Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Ile przestrzeni potrzebuje łoś? I jak z niej korzysta?

Rekomendowane odpowiedzi

Łoś to jeden z największych lądowych ssaków Europy, jednak dotychczas niewiele było wiadomo na temat użytkowania przestrzeni przez te zwierzęta na południowym skraju zasięgu ich występowania. Prowadzone w ostatnich latach badania w rejonie Biebrzy i na Polesiu pozwoliły sprawdzić, jak dużych obszarów potrzebują do życia łosie i co wpływa na wielkość użytkowanych przez nie areałów.

Łosie w rejonie Biebrzy i na Polesiu śledzone były w latach 2012-2018. Naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, Uniwersytetu w Białymstoku i Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie przeanalizowali blisko 560 tys. lokalizacji łosi noszących obroże GPS. Urządzenia te namierzały pozycję łosi co godzinę, dzięki czemu można było szczegółowo poznać trasy wędrówki łosi oraz obszary, jakie użytkują one w różnych momentach roku.

Wielkość sezonowych areałów wykorzystywanych przez łosie była bardzo zmienna i wahała się od kilku do ponad 130 kilometrów kwadratowych - informują autorzy badania w materiale przesłanym PAP.

Autorzy badania zauważają, że część łosi nie zajmowała stacjonarnych areałów i prowadziła koczowniczy tryb życia. Okazało się, że sposób użytkowania przestrzeni i wielkość sezonowych areałów w największym stopniu zależy od strategii migracyjnych łosi. Osobniki migrujące, które latem i zimą zajmują różne środowiska bardziej dostosowane do ich sezonowych potrzeb, użytkują bardziej stacjonarne i istotnie mniejsze areały (średnio 9,7 km2) niż łosie, które nie wykazują migracji sezonowych (średnio 14,3 km2). Aby zaspokoić swoje potrzeby pokarmowe, osiadłe łosie muszą użytkować większe areały, które obejmują mozaikę różnych środowisk, oferującą pokarm zarówno latem, jak i zimą.

Ponadto stwierdziliśmy, że latem łosie były istotnie bardziej stacjonarne i użytkowały mniejsze areały (średnio 9,0 km2) niż zimą (średnio 15,9 km2). Wynika to zapewne z większego zróżnicowania, dostępności i odnawialności pokarmu latem niż zimą, gdy łosie żerują głównie w ubogich borach sosnowych – informuje jeden z prowadzących badania, dr hab. Rafał Kowalczyk z IBS PAN w Białowieży.

Wielkość areałów zależała też od płci zwierząt. Samce użytkowały dwukrotnie większe sezonowe areały (średnio 19,6 km2) niż samice (9,6 km2). Może to wynikać z dymorfizmu płciowego i większych potrzeb pokarmowych i energetycznych samców, charakteryzujących się większymi rozmiarami ciała – dodaje dr Kowalczyk.

Co ciekawe, wykazaliśmy również wysokie zróżnicowanie wielkości areałów łosi zamieszkujących te same obszary. Może to wskazywać, że dla sposobu użytkowania przestrzeni i decyzji dotyczących żerowania, poza czynnikami środowiskowymi, znaczenie ma też osobowość poszczególnych łosi – precyzuje dr Tomasz Borowik z IBS PAN, który analizował dane.

Badania pokazały, że łosie dopasowują użytkowanie przestrzeni i wielkość sezonowych areałów do rozmieszczenia oraz dostępności zasobów w czasie i przestrzeni. Biorąc pod uwagę silną zależność wielkości areałów łosi od struktury środowiska, wszelkie zmiany klimatu i związane z tym zmiany środowiskowe będą również wpływać na strategie migracyjne i sposób użytkowania przestrzeni przez łosie. Może to mieć skutki dla dynamiki populacji łosi oraz poziomu konfliktów powodowanych przez te duże zwierzęta.

Wyniki swoich badań naukowcy przedstawili w Behavioral Ecology and Sociobiology.


