Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Chińczycy dotrzymali słowa i dowodzą kwantowej supremacji na większej macierzy

Recommended Posts

Chińscy naukowcy ogłosili, że dotrzymali słowa danego w grudniu ubiegłego roku i ulepszyli swój układ optyczny tak, że przeprowadził kwantowe gaussowskie próbkowanie bozonu na macierzy 144x144. Tym samym potwierdzili, że ich komputer kwantowy osiągnął kwantową supremację, czyli jest w stanie wykonać obliczenia, których komputery klasyczne nie potrafią wykonać w rozsądnym czasie.

O osiągnięciu kwantowej supremacji słyszeliśmy już kilkukrotnie. Tak na przykład twierdził Google w 2019 roku. Za każdym jednak razem specjaliści wysuwali zastrzeżenia, co do wykorzystanych algorytmów. Tym razem, jak zapewniają Chińczycy, takich zastrzeżeń nie będzie.

Pracami uczonych z Narodowego Laboratorium Nauk Fizycznych na Chińskim Uniwersytecie Nauki i Technologii w Hefei kierował Jian-Wei Pan. Celem prac było zbudowanie komputera kwantowego, który obliczy prawdopodobieństwo wystąpienia danego wyniku na wyjściu w obwodzie kwantowym. Zadanie takie komputery klasyczne potrafią rozwiązać bez większych problemów, pod warunkiem jednak, że istnieje niewiele punktów wyjścia i wejścia takiego obwodu. Gdy jednak jest ich więcej, czas potrzebny do przeprowadzenia obliczeń za pomocą klasycznych komputerów staje się tak długi, że ich przeprowadzanie traci sens.

Zespół przeprowadził gaussowskie próbkowanie bozonu (GBS). Na czym ono polega? Wyobraźmy sobie w tym miejscu układ optyczny z wieloma wejściami i wyjściami. Następnie wpuszczamy do niego pojedyncze fotony, które na swojej drodze do wyjścia napotykają różne komponenty optyczne, jak dzielniki wiązki czy lustra. Nasze zadanie obliczeniowe polega na tym, by określić, jakie fotony pojawią się na wyjściu. Taki układ możemy więc postrzegać jako matrycę dokonującą transformacji konfiguracji fotonów wpuszczonych na wejściu w konfigurację wyjściową. Określenie konfiguracji wyjściowej jest bardzo trudne nawet dla niewielkiej matrycy z rozdzielaczy i lusterek.

Przy rosnącej liczbie punktów wejścia i wyjścia, określenie wyniku takiego eksperymentu jest niezwykle trudne. W grudniu ubiegłego roku Chińczycy wykorzystali GBS składający się ze 100 punktów wejścia i 100 punktów wyjścia. Informowali wówczas, że ich system przeprowadził obliczenia w ciągu około 200 sekund. Tymczasem chiński superkomputer Sunway TaihuLight, 4. najpotężniejszy wówczas komputer na świecie, potrzebowałby do wykonania takich obliczeń... około 2,5 miliarda lat.
Po udanym eksperymencie naukowcy zapowiedzieli, że udało im się udoskonalić GBS na tyle, że przeprowadzą eksperymenty na matrycy 144x144. W 2021 roku nasza maszyna GBS będzie łatwiejsza w dostrojeniu, mniejsza i bardziej stabilna. Zaczynamy zastanawiać się nad jej wdrożeniem do celów praktycznych, mówili wówczas.

Teraz dotrzymali złożonej obietnicy. Poinformowali, że przy matrycy 144x144 istnieje 1043 możliwych rozwiązań, a ich GBS dokonał obliczeń 1023 razy szybciej niż superkomputer. Tym samym, zapewniają, osiągnęli kwantową supremację.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy daje im to jakąś przewagę technologiczną w zakresie np. projektowania leków?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bzdury. Cały czas wymyślane wirtualne problemy pod jakieś tam urządzenie. Czy drabinka z 40 nogami, po której ścieka woda robi jakieś obliczenia? Niech i ma nawet 1000 tych nóg ta drabinka, to potrafi tylko wyliczyć prawdopodobieństwo gdzie ta woda ścieknie po drabince. Dlaczego ? Bo sama jest drabinką. Nie dajcie sobie mydlić oczu. Nic tam nie ma.

4 godziny temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

.Zaczynamy zastanawiać się nad jej wdrożeniem do celów praktycznych, mówili wówczas.


Zrobili drabinkę z cieknącą wodą, ale jeszcze nie wiedzą do czego ją użyć. Może do grupowego mierzenia ciśnienia w odbytach się nada?  

Serio? "kwantowe gaussowskie próbkowanie bozonu" - o to jaki problem rozwiązało to urządzenie. Pomyślmy do czego to się przyda w praktyce? Do podcierania d*py - chyba nawet nie.  

