Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Znamy przyczynę awarii Teleskopu Hubble'a. NASA przełącza go na komputer zapasowy

Recommended Posts

59 minut temu, peceed napisał:

Jedyne co psuło "immersję naukową" to absolutny brak możliwości zapewnienia zasilania, nie ma takich baterii i nie będzie.

To też nie jest problem. Są baterie tylko odrobinę grubsze (0,6 mm) - tak wiem żyletki to 0,1mm - ale rząd się zgadza wielkości. Pytanie na ile by wystarczyły - kwestia wielkości i rodzaju wyświetlacza.
Problem z taką konstrukcją polega na jej wytrzymałości. W rękach by się rozpadła.
Można też tych perowskitów użyć gdzie grubość jest rzędu 0,001mm.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 hours ago, peceed said:

Gdyby wszystko oprzeć na wolontariacie fanatyków, to być może dałoby się ten koszt mocno przypiłować.

Mad Mike przypiłował zbyt mocno :) Może nie powinien oszczędzać na książkach do fizyki w szkole? :)

apphoto-mad-rocket-scientist.JPG

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

Starość nie radość.
I myślisz że ktoś jest w stanie zbudować rodzaj rakiety bo oszczędzał na książkach?
Wiesz że to głupie?
Mike był wariatem, wierzył w coś głupiego. Ale zbudowanie rakiety to z całym szacunkiem coś daleko poza Twoimi, moimi także możliwościami. I chyba wszystkich na tym forum.
Przy czym był to drugi jego lot. Coś tam ze spadochronem zawiodło.
Czy o załodze Apollo 13 też napiszesz bardzo mądrze że zaoszczędzili na książkach?
BTW. Możliwe że tylko promował się żeby mieć fundusze na budowę rakiet. Miał taką żyłkę do rekordów Guinessa a nawet garażowa rakieta kosztuje.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites

Brakowało mu piątej klepki albo był oszustem, a może po prostu był cięty na mainstream? Ponoć, według jego prawnika, tylko doił płaskoziemców udając, że robi research, bo zależało mu na finansowaniu, co by mnie specjalnie nie zdziwiło. Tak czy siak, to nie jest postawa godna pochwały i mi to nie imponuje :)

Zbudowałem modele samolotów, największa rozpiętość skrzydeł prawie 2m oraz helikoptery RC, największy o średnicy wirnika 1.1m i nie sądzę, żebym miał problem ze zbudowaniem rakiety, a na pewno nie takiej która wzbije się tylko na 300 metrów(?). Amatorskie loty rakietami odbywają się na znacznie większe pułapy, aczkolwiek to są mniejsze silniki na paliwo chemiczne, a nie sprężone powietrze, no i nikt tego nie testuje na sobie.

 

W dniu 1.08.2021 o 22:51, thikim napisał:

Przy czym był to drugi jego lot. Coś tam ze spadochronem zawiodło.
Czy o załodze Apollo 13 też napiszesz bardzo mądrze że zaoszczędzili na książkach?

Nie porównuj tego ciołka do Apollo 13 :blink: Obejrzyj sobie pierwsze 10 sekund reklamy MasterClass z Hadfieldem to zobaczysz, jak się nie lata w kosmos. Jeżeli to był drugi lot to znaczy, że ryzyko było jak przy rzucie monetą. Znając ludzkie predyspozycje do katastrofalnego niedoszacowywania ryzyka i problemów z pojmowaniem statystyki, to prawdopodobne źródło katastrofy. Skoczkowie mają zapasowy spadochron, którego prawie nigdy nie potrzebują, a jednak mają ze sobą przy każdym skoku. Statystycznie spadochron główny się nie otwiera tylko w 1 na 1000 przypadków, ale się takie przypadki zdarzają mimo, że spadochrony są certyfikowane a użytkownicy przeszkoleni.

 

 

Jeszcze sobie przypomniałem, że podczas pierwszego startu doznał chyba urazu kręgosłupa. Nie chce mi się teraz szukać, ale wydaje mi się, że miał twarde lądowanie. Spadochron się rozwinął, ale trochę za mocno przyziemił i musieli go wyciągnąć z rakiety.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 30.07.2021 o 17:02, cyjanobakteria napisał:

Dla misji w dwie strony to 9 miesięcy w jedną stronę, pobyt na planecie około kilka miesięcy i powrót w 9 miesięcy.