« powrót do artykułu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • przez KopalniaWiedzy.pl
      My odbieramy otoczenie w jednostkach odległości, natomiast nietoperze – w jednostkach czasu. Dla nietoperza owad znajduje się nie w odległości 1,5 metra, ale 9 milisekund. Badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Tel Awiwie dowodzą, że nietoperze od urodzenia znają prędkość dźwięku.
      Żeby to udowodnić naukowcy hodowali dopiero co urodzone nietoperze w środowisku wzbogaconym o hel, w którym prędkość dźwięku jest wyższa od prędkości dźwięku w powietrzu. W ten sposób odkryli, że zwierzęta wyobrażają sobie dystans w jednostkach czasu, nie odległości.
      W życiu codziennym nietoperze używają sonaru – emitują dźwięki i analizują ich odbicia. Dla nich istotny jest czas, w jaki emitowany dźwięk do nich powraca. To zaś zależy od czynników środowiskowych, jak np. temperatura czy skład powietrza. Na przykład w pełni gorącego lata prędkość dźwięku może być o 10% większa, niż w zimie.
      Zespół z Izraela, pracujący pod kierunkiem profesora Yossiego Yovela i doktoranta Derna Emichaj wzbogacił powietrze helem, dzięki czemu prędkość dźwięku była wyższa. Okazało się, że ani dorosłe nietoperze, ani młode, które były wychowywane w takiej atmosferze, nie lądowały w miejscu, w którym zamierzały. Zawsze lądowały zbyt blisko. To zaś pokazuje, że uważały, iż ich cel jest bliżej. Innymi słowy, nie dostosowywały swojego zachowania do wyższej prędkości dźwięku.
      Jako,że dotyczyły to zarówno dorosłych nietoperzy, które wychowywały się w normalnych warunkach atmosferycznych, jak i młodych wychowywanych w atmosferze wzbogaconej helem, naukowcy stwierdzili, że poczucie prędkości dźwięku jest u nietoperzy wrodzone. Dzieje się tak dlatego, że nietoperze muszą nauczyć się latać wkrótce po urodzeniu. Uważamy więc, że w drodze ewolucji pojawiła się u nich wrodzona wiedza o prędkości dźwięku, co pozwala na oszczędzenie czasu na początku rozwoju zwierząt, mówi profesor Yoel.
      Inne interesujące spostrzeżenie jest takie, że nie potrafią zmienić tego poczucia prędkości dźwięku w zmieniających się warunkach, co wskazuje że przestrzeń odbierają wyłącznie jako funkcję czasu, nie odległości.
      Udało się nam odpowiedzieć na podstawowe pytanie – odkryliśmy, że nietoperze nie mierzą odległości, a czas. Może się to wydawać jedynie różnicą semantyczną, ale sądzę, że przestrzeń odbierają one w całkowicie inny sposób niż ludzie i inne ssaki. Przynajmniej wtedy, gdy polegają na sonarze, dodaje Yovel.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Późne popołudnia września i października to czas najwyższego ryzyka wypadku drogowego z udziałem łosia. Najmniejsze ryzyko takiej kolizji przypada na godziny poranne i południowe w pozostałych miesiącach roku – informują naukowcy z Białowieży, Białegostoku i Lublina po analizie danych z 20 lat.
      Jeszcze dekadę temu łosie występowały niemal wyłącznie na wschodzie Polski; dziś można je spotkać niemal w całym kraju. Ich najbardziej liczne populacje nadal są obecne w Polsce wschodniej i północno–wschodniej.
      Wypadkom drogowym z udziałem łosi przyjrzeli się bliżej naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN (IBS PAN) w Białowieży, Uniwersytetu w Białymstoku i Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Swoje wnioski opublikowali w artykule na łamach Transportation Research Part D”.
      Badania dotyczyły ostatnich dwudziestu lat. Naukowcy zebrali informacje o ponad 300 wypadkach komunikacyjnych z udziałem łosi w Polsce, o których raportowano na stronach internetowych policji, straży pożarnej oraz lokalnych gazet. Chcieli sprawdzić, czy wypadki z udziałem łosi wykazują wyraźny wzorzec czasowy; czy ryzyko kolizji ma związek z aktywnością zwierząt, czy raczej z natężeniem ruchu drogowego albo warunkami pogodowymi.
      Aby odpowiedzieć na te pytania, dane o kolizjach naukowcy zestawili z danymi pochodzącymi z telemetrii satelitarnej 37 łosi z doliny Biebrzy oraz z obszaru Polesia czy intensywnością ruchu drogowego. Uwzględnili też informacje o warunkach pogodowych, przede wszystkim obecności opadów i mgły.
