Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Średniowieczny skarb w Zawichoście-Trójcy. Niemal 2000 srebrnych monet synów Krzywoustego

Recommended Posts

Wiosną podczas poszukiwań zabytków prowadzonych w Zawichoście przez Nadwiślańską Grupę Poszukiwawczą Stowarzyszenia „Szansa” znaleziono skarb z XII wieku. Prawdopodobnie pomiędzy rokiem 1170 a 1179 w niewielkim, stosunkowo płytko zakopanym naczyniu ktoś ukrył niemal 2000 srebrnych monet. Na skarb składają się niemal wyłącznie denary Władysława Wygnańca i Bolesława Kędzierzawego, synów Bolesława Krzywoustego.

Znalezione monety Kędzierzawego to przede wszystkim 2 rodzaje denarów. Jedne przedstawiają na awersie księcia z mieczem, a na rewersie – głowę św. Wojciecha. Na drugim rodzaju widzimy zaś dwóch książąt siedzących za stołem i trzymających kielich, a na rewersie stojącego rycerza (księcia) z proporcem. Jeśli zaś chodzi o monety Wygnańca to są to różne denary, na których uwidoczniono księcia z mieczem stojącego nad jeńcem, natomiast na rewersie widoczny jest orzeł, który trzyma w szponach lub chwyta w locie zająca.

To drugi duży skarb wczesnośredniowiecznych monet z Zawichostu-Trójcy. Poprzednio bogatego znaleziska dokonano w 1930 roku. Skarb składał się głównie z polskich i saskich denarów krzyżowych z 1. połowy XI wieku, a zakopano go krótko po 1063 roku. Od przypadkowego znalazcy udało się wówczas odzyskać 841 monet i 45 ułamków. Znalezisko było więc znacznie mniejsze od obecnego. Teraz bowiem znaleziono aż 1840 monet.

To jednak nie jedyne interesujące odkrycia Nadwiślańskiej Grupy Poszukiwawczej. Jej członkowie znaleźli na terenie Zawichostu-Trójcy również ponad 100 monet z XI wieku oraz żelazne odważniki z XI i XII wieku, z których część była pokryta brązem. Odważniki takie były używane przy długodystansowym handlu srebrem, w którym wyspecjalizowali się Wikingowie i Waregowie.
Znaleziska te wskazują, że na początkach ubiegłego tysiąclecia na terenie tym istniała osada handlowa, w której spotykali się kupcy z obszarów położonych nad Bałtykiem, z Rusi i prawdopodobnie z Węgier. Osada taka pojawiła się w tym miejscu, gdyż znajdowała się tutaj jedna z najważniejszych przepraw przez Wisłę, krzyżował się szlak handlowy łączący Kijów i Nowogród z Europą Zachodnią oraz szlak znad Bałtyku ku karpackim przełęczom, na Węgry i ku wybrzeżom Adriatyku.

Nic zatem dziwnego, że – jak informowaliśmy przed kilkoma tygodniami – w Zawichoście-Trójcy znaleziono też unikatową ołowianą bullę książęcą. A nieco wcześniej, w marcu, pisaliśmy o znalezieniu grotów strzał typu wschodniego, które pochodzą prawdopodobnie z jednej z najważniejszych bitew stoczonych przez wojska polskie w XIII wieku, bitwy pod Zawichostem, kiedy to wojska Leszka Białego i Konrada Mazowieckiego starły się z wojskami Romana Mścisławowicza.

