Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Być może po raz pierwszy udało się odkryć planetę poza Drogą Mleczną, poinformowali naukowcy prowadzący obserwacje za pomocą Chandra X-ray Observatory. Jeśli rzeczywiście zauważyli oni planetę poza naszą galaktyką, oznacza to, że już teraz jesteśmy w stanie wykrywać planety znajdujące się znacznie dalej niż dotychczas. Nowa kandydatka na egzoplanetę został zauważony w galaktyce spiralnej Messier 51 (M51).

Dotychczas odkryto tysiące egzoplanet. Wszystkie one jednak znajdują się w Drodze Mlecznej i niemal wszystkie w odległości mniejszej niż 3000 lat świetlnych od Ziemi. Tymczasem egzoplaneta w M51 byłaby oddalona od nas o około 28 milionów lat świetlnych.

Próbujemy otworzyć całkiem nowy rozdział w poszukiwaniu egzoplanet. Szukamy ich w zakresie promieniowania rentgenowkiego, co umożliwia obserwowanie planet w innych galaktykach, wyjaśnia główna autorka badań, Rosanne Di Stefano z Center for Astrophysics | Harvard & Smithsonian (CfA).

Prawdopodobna planeta została zarejestrowana podobnie jak dotychczas odkryte egzoplanety. Obiekt zauważono metodą tranzytu. Gdy na tle gwiazdy przechodzi planeta, możemy zaobserwować spadek jasności gwiazdy, której światło jest częściowo przesłaniane przez jej towarzyszkę. W ten właśnie sposób odkryto tysiące egzoplanet, prowadząc obserwacje w świetle widzialnym.

Z kolei Di Stefano i jej zespół szukali takich samych zjawisk w układach podwójnych w zakresie promieniowania rentgenowskiego. Zwykle źródłami takiego promieniowania są albo gwiazda neutronowa, albo czarna dziura, wyciągające materię z towarzyszącej jej gwiazdy. Jako, że takie źródła są małe, planeta przechodząca na ich tle powinna zablokować większość lub całość promieniowania. Zatem tego typu tranzyty powinny być łatwe do zauważenia, gdyż źródło promieniowania może okresowo regularnie znikać. Powinniśmy móc je zaobserwować ze znacznie większej odległości niż tranzyty badane w paśmie światła widzialnego. W ich przypadku bowiem przechodząca planeta blokuje minimalną część światła swojej gwiazdy.

Zespół Di Stefano wykorzystał więc metodę obserwacji w paśmie rentgenowskim do znalezienia kandydatki na planetę, znajdującej się w układzie podwójnym M51-ULS-1 w galaktyce M51. Układ ten składa się z czarnej dziury lub gwiazdy neutronowej krążącej wokół gwiazdy o masie ok. 20-krotnie większej od masy Słońca. Naukowcy zauważyli, że źródło promieniowania rentgenowskiego zniknęło na około 3 godziny. Na podstawie zgromadzonych danych stwierdzili, że możemy mieć do czynienia z planetą o rozmiarach Saturna, która krąży wokół gwiazdy neutronowej lub czarnej dziury w odległości 2-krotnie większej niż odległość między Saturnem a Słońcem.

To niezwykle interesująca interpretacja, jednak potrzebujemy więcej informacji, by potwierdzić, że odkryto pierwszą planetę poza naszą galaktyką. Problem w tym, że jeśli to rzeczywiście planeta, która krąży w takiej odległości od gwiazdy lub czarnej dziury, to na kolejny tranzyt musimy poczekać około 70 lat. Niestety, aby potwierdzić, że to planety, będziemy musieli poczekać całe dekady na kolejny tranzyt. A jako, że nie wiemy, w jakim dokładnie czasie obiega ona źródło promieniowania, nie wiemy dokładnie, kiedy powinniśmy patrzeć, mówi współautorka badań Nia Imara z University of California w Santa Cruz.

Jeśli rzeczywiście mamy tutaj do czynienia z planetą, to o bardzo burzliwej historii. Musiała ona bowiem przetrwać eksplozję supernowej w wyniku której powstała gwiazda neutronowa lub czarna dziura. W pewnym momencie dojdzie też do eksplozji gwiazdy towarzyszącej źródłu promieniowania.

Di Stefano i jej zespół poszukiwali tranzytów w trzech galaktykach: M51 (Galaktyka Wir), Messier 101 (M101, Galaktyka Wiatraczek) oraz Messier 104 (M104, Galaktyka Sombrero). W Wirze przyjrzeli się 55 układom podwójnym, w Wiatraczku sprawdzili 64 układy, a w Sombrero – 119. Teraz planują przeszukanie archiwów teleskopów Chandra i XMM-Newton, w poszukiwaniu wcześniejszych tranzytów.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawym projektem jest sonda Focal mająca  wykorzystywać do obrazowania egzoplanet Słońce jako soczewkę grawitacyjną. Tylko że trzeba daleko umieścić taki teleskop - ponad 500 a.u. od Słońca. Za to rozdzielczość takiego teleskopu mogłaby sięgnąć 25 km.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odkryto tysiące egzoplanet, których obserwowany stan należy do prehistorii albo nawet dzisiaj nie istnieją. Ta dylatacja czasu powoduje, że odkrywamy coś, czego nie ma, co zdarzyło się tysiące bądź miliony lat temu czyli, w jakimś sensie, fikcję. Hawking w "Teorii wszystkiego czyli krótka historia wszechświata" spekulował na temat przeprowadzki ludzkości. W tym aspekcie jak i w wielu innych to tylko naiwne marzenia. Bliższym celem ludzkości jest eksploracja Wszechświata, ale metodami, których jeszcze nie znamy, a które będą szybsze od światła. Dopóki nasze możliwości nie przełamią tej bariery, będziemy tylko biernymi obserwatorami gwiezdnej historii. Podziwiam Muska  za jego optymizm w ocenie lotów na Marsa, którego nie podzielam. Jesteśmy produktem made in Earth, a każda zmiana środowiska, opuszczenie matki Ziemi dla naszych organizmów będzie katorgą.   