Godzinę temu, piotr123 napisał:

Czy daje im to jakąś przewagę technologiczną w zakresie np. projektowania leków?

Nie. Nie daje. Urządzenie potrafi rozwiązać wirtualny problem dopasowany do urządzenia. To coś nie jest wstanie nawet 1 if zrobić na jednym q/bicie. Ma to tyle wspólnego z komputerami co folia aluminiowa ze statkiem kosmicznym.   

Oni to robią na zasadzie: Umiemy  hodować małpę no to  zasymulujmy sobie zachowanie małpy. Proszę, o to nasz cudowny symulator małpy. Wpierdziela banany i rzuca gównem w odwiedzających wybieg w zoo. Normalnie, jak prawdziwa małpa ten symulator.   

Edited by l_smolinski

Share this post


Link to post
Share on other sites

wow, niesamowite  - układ optyczny udowodnił że może "obliczyć" jak działa ... układ optyczny - hahahahahahahaha

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, Ergo Sum napisał:

wow, niesamowite  - układ optyczny udowodnił że może "obliczyć" jak działa ... układ optyczny - hahahahahahahaha

To jeszcze nic, jako wielki zwolennik komputerów analogowych pokazałem przedwczoraj supremację takowych dla problemu symulacji rozpuszczania witaminy C w szklance herbaty.

Mogę się też pochwalić posiadaniem "podwójnego" komputera optycznego liczących w czasie rzeczywistych problem korekcji skupienia obrazu w moich gałkach ocznych.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż tu dodać? Powszechne niezrozumienie i niewiedza rzeczywiście mogą być bardzo problematyczne, ale niezmiennie pozostaję niepoprawnym optymistą. Przykładowo kiedyś

budowa pierwszej linii kolejowej na świecie

Ostatecznie okazało się, że krowy nie przestały żreć trawy i dawać mleka, kury dalej jajka znosiły, a przy braku koni zwiększona podaż siana i słomy nie spowodowała globalnego krachu gospodarczego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z drugiej strony po lekkim rozkręceniu się z tym i podobnymi wynalazkami, przekonani, że wszystko jest OK, bo mleczność krów nie spada itd. doprowadziliśmy do zanieczyszczenia środowiska, dziury ozonowej, GO itd. ;) Jakoś ten świat nie chce być czarno-biały i wszystko ma swoją cenę, ech ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

No cóż, taki przychodzi płacić rachunek za postęp (może lepiej "postęp"). Myślę, że nasz postęp jest bardzo podobny w tym względzie do ewolucji, a w pewnym sensie jest nawet jej przedłużeniem. Ewolucja (natura), wbrew pewnym naiwnym przekonaniom, nie dba o zasoby, nie dąży do żadnej "równowagi", a jest powielaniem się kodu i owego kodu losowym błądzeniem. Nie przeszukuje ona ogromnej przestrzeni możliwości, a składa zwyczajnie z tego co ma pod ręką, znajdując rozwiązania, które owszem, działają, ale są to rozwiązania z gruntu lokalne i chwilowe. Za Mistrzem

Cytat

Gdyby ewolucja uprawiała postęp życia, nie kodu, to orzeł byłby już fotolotem, nie zaś mechanicznie trzepoczącym szybowcem, i żywe nie pełzałoby, nie kroczyło, nie żarło żywego, lecz niezależnością zdobytą wyszłoby poza glon i poza glob, wy jednak, z głębi swojej ignorancji, upatrujecie postęp w tym właśnie, że pradoskonałość została utracona, zgubiona podczas drogi wzwyż - wzwyż komplikacji, nie postępu. Toż potraficie sami rywalizować z ewolucją, lecz tylko w regionie późnych jej tworów - budując czujniki wzrokowe, termiczne, akustyczne, naśladując mechanizmy lokomocji, płuca, serca, nerki - lecz gdzież wam do owładnięcia fotosyntezą lub trudniejszą jeszcze techniką języka sprawczego. Głupstwa, wyartykułowane w tym języku, imitujecie, czy to wam nie świta? Ten język, konstruktor w potencjach nieprześcigniony, stał się nie tylko napędzanym usterkami motorem ewolucji, lecz i potrzaskiem. Dlaczego wypowiedziała na początku słowa molekularnie genialne, obracające światło w ciało z maestrią lakoniczną, a potem popadła w niezmożony bełkot coraz dłuższych, coraz zawilszych chromosomowych zdań, trwoniąc kunszt pierwotny.

