Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Po co komu tysiące zębów łosi? Odpowiedź dał taniec

Recommended Posts

Przed 8000 lat ludzie epoki kamienia ozdabiali siebie i swoje stroje zębami łosia, by w ten sposób lepiej wczuwać się w rytm własnego tańca. Autorka najnowszych badań Riitta Rainio z Uniwersytetu w Helsinkach, stworzyła współczesne wersje tego typu ozdób i pokazała, w jaki sposób były one wykorzystywane. Jako wzorca użyła zabytków znalezionych na stanowisku archeologicznym na wyspie Olenij w Rosji przy północnych wybrzeżach półwyspu Gydańskiego.

Ubranie tego typu grzechotki pozwala lepiej zanurzyć się w dźwięku. Z czasem dźwięk i rytm same prowadzą tancerza", mówi Rainio, która na potrzeby swoich badań przez sześć godzin tańczyła ubrana w grzechotki.

Naukowcy zbadali następnie ozdoby, które miała na sobie Rainio w czasie tańca i porównali powstałe na nich mikroskopijne ślady ze śladami z zębów łosia ze stanowiska na wyspie Olenij. Okazało się, że ślady te są bardzo do siebie podobne. Zęby z epoki kamienia miały jednak głębsze ślady. To jednak nie może dziwić, gdyż wówczas ozdoby takie były noszone całymi latami, a nawet dziesięcioleciami.

Naukowcy nosili też ozdoby na co dzień. Okazało się, że wówczas ślady nie powstawały. Ani spacer ani lekkie podskoki nie spowodowały powstania śladów na zębach. Dopiero intensywny taniec, w czasie którego zęby obijały się o siebie powodował ich powstanie.

Dotychczas w Olenij znaleziono ponad 4300 zębów łosi. Naukowcy podejrzewają, że niektóre z ozdób mogły być wykonane nawet z ponad 300 zębów. Petroglify z wyspy sugerują zaś, że przez tysiąclecia łosie odgrywały olbrzymią rolę dla tamtejszych mieszkańców.

 


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niektórzy ludzie odczuwają silny ostry ból zębów podczas spożywania zimnych posiłków. Teraz międzynarodowy zespół naukowy odkrył, że za to nieprzyjemne uczucie odpowiedzialny jest kanał jonowy TRPC5 znajdujący się w wytwarzających zębinę komórkach zwanych odontoblastami. Kiedy więc mamy odsłoniętą zębinę i zetknie się z nią chłodny pokarm lub napój, obecne tam komórki – pełne TRC5 – odbierają wrażenie chłodu i wysyłają sygnał do mózgu.
      Gdy już wiemy, jaką molekułę należy wziąć na celownik, możemy opracować odpowiednie leczenie, mówi elektrofizjolog doktor Katharina Zimmermenn z Uniwerystetu Fryderyka i Aleksandra w Erlangen i Norymberdze. Odkryliśmy, że odontoblasty, odpowiedzialne za kształt zęba, są też odpowiedzialne za uczucie zimna. [...] Teraz wiemy, że zakłócenie funkcji odczuwania zimna pozwoli na pozbycie się bólu, dodaje patolog Jochen Lennerz dyrektor Center for Integrated Diagnostics w Massachusetts General Hospital.
      Odkrycie pomaga też wyjaśnić, dlaczego stary sposób na ból zębów, olej goździkowy, pomaga zmniejszyć ból zębów wywołany zimnem. Olej ten zawiera bowiem składnik blokujący proteinę odpowiedzialną za odczuwanie zimna.
      Trzeba tutaj zauważyć, że mowa jest konkretnym bólu mającym konkretną przyczynę. Ból zębów z powodu zimna może pojawiać się nie tylko wówczas, gdy mamy odsłoniętą zębinę. Jego przyczyną może być też też związane ze spowodowanymi wiekiem problemami z dziąsłami, a niektórzy pacjenci nowotworowi leczeni preparatami na bazie platyny są stają się niezwykle nadwrażliwi na zimno na całym ciele.
      Odkrycie roli kanału TRC5 w uczuciu bólu zębów pod wpływem zimna nie wyklucza też innych jego przyczyn. Jedna z głównych hipotez dotyczących tego zjawiska mówi, że w niewielkich kanałach wewnątrz zębów znajduje się płyn, który przemieszcza się pod wpływem zmian temperatury i czasem nerwy odbierają ten ruch, przesyłając sygnały bólowe. Hipotezy tej wciąż nie można wykluczyć.