Share this post


Link to post
Share on other sites

helmut, weź się zastanów, co ty pleciesz. Odkryte planety znajdują się w promieniu ok. 3tys. lat świetlnych (a nie miliony) od Ziemi. Czyli widzimy je takimi, jak były ok. 3 tys. lat temu (czyli w czasach egipskich faraonów). A nawet jak będziemy oglądać takie, które oddalone są od nas o miliony lat, to prawdopodobieństwo, że któraś z nich już nie istnieje jest znikoma. Przypominam Ci, że Ziemia ma ponad 4,5 mld lat i jakoś nadal istnieje, i na razie nic nie wskazuje na to, że miała by przestać istnieć przez kolejne kilka mld lat.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 25.10.2021 o 21:44, helmut napisał:

Odkryto tysiące egzoplanet, których obserwowany stan należy do prehistorii albo nawet dzisiaj nie istnieją. Ta dylatacja czasu powoduje, że odkrywamy coś, czego nie ma, co zdarzyło się tysiące bądź miliony lat temu czyli, w jakimś sensie, fikcję. Hawking w "Teorii wszystkiego czyli krótka historia wszechświata" spekulował na temat przeprowadzki ludzkości. W tym aspekcie jak i w wielu innych to tylko naiwne marzenia. Bliższym celem ludzkości jest eksploracja Wszechświata, ale metodami, których jeszcze nie znamy, a które będą szybsze od światła. Dopóki nasze możliwości nie przełamią tej bariery, będziemy tylko biernymi obserwatorami gwiezdnej historii. Podziwiam Muska  za jego optymizm w ocenie lotów na Marsa, którego nie podzielam. Jesteśmy produktem made in Earth, a każda zmiana środowiska, opuszczenie matki Ziemi dla naszych organizmów będzie katorgą.   


Na to zostały zdefiniowane jednostki chorobowe. Cokolwiek fantaści by nie wymyślili, to jednej kwestii nie przeskoczą... ale ja nie o tym. 

Nie ma żadnej dylatacji czasu, ale załóżmy na chwilę, że jest, to  nazywanie oglądania historii widoczności gwiazdy spowodowane tym, że światło ma skończoną wartość propagacji 'dylatacją czasu', to już aberracja. Nie wiem czy coś na taki przypadek pomoże. Proponuję Niemcy, bo w Polsce psychiatria niedofinansowana i słabo przędzie.       

Edited by l_smolinski
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, l_smolinski napisał:

Nie ma żadnej dylatacji czasu,

Hm, a eksperymenty z wożeniem zegarów atomowych? Poprawki na grawitację w GPS? Dla mnie STW wygląda dość przekonująco.  Pomijam fakt, że kolega @helmut niepoprawnie użył pojęcia 'dylatacja' mając na myśli prędkość światła.

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 hours ago, Sławko said:

helmut, weź się zastanów, co ty pleciesz.

Sławko, ciszej! Nie drzyj tak japy na puszczy :)

 

On 10/25/2021 at 8:44 PM, helmut said:

odkrywamy coś, czego nie ma, co zdarzyło się tysiące bądź miliony lat temu czyli, w jakimś sensie, fikcję.

Dane pochodzą z obserwacji z 2012 roku, więc teraz planeta ma co najmniej 31 000 009 lat :) Aroganccy naukowcy nie raczyli od tego czasu się pofatygować i zbijali bąki zamiast przeczesywać ruiny piramid w celu zlokalizowania gwiezdnych wrót :) Podejrzewam, że planecie nic nie jest skoro przetrwała wybuch supernowej jednego z komponentów układu podwójnego, o ile tam jest faktycznie planeta.

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, cyjanobakteria napisał:
W dniu 26.10.2021 o 18:02, Sławko napisał:

helmut, weź się zastanów, co ty pleciesz.

Sławko, ciszej! Nie drzyj tak japy na puszczy 

Ale ja cichy jestem. Nawet wielkich liter nie użyłem...:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 26.10.2021 o 23:15, Jajcenty napisał:

Hm, a eksperymenty z wożeniem zegarów atomowych? Poprawki na grawitację w GPS? Dla mnie STW wygląda dość przekonująco. 

Poprawki na grawitację w GPS nie są  robione z wykorzystaniem STW i OTW.

Jednak prawdą jest, że teorie pana E., prawidłowo przewiduje wartości tych poprawek , zgodnie z tym co przedstawiono w linku poniżej. Nie wnikam teraz czy naciągnięto dane czy modele, załóżmy, że wszystko się zgadza co do wartości kompensacji:   

https://physics.stackexchange.com/questions/1061/why-does-gps-depend-on-relativity

Jednak:

https://apps.dtic.mil/dtic/tr/fulltext/u2/a516975.pdf

[...]is just what one would expect by a Lorentz transformation from the center of rotation to the instantaneous rest frame of the accelerated originExcept for the leading gamma factor, it is the same as the formula derived in classical physics for the signal travel time from the GPS satellite to the ground station. As we have shown, introducing the gamma factor makes a change of only 2 or 3 millimeters to the classical result. In short, there are no "missing relativity terms." They cancel out."