Znalezione wiosną monety Wygnańca i Kędzierzawego można będzie zobaczyć 29 września w Muzeum Archeologiczno-Etnograficznym w Łodzi. Wówczas to odbędzie się jego prezentacja, a eksperci przekażą więcej informacji na jego temat.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas badań archeologicznych w rejonie Kobiernic i Porąbki w pobliżu Bielska-Białej dokonano zaskakującego odkrycia. Archeolodzy znaleźli wyroby z żelaza i brązu pochodzące przed 2600 lat. To prawdopodobnie najstarsze artefakty znalezione na tych ziemiach i mogą one wskazywać na istnienie ważnego szlaku handlowego biegnącego doliną Soły. Szlak taki mógł łączyć dorzecza Dunaju z regionami na północy od Karpat.
      W sumie znaleziono 40 przedmiotów, które tworzyły 4 skarby i 6 znalezisk luźnych. Najważniejsze z nich to odkryte w pobliżu Porąbki grzywny żelazne pochodzące z wczesnej epoki żelaza (750–400 r. p.n.e.). Powstawały w dorzeczach górnego Dunaju i Renu, w ośrodkach leżących na terenie dzisiejszej Szwajcarii, Bawarii, Lotaryngii i Alzacji. Bogusław Chorąży, archeolog z Muzeum Historycznego w Bielsku Białej mówi, ze "na ziemiach polskich, a także na terenie Europy Środkowej, zabytki te występują sporadycznie. Dwa egzemplarze takich grzywien odkryto na osiedlu obronnym w Biskupinie". Grzywnom towarzyszyły żelazne obręcze oraz sierpy pochodzące z tego samego okresu.
      Z kolei w Kobiernicach znaleziono skarb składający się głównie z wyrobów z brązu oaz ze stopu brązu i żelaza. To szpile, zapinki, naszyjniki i spiralne bransolety. Przedmioty te datowano na okres halsztacki (600–500 r. p.n.e.). Zdaniem specjalistów, niektóre okoliczności złożenia przedmiotów do ziemi wskazują na przemyślane działanie. Nie można wykluczyć tutaj wymiaru duchowego, być może zatem mamy tutaj do czynienia z darami wotywnymi.
      Znalezione przedmioty będzie można zobaczyć na wystawie „Skarby z ziemi wydarte. Prehistoryczne wyroby z brązu i żelaza odkryte w rejonie beskidzkiego przełomu rzeki Soły”. Zostanie ona otwarta 30 kwietnia w Muzeum Historycznym w Bielsku-Białej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W gminie Łagiewniki między Wrocławiem a Wałbrzychem trafiono na wyjątkowe znalezisko archeologiczne – ukryte w glinianym garnku średniowieczne monety z I połowy XIII wieku. To, według wstępnej oceny, największe – bo składające się z 2800 monet, głównie brakteatów – tego typu odkrycie od co najmniej 100 lat. Bardzo cenne, gdyż brakteaty były bardzo krótko używane. Ich wymiana następowała nawet 2-3 razy w roku i monety przetapiano, by wybić kolejne. Niewiele więc dotrwało do naszych czasów.
      Specjaliści, którzy wykonali wstępne badania, informują, że monety pochodzą z warsztatów z Brandenburgii, Saksonii i Śląska. Brakteaty wykonywano z cienkiej blaszki i tłoczono jednostronnie na miękkiej podkładce. Mamy tutaj do czynienia z wypukłym awersem i wklęsłym rewersem. Blaszane monety wytwarzano z powodu słabej dostępności srebra i złota. Zmieniło się to dopiero po odkryciu złóż srebra pod Pragą. Masowo bite wówczas srebrne praskie grosze z czasem wyparły brakteaty.
      Same brakteaty są wdzięcznym materiałem do studiów mediewistycznych. Dominują na nich przedstawienia antropogeniczne, zoomorficzne, fantastyczne (gryfy, syreny, anioły itp.) oraz elementy architektury (wieże, mury itp.). „Nasze” znalezisko jest w zadziwiająco dobrym stanie. Odciski w większości są wyraźne, a same monety mało zniszczone. Z naszej wiedzy wynika, że do tej pory największe zbiory brakteatów znajdują się w Krakowie i Warszawie, stwierdzają przedstawiciele Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu, wyrażając nadzieję, że dzięki wyjątkowemu odkryciu mekką mediewistów będzie teraz Wrocław.
      Monety trafiły do konserwacji, po której będą opracowywane naukowo, ukaże się też publikacja na ich temat. Za jakiś czas trafią zapewne na muzealną wystawę.
      Wstępnie wartość znaleziska oszacowano na 2,8 miliona złotych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzieci niejednokrotnie osiągają więcej, niż ich rodzice, ale to to, czego dokonał 10-letni George Henderson można z powodzeniem zaliczyć do rekordów w kategorii „syn pokonał ojca”. W ciągu zaledwie 10 minut chłopiec dokonał odkrycia, które przyćmiło wszystko, czym mógł się poszczycić jego ojciec przez ostatnich 20 lat.