Przy misji z napędem chemicznym, to tak. Jednak od kilku lat wyraźnie wzrasta zaintresowane NASA napędem nuklearnym. Inżynierowie firm wybranych przez NASA w konkursie na koncepcje napędu nuklearnego, mówią w przypadku napędu NTP, o skróceniu podóży na Marsa, do 3-4 m-cy w jedną stronę:

https://usnc.com/ultra-safe-nuclear-technologies-delivers-advanced-nuclear-thermal-propulsion-design-to-nasa/

https://www.space.com/nuclear-propulsion-future-spacecraft-nasa-chief.html

W dniu 30.07.2021 o 17:02, cyjanobakteria napisał:

Nie ma takiej możliwości

Ostrożny byłbym z takimi radykalnymi twierdzeniami, pamiętając o wpadkach lorda Kelvina:

"nie ma ani krzty wiary w to, by powietrzna nawigacja inna niż baloniarstwo miała przed sobą przyszłość" - to z 1895 r., na osiem lat przed lotem braci Wright. 

I choć lord Kelvin "naukowcem wybitnym był", to jego wielka pewność siebie i zadufanie w sobie spowoodwały, że pięć lat później chlapnął kolejną głupotę, twiedząc, że w fizyce wszystko zostało odkryte. ;)

W dniu 1.08.2021 o 15:53, peceed napisał:

Prawdziwa zabawa to 2 starty i 2 lądowania

A najwieksza zabawa to będzie ladowanie na Marsie. Spotkałem się jednak również z twierdzeniami, że dużo do zrobienia jest w kwestii systemów podtrzyymwania życia, ich niezawodności i wydajności. 

 

W dniu 1.08.2021 o 15:53, peceed napisał:

Wahadłowce to była finansowa "ucieczka do przodu" która miała zapewniać podobne koszty jednostkowe ale przy zagwarantowaniu zwiększenia łącznych środków wydawanych na ten biznes.

Ambitny technologicznie program STS padł szybko ofiarą radykalnych cięć budżetowych, jakim obdarowała NASA ekipa Nixona.

Na wybór programu STS duże znaczenie miała opinia Kosmicznej Grupy Zadaniowej pt. :""The Post-Apollo Space Program: Directions for the Future," z sierpnia 1969r.

Opracowano cztery warianty rozwoju. Pierwszy zakładał radykalne zwięszkenie budżetu, nawet 2x - załogowy lot na Marsa do poł. lat  80 tych i budowę stałej, 50 osobowej (!) bazy wokółksiężycowej lub na Księżycu. Warianty II i III zakłdały utrzymanie niskiego finansowania i jego stopniowe zwiekszanie, przy czym wariant II zakładał załogowy lot na Marsa.

Ekipa Nixona wybrała wariant III, czyli budowę stacji orbitalnej i orbitera, przy czym zaczęto od tego ostatniego.

Niektórzy uważają, że była to stricte polityczna decyzja  -  program Apollo był dzieckiem JFK, jego politycznego konkurenta.

A wariant I czyli Mars, nawet w oparciu o napęd nuklearny, to bylaby jakś kontynuacja Apollo. 

Początkowo zakładano, że wahadłowce obniżą koszty wyniesienia kilograma na LEO do 260 dolarów za kg, a do  po uwzględnieniu inflacji, wzrosną do 558 dolarów w 2019 r. W rzeczywistości koszt wzrósł do 60 tyś za kilo. Presja budżetowa już na samym początku zaczynala sprawiać kłopoty. Odrzucono najlepszy technicznie projekt Grumana, bo był drogi.

No i NASA musiała szukać wsparcia wojska. Siły Powietrzne USA, choć nie dokładały się fiansowo do programu, zapewniły wsparcie projektowe i polityczne. W zamian mialy duży wpływ na kształt wahadłowców - niepotrzebnie tak duża powierzchnia szkrzydeł to efekt wpływu wojska - USAF chcialo pojazdu zdolnego do jak najdłuższego lotu szybowcowego nad terytorium wroga. Nigdy tego nie wykorzystano, za to spowodowało to znaczący wzrost masy pojazdu i powodowało konieczność rozbudowy osłony termicznej pojazdu, co było jak wiadomo piętą achillesową wahadłowców (35 tyś płytek, które każdorzowo trzeba było sprawdzać a i tak przyczynily się do katastrofy). Koszty były podbite takżę przez konieczność utrzymania zdublowanej wyrzutni w bazie Vandenberg, z której nie wystartował  ani jeden wahadłowiec, a kompleks został zlikwidowany po 1986 r. 4 mld dolarów jakie to kosztowało, to niewiele przy ogólnych kosztach programu, w dodatku chyba poniesione przez wojsko, pokazywało to jednak w jakich realiach obracała się wówczas NASA.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, venator napisał:

Ambitny technologicznie program STS padł szybko ofiarą radykalnych cięć budżetowych, jakim obdarowała NASA ekipa Nixona.