1. Inżynierowie w 1996 pokazali, że nie potrzebują wykorzystywać modeli relatywistycznych w GPS.
2. Wykorzystali transformację Lorentza. Transformata Lorentza była znana przed STW/OTW.
3. Nikt nie wyliczył prawidłowo tych wartości zmian, które wynikały by z efektów relatywistycznych związanych z gammą do czasu dostarczenia rzeczywistych wyników z testowych satelit GPS.
4. Przeanalizowano otrzymane wyniki i skompensowano zmiany wartością stałą wartością usuwając człon związany z gammą.
5. Skorzystano z właściwości stałych orbit kołowych dla synchronizacji satelita -> ziemia usuwając człon związany z gammą.
6. Dla synchronizacji nie było można zastosować modelu relatywistycznego co zostało pokrętnie powiedziane w:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5253894/pdf/41114_2016_Article_1.pdf

"A report distributed by the Aerospace Corporation [14] has claimed that the correction expressed
in Eqs. (38) and (39) would not be valid for a highly dynamic receiver – e.g., one in a highly
eccentric orbit. This is a conceptual error, emanating from an apparently official source, which
would have serious consequences."

No i tutaj inżynierowie mieli rację ponieważ "highly dynamic receiver" z "eccentric orbit" tworzył układy nie inercjalne w sposób jeszcze bardziej skomplikowany niż laboratoryjny efekt Sagnaca.

Dlatego zrezygnowano z modeli relatywistycznych. Autorzy pracy z 2003 poza lakonicznym stwierdzeniem, że to był błąd koncepcyjny nie zaproponowali żadnego sposobu naprawy błędu. Nie pokazali też jak należało wartość tej stałej w przypadku układu satelita -> ziemia liczyć sensownie z punktu inżynierskiego.

No, ale je nie o tym chciałem pisać.

Problem w tym, że całe dzieło pana E., ma błędną interpretację, oraz zostało zbudowane na błędnych podwalinach. Otóż transformata Lorentza została tak dobrana do wyników badań, aby się wpasować w to co otrzymywano z eksperymentów - no bo co innego było można zrobić? Lorentz miał wile  postaci transformaty, które spełniały te wymagania. Nie dam sobie teraz ręki obciąć, ale to po namowie, czy też naciskach pana E., pan Lorentz finalnie wybrał znaną wszystkim postać tej transformaty. 

No i teraz uwaga nic nie stoi na przeszkodzie, aby ów transformatę wybrać inną, oraz zaproponować inny sens fizyczny tej transformaty. Ktoś nawet raczył nawet o tym wspomnieć na polskiej wikipedii:
   
https://pl.wikipedia.org/wiki/Skrócenie_fali_stojącej
https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Dopplera#Efekt_Dopplera_dla_fali_stojącej

Zaproponował to Gabriel LaFreniere, ale wynikało to też z prac Milo Wolfa. 

Przy takiej interpretacji nie ma mowy o dylatacji czasu, to wszystko to tylko psucie się zegarów atomowych pod wpływem grawitacji, pole em, czy przyspieszenia wektora przemieszczenia zegara.

Jeżeli przyjrzeć się definicji czasu nie ma tam miejsca, na dylatację, podróże w czasie itd. Nie rozpisuję się o tym bo nie wiem czy kogoś to interesuje :P 

 

Oczywiście przytoczona transformata jak i jej sens fizyczny mają rację bytu w przypadku istnienia ośrodka materialnego tzn. czasoprzestrzeni/próżni ze skończonym czasem propagacji zmian w polach. Za czym finalnie postulował pan E. niejawnie, zarówno przed STW/OTW proponując EPZ:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Energia_punktu_zerowego

 Jak i później jawnie, po publikacji swoich teorii relatywistycznych:

https://mathshistory.st-andrews.ac.uk/Extras/Einstein_ether/ 

 

Tak się kończy polemika, przyszedł jakiś as z uniwersytetu wrocławskiego i twierdzi, że prace Milo Wolfa, Gabriel LaFrenier i Yuri N. Ivanov  są niewiarygodne, tuż po zobaczeniu mojego wpisu zapewne tutaj :):) Oczywiście to nie ja jestem autorem poprzednich wpisów na wykipedii... widać że najlepszych wchłonął biznes reszta została na uczelni i karmią się tymi swoimi opowieściami z narnii .... ha ha ha prace Milo Wolfa, Gabriel LaFrenier i Yuri N. Ivanov  niewiarygodne. Jak żyć ?  