Nie wierzę w świetlaną przyszłość ewolucji, jak i świetlany, nieograniczony postęp ludzkiej cywilizacji. Tu, niestety, nie jestem optymistą. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, darekp napisał:

Jakoś ten świat nie chce być czarno-biały i wszystko ma swoją cenę, ech

Nie jakoś, tylko jest to bardzo logiczne. Motorem postępu cywilizacji ludzkiej nie jest przecież dobro ludzkości, tylko wygrana z przeciwnikiem. Dla kraju wygraną może być większy PKB lub pozycja międzynarodowa. Dla firmy zysk. Dla naukowca sława. A żeby ta pozycja, ten zysk, ta sława przyszła, to trzeba zrobić coś obiektywnie pożytecznego dla ludzi. Ale to tylko środek osiągnięcia celu, a nie cel sam w sobie, więc nie można się dziwić, że świat tak wygląda.

Jeżeli Chiny czy jakieś firmy mówią, że ich celem jest postęp ludzkości, to kłamią. Dowód jest prosty. Gdyby chodziło o wspólne dobro, to wszyscy duzi gracze połączyliby siły, aby tworzyć szybciej technologie, a ich misja byłaby ściśle ukierunkowana. Przecież my żyjemy w jednym wielkim chaosie: różne państwa i różne firmy pracują niezależnie, tworzą niezależnie od siebie technologie, co prowadzi do niewyobrażalnego marnotrawstwa środków: do tego samego odkrycia mogą dochodzić różne firmy, zamiast podzielić się pracą. Dalej, w czasie, gdy jedni już coś opracowali, inni mogliby to przyswajać, aby wykorzystać do dalszych operacji. Wiedza i technologia teoretycznie mogłaby się rozszerzać wielokrotnie szybciej, w dodatku w sposób uporządkowany.

A teraz żyjemy w świecie, w którym już nikt niczego nie rozumie. Używamy urządzeń, choć nie rozumiemy ich działania. W tym art. pada zdanie, że Chińczycy ulepszyli swoje urządzenie. Powstaje naturalne pytanie, dlaczego wcześniej nie mogli tego ulepszyć, czy występowała techniczna trudność? A może wpadli na jakiś pomysł rozwiązania problemu?

Gdyby  naukowcy naprawdę chcieli ze sobą współpracować, to nie byłoby między nimi tajemnic. Generalnie w wielu obszarach, powiedzmy bardziej abstrakcyjnych, jak matematyka czy ekonomia, społeczność naukowa jeszcze potrafi się komunikować, po to by zrozumieć tok rozumowania danego naukowca. Ale i tutaj rozwój "niezależności naukowej" w mojej ocenie poszedł za daleko. Nie chodzi nawet o to, że artykułów naukowych jest za dużo, ale o to, że za bardzo są niezależne. Dużo lepiej byłoby, gdyby zachowany był pewien standard, który pozwoliłby szybko pojąć o co w ogóle autorowi chodzi. Wstęp albo abstrakt, powinien być napisany tak, by laik zrozumiał. Wstęp powinien być złożony z punktów: Cel, czy jest to rozszerzenie czy modyfikacja jakichś poprzednich idei; jeśli tak, jakie założenia są zmienione; jeśli jest to jakaś zupełnie nowa technika, to dlaczego trzeba ją wprowadzić, dlaczego inne są gorsze itp., w końcu wnioski. To wszystko ma być we wstępie, punkt w punkt. A dalej rozszerzanie tematu. Tak powinna być napisana każda praca naukowa, taki powinien być standard. A nie jak teraz, że jedynym standardem jest końcowa literatura. Tak być nie może.

Jeśli ktoś kiedyś pisał studium wykonalności projektów dla uzyskania dotacji unijnych, to wie o czym mówię. Chociaż i tutaj zasady się zmieniają znów w zależności od typu projektu, więc nawet tutaj jest zbytnia zmienność. Oczywiście, jest to pewien brak wolności, zapewne dużo nudniejsze i trudniejsze pisanie, ale dla czytelnika dużo bardziej czytelne i zrozumiałe.

Komunizm dobry, komunizm zły

Gdyby świat miał dążyć do postępu cywilizacyjnego, to musiałby panować powszechny komunizm wynikający z natury ludzkiej. Należy wyróżnić dwa rodzaje komunizmu: narzucony siłą (marksizm, totalitaryzm itp) oraz utopijny, którego znaczna większość sama by chciała. Ten pierwszy typ prowadzi do zniszczenia kraju czy w większej skali świata, ponieważ wykorzystuje nieefektywnie zasoby, wywołuje niechęć do pracy, poczucie niesprawiedliwości oraz społeczne niezadowolenie. Wynika to wprost ze źródła jego utworzenia, bowiem wymaga pełnej kontroli jednostki. Drugi typ stanowi jego przeciwieństwo: gdyby był możliwy do wprowadzenia, to zapewniłby najlepszą efektywność gospodarki, największy dobrobyt społeczny, poczucie sprawiedliwości i społeczne zadowolenie. Działoby się tak, ponieważ wszyscy by chcieli pracować dla dobra wspólnego, byliby wyzbyci chciwości i lenistwa. Co ciekawe, w tym systemie również musiałby rządzić dyktator, którego jednak wszyscy czy większość popierałoby. Takiego dyktatora można by wybrać w ramach jakiegoś zestawu testów. Osoba lub osoby o najlepszym wyniku i jakimś doświadczeniu w sprawowaniu urzędów, zostałyby głową państwa. Teoretycznie może być to jakaś partia, jak w Chinach. Mimo że dyktator miałby władzę absolutną, to zgodnie z początkowym założeniem jego celem byłaby praca dla dobra wspólnego i w ten sposób podporządkowałby się opinii publicznej.