Nie da się wszystkiego zwalić na cięcia budżetowe. Sam piszesz, że początkowo szacowany koszt wzniesienia 1 kg na LEO w wysokości rzędu kilkuset dolarów w rzeczywistości do 60 tys. za kg. Czyli te początkowe szacunki to najprawdopodobniej był jakiś marketing czy coś w tym rodzaju (teraz też tak się robi, popatrz ile szumnych zapowiedzi Muska się nie spełniło, a i w samym NASA jeśli popatrzeć uważniej to można odnieść wrażenie, że są dwa rodzaje projektów, realistyczne, typu wysłanie łazika na Marsa i wywiercenie w gruncie dziury o głębokości "aż" dwóch metrów, co zresztą się nie powiodło, oraz "szumne/ambitne" jak lot załogowy na Marsa za 30 lat, z których pewnie wyniknie tylko za jakiś czas kolejne przesunięcie na za kolejne 30 lat, widocznie tak trzeba robić, nie znam się na marketingu/polityce/przyciąganiu inwestorów).

Trudno się spodziewać, żeby wybór innej technologii (w zakresie tych, które znamy) dał spadek kosztów z 60 tys. do kilkaset dolarów. Napęd jądrowy pozwoli skrócić podróż 2-3  razy (zgodnie z tym co pisałeś), zmniejszenie skrzydeł w wahadłowcu dałoby pewnie oszczędności też max 2-3 (spodziewam się liniowości, w najlepszym razie jeśli zmniejszymy powierzchnię skrzydeł 3 razy, to uzyskamy 3-krotne oszczędności, a pewnie więcej niż 3 razy powierzchni skrzydeł nie dałoby się zmniejszyć). Więc przy najbardziej optymistycznym szacowaniu można robić sobie nadzieję - chyba - tylko na kilkukrotny spadek ceny, czy też max. o jeden rząd wielkości (co z drugiej strony i tak byłoby znaczącą korzyścią, nie przeczę).

3 godziny temu, venator napisał:

Opracowano cztery warianty rozwoju. Pierwszy zakładał radykalne zwiększenie budżetu, nawet 2x - załogowy lot na Marsa do poł. lat  80 tych i budowę stałej, 50 osobowej (!) bazy wokółksiężycowej lub na Księżycu.

To kolejny przykład - tak dużo przy tylko dwukrotnym zwiększeniu budżetu??? :D

Największy budżet NASA miało w 1966 roku - prawie 6 mld ówczesnych dolarów (https://en.wikipedia.org/wiki/Budget_of_NASA), czyli niemal 50 mld obecnych dolarów (po uwzględnieniu inflacji). Podwojenie dałoby 100 miliardów. Natomiast rzeczywisty budżet NASA w 2020 r. to 22,5 miliarda (ok. pięć razy mniej). Czy rzeczywiście współcześnie NASA przy 5-krotnie większym budżecie byłaby w stanie tyle zrobić (zakładając, że będzie go otrzymywała w takiej wysokiej wartości przez 10-20 lat)? Hm... mam wrażenie, że tylko część, może lot załogowy na Marsa gdyby się bardzo postarali (i mieli te 20 lat). Ale to tylko moje odczucia.

3 godziny temu, venator napisał:

Spotkałem się jednak również z twierdzeniami, że dużo do zrobienia jest w kwestii systemów podtrzyymwania życia, ich niezawodności i wydajności. 

Jeśli chodzi o lot na Marsa, to pewnie jest mnóstwo zagadnień jeszcze nie rozpoznanych/nie przetestowanych. Chociażby taki "drobiazg", że ta rakieta, którą będą wracać z powierzchni Marsa na orbitę, będzie musiała stać w marsjańskim piachu przez ponad rok (może mniej jeśli by były silniki jądrowe do lotu Ziemia-Mars) i nie przewrócić się. Tak, żeby mogła wystartować. I nic nie może się w niej zepsuć pomimo tego, że pewnie np. wiatr wdmucha trochę piasku w dysze (albo jakieś szczeliny). Może to nieistotny problem, nie wiem, ale jakoś działa mi na wyobraźnię. :)