      Przed około 15 laty Zimmermann pracowała w zespole, który odkrył, że kanał jonowy TRPC5 jest bardzo wrażliwy na zimno. Uczeni nie wiedzieli wówczas, gdzie może odgrywać on zasadniczą rolę, gdyż myszy pozbawione na skórze TRPC5 nadal odczuwały zimno. Pomysł na przyjrzenie się zębom zrodził się podczas wspólnego obiadu, gdy naukowcy zastanawiali się, jaki jeszcze organ ciała odczuwa zimno. Ktoś przypomniał wówczas o zębach.
      Eksperymenty na myszach oraz na zapisy aktywności elektrycznej wypreparowanych nerwów potwierdziły, że użycie blokerów TRPC5 znacząco zmniejszyło reakcję nerwów na uczucie zimna. Mamy teraz dowód, że czujnik temperatury, jakim jest TRCP5, przesyła sygnał o zimnie za pośrednictwem odontoblastów, wywołując ból i nadwrażliwość na zimno. Może to być sposób organizmu na ochronę zębów przed postępującym niszczeniem, mówi Lennerz.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Hiszpańscy archeolodzy są zaskoczeni odkryciem tajemniczej tabliczki z epoki kamienia, na której wyryto wizerunki zwierząt. Odkrycia dokonano podczas prac na stanowisku Coves del Fem. Pracowaliśmy tam ostatniego lata, naprawiając zniszczenia dokonane przez powódź, mówi profesor Raquel Pique Huerta z wydziału prehistorii Universitat Autonoma de Barcelona. Coves del Fem to jaskinia w gminie Ulldemolins w Katalonii.
      Naukowcy badają obecnie tabliczkę i próbują wyjaśnić nie tylko jej znaczenie, ale również dlaczego jest ona starsza niż samo stanowisko. Na tabliczce wyryto wizerunki dwóch jeleniowatych (samicy i samca), dwóch kóz lub krów oraz dwóch niezidentyfikowanych zwierząt. Jej odkrycie było tym większym zaskoczeniem, że naukowcy poszukiwali kamiennych narzędzi, nie spodziewali się zabytku tego typu.
      Tabliczka ma trafić na wystawę w Muzeum Archeologii Katalonii, jednak najpierw muszą zakończyć się badania. A do wyjaśnienia pozostało jeszcze wiele kwestii, jak np. znaczenie tabliczki dla społeczności, w której powstała czy jej symboliki.
      Wiemy, że ludzie zamieszkiwali tę jaskinię pomiędzy 6000 a 45000 lat przed naszą erą. Używali kamiennych narzędzi. Dlatego też zawsze na wszelki wypadek rozglądamy się za takimi narzędziami. Jednak nie spodziewaliśmy się znaleźć tabliczki z wyrytymi wizerunkami, mówi profesor Huerta.
      Naukowcy sądzą, że tabliczka liczy sobie od 11 700 do 15 000 lat, pochodzi więc z końca paleolitu. Nie należy ona do społeczności, która zamieszkiwała tę jaskinię. Jest znacznie starsza, dodaje uczona.
      Wciąż nie wiadomo, jak zabytek znalazł się w młodszych warstwach. Nie można wykluczyć, że została przyniesiona przez wodę. A może mieszkańcy młodszych społeczności, którzy kopali jamy, by w nich przechowywać swoje rzeczy, dotarli do starszych warstw i je wymieszali, stwierdza Huerta.
      Zabytek ma prawdopodobnie duże znaczenie historyczne. Ma związek ze światem idei, jest rodzajem komunikacji ideologicznej, jednak nie wiemy, co znaczy.
      Uczona nie wyklucza, że mamy tu do czynienia z zapiskiem dotyczącym zasad panujących w społeczności lub z symbolicznym opisem samej społeczności. Jest tutaj jakieś znaczenie, które było ważne i dzielone między członkami społeczności. Przedstawienia są bardzo naturalistyczne. Widać szczegóły budowy zwierząt, w niektórych miejscach przedstawiono nawet futro, dodaje Huerta.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Bambusowa tratwa wykonana za pomocą technik z epoki kamienia i 850 kilometrów Morza Timor. Właśnie takie, kolejne już, wyzwanie postawili przed sobą członkowie projektu First Mariners. Budują oni właśnie 18-metrowej bambusową tratwę i chcą powtórzyć to, co ludzie dokonali przed 65 000 lat, gdy po raz pierwszy dotarli do Australii.