Panowanie dyktatury jest konieczne w utopijnym systemie komunistycznym z czysto logicznego powodu. Napisałem, że jest to system najbardziej efektywny i najbardziej sprawiedliwy, a zgodnie z twierdzeniem Arrowa o niemożliwości, aby te warunki zostały spełnione, musi rządzić dyktator.

Można postawić hipotezę, że Chiny rozwijają się tak szybko (prawie 9% rocznie realnie w ostatnich 20 latach - WB), ponieważ panuje tam kultura poddańczości i namiastka owego komunizmu utopijnego. W prawicowych mediach pojawia się często przekaz, że w UE panuje komunizm, bo wprowadzają coraz to nowe ograniczenia, regulacje, zakazy. Jak już pokazałem wyżej, standaryzacja jest wartością dodaną, a nie ujemną dla poszczególnych państw unijnych. To dzięki standaryzacji każdy komputer ma takie same łącze USB, dzięki czemu nie tracimy czasu i pieniędzy na szukanie specjalnych kabli (nawiasem mówiąc nie rozumiem dlaczego nie wprowadzono jeszcze standardowych kabli do ładowania energii). Prawica nienawidzi słowa "współpraca", a uwielbia słowo "konkurencja" i dlatego zawsze są do tyłu z wiedzą i rozwojem. Współpraca wydaje się lewacka, zbyt kobieca (kobiety częściej popierają lewicę, a mężczyźni prawicę - prawdziwą, nie udawaną). Wiąże się to oczywiście z walką, wojną itd., czyli czymś męskim. Prawica podsuwa przykład Chin do przekonania o potrzebie konkurencji i walki między państwami, zamiast lewicowej Europy i USA. Mówią: patrzcie oni rosną co roku prawie 10%, a UE 1%, USA 2%. To prawda, ale nie dzieje się to dzięki agresywności Chińczyków, ale raczej ich kulcie pracy (a także IQ -> średnio wynosi 105) i wydaje się, że też poddańczości. Mówiąc inaczej spełnione są dwa warunki, które wyżej wspomniałem: brak chciwości i lenistwa. One pozwalają wprowadzić komunizm utopijny. Oczywiście nie znaczy to, że takowy tam panuje w 100%, bo przecież tam mają gospodarkę w dużej mierze konkurencyjną, niemniej jakaś namiastka tego komunizmu też istnieje. W zasadzie najlepiej porównać Polskę do Chin, bo w tym samym czasie w obydwu państwach upadła gospodarka planowana. I tak dla porównania: średni realny wzrost PKB: lata 1991-2001: Polska: 3,6% ; Chiny: 10,3%. 2002-2020: Polska: 3,6% ; Chiny: 8,7% (WB). Chiny rosły średnio 3 razy szybciej. Często się mówi, że w Polsce w l. 90 panował dziki kapitalizm. Jednak widać, że jego zmniejszenie, a wejście do UE wcale nie dało nam jakiegoś porządnego kopa - ciągle rozwijaliśmy się tyle samo. Dlaczego? Bo wartość dodana standaryzacji przepisów i dodatkowe ułatwienia (przejście graniczne) została skompensowana negatywnym odbiorem dodatkowych obciążeń i wymogów, rosnąca liczba przepisów okazała się dla wielu mniejszych przedsiębiorców nie do przełknięcia. Można więc postawić tezę, że dyktator unijny okazał się biurokratą, który nie działa dla dobra wspólnego; dyktator chiński okazał się sprawniejszy i bardziej troskliwy. W sumie sukces Chin został osiągnięty dzięki nałożeniu się dwóch efektów: efektywniejszy dyktator oraz poddańczość społeczeństwa chińskiego. Kumulacja tych dwu efektów spowodowała, że aż 3x szybciej rozwijała się od Polski. Tak więc prawica nie ma racji twierdząc, że chiński kapitalizm to przepis na sukces. Dyktatorowi unijnemu jest rzeczywiście bliżej do dyktatora totalitarnego - tyrana - który stanowi przeciwieństwo dyktatora utopijnego. W tym aspekcie prawica ma rację.