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 hours ago, venator said:

Ostrożny byłbym z takimi radykalnymi twierdzeniami, pamiętając o wpadkach lorda Kelvina

Nie chodziło mi o ograniczenia technologiczne, chociaż te są obecnie i w najbliższej przyszłości oczywiste. Chodziło mi, że koszt energetyczny i ekonomiczny takiego przedsięwzięcie byłby koszmarny. Nie potrafię sobie wyobrazić problemów których nie dałoby się rozwiązać na Ziemi takim nakładem środków, zamiast ewakuacji grup ludności w przestrzeń kosmiczną :)

Przykładowo, jeżeli super wulkan w Yellowstone miałby wybuchnąć i trzeba by ewakuować populację Ameryki Północnej, to łatwiej by to zrobić w obrębie Ziemi. To oczywiście pomijając, że po takim zdarzeniu załamałby się ekosystem na całej planecie. Oczywiście najbliżej do Ameryki Południowej, ale można by ludzi przesiedlić na Saharę, a tam zbudować farmy paneli słonecznych (pomijam popiół wulkaniczny i tak dalej, to tylko przykład), szklarnie i odsalarnie wody morskiej. To byłoby oczywiście karkołomne przedsięwzięcie, ale nadal pewnie kilka rzędów wielkości łatwiejsze niż ewakuacja tych ludzi z planety :)

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 5.08.2021 o 07:34, darekp napisał:

Trudno się spodziewać, żeby wybór innej technologii (w zakresie tych, które znamy) dał spadek kosztów z 60 tys. do kilkaset dolarów.

Francis Clauser, przewodniczący kolegium inżynierskiego Caltech, tuż po wyborze Nixona, opracował na zlecenie administacji prezydenckiej,  przegląd programu kosmicznego. To było w 1969 r.  On, jaki i np. inżynierowie Lockheeda, zakładali, że tanie loty kosmiczne to takie, gdy przeciętnego Amerykanina będzie stać na lot na Księżyc! Taki był optymizm.

W 1970 r. Clauser podał, że w przypadku wahadłowca, uzyskując 95 lotów rocznie, da się zejśc z kosztami wyniesienia na LEO do 7 dolaów za funt. Optymizm wynikał z trzech kwestii:

- dużego postępu w budowie silników rakietowych: silnik XLR99 samolotu rakietowego X-15 miał żywotność 30 min. do naprawy głównej. Należy zaznaczyć, że w trakcie jednego lotu silnik działał ledwie 90 sek. Głównych problemów w  lotach X-15  nastręczały jedynie wycieki płynów hydraulicznych z siłowników powierzchni sterowych płatowca (oringi). Więc sam silnik był bardzo wytrzymały. Również w progamie Apollo silniki okazały się bardzo niezawodne i trwałe. Inżynierowie Rocketdyne chwalili się, że podczas testów nigdy nie udało im się zniszczyć silnika J-2. Ogromny postęp w budowie silników rakietowych, przede wszystkim ich niezawodności i wytrzymałości,  pozwalał opymistycznie patrzeć w przyszłosć.

- postęp w budowie tanich, lekkich i wydajnych osłon ablacyjnych na bazie nowego wynalzaku - kompozytów węglowych. To pozwalałoby na tworzenie osłon wielokrotnego użytku

- kompteryzacja: NASA podaje, że start Saturna V wymagał udziału 20 tyś (!) ludzi. Ogrom. Uproszczenia procedur upatrywano w komputeryzacji. Przyspieszony rozwój elekrtroniki był w znacznym stopniu pochodną programu Apollo. W sukurs przyszly cywilne, wielkie linie lotnicze: American Airlines i Pan Am. Wdrażały one nowy wynalazek - komputery, w celu raportowania na bieżąco o awariach i usterkach użytkowanych samolotów. Komputery i oprogramowanie wdrożono początkowo w Boeingu 707, a następnie w 747. Linie lotnicze ścisle współpracowały z firmami (np. Honeywell, IBM) zatrudnionymi przez konkurujące w pogramie wyboru wahadłowca,  poszczególne biura konstrukcyjne. To miało znacząco obniżyć koszty.

Natomiast wzrost kosztów następował za każdy razem. Zawsze.  Rownież i w programie STS. Ale wcześniej także. Np. program Gemini wzrósł  z szacowanych w 1961 r. , 528 mln dolarów, do ostatecznie 1,283 miliarda dolarów. 