Yuri N. Ivanov  ,członek rosyjskie akademii nauk, dyrektor któregoś z instytutów w Moskwie. Tak z pewnością jego prace są mało wiarygodne hehehe.  

http://rhythmodynamics.com/rd_2007en.htm


https://pl.wikipedia.org/wiki/Milo_Wolff


image.thumb.png.f3863e96394ad3db6b78a26238a0ba4e.png 


Najlepiej niech ten geniusz usunie cały artykuł o skróceniu fali stojącej:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Skrócenie_fali_stojącej

https://www.academia.edu/download/47486151/Confinement_of_light_2-23-2015.pdf

Potem taki nakładzie tym swoim studentom/ucznią głupot do głowy i cyrk się kręci dalej :) 

Edited by l_smolinski

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, l_smolinski napisał:

Ktoś nawet raczył nawet o tym wspomnieć na polskiej wikipedii

Tak: ktoś. Teoria fali pilotującej, teorie eteru, Milo Wolff... i wszystko jasne. Może i masz rację, że "najlepszych wchłonął biznes" i nawet na Wikipedii (zwłaszcza polskojęzycznej) dobrych fizyków brak. :(

9 godzin temu, l_smolinski napisał:
Cytat

Signs he's a crackpot:

  • His articles are mostly not talking about physics but about his own pseudophilosophy
  • He mostly cites himself
  • When he doesn't cite himself, he cites ancient physicists who have intellectual clout in an appeal to authority - that a reader will see "oh, EINSTEIN thought this, so why don't people pay more attention to it? Maybe this guy's right..."
  • He doesn't fairly represent (or really represent at all) the STANDING conception of how waves in the universe work, which happens to pretty much contain half of his ideas that he presents as novel, and subsumes them in its much greater breadth (describing other spin quantum numbers, etc.)
  • His writings ( I won't call them a "theory" because it's not a scientific theory without testable hypotheses and rigorous derivation) are at an elementary, undergraduate level, with no appeal whatsoever to the machinery of higher mathematics that modern physics uses. This leads me to believe he learned quantum mechanics, came up with some BS he thought "solved everything", and shut his ears to the rest of a physics education. He seems to have not even grasped special relativity, or he would presumably have made mention of it and other relativistic concepts.

https://www.quora.com/How-valid-is-Milo-Wolffs-Space-Resonance-Wave-Structure-of-Matter-Theory-Does-WSM-supplant-Quantum-Mechanics-as-Wolff-and-de-Broglie-before-him-suggests-Is-it-a-candidate-for-GUT?share=1

12 godzin temu, l_smolinski napisał:

nie ma mowy o dylatacji czasu, to wszystko to tylko psucie się zegarów atomowych

Kiepsko z tymi fizykami doświadczalnikami, skoro nie potrafią zrobić zegarów, które się nie psują. :(

Edited by Astro
  • Confused 1
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Astro napisał:
Cytat

Signs he's a crackpot:

  • His articles are mostly not talking about physics but about his own pseudophilosophy
  • He mostly cites himself
  • When he doesn't cite himself, he cites ancient physicists who have intellectual clout in an appeal to authority - that a reader will see "oh, EINSTEIN thought this, so why don't people pay more attention to it? Maybe this guy's right..."
  • He doesn't fairly represent (or really represent at all) the STANDING conception of how waves in the universe work, which happens to pretty much contain half of his ideas that he presents as novel, and subsumes them in its much greater breadth (describing other spin quantum numbers, etc.)
  • His writings ( I won't call them a "theory" because it's not a scientific theory without testable hypotheses and rigorous derivation) are at an elementary, undergraduate level, with no appeal whatsoever to the machinery of higher mathematics that modern physics uses. This leads me to believe he learned quantum mechanics, came up with some BS he thought "solved everything", and shut his ears to the rest of a physics education. He seems to have not even grasped special relativity, or he would presumably have made mention of it and other relativistic concepts.

https://www.quora.com/How-valid-is-Milo-Wolffs-Space-Resonance-Wave-Structure-of-Matter-Theory-Does-WSM-supplant-Quantum-Mechanics-as-Wolff-and-de-Broglie-before-him-suggests-Is-it-a-candidate-for-GUT?share=1

Podałeś opinię jakiegoś amatora. Trudno przełknąć czarę goryczy, zarówno wyznawcą wielkiego guru pana E., jak i osobą od MK, elektron jest jaki jest, każdy to widzi :P. Ogólnie tyle opinii co przedmiotów kultu ;). Nie żebym się nie wpisywał w to stwierdzenie :P  . Jednak wskazałeś na wątek, w którym w większości komentarzy jest pozytywna.  


Milo Wolf przewidział solitonową budowę elektronu zanim ją odnaleziono co zresztą podano w innych komentarzach:
 


Gabriel LaFrenier  potem to rozwinął, następnie pałeczkę przejął Jeff Yee. Jednak ludziska nadal dreptają w miejscu uważając, że transformacja Loretnza to prawdy objawione. Daleka droga jeszcze przed co niektórymi :P   

Edited by l_smolinski

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, l_smolinski napisał:

Jednak wskazałeś na wątek, w którym w większości komentarzy jest pozytywna.

Na całe szczęście - jak słusznie zauważył Peceed - postęp nie odbywa się na forach internetowych. ;)

  • Like (+1) 1
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Astro napisał:

Na całe szczęście - jak słusznie zauważył Peceed - postęp nie odbywa się na forach internetowych. ;)

Dlatego od 40 lat robiony jest komputer kwantowy i reaktor fuzyjny :) , a wystarczyło by kilka forów przeczytać, gdzie piszą, że to się nie uda :P 

Co do postępu, to odbywa się on skokowo. Można już odtrąbić, że tutaj go nie będzie - komputer kwantowy, reaktor fuzyjny. Bombę atomową zrealizowano chyba w ciągu 20 lat od kluczowych odkryć z nią związanych - pi * drzwi.     