Narodowy egoizm, czyli przepis na porażkę

Przepis na poprawę sytuacji jest teoretycznie dość jasny. Wprowadzać regulacje i standaryzacje tam, gdzie ułatwi przepływ kapitału lub obniży koszty. A deregulować tam, gdzie przeszkadzają. Gorzej, gdy zaczyna się praktyka. Np. najlepiej by było, aby kraje unijne połączyły ośrodki naukowe i w sposób zorganizowany tworzyły leki czy te szczepionki. Po co 10 rodzajów szczepionek, znacznie efektywniej byłoby, aby jedni opracowywali jedną szczepionkę, a drudzy lek przeciwdziałający chorobie. Ale żeby to było możliwe, to poszczególne kraje unijne musiałyby wyzbyć się swojej "suwerenności", musiałyby traktować się jak komórki jednego organizmu. Dodatkowo wszystkie kraje powinny przyjąć euro. Narodowcy nie chcą słyszeć o EUR, jakby waluta złotego była jakimś dobrem narodowym. Generalnie myślę, że można by wprowadzić system dwu-walutowy: pln lub euro wymiennie. PLN mógłby służyć za walutę wewnętrzną, EUR zewnętrzną, podobnie jak języka polskiego używamy na użytek wewnętrzny, a angielskiego na użytek zewnętrzny. Ponieważ jest to wszystko wizja raczej utopijna (przynajmniej na długi okres), to wszelki rozwój będzie słaby, głównie przypadkowy. A skoro żaden europejski kraj nie jest w stanie zapobiec dominacji Chin, a jedynie cała UE mogłaby tego dokonać, to jej stagnacja i nie możliwość pogodzenia przeciwstawnych interesów doprowadzi ją do rozkładu. Chiny i Rosja zjedzą nas na obiad. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cytat

Czy daje im to jakąś przewagę technologiczną w zakresie np. projektowania leków?

Leków to nie wiem, ale jeśli chodzi o szczepionki na koronę to wyprodukowali ich więcej rodzajów niż Europa i USA razem wzięte. A i ilościowo świat jest generalnie zdominowany przez szczepionki chińskie.

 

W dniu 1.11.2021 o 14:05, Antylogik napisał:

Należy wyróżnić dwa rodzaje komunizmu: narzucony siłą (marksizm, totalitaryzm itp) oraz utopijny, którego znaczna większość sama by chciała

Należy wyróżnić dwa rodzaje życia: to naturalne oraz utopijne.
Należy wyróżnić dwa rodzaje złota: to naturalne oraz utopijne.
Tak można o wszystkim napisać.
Łatwo się pisze o rzeczach które nie istnieją :) że są idealne a to przecież wdrożenie praktyczne idei pokazuje jej wartość.
Komunizm chiński po pierwsze miał różne okresy.
Miał okres kiedy przypominał bolszewizm. Miał okres kiedy przypominał PRL. I miał okres kiedy przypominał XIX wieczne USA tylko z jedną partią zamiast dwóch.

W dniu 1.11.2021 o 14:05, Antylogik napisał:

Motorem postępu cywilizacji ludzkiej nie jest przecież dobro ludzkości, tylko wygrana z przeciwnikiem.

Prawie to nieźle napisałeś tylko potem ideologicznie uniknąłeś pójścia za ciosem.