Co powodowało taki wzrost kosztów? NASA podaje wprost - gdy duże zespoły naukowców i inżynierów napotykały znaczące trudności techniczne, skutkujące przeprojektowaniem znaczących części misji, a pobierały pensje czasowo "nie przynosząc" postępu w projekcie. Jako przykład podaje Apollo 1. 

Ekspert NASA, Klauss Heiss, przy pomocy systemu Mathemitica, obliczył, że przy wydaniu 12,8 mld dol. na program STS, "zwróciłby się" przy 506 lotach w latach 1978-90,a więc 39 lotami rocznie. A początkowo zakładano 95 lotów rocznie. Ostatecznie było ledwie 135 lotów...na ponad 30 lat programu. 

W dniu 5.08.2021 o 07:34, darekp napisał:

Czy rzeczywiście współcześnie NASA przy 5-krotnie większym budżecie byłaby w stanie tyle zrobić (zakładając, że będzie go otrzymywała w takiej wysokiej wartości przez 10-20 lat)? Hm... mam wrażenie, że tylko część, może lot załogowy na Marsa gdyby się bardzo postarali (i mieli te 20 lat).

Nie wiem. Mam tu na myśli zasysanie talentów przez rzutkie firmy w typie SpaceX. Bo NASA to teraz biurokratyczny moloch. Mimo wszystko wtedy i dziś większośc wykonawców to jednak były prywatne firmy, więć kwestia zarządzania projektami (vide tłuste koty np. Boeing, Lockheed).

 

W dniu 5.08.2021 o 10:07, cyjanobakteria napisał:

To byłoby oczywiście karkołomne przedsięwzięcie, ale nadal pewnie kilka rzędów wielkości łatwiejsze niż ewakuacja tych ludzi z planety :)