Edited by l_smolinski

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 10/27/2021 at 8:37 AM, cyjanobakteria said:

Aroganccy naukowcy nie raczyli od tego czasu się pofatygować i zbijali bąki

Zmarnowana okazja. Wiadomo, że jak astronomowie to palą skręty z szamanami z Mauna Kea albo wciągają kreski, w końcu to "biała góra" :)

 

Na wiki jest opisany przypadek mikrosoczewkowania kwazara przez planetę o szacowanej masie 3 mas Ziemi w galaktyce YGKOW G1, która znajduje się w odległości 4 miliardów lat świetlnych i która soczewkuje całego kwazara.

Quote

H1-B9932
A microlensing event in the Twin Quasar gravitational lensing system was observed in 1996, by R. E. Schild, in the "A" lobe of the lensed quasar, that caused to form It. It is predicted that a 3-Earth-mass planet in the lensing galaxy, YGKOW G1 or Ursirus Galaxy, caused the event. This was the first extragalactic planet candidate announced. This, however, is not a repeatable observation, as it was a one-time chance alignment. This predicted planet lies 4 billion light years away.[4][5]

https://en.wikipedia.org/wiki/Extragalactic_planet

 

Quote

The possible earth sized planet in the foreground galaxy of Q0957+561 is the farthest of all detected extrasolar worlds. And because of the unusual method used to detect it, we know virtually nothing about this planet, and probably will not get another chance to find out.
Q0957+561 is a quazar whose image is gravitationally lensed by a galaxy which lies directly in the line of sight between it and our own world. The foreground galaxy splits the quazar's image into two lobes, labeled A and B. The properties of this gravitational lens is that if both lobes fluctuate in some way, then the fluctuation is occurring in the quazar. If the fluctuation occurs only in one of the lobes, however, the fluctuation is due to the foreground galaxy.

What astronomers discovered was a minute fluctuation in the A lobe, but no corresponding fluctuation in the B lobe. The fluctuation was consistent with what is expected if a planet in the foreground galaxy passed in front of the quazar. The magnitude and duration of the fluctuation indicates that the planet is only a few times the mass of the earth.

Unfortunately that's all we know. We have no idea if the planet orbits a star, what kind of star it may be, or what kind of an orbit the planet is in. All we know is the galaxy and the mass. Given this near total lack of knowledge, we cannot even begin to speculate about this world.

 

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Wiadomo, że jak astronomowie to palą skręty z szamanami z Mauna Kea albo wciągają kreski, w końcu to "biała góra" :)

 

