłość pojawiają się, gdy pobieramy więcej energii niż wydatkujemy, zawiera liczne błędy. Proponują stosowanie modelu węglowodanowo-insulinowego, zgodnie z którym nadwagę i otyłość powoduje to, co jemy, a nie ile jemy.
      Zgodnie ze stosowanym obecnie modelem bilansu energetycznego zachęca się do spożywania mniejszych ilości pokarmów i większej aktywności fizycznej. Jednak działania takie nie przynoszą skutku, a osób z nadwagą i otyłych jest coraz więcej. Jak mówią autorzy wspomnianego artykułu, model bilansu energetycznego bierze pod uwagę podstawy fizyki, bez uwzględniania biologicznych mechanizmów prowadzących do przybierania na wadze. Dlatego też zaproponowali model węglowodanowo-insulinowy, zgodnie z którym ważniejsze jest to co jemy, a nie ile jemy. Ich zdaniem bowiem epidemia otyłości spowodowana jest częściowo przez hormonalną reakcję na zmianę jakości pożywienia, a w szczególności na obecność w dużych ilości cukru i wysoki indeks glikemiczny pokarmów, co prowadzi do zmian w metabolizmie.
      Wszędzie otacza nas wysoko przetworzona, smaczna żywność, która jest do tego intensywnie reklamowana. W tej sytuacji łatwo przyjmować więcej kalorii niż się potrzebuje, a na nierównowagę energetyczną wpływ ma też siedzący tryb życia. Zgodnie z tą filozofią przyjmowanie zbyt dużych ilości pożywienia w połączeniu z brakiem aktywności fizycznej prowadzi do nadwagi. Problem jednak w tym, że pomimo kampanii informacyjnych zachęcających do jedzenia mniej i ćwiczenia więcej, epidemia otyłości zatacza coraz szersze kręgi.
      Główny autor artykułu The Carbohydrate-Insulin Model: A Physiological Perspective on the Obesity Pandemic doktor David Ludwig z Boston Children's Hospital i Harvard Medical School mówi, że model bilansu energetycznego nie uwzględnia biologicznych przyczyn przybierania na wadze. Weźmy na przykład pod uwagę okres szybkiego wzrostu nastolatków. W tym czasie młodzi ludzie mogą zwiększyć spożywaną liczbę kalorii o 1000 dziennie. Ale czy to ta zwiększona ilość kalorii powoduje, że rosną czy też nagły wzrost powoduje, że są głodni i się przejadają?, zwraca uwagę Ludwig.
      Model węglowodanowo-insulinowy zakłada, że przyczyną nadwagi jest to co jemy, a nie ile jemy. Zgodnie z nim przyczyną współczesnej epidemii otyłości są współczesne nawyki żywieniowe, które powodują, że jemy bardzo dużo pokarmów o wysokim indeksie glikemicznym, szczególnie zaś wysoko przetworzonych, łatwych do strawienia węglowodanów. Taka żywność prowadzi do zmian w naszym metabolizmie, których wynikiem jest odkładanie się tłuszczu i przybieranie na wadze.
      Gdy spożywamy wysoko przetworzone węglowodany nasz organizm zwiększa wydzielanie insuliny, a zmniejsza wydzielanie glukagonu. To zaś powoduje, że komórki tłuszczowe dostają polecenie przechowywania większej ilości kalorii. A skoro więcej energii jest odkładane, to mięśnie i inne aktywne tkanki otrzymują mniej kalorii. Mózg zauważa więc, że ciało nie dostaje wystarczającej ilości energii i generuje sygnały, przez które czujemy się głodni. Jakby jeszcze tego było mało, gdy organizm próbuje przechowywać energię, metabolizm może zwalniać. W ten sposób możemy czuć się głodni, mimo że w naszym organizmie ciągle odkłada się tłuszcz.
      Dlatego też powinniśmy brać pod uwagę nie tylko to, ile jemy, ale również co jemy oraz jak żywność wpływa na hormony i metabolizm. Zdaniem Ludwiga, poważny błąd modelu bilansu energetycznego polega na tym, że traktuje on wszystkie kalorie tak samo, niezależnie od źródła, z jakiego je przyjmujemy.
      Model węglowodanowo-insulinowy jest znany nauce od 100 lat. Artykuł opublikowany na łamach The American Journal of Clinical Nutrition jest jego najbardziej wszechstronną analizą. W jej opracowaniu wzięło udział 17 ekspertów z USA, Danii oraz Kanady. Podsumowali oni dziesiątków prac naukowych wspierających model węglowodanowo-insulinowy. Na tej podstawie uważają, że w ramach polityki prozdrowotnej należy zwracać uwagę przede wszystkim na to, co jemy.