Oczywiście masz dużo  racji. Tylko, że postaw sobie pytanie - nawet jeśli nie będzie kataklizmów wywołanych przez człowieka , to naturalne procesy, w tym starzenie się Slońca i tak spowodują, że część nas będzie musiała opuścić Ziemię - dlaczego teraz nie opracowywać powoli ale systematycznie technologii, które w przyszłości to umożliwią?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Astronauci z misji Apollo przywieźli próbki księżycowej gleby. Była to część wizjonerskiego planu, w ramach którego regolit trafił na Ziemię i został zapieczętowany, by w przyszłości mogli go zbadań naukowcy dysponujący nowoczesnymi narzędzi. Teraz, 50 lat później, próbki z Księżyca zostały użyte do uprawy roślin. Pierwszą rośliną wyhodowaną na księżycowym gruncie jest rzodkiewnik pospolity.
      To krytyczne badania dla długotrwałej załogowej eksploracji kosmosu, gdyż będziemy potrzebowali zasobów z Księżyca i Marsa, by pozyskać żywność dla astronautów żyjących i pracujących w dalszych regionach kosmosu, mówi Bill Nelson, dyrektor NASA. To również przykład prowadzonych przez NASA badań, które można wykorzystać do usprawnienia rolnictwa na Ziemi. Pozwalają nam one bowiem zrozumieć, jak rośliny mogą poradzić sobie w niekorzystnych warunkach w regionach, gdzie brakuje żywności, dodaje.
      Pierwsze pytanie, które zadali sobie autorzy najnowszych badań, brzmiało: czy rośliny mogą rosnąć na regolicie. Okazało się, że tak. Co prawda nie rosły tak dobrze, jak na Ziemi, nie dorównywały też roślinom stanowiącym grupę kontrolną, które hodowano na popiołach wulkanicznych, ale rosły.
      W ramach kolejnych badań uczeni chcą zaś odpowiedzieć na drugie pytanie: w jaki sposób może to pomóc podczas długotrwałego pobytu ludzi na Księżycu.
      Żeby badać dalsze obszary kosmosu i dowiedzieć się więcej o Układzie Słonecznym, powinniśmy korzystać z zasobów Księżyca, żebyśmy nie musieli zabierać wszystkiego ze sobą z Ziemi. Chcielibyśmy uprawiać rośliny na Księżycu. Nasze badania na Ziemi są krokiem w tym kierunku, wyjaśnia Jacob Bleacher, który pracuje przy programie Artemis na stanowisku Chief Exploration Scientist.
      Naukowcy użyli próbek przywiezionych w ramach misji Apollo 11, 12 i 17. Na każdą z roślin przypadał zaledwie gram regolitu. Naukowcy dodali do księżycowej gleby wodę i wsadzili nasiona. Codziennie dodawali też nawóz. Po dwóch dniach wszystkie nasiona wykiełkowały. "Wszystko wykiełkowało! Byliśmy niesamowicie zaskoczeni. Każda roślina – te z regolitu i grupy kontrolnej – wyglądała tak samo do mniej więcej szóstego dnia", mówi profesor Anna-Lisa Paul z Wydziału Nauk Ogrodniczych University of Floryda.
      Po sześciu dniach stało się jednak jasne, że rośliny rosnące na regolicie nie są tak silne, jak grupa kontrolna rosnąca na popiele wulkanicznym. Te z regolitu rosły wolniej, miały słabiej rozbudowany system korzeniowy, niektórym słabiej rosły liście i pojawiło się na nich czerwonawe zabarwienie.
      Po 20 dniach, na krótko przed kwitnięciem, rośliny zebrano i zbadano ich RNA. Sekwencjonowanie RNA pozwoliło na określenie wzorców ekspresji genów. Okazało się, że u roślin z regolitu dochodziło do takiej ekspresji genów, jaką obserwowano u rzodkiewnika pospolitego w eksperymentach laboratoryjnych, w których rośliny poddawano czynnikom stresowym, jak zasolona gleba lub gleba zawierająca metale ciężkie.
      Rośliny reagowały też różnie w zależności od próbki, w której rosły. Te z próbek zebranych przez Apollo 11 były najsłabsze. Pamiętajmy, że każda z misji zbierała próbki regolitu z innego miejsca.
      Eksperyment stanowi przyczynek do zadania sobie kolejnych pytań. Czy możliwe jest wprowadzenie takich zmian genetycznych w roślinach, by lepiej radziły sobie w księżycowej glebie? Czy regolit z różnych miejsc Księżyca lepiej lub gorzej nadaje się pod uprawy? Czy badania księżycowego regolitu powiedzą nam coś o regolicie marsjańskim i możliwości uprawy roślin na Marsie? Na wszystkie te badania naukowcy chcieliby w przyszłości poznać odpowiedź.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Teleskop Hubble'a sfotografował protoplanetę podobną do Jowisza, która formuje się w wyniku „intensywnego i gwałtownego” procesu. Obserwacje Hubble'a wspierają mniej popularną z hipotez o tworzeniu się planet, tę mówiącą o niestabilności dysku protoplanetarnego.
      Nowo tworząca się planeta krąży wokół gwiazdy, której wiek astronomowie szacują na zaledwie 2 miliony lat. Dla przypomnienia, Układ Słoneczny liczy sobie około 4,6 miliarda lat.