Walą do tego litrami spiryt, który w olbrzymich ilościach zamawiają do czyszczenia osi optycznej teleskopu. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcom z University of Massachusetts w Amherst udało się rozwiązać jedną z podstawowych zagadek astronomii, na którą odpowiedzi szukano od lat. Dzięki ich pracy, opublikowanej na łamach Nature, wiemy, dlaczego niektóre z najstarszych i najbardziej masywnych galaktyk bardzo szybko przestały być aktywne i nie pojawiają się w nich już nowe gwiazdy.
      Najbardziej masywne galaktyki we wszechświecie powstały niezwykle szybko, krótko po Wielkim Wybuchu sprzed niemal 14 miliardów lat. Jednak z jakiegoś powodu przestały działać. Już nie powstają w nich nowe gwiazdy, mówi profesor Kate Whitaker. To właśnie formowanie się nowych gwiazd jest jednym z procesów umożliwiających wzrost galaktyk. Od dawna wiemy, że wczesne masywne galaktyki stały się nieaktywne, ale dotychczas nie wiedzieliśmy dlaczego.
      Zespół Whitaker połączył dane z teleskopu Hubble'a i ALMA. Pierwszy z nich obserwuje wszechświat w zakresie od ultrafioletu do bliskiej podczerwieni – w tym część zakresu widzialnego dla ludzkiego oka – drugi zaś pracuje w spektrum pomiędzy 0,32 do 3,6 mm, którego nasze oczy nie widzą.
      Naukowcy poszukiwali za pomocą ALMA niewielkich ilości zimnego gazu, który stanowi główne źródło energii dla procesu tworzenia się nowych gwiazd. We wczesnym wszechświecie, a więc i w tych galaktykach, było bardzo dużo tego gazu. Skoro galaktyki te przestały szybko tworzyć nowe gwiazdy, to powinno im sporo takiego gazu pozostać", spekulowali uczeni. Jednak okazało się, że w badanych galaktykach pozostały jedynie śladowej ilości zimnego gazu znajdujące się w okolicach ich centrów. To zaś oznacza, że w ciągu kilku pierwszych miliardów lat galaktyki te albo zużyły cały gaz, albo go wyrzuciły. Niewykluczone też, że istnieje jakiś mechanizm, który blokuje uzupełnianie gazu przez galaktyki.
      W następnym etapie badań naukowcy chcą sprawdzić, jak bardzo zagęszczony jest ten pozostały w starych galaktykach gaz i dlaczego znajduje się wyłącznie w pobliżu ich centrum.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Międzynarodowy zespół astronomów korzystając z kosmicznego teleskopu eROSITA znajdującego się na pokładzie misji Spektr-RG odkrył powtarzające się co kilka/kilkanaście godzin wybuchy w zakresach promieniowania rentgenowskiego pochodzące z obszarów centralnych w dwóch galaktykach. Wcześniej nie wykazywały one jakiejkolwiek aktywności. Praca właśnie ukazała się w prestiżowym periodyku Nature. Głównym autorem pracy jest Riccardo Acordia - doktorant z Max Planck Institute for Extraterrestrial Physics (MPE). Członkiem zespołu badawczego był również dr Mariusz Gromadzki.
      W centrum prawie każdej galaktyki znajduje się supermasywna czarna dziura. W przypadku galaktyk podobnych do naszej Drogi Mlecznej, masy supermasywnych czarnych dziur zawierają się w przedziale od kilkuset tysięcy do kilku milionów mas Słońca. Dla porównania masa czarnej dziury w Drodze Mlecznej to pięć milionów mas Słońca. Supermasywne czarne dziury nie emitują żadnego światła, a o ich obecności astronomowie wnioskują na podstawie zachowania gwiazd i materii w ich najbliższym sąsiedztwie.
      Są też galaktyki ze znacznie masywniejszymi czarnymi dziurami (ich masy mogą sięgać nawet setek milionów mas Słońca). Otoczone są one  dyskami materii, która w ogromnych ilościach jest przez nie pochłaniana. Wewnętrzne obszary takich dysków są rozgrzane do ogromnej temperatury i emitują olbrzymie ilości promieniowania, często kilkakrotnie większego niż wszystkie gwiazdy w danej galaktyce. Obiekty takie nazywamy kwazarami i oznaczamy je skrótem AGN (ang. active galactic nuclei), czyli aktywne jądra galaktyk. Są to najjaśniejsze obiekty we Wszechświecie.   
      Podczas rutynowego skanowania nieba eROSITA znalazła nietypowe obiekty zlokalizowane w centrach dwóch galaktyk, które niemal w regularnych odstępach czasu, co kilka/kilkanaście godzin, wysyłały ostre impulsy w promieniowaniu rentgenowskim. Emitowana podczas nich energia jest porównywalna z całkowitą energią wypromieniowywaną przez ich macierzyste galaktyki. Było to odkrycie o tyle zaskakujące, że wcześniej podobne zjawisko zostało odkryte w przypadku dwóch kwazarów, a ich natura tłumaczona był procesami fizycznymi występującymi w wewnętrznych obszarach dysków akrecyjnych. Nowo odkryte zjawiska zostały potwierdzone przy użyciu dwóch innych rentgenowskich teleskopów XMM-Newton oraz NICER.
      W tym przypadku galaktyki, z których dochodzą impulsy są spokojne i nie pokazywały wcześniej żadnej zmienności związanej z pochłanianiem materii przez supermasywne czarne dziury. Są to zupełnie normalne galaktyki podobne do naszej Drogi Mlecznej. Przyczyną tych zjawisk nie jest do końca zrozumiała. Z pewnością w tym przypadku można odrzucić wyjaśnienie wymagające obecności dysku akrecyjnego.  Najbardziej prawdopodobną przyczyną tej pseudo-okresowej zmienności jest obecność w pobliżu  supermasywnej czarnej dziury gwiazdy, której orbita jest znacząco wydłużona. W momencie gdy gwiazda znajduje się najbliżej czarnej dziury,  część jej atmosfery jest odrywana przez ogromną grawitację, a następnie pochłaniana. Dalsze obserwacje oraz badania teoretyczne tych obiektów pozwolą potwierdzić bądź odrzucić proponowany scenariusz oraz zrozumieć mechanizmy aktywowania czarnych dziur w typowych galaktykach.