Nie, wygrana z przeciwnikiem. Tylko z konkurentem. Czyli konkurencja.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Autorzy interdyscyplinarnych badań dowodzą istnienia związku pomiędzy aktywnością wulkanów a upadkami chińskich dynastii na przestrzeni ostatnich 2000 lat. Erupcje wulkaniczne, które są dominującym w skali globalnej zewnętrznym czynnikiem prowadzącym do krótkoterminowych zmian klimatycznych, miały wpływ na dzieje Państwa Środka, stwierdzają naukowcy z Chin, USA, Szwajcarii, Niemiec i Irlandii.
      Uczeni wykorzystali zarówno rekonstrukcję aktywności wulkanicznej, jak i informacje o historii społecznej oraz politycznej Chin i stwierdzili, że w czasach dużych napięć społeczno-politycznych do upadku dynastii mogła przyczynić się już niewielka erupcja wulkaniczna, podczas gdy w przypadku braku takich napięć kres chińskiej dynastii mogła położyć duża erupcja. Wykazali również, że walki po upadku dynastii zwykle szybko wygasały, gdyż sam upadek był elementem koncepcji „boskiego mandatu”, na podstawie którego nowa dynastia mogła przejąć władzę, co ułatwiało szybsze przywrócenie porządku społecznego.
      Jako pierwsi dowiedliśmy, że upadki chińskich dynastii na przestrzeni ostatnich 2000 lat historii były bardziej prawdopodobne w latach następujących po erupcjach wulkanów. Jednak związek przyczynowo-skutkowy nie jest tak oczywisty, gdyż jeśli mieliśmy do czynienia z wojnami i konfliktami, to dynastie były bardziej podatne na upadek, wyjaśnia profesor Alan Robock z Rutgers University. Erupcje wulkaniczne, w zależności od ich siły, w krótkim terminie zmieniają klimat, powodując jego ochłodzenie. To zaś ma wpływ na produkcję rolną. Wpływ ochłodzenia klimatu również zwiększał prawdopodobieństwo pojawienia się konfliktów, co dodatkowo narażało dynastię na upadek, dodaje Robock.
      Chińskie dynastie posiadały boski mandat na rządzenie. Taki stan rzeczy był akceptowany i przez lud, i przez elity. Napięcia społeczne, konflikty, gorsze zbiory spowodowane chociażby ochłodzeniem się klimatu po erupcji wulkanicznej, mogły być postrzegane jako odebranie mandatu rządzącym. A wyłaniająca się z konfliktu kolejna dynastia mogła uspokoić nastroje społeczne, powołując się na przekazanie boskiego mandatu właśnie w jej ręce.
      Koncepcja boskiego mandatu została najsilniej wyartykułowana w czasie rządów dynastii Zhou (1046–256 p.n.e.). Co prawda jej znacznie i interpretacja zmieniały się w casie, ale utrzymała się ona przez tysiąclecia. Zgodnie z nią, rządzący, którzy nadużywali władzy lub zawiedli lud, narażali się na cofnięcie ich mandatu do rządzenia. To do pewnego stopnia mogło promować niestabilność, gdyż rywale do tronu, ludowi powstańcy, zbuntowani generałowie, gubernatorzy czy dynastie z sąsiednich państw mogli twierdzić, że ono im został przekazany mandat. Jednak twierdzenia takie nabierały szczególnej wagi, gdy zostały wsparte naturalnymi katastrofami – jak chłodniejsze lata po erupcji wulkanicznej, spadek plonów i związany z tym głód – będącymi jasnym dowodem na odwołanie mandatu dotychczas rządzących. Erupcje wulkaniczne mogły wiązać się nie tylko z gorszą pogodą, ale również z innymi znakami, jak spowodowane zapyleniem atmosfery zmiany kolorów czy jasności Słońca i Księżyca oraz pojawieniem się innych niespotykanych zjawisk atmosferycznych.
      Naukowcy na podstawie badań poziomu związków siarki w rdzeniach lodowych z Grenlandii i Antarktydy zrekonstruowali 156 eksplozywnych erupcji wulkanicznych, do jakich doszło w latach 1–1915. Przeanalizowali też dokumenty na temat 68 dynastii rządzących Chinami oraz zbadali konflikty, jakie w latach 850–1911 targały Państwem Środka. Za pomocą metod statystycznych dowiedli, że wybuchy wulkanów wpływały na historię Chin.
      Oczywiście na upadek dynastii składa się olbrzymia liczba czynników, dlatego też związki pomiędzy wulkanami a zmianą dynastii nie są oczywiste i łatwe do wychwycenia. Autorzy badań podkreślają, że np. ani wielka erupcja wulkanu Tambora z 1815 roku, ani wybuch Huaynaputina (1600 r.) czy Samalas (1257) nie wpłynęły na zmianę dynastii, a przynajmniej nie w statycznie prawdopodobnym okresie. Nawet olbrzymia erupcja, do której doszło w 626 roku na obszarach tropikalnych półkuli północnej, a która mogła być jedną z przyczyn upadku tureckiego kaganatu wschodniego, nie miała oczywistego wpływu na politykę dynastyczną Chin. Jednak, jak dowodzą autorzy badań, podczas prac nad historią Państwa Środka należy brać pod uwagę wybuchy wulkanów i ich wpływ na politykę wewnętrzną.