      Wszystkie planety powstają z dysków protoplanetarnych, dysków materiału krążącego wokół gwiazd. Dominująca hipoteza dotycząca formowania się gazowych olbrzymów jak Jowisz mówi, że powstają one w wyniku stopniowego zlepiania się materiału krążącego w dysku protoplanetarnym. Materiał, od miniaturowych ziaren pyłu po wielkie bloki skalne, zderza się i zlepia. Z czasem powstaje jądro, wokół którego gromadzi się gaz z dysku. Zgodnie zaś z alternatywną, mniej popularną, hipotezą, gdy dysk protoplanetarny się ochładza, grawitacja powoduje jego gwałtowne rozpadnięcie się na fragmenty o masie planet.
      Nowo odkryta planeta, AB Aurigae b, jest około 9-kronie bardziej masywna od Jowisza i krąży wokół gwiazdy w odległości dwukrotnie większej niż odległość między Plutonem a Słońcem. Przy tak wielkiej odległości uformowanie się planety ze zderzającego się i zlepiającego materiału musiałoby trwać niezwykle długo. O ile w ogóle by do tego doszło. Dlatego też naukowcy sądzą, AB Aurigae b powstaje w wyniku niestabilności dysku. Mamy więc tutaj do czynienia z potwierdzeniem mniej popularnego modelu tworzenia się planet.
      Powyższe badania zostały wykonane za pomocą dwóch instrumentów znajdujących się na pokładzie Teleskopu Hubble'a, a uzyskane wyniki porównano z danymi z japońskiego Subaru Telescope na Mauna Kea na Hawajach. Zinterpretowanie zjawisk zachodzących w tym układzie jest niezwykle trudne. Dlatego między innymi potrzebowaliśmy Hubble'a. Dobrej jakości zdjęcie pozwala nam lepiej odróżnić światło z dysku i z planety, mówi główny autor badań, Thayne Currie. Uczony dodaje, że przejrzano archiwa zdjęć Hubble'a i znaleziono w nich liczne zdjęcia AB Aurigae b wykonane w różnych długościach fali. Tworzą one spójny obraz, dostarczając silnych dowodów.
      Nowe odkrycie to silny dowód na poparcie hipotezy mówiącej, że niektóre gazowe olbrzymy powstają w wyniku niestabilności dysku. Tak naprawdę to grawitacja jest tym, co się ostatecznie liczy, a pozostałości po formowaniu się gwiazd w ten czy inny sposób – za pośrednictwem grawitacji – łączą się, tworząc planety, mówi Alan Boss z Carnegie Institution of Science w Waszyngtonie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Teleskop Kosmiczny Hubble'a pobił wyjątkowy rekord – zaobserwował najdalej od Ziemi położoną indywidualną gwiazdę. Dotychczasowy rekord również należał do Teleskopu Hubble'a i został pobity w 2018 roku, kiedy to zaobserwowano MACS J1149+2223 Lensed Star 1 położoną w odległości 9 miliardów lat świetlnych od Ziemi. Rekord ten właśnie pobito i to od razu o miliardy lat świetlnych.
      Nowo zaobserwowana gwiazda znajduje się w odległości 12,9 miliarda lat świetlnych od naszej planety. Współczynnik przesunięcia ku czerwieni (redshift) dla tej odległości wynosi 6,2. Niemal nie mogliśmy w to uwierzyć, bo gwiazda znajduje się znacznie dalej, niż poprzedni rekord, mówi Brian Welch z Uniwersytetu Johnsa Hhopkinsa, główy autor artykułu opisującego osiągnięcie.
      Odkrycia dokonano w danych zebranych w ramach projektu Hubble's RELICS (Reionization Lensing Cluster Survey). Normalnie przy tych odległościach całe galaktyki wyglądają jak niewielkie smugi, w których światło milionów gwiazd zlewa się w jedno. Światło z galaktyki, w której znajduje się ta gwiazda zostało powiększone i rozproszone przez zjawisko soczewkowania grawitacyjnego w długi sierp, który nazwaliśmy Łukiem Wchodzącego Słońca, mówi Welch.
      Podczas szczegółowego badania galaktyki naukowcy zauważyli, że jedno z obserwowanych zjawisk jest powodowane przez ekstremalnie powiększoną w soczewkowaniu grawitacyjnym gwiazdę. Została ona nazwana Earendel, co w języku staroangielskim oznacza gwiazdę poranną. Odkrycie daje nadzieję na otwarcie całkiem nowego pola badań nad formowaniem się wczesnych gwiazd.
      Earendel powstała tak dawno, że może nie zawierać tych samych pierwiastków, co młodsze gwiazdy. Dzięki możliwości zbadania Earendel zyskamy okazję to przyjrzenia się wszechświatowi, jakiego nie znamy, ale który doprowadził do tego, co istnieje obecnie. To tak, jakbyśmy dotychczas czytali bardzo interesującą książkę, ale zaczęli od drugiego rozdziału, a teraz mieli okazję przeczytać, jak to wszystko się zaczęło, ekscytuje się Welch.
      Badacze sądzą, że Earendel ma masę co najmniej 50 razy większą od masy Słońca i jest miliony razy jaśniejsza od naszej gwiazdy. Mimo tego, że jest tak olbrzymia i jasna, nie bylibyśmy w stanie jej dostrzec z odległości, w jakiej się znajduje. Widzimy ją dzięki olbrzymiej gromadzie galaktyk WHL0137-08, który znajduje się między gwiazdą a Ziemią. Masa gromady zagina przestrzeń, działając jak olbrzymie szkło powiększające, dzięki któremu możemy dostrzec światło emitowane przez obiekty znajdujące się poza WHL0137-08.