      W pewien listopadowy dzień ubiegłego roku Paul Henderson wziął udział w zorganizowanej przez detektorystów charytatywnej zbiórce na rzecz pogotowia lotniczego w Woodbridge. Na imprezę zabrał ze sobą 10-letniego syna, Georga. Po dziesięciu minutach spaceru wykrywacz George'a zasygnalizował znalezisko. Kilkanaście centymetrów pod powierzchnią chłopiec trafił na pochodzącą z XIII wieku owalną pieczęć przedstawiającą Dziewicę z Dzieciątkiem. Widnieje na niej łaciński napis „Pieczęć przeora Adama z klasztoru i zakonu kanoników regularnych w Butley".
      Klasztor w Butley, zwany czasem Opactwem Butley, został ufundowany w 1171 roku przez Ranulfa de Glanville, głównego ministra króla Henryka II. Był klasztorem kanoników regularnych św. Augustyna, poświęconym Błogosławionej Dziewicy Maryi. Adam był przeorem w latach 1219–1235, co oznacza, że wykonana ze stopu miedzi pieczęć liczy sobie nieco ponad 800 lat.
      Niezwykłe znalezisko zostało wczoraj (24 marca), wystawione na aukcję przez dom aukcyjny Hansons Auctioneers. Aukcja właśnie się zakończyła. Pieczęć została sprzedana za 4000 funtów kolekcjonerowi z Suffolk. Zgodnie z prawem kwotą podzielą się znalazca i właściciel terenu, na którym dokonano odkrycia.
      Ojciec Georga, Paul Henderson, szklarz z Sutton, mówi, że dla mnie i Georga ważniejsza od wartości materialnej jest wartość historyczna pieczęci. To najbardziej ekscytujące znalezisko, z jakim mieliśmy do czynienia.
      George ma do czynienia z wykrywaczem metali od piątego roku życia. Ale nie zawsze biorę go ze sobą. Dotychczas znalazł jedną czy dwie interesujące rzeczy. Gdy tylko wykopał pieczęć, wiedział, że to coś niezwykłego, ale nie wiedział, co to. Ja rozpoznałem w tym średniowieczną pieczęć, ale nie zdawałem sobie sprawy, jak jest ona ważna i cenna. Gdy impreza dobiegła końca, George odłożył pieczęć na bok, ale ludzie zaczęli przychodzić i pytać, co to jest. George zainteresował się wówczas bardziej swoim znaleziskiem.
      Zgodnie z brytyjskim prawem takie znaleziska muszą zostać zgłoszone odpowiednim urzędom, specjaliści oceniają, na ile są one istotne oraz decydują o ich dalszych losach. Pieczęć została uznana za „zabytek o regionalnym znaczeniu". Jestem szczęśliwy, że ją znalazłem, mówi George.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Świat utracił zdecydowaną większość dokumentów z opowieściami heroicznymi i rycerskimi, wynika z najnowszych badań. Międzynarodowy zespół naukowy wykorzystał modele używane w ekologii do oszacowania poziomu strat oraz zachowania cennych artefaktów i opowieści z różnych krajów i kultur. Wyniki badań zostały opublikowana na łamach Science.
      Fikcja narracyjna była niezwykle ważnym składnikiem średniowiecznej kultury. Do dzisiaj na naszą wyobraźnię i kulturę wpływają opowieści o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu, obecne w literaturę, kinie czy grach komputerowych, a oparte na sagach seriale o wikingach biją rekordy popularności. Przed rozpowszechnieniem się ruchomej czcionki większość tych opowieści było zapisywanych w manuskryptach, które w niektórych regionach – jak Islandia czy Irlandia – były rozpowszechnione również w epoce nowożytnej.
      Średniowieczne manuskrypty są dla nas obecnie świadkami tamtych czasów i nośnikami tamtych opowieści. Teksty mogły przetrwać w formie nietkniętych kodeksów, ale wiele z nich istnieje wyłącznie we fragmentach.
      Wiele pergaminowych ksiąg zostało zniszczonych w procesie ich recyklingu. Materiał wykorzystywano, by zapisać na nim nowe teksty, dzielono na fragmenty, którymi wzmacniano okładki książek, pudełka czy... mitry biskupie.
      Powstaje pytanie, ile ze średniowiecznych ksiąg zachowało się do naszych czasów. Dotychczas próbowano na nie odpowiedzieć badając m.in. średniowieczne katalogi. Na podstawie tych badań stwierdzono, że – w przypadku Świętego Cesarstwa Rzymskiego – do czasów dzisiejszych dotrwało około 7% manuskryptów, ale w przypadku szczególnie ważnych i cennych kodeksów odsetek zachowanych dokumentów wynosi około 20%. Jednak takie szacunki obarczone są poważnym błędem. Zależą one bowiem od stanu zachowania samych katalogów. A zachowały się te, które były dobrze chronione, zatem znajdowały się w ważnych miejscach, jak klasztory czy dwory królewskie. Tutaj musimy brać jeszcze pod uwagę fakt, że w takich miejscach gromadzono dzieła, które były uważane za ważne czy cenne. Brak tam więc informacji o mało znaczących manuskryptach.