      Więcej na ten temat można przeczytać na łamach Nature Communications Earth & Environment, w artykule Volcanic climate impacts can act as ultimate and proximate causes of Chinese dynastic collapse.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chiński prezydent Xi Jinping, przemawiając na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ zapowiedział, że jego kraj podejmie zdecydowane kroki w celu ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Chiny zapowiedziały, że pomogą też innym krajom. Będą wspierały rozwój projektów związanych z energią odnawialną i zaprzestaną budowy elektrowni węglowych w krajach rozwijających się.
      Chiny finansują obecnie wiele projektów infrastrukturalnych w krajach rozwijających się. To ich sposób na zwiększenie swoich wpływów i pozycji na świecie. Przy okazji w projektach tych bardzo często udział biorą chińskie firmy i chińscy pracownicy. Tam, gdzie w grę wchodzi infrastruktura energetyczna, Chiny bardzo często brały udział w projektach związanych z energetyką węglową. Z tego też względu na całym świecie buduje się lub planuje się budować wiele nowych elektrowni węglowych. To zaś rodzi pytania o możliwość ograniczenia przez ludzkość emisji węgla do atmosfery.
      Chiny już wcześniej zapowiedziały, że do końca bieżącej dekady osiągną szczyt swojej emisji, po którym zacznie ona spadać. Ponadto zobowiązały się, że do roku 2060 staną się krajem neutralnym pod względem emisji. Jednak obietnice te dotyczyły dotychczas wyłącznie samego Państwa Środka. Chińskie banki chętnie finansowały zaś budowę elektrowni węglowych w innych krajach. Teraz, po raz pierwszy, usłyszeliśmy, że chińska walka ze zmianami klimatu wyjdzie poza granice Chin. Podczas przemówienia prezydent Xi stwierdził: Chiny w większym stopniu będą pomagały krajom rozwijającym się w wykorzystaniu zielonej energii i energii niskoemisyjnej. Nie będziemy też budowali za granicą nowych elektrowni węglowych.
      Prezydent nie podał żadnych szczegółów, jeśli jednak Chiny rzeczywiście zaczną realizować swoje zapowiedzi, będzie to oznaczało, że ograniczona zostanie ekspansja elektrowni węglowych. Wiele krajów rozwijających się mogło dotychczas liczyć na chińską inicjatywę „Jeden pas, jedna droga”, w ramach której Państwo Środka finansowało budowę dróg, portów, kolei czy właśnie elektrowni węglowych. Tymczasem w pierwszej połowie 2021 roku, po raz pierwszy od wielu lat, nie sfinansowano żadnego nowego projektu związanego z energetyką węglową.
      Chiny to największy emitent gazów cieplarnianych, a ich gospodarka w dużym stopniu opiera się na energii z węgla. Dlatego też deklaracje i działania władz tego kraju są tak ważne. Dlatego też prezydenta Xi pochwalili zarówno Amerykanie, jak i Alok Sharma, szef COP26 UN Climate Change Conference, która w przyszłym tygodniu rozpocznie się w Szkocji. To jasna zapowiedź końca węgla. Z radością witam zapowiedź prezydenta Xi o zaprzestaniu finansowania energetyki węglowej za granicą. Było to przedmiotem naszych dyskusji podczas mojej wizyty w Chinach, napisał Sharma na Twitterze.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chińscy archeolodzy pracujący na stanowisku Guanzhuang w prowincji Henan, gdzie w przeszłości istniało starożytne miasto, poinformowali o odkryciu najstarszego na świecie miejsca masowej produkcji monet. Znaleźli tam wykonane z brązu miniaturowe monety o kształcie przypominającym łopatę. Zdaniem specjalistów monety te były masowo wytwarzane w tym miejscu już 2600 lat temu.
      Archeolodzy znaleźli zarówno same monety jak i gliniane formy do ich odlewania. Datowanie radiowęglowe wykazało, że zorganizowana produkcja monet rozwinęła się tam w latach 640–550 przed Chrystusem. Tym samym mamy do czynienia z najstarszym dobrze datowanym miejscem wytwarzania ustandaryzowanych monet.
      Wynalezienie standardowych metalowych środków płatniczych stanowiło przełom w historii gospodarczej. Monety ułatwiały wymianę handlową i stały się nowym sposobem oceny bogactwa, prestiżu, znaczenia i potęgi.
      Już wcześniej wiedzieliśmy, że najstarsze monety wytwarzano w Chinach, Lidii i Indiach. Odkrycie z Guanzhuang wskazuje, że to na terenie Chin po raz pierwszy wytwarzano je masowo.
      Wiemy, że różne wersje monet w kształcie łopaty znajdowały się w obiegu na równinach środkowego i dolnego brzegu Rzeki Żółtej do roku 221 p.n.e., kiedy to zostały zniesione przez Pierwszego Cesarza Qin. Jednak pochodzenie i wczesna historia monet, zarówno chińskich jak i lidyjskich, pozostają przedmiotem sporów naukowych. Monety są bowiem znajdowane w kontekście ich obiegu lub przechowywania, a nie w kontekście produkcji. Dlatego też większość prac dotyczących ich pochodzenia opiera się w dużej mierze na stylistyce monet i istnieją spory np. co do ich klasyfikacji. Dotychczasowe hipotezy dotyczące początków produkcji monet w kształcie łopaty mówiły, że musiała się ona rozpocząć pomiędzy rokiem 700 a 500 przed naszą erą.