      Zmniejszenie ilości łatwych do strawienia węglowodanów, które zalały sieci spożywcze w obecnej epoce mody na dietę niskotłuszczową, pozytywnie wpłynie na biologiczne mechanizmy gromadzenia się tłuszczu w organizmie. Dzięki temu ludzie mogą tracić na wadze czując się przy tym mniej głodni, a chudnięcie będzie dla nich łatwiejsze, stwierdza Ludwig.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jednym z największych problemów, z jakim stykają się specjaliści pracujący przy fuzji jądrowej, są swobodnie przyspieszające elektrony, które w końcu osiągają prędkości bliskie prędkości światła czyli stają się cząstkami relatywistycznymi. Tak szybkie elektrony uszkadzają tokamak, w których przeprowadzana jest reakcja termojądrowa.
      Naukowcy z Princeton Plasma Physics Laboratory (PPPL) wykorzystali nowatorskie narzędzia diagnostyczne, dzięki którym są w stanie zarejestrować narodziny takich elektronów oraz liniowy i wykładniczy wzrost ich energii. Musimy być w stanie zarejestrować te elektrony przy ich początkowym poziomie energii, a nie dopiero wówczas, gdy mają maksymalną energię i przemieszczają się niemal z prędkością światła, wyjaśnia fizyk Luis Delgado-Aparicio, który stał na czele zespołu badawczego pracującego przy Madison Symmetric Torus (MST) na University of Wisconsin-Madison. Następnym krokiem będzie zoptymalizowanie sposobów na powstrzymanie tych elektronów, zanim ich liczba zacznie się lawinowo zwiększać, dodaje uczony.
      Reakcja termojądrowa czyli fuzja jądrowa, zachodzi m.in. w gwiazdach. Gdyby udało się ją opanować, mielibyśmy dostęp do niemal niewyczerpanego źródła czystej i bezpiecznej energii. Zanim jednak to się stanie, konieczne jest pokonanie kilku poważnych przeszkód.
      Dlatego też PPPL we współpracy z University of Wisconsin zainstalowało w MST specjalną kamerę, która już wcześniej sprawdziła się w tokamaku Alcator C-Mod w Massachusetts Institute of Technology. Kamera ta rejestruje nie tylko właściwości plazmy, ale również dystrybucję energii w czasie i przestrzeni. To pozwala uczonym obserwować m.in. wspomniane elektrony, które powstają przy niskich energiach.
      Badania nad superszybkimi elektronami prowadzone są w MST, gdyż urządzenie to skonstruowane jest tak, że elektrony te nie zagrażają jego pracy. Możliwości, jakimi dysponuje Luis, odnośnie zlokalizowania miejsca narodzin i początkowego liniowego wzrostu energii tych elektronów, a następnie ich śledzenia, są fascynujące. Następnym etapem będzie porównanie uzyskanych wyników z modelami komputerowymi. To pozwoli nam na lepsze zrozumienie tego zjawiska i może prowadzić w przyszłości do opracowania metod zapobiegających tworzeniu się takich elektronów, mówi profesor Carey Forest z University of Wisconsin.
      Chciałbym zebrać wszystkie doświadczenia, jakich nabyliśmy podczas pracy z MST i zastosować je w dużym tokamaku, stwierdza Delgado-Aparicio. Niewykluczone, że już wkrótce dwaj doktorzy, których mentorem jest Delgado-Aparicio, będą mogli wykorzystać te doświadczenia w Tungsten Einvironment in Steady-state Tokamak (WEST) we Francji. Chcę razem z nimi wykorzystać kamery do rejestrowania wielu różnych rzeczy, takich jak transport cząstek, ogrzewanie falami radiowymi, badanie szybkich elektronów. Chcemy dowiedzieć się, jak spowodować, by elektrony te stały się mniej szkodliwe. A to może być bardzo bezpieczny sposób pracy z nimi.
      Z Delgado-Aparicio współpracuje kilkudziesięciu specjalistów, w tym naukowcy Uniwersytetu Tokijskiego, japońskich Narodowych Instytutów Badań i Technologii Kwantowych i Radiologicznych czy eksperci ze szwajcarskiej firmy Dectris, która wytwarza różnego typu czujniki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zapotrzebowanie na energię elektryczną rośnie z roku na rok. Dlatego też pojawia się coraz więcej rozwiązań tego problemu, a jednym z nich jest produkcja energii ze związków chemicznych z minimalnym wpływem na środowisko naturalne. Przykładem może być nadtlenek wodoru (H2O2). Choć produkowany jest od XIX wieku, nadal przykuwa uwagę świata nauki. Ostatnio, zespół naukowców  Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk kierowany przez prof. Marcina Opałło zaprezentował wyniki badań reakcji generowania nadtlenku wodoru na granicy faz niemieszających się rozpuszczalników, takich jak  woda i olej. Zgłębili oni wpływ różnych parametrów na wydajność reakcji redukcji tlenu do nadtlenku wodoru.