      Większość raportowanych wypadków miała miejsce w północno–wschodniej i wschodniej Polsce. Jednak pojedyncze wypadki rejestrowane były również w zachodniej i południowej części kraju – podsumował dla PAP dr Tomasz Borowik z IBS PAN, odpowiedzialny za analizę danych.
      Wykazaliśmy, że wypadki z udziałem łosia charakteryzowała wyraźna zmienność czasowa. W ujęciu dobowym największe ryzyko kolizji występowało w pierwszych godzinach po zapadnięciu zmroku, natomiast sezonem o wyraźnie większym prawdopodobieństwie wypadków była wczesna jesień: okres od września do października. Zaobserwowany wzorzec czasowy kolizji był najsilniej powiązany z dobową i sezonową zmiennością aktywności łosi. Zwierzęta te są szczególnie aktywne w o zmierzchu i o świcie, kiedy intensywnie żerują, natomiast wczesna jesień jest okresem wzmożonej aktywności związanej z okresem rozrodczym (bukowiskiem) – opowiadał.
      To oznacza, że największe ryzyko kolizji auta z łosiem przypada na dni września i października, a konkretniej – na porę między godziną 16:00 a 20:00. Najmniejsze ryzyko jest w środku dnia, od ok. godz. 7:00 do 14:00, w ciągu całego roku – z wyjątkiem jesieni. Wtedy też w środku dnia ryzyko trochę rośnie" – precyzuje dr hab. Michał Żmihorski z IBS PAN w Białowieży.
      Naukowcy porównywali też, jakie czynniki ryzyka kolizji mają największe znaczenie. Stwierdzili, że aktywność łosi wpływa na ryzyko ich kolizji z pojazdem aż dziesięć razy bardziej, niż choćby intensywność ruchu drogowego w danym dniu roku i o danej porze doby.
      Ryzyko kolizji ma też związek z czynnikami pogodowymi – dodają autorzy badania. Według ich ustaleń w czasie opadów deszczu ryzyko kolizji było mniejsze, natomiast obecność mgieł je podwyższała. Mechanizmy odpowiadające za te zależności nie są obecnie jasne i wymagają przede wszystkim lepszego rozpoznania wpływu pogody na zachowanie kierowców – zastrzegają.
      Naukowcy podkreślają, że informacje o kolizjach drogowych z udziałem dzikich zwierząt pojawiają się w mediach niemal każdego dnia. Takie zdarzenia to ważny problem, gdyż często kończą się kalectwem lub śmiercią uczestników ruchu i zwierząt. Generują też niemałe koszty związane z leczeniem i rehabilitacją poszkodowanych, naprawą pojazdów czy też opóźnieniami transportowymi – napisali w informacji przesłanej PAP.
      W ostatnich latach w Polsce przybywa wypadków z udziałem łosi, co może mieć związek z nasileniem ruchu drogowego, a także zwiększaniem zasięgu występowania tego gatunku i wzrostem jego liczebności.
      Wyniki nowych analiz oznaczają praktyczne informacje dla drogowców – potencjalnie ważne w kontekście ograniczania skali wypadków z udziałem dzikich zwierząt. Nasze badania pokazały, że ryzyko kolizji wyraźnie zmienia się w czasie, zatem ewentualne działania zapobiegające można dostosować do tego wzorca i wprowadzać je w czasie najwyższego ryzyka, a w pozostałych okresach, kiedy ryzyko kolizji jest istotnie niższe, z nich rezygnować. Dobrym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie okresowych ograniczeń prędkości oraz znaków ostrzegawczych w okresach zwiększonego ryzyka kolizji – sugeruje dr Tomasz Borowik z IBS PAN w Białowieży.
      Warto również położyć większy nacisk na edukację kierowców – gdyby byli świadomi, kiedy ryzyko kolizji jest największe, mogliby dostosować prędkość jazdy do tego okresowego zagrożenia – dodaje.
      Autorzy analiz podkreślają, że jest to pierwsze tak kompleksowe badanie czasowego wzorca kolizji z udziałem łosi w Centralnej Europie. Wyrażają nadzieję, że wyniki znajdą zastosowanie w praktyce, co pozwoli ograniczyć liczbę kolizji i związanych z nimi szkód.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Od początku bieżącego wieku liczba łosi w stanie Maine spadła o 10%, a w stanie New Hampshire aż o 50%. Badający niezależnie ten problem amerykańscy i kanadyjscy naukowcy – gdyż i we wschodniej Kanadzie doszło do spadku liczebności łosi – mówią o nowym niebezpieczeństwie czyhającym na te zwierzęta. O kleszczach z gatunku Dermacentor albipictus.
