Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Pedro Bernardinelli i Gary Bernstein z Univeristy of Pennsylvania odkryli gigantyczną kometę, która zmierza w stronę Słońca. Już w roku 2031 zbliży się ona na najmniejszą odległość od naszej gwiazdy. Kometa Bernardinelli-Bernstein, oficjalnie nazwana C/2014 UN271, została zauważona podczas analizy zdjęć z jednego z najdoskonalszych aparatów wykorzystywanych w astronomii.

Amerykańscy naukowcy analizowali obrazy z lat 2013–2019 wykonane przez 570-megapikselowy Dark Energy Camera (DECam) umieszczony na Victor M. Blanco Telscope w Chile. Urządzenie jest wykorzystywane do monitorowania około 300 milionów galaktyk, a uzyskane dane służą do lepszego zrozumienia ciemnej materii. Uczeni, analizując około 80 000 obrazów, znaleźli na nich ponad 800 obiektów z Układu Słonecznego. Na 32 z nich zauważyli olbrzymią kometę, którą po raz pierwszy widać na zdjęciach z roku 2014.

Opierając się na ilości światła odbijanego przez kometę Bernardinelli-Bernstein, jej odkrywcy stwierdzili, że ma ona średnicę 100–200 kilometrów. To około 10-krotnie więcej niż średnica przeciętnej komety. Masa olbrzyma jest zaś około 1000-krotnie większa niż masa przeciętnej komety. To zaś oznacza, że mamy do czynienia z największą kometą odkrytą w czasach współczesnych oraz z największym znanym nam obiektem pochodzącym z Obłoku Oorta.

Na pierwszym z wykonanych zdjęć kometa znajduje się w odległości około 25 jednostek astronomicznych (j.a.) od Słońca, czyli mniej więcej w takiej odległości jak Neptun. Uczeni oceniają jednak, że swoją podróż rozpoczęła z Obłoku Oorta, znajdującego się około 40 000 j.a. od naszej gwiazdy. Obecnie kometa Bernardinelli-Bernstein znajduje się w odległości 20 j.a. od Słońca. Z ostatnich zdjęć wynika, że jej powierzchnia na tyle się rozgrzała, że pojawił się warkocz. Jego utworzenie się pozwala oficjalnie zakwalifikować obiekt jako kometę.

Pomimo olbrzymich rozmiarów i masy, nie musimy przejmować się obecnością komety. Z wyliczeń jej trajektorii wynika, że podleci ona do Słońca nie bliżej niż na odległość 11 j.a. Dla przypomnienia – jednostka astronomiczna to średnia odległość pomiędzy Ziemią a Słońcem. Bernardinelli-Bernstein nie zbliży się więc do Ziemi bliżej niż Saturn. To na tyle duża odległość, że giganta najprawdopodobniej nie będzie można obserwować gołym okiem.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Komety to jedna z najstarszych obiektów w Układzie Słonecznym. Te lodowe pozostałości po formowaniu się planet zostały wyrzucone przez grawitację na obrzeża Układu Słonecznego. Ich rezerwuarem jest Obłok Oorta, hipotetyczny obłok materiału znajdującego się w odległości od kilku tysięcy do 100 000 jednostek astronomicznych od Słońca.
      Tym, co najbardziej przyciąga naszą uwagę w kometach jest ich spektakularny warkocz ciągnący się na wiele milionów kilometrów. Jego źródłem jest jądro komety, składające się z lodu, pyłu i okruchów skalnych. Jądra większości znanych komet liczą kilka lub kilkanaście kilometrów średnicy. Teleskop Hubble'a odkrył właśnie prawdziwego giganta wśród jąder komet – olbrzyma o średnicy około 140 kilometrów.