      W opublikowanych badaniach brał udział doktor Mariusz Gromadzki z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmował  się on opracowaniem widm optycznych tych obiektów uzyskanych przy pomocy 10 metrowego teleskopu SALT zlokalizowanego w Republice Południowej Afryki. Widma te pozwoliły na wyznaczenie odległości do tych galaktyk oraz oszacowanie energii emitowanej podczas tych zjawisk.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Astrofizycy uważają, że znaleźli potężne i unikatowe narzędzie do wykrywania ciemnej materii – egzoplanety. W opublikowanym przez siebie artykule naukowcy stwierdzają, że obecność ciemnej materii można wykryć, mierząc jej wpływ na temperaturę egzoplanet.
      Sądzimy, że istnieje 300 miliardów egzoplanet. Jeśli odkryjemy i przebadamy niewielki odsetek z nich, to zyskamy olbrzymią ilość informacji na temat ciemnej materii, stwierdził Juri Smironv z Ohio State University. Smirnov i Rebecca Lane ze SLAC National Accelerator Laboratory są autorami artykułu opublikowanego w Physical Review Letters.
      Uczony dodaje, że gdy ciemna materia zostaje przechwycona przez grawitację egzoplanet, jest wciągana do jądra planety, gdzie dochodzi do jej anihilacji, co wiąże się z uwolnieniem ciepła. Im więcej ciemnej materii, tym więcej ciepła jest w ten sposób emitowane. Ciepło to może zaś zostać zarejestrowane przez Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba (James Webb Space Telescope – JWST), który ma zostać wystrzelony w październiku bieżącego roku. Jeśli egzoplanety będą wydzielały nadmiarowe ciepło związane z obecnością ciemnej materii, powinniśmy być w stanie to zauważyć, dodaje Smirnov.
      Zdaniem uczonych planety spoza Układu Słonecznego mogą być szczególnie pomocne w wykrywaniu lżejszej ciemnej materii, tej o niższej masie. Dotychczas nie prowadzono poszukiwań ciemnej materii w takich zakresach masy.
      Naukowcy uważają, że gęstość ciemnej materii rośnie w kierunku centrum Drogi Mlecznej. Jeśli to prawda, to powinniśmy zauważyć, że planety bliżej centrum galaktyki rozgrzewają się bardziej niż te na jej obrzeżach. Jeśli byśmy coś takiego zarejestrowali byłoby to niesamowite odkrycie. Wskazywałoby, że znaleźliśmy ciemną materię, mówi Smirnov.
      Smirnov i Lane proponują, by przyjrzeć się „gorącym Jowiszom” oraz brązowym karłom. To w tych obiektach najłatwiej będzie zauważyć nadmiarowe ciepło spowodowane obecnością ciemnej materii. Uczeni uważają też, że warto poszukać i badać swobodne planety, takie, które nie orbitują wokół gwiazd. W ich przypadku nadmiarowe ciepło powinno być jeszcze bardziej oczywistym sygnałem obecności ciemnej materii, gdyż nie dociera do nich energia z gwiazd macierzystych.
      Olbrzymią zaletą wykorzystania egzoplanet jako wykrywaczy ciemnej materii jest fakt, że nie potrzeba do tego nowych rodzajów urządzeń lub technologii czy przeprowadzania takich badań, jakich dotychczas nie wykonywano.
      Obecnie znamy ponad 4300 egzoplanet i niemal 6000 kandydatów na planety. W ciągu najbliższych lat misja Gaia, wysłana przez Europejską Agencję Kosmiczną, powinna wykryć dziesiątki tysięcy kolejnych egzoplanet. Będziemy więc mieli olbrzymią liczbę obiektów, które można badać w poszukiwaniu ciemnej materii.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy od dawna wysuwali hipotezy mówiące, że supermasywne czarne dziury mogą się poruszać niezależnie od swoich galaktyk. Jednak zaobserwowanie tego zjawiska było niezwykle trudne. Do niedawna. Astronomowie z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics poinformowali właśnie na łamach Astrophysical Journal o zdobyciu najsilniejszego dowodu na przemieszczającą się supermasywną czarną dziurę.
      Nikt raczej nie wyobraża sobie supermasywnych czarnych dziur, które sobie wędrują. Zwykle uważamy je za byty stacjonarne. Są bowiem zbyt masywne, by można było myśleć o nich jako o czymś, co się porusza. Pomyślcie, o ile trudniej jest wprawić w ruch kulę do kręgli niż piłkę do futbolu. A tym jest to trudniejsze, że ta nasza „kula do kręgli” jest wiele milionów razy bardziej masywna od Słońca. Jej wprawienie w ruch wymaga porządnego kopnięcia, mówi Dominic Pesce, który stał na czele grupy badawczej.
      Pesce i jego koledzy przez ostatnich pięć lat mierzyli prędkości supermasywnych czarnych dziur oraz galaktyk. Zadawaliśmy sobie pytanie, czy prędkość czarnych dziur jest taka sama jak galaktyk, w których się one znajdują. Spodziewaliśmy się, że tak właśnie jest. Jeśli byłoby inaczej, oznaczałoby to, że coś zaburzyło czarną dziurę, dodaje uczony.
      Naukowcy początkowo przyglądali się 10 odległym galaktykom z supermasywnymi czarnymi dziurami. Szukali dziur, w których dysku akrecyjnym znajduje się woda. Gdy woda porusza się wokół czarnej dziury dochodzi do specyficznego rodzaju emisji radiowej, zwanej maserem. Za pomocą techniki interferometrii wielkobazowej (VLBI) można wykorzystać masery do precyzyjnego pomiaru prędkości czarnej dziury. Dzięki temu naukowcy mogli stwierdzić, że 9 z 10 obserwowanych czarnych dziur jest nieruchomych. Poruszają się dokładnie z tą samą prędkością, co ich galaktyki. Ale jedna z nich ma inną prędkość.
      Mowa tutaj o czarnej dziurze o masie około 3 milionów mas Słońca, która znajduje się w centrum galaktyki J0437+2456 i jest położona 230 milionów lat świetlnych od Ziemi. Dzięki dodatkowym badaniom przeprowadzonym za pomocą Obserwatoriów Arecibo oraz Gemini stwierdzono, że wspomniana supermasywna czarna dziura porusza się wewnątrz swojej galaktyki z prędkością około 177 000 kilometrów na godzinę. Nie wiadomo jednak, co wywołało ten ruch.