      First Mariners użyją podobnych materiałów i narzędzi, co pierwsi Homo sapiens, którzy dotarli na Antypody. Tratwa zostanie wykonana z bambusa i wzmocniona drzewem. Wykorzystany zostanie również rattan, który posłuży m.in. do budowy schronienia na tratwie, a z palmy cukrowej (Arenga pinnata) zostaną wyplecione liny. Śmiałkowie szacują, że będą potrzebowali aż 17 kilometrów włókien, by połączyć poszczególne elementy tratwy.
      Oczywiście na żadnym etapie budowy nie będą używane współczesne narzędzia. First Mariners wykorzystają repliki kamiennych narzędzi. Sami zresztą te narzędzia wykonają. Członkowie projektu muszą też wziąć pod uwagę takie elementy podróży jak przechowywanie żywności i wody, ochrona przed palącym słońcem, gotowanie na tratwie czy walka z ewentualnym pożarem. Wszystko, oczywiście, za pomocą narzędzi, technik i materiałów sprzed 65 000 lat.
      To szaleńcze przedsięwzięcie ma szanse powodzenia, gdyż First Mariners nie są nowicjuszami. Wytwarzania kamiennych narzędzi uczyli się od doktora Christosa Matzanasa podczas pobytu na greckiej Kithirze. Wyspa ta była jednym z etapów ich podróży na Kretę. Podróży podczas której również odtwarzali sposób, w jaki dotarli tam pierwsi ludzie.
      Projekt First Mariners prowadzony jest od wielu lat. Pierwsza wyprawa, Nale Tasih I, podjęta w 1998 roku, zakończyła się niepowodzeniem. Wtedy również próbowano przekroczyć na tratwie Morze Timor, jednak liczne błędy spowodowały, że żeglarze nawet nie stracili z oczu wyspy Rote, z której wyruszyli. Wrócili na nią po 48 godzinach.
      Osiem miesięcy później ruszyła wyprawa Nale Tasih II. Tym razem poszło znacznie lepiej. Śmiałkowie wylądowali na Wyspie Melville'a, gdzie zostali zepchnięci przez sztorm po pokonaniu setek kilometrów. Stamtąd zabrały ich już współczesne środki transportu. Nie byli jednak usatysfakcjonowani, gdyż niektóre elementy swojej tratwy wykonali technikami zbyt skomplikowanymi, jak na realia sprzed 65 000 lat. No i nie dotarli do wybrzeży Australii.
      Rok 2000 krótka wyprawa Nale Tasih III. Przeprawa pomiędzy Bali a Lombok, z przekroczeniem Linii Wallace'a, oddzialającą Azję od Oceanii, nie imponuje długością, ale był to znaczący wyczyn. Członkowie First Mariners naśladowali bowiem Homo erectus, który przed 800 000 lat podjął się takiej podróży. Było to zadanie przede wszystkim wyczerpujące fizycznie. Jak bowiem wiemy Homo sapiens są słabsi od H. erectus.
      Na kolejne przedsięwzięcie w ramach First Mariners trzeba było czekać kilkanaście lat. Wielomiesięczne przygotowania rozpoczęły się w 2013 roku na greckiej Kithirze. Śmiałkowie ruszyli w lipcu 2014 roku w kierunku Krety, na którą szczęśliwie dotarli po 46 godzinach wiosłowania.
      Teraz czas na kolejną próbę przedostania się z wyspy Rote do australijskiego portu Darwin.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po ustąpieniu lodowca w Europie zmieniła się dieta żubrów. Zwierzęta te z wygodniejszych dla nich terenów otwartych przeniosły się do lasów. Związek miała z tym nie tylko zmiana roślinności, ale i presja człowieka. Z tymi zmianami nie poradziły sobie już tak dobrze tury – pokazują naukowcy z Białowieży.
      W Europie okres holocenu, związany z ociepleniem klimatu i wycofywaniem się lodowca przetrwały jedynie trzy gatunki dużych roślinożerców: żubr, tur i łoś. Jak gatunki te poradziły sobie w ciągu ostatnich 12 tys. lat, kiedy następowały dynamiczne zmiany środowiskowe, związane z ekspansją lasu po ustąpieniu lodowca? I jak wpłynęła na populacje tych zwierząt presja człowieka?