      Cometa C/2014 UN271 (Bernardinelli-Bernstein) została odkryta przez Pedro Bernardinellego i Gary'ego Bernsteina w archiwalnych zdjęciach z Dark Energy Survey w Cerro Tololo Inter-American Observatory w Chile. Po raz pierwszy zaobserwowano ją w 2010 roku. A w bieżącym roku naukowcy wykorzystali Teleskop Hubble'a oraz radioteleskopy, by odróżnić jej stałe jądro od otaczającej je chmury pyłu. Okazało się, że mają do czynienia z największym znanym jądrem komety. Obecnie C/2014 UN271znajduje się w odległości mniejszej niż 3,2 miliarda kilometrów od Słońca, a za klika milionów lat ponownie trafi do Obłoku Oorta.
      Aby uświadomić sobie, z jakim gigantem mamy do czynienia, musimy wiedzieć, że średnica jądra C/2014 UN271 jest około 50-krotnie większa niż średnica typowej komety. Słynna kometa Halleya ma jądro o średnicy 11 kilometrów, zaś jądro komety Hale-Boppa ma 74 km średnicy. Dotychczasową rekordzistką była kometa C/2002 z jądrem o średnicy 96 kilometrów. Teraz zaś mówimy o 140-kilometrowym jądrze.
      Profesor David Jewitt Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, współautor badań nad C/2014 UN271 mówi, że ta kometa to wierzchołek góry lodowej olbrzymiego zbioru tysięcy komet znajdujących się w odległych obszarach Układu Słonecznego, które odbijają zbyt mało światła, byśmy mogli je dostrzec. Zawsze podejrzewaliśmy, że ta kometa ma wielkie jądro, gdyż widzimy ją tak jasną z tak dużej odległości. Teraz mamy potwierdzenie.
      "To niezwykły obiekt, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo jest aktywny w tak dużej odległości od Słońca. Domyślaliśmy się, że jądro może być całkiem duże, ale musieliśmy to potwierdzić, dodaje główny autor artykułu naukowego, Man-To Hui z Uniwersytetu Nauki i Technologii w Taipa w Macau. Naukowcy wykorzystali więc pięć zdjęć wykonanych w styczniu bieżącego roku przez Hubble'a.
      Głównym problemem było odróżnienie jądra od otaczającego go gazu i pyłu. Kometa jest obecnie zbyt daleko od Ziemi, by można było ten problem rozwiązać wizualnie. Jednak w danych z Hubble'a widać pojaśnienia w miejscu, gdzie znajduje się jądro. Hui i jego zespół stworzyli komputerowy model warkocza komety, który pasował do obrazów z Hubble'a. Następnie poświatę z warkocza odjęto od całości, pozostawiając samo tylko światło odbijane przez jądro.
      Uzyskane w ten sposób wyniki porównano z wcześniejszymi pomiarami dokonanymi za pomocą radioteleskopu ALMA (Atacama Large Millimeter/submilimeter Array). Wszystkie te dane łącznie pozwoliły na określenie średnicy jądra i jego współczynnika odbicia. Okazało się, że dane z Hubble'a odnośnie wielkości jądra komety są zgodne z wcześniejszymi danymi z ALMA, jednak jądro jest ciemniejsze niż sądzono. Jest wielkie i ciemniejsze od węgla, mówi Jewitt.
      Kometa C/2014 UN271 od ponad miliona lat podąża w kierunku Słońca. Pochodzi prawdopodobnie z Obłoku Oorta, ale – podobnie jak inne komety – nie narodziła się w nim, ale została tam wypchnięta przez oddziaływania grawitacyjne olbrzymich planet w czasach, gdy orbity Jowisza i Saturna wciąż ewoluowały.
      Kometa Bernardinelli-Bernstein znajduje się na eliptycznej orbicie, a jej podróż wokół Słońca trwa około 3 milionów lat.  Obecnie znajduje się w odległości około 3 godzin świetlnych od Słońca, a w najdalszym punkcie orbity od naszej gwiazdy dzieli ją około pół roku świetlnego.
      Obłok Oorta to hipotetyczna struktura, której istnienie jako pierwszy postulował holenderski astronom Jan Oort. Masa Obłoku może sięgać nawet 20-krotności masy Ziemi. Jednak samego obłoku nie możemy zaobserwować, gdyż tworzący go materiał, w tym olbrzymia liczba komet, jest zbyt słabo widoczny, byśmy mogli go bezpośrednio obserwować. Jeśli Obłok istnieje, to jest największą strukturą w Układzie Słonecznym i jest – przynajmniej przy obecnym stanie techniki – całkowicie dla nas niewidzialny.