      Globalne ocieplenie i związane z nim krótsze zimy oraz lepsze warunki życiowe dla kleszczy spowodowały, że te pajęczaki stały się śmiertelnym zagrożeniem dla łosi. I wcale nie chodzi tutaj o przenoszone przez nie choroby. Dermacentor albipictus zwykle nie są nosicielami chorób, które są przenoszone przez inne kleszcze. Wiele łosi ginie, mimo że niczym się od kleszczy nie zaraziły. Pajęczaki dosłownie wysysają z nich życie. Pasożyty pożerają tak wiele krwi z łosi, że zwierzęta zapadają na ciężką anemię i giną. Kleszczy jest tak dużo, że na pojedynczym łosiu znajdowano ich nawet 90 000. W amerykańskich i kanadyjskich lasach coraz częściej można spotkać „łosie-duchy”, zwierzęta pozbawione olbrzymich połaci futra, które straciły ocierając się o drzewa, by pozbyć się pasożytów.
      Sytuacja najprawdopodobniej będzie się pogarszała, można się bowiem spodziewać coraz krótszych zim i wiosen wolnych od śniegu. Mniejsza liczba łosi oznacza zaś problemy dla całego ekosystemu, chociażby dlatego, że łosie przenoszą składniki odżywcze, potrzebne wielu roślinom. Stanowią też źródło pożywienia dla drapieżników.
      Helen Schwantje, weterynarz z ministerstwa zajmującego się lasami i zasobami naturalnymi Kolumbii Brytyjskiej alarmuje, że coraz częściej widzi się karibu na których w zimie żerują kleszcze. To zaś oznacza, że pajęczaki przenoszą się na nowe tereny i gatunki. Karibu już teraz są uznawane za zagrożone.
      Niektórzy specjaliści mówią, że rozwiązaniem problemu mógłby być zwiększony odstrzał łosi tak, by zagłodzić kleszcze i zmniejszyć ich populację. Trzeba jednak znaleźć równowagę, pomiędzy liczbą łosi, którą należy zabić, a liczbą, którą należy pozostawić dla zachowania zdrowej populacji. Problem jednak w tym, że takie działanie może się sprawdzić na krótką metę. W miarę postępów globalnego ocieplenia liczba kleszczy może wzrosnąć tak bardzo, że już nic nie uchroni łosi przed nimi.
      Schwantje podkreśla, że jeśli nawet kleszcze nie zabiją zwierzęcia bezpośrednio, to osłabiają je, powodując, że jest bardziej narażone na inne zagrożenia zdrowotne. Zwierzęta tak dużo czasu spędzają na drapaniu się i próbie pozbycia się kleszczy, że mniej jedzą, co odbija się na ich zdrowiu, stwierdza uczona.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Pojękując, samice łosi mogą manipulować bykami i skłaniać je do walki. Łosze wydają więcej dźwięków, gdy zbliżają się do nich mniejsze samce, co wyzwala agresję u bardziej atletycznie zbudowanych konkurentów. Zespół doktora Terry'ego Bowyera z Uniwersytetu Stanowego Idaho prowadził badania w Parku Narodowym Deniali na Alasce (Behavioural Ecology and Sociobiology).
      Samce łosi współżyją z wieloma partnerkami, ale łosze kopulują tylko z jednym bykiem. Samce staczają walki o wybranki. Wcześniejsze studia wykazały, że gdy byki się do nich zbliżają, samice wydają protestujące dźwięki. Teraz okazało się, że łosze protestują o wiele częściej w odpowiedzi na zaloty mniejszych samców, mimo że większe byki bardziej angażują się w zaloty. To zachowanie pomaga uniknąć napastowania przez mniejsze byki i jednocześnie prowokuje walki między większymi samcami. Gdy łosze pojękiwały, samcza agresja była o wiele większa niż w sytuacji, kiedy tego nie robiły. Dr Bowyer uważa, że prowadząc do bójek między konkurentami, samice zyskują pewien wpływ na wybór partnera. Zwykle to samce rozstrzygają kwestie dostępu do samic, walcząc, ale samice mogą manipulować tym, kto i kiedy stoczy ze sobą bój.
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Szwedzi zatrudniają łosie do testów smaku soli wykorzystywanej do posypywania dróg.
      Każdego roku te sympatyczne zwierzęta powodują wiele wypadków, stojąc na drodze i wylizując biały proszek. Aby tego uniknąć, Ministerstwo Transportu postanowiło wytypować rodzaj soli, który nie przypadnie łosiom do gustu.
      Chcieliśmy się upewnić, że nowa mieszanka nie będzie przyciągać łosi ani reniferów — opowiada szefowa projektu Frida Henin.
      Na dwa miesiące w kiperów przemieni się 14 zwierząt.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...