      Zbadał to zespół naukowców z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, kierowany przez dr. hab. Rafała Kowalczyka. Wyniki badań – prowadzonych we współpracy z zagranicznymi uczonymi – ukazały się właśnie w prestiżowym czasopiśmie naukowym Global Change Biology. O wynikach poinformowali w przesłanym PAP komunikacie przedstawiciele IBS PAN.
      Naukowcy zwracają uwagę, że żubr i tur przystosowane były do bardziej otwartych środowisk, a lasy były dla nich trudniejszym środowiskiem do przeżycia. Mimo to to właśnie lasy odegrały ważną rolę w unikaniu presji człowieka i stały się schronieniem umożliwiającym przetrwanie – piszą naukowcy.
      W ich ocenie plastyczność zachowań żerowych była prawdopodobnie kluczem do przetrwania w zmieniających się warunkach środowiskowych w okresie holocenu. Gatunki, które potrafiły się przystosować, jak żubr i łoś, przetrwały. Te mniej plastyczne, jak tur, bezpowrotnie wyginęły.
      Naukowcy zebrali próbki kości blisko 300 zwierząt (żubrów, turów i łosi) z kolekcji muzealnych w całej Europie. Poddali je analizie zawartości stabilnych izotopów węgla i azotu. Zwierzęta pobierają takie izotopy wraz z pokarmem, a materiał ten odkłada się w kościach. Rośliny rosnące w lasach mają inną zawartość izotopów węgla niż te rosnące na terenach otwartych. A zawartość izotopów azotu zależy m.in. od gatunku rośliny, gleby czy wysokości nad poziom morza, na jakiej rosły. Badając więc skład izotopowy można zrekonstruować środowiska, w których żerowały ssaki oraz ich dietę.
      Z badań wynikło, że u zwierząt tych zaszły zmiany użytkowania środowisk z bardziej otwartych (we wczesnym holocenie i okresie poprzedzającym neolit), na leśne (w okresie neolitu – ok. 6-7 tys. lat temu – i późnego holocenu).
      Ekspansja lasów w pierwszych tysiącleciach po ustąpieniu lodowca zmusiła duże gatunki roślinożerne do żerowania w lasach. A następnie wzrastająca od neolitu do czasów współczesnych presja człowieka, nie pozwoliła im na intensywniejsze użytkowanie terenów otwartych mimo kurczenia się pokrywy leśnej – skomentowali naukowcy z IBS PAN.
      Gatunkiem, u którego odnotowano największe wahania zawartości izotopów był żubr. Sugeruje to wysoką plastyczność tego dużego roślinożercy, co mogło mieć znaczenie dla jego przetrwania.
      Najmniej plastycznym gatunkiem, szczególnie jeśli chodzi o dietę, okazał się tur. Wyższa specjalizacja tego zwierzęcia mogła skutkować znacznie słabszą możliwością przystosowania się do zmieniającego się środowiska i nowego garnituru roślin w lasach, prowadząc do stopniowego znikania tego szeroko rozprzestrzenionego i licznego jeszcze na początku holocenu ssaka, aż do jego wymarcia w XVII wieku.
      Wśród czynników wyjaśniających obserwowane zmiany zawartości izotopów w kościach, były czas (wiek kości), długość geograficzna, wysokość n.p.m. oraz lesistość, z tym, że ich zestaw zmieniał się w zależności od gatunku. Najbardziej tajemniczy okazał się łoś, gdyż żaden z analizowanych czynników nie wyjaśnił zmian izotopowych u tego gatunku. Może to wynikać ze zmiennej sezonowo i bardzo różnorodnej diety łosi, sezonowych migracji obserwowanych współcześnie tylko u części osobników tego gatunku oraz faktu, że preferowane przez ten gatunek obszary bagienne ulegały mniejszej ingerencji człowieka w przeszłości.
      Wyniki badań białowieskich naukowców pokazują silny wpływ zmian naturalnych (ekspansja lasów) i antropogenicznych (wylesianie i presja ludzka) na ekologię żerowania dużych roślinożerców.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niewykluczone, że naukowcy wpadli na trop, który pomoże rozwiązać zagadkę nagłego upadku wielu społeczności z epoki kamienia. Przed 5000 laty w grobie w Szwecji spoczęła 20-letnia kobieta, należąca do jednej z pierwszych europejskich społeczności rolniczych. Teraz naukowcy dowiedzieli się, że zabiła ją Yersinia pestis, bakteria wywołująca dżumę.