      Wiemy jednak, że komety przybywają do wewnętrznych obszarów Układu Słonecznego z każdej strony, a to sugeruje, że Obłok Oorta ma kształt sfery. Jeśli on rzeczywiście istnieje, to sondy Voyager mogą do niego dotrzeć za około 300 lat, a kolejnych 30 000 lat zajmie im przelot przez Obłok.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Astronomowie po raz pierwszy zaobserwowali gwiazdę, która weszła w okres niezwykle niskiej aktywności, podobnej do Minimum Maundera, którego Słońce doświadczyło w drugiej połowie XVII wieku. Odkrycia dokonał zespół Anny Baum z Penn State University i Lehigh University, który przyjrzał się historycznym danym z obserwacji 59 gwiazd podobnych do Słońca. Naukowcy szukali oznak aktywności magnetycznej gwiazd.
      W czasie badań uczeni obserwowali linie absoprcyjne zjonizowanego wapnia. Szczególnie interesowały ich linie spektralne H i K, które są wrażliwe na siłę pola magnetycznego. Przy ich badaniu używa się wartości S, określającej aktywność magnetyczną gwiazdy. Im większy współczynnik S, tym bardziej aktywna gwiazda.
      Aktywność Słońca charakteryzują 11-letnie cykle. Wśród obserwowanych gwiazd cykle zauważono w przypadku 29 z nich, a w przypadku 14 udało się zmierzyć czas trwania cykli. Średni czas trwania cyklu wśród tych 14 gwiazd wynosił nieco poniżej 10 lat, co jest wartością podobną do 11-letniego cyklu słonecznego, mówi Baum. Uczona zauważa przy tym, że cykl jednej z gwiazd miał 4 lata długości, a w przypadku gwiazdy HD 166620 wynosił on aż 17 lat. Wynosił, gdyż gdzieś pomiędzy rokiem 1995 a 2004 cykl HD 166620 się zatrzymał.
      Naukowcy nie są pewni, kiedy do tego doszło, gdyż zjawisko to nastąpiło w czasie, gdy zmieniano instrumenty na jednym z teleskopów. Zespół Baum korzystał bowiem z danych Mount Wilson Observatory HK Project z lat 1966–1995, a później z danych projektu California Planet Search. W roku 2004 ten drugi projekt zyskał nowy udoskonalony spektrometr i wówczas stało się oczywiste, że HD 166620 stała się w międzyczasie wyjątkowo mało aktywna. Od ponad 10 lat aktywność tej gwiazdy utrzymuje się na bardzo niskim poziomie. Z niecierpliwością czekamy na moment, w którym jej aktywność znowu zacznie rosnąć, mówi Baum.
      To oczekiwanie może potrwać bardzo długo. Słoneczne Minimum Maundera trwało od roku 1645 do 1715, a w tym aktywność naszej gwiazdy była naprawdę niewielka. Dość wspomnieć, że w latach 1672–1699 zanotowano mniej niż 50 plam słonecznych, podczas gdy nawet podczas minimum 11-cyklu obserwuje się ich kilkanaście w ciągu roku, a podczas maksimum mamy do czynienia z ponad 100 plamami rocznie.
      Nie wiadomo dokładnie, co powoduje zjawiska podobne do Minimum Maundera. Przed kilku laty ukazała się praca naukowa, której autorzy dowodzili, że ma to związek z ruchem obrotowym gwiazdy. Dlatego też tak ważne jest zbadanie HD 166620 i odnotowanie momentu jej powrotu do normalnej aktywności.