      Uczeni proponują jednak dwie hipotezy. Być może obserwujemy skutek połączenia się dwóch supermasywnych czarnych dziur. W wyniku tego procesu doszło do odrzutu nowej czarnej dziury. Obserwujemy albo ten odrzut, albo jego spowolnienie i powrót dziury do stanu stacjonarnego, mówi Jim Condon z National Radio Astronomy Observatory.
      Drugim, bardziej ekscytującym wyjaśnieniem, może być istnienie układu podwójnego czarnych dziur. Pomimo tego, że uważamy, iż takich układów powinno być wiele, dotychczas mamy problemy ze zidentyfikowaniem oczywistych przykładów układów podwójnych supermasywnych czarnych dziur. Możemy tutaj obserwować, że w galaktyce J0437+2456 znajduje się jedna z czarnych dziur, a drugiej z układu nie widzimy, gdyż nie posiada ona wody w dysku akrecyjnym, zatem nie ma masera, stwierdza Pesce.
      Naukowcy twierdzą, że z czasem poznamy przyczynę ruchu czarnej dziury.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed ponad 10 laty poinformowaliśmy o odkryciu tajemniczych olbrzymich bąbli o wysokości około 25 000 lat świetlnych znajdujących się nad i pod centrum Drogi Mlecznej. Z czasem zyskały one miano Bąbli Fermiego. Teraz okazuje się, że nad nimi znajdują się jeszcze większe bąble, których wysokość sięga 45 000 lat świetlnych.
      W latach 50. astronomowie po raz pierwszy zauważyli, że nad płaszczyzną Drogi Mlecznej, na jej północnej stronie, wisi łuk emitujący promieniowanie radiowe. Przez kolejne dekady naukowcy sprzeczali się, czym jest ten „North Polar Spur”. Jedni widzieli w nim resztki gwiazdy, która eksplodowała, zdaniem innych była to pozostałość po jakiejś większej eksplozji. Tego typu kwestie są trudne do rozstrzygnięcia, gdyż spoglądając w przestrzeń kosmiczną nie widzimy głębi. Mamy 2-wymiarową mapę 3-wymiarowego wszechświata, stwierdza jeden z ekspertów.
      Większość astronomów sądziła, że North Polar Spur należy do bezpośredniego sąsiedztwa naszej galaktyki. Niektóre badania wskazywały, że łączy się on z pobliskimi chmurami gazu. Jeszcze inni specjaliści sprawdzali, jak zaburza on światło gwiazd w tle i dochodzili do wniosku, że to pozostałości supernowej.
      W 1977 roku Yoshiaki Sofue, astronom z Uniwersytetu Tokijskiego, na podstawie przeprowadzonych symulacji uznał, że to co widzimy, to jedynie część większej gigantycznej struktury, pary bąbli znajdujących się po obu stronach centrum galaktyki. Struktury takie miały, zdaniem Sofuego, rozdciągać się na dziesiątki tysięcy lat i być falami uderzeniowymi po wielkim wydarzeniu, do którego doszło przed milionami lat.
      Jeśli jednak Sofue ma racje, to dlaczego nie widzimy podobnej struktury na południu? Większość specjalistów pozostała nieprzekonana i pomysł Japończyka został niszową hipotezą.
      Wszystko uległo zmianie, gdy w 2010 roku teleskop kosmiczny Fermiego zaobserwował dwa bąble emitujące promieniowanie gamma i rozciągające się po obu stronach płaszczyzny naszej galaktyki, nad i pod jej centrum. Bąble były zbyt małe, by North Polar Spur mógł być ich częścią. Jeśli jednak wiemy, że istnieje jedna para bąbli, to może istnieje też i druga? Sytuacja uległa gwałtownej zmianie, mówi Jun Kataoka, współpracownik Sofuego z Uniwersytetu Waseda.
      Kolejne badania tylko dodały wagi twierdzeniom japońskiego badacza. W połowie 2019 roku wystrzelono niemiecko-rosyjską misję Spektr-RG, która orbituje wokół punktu L2. W jej skład wchodzą rosyjski teleskop ART-XC, który rejestruje wysokoenergetyczne promieniowanie rentgenowskie w zakresie 5–30 keV oraz niemiecki eROSITA, obserwujący to samo promieniowanie w zakresie 0,2–10 keV. W połowie bieżącego roku opublikowano pierwszą wstępną mapę obserwacji eROSITA.
      Widać na niej emitujące promieniowanie X bąble o wysokości 45 000 lat świetlnych każdy. Promieniowanie są emitowane przez gaz o temperaturze 3–4 milionów kelwinów, który rozszerza się w tempie 300–400 km/s. Co ważne, widoczny jest i bąbel północny i południowy. A pozycja bąbla północnego idealnie pasuje do pozycji North Polar Spur.
      Jednak naukowcy wciąż nie dokonali pełnej interpretacji North Polar Spur. Nie można wykluczyć, że pozostałości po supernowej znajdują się dokładnie przed nowo odkrytym bąblem północnym. We wrześniu 2020 roku ukazały się badania, których autorzy poinformowali, że coś złożonego z pyłu wisi 450 lat świetlnych nad centrum galaktyki. W kategoriach kosmicznych jest to bezpośrednie sąsiedztwo, wręcz rzut kamieniem.
      Jednak to, co zaobserwował eROSITA wskazuje, że przed około 15–20 milionami lat w centrum Drogi Mlecznej doszło do wielkiej eksplozji. Co to jednak mogło być? Na podstawie obliczeń energii, potrzebnej by powstały tak wielkie i gorące bąble, stwierdzono, że możliwe są dwa scenariusze.
      Pierwszy zakłada, że nagle pojawiły się dziesiątki tysięcy nowych gwiazd, które szybko zakończyły swoje życie spektakularnymi eksplozjami. Zdaniem wielu specjalistów jest to jednak mało prawdopodobne, bo w obserwowanych bąblach znajduje się niewiele metali, czyli cięższych pierwiastków. Metaliczność jest bardzo niska, więc nie sądzę, by przyczyną była aktywność gwiazd, mówi Kataoka.
      Alternatywny scenariusz dotyczy supermasywnej czarnej dziury w centrum galaktyki. Nie można wykluczyć, że w jej pobliże zawędrowała wielka chmura gazu, której część została do dziury wciągnięta, a część odrzucona. W ten sposób powstały nowo odkryte bąble i, być może, bąble Fermiego.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...