      Dotychczas najstarsze znane nam miejsce związane z produkcją monet znajdowało się w stolicy Lidii, Sardes. Datowane jest ono na lata 575–550 p.n.e. jednak było prawdopodobnie wykorzystywane do rafinacji złota używanego przy produkcji electrum. Ani w Anatolii, ani w Grecji nie zidentyfikowano żadnej mennicy pochodzącej sprzed 400 roku p.n.e.
      Badania w Guanzhuang trwają od 2011 roku. Obecnie wiemy, że znajdowało się tam miasto, które powstało około 800 r.p.n.e. i zostało opuszczone po roku 450 przed Chrystusem. Położone na skrzyżowaniu ważnych szlaków północ-południe i wschód-zachód kontrolowało komunikację pomiędzy Wangcheng, stolicą wschodniej dynastii Zhou, a równinami. Miasto znajdowało się w pobliżu ważnych portów umożliwiających przekroczenie Rzeki Żółtej, a w jego okolicach rozgrywały się w czasach Wschodniej Dynastii Zhou (770–256 p.n.e.) ważne bitwy o dominację nad równinami.
      W Guanzhuang odkryto duże centrum produkcyjne, a największym znajdującym się tam zakładem była manufaktura brązu. Na jej terenie zlokalizowano ponad 2000 dołów na odpady. Znaleziono w nich formy na monety oraz dwie ukończone monety. Na monetach tych, podobnie jak na najwcześniejszych znanych monetach tego typu, nie ma ani oznaczenia wartości, ani miejsca produkcji.
      Najnowsze odkrycie pokazuje też, że ważne jest rozważenie roli władzy w powstaniu systemu monetarnego. Niektórzy autorzy uważają, że powstanie pierwszych monet było oddolną inicjatywą kupców. Manufaktura w Guanzhuang znajdowała się obok południowej bramy, poza wewnętrznymi murami miasta. W murach wewnętrznych prawdopodobnie znajdowała się siedziba lokalnych władz. To oznacza, że władze co najmniej wiedziały o produkcji monet. Trudno jednak obecnie powiedzieć, skąd pochodziła inicjatywa ich produkcji. Mogła ją rozpocząć grupa kupców, władze lokalne lub rząd centralny.
      Niedawno informowaliśmy, że tajemnicze przedmioty z epoki brązu mogły być ustandaryzowanym środkiem wymiany handlowej oraz że system wag w epoce brązu był miarą zintegrowanego rynku od Mezopotamii po Wyspy Brytyjskie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W północno-zachodnich Chinach odkryto nowy gatunek wymarłego olbrzymiego krewniaka nosorożca. To właśnie takie zwierzęta – Indricotheriinae – były prawdopodobnie największymi ssakami, jakie chodziły po Ziemi. A odkryty właśnie Paraceratherium linxiaense był minimalnie mniejszy od Dzungariotherium orgosense, uznawanego za największego z nich wszystkich.
      Nowy gatunek został opisany przez Tao Denga i jego kolegów z Chińskiej Akademii Nauk, którzy w Basenie Linxia znaleźli czaszkę zwierzęcia w warstwie pochodzącej sprzed 26,5 miliona lat. Naukowcy poszukują tam szczątków wymarłych ssaków od lat 80. ubiegłego wieku.
      Paraceratherium linxiaense, podobnie jak inni przedstawiciele rodzaju Indricotheriinae miał długą szyję, smukłą czaszkę, dwa górne stożkowate siekacze. Prawdopodobnie żył na otwartych przestrzeniach i żywił się liśćmi z drzew. Nie posiadał rogu i bardziej przypominał konia. Głową mógł sięgać nawet wysokości 7 metrów, mów Deng.
      Chińscy naukowcy szacują, że P. linxiaense mógł ważyć nawet 21 ton, czyli tyle, co cztery duże słonie afrykańskie. Te zwierzęta mogły być większe niż jakikolwiek współcześnie żyjący ssak lądowe. Jedynie największe z mamutów być może były od nich większe, mówi Luke Holbrook z Rowan University.
      Przedstawiciele rodzaju Indricotheriinae zamieszkiwali głównie Azję, od Mongolii po Pakistan. Nieliczne szczątki znaleziono też na wschodzie Europy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W skałach w regionie Wuerhe w prowincji Xinjiang chińscy naukowcy znaleźli 114 odcisków kończyn dinozaurów. Badania wykazały, że to ślady pterozaurów, pozostawione przed 135 milionami lat. Wszystkie znajdowały się na powierzchni zaledwie 0,3 m2.
      Specjaliści z Instytutu Paleoantropologii i Paleontologii Kręgowców z Chińskiej Akademii nauk zidentyfikowali 57 odcisków kończyn górnych i 57 odcisków kończyn dolnych. Wskazuje to, że zwierzę poruszało się na czterech kończynach.
      Po przeanalizowaniu głównych cech morfologicznych odcisków, jak długość palców, uczeni stwierdzili, że nie nie należą one do żadnego z 15 znanych gatunków pterozaurów. Odkrywcy zaproponowali dla nowego gatunku nazwę Pteraichus wuerhoensis isp. nov. i datują go na wczesną kredę.
      Li Yang, główny autor badań, mówi, że nagromadzenie śladów i różna ich wielkość wskazuje, że zwierzęta w różnych wieku żyły stadach. W tym czasie region Wuerhe był pokryty wielkimi jeziorami. Pterozaury pozostawiły tu dużo śladów. Prawdopodobnie dlatego, że w jeziorach poszukiwały pożywienia, mówi uczony.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...