      Rosnące w zawrotnym tempie zapotrzebowanie na energię, ograniczone zasoby paliw kopalnych i zanieczyszczenia spowodowane przez przemysł energetyczny stawiają naukowcom wyzwania takie jak poszukiwanie nowych, opłacalnych i ekologicznych rozwiązań do produkcji energii. Spośród różnych metod produkcji energii, wykorzystanie elektrochemicznych metod wytwarzania związków chemicznych na pierwszy rzut oka nie wydaje się mieć ogromnego potencjału do zastosowania w sektorze energetycznym.
      Jednym z obiecujących związków jest cząsteczka nadtlenku wodoru (H2O2) o silnych właściwościach utleniających i wybielających. Dostępna niemal wszędzie w stosunkowo niskich stężeniach np. 3-6% H2O2 była wykorzystywana jest głównie do zastosowań antyseptycznych takich jak dezynfekcja skóry, aby zapobiec infekcji podczas drobnych skaleczeń. Natomiast nadal jest szeroko stosowana w przemyśle celulozowym, papierniczym i tekstylnym jako środek utleniający oraz jako bezzapachowy substytut chloru w oczyszczaniu ścieków i wody pitnej.
      Pomimo, że obecnie nie zaleca się używania H2O2 do przemywania skaleczeń, związek cieszy się ogromną popularnością i jest stosowany nawet jako jedno z paliw napędzających rakiety, satelity i torpedy. Może być również wykorzystany jako paliwo lub utleniacz do ogniw paliwowych, chociaż jego masowa produkcja jest daleka od zrównoważonej i ekologicznej. Wymaga ona wielu chemikaliów szkodliwych dla zdrowia i środowiska naturalnego. Dlatego też poszukuje się nowych metod wytwarzania H2O2 .
      Ostatnio, naukowcy z Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk pod kierunkiem prof. Marcina Opałło we współpracy z prof. Hubertem H. Girault z Politechniki w Lozannie Ecole Polytechnique Federale de Lausanne przedstawili szczegółowe badania nad wytwarzaniem nadtlenku wodoru poprzez redukcję ditlenu na granicy dwóch niemieszających się cieczy, takich jak woda i olej. Pierwsza z nich to wodny roztwór kwasu, a druga to niemieszająca się z wodą ciecz składająca się wyłącznie z jonów, tzw. ciecz jonowa. Badacze porównali swoje dane z tymi uzyskanymi na granicy faz z rozpuszczalnikami molekularnymi o znacznie mniejszej lepkości, a uzyskane wyniki stanowią znaczącą część pracy doktorskiej pierwszej autorki publikacji, obecnie dr Justyny Kalisz.
      Naukowcy wskazali, ze badanie  wpływu rozpuszczalnika, na wydajność reakcji może pomóc w lepszym poznaniu mechanizmu wytwarzania H2O2. Porównując dane dla granic faz ciecz-ciecz wytworzonych z udziałem trzynastu cieczy jonowych i trzech rozpuszczalników molekularnych o lepkości różniącej się o trzy rzędy wielkości doszli do wniosku, że to nie transport reagentów, ale kinetyka redukcji ditlenu limituje szybkość reakcji. Odkryli również, że kierunek międzyfazowego ruchu jonów towarzyszącego przeniesieniu elektronów z donora rozpuszczonego w fazie olejowej jest inny w przypadku cieczy jonowych i rozpuszczalników molekularnych.
      W tej pracy wykazaliśmy, że rodzaj cieczy jonowej wpływa na szybkość redukcji O2 do H2O2 na granicy faz olej-woda. Wytwarzanie H2O2 jest bardziej wydajne, gdy ciecz jonowa zawiera mniej hydrofobowe kationy – twierdzi prof. Opałło.
      Pokazaliśmy również, że zastosowanie pasty przygotowanej z proszku węglowego i cieczy jonowej jako fazy olejowej pozwala na elektrochemiczną regenerację donora elektronów co zwiększa wydajność reakcji międzyfazowej.
      Generowanie nadtlenku wodoru badano za pomocą skaningowej mikroskopii elektrochemicznej (SECM). Technika ta pozwala na określenie lokalnego stężenia produktu elektroaktywnego reakcji zachodzącej na granicy faz, w tym przypadku H2O2. W tej metodzie rejestrowany jest prąd elektroutleniania H2O2 na elektrodzie o średnicy dziesiątek mikronów poruszającej się prostopadle do granicy faz. Wydajność reakcji szacowano na podstawie zależności prądu od odległości od granicy faz ciecz-ciecz.