      Szczęśliwie złożyło się, że Earendel znajduje się w takiej pozycji, iż jest maksymalnie powiększana przez soczewkę grawitacyjną tworzoną przez gromadę galaktyk. Dzięki temu „wystaje” z blasku milionów gwiazd swojej galaktyki macierzystej, a jej jasność jest wzmacniana przez soczewkę co najmniej tysiąckrotnie. Obecnie niw wiemy, czy Earendel jest częścią układu podwójnego, ale warto pamiętać, że większość masywnych gwiazd ma co najmniej jednego towarzysza.
      Specjaliści uważają, że przez wiele kolejnych lat Earendel będzie znacząco powiększana w wyniku soczewkowania. Gwiazdę będzie obserwował Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba (JWST), a dzięki temu, że pracuje on głównie w podczerwieni, pozwoli na zdobycie wielu cennych informacji na jej temat. Uczeni spodziewają się, że Webb potwierdzi, iż Earendel to gwiazda, pozwoli nam też zmierzyć jej jasność i temperaturę, to zaś pozwoli na określenie typu gwiazdy i etapu życia, na jakim się znajduje.
      Astronomów szczególnie interesuje skład Earendel, gdyż gwiazda powstała zanim jeszcze wszechświat został wypełniony ciężkimi pierwiastkami wytworzonymi przez kolejne generacje gwiazd. Jeśli okaże się, że Earendel składa się wyłącznie w pierwotnego wodoru i helu, będzie to pierwszy dowód na istnienie gwiazd III populacji. To hipotetyczna populacja pierwszych bardzo masywnych gwiazd, które praktycznie nie zawierały metali. Składały się wyłącznie z wodoru i helu, z możliwą niewielką zawartością litu.
      Odkrycie Earendel przez Hubble'a daje nadzieję, że Webb dojrzy jeszcze bardziej odległe gwiazdy.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA od miesiąca pracuje nad przywróceniem prawidłowej pracy Teleskopu Hubble'a. Wczoraj udało się uruchomić Wide Field Camera 3. To najważniejszy, najczęściej używany element teleskopu. Jest on używany przez ponad 30% czasu pracy Hubble'a. To jednocześnie drugi – po Advanced Camera for Surveys –instrument naukowy Hubble'a, który podjął pracę po ostatniej awarii. Ostatniej, gdyż doszło do niej zaledwie 3 miesiące po tym, jak teleskop został uruchomiony po poprzednich kłopotach.
      Do ostatniej awarii doszło 23 października. Pojawił się wówczas kod błędu wskazujący na utratę sygnału synchronizującego pracę instrumentów. Zespół naziemny zrestartował instrumenty i następnego dnia Hubble podjął normalną pracę. Nie na długo jednak. Już 25 października pojawił się sygnał świadczący o masowej utracie danych synchronizacyjnych, w związku z czym wszystkie instrumenty naukowe automatycznie przełączyły się w tryb bezpieczny.
      Od tamtej pory trwają prace nad przywróceniem funkcjonowania Teleskopu. Na szczęście od 1 listopada nie pojawił się żaden kolejny sygnał świadczących o nieprawidłowościach.
      Wczoraj inżynierowie zdecydowali się na uruchomienie Wide Field Camera 3. Wprowadzają też zmiany w konfiguracji instrumentu. Są one na bieżąco testowana na naziemnych symulatorach. Zmiany mają na celu spowodowanie, by urządzenie tolerowało pewną liczbę sygnałów o utracie synchronizacji i mimo ich pojawienia się, by pracowało normalnie. Zmiany takie zostaną zastosowane najpierw w innym instrumencie, Cosmic Origins Spectrograph. Mają one chronić jego niezwykle czuły detektor pracujący w zakresie dalekiego ultrafioletu. Wprowadzanie tych zmian oraz testy potrwają jeszcze kilka tygodni.
      Pozostałe instrumenty naukowe Hubble'a nadal znajdują się w trybie bezpiecznym, a cała reszta teleskopu kosmicznego działa prawidłowo.
      Teleskop Kosmiczny Hubble'a pracuje w przestrzeni kosmicznej już ponad 31,5 roku. To jeden z najważniejszych instrumentów naukowych w dziejach i jedyny teleskop kosmiczny, który zbudowano z myślą o jego serwisowaniu. Dotychczas odbyło się doń 5 misji serwisowych. Ostatnia miała miejsce w 2009 roku. Od czasu zakończenia programu lotów wahadłowców nie ma jednak czym polecieć do Hubble'a. W 2017 roku pojawiła się informacja, że być może planowana jest kolejna misja serwisowa.
      Dotychczas jej nie zrealizowano, jednak można przypuszczać, że wcześniej czy później taka misja się odbędzie. NASA chce bowiem, by teleskop Hubble'a pracował jak najdłużej, być może nawet do roku 2040. Zapewne więc musi brać pod uwagę konieczność serwisowania urządzenia. Wystrzeliwane zaś w międzyczasie nowe teleskopy kosmiczne będą uzupełniały Hubble'a.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...