      To jedna z najstarszych znalezionych próbek Y. pestis, do tego należąca do nieznanego wcześniej drzewa ewolucyjnego tego organizmu. Część naukowców mówi, że dżuma mogłaby wyjaśnić upadek dużych społeczności z epoki kamienia. Inni specjaliści zauważają, że wciąż nie mamy wystarczającej liczby dowodów, by jednoznacznie stwierdzić, że przed 5000 laty doszło do pierwszej znanej nam pandemii dżumy.
      Dżuma wydaje się występować wszędzie, mówi historyk Kyle Harper z University of Oklahoma, który bada, jak choroba ta wpływała na ludzkie społeczności. W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej dowodów na to, że wspólna historia ludzkości i dżumy liczy sobie tysiące lat: Znaleziono przodka wielkich epidemii dżumy, Dżuma nęka nas dłużej niż sądzono, Dżumę do Europy przynieśli migranci ze Stepu Pontyjskiego.
      Dotychczas najstarszym znanym szczepem Y. pestis w Europie był ten przywleczony przed około 4800 laty ze Stepu Pontyjskiego przez migrujących przedstawicieli kultury grobów jamowych. Tysiące lat później dżuma spowodowała dwie największe epidemie w dziejach ludzkości, Dżumę Justyniana i Czarną Śmierć.
      Odkrycia nowego szczepu Y. pestis dokonano przypadkiem. Zespół pod kierunkiem Simona Rasmussena z Uniwersytetu w Kopenhadze i Nicolasa Rascovana z francuskiego Uniwersytetu Aix-Marseille przeglądali publicznie dostępne bazy danych DNA w poszukiwaniu sekwencji genetycznych popularnych patogenów. W zębach 20-latki pochowanej na stanowisku Frälsegården w zachodniej szwecji oraz w zębach innej osoby z tego samego grobu znaleźli sekwencje nieznanego szczepu Y. pestis. Zmarli należeli do kultury pucharów lejkowatych i żadne z nich nie miało związku z kulturą grobów jamowych. To zaś oznacza, że ten szczep był obecny w Europie przed migracją ze Stepu Pontyjskiego. Jak zauważa Rasmussen, fakt, iż bakterie zagnieździły się w zębach świadczy o tym, że krążyły one we krwi i bardzo prawdopodobne jest, że zabiły zarażone osoby.
      Nowo odkryty szczep Y. pestis należy do gałęzi, która oddzieliła się od wspólnego przodka przed około 5700 laty. Jednak, jak zauważa Johannes Krause, genetyk z Instytutu Historii Człowieka im. Maxa Plancka, nie jest on wspólnym przodkiem, a więc nie można stwierdzić, kiedy i gdzie dżuma pojawiła się po raz pierwszy.
      Rasmussen i Rascovan wysunęli własną hipotezę dotyczącą pojawienia się Y. pestis. W neolicie we Wschodniej Europie, na terenach leżących obecnie w Rumunii, Mołdowie i Ukrainie rozwinęła się kultura Cucuteni-Trypole. Dziesiątki tysięcy ludzi mieszkały w gęsto zaludnionych osadach, w złych warunkach sanitarnych. Składowane przez nich zboże przyciągało gryzonie, które są nosicielami Y. pestis. Te wielkie osady to książkowe przykłady miejsc, w których mógł wyewoluować patogen, mówi Rasmussen.
      Mniej więcej 5400 lat temu wiele z tych osad nagle zniknęło. Ich mieszkańcy wymarli lub się wyprowadzili, a opuszczone budynki spalili. Zdaniem Rasmussena i Rascovana przyczyną mogło być pojawienie się dżumy. Być może mamy tu do czynienia z pierwszym znanym nam przypadkiem załamań dużych grup społecznych w wyniku zarazy, Rasmussen. A jako że te wielkie osady były połączone szlakami handlowymi z wieloma społecznościami na terenie Europy, nowa bakteria mogła z łatwością się rozprzestrzenić. Tak mogła rozpocząć się pierwsza pandemia, mówi Rasmussen.
      Krause zauważa jednak, że mamy tu do czynienia wyłącznie ze spekulacjami. W miejscach gdzie żyli przedstawiciele kultury Cucuteni-Trypole nie znaleziono bowiem śladów Y. pestis. Ponadto wczesne szczepy nie mają genów, które umożliwiały łatwe rozprzestrzenianie się choroby. Dotychczas niewiele wiemy o nowym szczepie, nie wiemy, w jaki sposób doszło do zarażenia 20-latki i czy padła ona ofiarą większej epidemii.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...