      Prof. Opałło zauważa: „Na podstawie danych SECM stwierdziliśmy, że proces jest kontrolowany przez kinetykę reakcji redukcji tlenu. Co ważne, duża lepkość cieczy jonowych pozwala na zastosowanie pasty przygotowanej z proszku węglowego i cieczy jonowej jako fazy olejowej do elektrochemicznej regeneracji donora elektronów w celu zwiększenia wydajności reakcji międzyfazowej. Pod tym względem badany układ można uznać za przykład homogennej katalizy redoks.”
      Badanie opisane w czasopiśmie ChemPhysChem ujawnia złożoność reakcji na granicy faz ciecz-ciecz. W przeciwieństwie do granicy faz elektroda-roztwór badany układ jest samoregenerujący i trudno go zanieczyścić. Choć do zastosowania granicy faz ciecz-ciecz do wytwarzania chemikaliów jest wciąż w daleka od komercyjnego zastosowania, to może mieć świetlaną przyszłość. Oprócz nadtlenku wodoru, innym przykładem reakcji możliwych do przeprowadzenia w podobny sposób jest wytwarzanie wodoru, głównie stymulowane światłem, ale to już inna historia.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szwajcarscy naukowcy zauważyli, że w drewnie zainfekowanym rozkładającymi je grzybami dochodzi do 55-krotnego zwiększenia produkcji energii. Po 10 tygodniach od zainfekowania drewno wytwarzało tyle energii, że wystarczało to do zasilenia LED-ów. Uczeni twierdzą, że podłoga z drewna potraktowanego grzybem mogłaby wytwarzać odnawialną energię elektryczną, która powstawałaby wskutek chodzenia ludzi po takiej podłodze.
      Już przed wieloma dziesięcioleciami zauważono, że pod wpływem nacisku w drewnie powstają ładunki elektryczne. Ten efekt piezoelektryczny to wynik deformacji krystalicznej celulozy. Jednak jest on bardzo słaby, około 20-krotnie słabszy niż analogiczny efekt w kryształach kwarcu. Ponadto drewno nie jest łatwo zdeformować.
      Niektórzy naukowcy interesują się efektem piezoelektrycznym w materiałach budowlanych. Dość wspomnieć, że budynki są odpowiedzialne za 40% konsumpcji energii oraz 25% emisji gazów cieplarnianych. Gdyby udało się wykorzystać efekt piezoelektryczny z materiałów budowlanych można by produkować, w skali globalnej, olbrzymie ilości czystej odnawialnej energii.
      Ingo Burgert i jego koledzy ze Szwajcarskiego Instytutu Technologicznego w Zurichu (ETH Zurich) odkryli, że potraktowanie drewna mieszaniną nadtlenku wodoru i kwasu octowego prowadzi do 85-krotnego zwiększenia produkcji energii w drewnie w wyniku efektu piezoelektrycznego. Mieszanina taka rozpuszcza ligninę, pozostawiając celulozę, która staje się bardziej elastyczna. Z 1,5 centymetra sześciennego takiego drewna można uzyskać 0,69 V, czyli 85-krotnie więcej niż ze zwykłego drewna. Co więcej, wydajność taka utrzymuje się przez 600 cykli ściskania. Oddziałując na takie drewno można zasilać LED-y czy prosty wyświetlacz ciekłokrystaliczny.
      Jednak uczeni chcieli odwołać się do bardziej naturalnego procesu, bez potrzeby używania szkodliwych środków chemicznych. A naturalnym procesem zmieniającym strukturę drewna jest jego rozkład przez grzyby. W ramach eksperymentów zainfekowali drewno grzybem Ganoderma applanatum. Po 10 tygodniach drewno straciło 45% wagi i w tym momencie jego podatność na nacisk była najlepsza, a jednocześnie wracało ono do swojego oryginalnego kształtu po ustąpieniu nacisku.
      Analizy wykazały, że 1,5 cm2 takiego drewna poddane naciskowi 45 kPa generuje 0,87 V, podczas gdy to samo drewno niezainfekowane grzybem generuje 0,015 V. Co więcej pod naciskiem 100 kPa z drewna uzyskiwano 1,32 V.
      Analizy wykazały, że grzyby zmieniają strukturę i skład chemiczny ścian komórkowych drewna, zwiększając naturalne właściwości piezoelektryczne tego materiału. "Pracujemy obecnie nad stworzeniem instalacji pokazowej, która ma udowodnić, że można w ten sposób zasilać czujniki zintegrowane w drewnianej podłodze", mówi Burgert.
      Badania były prowadzone na drewnie balsy, gdyż grzyb szybko rozkłada w nim ligninę. Naukowcy chcą wykorzystać tę samą technikę na rodzimych gatunkach.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...