      Grupa naukowców z Danii, Belgii, Holandii, Islandii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Irlandii i Tajwanu – w tym nasza rodaczka, doktor Katarzyna Anna Kapitan z Uniwersytetu w Oksfordzie – postanowiła na gruncie teorii informacji potraktować średniowieczne manuskrypty jak różne gatunki i zastosować do nich metody badawcze opracowane na potrzeby ocen populacji na podstawie obserwowanych przedstawicieli gatunku. Jeśli potraktujemy dostępne informacje o średniowiecznych manuskryptach jako dane o ich występowaniu, będziemy mogli zastosować do nich modele używane do oceny gatunków, które wyginęły, szacując w ten sposób liczbę utraconych manuskryptów, czytamy na łamach Science.
      Uczeni zebrali więc informacje o zachowanych opowieściach heroicznych i rycerskich z sześciu europejskich obszarów, trzech wyspiarskich (irlandzkiego, islandzkiego i angielskiego) oraz trzech kontynentalnych (holenderskiego, francuskiego i niemieckiego).
      Analiza wykazała, że średnio zachowało się 68,3% utworów i 9% dokumentów, w których je spisano. Strata aż 90% manuskryptów oznacza olbrzymią stratę dziedzictwa kulturowego i różnorodności opowieści rycerskich i heroicznych. Naukowcy ocenili, że w średniowieczu musiało istnieć około 1170 oryginalnych opowieści, z czego do naszych czasów przetrwało 799. A zidentyfikowanych 3648 dokumentów to niewielka próbka z istniejących wówczas około 40 614.
      Widoczne są też wyraźne różnice regionalne. O ile z opowieści angielskich przetrwało zaledwie 38,6%, to tradycja niemiecka zachowała 79% swoich opowieści. Holendrom i Francuzom udało się zachować znacznie mniej niż Niemcom. Rekordzistami są tutaj Islandczycy i Irlandczycy. Ci pierwsi zachowali 77,3% opowieści i 16,9% dokumentów, a w tradycji kultury irlandzkiej zachowało się 81% opowieści i 19,2% dokumentów. Tutaj dobrze widać przepaść dzielącą blisko położone geograficznie Irlandię i Anglię. Z angielskich dokumentów zachowało się bowiem zaledwie 4,9%.
      Co interesujące, wyniki analiz dla dokumentów i opowieści wykazują analogię z wynikami analiz dla gatunków roślin i zwierząt. Wyspy są bowiem znane z tego, że mimo posiadania niewielkiej jak na ich powierzchnię liczby gatunków, występuje tam większe bogactwo gatunków endemicznych niż na kontynentach. I więcej takich gatunków zostaje zachowanych. To spostrzeżenie może zaś skłaniać do stwierdzenia, że skoro wyspy lepiej zachowują swoje ekosystemy biologiczne, może być to też prawdą dla ekosystemów kulturowych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kolumbia podjęła kroki w celu wydobycia legendarnego wypełnionego skarbami hiszpańskiego galeonu San Jose. Prezydent podpisał dekret, zgodnie z którym firmy lub osoby indywidualne, zainteresowane wydobyciem wraku i jego ladunku, muszą podpisać umowę z państwem, dostarczyć szczegółowy spis znalezisk oraz przedstawić plany, jak mają zamiar zabezpieczyć to, co znajdą.
      Na pokładzie San Jose może znajdować się co najmniej 200 ton złota, srebra i szmaragdów. Jednak prawa do skarbu rości sobie nie tylko Kolumbia.
      Galeon San Jose został zatopiony przez brytyjską flotę w czerwcu 1708 roku u wybrzeży hiszpańskich kolonii, w pobliżu miasta Cartagena de Indias. To obecnie Cartagena w Kolumbii.
      Okręt był od dawna przedmiotem marzeń i legendarnym „łupem” wśród poszukiwaczy skarbów. Wartość przewożonego ładunku szacuje się na ponad 14 miliardów dolarów.
      W 2015 roku legendarną jednostkę zlokalizowali naukowcy z Woods Hole Oceanographic Institution. Kolumbia ogłosiła, że ma zamiar wydobyć wrak wraz z ładunkiem. Jednak odnalezienie wraku i jego plany wydobycia wywołały spór o prawa do niego.
      Gdy San Jose zatonął tereny dzisiejszej Kolumbii były hiszpańską kolonią. W Cartagena de Indias przechowywano złoto, srebro i kamienie szlachetne przed ich wysłaniem do Hiszpanii. Teraz Hiszpania zwraca uwagę, że San Jose pływał pod jej banderą, zatem zgodnie z prawem międzynarodowym należy do niej. Jednak udziału w skarbie domagają się też boliwijscy Indianie z ludu Qhara Qhara. Mówią, że to ich przodkowie zostali zmuszeni do pracy w kopalniach srebra.
      Władze kolumbijskie zapowiadają wybudowanie w Cartagenie muzeum, w którym będą eksponowane San Jose i jego ładunek.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...