      Wśród innych obserwowanych przez Baum gwiazd zauważono kilka interesujących zjawisk. Na przykład HD 101501 była nieaktywna magnetycznie w latach 1980–1990, a aktywność HD 4916 stopniowo spada, ale nie doszła do minimalnego poziomu. O ile mi wiadomo, HD 166620 jest pierwszą zaobserwowaną gwiazdą, która w oczywisty sposób weszła w okres minimalnej aktywności.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Astronomowie potwierdzili, że wokół Proximy Centauri, gwiazdy najbliższej Słońcu, krąży nieznana dotychczas planeta. To trzecia planeta Proximy Centauri. Z dotychczas zdobytych danych wynika, że jej masa to zaledwie 25% masy Ziemi, jest zatem jedną z najlżejszych znanych nam egzoplanet.
      Odkrycie to pokazuje, że najbliższy nam sąsiad może zawierać sporo interesujących światów. Znajdują się w odległości, z której możemy je badać, a w przyszłości eksplorować, mówi główny autor badań, João Faria z Instituto de Astrofísica e Ciências do Espaço w Portugalii.
      Nowa planeta, Proxima d, znajduje się w odległości około 4 milionów kilometrów od swojej gwiazdy. To 10-krotnie bliżej niż odległość pomiędzy Merkurym a Słońcem i niemal 40-krotnie bliżej niż między Słońcem a Ziemią. Mimo tak niewielkiej odległości Proxima d krąży się w ekosferze swojej gwiazdy, czyli takiej odległości, która pozwala na istnienie wody w stanie ciekłym na jej powierzchni. Czas obiegu nowo odkrytej planety wokół Proximy Centauri wynosi zaledwie 5 dni.
      Już wcześniej znaliśmy dwie planety na orbitach wokół Proximy Centauri. Proxima b ma masę porównywalną z masą Ziemi, znajduje się w ekosferze i obiega gwiazdę w ciągu 11 dni. Druga z nich to wciąż niepotwierdzona Proxima c, superziemia lub gazowy olbrzym o okresie orbitalnym wynoszącym aż 5 lat. Znajduje się poza ekosferą.
      Proxima b została odkryta w 2016 roku, a odkrycie ostatecznie potwierdzono w roku 2020. Proximę d zauważono po raz pierwszy roku 2019, a teraz potwierdzono, że obserwowane spadki jasności gwiazdy nie są spowodowane jej zmiennością, a wynikają z obecności planety.
      Proxima d to najlżejsza egzoplaneta odnaleziona metodą analizy prędkości radialnej. Technika ta polega na badaniu chybotania gwiazdy pod wpływem oddziaływania planety. To niezwykle ważne osiągnięcie. Pokazuje bowiem, że technika analizy prędkości kątowej może pomóc w odkryciu nieznanej dotychczas populacji lekkich planet podobnych do Ziemi. Spodziewany się, że to najbardziej rozpowszechniona we wszechświecie klasa planet i potencjalnie może na nich istnieć życie podobne do ziemskiego, stwierdził Pedro Figueira z Europejskiego Obserwatorium Południowego w Chile.
      Mimo, że Proxima Centauri znajduje się w odległości „zaledwie” 4 lat świetlnych od Ziemi, to obecnie możemy ją jedynie obserwować. Jednak warto przypomnieć, że w 2017 roku niemieccy naukowcy zaproponowali trwającą 150 lat misję do Alfa Centauri i Proximy b, a kilka miesięcy później pojawiła się informacja, że o wysłaniu pojazdu do Proximy Centauri myśli też NASA. Przed dwoma laty zaś naukowcy obliczyli, kiedy wysłane w latach 70. sondy Pioneer i Voyager dotrą do gwiazd innych niż Słońce.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prekolumbijska kultura Hopewell była szeroko rozpowszechniona na wschodzie dzisiejszych USA. Pojawiła się ok. 100 r. p.n.e. i zniknęła ok. 500 roku n.e. Naukowcy z University of Cincinnati znaleźli dowody wskazujące, że do jej upadku mogła przyczynić się kometa, która zniszczyła wioski i otaczające je lasy. Byłby to więc drugi znany przypadek – po Tall el-Hammam, identyfikowanym z Sodomą – gdy ludzkie osady zostały zniszczone w wyniku katastrofy kosmicznej.
      Uczeni z Cincinnati informują na łamach Nature, że na położonych wzdłuż doliny rzeki Ohio 11 stanowiskach archeologicznych kultury Hopewell, znajdujących się w 3 stanach, odkryli dowody na liczne eksplozje w atmosferze. Znaleziono bowiem mikrosferule bogate w żelazo i siarkę oraz nietypową koncentrację irydu i platyny. Odkryto też warstwę węgla drzewnego, świadczącą o oddziaływaniu wysokich temperatur. Datowanie radiowęglowa wykazało, że badana warstwa pochodzi z lat 252–383. W okresie tym zostało udokumentowanych 69 komet bliskich ziemi. Naukowcy zauważają też, że po tym okresie w pobliżu miejsc znalezienia nietypowej warstwy zaczęto wznosić konstrukcje ziemne w kształcie komety. Wszystkie te dowody mają wskazywać, że dolina Ohio i istniejące tam wsie zostały zbombardowane materiałem niesionym przez kometę.
      Wiemy, że kultura Hopewell przetrwała katastrofę. Mogła się ona jednak przyczynić do jej upadku. Już bowiem około roku 500 dochodzi do zaniknięcia wymiany kulturowej i handlowej, nikt nie wznosi już kopców, nie pojawią się nowe wytwory sztuki.
      Stanowiska archeologiczne kultury Hopewell zawierają nietypowo wysoką koncentrację i zróżnicowanie meteorytów w porównaniu do stanowisk innych kultur. Mamy tutaj meteoryty żelazne, kamienne i żelazno–kamienne. Rozkład przestrzenny tych meteorytów, ich kontekst i różny skład był dotychczas wyjaśniany hipotezą o wykorzystywaniu ich w długodystansowej wymianie handlowej. Jest jednak możliwe, że wiele z tych meteorytów pochodzi z pojedynczego wydarzenia. Komety zawierają wiele meteoroidów o zróżnicowanej budowie, czytamy w Nature.
      W trakcie badań uczeni stwierdzili, że epicentrum bombardowania materiałem przyniesionym przez kometę znajdowało się w lub w pobliżu stanowiska archeologicznego Turner w hrabstwie Hamilton położonym na południowym zachodzie stanu Ohio. Wydaje się, że materiał spadał w z północnego zachodu na południowy zachód. Co interesujące położone niedaleko kopce, zwane Milford Earthworks, mają taką właśnie orientację.
      W miarę oddalania się od stanowiska Turner koncentracja mikrosferuli spada. Znajdujemy je jednak ponad 200 kilometrów dalej na południe, w Indian Fort Mountain. Zdaniem naukowców, mikrosferule te to materiał wzbity w powietrze wskutek oryginalnego bombardowania. Jego rozkład bardziej na linii północ-południe niż oryginalny przebieg uderzenia na linii północny zachód – południowy zachód można wyjaśnić przeważającymi w Ameryce Północnej frontami pogodowymi przechodzącymi z zachodu na wschód. Zdaniem naukowców epicentrum bombardowania objęło około 500 km2, a cały obszar, który ucierpiał w wyniku przelotu komety to około 14 900 km2.
      Nie wiemy, czy ktoś wówczas zginął. Jednak po tym wydarzeniu przedstawiciele kultury Hopewell zbierali meteoryty i wykonywali z nich przedmioty, które były później wkładane do grobów zmarłych. W epicentrum wydarzenia zaczęto wznosić kopce w kształcie komety, a symbolika i tradycja ustna Hopewell została odziedziczona przez następców, którzy opowiadają o kosmicznej katastrofie, stwierdzają autorzy badań.
      O Lenipinšia, rogatym wężu lecącym po niebie i zrzucającym skały, opowiada lud Myaamia, w języku Szaunisów słowo Tekoomsē odnosi się do komety znanej jako Podniebna Pantera, a Irokezi opowiadają o Dajoji, Podniebnej Panterze, która miała moc niszczenia lasów. W opowieściach Ottawów znajdziemy historię o dniu, w którym słońce spadło na Ziemię, a Huronowe i Wyandoci wspominają czasy, gdy przez niebo przetaczała się czarna chmura, zniszczona strzałą przez Hehnoha.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...